Odpowiedź Ministra Włodzimierza Cimoszewicza
Minister Spraw Zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Dziękuję bardzo za tę dyskusję. Zgadzam się
z tymi mówcami, którzy zwracali uwagę na to, że tegoroczna debata odbywa się
w szczególnym momencie i że w związku z tym polska dyskusja o przyszłości
naszej polityki zagranicznej musi w coraz większym stopniu odwoływać się do
pewnej strategicznej wizji. Zgadzam się z tym, uważam, że tego typu dyskusja
jest nam w kraju potrzebna. Zasygnalizowałem pewne istotne pytania, które
w takiej dyskusji muszą być rozważone. My oczywiście wypracowujemy swój pogląd,
swoje stanowisko, ale nie chcielibyśmy, aby minister spraw zagranicznych czy
rząd przyznawali sobie wyłączność w sprawie zdefiniowania w dłuższej perspektywie
interesów naszego kraju, choć oczywiście rozumiem, że do nas należy rola inicjatora
takiej dyskusji. Natomiast z tego punktu widzenia, gdybym mógł wyrazić nie
tylko jako szef resortu spraw zagranicznych, ale także jako poseł, członek
tej Izby, pogląd na temat debaty, jaka dzisiaj miała miejsce, to powiedziałbym,
że ona się za bardzo nie różniła od tego, co wspólnie od kilkunastu lat, a
przynajmniej w ciągu ostatnich kilku lat tworzyliśmy, w czym uczestniczyliśmy,
czyli że zarówno znalazły się w niej głosy ważne, istotne - i zaliczam do
nich nie tylko te, w których wyrażano akceptację i poparcie dla działalności
rządu i resortu spraw zagranicznych - ale także było niestety zawstydzająco
wiele przykładów ignorancji, niewiedzy i także niewykorzystywania informacji,
jaka była wielokrotnie przedkładana w tej Izbie w czasie obrad, jak i poszczególnym
posłom w odpowiedziach na ich zapytania, interpelacje itd.
Chcę oczywiście podziękować wszystkim posłom, którzy odnotowywali rozmaite
pozytywne elementy i osiągnięcia polskiej polityki zagranicznej w ostatnim
czasie. Nie ukrywam, że, tak jak nie zaskakuje mnie to w przypadku ugrupowań
politycznie bliskich rządowi, tak ze szczególną satysfakcją odnotowuję głosy
uznania płynące ze strony wyjątkowo krytycznej opozycji wobec rządu, bo to
stwarza cień nadziei, że w zakresie polityki zagranicznej można nadal szukać
porozumienia ponadpartyjnego.
Spróbuję odnieść się do niektórych z poruszonych tutaj kwestii, choć, panie
marszałku, chcę też, po raz kolejny, nawiasem mówiąc, wyrazić pewne zakłopotanie
wynikające z tego, że odpowiadam osobom nieobecnym na tej sali czy też przyjdzie
mi polemizować z osobami nieobecnymi na tej sali.
Pytania zadało według moich notatek 33 posłów, posłanek i posłów. W dyskusji
zabierało głos kilkunastu posłów, w tej chwili na sali jest około 10 osób.
Niemniej jednak, już nie kierując się tym, kto jaki temat poruszał, odniosę
się do spraw uznanych przeze mnie za szczególnie istotne.
Przyznam bardzo otwarcie, że wyjątkowo rozczarowująco zabrzmiał dla mnie
głos pana posła Rokity, który wyraźnie starał się znaleźć jakąś szczelinę
w polskiej polityce zagranicznej, przysłowiową dziurę w całym, ale ponieważ
przychodziło mu to z trudem, to zaczął posługiwać się językiem, jaki nie spełnia
standardów poważnej debaty. Takie epitety, jak: rząd niezguła, safanduły ze
Sztabu Generalnego itd. No, tego bym od polityka o sporych i publicznie znanych
ambicjach nie oczekiwał; podobnie jak tez zawartych w tym wystąpieniu, spotykanych
także w wystąpieniach niektórych innych dzisiejszych mówców, w tym także pana
posła Macierewicza, mianowicie tezy sugerującej, że Polska gotowa jest się
wycofać ze swego stanowiska dotyczącego istotnych elementów debaty konstytucyjnej
w Europie, i wyrażania zaniepokojenia rzekomo demonstrowaną uległością, miękkością
itd. Nie wiem, czym panowie posłowie się kierują w formułowaniu tych ocen,
jeżeli nie jest to wyłącznie zła wola. Żaden czyn, żadna wypowiedź, żadne
działanie ze strony mojej, resortu, którym kieruję, czy rządu nie daje podstawy
do tego typu sugestii i zapowiedzi czy też prognoz.
Pan poseł Kaczyński poruszył jedną ze szczegółowych kwestii, mianowicie kwestię
dysparytetu własności nieruchomości polskich i rosyjskich w obu naszych krajach,
pytając, jak ten problem ma być rozwiązany. Ta kwestia została podjęta bezpośrednio
po objęciu przeze mnie stanowiska. Przez dłuższy czas mieliśmy pewne problemy
z rozpoczęciem rozmów na ten temat, dosyć prozaiczne i głównie po naszej stronie.
Mianowicie wcześniej nikt niczego w zasadzie w tej sprawie nie zrobił. Należało
więc zgromadzić niezwykle szczegółową informację dotyczącą stanu prawnego
poszczególnych nieruchomości rosyjskich, a to zajęło wiele czasu. Od tej pory
odbyły się dwie rundy rozmów na ten temat. Obie strony przynajmniej deklarują
zainteresowanie rozwiązaniem tej kwestii. Liczę więc, że dysparytet zniesiemy
bądź to przez uzyskanie przez Polskę nowych nieruchomości na terytorium Federacji
Rosyjskiej - nieruchomości w wielu przypadkach nam potrzebnych - bądź przez
zmniejszenie stanu posiadania strony rosyjskiej, gdy chodzi o terytorium naszego
kraju.
Jeszcze raz chcę wrócić do kwestii ostatnich inicjatyw Polski dotyczących
kontaktów z naszymi partnerami europejskimi i dyskusji europejskiej, dyskusji
konstytucyjnej.
Pan poseł Kaczyński stwierdza, że próba rewitalizacji Trójkąta Weimarskiego
może oznaczać zawężenie aktywności politycznej, zapominanie o innych partnerach.
Muszę powiedzieć, że w sytuacji, gdy w dniu następnym po spotkaniu z kolegami
z Francji i Niemiec w Berlinie spotykamy się w Warszawie z premierem Aznarem
i z minister spraw zagranicznych Hiszpanii i prowadzimy rozmowy z tymi partnerami,
taka teza nie trzyma się faktów i jest mało logiczna.
Pan poseł Kaczyński stwierdza, że demonstrowany pośpiech i mówienie o jakichś
terminach przyjęcia traktatu konstytucyjnego to poważny błąd. Rozumiem, że
pan poseł Macierewicz podobne tezy wygłasza.
Ja uważam, że traktat konstytucyjny jest potrzebny Unii Europejskiej. Rozumiem
tych, którzy nie chcą integracji europejskiej, nie chcą członkostwa Polski
w Unii Europejskiej. Ci mogą całkiem wiarygodnie stwierdzić, że nie chcą też
traktatu konstytucyjnego. Ja twierdzę, że ten traktat jest potrzebny, chociaż
oczywiście nie każdy traktat konstytucyjny i nie każde proponowane rozwiązania,
jakie miałyby się znaleźć w tym traktacie. Uważam, że traktat jest potrzebny,
ponieważ - poza kilkoma ciągle jeszcze otwartymi kwestiami, w których nie
osiągnęliśmy porozumienia i nie będzie to niestety takie łatwe w przyszłości
- wprowadza on wiele elementów pozytywnych, lepszych od dotychczasowych rozwiązań,
dobrze służących rozszerzonej Unii Europejskiej.
Uważam także, że warto porozumieć się w tej sprawie ze względu na klimat
polityczny w Europie, co nie jest czymś nieważnym, godnym zlekceważenia. W
moim przekonaniu leży także w interesie Polski to, aby poważna rozmowa, otwarta
rozmowa na ten temat została zainicjowana bez z kolei sztucznego i niczym
nieuzasadnionego odkładania w czasie. Sugerowanie terminów to jest wyrażenie
po prostu nadziei, że taki efekt wysiłków - jeżeli byłyby z dobrą wolą podjęte
przez wszystkich - jest możliwy. Nie jest to zakreślanie żadnych sztywnych
terminów. Także w swoich publicznych wypowiedziach stwierdzałem wyraźnie,
że nie ma żadnych gwarancji, iż porozumienie w ogóle uda się osiągnąć, a w
szczególności że uda się je osiągnąć w jakimś określonym czasie.
Po raz kolejny, z narastającym niestety poczuciem beznadziejności - ale nie
chcę się mu poddawać - apeluję o rzetelny sposób dyskutowania i o odwoływanie
się do wszystkich elementów prezentowanego stanowiska, do wszystkich wypowiadanych
tez.
Wielu mówców, wiele posłanek i wielu posłów odnosiło się do sprawy stosunków
polsko-amerykańskich, podnosząc kwestie wiz, kwestie dodatkowych kontroli
polskich obywateli na granicy Stanów Zjednoczonych, przy przekraczaniu tej
granicy itd. Z reguły adresowano do rządu krytykę, to właśnie, że niezguła
albo że mu brakuje odwagi itd.
