Minister Spraw Zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Dziękuję, zwłaszcza za te głosy w debacie,
które nawet jeśli kwestionowały takie czy inne propozycje rządu czy elementy
koncepcji przedstawionej w imieniu rządu w zakresie naszej polityki
zagranicznej w 2003 r., to jednak były elementem poważnej debaty na
odpowiednim dla parlamentu poziomie. Nie ukrywam swojego rozczarowania,
chociaż bez jakiegokolwiek zaskoczenia, że po raz kolejny w tej kadencji
Sejmu w debacie również miały miejsce absolutnie niekulturalne zachowania,
posługiwanie się inwektywami, próby obrażania osób czy też rządu. Jest to
niegodne Wysokiej Izby. To jest coś, co absolutnie nie przystoi parlamentowi.
Przechodząc do meritum rozmaitych pytań i wypowiedzi, bardzo żałuję, że w
większości będę odpowiadał osobom nieuczestniczącym w tej chwili w
posiedzeniu, ale to także jest już pewien element tradycji.
Pan poseł Jaskiernia pytał o mój pogląd, o pogląd rządu na temat wkładu
parlamentu w zagwarantowanie, aby procedury ratyfikacyjne w krajach
Piętnastki przyniosły oczekiwany przez nas skutek. Wspomniałem o tym w swoim
wystąpieniu. Uważam, że ci z nas, którzy są przekonani o potrzebie wstąpienia
Polski do Unii Europejskiej, którym zależy na tym, aby ten proces zakończył
się pozytywnie, niezależnie od tego, czy są w rządzie, czy są w parlamencie,
czy są w koalicji rządzącej, czy są w opozycji, powinni zrobić wszystko, aby
wpływać na poglądy o Polsce i obraz Polski w społeczeństwach 15 krajów
członkowskich Unii Europejskiej, a więc także w parlamentach tych krajów.
Sądzę, że istnieje ogromny dorobek i wielkie doświadczenie w zakresie
współpracy międzyparlamentarnej. Chodzi o kontakty Komisji Spraw
Zagranicznych, czasami komisji europejskich - tam, gdzie one istnieją, o inne
tego typu spotkania, o wystąpienia. Szczególną rolę do odegrania mają tutaj
marszałkowie, którzy często składają wizyty w obcych państwach, jak również
grupy bilateralne, tak liczne obecnie w naszym parlamencie.
Rozważamy pewne spektakularne inicjatywy - o szczegółach, ze względu na to,
że partnerzy jeszcze nie zostali o nich poinformowani, nie chcę mówić - które
mogłyby polegać nawet na spotkaniach całych parlamentów, oczywiście z
udziałem polskiego parlamentu i naszych najważniejszych partnerów z Unii
Europejskiej. Uważam, że przez najbliższe kilka miesięcy - zarówno przed
podpisaniem traktatu akcesyjnego, jak i później, uwzględniając czas niezbędny
do przeprowadzenia procedur ratyfikacyjnych w państwach Piętnastki -
powinniśmy wszyscy bardzo aktywnie o to poparcie dla naszego kraju zabiegać.
Kolejne pytanie pana posła Jaskierni dotyczyło prawnych gwarancji naszego
udziału w przyszłej konferencji międzyrządowej. Z jednej strony pragnę
przypomnieć, że w trakcie szczytu kopenhaskiego Rada Europejska, a więc
reprezentacja 15 państw członkowskich jednoznacznie zadeklarowała, że kraje
zaproszone do członkostwa w Unii wezmą udział w kolejnej konferencji
międzyrządowej na takich samych zasadach i prawach, jak obecnie kraje
członkowskie. To jest bardzo ważna, jednoznaczna, całkowicie klarowna
deklaracja. Przyznaję jednak, że jest to deklaracja o charakterze
politycznym, i jestem przekonany, że wymaga ona wzmocnienia o dokument, który
miałby również wymiar prawny. Rozmawiamy o tym z naszymi partnerami. Dzisiaj
rano rozmawiałem o tym z ministrem spraw zagranicznych Grecji Georgiosem
Papandreu - Grecja, jak wiadomo, w tej chwili przewodzi Unii Europejskiej,
przygotowuje uroczystość podpisania traktatu akcesyjnego. Zwróciłem się do
niego o możliwość odbycia szybkiego spotkania w celu przedyskutowania m.in.
tej kwestii. Będziemy zabiegali o to, aby na deklaracji politycznej z
Kopenhagi się nie skończyło.
Przez wielu mówców, także przez posła Jaskiernię, był podnoszony problem wiz
dla naszych obywateli podróżujących do Stanów Zjednoczonych, zarówno dzisiaj,
jak i w przyszłości. Poseł Jaskiernia zaapelował, aby Polacy nie byli w tej
kwestii dyskryminowani. Otóż, jak państwo zapewne wiedzą, w trakcie ostatniej
wizyty prezydenta Kwaśniewskiego w Waszyngtonie zarówno prezydent w rozmowie
z prezydentem Bushem, jak i ja we wcześniejszej rozmowie z sekretarzem stanu
Colinem Powellem podnosiliśmy kilka kwestii związanych z tym zagadnieniem. Po
pierwsze, zwróciliśmy się po raz kolejny - lista przykładów zajmowania przez
nas stanowiska i reagowania na te przypadki jest długa - w sprawie właściwego
czy ściślej: niewłaściwego traktowania niektórych naszych obywateli przez
amerykańską służbę imigracyjną. Aby trzymać się rzeczywistości, pragnę
zwrócić uwagę państwa na to, że wedle naszej wiedzy przy ruchu osobowym z
Polski do USA na poziomie mniej więcej 70 tys. osób odwiedzających Stany
Zjednoczone problem zatrzymywania i przeprowadzanej w absolutnie niestosowny
sposób deportacji dotyczy mniej więcej 1 promila - jednego przypadku na
tysiąc, a więc kilkudziesięciu osób rocznie. Niemniej nie bagatelizujemy tego
zjawiska i stanowczo zwróciliśmy po raz kolejny uwagę na to, że tak być nie
powinno. W związku z tym wystąpiłem do sekretarza stanu Colina Powella z
propozycją, o której wspominał jeden z mówców, w tym wypadku udzielając jej
poparcia, aby amerykańska służba imigracyjna ANS zlokalizowała na lotniskach
w Polsce swoje placówki czy swoich przedstawicieli, którzy zajmowaliby
stanowisko w kwestii wpuszczenia na terytorium Stanów Zjednoczonych obywatela
polskiego posiadającego wizę amerykańską, co powinno oczywiście oznaczać, że
osoba ta nie podlegałaby kolejnej kontroli imigracyjnej po przyjeździe do
Stanów Zjednoczonych. Nie jest to rozwiązanie idealne, mam tego świadomość.
Pozwoliłoby jednak ludziom uniknąć dramatycznej sytuacji polegającej na
podróży w obie strony i niedającym się zaakceptować traktowaniu na miejscu.
Chociaż trzeba też powiedzieć, że to zachowanie amerykańskiej służby
imigracyjnej nie dotyczy wyłącznie Polaków, ale wszystkich cudzoziemców,
których służba ta nie chce wpuścić na terytorium Stanów Zjednoczonych. W
odpowiedzi na nasze interwencje i protesty słyszymy zazwyczaj argumenty
związane z bezpieczeństwem Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza po 11 września
2001 r., i tych argumentów oczywiście racjonalnie odrzucić nie można. Wszyscy
zresztą, udając się do tego kraju czy podróżując po nim, poddajemy się z
reguły procedurom związanym z zagwarantowaniem bezpieczeństwa, zwłaszcza
lotów lotniczych itd.
Poruszyliśmy także sprawę opłat za czynności konsularne związane z wydawaniem
wiz dla naszych obywateli. Zwróciłem uwagę pana sekretarza stanu na to, że w
1991 r. doszło do zawarcia porozumienia między naszym krajem i Stanami
Zjednoczonymi, na którego podstawie my znieśliśmy obowiązek wizowy dla
obywateli amerykańskich, a strona amerykańska zobowiązała się do zniesienia
opłat wizowych. Formalnie rzecz biorąc, opłaty wizowe zostały zniesione i nie
zostały przywrócone, wprowadzono natomiast stopniowo podwyższoną opłatę za
czynności konsularne związane z procedurą aplikacyjną, co w gruncie rzeczy
jest rozwiązaniem jeszcze gorszym, dlatego że opłatę wizową wnosili ci,
którzy wizę otrzymywali, a opłatę za czynności konsularne wnoszą wszyscy.
Tymczasem w naszym przypadku procent odrzucenia wniosków o wizę amerykańską
sięga 60%, a więc blisko 2/3 osób wnoszących tę opłatę nie otrzymuje wizy
amerykańskiej. Wystąpiliśmy o zrezygnowanie z tej praktyki, tak aby praktyka
obu stron, chociaż przy braku obowiązku wizowego dla obywateli amerykańskich
i istnieniu tego obowiązku dla obywateli polskich nie może być idealnie
ekwiwalentna, była bliższa zasady ekwiwalentności niż w chwili obecnej.
I wreszcie oczywiście jest problem obowiązku wizowego dla obywateli polskich.
Prezydent Aleksander Kwaśniewski zwrócił uwagę prezydentowi Bushowi na to, że
wstępując do Unii Europejskiej oczekujemy podobnego traktowania przez władze
amerykańskie, jak obywatele innych państw unijnych. Oczywiście będziemy
bardzo poważnie zabiegali o dalszą liberalizację sposobu traktowania naszych
obywateli przez władze amerykańskie, niemniej jednak musimy także zdawać
sobie sprawę z rzeczywistości. Otóż w większości przypadków obywatele państw
unijnych, wobec których nie stosuje się obowiązku wizowego, korzystają z
instytucji tzw. Visa Waver, zawieszenia obowiązku wizowego. Jednym z warunków
jej zastosowania jest to, aby w okresie poprzedzającym podjęcie decyzji o
zawieszeniu obowiązku wizowego odsetek odmów wydania wizy nie przekraczał 3
punktów procentowych. Proszę to porównać z 60% w naszym przypadku. Oczywiście
można dyskutować, czy tak wysoki odsetek jest wyłącznie wyrazem tego, że aż
tak wielu polskich obywateli dało powody, by im odmówić, czy też jest w
jakimś stopniu wyrazem takiej, a nie innej praktyki konsularnej konsulatów
amerykańskich, niemniej dystans między tymi wielkościami jest bardzo duży i
niewątpliwie uzyskanie owego zawieszenia obowiązku wizowego nie jest zadaniem
prostym.
Pan poseł Jaskiernia pytał o stosunek rządu do idei zwołania trzeciego
szczytu Rady Europy w Polsce. My oficjalnie wystąpiliśmy z taką propozycją do
Rady Europy, decyzja należy w tej chwili do niej. Liczymy, że otrzymamy prawo
zorganizowania takiego szczytu - my proponujemy, aby odbył się w pierwszej
połowie 2005 r. - czyli że taka decyzja zostanie podjęta.
Pan poseł Jaskiernia pytał o koncepcję zapobiegania podziałom między nami i
naszymi wschodnimi sąsiadami m.in. w związku z wprowadzeniem obowiązku
wizowego. Wiele osób, wielu dyskutantów dotykało tej kwestii, wypowiem się
więc na ten temat nieco szerzej.
Jak państwu wiadomo, obowiązek wprowadzenia wiz wynika z ustawodawstwa czy
prawodawstwa europejskiego. Takie są ogólne zasady, nie będziemy pod tym
względem wyjątkiem w Unii Europejskiej, a jednocześnie Polska od dawna
wskazywała na szczególną sytuację w relacjach z naszymi najbliższymi,
bezpośrednimi sąsiadami. Dlatego też robimy wszystko, aby zarówno od strony
organizacyjnej, jak i prawnej, a także finansowej zaaranżować te rozwiązania,
ten projekt w sposób możliwie najmniej uciążliwy dla obywateli państw
sąsiednich. Dlatego rozbudowujemy sieć konsulatów, wyposażamy te konsulaty w
odpowiedni sprzęt komputerowy, łączności, gromadzenia, przekazywania danych,
tak aby rozpatrywanie wniosków wizowych było szybkie.
Po drugie, w sposób oficjalny w konsultacjach konsularnych z naszymi
wschodnimi sąsiadami zapowiedzieliśmy, że jest naszą intencją powszechne
stosowanie wiz wielokrotnych, wieloletnich i jest naszą intencją pobieranie
niskich opłat wizowych. W przypadku tych spośród naszych sąsiadów, którzy nie
zdecydowaliby się na wprowadzenie po swojej stronie obowiązku wizowego dla
polskich obywateli, zaproponowaliśmy stosowanie szczególnie obniżonej opłaty
wizowej. Realnie rzecz biorąc, nasze kalkulacje, które prowadzimy według
założenia, iż opłata powinna wyrównywać jedynie koszty funkcjonowania tego
systemu, a nie przynosić żadnych ekstra dochodów do budżetu naszego kraju,
wskazują na to, iż podstawowy koszt wizy byłby na poziomie 5-7 euro, ten
szczególnie obniżony wynosiłby nie więcej niż połowa tej kwoty.
Mówimy, przypominam, o wizach wieloletnich, wielokrotnego użytku czy
zastosowania. W związku z tym nawet w przypadku krajów o niskim poziomie
stopy życiowej nie są to opłaty szczególnie wygórowane. Jednak w przypadku
tych państw, które wprowadzą obowiązek wizowy wobec naszych obywateli,
wyraźnie mówimy, że ostateczna decyzja dotycząca wysokości opłaty wizowej
będzie podjęta przy uwzględnieniu zasady wzajemności, a więc zwracamy się w
ten sposób z sugestią, aby nie wprowadzano wysokich opłat wizowych w stosunku
do polskich obywateli. Jednocześnie staramy się zapobiegać tym podziałom nie
tylko na poziomie możliwie najmniejszych trudności dla ludzi, dla tych,
którzy chcą podróżować, chcą do nas przyjeżdżać, ale także wysyłając rozmaite
inne projekty związane z intensyfikowaniem naszych kontaktów, naszej
współpracy z naszymi wschodnimi sąsiadami.
Wspomniałem w swoim wystąpieniu, że opracowaliśmy niedawno i przekazywaliśmy
kilkanaście dni temu, początkowo prezydencji duńskiej, prezydencji greckiej,
ale także komisarzowi Chrisowi Pattenowi wysokiemu przedstawicielowi Unii
Europejskiej Javierowi Solanie, a następnie wszystkim państwom członkowskim
Unii Europejskiej, jak również wszystkim kandydatom zaproszonym do
członkowstwa w Unii Europejskiej oraz naszym wschodnim sąsiadom, a także
Stanom Zjednoczonym, polską koncepcję wymiaru wschodniego wspólnej polityki
zagranicznej Unii Europejskiej. Jest to koncepcja oparta na zasadach
otwartości, aktywności, bardzo poważnego traktowania naszych wschodnich
sąsiadów ze względu na ich rangę w Europie, ich rangę dla Polski, ale także
dla wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej. W tej koncepcji poza
płaszczyzną polityczną, gospodarczą i innymi charakterystycznymi dla
stosunków międzypaństwowych, międzyrządowych, bardzo silnie akcentujemy
pożądaną rolę organizacji pozarządowych, a więc dyplomacji społecznej.
Jesteśmy głęboko przekonani, że dzięki projektom adresowanym bezpośrednio do
społeczeństw tych państw można tym krajom pomagać w ich transformacji, w ich
reformach politycznych i gospodarczych, można coś pozytywnego bezpośrednio
dla ludzi w tych państwach zrobić.
Zgodnie z moją zapowiedzią, jaką miałem okazję przedstawić Wysokiej Izbie w
ubiegłym roku, tegoroczny budżet państwa umożliwia Ministerstwu Spraw
Zagranicznych ufundowanie kilkuset stypendiów, dodatkowo, poza wszystkimi
dotychczasowymi projektami stypendialnymi, zaoferowanych obywatelom naszych
wschodnich sąsiadów po to, aby wysłać więcej niż symbolicznie sygnał o tym,
że troszczymy się, że nam zależy, że chcemy być dobrymi, otwartymi,
gościnnymi sąsiadami.
Pan poseł Jaskiernia, podobnie jak wielu innych mówców, poruszył kwestię
stosunków z Białorusią. Przy czym pan poseł Jaskiernia stwierdził, że
odcinamy się od Białorusi, że tracimy przez to wpływy, czy nie należy wyjść
przed swoisty szereg w tej sprawie. Proszę państwa, od kilkunastu miesięcy,
kiedy mam wpływ na koncepcję polskiej polityki zagranicznej i działania
polskiej dyplomacji, zachowujemy się konsekwentnie. Z jednej strony z całą
otwartością, przyjazną otwartością wobec narodu białoruskiego przedstawiamy
nasze krytyczne oceny dotyczące sytuacji praktyki politycznej w tym kraju. I
jednocześnie mówimy, że chcemy współpracować, że chcemy rozwijać rozmaite
formy kontaktów i współpracy społecznej, gospodarczej, kulturalnej. Zachęcamy
do tych kontaktów organizacje pozarządowe, zachęcamy do tych kontaktów władze
lokalne. Utrzymujemy dość intensywny dialog, zwłaszcza w sprawach
gospodarczych. Niedawno przebywał w Polsce wicepremier Białorusi
odpowiedzialny za politykę gospodarczą tego kraju. Te kontakty są
utrzymywane, w moim przekonaniu, na możliwym, jak na okoliczności, poziomie.
