Strona główna | International version | Biuletyn Informacji Publicznej | Wersja tekstowa
Strona główna Polityka zagraniczna Expose Ministrów Expose 2003 Odpowiedź Ministra


Odpowiedź Ministra



Minister Spraw Zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Dziękuję, zwłaszcza za te głosy w debacie, które nawet jeśli kwestionowały takie czy inne propozycje rządu czy elementy koncepcji przedstawionej w imieniu rządu w zakresie naszej polityki zagranicznej w 2003 r., to jednak były elementem poważnej debaty na odpowiednim dla parlamentu poziomie. Nie ukrywam swojego rozczarowania, chociaż bez jakiegokolwiek zaskoczenia, że po raz kolejny w tej kadencji Sejmu w debacie również miały miejsce absolutnie niekulturalne zachowania, posługiwanie się inwektywami, próby obrażania osób czy też rządu. Jest to niegodne Wysokiej Izby. To jest coś, co absolutnie nie przystoi parlamentowi.

    Przechodząc do meritum rozmaitych pytań i wypowiedzi, bardzo żałuję, że w większości będę odpowiadał osobom nieuczestniczącym w tej chwili w posiedzeniu, ale to także jest już pewien element tradycji.

    Pan poseł Jaskiernia pytał o mój pogląd, o pogląd rządu na temat wkładu parlamentu w zagwarantowanie, aby procedury ratyfikacyjne w krajach Piętnastki przyniosły oczekiwany przez nas skutek. Wspomniałem o tym w swoim wystąpieniu. Uważam, że ci z nas, którzy są przekonani o potrzebie wstąpienia Polski do Unii Europejskiej, którym zależy na tym, aby ten proces zakończył się pozytywnie, niezależnie od tego, czy są w rządzie, czy są w parlamencie, czy są w koalicji rządzącej, czy są w opozycji, powinni zrobić wszystko, aby wpływać na poglądy o Polsce i obraz Polski w społeczeństwach 15 krajów członkowskich Unii Europejskiej, a więc także w parlamentach tych krajów. Sądzę, że istnieje ogromny dorobek i wielkie doświadczenie w zakresie współpracy międzyparlamentarnej. Chodzi o kontakty Komisji Spraw Zagranicznych, czasami komisji europejskich - tam, gdzie one istnieją, o inne tego typu spotkania, o wystąpienia. Szczególną rolę do odegrania mają tutaj marszałkowie, którzy często składają wizyty w obcych państwach, jak również grupy bilateralne, tak liczne obecnie w naszym parlamencie.

    Rozważamy pewne spektakularne inicjatywy - o szczegółach, ze względu na to, że partnerzy jeszcze nie zostali o nich poinformowani, nie chcę mówić - które mogłyby polegać nawet na spotkaniach całych parlamentów, oczywiście z udziałem polskiego parlamentu i naszych najważniejszych partnerów z Unii Europejskiej. Uważam, że przez najbliższe kilka miesięcy - zarówno przed podpisaniem traktatu akcesyjnego, jak i później, uwzględniając czas niezbędny do przeprowadzenia procedur ratyfikacyjnych w państwach Piętnastki - powinniśmy wszyscy bardzo aktywnie o to poparcie dla naszego kraju zabiegać.

    Kolejne pytanie pana posła Jaskierni dotyczyło prawnych gwarancji naszego udziału w przyszłej konferencji międzyrządowej. Z jednej strony pragnę przypomnieć, że w trakcie szczytu kopenhaskiego Rada Europejska, a więc reprezentacja 15 państw członkowskich jednoznacznie zadeklarowała, że kraje zaproszone do członkostwa w Unii wezmą udział w kolejnej konferencji międzyrządowej na takich samych zasadach i prawach, jak obecnie kraje członkowskie. To jest bardzo ważna, jednoznaczna, całkowicie klarowna deklaracja. Przyznaję jednak, że jest to deklaracja o charakterze politycznym, i jestem przekonany, że wymaga ona wzmocnienia o dokument, który miałby również wymiar prawny. Rozmawiamy o tym z naszymi partnerami. Dzisiaj rano rozmawiałem o tym z ministrem spraw zagranicznych Grecji Georgiosem Papandreu - Grecja, jak wiadomo, w tej chwili przewodzi Unii Europejskiej, przygotowuje uroczystość podpisania traktatu akcesyjnego. Zwróciłem się do niego o możliwość odbycia szybkiego spotkania w celu przedyskutowania m.in. tej kwestii. Będziemy zabiegali o to, aby na deklaracji politycznej z Kopenhagi się nie skończyło.

    Przez wielu mówców, także przez posła Jaskiernię, był podnoszony problem wiz dla naszych obywateli podróżujących do Stanów Zjednoczonych, zarówno dzisiaj, jak i w przyszłości. Poseł Jaskiernia zaapelował, aby Polacy nie byli w tej kwestii dyskryminowani. Otóż, jak państwo zapewne wiedzą, w trakcie ostatniej wizyty prezydenta Kwaśniewskiego w Waszyngtonie zarówno prezydent w rozmowie z prezydentem Bushem, jak i ja we wcześniejszej rozmowie z sekretarzem stanu Colinem Powellem podnosiliśmy kilka kwestii związanych z tym zagadnieniem. Po pierwsze, zwróciliśmy się po raz kolejny - lista przykładów zajmowania przez nas stanowiska i reagowania na te przypadki jest długa - w sprawie właściwego czy ściślej: niewłaściwego traktowania niektórych naszych obywateli przez amerykańską służbę imigracyjną. Aby trzymać się rzeczywistości, pragnę zwrócić uwagę państwa na to, że wedle naszej wiedzy przy ruchu osobowym z Polski do USA na poziomie mniej więcej 70 tys. osób odwiedzających Stany Zjednoczone problem zatrzymywania i przeprowadzanej w absolutnie niestosowny sposób deportacji dotyczy mniej więcej 1 promila - jednego przypadku na tysiąc, a więc kilkudziesięciu osób rocznie. Niemniej nie bagatelizujemy tego zjawiska i stanowczo zwróciliśmy po raz kolejny uwagę na to, że tak być nie powinno. W związku z tym wystąpiłem do sekretarza stanu Colina Powella z propozycją, o której wspominał jeden z mówców, w tym wypadku udzielając jej poparcia, aby amerykańska służba imigracyjna ANS zlokalizowała na lotniskach w Polsce swoje placówki czy swoich przedstawicieli, którzy zajmowaliby stanowisko w kwestii wpuszczenia na terytorium Stanów Zjednoczonych obywatela polskiego posiadającego wizę amerykańską, co powinno oczywiście oznaczać, że osoba ta nie podlegałaby kolejnej kontroli imigracyjnej po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych. Nie jest to rozwiązanie idealne, mam tego świadomość. Pozwoliłoby jednak ludziom uniknąć dramatycznej sytuacji polegającej na podróży w obie strony i niedającym się zaakceptować traktowaniu na miejscu. Chociaż trzeba też powiedzieć, że to zachowanie amerykańskiej służby imigracyjnej nie dotyczy wyłącznie Polaków, ale wszystkich cudzoziemców, których służba ta nie chce wpuścić na terytorium Stanów Zjednoczonych. W odpowiedzi na nasze interwencje i protesty słyszymy zazwyczaj argumenty związane z bezpieczeństwem Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza po 11 września 2001 r., i tych argumentów oczywiście racjonalnie odrzucić nie można. Wszyscy zresztą, udając się do tego kraju czy podróżując po nim, poddajemy się z reguły procedurom związanym z zagwarantowaniem bezpieczeństwa, zwłaszcza lotów lotniczych itd.

    Poruszyliśmy także sprawę opłat za czynności konsularne związane z wydawaniem wiz dla naszych obywateli. Zwróciłem uwagę pana sekretarza stanu na to, że w 1991 r. doszło do zawarcia porozumienia między naszym krajem i Stanami Zjednoczonymi, na którego podstawie my znieśliśmy obowiązek wizowy dla obywateli amerykańskich, a strona amerykańska zobowiązała się do zniesienia opłat wizowych. Formalnie rzecz biorąc, opłaty wizowe zostały zniesione i nie zostały przywrócone, wprowadzono natomiast stopniowo podwyższoną opłatę za czynności konsularne związane z procedurą aplikacyjną, co w gruncie rzeczy jest rozwiązaniem jeszcze gorszym, dlatego że opłatę wizową wnosili ci, którzy wizę otrzymywali, a opłatę za czynności konsularne wnoszą wszyscy. Tymczasem w naszym przypadku procent odrzucenia wniosków o wizę amerykańską sięga 60%, a więc blisko 2/3 osób wnoszących tę opłatę nie otrzymuje wizy amerykańskiej. Wystąpiliśmy o zrezygnowanie z tej praktyki, tak aby praktyka obu stron, chociaż przy braku obowiązku wizowego dla obywateli amerykańskich i istnieniu tego obowiązku dla obywateli polskich nie może być idealnie ekwiwalentna, była bliższa zasady ekwiwalentności niż w chwili obecnej.

    I wreszcie oczywiście jest problem obowiązku wizowego dla obywateli polskich. Prezydent Aleksander Kwaśniewski zwrócił uwagę prezydentowi Bushowi na to, że wstępując do Unii Europejskiej oczekujemy podobnego traktowania przez władze amerykańskie, jak obywatele innych państw unijnych. Oczywiście będziemy bardzo poważnie zabiegali o dalszą liberalizację sposobu traktowania naszych obywateli przez władze amerykańskie, niemniej jednak musimy także zdawać sobie sprawę z rzeczywistości. Otóż w większości przypadków obywatele państw unijnych, wobec których nie stosuje się obowiązku wizowego, korzystają z instytucji tzw. Visa Waver, zawieszenia obowiązku wizowego. Jednym z warunków jej zastosowania jest to, aby w okresie poprzedzającym podjęcie decyzji o zawieszeniu obowiązku wizowego odsetek odmów wydania wizy nie przekraczał 3 punktów procentowych. Proszę to porównać z 60% w naszym przypadku. Oczywiście można dyskutować, czy tak wysoki odsetek jest wyłącznie wyrazem tego, że aż tak wielu polskich obywateli dało powody, by im odmówić, czy też jest w jakimś stopniu wyrazem takiej, a nie innej praktyki konsularnej konsulatów amerykańskich, niemniej dystans między tymi wielkościami jest bardzo duży i niewątpliwie uzyskanie owego zawieszenia obowiązku wizowego nie jest zadaniem prostym.