Pozwolę więc sobie zwrócić uwagę Wysokiej Izby na fakt, że nic mi nie wiadomo
o podejmowaniu tych kwestii przez kogokolwiek przed obecnym rządem i przed
tym, jak 2 lata temu zwróciłem uwagę naszych partnerów amerykańskich na potrzebę
dyskusji na te tematy. O tych sprawach rozmawiamy. Prowadzi te rozmowy prezydent,
wielokrotnie robił to premier, wielokrotnie robiłem to ja. Rozmawiamy także
na szczeblach niepolitycznych. Są to rozmowy przedstawicieli resortów, z naszej
strony resortu spraw zagranicznych, w niektórych przypadkach także resortu
spraw wewnętrznych, a ze strony amerykańskiej Departamentu Stanu i Departamentu
Bezpieczeństwa Wewnętrznego. I wydaje mi się, że w niektórych kwestiach udało
nam się posunąć naprzód, osiągnąć postęp, zwłaszcza gdy chodzi o zapobieżenie
tym przypadkom trudnym, traumatycznym, przypadkom, gdy obywatel polski dociera
do Stanów Zjednoczonych i na miejscu dowiaduje się od przedstawiciela służby
imigracyjnej, że niestety, nie ma prawa wjazdu na terytorium USA, pozostania
tam i jest zawracany. W tego typu przypadkach mieliśmy do czynienia z dwoma
problemami, które wymagały rozwiązania. Pierwszym było niewłaściwe traktowanie
polskich obywateli, zwłaszcza na lotniskach w Nowym Jorku i w Newark. W wyniku
interwencji, w wyniku konsultacji konsularnych, jakie przeprowadzaliśmy, w
wyniku wizyty przedstawicieli MSZ w Stanach Zjednoczonych, w tym w Nowym Jorku
we wrześniu ubiegłego roku, osiągnęliśmy - jak sądzę - klarowne porozumienie
co do tego, jak unikać tego typu przypadków i od tej pory do MSZ nie dotarły
informacje o tym, aby takie naganne praktyki miały miejsce, aby się powtarzały.
Dlatego też wiele osób, które odwoływały się do tych zdarzeń, posługuje się
informacjami sprzed wielu miesięcy zaczerpniętymi z polskiej prasy, a nie
chce słuchać wyjaśnień prezentowanych już przez MSZ na ten temat i publicznie,
i w Sejmie.
Innym elementem, aspektem tego problemu było poszukiwanie rozwiązania, które
pozwoliłoby nie narażać polskich obywateli na podróż do Stanów i z powrotem
natychmiast po ich zawróceniu. Wydawało się, że można to osiągnąć przez stosowanie
procedury kontroli imigracyjnej amerykańskiej na polskim terytorium przed
opuszczeniem naszego kraju i w tym zakresie w gruncie rzeczy osiągnęliśmy
porozumienie. Obecnie rozmawiamy o szczegółach technicznych aranżacji. Zakładam,
że w przyszłym tygodniu dojdzie również do oficjalnego potwierdzenia tego
rozwiązania i że w krótkim czasie wszyscy Polacy, zarówno ci, którzy dowiedzą
się, że nie mają po co lecieć, jak i ci, którzy dowiedzą się, że na pewno
nie zostaną zawróceni, będą odbywali tę podróż albo w bardziej komfortowych
psychicznie warunkach, albo też nie będą wyjeżdżali i narażali się na kłopoty.
Czym innym jest kwestia wiz, a także dodatkowych procedur kontrolnych stosowanych
na granicach Stanów Zjednoczonych. Ponad rok temu Ministerstwo Spraw Zagranicznych
było pytane przez naszych partnerów amerykańskich, jak ocenilibyśmy wprowadzenie
dodatkowych procedur kontrolnych w takiej postaci, jaką ostatnio zastosowali
Amerykanie. Przedstawiliśmy jednoznacznie negatywne stanowisko, zwracając
także uwagę na jego konsekwencje natury politycznej i z zakresu niejako psychologii
społecznej.
Dziś oczywiście podtrzymujemy te opinie, oceny, ale chciałbym wszystkich
zachęcić do tego, żeby precyzyjnie opisywali fakty i rzeczywistość. To, co
jest z naszego punktu widzenia na pewno nie do zaakceptowania, to inne traktowanie
Polaków, obywateli Rzeczypospolitej niż obywateli innych państw wynikające
z faktu połączenia dodatkowych procedur kontrolnych z wymogiem posiadania
wizy amerykańskiej. Otóż, w naszym przekonaniu prowadzi to do sytuacji nielogicznej,
ponieważ obowiązek posiadania wiz amerykańskich oparty jest na innych przesłankach,
a na innych przesłankach oparte jest wprowadzenie dodatkowych procedur kontrolnych.
Te drugie, jak wiadomo, są tłumaczone względami bezpieczeństwa, a te pierwsze
związane są z sytuacją na rynku pracy, zachowaniem cudzoziemców przybywających
do Stanów Zjednoczonych, czasami pozostających dłużej niż wynosi okres ważności
wizy czy też podejmujących pracę, do czego nie mieli upoważnienia. Doprowadza
to do sytuacji, w której Polacy są poddawani podwójnemu systemowi kontroli,
podczas gdy obywatele innych państw, w tym także takich, z których pochodziły
osoby stwarzające zagrożenie albo uczestniczące w zamachach terrorystycznych
na terytorium Stanów Zjednoczonych... Wydaje się to być bardzo dyskusyjne.
Z tego też wynikają prezentowane w oficjalnych kontaktach opinie polskiego
rządu, polskiej strony.
Chcę jednak zwrócić uwagę na to, że ten stan rzeczy, także wedle założeń
amerykańskich, ma trwać jeszcze przez kilka miesięcy, do momentu, kiedy wszyscy
cudzoziemcy przybywający do Stanów Zjednoczonych albo będą musieli się poddawać
dodatkowym procedurom kontrolnym, albo będą musieli identyfikować się paszportami
zawierającymi dane biometryczne. W związku z tym chcemy podjąć rozmowy ze
Stanami Zjednoczonymi, które najwyraźniej nie zamierzają znieść nowych procedur
kontrolnych, na temat możliwości porozumienia się z Polską na warunkach przewidujących,
że ci obywatele polscy, którzy potrafiliby wylegitymować się dokumentami zawierającymi
niezbędne dane, tak jak inni cudzoziemcy, nie podlegaliby tej kontroli. Oczywiście,
oznaczałoby to konieczność dostosowania naszych dokumentów podróży, paszportów
do nowych wymagań. Mamy przy tym świadomość, że w Unii Europejskiej zaawansowane
są prace nad stworzeniem nowych regulacji, które wprowadziłyby do dokumentów
identyfikacyjnych, do paszportów nowe elementy, nowe informacje odpowiadające
podwyższonym standardom rozmaitych zabezpieczeń. Nie brakuje nam odwagi, dlatego
też kierowanie tego typu postulatów i krytyki wobec obecnego rządu i resortu
spraw zagranicznych w ostatnim czasie albo wynika z niewiedzy na temat tego,
co robiliśmy i co robimy, albo po prostu jest nierzetelne i z tego punktu
widzenia również nie do zaakceptowania.
Zarzut pana posła Kaczyńskiego dotyczący - jak to on określił - PRL-owskich
kadr kształtujących polską politykę zagraniczną ja kategorycznie odrzucam.
W ostatnim czasie wszyscy wkładamy wiele wysiłku, aby służba zagraniczna była
tym zgromadzeniem funkcjonariuszy państwa, w którym liczą się wyłącznie kwalifikacje
reprezentowane przez te osoby, przez tych pracowników i przywiązujemy bardzo
duże znaczenie do tego, aby żadne kryteria polityczne, jeśli chodzi o tych
ludzi, nie utrudniały pracy, żeby nie występowały żadne podziały polityczne.
W ciągu 15 lat od rozpoczęcia polskich przemian politycznych, po wielu zmianach
personalnych w MSZ, w tym także w okresie rządów o odmiennym kształcie politycznym
niż obecny, dokonano - jak sądzę - już wszystkich zmian, które kiedyś uważano
za konieczne czy też nieuchronne. I czas skończyć z językiem dzielenia ludzi,
przypinania im etykietek, czas naprawdę wspierać budowę służby państwowej
bez tego typu epitetów. W ciągu ostatnich 2 lat robimy absolutnie wszystko,
żeby do służby zagranicznej docierali przede wszystkim ci, którzy wygrywają
postępowania konkursowe do Akademii Dyplomatycznej.
Pan poseł Samborski skrytykował MSZ za stosunek do Kongresu Polonii Amerykańskiej,
do prezesa tej organizacji. Krytyki naszego stosunku wobec KPA nie przyjmuję,
ponieważ odnosimy się do tej organizacji z należnym dzięki jej wszystkim osiągnięciom,
związanym z jej wielkimi tradycjami szacunkiem, nie zmieniamy natomiast oceny
rozmaitych zachowań i wypowiedzi prezesa tej organizacji. Przy czym oceny
te nie mają wpływu na zakres i intensywność współpracy służby zagranicznej,
polskiej ambasady, polskich konsulatów z Kongresem Polonii Amerykańskiej.