Jak wiadomo, podzielając krytycyzm wobec praktyki politycznej na Białorusi,
nie przyłączyliśmy się do restrykcji wizowych przyjętych przez państwa Unii
Europejskiej i Stany Zjednoczone. Wynika to z oczywistych potrzeb sąsiedztwa
i dobrosąsiedztwa. Krytycyzm wobec sytuacji politycznej w tym kraju nie
zmienia faktu, że Białoruś czy Białorusini są naszymi najbliższymi sąsiadami
i że powinniśmy budować swoją politykę wobec tego państwa i narodu w długiej
perspektywie, a nie jedynie doraźnie reagując na to co się w tym kraju
dzieje, chociaż doraźnie również musimy reagować i to próbujemy ze sobą
spójnie godzić.
Wreszcie pan poseł Jaskiernia pytał o owe koncepcje dotyczące wschodniego
wymiaru polityki Unii Europejskiej. O pewnych zasadach wspomniałem, dokument
gotowi jesteśmy państwu zaprezentować - na pewno w Komisji Spraw
Zagranicznych w celu bardziej szczegółowego przedyskutowania.
Pan poseł Jaskiernia, podobnie jak bardzo wielu mówców, wypowiedział się w
kwestii irackiej, stwierdzając, że w moim dzisiejszym wystąpieniu
zaobserwował inne rozłożenie akcentów niż to było na wczorajszym posiedzeniu
komisji. Otóż zarówno wczoraj, jak i dzisiaj prezentowałem pewne całościowe
podejście do tej kwestii i byłbym zobowiązany za to, aby w interesie państwa,
a nie w interesie rządu czy moim osobistym, nie wyrywać elementów tego
całościowego podejścia i nie prezentować czy nie komentować stanowiska rządu
w tej sprawie przez pryzmat wyrwanych z kontekstu zdań. Polska, podzielając
opinię o zagrożeniu wynikającym z jednej strony z charakteru reżimu
panującego w Iraku, z drugiej strony z faktu posiadania przez to państwo
broni masowego rażenia, co przed kilku laty było dowiedzione, i przy braku
dowodów wiarygodnych na to, że ta broń masowego rażenia została zlikwidowana,
uważa, iż Irak musi być wreszcie skutecznie zobowiązany do tego, aby przestał
lekceważąco odnosić się do prawa międzynarodowego i przestał naruszać
zobowiązania międzynarodowe. Gotów jestem państwu przypomnieć bardzo długą
listę rezolucji Rady Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych dotyczących Iraku,
które bez wyjątku były przez ten kraj lekceważone. Właśnie w imię
poszanowania prawa - tutaj często pytano, jakie mamy interesy w tej sprawie -
naszym podstawowym interesem, jako państwa takiej wielkości, takiego
potencjału i takiego położenia, jest to, żeby w stosunkach międzynarodowych
dominującą rolę odgrywały sprawdzone reguły, reguły prawa międzynarodowego,
sprawdzone mechanizmy wielostronne. A więc w naszym interesie jest, aby prawo
międzynarodowe było przestrzegane i było egzekwowane, ponieważ w tym
przypadku było wielokrotnie, notorycznie łamane. Społeczność międzynarodowa
ma uprawnienie do tego, aby podejmować bardziej stanowcze działania. Od
początku zaistnienia tej kwestii na forum międzynarodowym Polska opowiadała
się za tym, aby była ona rozpatrzona i rozstrzygana na forum Narodów
Zjednoczonych. Tak się stało m.in. w wyniku inicjatyw zawartych w wystąpieniu
prezydenta Busha 12 września na sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów
Zjednoczonych. Popieraliśmy to, popieramy, popieraliśmy rezolucję Rady
Bezpieczeństwa, popieramy działalność inspektorów międzynarodowych w Iraku,
oczekujemy wyników działań tych inspektorów. Gdyby te wyniki albo przebieg
inspekcji wskazywały na to, że Irak nie współpracuje, a w tej chwili są
podstawy do twierdzenia, zwłaszcza gdy chodzi o przedstawione przez Irak
dokumenty, że nie są one w pełni wiarygodne albo są niewiarygodne, gdyby
okazało się, że nie jest to działanie skuteczne, Rada Bezpieczeństwa powinna
zająć się tą sprawą po raz kolejny i stworzyć klarowną podstawę do dalszych
działań. Ale jednocześnie nie możemy wykluczyć takiej sytuacji, że z powodów
niezwiązanych z sytuacją w Iraku Rada Bezpieczeństwa nie będzie w stanie
podjąć takiej rezolucji. Trzeba sobie wtedy odpowiedzieć na pytanie, jak się
w takiej sytuacji zachować, jeżeli konieczność działania związanego z
poziomem ryzyka wydaje się oczywista, a ONZ niestety po raz kolejny może
okazać się nieskutecznym mechanizmem rozwiązywania tego typu problemów
międzynarodowych. Otóż w takiej szczególnej, skrajnej sytuacji my uważamy, iż
Polska może być postawiona wobec odpowiedzi na pytanie, czy przyłączamy się
do działań międzynarodowych dla rozbrojenia Iraku, czy też nie. I nie może
być, w moim głębokim przekonaniu, odpowiedzi innej niż ta, jaka została
przedstawiona. Powtarzam jeszcze raz: przy odwołaniu się, jako do rozwiązania
podstawowego, do działania w ramach i z udziałem Organizacji Narodów
Zjednoczonych. Tyle że oczywiście, jak też to już kilkakrotnie publicznie
mówiłem, jest to test dla Organizacji Narodów Zjednoczonych - test, czy jest
to organizacja, która jest w stanie w najbardziej skomplikowanych sytuacjach
międzynarodowych podejmować skuteczne działania.
Pan marszałek Płażyński, komentując przebieg negocjacji, po raz kolejny
powrócił do kwestii strategii negocjacyjnej i sposobu negocjowania,
twierdząc, że zbyt łatwo zamykano rozdziały, i wskazał tutaj przykład tego
rozdziału, który dotyczy przepływu pracowników. Otóż, po pierwsze, nie
zgadzam się z tą opinią, nie zgadzam się z tą oceną i zapewne ten spór między
nami pozostanie. Jestem głęboko przekonany o tym, że zmiana strategii
negocjacyjnej była absolutnie niezbędna - oczywiście przy założeniu, że
chcieliśmy skutecznie doprowadzić do sytuacji, w której możliwy był nasz
udział w szczycie kopenhaskim i zakończenie tych negocjacji. Twierdzę, że
lansowana przez wiele osób koncepcja tzw. negocjacji pakietowych i
pozostawienia wielu otwartych kwestii, i to bardzo poważnych kwestii, na
koniec negocjacji mogła doprowadzić do tego, że w rocznym raporcie okresowym
Komisja Europejska mogła uznać Polskę za nieprzygotowaną do udziału w
szczycie kopenhaskim ze względu na zbyt wielką liczbę spraw pootwieranych.
Czy to oznacza, że w każdym przypadku mamy prawo do absolutnie pełnej
satysfakcji z warunków zamknięcia? Nie. I oczywiście przykład dotyczący
przepływu siły roboczej, przepływu pracowników, jest przykładem dobrym i
nieukrywanym nigdy przez rząd. Od samego początku mówiliśmy, że wyrażamy
zgodę, dlatego że nie widzimy w najmniejszym stopniu skłonności ˝piętnastki˝
do ustępstw w tym zakresie, a jednocześnie twierdziliśmy, że jest to
stanowisko, które należy ocenić krytycznie z punktu widzenia zasad, wolności,
swobód obowiązujących w ramach integracji europejskiej, i dotyka to jednej z
podstawowych wolności integracyjnych. Niemniej już wtedy deklarowaliśmy, nie
tylko jednostronnie, ale i w porozumieniu z wieloma państwami członkowskimi
należącymi do Unii Europejskiej, że w porozumieniach bilateralnych będziemy
poszukiwali ułatwień dla polskich obywateli. I tak się stało. Jak państwo
wiedzą, 5 krajów członkowskich, łącznie z Wielką Brytanią, która jako
ostatnia ogłosiła taką deklarację, już w tej chwili zapowiedziało, że nie
będzie stosowało żadnych restrykcji przy zatrudnianiu polskich obywateli po
momencie wstąpienia, po 1 maja 2004 r.
(Poseł Gabriel Janowski: Szwecja odstąpiła.)
Wiele krajów zaproponowało, że ograniczy okres przejściowy jedynie do
wstępnych 2 lat, a następnie dokona analizy sytuacji z gotowością do
zrezygnowania z tych środków ochronnych. Ponieważ jesteśmy przekonani, że mit
o fali migracji zarobkowej z Polski jest właśnie mitem i że rzeczywistość
tego nie potwierdzi, daje nam to podstawę do wyrażenia poważnej nadziei, że
te ograniczenia będą szybko zniesione. Jak wiadomo, wcześniejsze
doświadczenia Wspólnoty Europejskiej czy Wspólnot Europejskich związane z
przystąpieniem Hiszpanii i Portugalii, wobec których zastosowano bardziej
drastyczne ograniczenia w zakresie tej swobody, szybko nauczyły państwa
członkowskie, że te obawy były nieuzasadnione. W przypadku Hiszpanii -
zwłaszcza Hiszpanii - doszło do procesu odwrotnego, mianowicie bardzo wielu
Hiszpanów, którzy wcześniej pracowali w państwach należących do Wspólnot
Europejskich, po przystąpieniu Hiszpanii do Wspólnoty ze względu na szybszy
rozwój gospodarczy ich kraju powróciło do siebie. Nastąpiła migracja zwrotna,
a nie ta, której się państwa należące do Wspólnot Europejskich obawiały.
Pan marszałek Płażyński, podobnie jak wielu, bardzo wielu innych mówców,
poruszył kwestię specjalnej klauzuli, która by dotyczyła spraw ochrony życia.
Jak rozumiem, należy to ująć szerzej - także rozmaitych innych spraw o
wymiarze moralnym czy dotyczących kultury. Pozwolę sobie przypomnieć państwu,
że rząd zajął w tej sprawie stanowisko i przyjął deklarację stwierdzającą, że
tak rozumiemy prawo europejskie, a więc traktaty europejskie, iż ono
gwarantuje suwerenność naszego państwa w stanowieniu prawa dotyczącego
kwestii o wymiarze moralnym, w tym także kwestii związanych z ochroną życia.
Ta deklaracja, informacja o fakcie jej przyjęcia była przedstawiona Wysokiej
Izbie przez prezesa Rady Ministrów Leszka Millera w trakcie debaty na temat
ustaleń szczytu kopenhaskiego. Dlaczego nie występowaliśmy w trakcie
negocjacji o jakieś szczególne prawne ujęcie tego zagadnienia? Po prostu
byliśmy przekonani, że z prawnego punktu widzenia nie ma żadnych podstaw do
jakichkolwiek obaw. Chcę jednoznacznie powiedzieć, iż fakt, że występują dość
powszechnie sygnalizowane lęki w naszym społeczeństwie, jest oczywiście
poważnym zagadnieniem, nielekceważonym przez rząd. Dyskutowaliśmy o tym na
wczorajszym posiedzeniu Rady Ministrów i z całą powagą odnosimy się do tego
faktu. M.in. zasygnalizowano to w trakcie posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu
i Episkopatu. Niemniej z prawnego punktu widzenia nie ma żadnych podstaw do
obaw. Ustawodawstwo unijne nie reguluje tych kwestii i nie będzie regulowało
dopóty, dopóki ewentualnie państwa członkowskie nie wyrażą na to zgody. Otóż,
jak rozumiem, Polska nie ma zamiaru wyrażać na to nigdy zgody. Ja nie
słyszałem nigdy o jakichkolwiek próbach dotyczących ustawodawstwa
europejskiego - a nie poglądów wypowiadanych np. przez parlamentarzystów
Parlamentu Europejskiego - co do wejścia w ten obszar z prawem czy
standardami europejskimi. Niemniej ze względu na ten zasygnalizowany przeze
mnie respekt dla faktu, że tego typu lęki istnieją, rząd bardzo poważnie
odniesie się do tej kwestii, wystąpi z odpowiednimi propozycjami.
Pan marszałek Płażyński, komentując naszą współpracę ze wschodnimi sąsiadami,
powiedział, że w przypadku Rosji nie ma przełomu, nic nie drgnęło. Otóż,
panie marszałku i Wysoka Izbo, w ciągu 10 miesięcy ubiegłego roku eksport
polski do Rosji wzrósł o 26,4%, import polski z Rosji zmalał o 6,2%. Jeżeli
to jest oznaka tego, że nic nie drgnęło, to myślimy innymi kategoriami. Ja
mam wrażenie, że żaden inny handlowy partner Rosji nie odnotował takiego
skokowego wzrostu swojego eksportu na rynek rosyjski w ciągu jednego roku. To
jest, nawiasem mówiąc, również odpowiedź na jedną z uwag zgłoszonych przez
innego z dyskutantów o tym, że Polska przestała być eksporterem żywności, a
stała się importerem żywności. To nieprawda. Jak raz w przypadku Rosji w
ubiegłym roku istotna część przyrostu naszego eksportu wiąże się z istotną
ekspansją, poważną ekspansją eksportową w zakresie produktów żywnościowych.
Do tego stopnia, że w tej chwili - o czym będę chciał rozmawiać z Igorem
Iwanowem za kilkanaście dni w Moskwie - Rosjanie zastanawiają się nad
wprowadzeniem kontyngentów ograniczających rosyjski import w zakresie
niektórych produktów żywnościowych, w tym mięsa. Tak więc, w moim
przekonaniu, chociaż nie chcę przypisywać tego jako zasługi wyłącznie
rządowi, nastąpiła skokowa poprawa sytuacji w zakresie obrotów handlowych z
Rosją i mimo że nadal utrzymuje się poważny deficyt handlowy, jest on
znakomicie mniejszy niż rok wcześniej.
To prawda, że w zakresie wielu spraw nie mamy ciągle powodów do satysfakcji.
Dzisiaj trwa kolejna runda negocjacji w sprawie dostaw gazu, wielkości, zasad
itd. Nie mam jeszcze informacji z Moskwy od wicepremiera Pola, z jakimi
rezultatami. Niemniej wyrażamy głębokie przekonanie, że uwzględniając
interesy obu stron, dojdziemy do porozumienia, które spowoduje obniżenie
poziomu naszych zobowiązań w tym zakresie. Pozwolę sobie zwrócić uwagę
jedynie na to, że to wiosną 1993 r. - wiosną 1993 r. - doszło do podpisania
porozumienia z Rosją na temat wielkości dostaw gazu, że później to było
uszczegółowiane na poziomie przedsiębiorstw, że do tego doszły jeszcze
zobowiązania zaciągane w porozumieniu z innymi potencjalnymi dostawcami gazu.
Dzisiaj sytuacja wygląda tak, że poziom zakontraktowanych dostaw gazu do
Polski za lat 7-8 sięgnąłby 24 mld m3 rocznie, przy stałym zużyciu gazu w
naszym kraju na poziomie mniej więcej 11-12 mld m3. We wszystkich tych
przypadkach zobowiązań, nie tylko wobec Rosji, ale także tych, które
zainicjowano w porozumieniu z innymi krajami, obowiązuje zasada ˝bierz i
płać˝. I w związku z tym niezależnie od tego, od którego dostawcy pochodziłby
gaz, którego nie skonsumujemy, a do którego odbioru się zobowiązaliśmy,
musielibyśmy za to zapłacić. Dlatego przede wszystkim trzeba urealnić poziom
naszych zobowiązań do odbioru gazu, bo w przeciwnym razie będziemy musieli
płacić, nie mogąc skonsumować dostaw tego surowca. Te rozmowy są oczywiście
niełatwe, ponieważ nie tak łatwo jest wytłumaczyć partnerowi, że powinien
zrezygnować z dobrych interesów. Natomiast ponieważ jednak ten partner ma, po
pierwsze, długofalowe interesy, a po drugie, także nie wywiązuje się ze
wszystkich swoich zobowiązań, np. w zakresie budowy drugiej nitki gazociągu
jamalskiego, mamy argumenty w tej dyskusji i ich używamy.
Kwestia nieruchomości dyplomatycznych. Kończymy przygotowania po polskiej
stronie, w porozumieniu z ministerstwem skarbu, do rozpoczęcia rozmów z
Rosjanami na ten temat. Po raz pierwszy od lat Rosjanie są gotowi do rozmów
na ten temat. Do tej pory nie wykazywali takiej zgody, nie wykazywali takiej
skłonności. Mam nadzieję, że tę sprawę również uda nam się uregulować.