    Pan poseł Jaskiernia pytał o stosunek rządu do idei zwołania trzeciego szczytu Rady Europy w Polsce. My oficjalnie wystąpiliśmy z taką propozycją do Rady Europy, decyzja należy w tej chwili do niej. Liczymy, że otrzymamy prawo zorganizowania takiego szczytu - my proponujemy, aby odbył się w pierwszej połowie 2005 r. - czyli że taka decyzja zostanie podjęta.

    Pan poseł Jaskiernia pytał o koncepcję zapobiegania podziałom między nami i naszymi wschodnimi sąsiadami m.in. w związku z wprowadzeniem obowiązku wizowego. Wiele osób, wielu dyskutantów dotykało tej kwestii, wypowiem się więc na ten temat nieco szerzej.

    Jak państwu wiadomo, obowiązek wprowadzenia wiz wynika z ustawodawstwa czy prawodawstwa europejskiego. Takie są ogólne zasady, nie będziemy pod tym względem wyjątkiem w Unii Europejskiej, a jednocześnie Polska od dawna wskazywała na szczególną sytuację w relacjach z naszymi najbliższymi, bezpośrednimi sąsiadami. Dlatego też robimy wszystko, aby zarówno od strony organizacyjnej, jak i prawnej, a także finansowej zaaranżować te rozwiązania, ten projekt w sposób możliwie najmniej uciążliwy dla obywateli państw sąsiednich. Dlatego rozbudowujemy sieć konsulatów, wyposażamy te konsulaty w odpowiedni sprzęt komputerowy, łączności, gromadzenia, przekazywania danych, tak aby rozpatrywanie wniosków wizowych było szybkie.

    Po drugie, w sposób oficjalny w konsultacjach konsularnych z naszymi wschodnimi sąsiadami zapowiedzieliśmy, że jest naszą intencją powszechne stosowanie wiz wielokrotnych, wieloletnich i jest naszą intencją pobieranie niskich opłat wizowych. W przypadku tych spośród naszych sąsiadów, którzy nie zdecydowaliby się na wprowadzenie po swojej stronie obowiązku wizowego dla polskich obywateli, zaproponowaliśmy stosowanie szczególnie obniżonej opłaty wizowej. Realnie rzecz biorąc, nasze kalkulacje, które prowadzimy według założenia, iż opłata powinna wyrównywać jedynie koszty funkcjonowania tego systemu, a nie przynosić żadnych ekstra dochodów do budżetu naszego kraju, wskazują na to, iż podstawowy koszt wizy byłby na poziomie 5-7 euro, ten szczególnie obniżony wynosiłby nie więcej niż połowa tej kwoty.

    Mówimy, przypominam, o wizach wieloletnich, wielokrotnego użytku czy zastosowania. W związku z tym nawet w przypadku krajów o niskim poziomie stopy życiowej nie są to opłaty szczególnie wygórowane. Jednak w przypadku tych państw, które wprowadzą obowiązek wizowy wobec naszych obywateli, wyraźnie mówimy, że ostateczna decyzja dotycząca wysokości opłaty wizowej będzie podjęta przy uwzględnieniu zasady wzajemności, a więc zwracamy się w ten sposób z sugestią, aby nie wprowadzano wysokich opłat wizowych w stosunku do polskich obywateli. Jednocześnie staramy się zapobiegać tym podziałom nie tylko na poziomie możliwie najmniejszych trudności dla ludzi, dla tych, którzy chcą podróżować, chcą do nas przyjeżdżać, ale także wysyłając rozmaite inne projekty związane z intensyfikowaniem naszych kontaktów, naszej współpracy z naszymi wschodnimi sąsiadami.

    Wspomniałem w swoim wystąpieniu, że opracowaliśmy niedawno i przekazywaliśmy kilkanaście dni temu, początkowo prezydencji duńskiej, prezydencji greckiej, ale także komisarzowi Chrisowi Pattenowi wysokiemu przedstawicielowi Unii Europejskiej Javierowi Solanie, a następnie wszystkim państwom członkowskim Unii Europejskiej, jak również wszystkim kandydatom zaproszonym do członkowstwa w Unii Europejskiej oraz naszym wschodnim sąsiadom, a także Stanom Zjednoczonym, polską koncepcję wymiaru wschodniego wspólnej polityki zagranicznej Unii Europejskiej. Jest to koncepcja oparta na zasadach otwartości, aktywności, bardzo poważnego traktowania naszych wschodnich sąsiadów ze względu na ich rangę w Europie, ich rangę dla Polski, ale także dla wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej. W tej koncepcji poza płaszczyzną polityczną, gospodarczą i innymi charakterystycznymi dla stosunków międzypaństwowych, międzyrządowych, bardzo silnie akcentujemy pożądaną rolę organizacji pozarządowych, a więc dyplomacji społecznej. Jesteśmy głęboko przekonani, że dzięki projektom adresowanym bezpośrednio do społeczeństw tych państw można tym krajom pomagać w ich transformacji, w ich reformach politycznych i gospodarczych, można coś pozytywnego bezpośrednio dla ludzi w tych państwach zrobić.

    Zgodnie z moją zapowiedzią, jaką miałem okazję przedstawić Wysokiej Izbie w ubiegłym roku, tegoroczny budżet państwa umożliwia Ministerstwu Spraw Zagranicznych ufundowanie kilkuset stypendiów, dodatkowo, poza wszystkimi dotychczasowymi projektami stypendialnymi, zaoferowanych obywatelom naszych wschodnich sąsiadów po to, aby wysłać więcej niż symbolicznie sygnał o tym, że troszczymy się, że nam zależy, że chcemy być dobrymi, otwartymi, gościnnymi sąsiadami.

    Pan poseł Jaskiernia, podobnie jak wielu innych mówców, poruszył kwestię stosunków z Białorusią. Przy czym pan poseł Jaskiernia stwierdził, że odcinamy się od Białorusi, że tracimy przez to wpływy, czy nie należy wyjść przed swoisty szereg w tej sprawie. Proszę państwa, od kilkunastu miesięcy, kiedy mam wpływ na koncepcję polskiej polityki zagranicznej i działania polskiej dyplomacji, zachowujemy się konsekwentnie. Z jednej strony z całą otwartością, przyjazną otwartością wobec narodu białoruskiego przedstawiamy nasze krytyczne oceny dotyczące sytuacji praktyki politycznej w tym kraju. I jednocześnie mówimy, że chcemy współpracować, że chcemy rozwijać rozmaite formy kontaktów i współpracy społecznej, gospodarczej, kulturalnej. Zachęcamy do tych kontaktów organizacje pozarządowe, zachęcamy do tych kontaktów władze lokalne. Utrzymujemy dość intensywny dialog, zwłaszcza w sprawach gospodarczych. Niedawno przebywał w Polsce wicepremier Białorusi odpowiedzialny za politykę gospodarczą tego kraju. Te kontakty są utrzymywane, w moim przekonaniu, na możliwym, jak na okoliczności, poziomie. Jak wiadomo, podzielając krytycyzm wobec praktyki politycznej na Białorusi, nie przyłączyliśmy się do restrykcji wizowych przyjętych przez państwa Unii Europejskiej i Stany Zjednoczone. Wynika to z oczywistych potrzeb sąsiedztwa i dobrosąsiedztwa. Krytycyzm wobec sytuacji politycznej w tym kraju nie zmienia faktu, że Białoruś czy Białorusini są naszymi najbliższymi sąsiadami i że powinniśmy budować swoją politykę wobec tego państwa i narodu w długiej perspektywie, a nie jedynie doraźnie reagując na to co się w tym kraju dzieje, chociaż doraźnie również musimy reagować i to próbujemy ze sobą spójnie godzić.

    Wreszcie pan poseł Jaskiernia pytał o owe koncepcje dotyczące wschodniego wymiaru polityki Unii Europejskiej. O pewnych zasadach wspomniałem, dokument gotowi jesteśmy państwu zaprezentować - na pewno w Komisji Spraw Zagranicznych w celu bardziej szczegółowego przedyskutowania.