W odniesieniu do wystąpienia posła Dobrosza chciałbym zgłosić tylko jedną
uwagę. Pewnie za przejęzyczenie trzeba uznać stwierdzenie pana posła Dobrosza
o tym, że prezydent i rząd udzielają poparcia globalizacji. To jest tak jakby
stwierdzić, że prezydent i rząd udzielają poparcia ocieplaniu się klimatu
na Ziemi. Prezydent, rząd i każdy rozsądny człowiek po prostu opisuje rzeczywistość
taką, jaka ona jest i stara się dostrzegać w obiektywnie i nieuchronnie zachodzących
procesach wszystkie ich cechy i strony, zarówno te, które stanowią zagrożenie,
jak i te, które stwarzają szansę. To jest zjawisko postępujące. Ktoś, kto
zamyka na ten fakt oczy, jest na jak najlepszej drodze do niezrozumienia rzeczywistości.
Natomiast staramy się dostrzegać wszystkie strony faktu globalizowania się
rozmaitych zjawisk i procesów zachodzących w społeczności międzynarodowej.
Pan poseł Balazs zwracał się do mnie o większą stanowczość w odgrywaniu roli
koordynatora przygotowań naszego kraju, rozmaitych resortów do członkostwa
w Unii Europejskiej. To jest nieporozumienie, ja takiej roli nie odgrywam.
Od 7 miesięcy w rządzie jest minister odpowiedzialny za koordynację i nie
podlega on ministrowi spraw zagranicznych. Tak więc wszystko to, co się wiąże
z koordynacją naszych działań, zachowań w Unii Europejskiej w związku z rozmaitymi
elementami polityki zagranicznej, bezpieczeństwa - tak, to jest rola i odpowiedzialność
ministra spraw zagranicznych. Mam wrażenie, że próbujemy robić to dobrze.
Pan poseł Dulias po raz kolejny cytuje rzekomą wypowiedź kanclerza Schrödera.
Tym razem muszę uznać to, czego dokonał pan poseł Dulias, za zupełnie świadome
fałszowanie i okłamywanie zarówno Wysokiej Izby, jak i opinii publicznej w
naszym kraju, ponieważ wielokrotnie już dementowaliśmy podobne informacje
o rzekomej wypowiedzi kanclerza Schrödera; dementowaliśmy je po zbadaniu zarzutów,
jakie były w tej Izbie formułowane. Jeżeli dysponuje więc pan niepodważalnymi
dowodami, a nie jedynie plotkami i pogłoskami, to niech je pan publicznie
przedstawi. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że pan takimi dowodami
nie dysponuje.
Pan poseł Klich, podobnie jak wielu innych mówców, odnosił się do polityki
wschodniej. Przy czym był łaskaw sformułować daleko idące i bardzo radykalne
oceny, stwierdzając, że Polska nie ma w praktyce polityki wschodniej, apelując
o to, abyśmy dostrzegli niezwykłe tempo wzrostu gospodarczego Rosji - jak
to pan powiedział - w ciągu kilkunastu lat, gwarantujące, że osiągnie ona
bardzo wysoki poziom rozwoju, jak rozumiem, w kategoriach produktu krajowego
brutto, przekraczający poziom wskaźników w naszej sytuacji. Zwracał się pan
o gesty wobec społeczeństwa białoruskiego i o zrezygnowanie z monokultury
kontaktów z Ukrainą. Uważam, że Polska ma, jeśli chodzi o koncepcję, o przemyślenia,
bardziej zborną, spójną koncepcję polityki wschodniej niż większość państw
europejskich. Odnoszę takie wrażenie, prowadząc bardzo często rozmowy z partnerami
europejskimi na ten temat. Jeśli chodzi natomiast o ocenę praktyki, to zawsze
trzeba mieć świadomość tego, że w stosunkach międzynarodowych, także na tym
najmniej skomplikowanym poziomie, czyli stosunków dwustronnych, rezultaty
zależą nie tylko od jednej strony. Nie wolno zatem dokonywać ocen oderwanych
od takiej realistycznej analizy, ponieważ prowadzi to do wniosków trudnych
do zaakceptowania. Z wielkim uznaniem oczywiście obserwujemy dynamiczne tempo
wzrostu gospodarki rosyjskiej w ostatnich trzech, czterech latach, ale z nie
mniejszym zainteresowaniem analizujemy, w jakim stopniu wynika to z rzeczywiście
głębokich, autentycznych i fundamentalnych reform gospodarczych i procesów
modernizacyjnych w gospodarce rosyjskiej, a w jakim stopniu jest to po prostu
konsekwencją niezwykle korzystnego układu cen surowców energetycznych na rynkach
światowych w ostatnich latach. Tak więc nie kwestionując czegoś, co jest oczywiste,
mianowicie imponujących wskaźników dynamiki gospodarczej Rosji w ostatnich
latach, byłbym ostrożny - bez precyzyjnej odpowiedzi na pytanie o źródła tego
obecnego sukcesu gospodarczego - z prognozami dotyczącymi przyszłości. Co
oczywiście nie zmienia poglądu, że w interesie Polski leży rozwój współpracy
gospodarczej zarówno z Rosją, jak też Ukrainą i Białorusią. Chcę więc w związku
z tym poinformować panie posłanki i panów posłów, że obecnie obroty handlowe
z tymi trzema państwami osiągnęły wartość rzędu 10 mld dolarów, że w ostatnich
dwóch, trzech latach każdoroczny przyrost eksportu Polski do Ukrainy i Rosji
przekracza 20%. Chociaż niestety, zwłaszcza w przypadku Rosji, utrzymuje się
bardzo wysoki deficyt handlowy, powiedziałbym nawet, że - wedle niepełnych
danych za 2003 r. - w przeciwieństwie do roku 2002 jest on prawdopodobnie
ponownie wyższy i że jest to konsekwencją jednego zjawiska, jednego czynnika
- wzrostu cen surowców energetycznych, które stanowią podstawową część naszego
importu z Rosji. Jest to czynnik od nas niezależny i mimo, jak powiedziałem,
bardzo wysokiej dynamiki eksportu do tego kraju, podobnie jak i do Ukrainy,
nie pozwala nam zniwelować różnicy w wartości naszego eksportu i importu z
tamtych krajów czy zwłaszcza z Rosji. W przypadku Ukrainy i Białorusi mamy
pozytywny wynik, pozytywny bilans handlowy.
Staramy się, nie stwarzając ryzyka, z zachowań, które mogłyby być interpretowane
jako akceptacja praktyk politycznych na Białorusi, wykorzystywać w pełni pozostałą
przestrzeń ruchu w postaci rozmaitych inicjatyw, kontaktów, także politycznych,
a nie wyłącznie w innych obszarach. Wydaje mi się, że uwaga pana posła Klicha,
podobnie jak uwaga pana posła Czykwina, dotycząca procedur wszczętych niedawno
przez Komisję Europejską, które mogą w pewnym szczególnym scenariuszu doprowadzić
do zmiany warunków handlu z Białorusią... Polska oczywiście ma dobry powód
do głębszej analizy, głębszej refleksji i przedstawiania wniosków z tego wynikających
naszym europejskim partnerom. My już to robimy. Nie tylko zapowiadamy robienie
tego w przyszłości, ale już to robimy. Natomiast propozycja jednostronnego
zniesienia opłat wizowych jest znacznie bardziej kontrowersyjna, ponieważ,
jak wiadomo, zaproponowaliśmy naszym wschodnim sąsiadom bardzo klarowny wybór.
Sugerowaliśmy taki scenariusz, taki wariant, który oznaczał niestosowanie
opłat wizowych przez nasz kraj wobec obywateli państw, wschodnich sąsiadów
- takiego wyboru dokonała Ukraina - bądź też opowiadaliśmy się za niskimi
opłatami wizowymi, w przypadku gdy sąsiedzi nie zrezygnują z nałożenia obowiązku
wizowego na polskich obywateli. W tej sytuacji reguły gry muszę obowiązywać
wszystkich uczestników rozmowy na ten temat i byłoby nie do wytłumaczenia
w przypadku Ukrainy, dlaczego to jej obywatele mieliby korzystać z identycznego
traktowania jak obywatele innego kraju, na przykład Białorusi, bez zasady
jakby rekompensaty tego w postaci niewprowadzania obowiązku wizowego wobec
polskich obywateli. Tak więc ten pomysł raczej odłóżmy na bok.
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem dotyczącym monokultury kontaktów polsko-ukraińskich,
chociaż mam oczywiście pewność, że wyjątkowa aktywność obu prezydentów, częstotliwość
ich spotkań i rozmów może sprawiać wrażenie, że jest to dominujący czynnik.
Zapewniam, że współpraca, także na poziomie rządowym, a nie tylko w odniesieniu
do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, jest intensywna, dochodzi do niej bardzo
często. Nie chcę wymieniać wszystkich tych spotkań, wizyt na poziomie premierów,
wicepremierów, rozmaitych resortów itd. Przy tej okazji wspomnę zwłaszcza,
że od kwietnia będziemy realizowali jeden z największych programów promocyjnych
Polski za granicą w ramach tzw. roku polskiego na Ukrainie, któremu odpowiadać
będzie podobny program ukraiński w Polsce, co jest jakby dodatkowym potwierdzeniem
tego, że staramy się, aby kontakty między naszymi krajami nie tylko nie ograniczały
się do prezydentów, ale nie ograniczały się do wymiaru politycznego, żeby
obejmowały jak najszersze kręgi obu społeczeństw.