Najmniej sukcesów jest w przypadku realizacji pakietu zaoferowanego
Kaliningradowi, chociaż i tutaj jest szereg przedsięwzięć, które zostały
zainicjowane. Mam na myśli chociażby zakontraktowanie budowy fabryki
autobusów na polskich licencjach, według polskich projektów w obwodzie
kaliningradzkim czy uruchomienie połączenia lotniczego, jedynego w tej chwili
połączenia Kaliningradu z innym krajem niż Rosja. Niemniej mamy sami
świadomość tego, że osiągnięto tutaj niewiele. No tak, tylko, że tego się nie
da narzucić. To trzeba ze sobą uzgodnić i druga strona musi być tym
zainteresowana, a ponadto musi mieć pieniądze na to, żeby rozmaite projekty
realizować.
Odszkodowania dla sybiraków - również wiele osób na ten temat się
wypowiadało. Jak państwu już wielokrotnie mówiłem, w wyniku przedstawienia
przeze mnie odpowiedniej propozycji została powołana tzw. grupa do spraw
trudnych, kierowana przez ministrów spraw zagranicznych obu państw. Ta grupa
podjęła działania trzy miesiące temu. Pierwszym tematem była kwestia
odszkodowań dla sybiraków. Strona rosyjska zapowiedziała, że tworzy u siebie
przy rządzie zespół, który będzie kompetenty do podjęcia tej sprawy. Kilka
dni temu otrzymałem potwierdzenie z naszej ambasady, że strona rosyjska
sygnalizuje, iż ten zespół będzie utworzony. Sprawa zostanie poruszona na
najbliższym posiedzeniu Komitetu Strategii Współpracy Polsko-Rosyjskiej.
I wreszcie ostatnia uwaga dotycząca fragmentów wypowiedzi pana marszałka
Płażyńskiego, kilku innych dyskutantów, w tym posła Klicha, odnosi się do
polityki kadrowej. Otóż, mówiąc w skrócie, jeżeli jest taka sytuacja, jaka ma
miejsce, że ze strony części polityków czy sympatyków koalicji rządowej
słyszę uwagi krytyczne, że nie usuwam z pracy w dyplomacji osób związanych z
innymi środowiskami politycznymi, a ze strony części opozycji słyszę uwagi,
iż proponuję kandydatury osób, których, jak rozumiem, szczyt kreatywności
miał miejsce lat temu kilkanaście, to uważam, że prowadzę dobrą politykę
kadrową. I będą ją dalej tak prowadził. Podstawowym kryterium są i pozostaną
kompetencje i kwalifikacje ludzi i mnie nie interesuje, ile ci ludzie mają
lat - chyba że mają wiek emerytalny, takich ludzi, mimo rozmaitych
propozycji, nie będziemy wysyłali na placówki. Jeżeli są w pełni zdrowia i
dobrej kondycji, wykazują się aktywnością i energią i mają duże
doświadczenie, to ich kwalifikacje będą honorowane. Uważam, że do MSZ trzeba
przyciągnać ludzi o wysokich kwalifikacjach, że trzeba przyciągać przede
wszystkim tych ludzi, którzy chcą związać się z polską dyplomacją na dobre,
na całe swoje życie zawodowe. Dlatego kładziemy akcent na przyjmowanie ludzi
młodych i to w wyniku niezwykle surowych konkursów. Wspominano tutaj już o
tym. Spośród 600 kandydatów przyjęliśmy 37 osób na pierwszy rok Akademii
Dyplomatycznej. Zwróciłem się do rektorów wyższych uczelni, zarówno
publicznych jak i niepublicznych, z informacją o działalności akademii, o
kryteriach naboru, o warunkach studiów po to, aby absolwenci tegoroczni, roku
2003, zostali o tym poinformowali z wyprzedzeniem, byśmy mieli jeszcze więcej
zainteresowanych i byśmy mieli zainteresowanych wśród najlepszych absolwentów
polskich wyższych uczelni. Jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani jakością,
poziomem tych ludzi, którzy zostali do Akademii Dyplomatycznej przyjęci. Są
świetnie wykształceni, znają często po wiele języków, są bardzo silnie
motywowani, uczą się tak, jak należy. Staramy się zagwarantować im bardzo
wysoki poziom tego kształcenia. Tu nawiążę przez moment do wypowiedzi pana
posła Józefa Oleksego, który mówił o potrzebnej funkcji edukacyjnej resortu
spraw zagranicznych, o potrzebie prowadzenia otwartych debat na temat nowych
procesów i zjawisk zachodzących we współczesnym świecie. Zgadzam się z tą
opinią, chociaż oczywiście mam nadzieję, iż nie oczekuje się, iż MSZ zastąpi
naukę, środowiska naukowe, a także działalność organizacji, rozmaitych
struktur pozarządowych, które mają ambicje dyskutowania o procesach
zachodzących we współczesnym świecie. Jednym z tych przedsięwzięć jest
Akademia Dyplomatyczna, która organizuje serię odczytów, na jakie zapraszamy
wybitne osobistości nauki lub z dziedziny stosunków międzynarodowych. Są to
wykłady z reguły realizowane w salach Belwederu, na które zapraszamy
wszystkich zainteresowanych, zapraszamy korpus dyplomatyczny. Jest to jedna z
inicjatyw, które mają na celu wytwarzanie potencjału intelektualnego
stanowiącego zaplecze bądź kontekst dla formułowania koncepcji polskiej
polityki zagranicznej. Występowaliśmy z rozmaitymi inicjatywami także wespół
z organizacjami pozarządowymi w celu inicjowania rozmaitych forów
dyskusyjnych w najprzeróżniejszych konfiguracjach międzynarodowych. Udało nam
się zainicjować m.in. bardzo ciekawą formę dialogu trójstronnego czy też
debaty trójstronnej Polska - Stany Zjednoczone - Rosja na tematy
bezpieczeństwa międzynarodowego. Mógłbym podawać także inne przykłady.
Wiele osób, także pan poseł Kaczyński i wielu innych dyskutantów, stawiało
kwestię ostatecznego zabezpieczenia polskiej własności na całym terytorium
państwa, odnosząc to w szczególności do naszych ziem zachodnich i północnych.
Miałem okazję wielokrotnie publicznie na ten temat się wypowiadać,
stwierdzając jednoznacznie, że nie ma żadnych podstaw do jakichkolwiek obaw w
tym zakresie. Ale poproszę pana ministra Dąbrowę o wypowiedź uzupełniającą.
Bardziej szczegółowo przedstawi on państwu nasz pogląd prawny i argumenty,
jakimi tego typu stanowisko wspieramy.
Pan poseł Maciej Giertych stwierdził, że MSZ nie ma własnej polityki wobec
Rosji i Białorusi i chce przyjąć politykę unijną. Delikatnie mówiąc, nie
zgadzam się z tym poglądem. To, co do tej pory powiedziałem, jednoznacznie to
uzasadnia. Nie tylko, że mamy własną politykę i mamy własne koncepcje, ale,
co więcej, chcemy, aby jak najwięcej z naszych koncepcji stało się wspólnymi
koncepcjami całej zintegrowanej Europy. I to jest nasze rozumienie naszych
interesów, interesów Europy i tego, w jaki sposób, zanim jeszcze staniemy się
członkiem Unii Europejskiej, powinniśmy budować pozycję Polski w Europie, w
naszej części Europy, i wprowadzać do tej polityki europejskiej problematykę
dotyczącą naszych wschodnich sąsiadów. Poseł Giertych, cytując bardzo
niedokładnie fragment mojej wypowiedzi, stwierdził, że ja powiedziałem, że
wejdziemy do innej Unii Europejskiej niż ta, z którą negocjowaliśmy, co równa
się: kupujemy kota w worku. Ja wyraźnie rozwinąłem tę myśl: wstąpimy do innej
Unii Europejskiej, bo my już w niej będziemy, tym samym Unia Europejska się
zmienia. Ale jednocześnie temu towarzyszy proces dyskusji o przyszłości Unii
Europejskiej, proces toczący się w ramach konwentu i w ramach kontaktów
politycznych, dyplomatycznych dzisiaj w Europie. My w tym wszystkim
uczestniczymy i chcemy uczestniczyć na takich zasadach, aby mieć pełen wpływ
na ostatecznie podejmowane decyzje. Pamiętajmy, że te decyzje, które będą
zapadały na konferencji międzyrządowej i które będą potem wymagały
zatwierdzenia przez państwa członkowskie, wymagać będą tym samym
jednomyślności, czyli że nic o nas bez nas. Będziemy mieli jednoznaczny wpływ
na to, co ostatecznie się rozstrzygnie. Ale musimy oczywiście posługiwać się
stosowną, silną, wiarygodną i przekonywającą argumentacją i musimy wykazać
dużą aktywność w tym zakresie. Ja państwu zasygnalizowałem w swoim
wystąpieniu, że już nasililiśmy nasze konsultacje z partnerami europejskimi
na ten temat. W tym zakresie na razie muszę pozostać dość dyskretny, bo te
konsultacje są w toku, są po prostu w toku. My sobie wyjaśniamy, jak się
m.in. wzajemnie odnosimy do elementów pozycji przyjętej i uzgodnionej przez
kanclerza Schrödera i prezydenta Chiraca kilka dni temu w Paryżu. Kiedy
będziemy mieli to stanowisko w pełni sprecyzowane, oczywiście zaprezentujemy
je państwu, polskiej opinii publicznej i naszym partnerom europejskim.
Pan poseł Giertych stwierdził, że nie było dostatecznej odpowiedzi ze strony
MSZ na wydarzenia związane z kampanią wyborczą w Niemczech. To nieprawda.
Następnego dnia po wystąpieniu pana Stoibera w Lipsku zarówno ja, jak i
niemal równocześnie premier Leszek Miller i prezydent Kwaśniewski, stanowczo,
jednoznacznie i ostro zareagowaliśmy na tezy tego wystąpienia. Nikt później w
toku kampanii wyborczej w Niemczech, w tym pan Stoiber, nie powracał do tego
typu stwierdzeń, sformułowań, postulatów itd. Nigdy w oficjalnie
prezentowanym w stosunkach międzynarodowych, w tym w stosunkach z Polską,
stanowisku rządu niemieckiego tego typu myśli czy postulaty się nie znalazły,
tym samym należało traktować ten fakt jako element kampanii wyborczej, nie
lekceważyć go, ale i nie przeceniać, nie wnosić go do oficjalnych stosunków
na poziomie rządów państw, ponieważ żaden z rządów w tej sprawie nie
uczestniczył.
Wreszcie dosyć zabawne sformułowanie, stwierdzenie pana posła Giertycha, że
cieszy mnie globalizm. On mnie ani cieszy, ani nie cieszy, ja go po prostu
odnotowuję i to jest rzecz zupełnie oczywista. Fakt, iż nasileniu,
rozszerzeniu, rozwinięciu uległy wszelkie procesy - ekonomiczne, społeczne,
technologiczne, jakiekolwiek jeszcze sobie inne wymyślimy - w skali
globalnej, jest faktem obiektywnym, który zmienił rzeczywistość
międzynarodową. I my musimy do tego faktu się odnieść, musimy funkcjonować
właśnie w tych warunkach. Z tego w sposób oczywisty należy wyciągać wnioski,
że tradycyjny sposób myślenia o polityce zagranicznej, o pozycji państwa,
jego możliwościach należy odsunąć do lamusa, z całym szacunkiem dla
przeszłości. To, co wymyślono 150 czy 100 lat temu, w nowej rzeczywistości
międzynarodowej ma wartość notatki historycznej, natomiast ma szalenie
ograniczoną wartość jako koncepcja użytkowa.
Kilka osób odnosiło się do spraw Polaków, Polonii, programu polonijnego.
Padały tutaj krytyczne opinie, wypowiedzi w stylu: 80% programu rządowego
jest odrzucane przez środowiska czy organizacje polonijne, to jest temat na
doczepkę. Ja zachęcam do przestudiowania tego rządowego programu i
merytorycznej polemiki, jeżeli będą do niej podstawy. Nie znam krytycznych
opinii organizacji polonijnych, a przedstawiałem ten program światowej Radzie
Konsultacyjnej Polonii i wielu przedstawicielom poważnych organizacji. Ten
program był przedmiotem debaty w Telewizji Polonia z przedstawicielami
Polonii amerykańskiej, brytyjskiej i kazachskiej. Ze wszystkich stron padały
pochwały. Gdzie jest więc ta krytyka wobec 80% zawartości tego programu?
Fakt, że został on opracowany po raz pierwszy od 11 lat, że uwzględnia zmiany
zachodzące i w świecie, i w środowiskach polskich na świecie, to jednoznaczne
dowody wagi, jaką rząd przywiązuje do współpracy z Polakami za granicą i
Polonią. Jeżeli wszyscy mamy taki sam szacunek dla naszych rodaków za
granicą, to nie bawmy się w tego typu grę polityczną. Niech to wszystko
będzie przedmiotem poważnej analizy. Jeżeli są propozycje korekt, proszę je
przedstawić w sposób rzeczowy, my jesteśmy otwarci na uwzględnianie zmian,
które będą właściwie argumentowane. Ale jeżeli to jest robione na zasadzie
gry politycznej, propagandy, kłótni, to uważam to za rzecz niestosowną, za
naigrywanie się z naszych rodaków, którzy w ten sposób stają się piłką w grze
politycznej na polskim podwórku politycznym. I to jest rzecz, która nie
powinna mieć miejsca.
Pan poseł Macierewicz zarzucił rządowi, że do dzisiaj nieznany jest traktat
akcesyjny. Tak, bo go nie ma. Jak pan wie, w tej chwili dyskutuje się nad nim
w sensie artykulacji, ale jaka jest czy będzie zasadnicza jego treść,
wszyscy, którzy mają tylko ochotę trochę popracować, mogą się przekonać. Otóż
będą się na nią składać wszystkie zamknięte rozdziały negocjacyjne, a treść
wszystkich decyzji związanych z zamknięciem tych rozdziałów jest publiczna -
było to przedstawiane w Sejmie, w Komisji Europejskiej, jest to na stronie
internetowej Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. Kliknięcie myszką, i
wszystko wiadomo. Ale w tej chwili rozmawiamy o szczegółach zapisów, co się
wiąże z precyzją sformułowań, używanych słów itd. Ten proces w założeniu ma
potrwać do końca stycznia. W momencie, kiedy zostanie zakończony traktat
akcesyjny, oczywiście zostanie on wszystkim zaprezentowany, chociaż myślę, że
fakt, iż składać się na niego będą tysiące stron tekstu, sprawi niejaką
trudność w przestudiowaniu każdego szczegółu. Ale oczywiście kto jest
zainteresowany, ten będzie miał taką okazję.
Pan poseł Jagieliński pyta, co z konsolidacją służby zagranicznej. Otóż chcę
zauważyć, że ustawa o służbie zagranicznej, uchwalona jeszcze przez poprzedni
Sejm, weszła w życie, funkcjonuje i jak do tej pory nie wywołuje
poważniejszych problemów. Nie obserwujemy jakichś błędów legislacyjnych,
chociaż oczywiście pracownicy służby zagranicznej po 1 stycznia, kiedy po raz
pierwszy mieli wypłacane wynagrodzenia wedle nowych zasad, skwapliwie
przeliczali, czy coś tracą, czy nie. Jak się sygnalizuje, nie tracą, chociaż
oczywiście każdy chciałby więcej, ale to będzie w miarę możliwości
budżetowych MSZ i państwa. W każdym razie w ustawie zostały zawarte takie
mechanizmy dotyczące m.in. statusu materialnego służby zagranicznej, że
jeżeli warunki finansowe na to pozwolą, to rozmaite elementy tej konstrukcji
będą mogły być bardziej wypełnione niż w chwili obecnej.
Ktoś pytał o kryteria i warunki, jakie musi spełniać dyplomata, zwłaszcza ten
wyjeżdżający na placówkę zagraniczną. O tym, jakie kryteria musi spełniać
osoba chcąca pracować w służbie zagranicznej, mówi ustawa o służbie
zagranicznej, zaś o tym, jakie kryteria musi spełniać ktoś, kto ma wyjechać
na placówkę zagraniczną, decyduje dodatkowo pewna praktyka MSZ. Na tę
praktykę składają się bardzo surowa weryfikacja kwalifikacji, porównywanie
kwalifikacji rozmaitych kandydatów, otwarte konkursy na stanowiska w
placówkach zagranicznych, a także pewne dodatkowe wymogi, które pozwoliłem
sobie wprowadzić, m.in. wymóg zdawania testów ze sprawności językowej, które
mają potwierdzić - mam nadzieję, że potwierdzić, czasami pewnie zweryfikować
- formalne dokumenty, jakie są przedstawiane w tym zakresie. I to są te
podstawowe wymogi. Nawiasem mówiąc, chcę w tym roku doprowadzić do pewnej
istotnej zmiany w polityce rotacyjnej w MSZ - jak wiadomo, jest to normalna
praktyka w każdej służbie dyplomatycznej. Co roku część kadr w placówkach
ulega zmianie, przy czym do tej pory zawsze było tak, że decyzje dotyczące
wyjazdów były podejmowane z wyprzedzeniem kilkumiesięcznym w stosunku do daty
wyjazdu, czyli w danym roku, w którym rotacja miała się dokonywać. Chciałbym,
abyśmy w jednym roku, być może w tym, przeprowadzili podwójną operację
podejmowania decyzji, tak by przejść na system podejmowania tych decyzji z
ponadrocznym wyprzedzeniem w stosunku do terminu wyjazdu na placówkę
zagraniczną, po to aby, jak w niektórych innych służbach dyplomatycznych,
stworzyć wydłużony okres przygotowywania się do pełnienia obowiązków, aby
pracownik, który ma wyjechać, wiedział o tym z dużym wyprzedzeniem, by jego
przełożeni mogli podjąć w stosunku do niego właściwe działania i aby
instytucje MSZ mogły stworzyć warunki do właściwego przygotowania się
pracownika przed wyjazdem. To jest potrzebne do podnoszenia poziomu naszej
dyplomacji, podnoszenia stopnia przygotowania do pełnienia konkretnych
obowiązków w danej placówce zagranicznej.