    Pan poseł Jaskiernia, podobnie jak bardzo wielu mówców, wypowiedział się w kwestii irackiej, stwierdzając, że w moim dzisiejszym wystąpieniu zaobserwował inne rozłożenie akcentów niż to było na wczorajszym posiedzeniu komisji. Otóż zarówno wczoraj, jak i dzisiaj prezentowałem pewne całościowe podejście do tej kwestii i byłbym zobowiązany za to, aby w interesie państwa, a nie w interesie rządu czy moim osobistym, nie wyrywać elementów tego całościowego podejścia i nie prezentować czy nie komentować stanowiska rządu w tej sprawie przez pryzmat wyrwanych z kontekstu zdań. Polska, podzielając opinię o zagrożeniu wynikającym z jednej strony z charakteru reżimu panującego w Iraku, z drugiej strony z faktu posiadania przez to państwo broni masowego rażenia, co przed kilku laty było dowiedzione, i przy braku dowodów wiarygodnych na to, że ta broń masowego rażenia została zlikwidowana, uważa, iż Irak musi być wreszcie skutecznie zobowiązany do tego, aby przestał lekceważąco odnosić się do prawa międzynarodowego i przestał naruszać zobowiązania międzynarodowe. Gotów jestem państwu przypomnieć bardzo długą listę rezolucji Rady Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych dotyczących Iraku, które bez wyjątku były przez ten kraj lekceważone. Właśnie w imię poszanowania prawa - tutaj często pytano, jakie mamy interesy w tej sprawie - naszym podstawowym interesem, jako państwa takiej wielkości, takiego potencjału i takiego położenia, jest to, żeby w stosunkach międzynarodowych dominującą rolę odgrywały sprawdzone reguły, reguły prawa międzynarodowego, sprawdzone mechanizmy wielostronne. A więc w naszym interesie jest, aby prawo międzynarodowe było przestrzegane i było egzekwowane, ponieważ w tym przypadku było wielokrotnie, notorycznie łamane. Społeczność międzynarodowa ma uprawnienie do tego, aby podejmować bardziej stanowcze działania. Od początku zaistnienia tej kwestii na forum międzynarodowym Polska opowiadała się za tym, aby była ona rozpatrzona i rozstrzygana na forum Narodów Zjednoczonych. Tak się stało m.in. w wyniku inicjatyw zawartych w wystąpieniu prezydenta Busha 12 września na sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych. Popieraliśmy to, popieramy, popieraliśmy rezolucję Rady Bezpieczeństwa, popieramy działalność inspektorów międzynarodowych w Iraku, oczekujemy wyników działań tych inspektorów. Gdyby te wyniki albo przebieg inspekcji wskazywały na to, że Irak nie współpracuje, a w tej chwili są podstawy do twierdzenia, zwłaszcza gdy chodzi o przedstawione przez Irak dokumenty, że nie są one w pełni wiarygodne albo są niewiarygodne, gdyby okazało się, że nie jest to działanie skuteczne, Rada Bezpieczeństwa powinna zająć się tą sprawą po raz kolejny i stworzyć klarowną podstawę do dalszych działań. Ale jednocześnie nie możemy wykluczyć takiej sytuacji, że z powodów niezwiązanych z sytuacją w Iraku Rada Bezpieczeństwa nie będzie w stanie podjąć takiej rezolucji. Trzeba sobie wtedy odpowiedzieć na pytanie, jak się w takiej sytuacji zachować, jeżeli konieczność działania związanego z poziomem ryzyka wydaje się oczywista, a ONZ niestety po raz kolejny może okazać się nieskutecznym mechanizmem rozwiązywania tego typu problemów międzynarodowych. Otóż w takiej szczególnej, skrajnej sytuacji my uważamy, iż Polska może być postawiona wobec odpowiedzi na pytanie, czy przyłączamy się do działań międzynarodowych dla rozbrojenia Iraku, czy też nie. I nie może być, w moim głębokim przekonaniu, odpowiedzi innej niż ta, jaka została przedstawiona. Powtarzam jeszcze raz: przy odwołaniu się, jako do rozwiązania podstawowego, do działania w ramach i z udziałem Organizacji Narodów Zjednoczonych. Tyle że oczywiście, jak też to już kilkakrotnie publicznie mówiłem, jest to test dla Organizacji Narodów Zjednoczonych - test, czy jest to organizacja, która jest w stanie w najbardziej skomplikowanych sytuacjach międzynarodowych podejmować skuteczne działania.

    Pan marszałek Płażyński, komentując przebieg negocjacji, po raz kolejny powrócił do kwestii strategii negocjacyjnej i sposobu negocjowania, twierdząc, że zbyt łatwo zamykano rozdziały, i wskazał tutaj przykład tego rozdziału, który dotyczy przepływu pracowników. Otóż, po pierwsze, nie zgadzam się z tą opinią, nie zgadzam się z tą oceną i zapewne ten spór między nami pozostanie. Jestem głęboko przekonany o tym, że zmiana strategii negocjacyjnej była absolutnie niezbędna - oczywiście przy założeniu, że chcieliśmy skutecznie doprowadzić do sytuacji, w której możliwy był nasz udział w szczycie kopenhaskim i zakończenie tych negocjacji. Twierdzę, że lansowana przez wiele osób koncepcja tzw. negocjacji pakietowych i pozostawienia wielu otwartych kwestii, i to bardzo poważnych kwestii, na koniec negocjacji mogła doprowadzić do tego, że w rocznym raporcie okresowym Komisja Europejska mogła uznać Polskę za nieprzygotowaną do udziału w szczycie kopenhaskim ze względu na zbyt wielką liczbę spraw pootwieranych. Czy to oznacza, że w każdym przypadku mamy prawo do absolutnie pełnej satysfakcji z warunków zamknięcia? Nie. I oczywiście przykład dotyczący przepływu siły roboczej, przepływu pracowników, jest przykładem dobrym i nieukrywanym nigdy przez rząd. Od samego początku mówiliśmy, że wyrażamy zgodę, dlatego że nie widzimy w najmniejszym stopniu skłonności ˝piętnastki˝ do ustępstw w tym zakresie, a jednocześnie twierdziliśmy, że jest to stanowisko, które należy ocenić krytycznie z punktu widzenia zasad, wolności, swobód obowiązujących w ramach integracji europejskiej, i dotyka to jednej z podstawowych wolności integracyjnych. Niemniej już wtedy deklarowaliśmy, nie tylko jednostronnie, ale i w porozumieniu z wieloma państwami członkowskimi należącymi do Unii Europejskiej, że w porozumieniach bilateralnych będziemy poszukiwali ułatwień dla polskich obywateli. I tak się stało. Jak państwo wiedzą, 5 krajów członkowskich, łącznie z Wielką Brytanią, która jako ostatnia ogłosiła taką deklarację, już w tej chwili zapowiedziało, że nie będzie stosowało żadnych restrykcji przy zatrudnianiu polskich obywateli po momencie wstąpienia, po 1 maja 2004 r.

    (Poseł Gabriel Janowski: Szwecja odstąpiła.)

    Wiele krajów zaproponowało, że ograniczy okres przejściowy jedynie do wstępnych 2 lat, a następnie dokona analizy sytuacji z gotowością do zrezygnowania z tych środków ochronnych. Ponieważ jesteśmy przekonani, że mit o fali migracji zarobkowej z Polski jest właśnie mitem i że rzeczywistość tego nie potwierdzi, daje nam to podstawę do wyrażenia poważnej nadziei, że te ograniczenia będą szybko zniesione. Jak wiadomo, wcześniejsze doświadczenia Wspólnoty Europejskiej czy Wspólnot Europejskich związane z przystąpieniem Hiszpanii i Portugalii, wobec których zastosowano bardziej drastyczne ograniczenia w zakresie tej swobody, szybko nauczyły państwa członkowskie, że te obawy były nieuzasadnione. W przypadku Hiszpanii - zwłaszcza Hiszpanii - doszło do procesu odwrotnego, mianowicie bardzo wielu Hiszpanów, którzy wcześniej pracowali w państwach należących do Wspólnot Europejskich, po przystąpieniu Hiszpanii do Wspólnoty ze względu na szybszy rozwój gospodarczy ich kraju powróciło do siebie. Nastąpiła migracja zwrotna, a nie ta, której się państwa należące do Wspólnot Europejskich obawiały.

    Pan marszałek Płażyński, podobnie jak wielu, bardzo wielu innych mówców, poruszył kwestię specjalnej klauzuli, która by dotyczyła spraw ochrony życia. Jak rozumiem, należy to ująć szerzej - także rozmaitych innych spraw o wymiarze moralnym czy dotyczących kultury. Pozwolę sobie przypomnieć państwu, że rząd zajął w tej sprawie stanowisko i przyjął deklarację stwierdzającą, że tak rozumiemy prawo europejskie, a więc traktaty europejskie, iż ono gwarantuje suwerenność naszego państwa w stanowieniu prawa dotyczącego kwestii o wymiarze moralnym, w tym także kwestii związanych z ochroną życia. Ta deklaracja, informacja o fakcie jej przyjęcia była przedstawiona Wysokiej Izbie przez prezesa Rady Ministrów Leszka Millera w trakcie debaty na temat ustaleń szczytu kopenhaskiego. Dlaczego nie występowaliśmy w trakcie negocjacji o jakieś szczególne prawne ujęcie tego zagadnienia? Po prostu byliśmy przekonani, że z prawnego punktu widzenia nie ma żadnych podstaw do jakichkolwiek obaw. Chcę jednoznacznie powiedzieć, iż fakt, że występują dość powszechnie sygnalizowane lęki w naszym społeczeństwie, jest oczywiście poważnym zagadnieniem, nielekceważonym przez rząd. Dyskutowaliśmy o tym na wczorajszym posiedzeniu Rady Ministrów i z całą powagą odnosimy się do tego faktu. M.in. zasygnalizowano to w trakcie posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu. Niemniej z prawnego punktu widzenia nie ma żadnych podstaw do obaw. Ustawodawstwo unijne nie reguluje tych kwestii i nie będzie regulowało dopóty, dopóki ewentualnie państwa członkowskie nie wyrażą na to zgody. Otóż, jak rozumiem, Polska nie ma zamiaru wyrażać na to nigdy zgody. Ja nie słyszałem nigdy o jakichkolwiek próbach dotyczących ustawodawstwa europejskiego - a nie poglądów wypowiadanych np. przez parlamentarzystów Parlamentu Europejskiego - co do wejścia w ten obszar z prawem czy standardami europejskimi. Niemniej ze względu na ten zasygnalizowany przeze mnie respekt dla faktu, że tego typu lęki istnieją, rząd bardzo poważnie odniesie się do tej kwestii, wystąpi z odpowiednimi propozycjami.

    Pan marszałek Płażyński, komentując naszą współpracę ze wschodnimi sąsiadami, powiedział, że w przypadku Rosji nie ma przełomu, nic nie drgnęło. Otóż, panie marszałku i Wysoka Izbo, w ciągu 10 miesięcy ubiegłego roku eksport polski do Rosji wzrósł o 26,4%, import polski z Rosji zmalał o 6,2%. Jeżeli to jest oznaka tego, że nic nie drgnęło, to myślimy innymi kategoriami. Ja mam wrażenie, że żaden inny handlowy partner Rosji nie odnotował takiego skokowego wzrostu swojego eksportu na rynek rosyjski w ciągu jednego roku. To jest, nawiasem mówiąc, również odpowiedź na jedną z uwag zgłoszonych przez innego z dyskutantów o tym, że Polska przestała być eksporterem żywności, a stała się importerem żywności. To nieprawda. Jak raz w przypadku Rosji w ubiegłym roku istotna część przyrostu naszego eksportu wiąże się z istotną ekspansją, poważną ekspansją eksportową w zakresie produktów żywnościowych. Do tego stopnia, że w tej chwili - o czym będę chciał rozmawiać z Igorem Iwanowem za kilkanaście dni w Moskwie - Rosjanie zastanawiają się nad wprowadzeniem kontyngentów ograniczających rosyjski import w zakresie niektórych produktów żywnościowych, w tym mięsa. Tak więc, w moim przekonaniu, chociaż nie chcę przypisywać tego jako zasługi wyłącznie rządowi, nastąpiła skokowa poprawa sytuacji w zakresie obrotów handlowych z Rosją i mimo że nadal utrzymuje się poważny deficyt handlowy, jest on znakomicie mniejszy niż rok wcześniej.