Pan poseł Zaworski również podziela krytyczny pogląd na temat braku szczególnych
osiągnięć w zakresie współpracy gospodarczej z Rosją. Odwołuje się do znanej
sprzed wielu lat koncepcji dotyczącej wpływowego pośrednika między Rosją a
Europą Zachodnią, jakim miała być Polska. Chciałbym zwrócić uwagę - obecnego
ciągle tu na sali, dziękuję za to - pana posła Zaworskiego na to, że od czasu,
kiedy ta teoria była głoszona, kilka czy kilkanaście lat temu, wiele się zmieniło
- można powiedzieć: niestety się zmieniło - w wyniku błędów popełnianych także
przez nasze państwo. Ileś lat temu utraciliśmy potencjalną szansę na odgrywanie
takiej roli. Dzisiaj Polska jako pośrednik, zwłaszcza we współpracy gospodarczej,
nikomu nie jest potrzebna. Ci, którzy mieli podjąć taką współpracę, już to
zrobili.
Polska może i powinna odgrywać bardzo ważną rolę w budowaniu europejskich,
i nie tylko europejskich, koncepcji stosunków z Rosją, współpracy z Rosją,
także w wymiarze politycznym, w zakresie bezpieczeństwa międzynarodowego,
natomiast jeśli chodzi o kwestie gospodarcze, to powinna raczej koncentrować
się w tej chwili już na dobrej obsłudze własnych interesów niż występować
jako ów potencjalny pośrednik.
Z tego powodu, że z tak zwanej listy premiera Pola, zawierającej 29 projektów,
w które moglibyśmy się zaangażować na terenie obwodu kaliningradzkiego, niewiele
wyszło, nie należy kierować krytyki pod adresem polskiego rządu, lecz trzeba
się zastanowić, co powoduje takie, a nie inne decyzje władz publicznych obwodu
kaliningradzkiego.
Nawołuje pan poseł do skutecznego lobbingu. Ponieważ jesteśmy posłami tej
samej partii i tego samego okręgu wyborczego, to może w innych okolicznościach
podyskutujemy o problemach lobbingu na terenie obwodu kaliningradzkiego i
o pewnych ograniczeniach, których Polska z siebie nie powinna zdejmować, rozumiejąc,
jakie są realia w zakresie lobbingu i jego form w tym miejscu.
Pan poseł Stępień apeluje o to, aby w czasie wizyty prezydenta Kwaśniewskiego
podjąć także problem legalizacji pobytu Polaków - zapowiedzianej przez prezydenta
Busha - aby to załatwić. Zachodzi nieporozumienie. Prezydent Stanów Zjednoczonych
przedstawił pewną koncepcję dotyczącą polityki Stanów Zjednoczonych wobec
imigrantów, w tym nielegalnych imigrantów, i jest to koncepcja dotycząca wszystkich
cudzoziemców, w tym oczywiście także Polaków.
Po drugie, ta koncepcja, żeby stała się koncepcją obowiązującą, musi być
zaakceptowana przez Kongres i przybrać formę regulacji prawnej, a nie tylko
deklaracji prezydenta. Niezależnie od tego, jak silna jest pozycja prezydenta
Stanów Zjednoczonych, nie sięga ona aż tak daleko, aby mocą własnych decyzji
wprowadzał tego typu regulacje. Tak więc niczego ani prezydent Kwaśniewski,
ani ktokolwiek inny w imieniu naszego kraju w tej chwili i w tej sprawie nie
jest w stanie załatwić dopóty, dopóki Amerykanie sami nie przyjmą odpowiednich
regulacji.
Jak wiadomo, wstępne reakcje w USA na propozycje prezydenta Busha były rozmaite.
Tak jak są zainteresowani - w tym pracodawcy, co jest istotne - zalegalizowaniem
pobytu cudzoziemców pracujących u nich, tak też są i tacy, jak na przykład
związki zawodowe, którzy są temu przeciwni. Zobaczymy, co z tej debaty w USA
wyniknie.
Pan poseł Stępień zapytał mnie o ocenę rozliczania ambasadorów ze skuteczności
w zakresie promocji gospodarczej, a nie z ilości rautów. Otóż muszę powiedzieć,
że dzięki mądrym decyzjom Sejmu ograniczającym budżet MSZ nie mamy problemu
z rozliczaniem ilości rautów organizowanych przez nasze placówki. Natomiast
ocena skuteczności ambasadorów w zakresie wykonywania rozmaitych ich zadań
merytorycznych, w tym także w obszarze promocji gospodarczej, jest istotnym
elementem systemowych ocen placówek, personelu i szefów, jakie przeprowadzamy
w ostatnim czasie we wszystkich naszych przedstawicielstwach, we wszystkich
naszych ambasadach. Przy czym dopóty, dopóki nie uregulujemy ostatecznie kwestii
odpowiedzialności za reprezentowanie interesów gospodarczych w ramach służby
zagranicznej, trudno jest, przynajmniej w niektórych przypadkach, jednoznacznie
żądać wyłącznie od ambasadorów wykazania się skutecznością w tym zakresie.
Nie odczuwam oczywiście najmniejszej satysfakcji z tego powodu, że także
obecny rząd przez dwa lata swego funkcjonowania nie potrafił, jak do tej pory,
rozwiązać tej kwestii, ale przestrzegam przed łatwymi krytykami, ponieważ
jak wiadomo żaden rząd poprzedni nie potrafił tego zagadnienia prawidłowo
uregulować. Buduję jednak wzmocnioną nadzieję w oparciu o fakt, że tezy, propozycje
ministra spraw zagranicznych zostały ostatnio zaakceptowane przez Radę Ministrów
i premier oczekuje bardzo konkretnych propozycji, które prowadziłyby do odpowiednich
rozwiązań. My te propozycje mamy.
Pan poseł Stępień w ramach kwestii dotyczących współpracy gospodarczej z
Rosją podniósł problem, do którego odnosiło się także kilku innych mówców.
Chodzi mianowicie o to, czy polscy eksporterzy po 1 maja będą korzystali z
warunków klauzuli najwyższego uprzywilejowania na rynku rosyjskim. To, jak
wiadomo, zależy w podstawowym stopniu od możliwości porozumienia między Komisją
Europejską a Rosją o objęciu Polski i innych państw przystępujących do Unii
Europejskiej warunkami porozumienia o partnerstwie i współpracy.
Jak do tej pory stanowisko Rosji nie ułatwiało osiągnięcia porozumienia.
Rosja twierdziła, że nie ma mowy o automatycznym rozciągnięciu postanowień
tego porozumienia na nowe państwa członkowskie, co jest sprzeczne z naszym
poglądem, co jest sprzeczne z poglądem Komisji Europejskiej. Wedle mojej wiedzy
rysują się w tej chwili nieco jaśniejsze perspektywy uregulowania tej kwestii.
Gdyby okazało się jednak, że do 1 maja Komisja Europejska nie byłaby zdolna
do uregulowania tej kwestii z Rosją, my będziemy tę rzecz omawiali w bezpośrednich
rozmowach z Rosją już w bliskim czasie. Chodzi o ewentualność zastosowania
rozwiązań tymczasowych, przejściowych, podobnie jak miało to miejsce w przypadku
relacji Rosji z nowymi państwami członkowskimi Unii Europejskiej w przypadku
poprzednich rozszerzeń czy poprzedniego rozszerzenia.
Pan poseł Gadzinowski po raz kolejny wraca do kwestii naszej polityki wizowej
wobec obywateli Chińskiej Republiki Ludowej. Otóż ja nie potwierdzam tezy
mówiącej o tym, że nasza polityka wizowa wobec obywateli Chin, czy też praktyka
wizowa, odbiega w jakimś istotnym stopniu od polityki wizowej wobec obywateli
innych państw. Nie potwierdzam. Natomiast wszystkie szczegółowe uwagi oczywiście
z chęcią rozpatrujemy i będziemy rozpatrywali.
Bez związku z tą tezą chcę jedynie na zasadzie ciekawostki powiedzieć, że
nasze doświadczenie wskazuje na to, iż ogromna część obywateli Chin, którzy
przyjeżdżają do Polski w celach deklarowanych jako niemające nic wspólnego
z pozostaniem w naszym kraju czy podejmowaniem działalności gospodarczej,
pozostaje w naszym kraju, podejmuje działalność gospodarczą i zajmuje się
wyłącznie importem z Chin, a nie eksportem polskich towarów do swojej ojczyzny.
Ma to między innymi wpływ na rozmiary deficytu handlowego w relacjach między
naszymi krajami, w wymianie handlowej między naszymi krajami.
Postulaty związane z brakiem połączeń lotniczych korespondenta Polskiej Agencji
Prasowej czy ekipy telewizyjnej powinny być skierowane pod innym adresem,
ponieważ ja nie wierzę w doniesienia mediów o tym, że telewizja jest rządowa,
nawet nie próbowałem namówić telewizji publicznej do wysyłania ekipy gdziekolwiek,
do jakiegokolwiek kraju. To jest oczywiście, mówiąc serio, do rozważenia i
do rozstrzygania w liniach lotniczych czy też w agencjach prasowych itd.,
w zależności od tego, co uważają za niezbędne z punktu widzenia ich działalności.
Przechodzę do odpowiedzi na pytania.