Jedno nie uległo zmianie w istotnej części. Mianowicie do tej pory nie doszło
do pełnej konsolidacji tej części służby zagranicznej, która w pełni podlega
ministrowi spraw zagranicznych, i tej, która częściowo, np. ze względu na
budżet, etaty, podlega ministrowi gospodarki - chodzi o obsadę tych etatów.
Ja nie chcę tego komentować. Jestem w dosyć trudnej sytuacji, znane są moje
poglądy na ten temat i znane jest stanowisko rządu w tej sprawie. Podjąłem
rozmowy na ten temat z obecnym ministrem gospodarki, pracy i polityki
społecznej, panem prof. Hausnerem, i przedstawiłem mu swoje argumenty w tej
kwestii.
Pan poseł Olszewski stwierdził, że trwają próby pogorszenia warunków naszego
przystąpienia do Unii Europejskiej przy spisywaniu traktatu akcesyjnego. W
moim przekonaniu nie ma takich prób czy czegoś, co by zasługiwało na takie
określenie, czyli działań, które się podejmuje z intencją zmiany tych
warunków. Natomiast na poziomie pewnych szczegółów technicznych występują
rozbieżności, w moim przekonaniu, nieprzekraczające pewnej normy w tego typu
sytuacji, chociaż w takiej sytuacji jesteśmy po raz pierwszy. Chodzi o sposób
używania rozmaitych określeń dla precyzyjnego wyrażenia tego, co zostało
uzgodnione. Osobiście uważam, że obie strony podchodzą do tego z dobrą wolą i
w dobrej wierze dążą do spisania tego porozumienia.
Pan poseł Samborski, podobnie jak wielu innych posłów, wyraził zaniepokojenie
sytuacją Polaków na Litwie, wspomniał o pewnej asymetrii w zakresie stosunków
z Ukrainą, podobnie także do innych biorących udział w dyskusji mówił o
niezbędnej modyfikacji, jakiej powinna ulec polityka wobec głównych skupisk
Polonii w USA, w tym Kongresu Polonii Amerykańskiej itd. Jeśli chodzi o
sytuację Polaków na Litwie, w swoim oficjalnym wystąpieniu wyraziłem
nadzieję, że ich uzasadnione zgłaszane od lat postulaty zostaną przez władze
litewskie uwzględnione. Przy każdym spotkaniu przedstawicieli Polski i Litwy,
czy jest to przedstawiciel rządu, czy prezydent, takie kwestie, jak
reprywatyzacja ziemi w okręgu wileńskim, szkolnictwo polskie, pisownia
nazwisk, ustawa o obywatelstwie, są podnoszone. Z rozczarowaniem stwierdzam,
że do tej pory władze litewskie nie zmieniły bądź praktyki, bądź decyzji,
które w moim głębokim przekonaniu mamy podstawę krytycznie oceniać. Wyrażamy
nadzieję, że ulegnie to zmianie, wiążemy także pewną nadzieję z faktem, że
obecnie wybrany prezydent, pan Paksas ma świadomość, iż w bardzo dużym
stopniu dzięki poparciu polskiej grupy, grupy Polaków, wyborców polskich na
Litwie odniósł zwycięstwo w wyborach, i że wyciągnie wnioski z błędu
popełnionego przez poprzednika, który np. podpisał kontrowersyjną ustawę o
obywatelstwie ewidentnie dyskryminującą obywateli litewskich nielitewskiego
pochodzenia etnicznego, jeśli chodzi o ich prawa w zakresie regulowanym tą
ustawą. Będziemy oczywiście nadal konsekwentnie zabiegali o to, aby te
uzasadnione oczekiwania zostały uwzględnione.
Generalnie muszę powiedzieć - padło bowiem też takie pytanie - w jakim
stopniu rząd udziela pomocy Polakom na Wschodzie, zwłaszcza wymieniano kraje
sąsiednie: Litwę, Białoruś, Ukrainę. W bardzo różny sposób, w bardzo różny
sposób. Pan poseł Samborski wspomniał m.in. o fundacji na rzecz pomocy
Polakom na Wschodzie. Rząd udziela tej pomocy także w sposób bezpośredni,
m.in co najmniej kilkaset osób stale otrzymuje emerytury polskie za sprawa
decyzji prezesa Rady Ministrów, polskie konsulaty starają się udzielać
różnorodnej pomocy organizacjom polonijnym działającym w tych krajach. Gdy
chodzi natomiast o ogólny wymiar, zwłaszcza materialny, bo i ta kwestia
wielokrotnie tu powracała, to rząd pomaga na tyle, na ile może, m.in. w
oparciu o decyzje budżetowe Wysokiej Izby. W sytuacji, gdy jedna z
dyskutantek niesłusznie zarzuciła rządowi, że wyręcza się organizacjami
pozarządowymi - niesłusznie, ponieważ rząd nie ma intencji wyręczania się
kimkolwiek - to ja bym chciał zaapelować o pewną konsekwencję, pewną spójność
w dyskusji na ten temat. Otóż, dzisiaj obowiązujący i, jak rozumiem,
akceptowany przez większość obu Izb obecnego parlamentu system polega właśnie
na tym, że to organizacje pozarządowe, a zwłaszcza Wspólnota Polska jako
organizacja pozarządowa jest pośrednikiem w udzielaniu pomocy Polakom za
granicą, jeśli chodzi o zasadniczą część środków publicznych, jakie na ten
cel są wydatkowane. Ja przyjmuję to do wiadomości, taka jest wola Wysokiej
Izby. W związku z tym MSZ robi tyle, ile może w ramach stworzonych mu
warunków.
Jestem oczywiście usatysfakcjonowany faktem, że w tym roku przyjęto postulat
MSZ o zwiększenie budżetu MSZ na rzecz pomocy Polakom za granicą. Nie jest to
oszałamiające zwiększenie, bo z 1,5 mln zł do 5 mln zł, ale jednak jest to
zwiększenie i próbujemy te środki wykorzystać jak najsensowniej.
Ktoś z dyskutujących wspomniał tu o potrzebie pomocy poza tymi instytucjami,
które wymieniłem, także polskim bibliotekom. Tak, to jest jeden z pomysłów, o
których mowa w rządowym programie współpracy z Polakami za granicą. Chcemy w
porozumieniu z wydawcami ustalić swoisty kanon polskiej literatury, tak aby
zestawy tak dobranych pozycji polskiej literatury trafiały do polskich
bibliotek, aby te biblioteki były często z naszej inicjatywy specjalnie
zakładane. Oczywiście, polska książka na miejscu jest bardzo ważna, ale kiedy
mówię o odpowiednim wyposażeniu technicznym, co zostało tu określone w
dyskusji mianem usprzętowienia, to mam na myśli także komputery, np. pomoc w
opłacie abonamentu internetowego na korzystanie z tego typu łączności z
Polską i z zasobami rozmaitych polskich instytucji, chociażby biblioteki
internetowej, biblioteki on-line, która została kilka tygodni temu
uruchomiona, myślę też o środkach multimedialnych, tak aby można było do tych
centrów polskich, domów polskich, domów kultury, bibliotek itd. wysyłać także
płyty kompaktowe, rozmaite nośniki, na których jest muzyka, filmy,
literatura, środki do nauki języka polskiego itd. W moim głębokim przekonaniu
wszystko, co zawarte jest w programie, poza pewną obszernością tej koncepcji,
jej wszechstronnością, jest bardzo praktyczne, jest bardzo pragmatyczne. Nie
chcę lekceważyć żadnych wielkich słów wypowiadanych na temat naszych rodaków
za granicą, ale to wszystko musi się przekładać na konkretne czynności, na
konkretne działania, na konkretne projekty. Możemy się licytować, jeśli
chodzi o wielkość używanych słów, tylko że Polakom za granicą nic z tego nie
przyjdzie.
My mamy pełen respekt dla Polonii na całym świecie, także dla Polonii
amerykańskiej, oczywiście. Mamy pełen respekt dla Kongresu Polonii
Amerykańskiej, znamy historię kongresu, znamy jego zasługi w różnych
okresach. Kłamstwem jest to, co powiedział tu jeden z dyskutantów, że kiedy
prezydent Kwaśniewski, premier czy minister spraw zagranicznych jedzie do
Stanów Zjednoczonych, to ma czas spotykać się ze środowiskami żydowskimi, a
nie ze środowiskami polonijnymi. To jest po prostu kłamstwo. Tak,
kontaktujemy się ze środowiskami żydowskimi, ponieważ dialog polsko-żydowski
na tle rozmaitych wydarzeń w historii należy do istotnych zadań polskiej
polityki zagranicznej. I zawsze spotykamy się z przedstawicielami Polonii
amerykańskiej, także bardzo wysokimi przedstawicielami Kongresu Polonii
Amerykańskiej. Sam praktycznie w trakcie każdej swojej wizyty odbywam tego
typu spotkania i spotykałem się z wieloma m.in. wiceprzewodniczącymi Kongresu
Polonii Amerykańskiej. Oczywiście, respektuję decyzje wyborcze Kongresu
Polonii Amerykańskiej, przyjmuję je do wiadomości i respektuję, ale - tak jak
mówiłem, choć nie jest to za bardzo dyplomatyczne i wiem, że może być
nadużyte, powtarzam - są pewne granice, których przekraczać nie wolno i także
nie wolno wyrządzać szkody Polsce, idei Polski i Polonii np. przez prymitywny
antysemityzm stanowiący dziś granicę, której nikomu nie wolno przekraczać i
za to płaci się wysoką cenę. I m.in. Polonia amerykańska, Kongres Polonii
Amerykańskiej za błędy popełniane przez prezesa w tym zakresie płaci dzisiaj
wysoką cenę w postaci poważnego spadku autorytetu tej organizacji w Stanach
Zjednoczonych. Dzisiaj władze amerykańskie liczą się z tą organizacją
zdecydowanie mniej niż lat temu kilkanaście czy kilkadziesiąt. To jest
wydarzenie smutne i z tego należyłoby wyciągnąć poważne wnioski, a nie
sprowadzać to znowu do poziomu pyskówki politycznej w grze politycznej w
naszym kraju.
Natomiast, respektując, oczywiście, Kongres Polonii Amerykańskiej,
stwierdzamy, że trzeba poszukiwać kontaktu także z tymi Polakami, którzy w
ogóle nie należą do organizacji polonijnych albo do tych tradycyjnych
organizacjach polonijnych. Chociażby w Stanach Zjednoczonych powstały setki,
jeśli nie tysiące, organizacji skupiających Polaków, organizacji niemających
charakteru politycznego, bo tych ludzi akurat sprawy polityczne nie
interesują lub mniej interesują, bo są na tyle wykształceni, mają takie
zawody, taki poziom życia, że sami wiedzą, co o polityce mają sądzić i
skupiają się na podstawie innych kryteriów, ze względu na inne przesłanki. Z
nimi też musimy odnaleźć kontakt, oni są takimi samymi Polakami, jak ci,
którzy należą do innych organizacji, oni są również bardzo wartościowi.
Często jest tu mowa o tym, żeby wykorzystywać, próbować wykorzystywać i
stwarzać warunki do tego, aby Polacy za granicą byli istotnym uczestnikiem
współpracy gospodarczej naszego kraju z zagranicą, a bardzo często jest
właśnie tak, że poza tradycyjnymi organizacjami lokują się ci ludzie, którzy
odnieśli poważny sukces, np. w biznesie. Trzeba umieć nawiązać z nimi
kontakt. Tu nie ma zastępowania jednego przez drugiego, tu jest wzbogacenie
naszej koncepcji współpracy z Polakami za granicą. Proszę nie przekręcać, nie
zmieniać intencji rządu w tej sprawie, w tym zakresie.
Pan poseł Zaborowski poruszył kwestię - poza sprawami, które podnosili inni
mówcy i na które już odpowiedziałem - w odniesieniu do której muszę
zareagować. Stwierdził, iż Polsce mówi się, że wystarczy 80-tysięczna
zawodowa armia i że to jest perspektywa nie do przyjęcia. Kto tak mówi, panie
pośle?
(Poseł Zbyszek Zaborowski: Poseł Komorowski w ˝Gazecie Wyborczej˝.)
Wczoraj, w obecności prezydenta i premiera, minister obrony podpisał
oficjalny dokument dotyczący przyszłości polskiej armii, w którym jest mowa o
150-tysięcznej armii oraz o dążeniu do tego, aby osiągnąć 60-procentowy
poziom uzawodowienia tej armii. Mówię o faktach i o decyzjach. To są
oficjalne decyzje rządowe i tylko na tej podstawie mogę na ten temat
dyskutować.
Pan poseł Zaborowski, mówiąc o małej skuteczności konkretnych projektów
gospodarczych w stosunkach z naszymi wschodnimi sąsiadami, wspomniał o
terminalu. Rozumiem, że chodzi o terminal w Sławkowie. Panie pośle, być może
o tej sprawie dyskutuje się od dwóch lat, ale obecny rząd miał okazję
dyskutować o niej trochę krócej niż dwa lata. W tym czasie udało nam się
osiągnąć pełne porozumienie z rządem rosyjskim w sprawie lokalizacji
terminala w Sławkowie. Ponieważ wcześniej przygotowano zupełnie inny projekt,
jak pan wie, należy przeprowadzić szereg prac w celu zmiany projektu, zmiany
tej koncepcji, a to nie jest takie proste, dlatego że za poprzednim projektem
stała odpowiednia grupa potencjalnych inwestorów. Wszystko to wymaga poważnej
zmiany, nie tylko zmiany nazwy miejscowości, w której terminal ma być
zbudowany. Rzecz jest uzgodniona, jestem głęboko przekonany, że zostanie to
zrealizowane.
Wspomniał pan również, o czym mówili również inni mówcy, o problemie
traktowania Polaków w Wielkiej Brytanii. Proszę państwa, problem ten dotyczy
niektórych państw, w tym właśnie Wielkiej Brytanii. Jest problem z uzyskaniem
wizy w przypadku Stanów Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii natomiast, gdzie
nie ma problemu wizy, obywatel, który chce wjechać do kraju, nie ma
gwarancji, że zostanie wpuszczony, ponieważ na podstawie ustawodawstwa
wewnętrznego obowiązuje tam kontrola imigracyjna. Kontrolerzy wedle swoich
kryteriów - głęboko wierzę, że nie jest to dowolne - decydują o tym, kto ma
wjechać, a kto nie.
Czy reagujemy na to? Tak, oczywiście reagujemy. Sam osobiście rozmawiałem o
tym z ministrem spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Jackiem Strowem, ale co
mamy odpowiedzieć, jeżeli dowiadujemy się, iż zdarzają się przypadki, że
autobusem z Polski przyjeżdża 50 młodych osób, które twierdzą, że przyjechały
na wycieczkę do Wielkiej Brytanii, a funkcjonariusze służby imigracyjnej
stwierdzają brak u nich atrybutów charakterystycznych dla turystów: aparatów
fotograficznych itd. Rodzi się wówczas podejrzenie, że osoby te przyjechały
do pracy, nie mając zezwolenia na pracę. W związku z tym autobus jest
odsyłany z powrotem do Polski. Oczywiście możemy dyskutować o konkretnych
przypadkach i różnie to oceniać. Musimy jednak przyjąć także do wiadomości
fakt, że nie jest tak, iż nasi rodacy jako jedyni na świecie nie popełniają
żadnych naruszeń prawa kraju, do którego chcą się udać.
(Poseł Marcin Libicki: Ale lepiej, żeby były wizy.)
Mam nadzieję, że w tych przypadkach, zwłaszcza w przypadku Wielkiej Brytanii,
problem przestanie istnieć w momencie naszego przystąpienia do Unii
Europejskiej i wprowadzenia swobody podejmowania pracy w Wielkiej Brytanii.
Wówczas skończą się te problemy.
Podobnie jest w przypadku Izraela, gdzie również zdarzają się tego typu
sytuacje niewłaściwego traktowania naszych obywateli przez straż graniczną,
przez funkcjonariuszy, którzy wykonują kontrolę graniczną. Interweniujemy -
często bardzo stanowczo - gdy to się zdarza. Informowano mnie, że w ciągu
ostatnich kilku miesięcy po ostatniej ostrej interwencji nie odnotowano
podobnych przypadków niewłaściwego traktowania naszych rodaków. Staramy się
reagować natychmiast, kiedy wiemy o jakimś zdarzeniu. Bywa tak, że nie
jesteśmy o tym poinformowani dlatego, że nasi obywatele nie zdecydowali się
poinformować polskich władz, bywa, że nie mieli takiej możliwości, ponieważ
władze lokalne, naruszając często porozumienia zawarte z Polską,
uniemożliwiały im to albo nie informowały o przysługującym im prawie do
natychmiastowego kontaktu z naszym konsulatem bądź konsulem. To również
podnosimy i wytykamy.