    To prawda, że w zakresie wielu spraw nie mamy ciągle powodów do satysfakcji. Dzisiaj trwa kolejna runda negocjacji w sprawie dostaw gazu, wielkości, zasad itd. Nie mam jeszcze informacji z Moskwy od wicepremiera Pola, z jakimi rezultatami. Niemniej wyrażamy głębokie przekonanie, że uwzględniając interesy obu stron, dojdziemy do porozumienia, które spowoduje obniżenie poziomu naszych zobowiązań w tym zakresie. Pozwolę sobie zwrócić uwagę jedynie na to, że to wiosną 1993 r. - wiosną 1993 r. - doszło do podpisania porozumienia z Rosją na temat wielkości dostaw gazu, że później to było uszczegółowiane na poziomie przedsiębiorstw, że do tego doszły jeszcze zobowiązania zaciągane w porozumieniu z innymi potencjalnymi dostawcami gazu. Dzisiaj sytuacja wygląda tak, że poziom zakontraktowanych dostaw gazu do Polski za lat 7-8 sięgnąłby 24 mld m3 rocznie, przy stałym zużyciu gazu w naszym kraju na poziomie mniej więcej 11-12 mld m3. We wszystkich tych przypadkach zobowiązań, nie tylko wobec Rosji, ale także tych, które zainicjowano w porozumieniu z innymi krajami, obowiązuje zasada ˝bierz i płać˝. I w związku z tym niezależnie od tego, od którego dostawcy pochodziłby gaz, którego nie skonsumujemy, a do którego odbioru się zobowiązaliśmy, musielibyśmy za to zapłacić. Dlatego przede wszystkim trzeba urealnić poziom naszych zobowiązań do odbioru gazu, bo w przeciwnym razie będziemy musieli płacić, nie mogąc skonsumować dostaw tego surowca. Te rozmowy są oczywiście niełatwe, ponieważ nie tak łatwo jest wytłumaczyć partnerowi, że powinien zrezygnować z dobrych interesów. Natomiast ponieważ jednak ten partner ma, po pierwsze, długofalowe interesy, a po drugie, także nie wywiązuje się ze wszystkich swoich zobowiązań, np. w zakresie budowy drugiej nitki gazociągu jamalskiego, mamy argumenty w tej dyskusji i ich używamy.

    Kwestia nieruchomości dyplomatycznych. Kończymy przygotowania po polskiej stronie, w porozumieniu z ministerstwem skarbu, do rozpoczęcia rozmów z Rosjanami na ten temat. Po raz pierwszy od lat Rosjanie są gotowi do rozmów na ten temat. Do tej pory nie wykazywali takiej zgody, nie wykazywali takiej skłonności. Mam nadzieję, że tę sprawę również uda nam się uregulować.

    Najmniej sukcesów jest w przypadku realizacji pakietu zaoferowanego Kaliningradowi, chociaż i tutaj jest szereg przedsięwzięć, które zostały zainicjowane. Mam na myśli chociażby zakontraktowanie budowy fabryki autobusów na polskich licencjach, według polskich projektów w obwodzie kaliningradzkim czy uruchomienie połączenia lotniczego, jedynego w tej chwili połączenia Kaliningradu z innym krajem niż Rosja. Niemniej mamy sami świadomość tego, że osiągnięto tutaj niewiele. No tak, tylko, że tego się nie da narzucić. To trzeba ze sobą uzgodnić i druga strona musi być tym zainteresowana, a ponadto musi mieć pieniądze na to, żeby rozmaite projekty realizować.

    Odszkodowania dla sybiraków - również wiele osób na ten temat się wypowiadało. Jak państwu już wielokrotnie mówiłem, w wyniku przedstawienia przeze mnie odpowiedniej propozycji została powołana tzw. grupa do spraw trudnych, kierowana przez ministrów spraw zagranicznych obu państw. Ta grupa podjęła działania trzy miesiące temu. Pierwszym tematem była kwestia odszkodowań dla sybiraków. Strona rosyjska zapowiedziała, że tworzy u siebie przy rządzie zespół, który będzie kompetenty do podjęcia tej sprawy. Kilka dni temu otrzymałem potwierdzenie z naszej ambasady, że strona rosyjska sygnalizuje, iż ten zespół będzie utworzony. Sprawa zostanie poruszona na najbliższym posiedzeniu Komitetu Strategii Współpracy Polsko-Rosyjskiej.

    I wreszcie ostatnia uwaga dotycząca fragmentów wypowiedzi pana marszałka Płażyńskiego, kilku innych dyskutantów, w tym posła Klicha, odnosi się do polityki kadrowej. Otóż, mówiąc w skrócie, jeżeli jest taka sytuacja, jaka ma miejsce, że ze strony części polityków czy sympatyków koalicji rządowej słyszę uwagi krytyczne, że nie usuwam z pracy w dyplomacji osób związanych z innymi środowiskami politycznymi, a ze strony części opozycji słyszę uwagi, iż proponuję kandydatury osób, których, jak rozumiem, szczyt kreatywności miał miejsce lat temu kilkanaście, to uważam, że prowadzę dobrą politykę kadrową. I będą ją dalej tak prowadził. Podstawowym kryterium są i pozostaną kompetencje i kwalifikacje ludzi i mnie nie interesuje, ile ci ludzie mają lat - chyba że mają wiek emerytalny, takich ludzi, mimo rozmaitych propozycji, nie będziemy wysyłali na placówki. Jeżeli są w pełni zdrowia i dobrej kondycji, wykazują się aktywnością i energią i mają duże doświadczenie, to ich kwalifikacje będą honorowane. Uważam, że do MSZ trzeba przyciągnać ludzi o wysokich kwalifikacjach, że trzeba przyciągać przede wszystkim tych ludzi, którzy chcą związać się z polską dyplomacją na dobre, na całe swoje życie zawodowe. Dlatego kładziemy akcent na przyjmowanie ludzi młodych i to w wyniku niezwykle surowych konkursów. Wspominano tutaj już o tym. Spośród 600 kandydatów przyjęliśmy 37 osób na pierwszy rok Akademii Dyplomatycznej. Zwróciłem się do rektorów wyższych uczelni, zarówno publicznych jak i niepublicznych, z informacją o działalności akademii, o kryteriach naboru, o warunkach studiów po to, aby absolwenci tegoroczni, roku 2003, zostali o tym poinformowali z wyprzedzeniem, byśmy mieli jeszcze więcej zainteresowanych i byśmy mieli zainteresowanych wśród najlepszych absolwentów polskich wyższych uczelni. Jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani jakością, poziomem tych ludzi, którzy zostali do Akademii Dyplomatycznej przyjęci. Są świetnie wykształceni, znają często po wiele języków, są bardzo silnie motywowani, uczą się tak, jak należy. Staramy się zagwarantować im bardzo wysoki poziom tego kształcenia. Tu nawiążę przez moment do wypowiedzi pana posła Józefa Oleksego, który mówił o potrzebnej funkcji edukacyjnej resortu spraw zagranicznych, o potrzebie prowadzenia otwartych debat na temat nowych procesów i zjawisk zachodzących we współczesnym świecie. Zgadzam się z tą opinią, chociaż oczywiście mam nadzieję, iż nie oczekuje się, iż MSZ zastąpi naukę, środowiska naukowe, a także działalność organizacji, rozmaitych struktur pozarządowych, które mają ambicje dyskutowania o procesach zachodzących we współczesnym świecie. Jednym z tych przedsięwzięć jest Akademia Dyplomatyczna, która organizuje serię odczytów, na jakie zapraszamy wybitne osobistości nauki lub z dziedziny stosunków międzynarodowych. Są to wykłady z reguły realizowane w salach Belwederu, na które zapraszamy wszystkich zainteresowanych, zapraszamy korpus dyplomatyczny. Jest to jedna z inicjatyw, które mają na celu wytwarzanie potencjału intelektualnego stanowiącego zaplecze bądź kontekst dla formułowania koncepcji polskiej polityki zagranicznej. Występowaliśmy z rozmaitymi inicjatywami także wespół z organizacjami pozarządowymi w celu inicjowania rozmaitych forów dyskusyjnych w najprzeróżniejszych konfiguracjach międzynarodowych. Udało nam się zainicjować m.in. bardzo ciekawą formę dialogu trójstronnego czy też debaty trójstronnej Polska - Stany Zjednoczone - Rosja na tematy bezpieczeństwa międzynarodowego. Mógłbym podawać także inne przykłady.

    Wiele osób, także pan poseł Kaczyński i wielu innych dyskutantów, stawiało kwestię ostatecznego zabezpieczenia polskiej własności na całym terytorium państwa, odnosząc to w szczególności do naszych ziem zachodnich i północnych. Miałem okazję wielokrotnie publicznie na ten temat się wypowiadać, stwierdzając jednoznacznie, że nie ma żadnych podstaw do jakichkolwiek obaw w tym zakresie. Ale poproszę pana ministra Dąbrowę o wypowiedź uzupełniającą. Bardziej szczegółowo przedstawi on państwu nasz pogląd prawny i argumenty, jakimi tego typu stanowisko wspieramy.