Pani posłanka Masłowska. Karta regionów Europy, zagrożenie likwidacją państwa
polskiego itd. Pozwoliłem sobie zwrócić się do pani z pytaniem, czy może pani
podać jakikolwiek przykład podpisania karty regionów Europy. Sądzę, że nie
może pani. Niedawno rozmawiałem o tym z przedstawicielami związków województw
i, po pierwsze, stwierdziliśmy, że istnieje zależność i pewna relacja między
postanowieniami karty regionów Europy a prawdopodobnymi regulacjami przyszłego
traktatu konstytucyjnego i że do czasu, kiedy traktat konstytucyjny nie jest
uzgodniony i nie jest zaakceptowany, zdrowy rozsądek i ostrożność podpowiadają,
aby tej karty w tej chwili nie podpisywać. Jednocześnie nie zgadzam się z
pani oceną samej Karty Regionów Europy. Wnioski o destrukcyjnych skutkach
tego dokumentu i tej regulacji, do jakich pani dochodzi, są w moim przekonaniu
całkowicie nieuzasadnione, nie mówiąc już o tym, że oczywiście żadne władze
lokalne, ani rządowe, ani samorządowe, nie mają prawa do zaciągania takich
zobowiązań, które byłyby sprzeczne z założeniami polskiej polityki zagranicznej
formułowanymi zgodnie z konstytucją przez rząd. Wszyscy mają obowiązek zastosowania
się do tej prawnej powinności.
Pytanie pani posłanki Skowrońskiej, dotyczące wykorzystania środków PHARE-owskich,
i pytanie o to, jak próbuję rozwiązać ten problem, muszę, niestety, zaadresować
do kogo innego w rządzie w związku z tym, że jak już wyjaśniałem, nie mam
w tej chwili kompetencji w zakresie koordynowania działalności resortu w rozmaitych
programach europejskich o takim charakterze.
Jak będą wyglądały rozwiązania dotyczące nowej ekonomizacji służby zagranicznej?
Oczywiście poinformujemy o tym nie tylko posłów Platformy Obywatelskiej, ale
wszystkich posłów, gdy dojdzie do odpowiednich uzgodnień. Takie propozycje
MSZ przedstawi Ministerstwu Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej. Czekamy
na opinię, czekamy na reakcję, w najbliższym czasie przekażemy je premierowi.
Pan poseł Rzymełka powraca do kwestii ambasady w Berlinie. To rzeczywiście
jest żenująca sytuacja, nieakceptowalna, przy czym ja już wielokrotnie państwu
wyjaśniałem, na czym polega problem. Był rozpisany konkurs, został on rozstrzygnięty,
opracowany projekt okazał się za drogi na polskie możliwości. Nie było nas
stać na to, żeby wydać łącznie - uwzględniając wykończenie i wyposażenie -
ok. 200 mln zł na jego realizację. To było jasne dla mnie wcześniej, jednak
od tej oceny do stwierdzenia, jak w takim razie rozwiązać ten problem, trzeba
było przebyć pewną drogę. Aby zrealizować tamten projekt w jakiejś okrojonej
formie, trzeba mieć zgodę i zapewnioną współpracę ze strony zespołu projektującego,
można też wybrać inny wariant. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na wykorzystanie
konstrukcji nośnej starego budynku w drodze pewnie czegoś więcej niż remont,
by wreszcie mieć nowy budynek na miejscu. Na wniosek rządu, także dzięki decyzji
Sejmu w budżecie tegorocznym MSZ ma 15 mln zł na rozpoczęcie tego projektu
i zaczniemy go. Zatem zacznie się to w tym roku, mam nadzieję, że w ciągu
mniej więcej dwóch lat to zamkniemy i wreszcie nie będziemy musieli się wstydzić.
Na pytanie dotyczące finansowania czy współfinansowania przez stronę polską
organizacji, instytucji zajmujących się stosunkami polsko-niemieckimi, nie
mogę w tej chwili odpowiedzieć. MSZ nie jest w stanie wyjść naprzeciw temu,
bo nie dysponuje odpowiednimi środkami, ale jak rozumiem, inne resorty także
są tym zainteresowane, chociażby resort edukacji. Zapewne w wielu przypadkach
współfinansujemy w znaczącym stopniu te działania, są rozmaite projekty, chociażby
wymiana młodzieży, gdzie finansowanie przez stronę niemiecką i polską odbywa
się w znacznie bardziej wyrównanych proporcjach.
Posłanka Wiśniowska stwierdziła, że prezydent, łamiąc konstytucję Rzeczypospolitej,
wysłał żołnierzy do Iraku. Zdecydowanie się z panią nie zgadzam, pani nie
ma żadnych podstaw do stawiania prezydentowi takiego zarzutu. To jest całkowicie
gołosłowne, to jest język propagandy, a nie prawa. Jeżeli pani dysponuje poważnymi
argumentami prawnymi uzasadniającymi tę tezę, to niech pani wystąpi z odpowiednimi
inicjatywami niosącymi określone konsekwencje, o ile pani nie chce narazić
się na śmieszność.
Muszę powiedzieć, że ze zdumieniem wysłuchałem licznych posłów Samoobrony,
którzy z zacięciem i determinacją naprawdę godną lepszej sprawy bronili Saddama
Husajna, bronili prawa tego systemu rządów do dalszego istnienia. Czy państwo
naprawdę nie wiedzą, że tam wymordowano setki tysięcy ludzi? Czy państwu naprawdę
nie wstyd zajmować dzisiaj takiego stanowiska? Ja rozumiem kontrowersje prawne,
inne kontrowersje, dyskusje międzynarodowe, ale jak możecie w taki sposób
oceniać tę sytuację? Czy wam jest obojętne, co się działo w tym kraju? Czy
nie odczuwacie ulgi, że tam wreszcie ludzie nie są mordowani przez tajną policję?
Czy nie rozumiecie, że ten naród, m.in. dzięki nam, dzięki ryzyku, które podjęliśmy,
zyskał wielką szansę? Czy nie zdajecie sobie sprawy z tego, że podjęliśmy
bardzo trudną decyzję? Że podjęliśmy tę decyzję w imieniu tego narodu, także
w interesie tego narodu i w interesie bezpieczeństwa międzynarodowego, w tym
także naszego? Dlaczego ciągle uprawiacie taką nieprzemyślaną bzdurną propagandę?
Skończcie z opowiadaniem o wspaniałych, wielkich inicjatywach pokojowych waszego
przewodniczącego, bo to jest po prostu śmieszne. Wstyd opowiadać takie rzeczy
w sali polskiego parlamentu.
(Głos z sali: Tak uważa większość społeczeństwa.)
(Głos z sali: Niech pan popatrzy na sondaże.)
(Poseł Jan Łączny: Ale trochę ciszej, panie ministrze, pan nie musi na nas
krzyczeć.)
Wy się kierujecie sondażami, ja się kieruję racją w tej sprawie. Chwała Bogu,
prezydent, rząd i większość tego Sejmu kierowała się w tej sprawie racją,
a nie sondażami.
(Poseł Jan Łączny: Czas pokaże.)
(Poseł Renata Beger: To jest pańskie zdanie, nie nasze.)
(Poseł Jan Łączny: Czas pokaże.)
(Poseł Renata Beger: A dziećmi nie jesteśmy, żeby na nas krzyczeć. Gdy się
nie ma argumentów, to się krzyku używa.)
Proszę państwa, odrzucam tego typu sformułowania, jak polskie wojska okupacyjne,
agresja wobec suwerennego państwa itd., w których wyraża się też wielka pogarda
dla własnego państwa, którego nazwą się ciągle posługujecie. Wy sobie nie
zdajecie sprawy z konsekwencji prawnych tego, co wypowiadacie jako posłowie
w polskim parlamencie, posługując się takimi ocenami.
(Poseł Marian Kwiatkowski: Mój ojciec wyzwalał kraj.)
Działacie wbrew interesom własnego państwa, tylko trzeba to rozumieć.
Nie będę odpowiadał na pytania, które dotyczą innych resortów; przekażę je
kolegom, zapewne odpowiedzą na nie na piśmie. Myślę o pytaniach dotyczących
niemieckich czołgów Leopard czy łodzi podwodnych z Norwegii - wiem, że te
projekty są realizowane - czy niektórych elementów porozumienia offsetowego.
Te pytania trzeba skierować do MON i do ministra nauki, który jest przewodniczącym
komitetu offsetowego.
Pani posłanka Łyżwińska pyta, czy Stany Zjednoczone dostały zgodę na eksploatowanie
pokładów rud tytanu w województwie suwalskim. Uprzejmie informuję, że to jest
kolejna, zupełnie śmieszna plotka.
(Poseł Wanda Łyżwińska: Wszystko jest możliwe, panie ministrze.)
Jak wiadomo, od lat nie podejmuje się eksploatacji żadnych złóż rud metali
znajdujących się w tym regionie ze względu na koszty eksploatacji i na potencjalne
katastrofalne konsekwencje ekologiczne. Nic się pod tym względem nie zmieniło.