Przechodzę teraz do odpowiedzi na pytania pana posła Piłki. Pierwsze pytanie
dotyczyło sprawy, o której mówiłem, a więc kwestii związanych z ochroną
życia, moralnością itd. Drugie pytanie dotyczyło naszych działań na rzecz
obrony praw katolików w Rosji. Otóż tak jak w przypadku Rosji tak i w
przypadku każdego innego kraju, jak również tak jak w przypadku katolików tak
i w przypadku każdego innego wyznania uważamy, że wolność wyznania, wolność
religii musi być traktowana jako elementarny standard państwa praworządnego i
państwa demokratycznego. Z tej pozycji gotowi jesteśmy reagować na przypadki
naruszania tej wolności.
W przypadku Rosji, jak wiadomo, w ubiegłym roku podjęto kilka decyzji o
niewpuszczeniu księży katolickich będących polskimi obywatelami na terytorium
tego kraju. We wszystkich tych przypadkach interweniowaliśmy zarówno na
poziomie ambasadora, wiceministra odpowiedzialnego za stosunki
polsko-rosyjskie, jak i z moim udziałem, poprzez moje kontakty z ministrem
Igorem Iwanowem. Tak jak powiedziałem wczoraj na posiedzeniu Komisji Spraw
Zagranicznych, prawdą jest, że nie uzyskaliśmy do tej pory wyjaśnień strony
rosyjskiej, do której się zwróciliśmy, podobnie jak prawdą jest, na ile nam
wiadomo, że również Watykan nie uzyskał takich wyjaśnień. Jednocześnie prawdą
jest, że od czasu mojej wrześniowej interwencji podjętej podczas rozmowy z
Igorem Iwanowem nie odnotowaliśmy żadnego tego typu przypadku. Wierzymy, że
oznacza to zmianę zachowania władz administracyjnych. Na stosunki Cerkwi
prawosławnej w Rosji i w Stolicy Apostolskiej nie mamy i nie możemy mieć
żadnego wpływu.
Jakie działania podejmuję w sprawie odszkodowań dla Sybiraków? Już o tym
powiedziałem.
Jeśli chodzi o odpowiedź w kwestii własności prywatnej zniszczonej przez
Niemców, to poproszę pana ministra Dąbrowę o odniesienie się do tej kwestii.
Sprawy gospodarcze. Deklarowałem ekonomizację. Mamy porażki z inwestorami
zagranicznymi w Polsce. Dlaczego nie zrobiliśmy tego, co inni itd.? Jeśli
chodzi o inwestycje zagraniczne w Polsce, to MSZ ma na to wpływ bardzo
ograniczony. Jedynie mamy wpływ w zakresie promocji naszego kraju i
zachęcania do inwestowania, natomiast nie mamy w zakresie ostatecznych
decyzji podejmowanych przez inwestorów. Każdy z nich ma jakiś swój powód.
Rozumiem, że w przypadku Toyoty powody były inne niż w przypadku Peugeouta. W
przypadku Toyoty, o ile mi wiadomo, powodem było to, co się wydarzyło lub co
się nie wydarzyło, zanim powstał obecny rząd. Nie wykonano zobowiązań
przyjętych w zakresie poprzedniego kontraktu z Toyotą dotyczących
przeszkolenia pracowników tej firmy. Zaoszczędzono bodajże 10 mln zł, jakie
trzeba było wydać na to przeszkolenie, a stracono inwestycję. Ten rząd na
szczęście nie ma z tym nic wspólnego, chociaż decyzja o lokalizacji czeskiej
fabryki Toyoty została podjęta w okresie urzędowania obecnego rządu.
W przypadku francuskiej decyzji nie potrafiłbym na razie tego rzeczowo i w
sposób uzasadniony skomentować, ponieważ dwa miesiące temu w trakcie wizyty
francuskiego ministra spraw zagranicznych pana de Vilpena zostałem
poinformowany, że Peugeout ulokuje swoją inwestycję w Polsce. Wtedy, jak
rozumiem, rozważono wszystkie uwarunkowania. Jeden z mówców, odnosząc się do
tej kwestii, powiedział o wiarygodności iwestycyjnej Polski oraz że być może
podstawą tego typu decyzji był fakt, iż zmieniliśmy zasady dotyczące ulg
przysługujących inwestorom w specjalnych strefach ekonomicznych. To
rozumowanie częściowo jest uzasadnione w tym sensie, że mamy świadomość, iż
Polska nie lokuje się na pierwszej pozycji jako kraj potencjalnych inwestycji
zagranicznych. Chcę państwu powiedzieć, że jeżeli chodzi o klasyfikację
krajów ustalaną na podstawie opinii biznesu międzynarodowego pod względem ich
otwartości i przychylności dla inwestycji zagranicznych, to lokujemy się
dosyć nisko. Natomiast jeżeli weźmiemy pod uwagę klasyfikację państw z punktu
widzenia ich atrakcyjności inwestycyjnej, to lokujemy się na 11 pozycji. Nie
jest zatem tak źle, chociaż z tych dwóch zestawień wynika, że zarówno jeśli
chodzi o praktykę, jak i ustawodawstwo wewnętrzne, wszyscy powinniśmy się
zastanawiać, co robić w celu podniesienia wiarygodności inwestycyjnej Polski.
Jednocześnie z Polski musiałby wychodzić w miarę spójny sygnał o naszym
stosunku do inwestycji zagranicznych. Z jednej strony narzekamy, że niektórzy
inwestorzy postanawiają ominąć Polskę, a z drugiej strony, gdy niektórzy
inwestorzy chcą lokować swoje pieniądze w Polsce, to w tej Izbie odbywają się
gorączkowe debaty - i nie tylko gorączkowe debaty - żeby nie dopuścić do
inwestycji. To są dwie strony tego samego medalu. To wszystko kształtuje
obraz Polski jako kraju, w którym warto lub nie warto inwestować. Musimy mieć
świadomość tego, że te kwestie są ze sobą powiązane.
Pan poseł Libicki pyta: Jakie są interesy strategiczne, polityczne i
gospodarcze Unii Europejskiej związane z rozszerzeniem? Czy chodzi tutaj o
powiększenie rynku, o odsunięcie zagrożenia ze Wschodu itd.? Nie użyłbym
takiego określenia jak odsunięcie zagrożenia ze Wschodu. Natomiast
niewątpliwie tak jak my jesteśmy zainteresowani tym, żeby lepiej się działo w
krajach naszych wschodnich sąsiadów, żeby tam był bardziej stabilny system
polityczny, żeby były to państwa praworządne, żeby respektowano tam standardy
w zakresie praw człowieka, żeby gospodarka się rozwijała, bo widzimy w tym
nasz interes, bo będziemy mieli lepszych sąsiadów, takich, z którymi lepiej
się współżyje, z którymi robi się lepsze interesy, będziemy mieli do
czynienia z sąsiadami bardziej stabilnymi i przewidywalnymi, wydaje mi się,
że dokładnie tak samo myśli obecna ˝piętnastka˝ Unii Europejskiej o relacjach
z państwami, które zostały zaproszone do członkostwa w Unii Europejskiej.
Oczywiście na to składają się rozmaite elementy, jak chociażby powiększenie
rynku, które dotyczy wszystkich. Rozszerzony rynek Unii Europejskiej będzie
większy dla każdego z piętnastu członków dzisiejszej Unii i będzie większy
dla każdego z dziesięciu państw przystępujących do tej Unii. Tak więc
chociażby z faktu działania w większej skali, na większym rynku można wnosić
o korzyściach gospodarczych. Ale przecież nie tylko o korzyściach
gospodarczych trzeba tutaj pamiętać. Nie tylko my chcemy się rozstać z
powojennym podziałem Europy. Nie tylko my chcemy żyć, funkcjonować w obrębie
jednolitego kontynentu. A więc także przesłanki natury politycznej,
kulturowej, cywilizacyjnej i psychologicznej przemawiają za tym, że ci ludzie
w Europie Zachodniej, w ˝piętnastce˝, którzy są zdolni do myślenia w dłuższej
perspektywie, nie mają żadnej wątpliwości co do potrzeby rozszerzania Unii
Europejskiej. Natomiast ci, którzy się boją napływu pracowników z Polski,
którzy się boją jakichś innych rzekomych plag, wzrostu przestępczości itd.,
występują przeciwko temu. Te lęki, frustracje, obawy występują po obu
stronach dzielącej nas do tej pory granicy. Są w jakimś stopniu zrozumiałe, w
dużym stopniu są, w moim głębokim przekonaniu, nieracjonalne, ale zostanie to
zweryfikowane dopiero wtedy, kiedy już się wspólnie w tej strukturze
znajdziemy.
Pan poseł Gałażewski mówi o powstawaniu w Unii Europejskiej bloku
francusko-niemieckiego. Jak rząd odnosi się do tego? Czy nie osłabi to
spójności Unii Europejskiej? Po pierwsze, trzeba powiedzieć, że stosunki
francusko-niemieckie w okresie powojennym są dość wyjątkowe, jeśli chodzi o
ich ewolucję, a także stopień intensywności, nasilenia, wszechstronności itd.
To jest niezwykle pozytywny przykład w powojennej historii Europy. Po drugie,
prawdą jest, że te dwa państwa ze względu na swój potencjał odgrywają
szczególną rolę w Unii Europejskiej. I nie zaskakuje bynajmniej to, że w
ramach intensywnego dialogu politycznego Francja i Niemcy dyskutują także o
kwestiach związanych z przyszłością europejską, w tym także o rozwiązaniach,
jakie chcą zaproponować Konwentowi Europejskiemu, a w przyszłości konferencji
międzyrządowej. W moim głębokim przekonaniu bliska współpraca
francusko-niemiecka nie zagraża spójności Unii Europejskiej. Natomiast
proponowane rozwiązania albo przynajmniej niektóre z tych rozwiązań nie muszą
być uznane za odpowiadające interesom wszystkich - zarówno obecnych, jak i
przyszłych członków Unii Europejskiej. Jak jednak powiedziałem, oficjalne
stanowisko w tej sprawie rząd polski zajmie - o czym jestem głęboko
przekonany - w najbliższej przyszłości.
Pan poseł Gałażewski pytał o... przepraszam bardzo... Tak, pan poseł
Gałażewski pytał też o program polonijny, pytał o to, czy są środki.
Powiedziałem, że w tym roku środki zostały zwiększone. Nie jest to skokowy
wzrost. Senat dysponuje mniej więcej takimi samymi środkami jak w ubiegłym
roku. MSZ - większymi, co zobrazowałem danymi. Jestem osobiście przekonany,
że w ciągu szeregu lat - nie chcę mówić tego, czy kilku, czy kilkunastu -
każdego roku powinniśmy zwiększać środki na współpracę z Polakami za granicą,
na opiekę nad Polonią. To nie powinien być moim zdaniem skokowy wzrost,
ponieważ mogłoby się okazać, że nie jesteśmy przygotowani do najbardziej
właściwego wykorzystania tych środków, które rosłyby lawinowo. Natomiast nie
mam wątpliwości co do tego, że kilkunastoprocentowy coroczny wzrost jest
wskazany i polecam to pamięci Wysokiej Izby podczas przyszłych debat
budżetowych.
Pan poseł Rzymełka pytał o ambasadę w Berlinie. Z punktu widzenia tego, co
można zaobserwować na Unter den Linden, niewiele się zmieniło. Sytuacja była
i pozostaje niezwykle ambarasująca, dlatego że z jednej strony przygotowano
projekt, wydano na to wiele pieniędzy; przygotowano projekt architektonicznie
wspaniały, ale jednocześnie tak drogi, że nas na to nie stać, i jednocześnie
ogromnie rozbudowany, jeśli chodzi o wielkość tego budynku, co nam nie jest
potrzebne. Mieliśmy dylemat do rozstrzygnięcia, jak się w tej sytuacji, w
której już wydatkowano sporo środków publicznych, zachować. Po sprawdzeniu
rozmaitych możliwości zdecydowaliśmy się na wariant polegający na modyfikacji
tego projektu i zrealizowaniu go w mniejszej skali i za znacznie mniejsze
pieniądze. Mówiąc szczerze, w ostatnich kilku tygodniach nie interesowałem
się aktualnym stanem spraw, ale jestem w stanie - oczywiście po konsultacji z
dyrektorem generalnym - udzielić państwu bardziej precyzyjnej odpowiedzi.
Musimy ten problem rozwiązać. Jest nie do zaakceptowania to, że nie tylko w
tym miejscu, ale w ogóle w Berlinie Polska nie ma w tej chwili odpowiedniej
ambasady.
Pan poseł Rzymełka pytał również o przyczynę upiornych tematów i wypowiedzi
na temat Niemiec jako państwa, narodu w miarę, jak nasze stosunki ulegają
poprawie. To nie jest właściwie zaadresowane pytanie, chociaż pan poseł
Rzymełka podparł się dodatkowym pytaniem: Czy rząd informuje właściwie o
stanie stosunków polsko-niemieckich? Mam wrażenie, że rząd to robi. Natomiast
to, co dociera do opinii publicznej, zupełnie nie zależy od rządu.
Pan poseł Kuchciński... To właśnie pan poseł Kuchciński mówił o tym, że 80%
rządowego programu polonijnego jest nie do przyjęcia. Rozumiem, że nie
dzisiaj, bo pewnie wszyscy będziemy już dość zmęczeni po tej debacie, ale w
przyszłości prosiłbym o podanie bardziej rzeczowych przykładów tego, co jest
w tym programie do odrzucenia. Polacy na Wschodzie, Wspólnota Polska, środki
z budżetu. Czy rząd może zagwarantować, by wspólnota właściwie wykorzystywała
te środki? Rząd ma niezwykle ograniczony wpływ na to, jak te środki są
wydawane, ale rozumiem, że Senat kontroluje sposób wydawania tych środków.
System stypendialny - wiele osób o to pytało - czy... Przepraszam bardzo,
pomyliłem się. To już są pytania pani posłanki Nowackiej. Czy system
stypendialny nie może tak się zmienić, by więcej stypendiów realizowano na
miejscu? To jest moim zdaniem trafne rozumowanie. Zwrócę się w związku z tym
o przedyskutowanie tej kwestii do pani minister edukacji narodowej.
Pytanie dotyczące Polaków na Litwie... Acha! To dotyczy tej projektowanej
zmiany w ustawie oświatowej i nauczania w języku litewskim takich
przedmiotów, jak historia, geografia. Co zrobi MSZ? Już zrobiliśmy, już się
zwróciliśmy oczywiście w tej sprawie do rządu litewskiego, aby tej zmiany w
takim kształcie nie wprowadzać.
Pan poseł Gudzowski pyta: Czy w MSZ ktoś pracuje nad planem alternatywnym dla
Unii Europejskiej, jeżeli w referendum społeczeństwo się sprzeciwi?
Wypowiadałem się już na ten temat. Moim zdaniem alternatywa przedstawia się w
czarno-białych barwach, dosyć jednoznacznie. Taka decyzja miałaby wprost
katastrofalne skutki dla Polski, dla naszej pozycji politycznej, dla naszej
gospodarki. Za mrzonki należy uznać rozmaite pomysły często powtarzane na
temat tego, co może być alternatywą dla Unii Europejskiej. Dzisiaj m.in.
jedna z pań dyskutantek zaproponowała tutaj, by swoista wspólnota państw
słowiańskich była alternatywą dla Unii Europejskiej. Być może miło brzmiąca
opinia, nawiązująca jeszcze do znanych sprzed ponad 100 lat idei
panslawistycznych, żeby miała jednak swoją wartość, to trzeba byłoby jeszcze
porównać chociażby produkt globalny brutto państw słowiańskich z państwami
Unii Europejskiej i zastanowić się nad tym, jakie to stwarza perspektywy;
trzeba byłoby się zastanowić nad poziomem nowoczesności gospodarki,
nowoczesności technologicznej, siły ekonomicznej w świecie itd. Na tej
podstawie dopiero można byłoby budować alternatywę. Rzeczowa, poważna analiza
sytuacji każe nastawiać się na doprowadzenie do członkostwa Polski; na tym
się koncentrujemy i na tym będziemy się koncentrowali.
Polacy na Wschodzie. Wizy utrudnią im kontakty z ojczyzną. Czy jest plan
przesiedlenia tysięcy Polaków z Kazachstanu? Oczywiście dostrzegamy ten
problem, to, że wprowadzenie wiz dla naszych wschodnich sąsiadów dotknie
także naszych rodaków mieszkających na Wschodzie. Jak powiedziałem, staramy
się rozwiązać problem tak, aby nikt, a więc także nasi rodacy, nie odczuwał
zauważalnie skutków wprowadzenia systemu wizowego. Intencją nie jest bowiem
to, żeby utrudniać przekraczanie granicy, tylko żeby efektywniej kontrolować
zarówno ruch osobowy, jak i towarowy przez naszą wschodnią granicę.