    Pan poseł Maciej Giertych stwierdził, że MSZ nie ma własnej polityki wobec Rosji i Białorusi i chce przyjąć politykę unijną. Delikatnie mówiąc, nie zgadzam się z tym poglądem. To, co do tej pory powiedziałem, jednoznacznie to uzasadnia. Nie tylko, że mamy własną politykę i mamy własne koncepcje, ale, co więcej, chcemy, aby jak najwięcej z naszych koncepcji stało się wspólnymi koncepcjami całej zintegrowanej Europy. I to jest nasze rozumienie naszych interesów, interesów Europy i tego, w jaki sposób, zanim jeszcze staniemy się członkiem Unii Europejskiej, powinniśmy budować pozycję Polski w Europie, w naszej części Europy, i wprowadzać do tej polityki europejskiej problematykę dotyczącą naszych wschodnich sąsiadów. Poseł Giertych, cytując bardzo niedokładnie fragment mojej wypowiedzi, stwierdził, że ja powiedziałem, że wejdziemy do innej Unii Europejskiej niż ta, z którą negocjowaliśmy, co równa się: kupujemy kota w worku. Ja wyraźnie rozwinąłem tę myśl: wstąpimy do innej Unii Europejskiej, bo my już w niej będziemy, tym samym Unia Europejska się zmienia. Ale jednocześnie temu towarzyszy proces dyskusji o przyszłości Unii Europejskiej, proces toczący się w ramach konwentu i w ramach kontaktów politycznych, dyplomatycznych dzisiaj w Europie. My w tym wszystkim uczestniczymy i chcemy uczestniczyć na takich zasadach, aby mieć pełen wpływ na ostatecznie podejmowane decyzje. Pamiętajmy, że te decyzje, które będą zapadały na konferencji międzyrządowej i które będą potem wymagały zatwierdzenia przez państwa członkowskie, wymagać będą tym samym jednomyślności, czyli że nic o nas bez nas. Będziemy mieli jednoznaczny wpływ na to, co ostatecznie się rozstrzygnie. Ale musimy oczywiście posługiwać się stosowną, silną, wiarygodną i przekonywającą argumentacją i musimy wykazać dużą aktywność w tym zakresie. Ja państwu zasygnalizowałem w swoim wystąpieniu, że już nasililiśmy nasze konsultacje z partnerami europejskimi na ten temat. W tym zakresie na razie muszę pozostać dość dyskretny, bo te konsultacje są w toku, są po prostu w toku. My sobie wyjaśniamy, jak się m.in. wzajemnie odnosimy do elementów pozycji przyjętej i uzgodnionej przez kanclerza Schrödera i prezydenta Chiraca kilka dni temu w Paryżu. Kiedy będziemy mieli to stanowisko w pełni sprecyzowane, oczywiście zaprezentujemy je państwu, polskiej opinii publicznej i naszym partnerom europejskim.

    Pan poseł Giertych stwierdził, że nie było dostatecznej odpowiedzi ze strony MSZ na wydarzenia związane z kampanią wyborczą w Niemczech. To nieprawda. Następnego dnia po wystąpieniu pana Stoibera w Lipsku zarówno ja, jak i niemal równocześnie premier Leszek Miller i prezydent Kwaśniewski, stanowczo, jednoznacznie i ostro zareagowaliśmy na tezy tego wystąpienia. Nikt później w toku kampanii wyborczej w Niemczech, w tym pan Stoiber, nie powracał do tego typu stwierdzeń, sformułowań, postulatów itd. Nigdy w oficjalnie prezentowanym w stosunkach międzynarodowych, w tym w stosunkach z Polską, stanowisku rządu niemieckiego tego typu myśli czy postulaty się nie znalazły, tym samym należało traktować ten fakt jako element kampanii wyborczej, nie lekceważyć go, ale i nie przeceniać, nie wnosić go do oficjalnych stosunków na poziomie rządów państw, ponieważ żaden z rządów w tej sprawie nie uczestniczył.

    Wreszcie dosyć zabawne sformułowanie, stwierdzenie pana posła Giertycha, że cieszy mnie globalizm. On mnie ani cieszy, ani nie cieszy, ja go po prostu odnotowuję i to jest rzecz zupełnie oczywista. Fakt, iż nasileniu, rozszerzeniu, rozwinięciu uległy wszelkie procesy - ekonomiczne, społeczne, technologiczne, jakiekolwiek jeszcze sobie inne wymyślimy - w skali globalnej, jest faktem obiektywnym, który zmienił rzeczywistość międzynarodową. I my musimy do tego faktu się odnieść, musimy funkcjonować właśnie w tych warunkach. Z tego w sposób oczywisty należy wyciągać wnioski, że tradycyjny sposób myślenia o polityce zagranicznej, o pozycji państwa, jego możliwościach należy odsunąć do lamusa, z całym szacunkiem dla przeszłości. To, co wymyślono 150 czy 100 lat temu, w nowej rzeczywistości międzynarodowej ma wartość notatki historycznej, natomiast ma szalenie ograniczoną wartość jako koncepcja użytkowa.

    Kilka osób odnosiło się do spraw Polaków, Polonii, programu polonijnego. Padały tutaj krytyczne opinie, wypowiedzi w stylu: 80% programu rządowego jest odrzucane przez środowiska czy organizacje polonijne, to jest temat na doczepkę. Ja zachęcam do przestudiowania tego rządowego programu i merytorycznej polemiki, jeżeli będą do niej podstawy. Nie znam krytycznych opinii organizacji polonijnych, a przedstawiałem ten program światowej Radzie Konsultacyjnej Polonii i wielu przedstawicielom poważnych organizacji. Ten program był przedmiotem debaty w Telewizji Polonia z przedstawicielami Polonii amerykańskiej, brytyjskiej i kazachskiej. Ze wszystkich stron padały pochwały. Gdzie jest więc ta krytyka wobec 80% zawartości tego programu? Fakt, że został on opracowany po raz pierwszy od 11 lat, że uwzględnia zmiany zachodzące i w świecie, i w środowiskach polskich na świecie, to jednoznaczne dowody wagi, jaką rząd przywiązuje do współpracy z Polakami za granicą i Polonią. Jeżeli wszyscy mamy taki sam szacunek dla naszych rodaków za granicą, to nie bawmy się w tego typu grę polityczną. Niech to wszystko będzie przedmiotem poważnej analizy. Jeżeli są propozycje korekt, proszę je przedstawić w sposób rzeczowy, my jesteśmy otwarci na uwzględnianie zmian, które będą właściwie argumentowane. Ale jeżeli to jest robione na zasadzie gry politycznej, propagandy, kłótni, to uważam to za rzecz niestosowną, za naigrywanie się z naszych rodaków, którzy w ten sposób stają się piłką w grze politycznej na polskim podwórku politycznym. I to jest rzecz, która nie powinna mieć miejsca.

    Pan poseł Macierewicz zarzucił rządowi, że do dzisiaj nieznany jest traktat akcesyjny. Tak, bo go nie ma. Jak pan wie, w tej chwili dyskutuje się nad nim w sensie artykulacji, ale jaka jest czy będzie zasadnicza jego treść, wszyscy, którzy mają tylko ochotę trochę popracować, mogą się przekonać. Otóż będą się na nią składać wszystkie zamknięte rozdziały negocjacyjne, a treść wszystkich decyzji związanych z zamknięciem tych rozdziałów jest publiczna - było to przedstawiane w Sejmie, w Komisji Europejskiej, jest to na stronie internetowej Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. Kliknięcie myszką, i wszystko wiadomo. Ale w tej chwili rozmawiamy o szczegółach zapisów, co się wiąże z precyzją sformułowań, używanych słów itd. Ten proces w założeniu ma potrwać do końca stycznia. W momencie, kiedy zostanie zakończony traktat akcesyjny, oczywiście zostanie on wszystkim zaprezentowany, chociaż myślę, że fakt, iż składać się na niego będą tysiące stron tekstu, sprawi niejaką trudność w przestudiowaniu każdego szczegółu. Ale oczywiście kto jest zainteresowany, ten będzie miał taką okazję.

    Pan poseł Jagieliński pyta, co z konsolidacją służby zagranicznej. Otóż chcę zauważyć, że ustawa o służbie zagranicznej, uchwalona jeszcze przez poprzedni Sejm, weszła w życie, funkcjonuje i jak do tej pory nie wywołuje poważniejszych problemów. Nie obserwujemy jakichś błędów legislacyjnych, chociaż oczywiście pracownicy służby zagranicznej po 1 stycznia, kiedy po raz pierwszy mieli wypłacane wynagrodzenia wedle nowych zasad, skwapliwie przeliczali, czy coś tracą, czy nie. Jak się sygnalizuje, nie tracą, chociaż oczywiście każdy chciałby więcej, ale to będzie w miarę możliwości budżetowych MSZ i państwa. W każdym razie w ustawie zostały zawarte takie mechanizmy dotyczące m.in. statusu materialnego służby zagranicznej, że jeżeli warunki finansowe na to pozwolą, to rozmaite elementy tej konstrukcji będą mogły być bardziej wypełnione niż w chwili obecnej.