Większość pytań była monotematyczna i dotyczyła sprawy Iraku, szukam więc
innych kwestii. Pan poseł Stryjewski powraca po raz kolejny do tematu Ziem
Zachodnich i Północnych; stwierdza w swoim pytaniu, że nie informuję Polaków
na Ziemiach Zachodnich, że ich byt jest zagrożony. Być może pańskim zdaniem
- pewnie już nie zdołam pana przekonać do zmiany tego poglądu, mimo uporczywych
wysiłków ponawianych od kilku lat - że uprawnienia Trybunału Sprawiedliwości,
o których pan mówi, nie dotyczą spraw, o jakich rozmawiamy. Unia Europejska
nie reguluje kwestii własnościowych, w związku z tym żadna jej instytucja
nie jest kompetentna do rozstrzygania tych spraw. Proszę albo o zrozumienie
tego, albo o niestraszenie ludzi w Polsce, dlatego że państwo ciągle ludzi
straszą; zastanawiam się, czy z niewiedzy, czy jest to jakaś polityczna kalkulacja.
My oczywiście nigdy nie lekceważyliśmy tego zagadnienia, dlatego powtarzaliśmy
rozmaite analizy i ekspertyzy prawne. Wszelka dostępna profesjonalna wiedza
daje podstawy do stwierdzenia, że żadnych zagrożeń w tym zakresie nie ma,
i proszę to wreszcie przyjąć do wiadomości.
Nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie dotyczące jakiegoś potencjalnego
inwestora w Bartoszycach. Jak rozumiem, jest to być może pytanie do innego
resortu. Zaległości w składkach do organizacji międzynarodowych - mam te informacje,
te dane.
Niestety wynoszą one dzisiaj w przypadku Organizacji Narodów Zjednoczonych
22 449 tys. dolarów, w przypadku NATO - 10 449 tys. euro, w przypadku Organizacji
Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie - 7893 tys. euro, w przypadku Rady Europy
- 4677 tys. euro. Pozostałe są w znacznie mniejszej skali. W tej chwili nie
stanowi to jeszcze zagrożenia jakimiś konsekwencjami, sankcjami w odniesieniu
do nas jako członka tych organizacji, niemniej ja nie mam wątpliwości, iż
ten stan rzeczy jest bardzo niedobry, nie powinien mieć miejsca. Niestety
od dwóch lat nie potrafimy wyjść z tego w sytuacji, kiedy sprawy te zostały
zaniedbane jeszcze w poprzednim okresie.
Ja osobiście uważam, że wszystkie kwestie dotyczące Iraku zostały wyjaśnione,
dlatego już nie będę do tych pytań powracał.
Pan poseł Dulias pyta o prawdę o współpracy w Grupie Wyszehradzkiej. Zasygnalizowałem
tę kwestię. Nie jesteśmy usatysfakcjonowani wiarygodnością tej współpracy,
zwłaszcza w ostatnim czasie, przy czym jestem głęboko przekonany o tym, że
ze swojej strony zrobiliśmy absolutnie wszystko, aby zachęcić naszych partnerów
do takiej współpracy i przekonać o jej potrzebie. Być może w niektórych państwach
uczestniczących w tej tradycyjnej, dość znaczącej formie współpracy nie podziela
się naszego poglądu i naszej opinii o wartości, jaką ten mechanizm współdziałania
będzie także po przystąpieniu do Unii Europejskiej.
Jest w związku z tym czas na zadanie pewnych prostych pytań i wysłuchanie
- mam nadzieję - jasnych odpowiedzi. Oczywiście nikt nikogo nie jest w stanie
zmusić do współpracy, jeżeli nie będzie przekonania o wspólnocie interesów
w tym zakresie. My zgodnie z tym, co już dzisiaj wobec Wysokiej Izby zadeklarowałem,
jesteśmy zwolennikami kontynuowania tej współpracy i nadania jej rzeczywistych
charakteru i wymiaru.
Pan poseł Dulias sformułował również tezę o sytuacji gospodarczej, która
jest rzekomo coraz trudniejsza. Ja tego nie będę komentował, jedynie odsyłam
zarówno do informacji instytucji zajmujących się ocenami statystyk ekonomicznych,
jak i do komentarzy ze środowisk biznesu, medialnych itd. Jestem przekonany,
że ocena trendów gospodarczych jest dokładnie odmienna od tego, co pan stwierdził.
Nie polemizuję, bo czuję się zażenowany, ze stwierdzeniami mającymi charakter
pomówień i inwektyw, z mówieniem, że akceptuję poniżanie Polski itd. Chciałbym
zachować nadzieję, że kiedyś dożyjemy czasów, gdy w polskim Sejmie ta metoda
debaty nie będzie stosowana.
Pan poseł Czerwiński sygnalizuje dwa przypadki pobicia polskiego obywatela
w Grecji. Proszę o konkretną informację, wyjaśnię to. Prawdopodobnie wyjaśnienie
musi wiązać się z jakimiś szczegółami tej sprawy, nie wiem, być może z miejscem
pobytu tej osoby itd. Znane są mi inne incydenty dotyczące polskich obywateli
w Grecji, znana mi jest reakcja i bardzo zaangażowane działanie naszej ambasady,
naszych konsulów. Tak więc wymaga to po prostu wyjaśnienia. Pyta pan też,
dlaczego władze niemieckie czy rząd niemiecki nie współfinansują wspomnianego
przez pana pisma polonijnego.
Wiele osób nawiązywało do kwestii respektowania czy też zakresu udzielanej
pomocy dla Polaków mieszkających w Niemczech w kwestii realizowania praw edukacyjnych,
kulturalnych itd. Kiedy mówiłem dzisiaj o tym, że poddamy dyskusji, będzie
przedmiotem konsultacji ocena stopnia respektowania, realizowania praw Polaków
mieszkających za granicą przez władze tych państw, miałem na myśli m.in. konsultacje
polsko-niemieckie w tym zakresie.
Dostrzegamy wyraźne dysproporcje, gdy chodzi o zakres zaangażowania, przy
czym ja jednocześnie muszę powiedzieć, że nie zgadzam się z tezą o stosowaniu
zasady wzajemności w tego typu przypadkach. To jest wiecznie powracające nieporozumienie.
My udzielamy pomocy polskim obywatelom pochodzenia niemieckiego, białoruskiego,
ukraińskiego, dowolnego innego nie wyłącznie dlatego, że jesteśmy do tego
zobowiązani takim czy innym traktatem, tylko dlatego, że tak rozumiemy prawa
mniejszości, prawa naszych obywateli. My udzielamy pomocy naszym polskim obywatelom
w ich zrozumiałych dla nas sprawach. Nawet gdybyśmy nie byli związani traktami,
tak powinniśmy postępować.
Oczywiście mamy prawo oczekiwać tego, że w innym kraju podobnie, przy respektowaniu
podobnego standardu będzie się traktowało Polaków...
(Poseł Jerzy Czerwiński: Właśnie.)
...obywateli danego państwa, ale nie powinniśmy wprowadzać zasady jakiejś
zależności, zgodnie z którą jeżeli gdzieś na przykład nie respektuje się praw
polskiej mniejszości, to my odpowiemy brakiem uznania praw mniejszości etnicznie
związanej z danym państwem. To nie miałoby sensu, to byłoby uderzanie w prawa
własnych obywateli. Dlatego też oczywiście będziemy o tym rozmawiali, dostrzegamy
problem, ale polscy obywatele, w tym przypadku pochodzenia niemieckiego, nie
mają powodów do obaw, gdy chodzi o zakres pomocy państwa polskiego, podobnie
jak polscy obywatele pochodzenia białoruskiego, ukraińskiego, litewskiego,
słowackiego itd.
Pani posłanka Szumska pyta, czy w Unii Europejskiej zachowane zostaną -pani
mówiła o integralności granic - jak rozumiem, granice Rzeczypospolitej. Pojęcie
integralności odnosi się raczej do terytorium niż do granic. Tak, będą zachowane,
zapewniam panią o tym. Pytała się pani, czy zostanie zachowana integralność
administracji, i wspomniała pani o jednym z euroregionów. Otóż euroregiony
nie mają nic wspólnego z naszym członkostwem w Unii Europejskiej. Istnieje
ich kilkanaście na naszych granicach i są one formą współpracy ponadgranicznej
między przylegającymi do siebie regionami dwóch lub trzech państw. Wszyscy
są na ogół zadowoleni z tego mechanizmu współpracy i oceniają go jako rzecz
bardzo korzystną. Nie ma się więc czego bać. Powiadam, że to nie ma żadnego
związku z członkostwem w Unii Europejskiej.
Pan poseł Kalemba pyta o szczegółową informację dotyczącą rezultatów rozmów
czy też konferencji w sprawie traktatu konstytucyjnego, jeżeli chodzi o preambułę,
o pewne szczególne formy pomocy dla landów niemieckich. Wydaje mi się, że
udzielaliśmy tej informacji, ale proszę bardzo, przedstawię ją w skrócie i
teraz.
Gdy chodzi o wstęp, nie osiągnięto porozumienia. W trakcie spotkania ministrów
spraw zagranicznych w Neapolu polska propozycja odniesienia do tradycji chrześcijańskich
we wstępie zyskała najwyższy poziom poparcia, wyższy od tego, co było przedtem,
i wyższy od tego, co dało się zaobserwować później. Popierało nas mniej więcej
10 państw, kilka aktywnie przeciwko temu występowało, inne nie zajmowały jednoznacznego
stanowiska, chociaż wedle naszego rozeznania także niektóre z tych, co nie
zajmowały stanowiska, gotowe były udzielić poparcia albo też mówiły, że nie
mają nic przeciwko takiemu rozwiązaniu.