Efektywność kontroli nie musi oznaczać - i nie powinna - dla przeciętnego
podróżnego jakichś zauważalnych kłopotów. Oczywiście mam świadomość, że
trudniejszy może być pierwszy okres po wprowadzeniu systemu wizowego, ale
jeżeli będziemy konsekwentnie posługiwali się owymi wieloletnimi,
wielokrotnymi wizami, to po wstępnym, być może kilkutygodniowym, okresie,
sytuacja powinna stać się całkowicie normalna i ludzie nie powinni odczuwać
związanych z tym kłopotów. Niemniej jednak, ponieważ padały dodatkowe pytania
dotyczące tego tematu, m.in. pana posła Samborskiego, odpowiadam: tak, w MSZ
prowadzimy pewne studia natury prawnej, czy można byłoby znaleźć jakieś
szczególne rozwiązania, ale na razie nie mogę zrelacjonować ich wyników.
Kwestią, którą należy tutaj uwzględnić, jest fakt, iż jesienią ubiegłego roku
po raz pierwszy Komisja Europejska okazała gotowość rozmowy o specjalnych
ułatwieniach dla ruchu przygranicznego, co - przynajmniej dla dużej części
Polaków mieszkających na wschód od polskiej granicy i obywateli polskich na
przykład narodowości ukraińskiej czy białoruskiej - mogłoby oznaczać
dodatkowe ułatwienia.
Wreszcie gdy chodzi o łatwość przekraczania granicy wschodniej, ma na to
wpływ również infrastruktura graniczna. Zapewne wiecie państwo, że niedawno
wraz z ministrem Janikiem gościliśmy na wschodniej granicy ambasadorów państw
˝piętnastki˝. Była to okazja do rozmów ze Strażą Graniczną, służbą celną i
kierownictwem resortu spraw wewnętrznych i administracji o liczbie przejść na
wschodniej granicy. Potwierdzono tam, że będą otwierane nowe przejścia na tej
granicy, co powinno ułatwiać ludziom jej przekraczanie.
Żadnego specjalnego planu przesiedlania tysięcy Polaków z Kazachstanu nie ma.
Jest ustawa o repatriacji i są znane i praktyka, i pewne problemy związane ze
skalą tej repatriacji. To, co należy do MSZ, czyli udzielanie Polakom w
Kazachstanie informacji o możliwościach i warunkach repatriowania do Polski,
jest wykonywane, jest robione. Skala repatriacji, jak państwo doskonale
wiedzą, zależy od skali wydatków budżetowych na ten cel, a także od stopnia
współpracy i zakresu współpracy władz samorządu terytorialnego, które są
odpowiedzialne za zagwarantowanie repatriantom pracy i lokum. To, jak
wiadomo, w obecnej sytuacji, przy tym poziomie bezrobocia i problemach
mieszkaniowych, jakie mają ludzie mieszkający w Polsce, nie jest zadaniem
łatwym, chociaż oczywiście poza dyskusją jest słuszna teza o szczególnym
moralnym wymiarze powinności wobec naszych rodaków mieszkających zwłaszcza w
Kazachstanie, a więc tam, gdzie zostali przymusowo przesiedleni, wywiezieni.
Poseł Czerwiński mówi, że pominąłem stosunki z Niemcami. To jest nieprawda,
nie pominąłem ich. Jakie kroki podjęto dla zagwarantowania praw Polaków w
Niemczech? Proszę państwa, po pierwsze, oczywiście można dyskutować, czy
sformułowania zawarte w układzie polsko-niemieckim, gdzie z jednej strony
mówi się o mniejszości niemieckiej w Polsce, a z drugiej o osobach
przyznających się do tradycji kulturalnych, językowych, są porównywalne i
ekwiwalentne. Po drugie, muszę powiedzieć, że wielokrotnie ten problem był
podnoszony w stosunkach z władzami niemieckimi, ale przez całe lata było tak,
że to niestety środowiska polskie nie potrafiły się zorganizować w sposób
odpowiedni do pewnej struktury podejmowania decyzji w rozmaitych kwestiach
ważnych dla osób innej narodowości mieszkających w Niemczech, na przykład w
zakresie decyzji o poziomie finansowania oświaty przez władze landów. To
szalenie utrudniało rozmowy. Szereg decyzji w sprawach, w obszarach ważnych z
tego punktu widzenia, podejmowanych jest w sposób zdecentralizowany i rząd
federalny nie jest partnerem do załatwiania tych spraw. Oczywiście o tym
także rozmawiamy z władzami poszczególnych landów.
Kwestia uregulowania spraw majątkowych na ziemiach zachodnich. Jak
powiedziałem, wiceminister Dąbrowa wypowie się na ten temat. Podobnie kwestia
art. 16 konstytucji RFN. Od siebie jedynie stwierdzę, że niewątpliwie
zrezygnowanie z tego artykułu konstytucji niemieckiej byłoby w sposób
oczywisty dobrze przyjęte w naszym kraju. Niemniej jednak trudno mi sobie
przypomnieć inne przykłady czy przypadki tego, żeby jeden kraj sugerował
drugiemu, jak ma wyglądać konstytucja tego państwa. Po prostu skutków
prawnych tego artykułu, tego przepisu nie przyjmujemy do wiadomości i nie
uznajemy tego w tym znaczeniu, że nie uznajemy, iż on w naszym kraju
obowiązuje.
Pani posłanka Masłowska: Co rząd robi w poszukiwaniu alternatywy dla Unii?
Już się na ten temat wypowiedziałem. USA wchodzi we wschodniej Polsce z
masowym tuczem świń w ramach offsetu. Owszem, na długiej liście stu
kilkudziesięciu pozycji zawartych w ofercie offsetowej firmy Lockheed Martin
był i taki pomysł, ale został odrzucony. Nie wiem, oczywiście, czy jacyś
amerykańscy inwestorzy chcą tuczyć świnie w Polsce, czy nie, być może chcą.
Natomiast na pewno nie będą robili tego w ramach offsetu. Z tego punktu
widzenia pani posłanka Masłowska nie ma powodów do niepokoju.
Kolejne pytanie dotyczyło własności na ziemiach zachodnich.
Pan poseł Gadzinowski: Czy zmodyfikujemy, czy ja zmodyfikuję, politykę wizową
wobec Chin i Wietnamu dla bilansowania handlu? Z panem posłem Gadzinowskim
rozmawiamy o tym od dawna. Problem polega na tym, że nasze doświadczene uczy,
iż biznesmeni chińscy czy wietnamscy przyjeżdżający do Polski nie tylko nie
ułatwiają nam zbilansowania naszego handlu, a wręcz przeciwnie - przyczyniają
się do pogłębienia deficytu handlowego, ponieważ z bezwyjątkową regułą
zajmują się eksportem towarów z własnych krajów do Polski, a nie importem
polskich towarów do siebie. Oczywiście możemy dyskutować o tym, jaka praktyka
wizowa w tym zakresie może być uznana za lepszą czy gorszą, ale na pewno nie
możemy tego łączyć z tezą o potrzebie bilansowania naszych obrotów
handlowych, bo to jest teza w tym przypadku karkołomna.
Czy zamierzam zmienić politykę stypendialną wobec Polaków na Wschodzie? Już
się na ten temat wypowiedziałem.
Pan poseł Stasiewski: warunki członkostwa w Unii - nie jest prawdą, że są
najlepsze, na przykład dopłaty bezpośrednie nie są równoprawne, Unia będzie w
przyszłości redukowała pomoc dla rolnictwa. Na ten temat wypowiadało się
kilku posłów, kolejny poseł Samoobrony pytał mnie, czy pan poseł Lepper mówił
prawdę, kiedy porównywał te wszystkie wskaźniki dotyczące plonu
referencyjnego, kwoty mlecznej, środków finansowych. Powiedziałbym tak: mówił
taką prawdę, która jest nieprawdą, tak też bywa. Otóż to prawda, że Węgrzy
wynegocjowali wyższy plon referencyjny niż Polska. Tylko trzeba wiedzieć,
jaki jest mechanizm, jaka jest regulacja prawna ustalania poziomu plonu
referencyjnego. To ma związek z realnym plonem uzyskiwanym w pewnym czasie, w
pewnym okresie w danym państwie. A prawda jest taka, że plony na Węgrzech w
ostatnich kilkunastu czy kilkudziesięciu latach, średnie plony z hektara,
były dużo wyższe niż w Polsce. W związku z tym Węgrzy mieli podstawę prawną
do domagania się wyższego plonu referencyjnego niż my. Jeżeli wszyscy w
Polsce i na świecie wiedzą, że w Polsce nie zdarzyło się, aby średni plon w
jakimś roku z hektara wszystkich zbóż był większy niż 3,07 tony, to jak
możemy oczekiwać przyznania nam plonu referencyjnego na poziomie 5 ton?
(Poseł Krzysztof Filipek: Panie ministrze, jak to się nie zdarzyło?)
Oczywiście, że się nie zdarzyło. Niech pan zajrzy do rocznika statystycznego,
proszę pana.
(Poseł Krzysztof Filipek: O czym pan mówi?)
O czym mówię? O tym, co doskonale wiem, proszę pana. A więc taka jest
niestety prawda o poziomie realnych planów. My przecież doskonale sami to
wiemy. Naiwny jest ten, kto sądzi, że wprowadzi kogokolwiek w Europie w błąd.
To są dane, które można przeczytać w roczniku statystycznym, zajrzeć do
odpowiednich obiektywnych informacji nie tylko polskich, ale i
międzynarodowych urzędów i instytucji statystycznych itd.To jest poza
dyskusją. Chciałoby się powiedzieć, że dżentelmeni o faktach nie dyskutują. I
proponowałbym, żeby przyjąć tego typu konwencję.
Kwota mleczna. To prawda, że jeżeli się przeliczy kwotę mleczną na liczbę
ludności itd., to można dojść do takich wniosków. Tylko znowu przecież
problem polega na tym, że trzeba wiedzieć, jak się ustala kwotę mleczną i
czego ta kwota dotyczy. Otóż dotyczy ona wielkości hurtowej sprzedaży mleka w
danym państwie. Wielkość hurtowej sprzedaży w Polsce wynosiła w 2001 r. 7 mld
200 mln ton, w 2002 r. wedle szacunków wynosiła 7 mld 400 mln ton, a
wynegocjonwaliśmy 8 mld 500 tys. ton. Czyli wynegocjowaliśmy grubo ponad 1
mld ton więcej od tego, ile wynosi realna sprzedaż hurtowa mleka w naszym
kraju. Jeżeli w innym kraju sprzedaż hurtowa jest np. w odniesieniu do liczby
ludności wyższa, to tym samym wynegocjowano wyższą kwotę mleczną. Ale można
się zastanawiać, z czego to się bierze. Bierze się m.in. z tego powodu, że w
niektórych innych krajach w wyniku słusznie niechcianego przez nas
ukołchozowienia rolnictwa doprowadzono jednak efektywnie do tego, że
przynajmniej część rodzajów produkcji, np. hodowlanych, wyprowadzono na
wysoki poziom. Jak wiadomo, Litwa, na którą się tu powoływano w tym
przykładzie, w czasie istnienia Związku Radzieckiego była największym
dostawcą mleka i nabiału w tym państwie, ponieważ akurat specjalizowała się w
produkcji mleka i wyrobów mlecznych. W związku z tym uzyskiwano tam i
uzyskuje się bardzo wysoki poziom sprzedaży hurtowej mleka.
(Głos z sali: My też byliśmy tacy.)
(Poseł Krzysztof Filipek: My też byliśmy potentatami.)
Być może. Ale chodzi o okres, do którego się to odnosi. To nie są lata
dowolnie wybierane. Są określone mechanizmy, określone zasady ustalania
okresu referencyjnego, w którym bada się poziom wielkości sprzedaży hurtowej.
I my przy zastosowaniu tych reguł uzyskaliśmy bardzo wysoki wynik. Ja
chciałbym zapytać...
(Poseł Gabriel Janowski: Przeszło trzy razy mniej niż Niemcy.)
Ale na przykład, panie pośle, półtora raza więcej w stosunku do możliwego
poziomu sprzedaży niż Hiszpania, która przy uwzględnieniu kryteriów
ludnościowych jest państwem o tej samej liczebności społeczeństwa.
(Poseł Gabriel Janowski: Bo byli frajerzy. Dzisiaj żałują, tak samo jak
Grecja. Irlandia ma 6 mld litrów.)
Niech pan do mnie nie krzyczy, kiedy mówię. Ja nie krzyczałem, bez względu na
to, co pan tutaj wygadywał. (Oklaski)
(Poseł Gabriel Janowski: Ale ja do pana mowię teraz, bo pan ze mną prowadził
dialog, odzywał się, więc odpowiedziałem.)
W porządku. A więc proszę uwzględnić zasady prawne, wedle których się to
określa. Ale ja chcę zapytać o jedno. Co państwa niepokoi w 8,5 mld ton,
skoro to jest o 1 mld 100 mln ton więcej niż szacunkowa wielkość sprzedaży
hurtowej?
(Poseł Gabriel Janowski: Panie ministrze, to są miliony, nie miliardy. Pan
myli jednostki.)
Mówię o miliardach ton...
(Poseł Gabriel Janowski: Nie, o milionach.)
O milionach ton, o miliardach litrów. Mówię o milionach ton. Co państwa
niepokoi w tych 8,5 mln ton, jeżeli to jest znacznie wyżej niż realnie
wynosząca sprzedaż hurtowa; nawet uwzględniając, że będzie rosła wielkość
sprzedaży hurtowej? Bo argumentowaliśmy w Kopenhadze...
(Poseł Krzysztof Filipek: Panie ministrze, nie chciałbym wchodzić...
...że przewidujemy, iż będzie rosła wielkość sprzedaży hurtowej, ponieważ
będzie się zwiększała produkcja mleka, a ponadto będzie ograniczanie tzw.
konsumpcji na potrzeby własne. Otóż jest tu bardzo wysoki zapas
uwzględniający dynamikę produkcji i sprzedaży hurtowej mleka w naszym kraju.
I to jest istotne; i to zostało zagwarantowane.
(Poseł Krzysztof Filipek: Panie ministrze, chciałbym powiedzieć tylko
jedno...)
Jeżeli porównać warunki członkostwa wynegocjowane przez nasz kraj z innymi,
to porównujmy uczciwie cały zestaw tych warunków, we wszystkich obszarach
negocjacyjnych, i dokonujmy choćby w miarę przyzwoitego i rzetelnego, i
uczciwego bilansu. Oczywiście zawsze można wskazać gdzieś jakiś przykład
czegoś tam dotyczący. Ale proszę spojrzeć na to całościowo. W debacie o
warunkach naszego przystąpienia do Unii Europejskiej podawałem państwu liczne
przykłady z obszaru spraw rolnych. Pamiętam, jak to mówiłem. Na 15 przypadków
uwzględnionych w tabelach, obejmujących rozmaite produkty, problemy, sposoby
wsparcia itd., w ośmiu wynegocjowaliśmy najlepsze warunki w stosunku do tego,
z czym wyszliśmy na starcie negocjacji, w siedmiu przypadkach
wynegocjowaliśmy warunki nie gorsze niż inni; średnio na poziomie innych. W
jednym przypadku wynegocjowaliśmy warunki gorsze; chodzi o izoglukozę. Ale z
kolei w tym wypadku wynegocjowaliśmy warunki gorsze, bo wynegocjowaliśmy
jedne z najlepszych, jeśli chodzi o kwotę cukru produkowanego z buraków, na
poziomie 96% tego, z czym wystąpiliśmy. A więc proszę o rzetelność; dlatego
że można powiedzieć część prawdy, która się złoży w obrazie ogólnym niestety
na obraz całkowicie nieprawdziwy.
Pan poseł Stasiewski pytał o wizy w Stanach Zjednoczonych. Już na ten temat
mówiłem.
Pan poseł Stec pytał o wyniki ekonomizacji, o sugestie dotyczące specjalnej
nagrody. Proszę państwa, trudno jest mi mówić o bardzo konkretnych wynikach
tego, że 8 czy 9 miesięcy temu w podobnej debacie mówiłem o tej koncepcji, że
pół roku temu na konferencji ambasadorów polskich z całego świata mówiliśmy o
tym bardzo wiele; połowa czasu tej konferencji była poświęcona problematyce
gospodarczej. Te wyniki muszą przychodzić z czasem. Chodzi o motywowanie, o
większe zaangażowanie, o wyposażanie w odpowiednią wiedzę, chociażby z wyniku
kontaktu z ludźmi odpowiedzialnymi za prowadzenie w naszym kraju polityki
gospodarczej, polityki finansowej, monetarnej, robienie biznesu itd.To
zadanie nie tylko będzie kontynuowane, ale musi być ono kontynuowane w
jeszcze większym wymiarze. Bo chociaż ktoś tu przestrzegał przed kupczeniem i
sprowadzaniem polityki zagranicznej wyłącznie do wymiaru ekonomicznego, co
oczywiście generalnie jest tezą słuszną, to jednak prawdą jest, że w
przypadku większości naszych stosunków z naszymi partnerami na świecie
problematyka gospodarcza ma dominujące znaczenie, ma wręcz większe znaczenie
niż inna. A ze względu m.in. na to, co tu wielu mówców podnosiło, na
utrzymujący się od dłuższego czasu deficyt w obrotach z zagranicą, w tym
deficyt handlowy, jest to oczywiście jedno z podstawowych zadań. Żeby polska
gospodarka się rozwijała, musi natrafić albo na większy popyt wewnętrzny,
albo na większy popyt zewnętrzny, musi mieć zdolność do zwiększonego
eksportu. I to oczywiście wyznacza zadanie także dla polskiej służby
zagranicznej.