    Ktoś pytał o kryteria i warunki, jakie musi spełniać dyplomata, zwłaszcza ten wyjeżdżający na placówkę zagraniczną. O tym, jakie kryteria musi spełniać osoba chcąca pracować w służbie zagranicznej, mówi ustawa o służbie zagranicznej, zaś o tym, jakie kryteria musi spełniać ktoś, kto ma wyjechać na placówkę zagraniczną, decyduje dodatkowo pewna praktyka MSZ. Na tę praktykę składają się bardzo surowa weryfikacja kwalifikacji, porównywanie kwalifikacji rozmaitych kandydatów, otwarte konkursy na stanowiska w placówkach zagranicznych, a także pewne dodatkowe wymogi, które pozwoliłem sobie wprowadzić, m.in. wymóg zdawania testów ze sprawności językowej, które mają potwierdzić - mam nadzieję, że potwierdzić, czasami pewnie zweryfikować - formalne dokumenty, jakie są przedstawiane w tym zakresie. I to są te podstawowe wymogi. Nawiasem mówiąc, chcę w tym roku doprowadzić do pewnej istotnej zmiany w polityce rotacyjnej w MSZ - jak wiadomo, jest to normalna praktyka w każdej służbie dyplomatycznej. Co roku część kadr w placówkach ulega zmianie, przy czym do tej pory zawsze było tak, że decyzje dotyczące wyjazdów były podejmowane z wyprzedzeniem kilkumiesięcznym w stosunku do daty wyjazdu, czyli w danym roku, w którym rotacja miała się dokonywać. Chciałbym, abyśmy w jednym roku, być może w tym, przeprowadzili podwójną operację podejmowania decyzji, tak by przejść na system podejmowania tych decyzji z ponadrocznym wyprzedzeniem w stosunku do terminu wyjazdu na placówkę zagraniczną, po to aby, jak w niektórych innych służbach dyplomatycznych, stworzyć wydłużony okres przygotowywania się do pełnienia obowiązków, aby pracownik, który ma wyjechać, wiedział o tym z dużym wyprzedzeniem, by jego przełożeni mogli podjąć w stosunku do niego właściwe działania i aby instytucje MSZ mogły stworzyć warunki do właściwego przygotowania się pracownika przed wyjazdem. To jest potrzebne do podnoszenia poziomu naszej dyplomacji, podnoszenia stopnia przygotowania do pełnienia konkretnych obowiązków w danej placówce zagranicznej.

    Jedno nie uległo zmianie w istotnej części. Mianowicie do tej pory nie doszło do pełnej konsolidacji tej części służby zagranicznej, która w pełni podlega ministrowi spraw zagranicznych, i tej, która częściowo, np. ze względu na budżet, etaty, podlega ministrowi gospodarki - chodzi o obsadę tych etatów. Ja nie chcę tego komentować. Jestem w dosyć trudnej sytuacji, znane są moje poglądy na ten temat i znane jest stanowisko rządu w tej sprawie. Podjąłem rozmowy na ten temat z obecnym ministrem gospodarki, pracy i polityki społecznej, panem prof. Hausnerem, i przedstawiłem mu swoje argumenty w tej kwestii.

    Pan poseł Olszewski stwierdził, że trwają próby pogorszenia warunków naszego przystąpienia do Unii Europejskiej przy spisywaniu traktatu akcesyjnego. W moim przekonaniu nie ma takich prób czy czegoś, co by zasługiwało na takie określenie, czyli działań, które się podejmuje z intencją zmiany tych warunków. Natomiast na poziomie pewnych szczegółów technicznych występują rozbieżności, w moim przekonaniu, nieprzekraczające pewnej normy w tego typu sytuacji, chociaż w takiej sytuacji jesteśmy po raz pierwszy. Chodzi o sposób używania rozmaitych określeń dla precyzyjnego wyrażenia tego, co zostało uzgodnione. Osobiście uważam, że obie strony podchodzą do tego z dobrą wolą i w dobrej wierze dążą do spisania tego porozumienia.

    Pan poseł Samborski, podobnie jak wielu innych posłów, wyraził zaniepokojenie sytuacją Polaków na Litwie, wspomniał o pewnej asymetrii w zakresie stosunków z Ukrainą, podobnie także do innych biorących udział w dyskusji mówił o niezbędnej modyfikacji, jakiej powinna ulec polityka wobec głównych skupisk Polonii w USA, w tym Kongresu Polonii Amerykańskiej itd. Jeśli chodzi o sytuację Polaków na Litwie, w swoim oficjalnym wystąpieniu wyraziłem nadzieję, że ich uzasadnione zgłaszane od lat postulaty zostaną przez władze litewskie uwzględnione. Przy każdym spotkaniu przedstawicieli Polski i Litwy, czy jest to przedstawiciel rządu, czy prezydent, takie kwestie, jak reprywatyzacja ziemi w okręgu wileńskim, szkolnictwo polskie, pisownia nazwisk, ustawa o obywatelstwie, są podnoszone. Z rozczarowaniem stwierdzam, że do tej pory władze litewskie nie zmieniły bądź praktyki, bądź decyzji, które w moim głębokim przekonaniu mamy podstawę krytycznie oceniać. Wyrażamy nadzieję, że ulegnie to zmianie, wiążemy także pewną nadzieję z faktem, że obecnie wybrany prezydent, pan Paksas ma świadomość, iż w bardzo dużym stopniu dzięki poparciu polskiej grupy, grupy Polaków, wyborców polskich na Litwie odniósł zwycięstwo w wyborach, i że wyciągnie wnioski z błędu popełnionego przez poprzednika, który np. podpisał kontrowersyjną ustawę o obywatelstwie ewidentnie dyskryminującą obywateli litewskich nielitewskiego pochodzenia etnicznego, jeśli chodzi o ich prawa w zakresie regulowanym tą ustawą. Będziemy oczywiście nadal konsekwentnie zabiegali o to, aby te uzasadnione oczekiwania zostały uwzględnione.

    Generalnie muszę powiedzieć - padło bowiem też takie pytanie - w jakim stopniu rząd udziela pomocy Polakom na Wschodzie, zwłaszcza wymieniano kraje sąsiednie: Litwę, Białoruś, Ukrainę. W bardzo różny sposób, w bardzo różny sposób. Pan poseł Samborski wspomniał m.in. o fundacji na rzecz pomocy Polakom na Wschodzie. Rząd udziela tej pomocy także w sposób bezpośredni, m.in co najmniej kilkaset osób stale otrzymuje emerytury polskie za sprawa decyzji prezesa Rady Ministrów, polskie konsulaty starają się udzielać różnorodnej pomocy organizacjom polonijnym działającym w tych krajach. Gdy chodzi natomiast o ogólny wymiar, zwłaszcza materialny, bo i ta kwestia wielokrotnie tu powracała, to rząd pomaga na tyle, na ile może, m.in. w oparciu o decyzje budżetowe Wysokiej Izby. W sytuacji, gdy jedna z dyskutantek niesłusznie zarzuciła rządowi, że wyręcza się organizacjami pozarządowymi - niesłusznie, ponieważ rząd nie ma intencji wyręczania się kimkolwiek - to ja bym chciał zaapelować o pewną konsekwencję, pewną spójność w dyskusji na ten temat. Otóż, dzisiaj obowiązujący i, jak rozumiem, akceptowany przez większość obu Izb obecnego parlamentu system polega właśnie na tym, że to organizacje pozarządowe, a zwłaszcza Wspólnota Polska jako organizacja pozarządowa jest pośrednikiem w udzielaniu pomocy Polakom za granicą, jeśli chodzi o zasadniczą część środków publicznych, jakie na ten cel są wydatkowane. Ja przyjmuję to do wiadomości, taka jest wola Wysokiej Izby. W związku z tym MSZ robi tyle, ile może w ramach stworzonych mu warunków.

    Jestem oczywiście usatysfakcjonowany faktem, że w tym roku przyjęto postulat MSZ o zwiększenie budżetu MSZ na rzecz pomocy Polakom za granicą. Nie jest to oszałamiające zwiększenie, bo z 1,5 mln zł do 5 mln zł, ale jednak jest to zwiększenie i próbujemy te środki wykorzystać jak najsensowniej.

    Ktoś z dyskutujących wspomniał tu o potrzebie pomocy poza tymi instytucjami, które wymieniłem, także polskim bibliotekom. Tak, to jest jeden z pomysłów, o których mowa w rządowym programie współpracy z Polakami za granicą. Chcemy w porozumieniu z wydawcami ustalić swoisty kanon polskiej literatury, tak aby zestawy tak dobranych pozycji polskiej literatury trafiały do polskich bibliotek, aby te biblioteki były często z naszej inicjatywy specjalnie zakładane. Oczywiście, polska książka na miejscu jest bardzo ważna, ale kiedy mówię o odpowiednim wyposażeniu technicznym, co zostało tu określone w dyskusji mianem usprzętowienia, to mam na myśli także komputery, np. pomoc w opłacie abonamentu internetowego na korzystanie z tego typu łączności z Polską i z zasobami rozmaitych polskich instytucji, chociażby biblioteki internetowej, biblioteki on-line, która została kilka tygodni temu uruchomiona, myślę też o środkach multimedialnych, tak aby można było do tych centrów polskich, domów polskich, domów kultury, bibliotek itd. wysyłać także płyty kompaktowe, rozmaite nośniki, na których jest muzyka, filmy, literatura, środki do nauki języka polskiego itd. W moim głębokim przekonaniu wszystko, co zawarte jest w programie, poza pewną obszernością tej koncepcji, jej wszechstronnością, jest bardzo praktyczne, jest bardzo pragmatyczne. Nie chcę lekceważyć żadnych wielkich słów wypowiadanych na temat naszych rodaków za granicą, ale to wszystko musi się przekładać na konkretne czynności, na konkretne działania, na konkretne projekty. Możemy się licytować, jeśli chodzi o wielkość używanych słów, tylko że Polakom za granicą nic z tego nie przyjdzie.

    My mamy pełen respekt dla Polonii na całym świecie, także dla Polonii amerykańskiej, oczywiście. Mamy pełen respekt dla Kongresu Polonii Amerykańskiej, znamy historię kongresu, znamy jego zasługi w różnych okresach. Kłamstwem jest to, co powiedział tu jeden z dyskutantów, że kiedy prezydent Kwaśniewski, premier czy minister spraw zagranicznych jedzie do Stanów Zjednoczonych, to ma czas spotykać się ze środowiskami żydowskimi, a nie ze środowiskami polonijnymi. To jest po prostu kłamstwo. Tak, kontaktujemy się ze środowiskami żydowskimi, ponieważ dialog polsko-żydowski na tle rozmaitych wydarzeń w historii należy do istotnych zadań polskiej polityki zagranicznej. I zawsze spotykamy się z przedstawicielami Polonii amerykańskiej, także bardzo wysokimi przedstawicielami Kongresu Polonii Amerykańskiej. Sam praktycznie w trakcie każdej swojej wizyty odbywam tego typu spotkania i spotykałem się z wieloma m.in. wiceprzewodniczącymi Kongresu Polonii Amerykańskiej. Oczywiście, respektuję decyzje wyborcze Kongresu Polonii Amerykańskiej, przyjmuję je do wiadomości i respektuję, ale - tak jak mówiłem, choć nie jest to za bardzo dyplomatyczne i wiem, że może być nadużyte, powtarzam - są pewne granice, których przekraczać nie wolno i także nie wolno wyrządzać szkody Polsce, idei Polski i Polonii np. przez prymitywny antysemityzm stanowiący dziś granicę, której nikomu nie wolno przekraczać i za to płaci się wysoką cenę. I m.in. Polonia amerykańska, Kongres Polonii Amerykańskiej za błędy popełniane przez prezesa w tym zakresie płaci dzisiaj wysoką cenę w postaci poważnego spadku autorytetu tej organizacji w Stanach Zjednoczonych. Dzisiaj władze amerykańskie liczą się z tą organizacją zdecydowanie mniej niż lat temu kilkanaście czy kilkadziesiąt. To jest wydarzenie smutne i z tego należyłoby wyciągnąć poważne wnioski, a nie sprowadzać to znowu do poziomu pyskówki politycznej w grze politycznej w naszym kraju.