Niemniej nie udało nam się nawet zbliżyć do jakichś konkluzji, bo w przeciwieństwie
do większości innych trudnych debat, z jeszcze jednym wyjątkiem: sprawy systemu
głosowania, nie nastąpiło wykrystalizowanie się bardzo wyraźnej większości
i miękko protestującej mniejszości, co pozwala przewidywać, jaki będzie ostateczny
skutek. Musimy poczekać na dalszy ciąg rozmów na ten temat. Zakładam, że prezydencja
irlandzka spróbuje odegrać własną rolę w zaaranżowaniu tej rozmowy. My zgłosiliśmy
propozycje dotyczące bądź to usunięcia, bądź też innego zredagowania przepisu
dotyczącego szczególnej pomocy publicznej, do jakiej państwo niemieckie jest
upoważnione w odniesieniu do tych landów niemieckich, które w wyniku podziału
Niemiec poniosły szczególne straty. Zaproponowaliśmy trzy warianty: usunięcie
tego przepisu, wpisanie zamiast landów niemieckich państw, które w wyniku
podziału powojennego Europy ponosiły straty, bądź też wpisanie w jednym przepisie
zarówno landów niemieckich, które w wyniku podziału Niemiec, jak i państw
europejskich, które w wyniku podziału Europy ponosiły straty. Niestety, muszę
powiedzieć, że poza Łotwą nikt nas w tym nie poparł. Łotwa przyłączyła się
do polskiego postulatu. Włosi tak prowadzili tę dyskusję, zwłaszcza w Brukseli,
że nie było żadnej możliwości publicznego porozmawiania na ten temat, bo w
ogóle nie stworzono okazji do tego. Zakładam, że wrócimy do tej kwestii w
dalszym ciągu konferencji międzyrządowej, ale wyraźnie podkreślam, jeśli chodzi
o nasze propozycje, będące propozycjami przecież nie tylko w imieniu Polski,
ale także innych krajów europejskich, zwłaszcza po naszej stronie dawnej żelaznej
kurtyny, nikt z tych państw, z jednym wyjątkiem, nie angażuje się w to przedsięwzięcie,
co niestety zmniejsza prawdopodobieństwo skutecznego przekonania innych do
ich zaakceptowania. Będziemy na ten temat rozmawiali także z Niemcami po raz
kolejny, ponieważ rozmawialiśmy już.
Stanowisko rządu w sprawie muru budowanego przez Izrael - z jednej strony
oczywiście rozumiemy rozmaite obawy Izraelczyków, niestety zamachy terrorystyczne
mają ciągle miejsce, giną liczni cywile, z drugiej strony uważamy, że pomysł
na budowę muru czy też płotu bezpieczeństwa, spór tutaj trwa także o nazewnictwo,
jest pomysłem niedobrym, że w ten sposób nie rozwiąże się żadnych istotnych
zagadnień, a zwłaszcza gdyby budowa tego ogrodzenia była kontynuowana wedle
takiej linii, jaka została wytyczona, linii niezgodnej z historycznym rozdzieleniem
terytorium Izraela i terytorium palestyńskiego, to w konsekwencji pojawiłoby
się bardzo wiele dodatkowych powodów do napięcia, kontynuowania sporu, kontynuowania
konfliktu. Między innymi zwracano uwagę na to, że wywołałoby to fundamentalne
kontrowersje co do przebiegu przyszłej granicy między państwem izraelskim
i państwem palestyńskim. To ogrodzenie, ten mur oddzieliłby część ludności
palestyńskiej od swego państwa, oddzieliłby wielu Palestyńczyków, palestyńskich
rolników od ziemi, która jest ich własnością, uniemożliwiając im kontynuowanie
normalnej działalności zarobkowania itd.
Wiele osób pytało o art. 23 Traktatu akcesyjnego. Niektórzy nawet pytali
mnie, czy ja lub rząd wiedzieliśmy o tym artykule, czy nie, a jeśli wiedzieliśmy,
to czy to nie jest zdrada. Oczywiście, że wiedzieliśmy, podobnie jak Wysoka
Izba, bo dyskutowaliśmy o tym wielokrotnie i wielokrotnie wyjaśnialiśmy parlamentowi,
że art. 23 Traktatu akcesyjnego jest identyczny z przepisami, jakie stosowane
były przy wcześniejszych rozszerzeniach Unii Europejskiej czy Wspólnot Europejskich
i wynika to z tej prostej logiki, że nie można wstrzymać wszelkich procesów
i wszelkich działań toczących się w Unii Europejskiej do czasu, kiedy spełni
się rozszerzenie nawet w drobnych sprawach itd. Także z punktu widzenia prawnego
nie należy, nie można rozsądnie stawiać zarzutu, że taki przepis się znalazł.
Natomiast można dyskutować na temat tego, w jaki sposób jest on stosowany,
czy jest on stosowany w poczuciu pewnego partnerstwa, lojalnie w stosunku
do państw przystępujących, czy nie, czy nie jest nadużywany, czy sprawy, które
są regulowane przy wykorzystaniu tego artykułu, mogą, powinny poczekać, czy
też nie. Jak wiadomo, niektóre postanowienia Unii Europejskiej, w tym komisji,
wzbudzają zastrzeżenia i te zastrzeżenia były przez nas jednoznacznie prezentowane.
Obawiam się, że rozmaitych kwestii spornych przy całym moim poparciu dla naszego
członkostwa w Unii Europejskiej w przyszłości nie będzie brakowało. Te kwestie
sporne są tam na porządku dnia i dotyczą nie tylko Polski, nie dotyczą tylko
nowych członków czy nie dotyczą wyłącznie państw, powiedzmy, średnich, mniejszych
itd., bo to Komisja Europejska postanowiła skierować do Trybunału Strasburskiego
skargę na decyzję Rady Europejskiej w sprawie niezastosowania sankcji finansowych
wobec Francji i Niemiec w związku z tym, że nie przestrzegają one zobowiązań
paktu stabilizacyjnego, z paktu stabilizacji. Więc te kontrowersje są tam
obecne i musimy się z tym liczyć.
Pan poseł Filipek pyta, jaki kompromis ja zaakceptuję. Wie pan, po pierwsze,
żeby cokolwiek zaakceptować, to musi to zrobić w pierwszej kolejności rząd
negocjujący, później to gremium, które będzie musiało ratyfikować Traktat
konstytucyjny, a więc bądź to parlament, bądź społeczeństwo w referendum.
Więc wszyscy, którzy biorą udział w rozmowach na ten temat, mają świadomość
tego, że każde porozumienie musi być w pełni akceptowalne przez każde państwo,
w tym oczywiście także przez Polskę, przez rząd, przez parlament. Ale jednocześnie
muszę panu odpowiedzieć, że cóż, negocjacje, rozmowy na ten temat mają to
do siebie, że nie dadzą się prowadzić publicznie. Ja mogę jedynie po raz kolejny
zapewnić, że nie zaakceptujemy rozwiązań odbiegających w swej istocie od racji
i argumentów, które wielokrotnie prezentowaliśmy. Zachęcam też do większego
optymizmu, ponieważ pan mówi, że w sposób oczywisty politycznie tę kwestię
przegramy. My płacimy dosyć wysoką cenę polityczną za swoje stanowisko w postaci
bardzo niesprawiedliwych zarzutów, rysowania skarykaturyzowanego wizerunku
Polski przez część komentatorów, zwłaszcza w mediach, i musimy temu przeciwdziałać.
W naszym interesie leży przeciwdziałanie temu. Ale oczywiście ci, którzy sądzą,
że te formy presji, nacisku na Polskę przez niesprawiedliwe oskarżenie itd.
wywołają jakiś skutek, mylą się, bo po pierwsze, nie robi to nas wielkiego
wrażenia, ale po drugie, zachowują się nielogicznie, czy też myślą nielogicznie,
bo skoro już taką cenę polityczną zapłaciliśmy, to tym bardziej nie mamy powodu
do zmiany swego stanowiska w zasadniczych elementach. Natomiast jest oczywiście
naszą intencją osiągnięcie porozumienia. Przecież nie będę w tej chwili szczegółowo
wdawał się w opisywanie tego, co w moim przekonaniu takim akceptowalnym porozumieniem
mogłoby być.
Pan poseł Turkiewicz pyta o możliwość poparcia przez MSZ projektu Zgorzelec-Gerlic
- deklaruję takie poparcie.
Pan poseł Stanibuła zadał kilka pytań dotyczących m.in. offsetu, przekażę
to pytanie do ministra Kleibera.
Nie bardzo zrozumiałem pytanie o to, czy MSZ otworzy gospodarkę na Chiny,
Rosję i Zakaukazie. MSZ jest przekonany o tym, że z tymi państwami łączą nas
silne interesy gospodarcze, że powinniśmy aktywnie się tam znajdować, ale
co to znaczy: otworzyć gospodarkę? Nasza gospodarka jest wobec tych państw,
zwłaszcza Chin i Rosji, bardziej otwarta niż ich gospodarka wobec nas, więc
musimy pilnować także pewnych proporcji.
Nie będę mówił o gospodarce morskiej.
Nie rozumiem pytania o program ochrony polskich interesów w Unii Europejskiej,
jest sformułowane niekonkretnie.