Jak przyjęto moją propozycję dotyczącą kontroli imigracyjnej w Polsce? Z
wyraźnym zainteresowaniem. Przepraszam, już nie pamiętam, czy państwu
powiedziałem, że 3, 4 lutego w Warszawie odbędą się pierwsze od wielu lat
konsultacje konsularne między Polską i Stanami Zjednoczonymi i w trakcie tych
konsultacji wszystkie sprawy, o których tutaj była mowa, będą szczegółowo
przedyskutowane.
Pan poseł Stryjewski pyta, czy otrzymałem od Ojca Świętego upoważnienie do
podpierania się jego słowami. Imiennego nie, ale rozumiem, że Ojciec Święty z
całą powagą wypowiada swoje słowa, i myślę, że pan poseł Stryjewski w to nie
wątpi; a tym samym te słowa i te tezy stają się własnością publiczną i każdy
może się do nich odwołać. Ja nie interpretowałem, podziękowałem jedynie Ojcu
Świętemu za popieranie naszego dążenia do Unii Europejskiej. Jak inaczej
należy zrozumieć słowa wypowiedziane m.in. w Krakowie, w trakcie pożegnania,
kiedy Ojciec Święty wyrażał nadzieję, że Polska znajdzie należne jej miejsce
w strukturach europejskich? Trzeba mieć wiele złej woli, żeby inaczej to
interpretować.
Dlaczego nie występujemy do Unii o deklarację dotyczącą poszanowania dekalogu
itd.? Już na ten temat się wypowiedziałem.
Jak MSZ przeciwstawiał się kłamstwom żydowskim, niemieckim, ukraińskim na
temat Polaków? Po pierwsze, oczywiście w świecie funkcjonuje wiele
negatywnych stereotypów - wśród Polaków o innych narodach, wśród innych
narodów o Polakach. Nie jest łatwo walczyć z tymi stereotypami. Dotyczą one
nie tylko wymienionych tu narodów czy narodowości, lecz także wielu innych
społeczeństw. Staramy się w ramach dialogu, promocji, a także czasami poprzez
interwencje reagować zwłaszcza na wszystkie publiczne przejawy krzywdzącego
Polaków opiniowania, osądzania, wypowiadania się itd. Jesteśmy szczególnie
zainteresowani tym, żeby m.in. Polonia na to reagowała. Przy czym
niekoniecznie przy pomocy uchwał, których czasami ci, którzy wygłaszają
stereotypowe, negatywne, krytyczne opinie o Polakach, niewiele przyjmują, ale
np. przez interwencję w środkach masowego przekazu, które upowszechniają tego
typu, czasami kłamliwe czy obelżywe, opinie i wypowiedzi. I są znane
przypadki tego, np. w Kanadzie, gdy ostra reakcja polonusów, Polaków, naszych
rodaków, wobec jednej z gazet publikującej teksty, w których pisano o
polskich obozach koncentracyjnych, doprowadziła do przeprosin i zaniechania w
sposób jednoznaczny i konsekwentny takiej praktyki. A więc jest to dzieło dla
nas wszystkich.
Sprawa cmentarza lwowskiego. Oczywiście z wielkim rozczarowaniem stwierdzamy,
że do tej pory nie powstały warunki do oficjalnego otwarcia tego cmentarza,
ale jednocześnie mamy świadomość i wszyscy powinniśmy to sobie uzmysłowić, że
ten cmentarz został odremontowany i stanowi dzisiaj godne miejsce pochówku
Orląt Lwowskich.
Jak wspieraliśmy Polaków na Wschodzie, którzy utracili mienie? Mówiąc
szczerze, nie wiem o co tutaj chodzi, czy o tych Polaków, którzy repatriowali
się, tracąc mienie na Wschodzie. To jest problem m. in. tzw. umów
republikańskich i mienia zaburzańskiego, problem zbyt szeroki, żebym go w tej
chwili bardzo szczegółowo omawiał.
Dlaczego nie domagamy się zwrotu Królewca? Gratuluję panu wyobraźni, panie
pośle, jest pan dowodem tego, że wyobraźnia ludzka jest niczym
nieograniczona. Ale muszę powiedzieć, że ponieważ mnie tak jak panu wyobraźni
trochę brakuje, to do kanonu polskiej polityki zagranicznej tego postulatu
nie wprowadzę, pamiętając m. in. o tym, że w interesie naszego państwa, jak
żadnego innego w Europie, leży pełny respekt dla zasady nienaruszalności
powojennych granic, ponieważ kto jak kto, ale podważenie tej zasady może
doprowadzić do tego, że to Polska poniosłaby największe straty.
Wreszcie pan poseł Stanibuła - chłodne stosunki gospodarcze z Ukrainą, czy
przewidujemy ożywienie współpracy przygranicznej, czy mamy program wsparcia
tej współpracy, czy mamy konkretne programy... przepraszam, to są te sprawy
związane z Ukrainą. Nie jesteśmy usatysfakcjonowani poziomem intensywności
tej współpracy gospodarczej, ale jednocześnie dostrzegamy, że ma ona jednak
spory wymiar i niezłą dynamikę. Oczywiście jesteśmy bardzo zainteresowani,
jestem zdania, że wszystkie instytucje publiczne starają się w miarę swoich
umiejętności i możliwości wspierać rozmaite formy współpracy przygranicznej i
w ramach euroregionów, i rozmaitych porozumień lokalnych itd. Ukraina byłaby
jeszcze bardziej interesującym partnerem gospodarczym, gdyby była tam większa
przejrzystość prawa, praktyki gospodarczej, gdyby był większy stopień
przyjazności wobec zagraniczych inwestycji itd. Kiedy mówimy o wiarygodności
inwestycyjnej państw i wiarygodności ich jako partnerów w prowadzeniu
interesów gospodarczych, to oczywiście powinniśmy pamiętać o czymś, co jest
wielką plagą Ukrainy i co niestety w ostatnich latach stało się wielką plagą
Polski - o korupcji. To odstrasza ludzi, to odstrasza inwestorów, to
odstrasza biznes od robienia interesów i to jest coś, nad czym wszyscy
powinni się poważnie zastanowić zarówno na Ukrainie, jak i w naszym kraju.
Czy mamy konkretne programy rozwojowe związane z inwestycjami amerykańskimi w
zakresie nowoczesnych technologii itd.? Dwa tygodnie temu rząd, dyskutując na
posiedzeniu o problemach offsetu, sformułował publicznie swoje stanowisko,
które było wstępnie zaprezentowane przez prezydenta Kwaśniewskiego i przeze
mnie w Waszyngtonie, i z tym stanowiskiem premier Leszek Miller w
najbliższych dniach jedzie do Waszyngtonu. Chcemy jak najwięcej inwestycji i
wspólnych projektów inwestycyjnych, a także związanych z zamówieniami nie
tylko na polskie towary, ale także na usługi w tych obszarach, które decydują
o nowoczesności gospodarki, i w tych, które mogą przyczynić się do
modernizacji struktury naszej gospodarki. W okresie kilkunastu lat
transformacji ekonomicznej dokonaliśmy wielkich zmian, które jedni określają
jako złodziejstwo, drudzy jako ważny postęp, niemniej co do jednego musimy
się zgodzić - nie udało nam się zmienić struktury naszej gospodarki,
pozostaje ona tradycyjna i w polskiej gospodarce nie doszło do
zaimplantowania tego, z czego rozwijały się sektory nowoczesnych technologii,
badania, które mają zastosowania we współczesnej gospodarce itd. To wszystko,
co się wiąże z pojęciem informatyki, komunikacji, to wszystko, co się wiąże z
nowoczesnością w zakresie np. biotechnologii, to wszystko, co się wiąże z
nowoczesnością w obszarze zrównoważonego rozwoju, a więc także z ochroną
środowiska itd., to powinny być pola, na których będziemy oczekiwali
współpracy ze Stanami Zjednoczonymi w ramach offsetu. To jest przesłanie, z
jakim premier jedzie do Stanów, z jakim chce się spotkać z biznesem
amerykańskim w Kalifornii, wybranym nieprzypadkowo, dlatego że chcemy mieć
kontakt z najnowocześniejszym biznesem amerykańskim, nie z hodowcami trzody
chlewnej, ale z tymi, którzy specjalizują się w tych supernowoczesnych
obszarach technicznych i technologicznych.
Czy program polonijny dotyczy Polonii w Niemczech? Dotyczy wszystkich Polaków
za granicą.
Pan poseł Suski - na czym polega odrębność naszej polityki wobec Białorusi?
Kto akceptuje ją na Zachodzie? Myślę, że wielokrotnie już się na ten temat
wypowiadałem, także dzisiaj ta polityka po prostu spotyka się ze
zrozumieniem. Nie słyszałem o protestach wobec faktu, że nieco inaczej
kształtujemy praktykę naszych kontaktów codziennych, przy czym zawsze
podkreślamy, i to jest zrozumiane, że ta nasza praktyka nie prowadzi do
stworzenia chociażby pozorów akceptacji tej sytuacji politycznej na
Białorusi, jaka tam ma miejsce. I nie odnosiłbym się z lekceważeniem do
naszego sąsiada, ponieważ po prostu powinno nam właśnie starczać wyobraźni do
myślenia na wiele lat do przodu. Tacy czy inni prezydenci, szefowie rządów,
naczelnicy, dyktatorzy itd. bywają, odchodzą, zmieniają się, państwa i narody
pozostają i w związku z tym trzeba w tej perspektywie budować koncepcję
stosunków z tymi państwami narodami.
Polacy na Wschodzie - na ten temat też już się wypowiadałem.
Pan poseł Dulias - jak oceniam efekty ostatnich kilkunastu lat na tle nędzy,
czy to sukces, czy... Rozumiem, że pytanie nie dotyczy debaty o polityce
zagranicznej. Jaka jest wizja Polski, nie eksportujemy żywności ale
importujemy. Nieprawda, na ten temat też już się wypowiadałem, wprost
zwiększamy eksport naszej żywności, chociaż powinniśmy sobie zdawać sprawę z
tego, że dzisiaj nie ma perspektywy dla nieograniczonego wzrostu eksportu
żywności produktów żywnościowych, zwłaszcza żywności słabo przetworzonej,
dlatego że na całym świecie występuje ogromny wzrost produkcji takich
chociażby towarów, jak mięso, zboża czy rozmaite inne produkty roślinne.
Rozwinięto tę produkcję na niespotykaną wcześniej skalę w wielu państwach
rozwijających się i to są wielcy i tani dostawcy tych produktów. Państwa
europejskie nie są w stanie wręcz konkurować z punktu widzenia poziomu
kosztów wytwarzania tych towarów na rynkach międzynarodowych. Chyba
wspominałem kiedyś państwu, rozmawiałem w swoim czasie z moim partnerem z
Brazylii, ministrem spraw zagranicznych, który z zainteresowaniem stwierdził,
że podobnie jak ja jest prawnikiem i rolnikiem. Tylko jak porównaliśmy się
jako rolnicy, okazało się, że ja mam gospodarstwo 20-hektarowe, a on
gospodarstwo o powierzchni 5 tys. ha. I przyznał mi się do pewnego kłopotu,
mianowicie dobry biznes robi się na produkcji soi, ale on ma za małe
gospodarstwo do produkcji soi, ponieważ nie opłaca się jej produkować na
obszarze mniejszym niż 10 tys. ha, bo dopiero przy takiej skali można na tyle
obniżyć koszty jednostkowe, że można konkurować z soją amerykańską i chińską
na rynkach międzynarodowych. W takich kategoriach myśli się o tym, jaka jest
konkurencja na świecie, jakie są także zdolności eksportowe. Oczywiście
jeżeli potrafilibyśmy naszą żywność w wysokim stopniu przetwarzać, oferować
atrakcyjne produkty przetworzone, to, czego dowodzi słusznie przypominany
tutaj przykład Francji, szansa jest. Francja jest największym eksporterem
przetworzonych produktów żywnościowych na świecie i dochody z tego eksportu
stanowią bardzo poważną część dochodów eksportowych Francji w ogóle, więc ten
przykład wskazuje na to. Tak, tylko że np. trzeba móc produkować wina
francuskiej jakości, na które jest zapotrzebowanie na całym świecie, trzeba
mieć renomę państwa produkującego nie tylko bardzo smaczny i wielce szacowny
oscypek, ale jeszcze 2 tysiące innych gatunków sera i parę innych rzeczy. Ja
trochę żartuję, żeby tylko uzmysłowić, że to nie jest taka prosta sprawa, na
to składają się stulecia tradycji. Niemniej oczywiście szansa w eksporcie
wyrobów przetworzonych jest, ale trzeba to tak właśnie widzieć i rozumieć.
Lata 2003-2004 - jak przeżyjemy bez środków unijnych? Cieszę się, że pan
poseł dostrzega znaczenie środków unijnych dla funkcjonowania naszej
gospodarki. Nie będzie tak źle. Programy przedakcesyjne funkcjonują i to na
niezłym poziomie, mniej więcej rzędu miliarda euro rocznie, i będą
kontynuowane w tym roku, a w przyszłym roku pomoc dla nas jako członka Unii
Europejskiej jest naliczana od początku 2004 r. Nie jest tylko jeszcze
rozstrzygnięta kwestia tego, czy niektóre elementy tej pomocy będziemy
uzyskiwali przed formalnym nabyciem członkostwa. Niemniej to, co się należy w
skali całego 2004 r., mimo że członkiem będziemy po upływie pierwszych 4
miesięcy tego roku, Polska otrzyma.
Pan poseł Filipek pytał właśnie o tę kwotę mleczną, plon referencyjny itd.
Wypowiedziałem się na ten temat.
Pan poseł Grzesik, mówiąc o swojej wizycie w Chinach i silnym wrażeniu, mówił
też o naszym deficycie. Pytał, co chcemy zrobić w Azji Wschodniej czy Azji
Południowo-Wschodniej, jakie są tutaj kierunki działań, jaka ich
intensywność, co robimy dla poprawy wizerunku Chin w Polsce, dlaczego tak
mało miejsca poświęciłem temu w swojej wypowiedzi, jakie wizyty są składane.
Poświęciłem Chinom tyle miejsca, ile mogłem poświęcić jednemu ze stu
kilkudziesięciu państw, z którymi utrzymujemy stosunki, chociaż wyraźnie
wymieniłem Chiny jako ważnego partnera gospodarczego. Przypisujemy temu
partnerstwu i tej współpracy bardzo duże znaczenie - bardzo duże znaczenie.
Ale sam pan poseł Grzesik mówił z uznaniem o tym, że Chiny to jest kraj, w
którym wartość rocznych inwestycji zagranicznych przekracza 50 mld dolarów.
Na tym m.in. polega robienie interesów z Chinami. Tam się przynosi pieniądze,
a jeśli ktoś nie może przynieść pieniędzy, to jest po prostu słabszym
partnerem i przegrywa w konkurencji z tymi, którzy mogą przynieść pieniądze.
I to jest obiektywny fakt nakazujący ocenić naszą pozycję startową jako mniej
dogodną czy gorszą od pozycji naszej konkurencji. Ale jednocześnie chcę
powiedzieć, że przyczyny leżą także po naszej stronie. Za taką przyczynę
uważam utrzymującą się przez wiele lat niezwykle słabą obecność naszej
reprezentacji dyplomatycznej, tej dyplomacji odpowiadającej za sprawy
ekonomiczne. Ponieważ nie mam na to bezpośredniego wpływu, podjąłem wraz z
dyrektorem generalnym z ministerstwa w ubiegłym roku decyzję o wysłaniu dwóch
dodatkowych dyplomatów na etatach MSZ, którzy są odpowiedzialni wyłącznie za
rozwój współpracy gospodarczej z Chinami. Na tyle było MSZ stać. Mam
świadomość, że jest to zdecydowanie za mało. Szwedzka instytucja, organizacja
promocji eksportu tego państwa, utrzymuje w Chinach 4 stałe
przedstawicielstwa zatrudniające bodajże 28 stałych pracowników. I to jest
jedna z informacji pokazujących, co wpływa na zdolności marketingowe i
zdolność robienia interesów w tym kraju. Tak więc nie tylko nie lekceważymy -
oczywiście doceniamy.