    Natomiast, respektując, oczywiście, Kongres Polonii Amerykańskiej, stwierdzamy, że trzeba poszukiwać kontaktu także z tymi Polakami, którzy w ogóle nie należą do organizacji polonijnych albo do tych tradycyjnych organizacjach polonijnych. Chociażby w Stanach Zjednoczonych powstały setki, jeśli nie tysiące, organizacji skupiających Polaków, organizacji niemających charakteru politycznego, bo tych ludzi akurat sprawy polityczne nie interesują lub mniej interesują, bo są na tyle wykształceni, mają takie zawody, taki poziom życia, że sami wiedzą, co o polityce mają sądzić i skupiają się na podstawie innych kryteriów, ze względu na inne przesłanki. Z nimi też musimy odnaleźć kontakt, oni są takimi samymi Polakami, jak ci, którzy należą do innych organizacji, oni są również bardzo wartościowi. Często jest tu mowa o tym, żeby wykorzystywać, próbować wykorzystywać i stwarzać warunki do tego, aby Polacy za granicą byli istotnym uczestnikiem współpracy gospodarczej naszego kraju z zagranicą, a bardzo często jest właśnie tak, że poza tradycyjnymi organizacjami lokują się ci ludzie, którzy odnieśli poważny sukces, np. w biznesie. Trzeba umieć nawiązać z nimi kontakt. Tu nie ma zastępowania jednego przez drugiego, tu jest wzbogacenie naszej koncepcji współpracy z Polakami za granicą. Proszę nie przekręcać, nie zmieniać intencji rządu w tej sprawie, w tym zakresie.

    Pan poseł Zaborowski poruszył kwestię - poza sprawami, które podnosili inni mówcy i na które już odpowiedziałem - w odniesieniu do której muszę zareagować. Stwierdził, iż Polsce mówi się, że wystarczy 80-tysięczna zawodowa armia i że to jest perspektywa nie do przyjęcia. Kto tak mówi, panie pośle?

    (Poseł Zbyszek Zaborowski: Poseł Komorowski w ˝Gazecie Wyborczej˝.)

    Wczoraj, w obecności prezydenta i premiera, minister obrony podpisał oficjalny dokument dotyczący przyszłości polskiej armii, w którym jest mowa o 150-tysięcznej armii oraz o dążeniu do tego, aby osiągnąć 60-procentowy poziom uzawodowienia tej armii. Mówię o faktach i o decyzjach. To są oficjalne decyzje rządowe i tylko na tej podstawie mogę na ten temat dyskutować.

    Pan poseł Zaborowski, mówiąc o małej skuteczności konkretnych projektów gospodarczych w stosunkach z naszymi wschodnimi sąsiadami, wspomniał o terminalu. Rozumiem, że chodzi o terminal w Sławkowie. Panie pośle, być może o tej sprawie dyskutuje się od dwóch lat, ale obecny rząd miał okazję dyskutować o niej trochę krócej niż dwa lata. W tym czasie udało nam się osiągnąć pełne porozumienie z rządem rosyjskim w sprawie lokalizacji terminala w Sławkowie. Ponieważ wcześniej przygotowano zupełnie inny projekt, jak pan wie, należy przeprowadzić szereg prac w celu zmiany projektu, zmiany tej koncepcji, a to nie jest takie proste, dlatego że za poprzednim projektem stała odpowiednia grupa potencjalnych inwestorów. Wszystko to wymaga poważnej zmiany, nie tylko zmiany nazwy miejscowości, w której terminal ma być zbudowany. Rzecz jest uzgodniona, jestem głęboko przekonany, że zostanie to zrealizowane.

    Wspomniał pan również, o czym mówili również inni mówcy, o problemie traktowania Polaków w Wielkiej Brytanii. Proszę państwa, problem ten dotyczy niektórych państw, w tym właśnie Wielkiej Brytanii. Jest problem z uzyskaniem wizy w przypadku Stanów Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii natomiast, gdzie nie ma problemu wizy, obywatel, który chce wjechać do kraju, nie ma gwarancji, że zostanie wpuszczony, ponieważ na podstawie ustawodawstwa wewnętrznego obowiązuje tam kontrola imigracyjna. Kontrolerzy wedle swoich kryteriów - głęboko wierzę, że nie jest to dowolne - decydują o tym, kto ma wjechać, a kto nie.

    Czy reagujemy na to? Tak, oczywiście reagujemy. Sam osobiście rozmawiałem o tym z ministrem spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Jackiem Strowem, ale co mamy odpowiedzieć, jeżeli dowiadujemy się, iż zdarzają się przypadki, że autobusem z Polski przyjeżdża 50 młodych osób, które twierdzą, że przyjechały na wycieczkę do Wielkiej Brytanii, a funkcjonariusze służby imigracyjnej stwierdzają brak u nich atrybutów charakterystycznych dla turystów: aparatów fotograficznych itd. Rodzi się wówczas podejrzenie, że osoby te przyjechały do pracy, nie mając zezwolenia na pracę. W związku z tym autobus jest odsyłany z powrotem do Polski. Oczywiście możemy dyskutować o konkretnych przypadkach i różnie to oceniać. Musimy jednak przyjąć także do wiadomości fakt, że nie jest tak, iż nasi rodacy jako jedyni na świecie nie popełniają żadnych naruszeń prawa kraju, do którego chcą się udać.

    (Poseł Marcin Libicki: Ale lepiej, żeby były wizy.)

    Mam nadzieję, że w tych przypadkach, zwłaszcza w przypadku Wielkiej Brytanii, problem przestanie istnieć w momencie naszego przystąpienia do Unii Europejskiej i wprowadzenia swobody podejmowania pracy w Wielkiej Brytanii. Wówczas skończą się te problemy.

    Podobnie jest w przypadku Izraela, gdzie również zdarzają się tego typu sytuacje niewłaściwego traktowania naszych obywateli przez straż graniczną, przez funkcjonariuszy, którzy wykonują kontrolę graniczną. Interweniujemy - często bardzo stanowczo - gdy to się zdarza. Informowano mnie, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy po ostatniej ostrej interwencji nie odnotowano podobnych przypadków niewłaściwego traktowania naszych rodaków. Staramy się reagować natychmiast, kiedy wiemy o jakimś zdarzeniu. Bywa tak, że nie jesteśmy o tym poinformowani dlatego, że nasi obywatele nie zdecydowali się poinformować polskich władz, bywa, że nie mieli takiej możliwości, ponieważ władze lokalne, naruszając często porozumienia zawarte z Polską, uniemożliwiały im to albo nie informowały o przysługującym im prawie do natychmiastowego kontaktu z naszym konsulatem bądź konsulem. To również podnosimy i wytykamy.

    Przechodzę teraz do odpowiedzi na pytania pana posła Piłki. Pierwsze pytanie dotyczyło sprawy, o której mówiłem, a więc kwestii związanych z ochroną życia, moralnością itd. Drugie pytanie dotyczyło naszych działań na rzecz obrony praw katolików w Rosji. Otóż tak jak w przypadku Rosji tak i w przypadku każdego innego kraju, jak również tak jak w przypadku katolików tak i w przypadku każdego innego wyznania uważamy, że wolność wyznania, wolność religii musi być traktowana jako elementarny standard państwa praworządnego i państwa demokratycznego. Z tej pozycji gotowi jesteśmy reagować na przypadki naruszania tej wolności.

    W przypadku Rosji, jak wiadomo, w ubiegłym roku podjęto kilka decyzji o niewpuszczeniu księży katolickich będących polskimi obywatelami na terytorium tego kraju. We wszystkich tych przypadkach interweniowaliśmy zarówno na poziomie ambasadora, wiceministra odpowiedzialnego za stosunki polsko-rosyjskie, jak i z moim udziałem, poprzez moje kontakty z ministrem Igorem Iwanowem. Tak jak powiedziałem wczoraj na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych, prawdą jest, że nie uzyskaliśmy do tej pory wyjaśnień strony rosyjskiej, do której się zwróciliśmy, podobnie jak prawdą jest, na ile nam wiadomo, że również Watykan nie uzyskał takich wyjaśnień. Jednocześnie prawdą jest, że od czasu mojej wrześniowej interwencji podjętej podczas rozmowy z Igorem Iwanowem nie odnotowaliśmy żadnego tego typu przypadku. Wierzymy, że oznacza to zmianę zachowania władz administracyjnych. Na stosunki Cerkwi prawosławnej w Rosji i w Stolicy Apostolskiej nie mamy i nie możemy mieć żadnego wpływu.

    Jakie działania podejmuję w sprawie odszkodowań dla Sybiraków? Już o tym powiedziałem.

    Jeśli chodzi o odpowiedź w kwestii własności prywatnej zniszczonej przez Niemców, to poproszę pana ministra Dąbrowę o odniesienie się do tej kwestii.