Koszt utrzymania wojsk w Iraku znają panie i panowie posłowie z ustawy budżetowej,
do tego się on ogranicza.
Co przeszkadza przekazaniu władzy Irakijczykom? Jest plan przekazywania tej
władzy. Liczymy na to, że w ciągu półrocza zostanie zrealizowany, natomiast
trzeba myśleć o tym wszystkim z poczuciem odpowiedzialności. W tej chwili
Irakijczycy, którym nigdy w gruncie rzeczy nie dane było uczestniczyć, żyć
w systemie demokratycznym, od wielu dziesięcioleci nie mieli oni prawa do
jakiejkolwiek zorganizowanej artykulacji swoich poglądów, swoich interesów,
jeszcze nie stworzyli rozmaitych niezbędnych struktur o wymiarze politycznym
czy parapolitycznym, które są niezbędne dla procesu chociażby wyborczego.
Ponadto wiadomo przecież dobrze, i nie ma co udawać, że się tego nie wie,
że przedwczesne wyjście z Iraku wojsk koalicyjnych najprawdopodobniej doprowadziłoby
do krwawej łaźni w tym kraju, dlatego że tak duże są ciągle jeszcze sprzeczności,
poziom wrogości między rozmaitymi grupami religijnymi czy też narodowymi i
wszyscy, łącznie z samymi Irakijczykami, ogromną większością Irakijczyków,
wiedzą, że obecność koalicji jest im potrzebna. Chcą oczywiście - i mają święte
do tego prawo i my to prawo respektujemy - jak najszybciej być suwerennymi
w swoim kraju, jak najszybciej przejąć pełnię władzy. Wyrażam przekonanie,
że w tym roku będzie to zrealizowane.
Jednocześnie, kiedy pan mówi, że wolność wasza i nasza, tradycyjne polskie
zawołanie, a dzisiaj agresja, to powiedziałbym, że na ogół o wolność cudzą
biliśmy się gdzieś poza granicami własnego kraju. I to, co robimy w Iraku,
to jest realizowanie hasła: wolność wasza. Tak że proszę na to spojrzeć z
takiego punktu widzenia.
Polonia w Niemczech - wypowiadałem się na ten temat.
Pan poseł Kozłowski pyta o bazy amerykańskie w Polsce, o skutki tego w stosunkach
z Rosją, Białorusią i Ukrainą, wskazuje na patologie związane z obecnością
takich baz w Niemczech. Nie komentuję tych argumentów, natomiast chcę powiedzieć
jedynie, że odbyła się do tej pory jedna rudna konsultacji polsko-amerykańskich
mająca, jak sądzę, identyczną treść, identyczny przebieg jak konsultacje Stanów
Zjednoczonych z rozmaitymi innymi sojusznikami i partnerami, także z Rosją.
Jak powiedziałem, konsultacje się toczą w tym sensie, że nie dzisiaj, ale
proces konsultacji trwa. Do tej pory nie sformułowano wobec nas żadnych konkretnych
propozycji, dlatego też nie mamy czego komentować. Będziemy komentowali czy
zajmowali stanowisko wtedy, kiedy padną propozycje.
Pan poseł Widz wygłosił nie do końca dla mnie zrozumiałe stanowisko, zgodnie
z którym moja teza o wadze stosunków z Wielką Brytanią i Hiszpanią oznacza,
że obecny stan stosunków z tymi krajami jest zły. No, zupełnie coś przeciwnego.
Stan stosunków z tymi krajami jest bardzo dobry i na tej podstawie stwierdzamy,
że ich znaczenie, także w ramach Unii Europejskiej, będzie bardzo istotne.
Stosunki z Francją i Niemcami. Zachowajmy zdolność do postrzegania wszystkiego
we właściwych proporcjach. Współpraca z tymi krajami w wielu obszarach układa
się znakomicie. Natomiast w dyskusji na temat kwestii irackiej czy też na
temat kwestii przyszłości Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony wystąpiły
różnice zdań. To się zdarza. Ja nie bardzo rozumiem poczucia winy, jakie brzmiało
w wystąpieniu pana posła. Polska ma takie samo prawo jak Francja i Niemcy
do formułowania swoich poglądów, swoich stanowisk, swoich ocen. Jeżeli te
opinie czy poglądy zderzają się z cudzymi, to rozmawiajmy jak partnerzy, a
nie podporządkowujmy się cudzym stanowiskom.
Pan poseł Czechowski wygłosił dłuższą tezę dotyczącą poparcia emerytów dla
wejścia Polski do Unii Europejskiej i zapytał o siłę nabywczą emerytur. W
moim przekonaniu nie ma żadnego bezpośredniego związku między siłą nabywczą
emerytur a członkostwem w Unii Europejskiej, chyba że taki, że będzie rosła
wiarygodność Polski, tym samym będzie się prawdopodobnie umacniał złoty i
tym samym na pewno siła nabywcza emerytur będzie zagwarantowana. Innych związków
nie widzę.
Pan poseł Figlus pyta o przyczyny spadku obrotów handlowych z krajami arabskimi.
Obserwujemy w ostatnich dwóch latach dokładnie odwrotny proces. Nie chcę analizować
tego, co się wydarzyło kilka czy kilkanaście lat temu. Zapewne polski biznes
koncentrował się na innych rynkach i dlatego też generalnie spadły obroty
z państwami arabskimi czy też szerzej: państwami islamskimi. Dzisiaj obserwujemy
odwrotny proces. W niektórych przypadkach osiągamy spektakularną zupełnie
dynamikę obrotów tej współpracy.
Ocena funkcjonowania naszych placówek, zwłaszcza radców handlowych na Wschodzie,
w tym na Dalekim Wschodzie. One wszystkie wymagają wzmocnienia. Dlatego też
w polityce kadrowej wobec naszych przedstawicielstw np. w Chinach czy Japonii
kładziemy ogromny nacisk na przygotowanie naszych pracowników do zajmowania
się problematyką gospodarczą, promocji gospodarczej, obsługi polskich podmiotów,
wspierania ich itd. Tego typu decyzje już były podejmowane, temu kryterium
w najważniejszym stopniu będą podporządkowane kolejne decyzje kadrowe w odniesieniu
do tych państw.
Posłowi Czykwinowi już pośrednio odpowiedziałem. Poseł Macierewicz odwołuje
się do publikacji w ˝Spieglu˝ i tego, czy tekst ˝Polska marsz do kąta˝ ma
związek z moim oświadczeniem, że traktat konstytucyjny do 1 maja. No, wie
pan, panie pośle, zależy, co kto czyta. Ja w tym ˝Spieglu˝ przeczytałem stwierdzenie,
że gdybym był politykiem niemieckim, to określono by mnie mianem oficera Wermachtu
ze względu na sposób, w jakim negocjuję. Pan, jak widzę, doczytuje się tam
stwierdzenia pewnie mojej uległości i w związku z tym - Polska marsz do kąta.
Wszystko zależy od punktu widzenia. Ja po prostu reprezentuję stanowisko Polski,
interesy Polski, racje Polski i robię to tak, jak uważam,że jest to najlepsze
z punktu widzenia interesów Polski. Inni w związku z tym będą mnie oskarżali
o to, że przypominam oficera Wermachtu, pan będzie zarzucał mi pewnie kolejną
fazę zdrady narodowej, ale trudno, jakoś z tym muszę żyć.
Moje stanowisko w sprawie deklaracji prezydentów oznacza zrzeczenie się reperacji
itd. Nie ma żadnego związku między jednym a drugim. Swój pogląd na temat prawnej
zasadności i pomysłu wystąpienia z z żądaniami reperacyjnymi mam, ale rozumiem,
że będzie inna okazja do rozmowy na ten temat. Ale mówiąc o deklaracji, pan
dwukrotnie się na ten temat wypowiedział, także w swoim wystąpieniu w imieniu
swojego koła. Stwierdził pan, że prezydenci wezwali do nowej oceny w historii.
Ale był pan łaskaw posłużyć się tylko fragmentem tego tekstu, w znaczący sposób
zmieniając wrażenie, jakie ten tekst w całości wywołuje. Prezydenci stwierdzili:
Europejczycy winni razem na nowo ocenić i udokumentować wszystkie przypadki
wysiedleń, ucieczek i wypędzeń, które miały miejsce w XX wieku, po to, aby
ich przyczyny, kontekst historyczny i konsekwencje stały się czytelne dla
opinii publicznej. To jest oczywiście wyraz zaniepokojenia obu prezydentów,
także prezydenta Republiki Federalnej Niemiec, tym, że w przeciwnym razie
dyskusja o tego typu przypadkach w historii może prowadzić do zapomnienia
o przyczynach, o kontekście historycznym, a więc może prowadzić do dochodzenia
do zafałszowanych i niewłaściwych wniosków. Proszę więc czytać to w całości,
paru niegłupich ludzi się nad tym zastanawiało, mogę o tym pana zapewnić.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Mam wrażenie, że wyczerpałem pytania i to,
co uznałem za wymagające mojej odpowiedzi czy pewnej reakcji. Część pytań
państwa zgodnie z obietnicą, z deklaracją, skieruję do innych koleżanek i
kolegów ministrów z prośbą o udzielenie odpowiedzi. Na te, które być może
nieświadomie pominąłem, udzielimy odpowiedzi na piśmie.
Jeszcze raz dziękuję za debatę, dziękuję za uwagę. (Oklaski)