Jakie wizyty. W ubiegłym roku w Polsce miały miejsce trzy chińskie wizyty na
szczeblu wicepremierów lub na szczeblu porównywalnym. To jest pewne novum,
dlatego że w ostatnich latach utrzymywał się bardzo wyraźny dysparytet, jeśli
chodzi o wizyty polityczne na wysokim szczeblu. Jednym z efektów tych wizyt
były pewne kontrakty, które tutaj zawarto, czy zamówienia chińskie. Ich skala
była niewystarczająca, mam tego świadomość, niemniej miało to miejsce. Przy
okazji odniosę się do sprawy tak chętnie krytykowanej w prasie i w
dzisiejszej debacie polskiej wystawy gospodarczej w Pekinie - tylko jedna
polska firma, KGHM, zawarła kontrakty opiewające na kilkadziesiąt milionów
dolarów plus porozumienie z chińskim partnerem o wspólnych inwestycjach i
działaniach na rynkach trzecich, co tej polskiej firmie może przynieść bardzo
pokaźne dochody.
Pan poseł Markowski pyta, czy w przypadku USA zachowamy prawo do systemu
preferencji celnych po wejściu do Unii Europejskiej. Przyznam, że nie mogę
zupełnie jednoznacznie odpowiedzieć, muszę to wyjaśnić, ale wedle mojego
rozumienia tzw. GSP, czyli system ogólnych preferencji celnych, przysługuje
krajom niezależnie od tego, do jakiej struktury gospodarczej należą. To
dotyczy oceny ich własnego poziomu gospodarczego. Ta klauzula ogólnych
preferencji celnych przyznawana jest Polsce od kilku lat, mówiąc nieco
nieoficjalnie, trochę na wyrost, bo sami się nie zaliczamy do państw
Trzeciego Świata, a te preferencje celne są przyznawane z założenia państwom
rozwijającym się. A więc traktujemy decyzje Senatu amerykańskiego o kolejnym
włączaniu do ustawy o handlu preferencji celnych dla Polski jako przyjazny
gest w stosunkach polsko-amerykańskich. To mi daje podstawę do wyrażenia
nadziei, że będą one nadal nam przysługiwały.
W sprawozdaniu za 2002 r. mało informacji o działalności promocyjnej, co
zrobiono dla promocji Wrocławia jako kandydata do organizacji Expo. Sam pan
powiedział, że w tym sprawozdaniu jest mniej więcej pół strony o działalności
promocyjnej. Jak na kilkunastostronicowe sprawozdanie to i tak sporo.
Natomiast co zrobiono dla promocji Wrocławia. Otóż korzystam z tej okazji,
żeby powiedzieć, że zrobiono, na miarę możliwości polskiej dyplomacji,
niezwykle wiele i w związku z tym traktuję publiczną wypowiedź byłego
prezydenta tego miasta próbującego obciążyć odpowiedzialnością za
niepowodzenie kandydatury Wrocławia polską dyplomację za skandaliczną - po
prostu skandaliczną. To jest rodzaj takiego skarżypyctwa, które ma prowadzić
do uchylenia się od własnej odpowiedzialności za niepowodzenia. Nie chcę w
tej chwili analizować przyczyn tego niepowodzenia. Zawsze wyznaję zasadę, że
przede wszystkim trzeba zastanowić się nad tym, co samemu się zrobiło, a
czego się nie zrobiło. Polskie ambasady zostały w tym zakresie jeszcze
wczesną wiosną czy w początkowym okresie ubiegłego roku, a więc natychmiast
po tym, jak rząd podjął oficjalną decyzję o wsparciu kandydatury Wrocławia,
zobowiązane do promocji tej kandydatury i zabiegania o poparcie. I robiły to,
co mogły, ale, jak państwo posłowie w związku z wynikiem głosowania w Monako
sami rozumieją, nieco inne względy decydowały o tym, kto jakiego kandydata
poparł. I tutaj zabiegi dyplomatyczne nie miały, jak się okazuje, istotnego
znaczenia. Trzeba było użyć innej argumentacji - samemu zaprezentować inną
argumentację.
Czy inicjatywa olimpiady w Polsce ma charakter rządowy. Ja nie słyszałem o
takiej inicjatywie, rząd się tym w każdym razie nie zajmował.
Pan poseł Polański pyta, jakie zmiany należałoby przeprowadzić na placówkach,
by w większym stopniu odpowiadały za wyniki eksportu. No cóż, wydaje mi się,
że jednak idea integracji służby zagranicznej jest z tego punktu widzenia
czynnikiem nieobojętnym.
Jaki procent stanowią osoby odpowiedzialne na placówkach za kwestie
gospodarcze. Nie potrafię tego określić procentowo, ale jest to znaczący
udział.
Jakie środki MZS ma na promocję gospodarki. Jeśli chodzi o promocję
gospodarki, to w zasadzie zerowe, bo mamy środki na promocję ogólną, na
promocję kultury. Oczywiście przy okazji rozmaitych przedsięwzięć
promocyjnych robimy to także na rzecz polskiej gospodarki, ale środki na
promocję gospodarczą są w gestii ministra gospodarki, a w przyszłości zapewne
będą w gestii agencji do spraw promocji polskiej gospodarki.
Pan poseł Woś pyta, dlaczego neguję demokratyczny wybór KPA. Już się
wypowiedziałem. No i tutaj właśnie było to kłamstwo na temat spotkań ze
środowiskami żydowskimi, a nie z Polonią.
Irak - jakie interesy mamy w tym przypadku. Już się wypowiedziałem.
Z czyjego upoważnienia zadeklarowałem nasze stanowisko. Otóż takie jest
polskie stanowisko deklarowane od wielu, wielu miesięcy w tej sprawie.
Pan poseł Dutka pyta, co robimy, by obce konsulaty lepiej traktowały Polaków.
Zwracamy uwagę ambasadorom, jeżeli czasami są chroniczne kolejki przed tymi
konsulatami itd. Ale tutaj często skuteczność interwencji jest dosyć
ograniczona, bo słyszymy np., że jest tak bardzo wielu interesantów, iż to
jest nieuchronne. W niektórych przypadkach zapewne tak jest. Co prawda nie
ukrywam także swojego krytycznego stosunku do tego, w jakich warunkach ludzie
często czekają na przyjęcie, a więc do tego, że często muszą stać na ulicy
itd. Niektóre kraje wyciągnęły z tego wnioski. Jakże zmieniła się m.in.
infrastruktura ambasady kanadyjskiej - jeszcze kilka czy kilkanaście miesięcy
temu ludzie stali na ulicy, a w tej chwili jest to rozwiązane, jak mi się
wydaje, inaczej.
Stosunek do Tajwanu i plany. Stosunek jest jasny. W naszym przekonaniu Tajwan
jest częścią Chin i nie utrzymujemy z tym krajem, podobnie jak 99% innych
państw świata, stosunków dyplomatycznych. Natomiast, tak jak z wieloma innymi
partnerami, utrzymujemy stosunki gospodarcze.
Kolejne pytanie też dotyczyło Iraku.
Następne - jakie wymagania stawia się kadrom. Już na to odpowiedziałem.
Kto upoważnił negocjatorów do określania ziem zachodnich jako ziem należących
dawniej do Niemiec. To jest kłamstwo i tyle mogę na ten temat powiedzieć.
Następnie pan poseł Kuropatwiński: Unia, jakie zyski i jakie straty.
Przepraszam, ale na to nie odpowiem, bo temu były poświęcone dwie długie,
kilkunastogodzinne debaty sejmowe. Szanujmy samych siebie. Powiedziano na ten
temat wystarczająco wiele, będzie też wiele wypowiedzi w okresie najbliższych
kilku miesięcy. Rozumiem, że niektórych i tak się nie przekona, bez względu
na to, co by tutaj powiedziano na ten temat.
Jaka jest pewność, że Polacy nie stracą własności na ziemiach zachodnich? Już
się do tego odnosiłem i będzie dalsza wypowiedź.
Czy bezrobotni dostaną wyższe zasiłki? Jak polski budżet będzie na to stać,
to dostaną; bardzo bym chciał, żeby to było możliwe. Jak rozumiem, to zależy
przede wszystkim od rozwoju gospodarczego naszego państwa, ponieważ on by się
podwójnie przyczynił do ułatwienia sytuacji bezrobotnych. Po pierwsze byłoby
ich mniej, a po drugie, można byłoby większe niż dzisiaj środki dzielić
między mniejszą liczbę bezrobotnych, tym samym wsparcie publiczne byłoby
wyższe. Natomiast członkostwo w Unii Europejskiej z tego punktu widzenia jest
czynnikiem obojętnym i nie ma żadnego związku z pomocą udzielaną przez każde
państwo w ramach jego własnych możliwości, przeznaczaną na rozwiązywanie
kwestii bezrobocia.
Czy można renegocjować ustalenia z Unią Europejską? W tej chwili nie. Po to
się negocjuje i po to się przyjmuje jakieś ustalenia, żeby one obowiązywały.
Jest takie powiedzenie: ˝słowo się rzekło, kobyłka u płota˝ i ono obowiązuje
w nieco bardziej mądrze wypowiedzianej formule: pacta sunt servanta, w
stosunkach międzynarodowych. Jak coś uzgodniliśmy, to teraz oczywiście możemy
nie podpisać traktatu akcesyjnego bądź możemy nie dokonać ratyfikacji,
natomiast negocjacje zostały zakończone.
Pan poseł Dolniak pyta, dlaczego polityka zagraniczna zdominowana jest przez
kontakty z Europą i Stanami Zjednoczonymi. Ta opinia jest i prawdziwa, i
nieprawdziwa. Prawdą jest, że stosunki europejskie i polsko-amerykańskie są
niezwykle ważne w naszej polityce zagranicznej i naprawdę trudno mi jest
zrozumieć, jak można nie rozumieć przyczyn tego stanu rzeczy. Jesteśmy
państwem położonym w Europie, z państwami Unii Europejskiej wiąże nas ponad
2/3 obrotów handlowych, Polacy mają całą masę spraw, interesów wiążących ich
z Europą. Relacje ze Stanami Zjednoczonymi, zarówno ze względu na historię,
Polonię i problemy naszego bezpieczeństwa, też wydają się zupełnie oczywiste,
gdy chodzi o ich rangę. Natomiast jest to o tyle nieprawda, że - starałem się
to zademonstrować w dzisiejszym wystąpieniu - przywiązujemy nie tylko coraz
większe znaczenie do współpracy z państwami pozaeuropejskimi, z innymi
regionami, ale i dajemy na to wiele potwierdzeń. Świadczyły o tym chociażby
ubiegłoroczne kontakty, wizyty itd. Sam byłem w ubiegłym roku dwukrotnie w
Azji. W tym roku, kiedy właśnie można ze względu na zakończenie intensywnych
prac związanych z negocjacjami europejskimi poświęcić więcej czasu na
kontakty pozaeuropejskie, planuję bardzo ważne wizyty w Azji, w Ameryce
Łacińskiej, także w Australii i Nowej Zelandii, bo nareszcie powstały do tego
warunki w ramach obowiązków. To będzie praktyczne potwierdzenie naszego
autentycznego zainteresowania rozwojem współpracy z tymi regionami.
Pan poseł Dolniak pytał również o Chiny. Już się na ten temat wypowiadałem.
Pani posłanka Nowak pytała o Grupę Wyszehradzką, co robię dla umacniania
Grupy Wyszehradzkiej na arenie międzynarodowej, czy przyjęta będzie Litwa. Do
tej pory Grupa Wyszehradzka stała na stanowisku, że nie zostaje poszerzana,
natomiast jest otwarta na specjalne formy współpracy z poszczególnymi
partnerami, którzy taką współpracą są zainteresowani. Może to oczywiście - w
moim przekonaniu nawet powinno - obejmować Litwę. To zależy także od
zainteresowania samej Litwy.
Co robimy dla umocnienia Grupy Wyszehradzkiej na arenie międzynarodowej?
Wydaje mi się, że ubiegłoroczne inicjatywy moje, premiera, związane z
wdrożeniem procesu konsultacji w grupie 10 państw kandydujących do Unii
Europejskiej, ale przede wszystkim w Grupie Wyszehradzkiej, przyczyniły się
do wzrostu znaczenia tej współpracy, przynajmniej na arenie europejskiej.
Nasza formuła współpracy Wyszehrad- Beneluks również jest z tego punktu
widzenia niezwykle ważna. Gdy raz współpraca wyszehradzka uległa w ubiegłym
roku pewnemu zakłóceniu w wyniku sporu węgiersko-czeskiego i
węgiersko-słowackiego, a w najmniejszym stopniu Polska nie przyczyniła się do
tego zjawiska, właśnie z inicjatywy polskiej doszło do załagodzenia tego
sporu i wznowienia tej współpracy.
Obecnie na przykład zaproponowałem już moim partnerom szybkie konsultacje w
ramach Grupy Wyszehradzkiej dotyczące kwestii rozpatrywanych przez Konwent
Europejski. Tak że bardzo poważnie traktujemy tę formę współpracy.
Polacy na Wschodzie. Już się wypowiadałem na ten temat.
Dlaczego w negocjacjach z Unią nie poruszono tych kwestii moralnych? Już się
wypowiedziałem na ten temat.
Pan poseł Samborski: wizy na Wschodzie. Liczymy na to, że Ukraina ich nie
wprowadzi. Czy możemy w tym względzie zastosować jakieś szczególne ułatwienia
dla Polaków? Niestety, jak już mówiłem, prawdą jest, że z punktu widzenia
prawnego różnicowanie ze względu na narodowość jest niemożliwe, ale
prowadzimy, kontynuujemy pewne analizy prawne, poszukując tu jakichś
możliwości.
Pan poseł Maniura: Środkowy Wschód i Daleki Wschód; co stoi na przeszkodzie
rozwoju współpracy gospodarczej? Częściowo już się na ten temat
wypowiedziałem, ale chcę powiedzieć, że odnotowujemy wzrost współpracy
gospodarczej z niektórymi państwami tego regionu. Dobrym przykładem jest
Malezja, ale nie wyłącznie. Myślę, że także nasza współpraca z Singapurem,
który odwiedziłem w ubiegłym roku i dokąd wybiera się niedługo premier, ma
duże perspektywy. Postanowiliśmy posłać tam naszego ambasadora. Wpółpraca z
niektórymi krajami Azji Środkowej, Azji Centralnej, w tym zwłaszcza z
Kazachstanem, również rozwija się interesująco i ma spore perspektywy. Tak
więc bardzo wyraźnie doceniamy państwa rozmaitych części, rozmaitych regionów
Azji.
Kolejne pytanie dotyczyło inwestycji zagranicznych. Wypowiadałem się już na
ten temat.
Kolejne pytanie dotyczyło wiz amerykańskich. Także wypowiadałem się już na
ten temat.
Ocena pionu gospodarczego w naszych ambasadach. Generalnie pozytywna.
Powiedziałbym nawet, że poprawia się współpraca osób odpowiedzialnych za
sprawy gospodarcze z pozostałymi pracownikami służby zagranicznej. Takie
oceny docierają do mnie od ambasadorów. Mam jednak wrażenie, że powinniśmy
jeszcze włożyć wiele wysiłku, aby nie tylko ta część polskiej służby
zagranicznej, ale cała służba zagraniczna, jeśli chodzi o jej przygotowanie
do reprezentowania interesów gospodarczych, była bardziej sprawna, bardziej
profesjonalna i bardziej efektywna.
Promocja Polski, nie jest najlepiej. Przypadkowe artykuły sponsorowane. Czy
jest w rządzie ktoś, kto to wszystko koordynuje? To jest dobre pytanie, a
dotyczy ono nie tylko ważnej kwestii, ale pewnego kłopotu, który rzeczywiście
istnieje.
Kilka miesięcy temu zaproponowałem utworzenie międzyresortowej czy
ponadresortowej rady do spraw promocji, która byłaby organem koordynującym
działania promocyjne naszego kraju za granicą. Na razie jeszcze decyzje nie
zostały podjęte. Mam nadzieję, że będą. Podzielam bowiem pogląd, że
koordynacja działalności promocyjnej powinna być traktowana jako rzecz
wskazana, konieczna. Środki mamy ograniczone i to tym bardziej powinno nas
zobowiązywać do efektywnego ich wydawania. Niezależnie jednak od rządu pewne
problemy występujące w relacjach między resortami są zjawiskiem stałym. Nie
chcę mówić o jakichś napięciach czy konfliktach, ale o tym, że rutyna i
przyzwyczajenie do starych sytuacji są często silne. Rozmawiałem o tym
właśnie z nowym ministrem gospodarki, pracy i polityki społecznej i mam
nadzieję, że szybko dojdziemy do porozumienia w tym zakresie.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Wydaje mi się, że nie tylko wyczerpałem
pytania, ale także państwa, w jakimś stopniu i siebie, chociaż mam niezłe
możliwości. Jeszcze raz więc dziękuję za tę debatę. Bardzo się cieszę, że się
odbyła w styczniu, bo, jak mówił pan poseł Jaskiernia, to ma szczególny sens,
aby debata, na podstawie której MSZ będzie mógł precyzyjnie formułować
zadania dla naszych placówek zagranicznych w roku bieżącym, odbywała się na
początku danego roku. Pod tym względem polska polityka zagraniczna nie jest
kontynuacją praktyki dotychczasowej, lokującej tę debatę znacznie później w
kalendarzu rocznych prac rządu i Sejmu. Dziękuję bardzo. (Oklaski)