    Sprawy gospodarcze. Deklarowałem ekonomizację. Mamy porażki z inwestorami zagranicznymi w Polsce. Dlaczego nie zrobiliśmy tego, co inni itd.? Jeśli chodzi o inwestycje zagraniczne w Polsce, to MSZ ma na to wpływ bardzo ograniczony. Jedynie mamy wpływ w zakresie promocji naszego kraju i zachęcania do inwestowania, natomiast nie mamy w zakresie ostatecznych decyzji podejmowanych przez inwestorów. Każdy z nich ma jakiś swój powód. Rozumiem, że w przypadku Toyoty powody były inne niż w przypadku Peugeouta. W przypadku Toyoty, o ile mi wiadomo, powodem było to, co się wydarzyło lub co się nie wydarzyło, zanim powstał obecny rząd. Nie wykonano zobowiązań przyjętych w zakresie poprzedniego kontraktu z Toyotą dotyczących przeszkolenia pracowników tej firmy. Zaoszczędzono bodajże 10 mln zł, jakie trzeba było wydać na to przeszkolenie, a stracono inwestycję. Ten rząd na szczęście nie ma z tym nic wspólnego, chociaż decyzja o lokalizacji czeskiej fabryki Toyoty została podjęta w okresie urzędowania obecnego rządu.

    W przypadku francuskiej decyzji nie potrafiłbym na razie tego rzeczowo i w sposób uzasadniony skomentować, ponieważ dwa miesiące temu w trakcie wizyty francuskiego ministra spraw zagranicznych pana de Vilpena zostałem poinformowany, że Peugeout ulokuje swoją inwestycję w Polsce. Wtedy, jak rozumiem, rozważono wszystkie uwarunkowania. Jeden z mówców, odnosząc się do tej kwestii, powiedział o wiarygodności iwestycyjnej Polski oraz że być może podstawą tego typu decyzji był fakt, iż zmieniliśmy zasady dotyczące ulg przysługujących inwestorom w specjalnych strefach ekonomicznych. To rozumowanie częściowo jest uzasadnione w tym sensie, że mamy świadomość, iż Polska nie lokuje się na pierwszej pozycji jako kraj potencjalnych inwestycji zagranicznych. Chcę państwu powiedzieć, że jeżeli chodzi o klasyfikację krajów ustalaną na podstawie opinii biznesu międzynarodowego pod względem ich otwartości i przychylności dla inwestycji zagranicznych, to lokujemy się dosyć nisko. Natomiast jeżeli weźmiemy pod uwagę klasyfikację państw z punktu widzenia ich atrakcyjności inwestycyjnej, to lokujemy się na 11 pozycji. Nie jest zatem tak źle, chociaż z tych dwóch zestawień wynika, że zarówno jeśli chodzi o praktykę, jak i ustawodawstwo wewnętrzne, wszyscy powinniśmy się zastanawiać, co robić w celu podniesienia wiarygodności inwestycyjnej Polski.

    Jednocześnie z Polski musiałby wychodzić w miarę spójny sygnał o naszym stosunku do inwestycji zagranicznych. Z jednej strony narzekamy, że niektórzy inwestorzy postanawiają ominąć Polskę, a z drugiej strony, gdy niektórzy inwestorzy chcą lokować swoje pieniądze w Polsce, to w tej Izbie odbywają się gorączkowe debaty - i nie tylko gorączkowe debaty - żeby nie dopuścić do inwestycji. To są dwie strony tego samego medalu. To wszystko kształtuje obraz Polski jako kraju, w którym warto lub nie warto inwestować. Musimy mieć świadomość tego, że te kwestie są ze sobą powiązane.

    Pan poseł Libicki pyta: Jakie są interesy strategiczne, polityczne i gospodarcze Unii Europejskiej związane z rozszerzeniem? Czy chodzi tutaj o powiększenie rynku, o odsunięcie zagrożenia ze Wschodu itd.? Nie użyłbym takiego określenia jak odsunięcie zagrożenia ze Wschodu. Natomiast niewątpliwie tak jak my jesteśmy zainteresowani tym, żeby lepiej się działo w krajach naszych wschodnich sąsiadów, żeby tam był bardziej stabilny system polityczny, żeby były to państwa praworządne, żeby respektowano tam standardy w zakresie praw człowieka, żeby gospodarka się rozwijała, bo widzimy w tym nasz interes, bo będziemy mieli lepszych sąsiadów, takich, z którymi lepiej się współżyje, z którymi robi się lepsze interesy, będziemy mieli do czynienia z sąsiadami bardziej stabilnymi i przewidywalnymi, wydaje mi się, że dokładnie tak samo myśli obecna ˝piętnastka˝ Unii Europejskiej o relacjach z państwami, które zostały zaproszone do członkostwa w Unii Europejskiej. Oczywiście na to składają się rozmaite elementy, jak chociażby powiększenie rynku, które dotyczy wszystkich. Rozszerzony rynek Unii Europejskiej będzie większy dla każdego z piętnastu członków dzisiejszej Unii i będzie większy dla każdego z dziesięciu państw przystępujących do tej Unii. Tak więc chociażby z faktu działania w większej skali, na większym rynku można wnosić o korzyściach gospodarczych. Ale przecież nie tylko o korzyściach gospodarczych trzeba tutaj pamiętać. Nie tylko my chcemy się rozstać z powojennym podziałem Europy. Nie tylko my chcemy żyć, funkcjonować w obrębie jednolitego kontynentu. A więc także przesłanki natury politycznej, kulturowej, cywilizacyjnej i psychologicznej przemawiają za tym, że ci ludzie w Europie Zachodniej, w ˝piętnastce˝, którzy są zdolni do myślenia w dłuższej perspektywie, nie mają żadnej wątpliwości co do potrzeby rozszerzania Unii Europejskiej. Natomiast ci, którzy się boją napływu pracowników z Polski, którzy się boją jakichś innych rzekomych plag, wzrostu przestępczości itd., występują przeciwko temu. Te lęki, frustracje, obawy występują po obu stronach dzielącej nas do tej pory granicy. Są w jakimś stopniu zrozumiałe, w dużym stopniu są, w moim głębokim przekonaniu, nieracjonalne, ale zostanie to zweryfikowane dopiero wtedy, kiedy już się wspólnie w tej strukturze znajdziemy.

    Pan poseł Gałażewski mówi o powstawaniu w Unii Europejskiej bloku francusko-niemieckiego. Jak rząd odnosi się do tego? Czy nie osłabi to spójności Unii Europejskiej? Po pierwsze, trzeba powiedzieć, że stosunki francusko-niemieckie w okresie powojennym są dość wyjątkowe, jeśli chodzi o ich ewolucję, a także stopień intensywności, nasilenia, wszechstronności itd. To jest niezwykle pozytywny przykład w powojennej historii Europy. Po drugie, prawdą jest, że te dwa państwa ze względu na swój potencjał odgrywają szczególną rolę w Unii Europejskiej. I nie zaskakuje bynajmniej to, że w ramach intensywnego dialogu politycznego Francja i Niemcy dyskutują także o kwestiach związanych z przyszłością europejską, w tym także o rozwiązaniach, jakie chcą zaproponować Konwentowi Europejskiemu, a w przyszłości konferencji międzyrządowej. W moim głębokim przekonaniu bliska współpraca francusko-niemiecka nie zagraża spójności Unii Europejskiej. Natomiast proponowane rozwiązania albo przynajmniej niektóre z tych rozwiązań nie muszą być uznane za odpowiadające interesom wszystkich - zarówno obecnych, jak i przyszłych członków Unii Europejskiej. Jak jednak powiedziałem, oficjalne stanowisko w tej sprawie rząd polski zajmie - o czym jestem głęboko przekonany - w najbliższej przyszłości.

    Pan poseł Gałażewski pytał o... przepraszam bardzo... Tak, pan poseł Gałażewski pytał też o program polonijny, pytał o to, czy są środki. Powiedziałem, że w tym roku środki zostały zwiększone. Nie jest to skokowy wzrost. Senat dysponuje mniej więcej takimi samymi środkami jak w ubiegłym roku. MSZ - większymi, co zobrazowałem danymi. Jestem osobiście przekonany, że w ciągu szeregu lat - nie chcę mówić tego, czy kilku, czy kilkunastu - każdego roku powinniśmy zwiększać środki na współpracę z Polakami za granicą, na opiekę nad Polonią. To nie powinien być moim zdaniem skokowy wzrost, ponieważ mogłoby się okazać, że nie jesteśmy przygotowani do najbardziej właściwego wykorzystania tych środków, które rosłyby lawinowo. Natomiast nie mam wątpliwości co do tego, że kilkunastoprocentowy coroczny wzrost jest wskazany i polecam to pamięci Wysokiej Izby podczas przyszłych debat budżetowych.

    Pan poseł Rzymełka pytał o ambasadę w Berlinie. Z punktu widzenia tego, co można zaobserwować na Unter den Linden, niewiele się zmieniło. Sytuacja była i pozostaje niezwykle ambarasująca, dlatego że z jednej strony przygotowano projekt, wydano na to wiele pieniędzy; przygotowano projekt architektonicznie wspaniały, ale jednocześnie tak drogi, że nas na to nie stać, i jednocześnie ogromnie rozbudowany, jeśli chodzi o wielkość tego budynku, co nam nie jest potrzebne. Mieliśmy dylemat do rozstrzygnięcia, jak się w tej sytuacji, w której już wydatkowano sporo środków publicznych, zachować. Po sprawdzeniu rozmaitych możliwości zdecydowaliśmy się na wariant polegający na modyfikacji tego projektu i zrealizowaniu go w mniejszej skali i za znacznie mniejsze pieniądze. Mówiąc szczerze, w ostatnich kilku tygodniach nie interesowałem się aktualnym stanem spraw, ale jestem w stanie - oczywiście po konsultacji z dyrektorem generalnym - udzielić państwu bardziej precyzyjnej odpowiedzi. Musimy ten problem rozwiązać. Jest nie do zaakceptowania to, że nie tylko w tym miejscu, ale w ogóle w Berlinie Polska nie ma w tej chwili odpowiedniej ambasady.

    Pan poseł Rzymełka pytał również o przyczynę upiornych tematów i wypowiedzi na temat Niemiec jako państwa, narodu w miarę, jak nasze stosunki ulegają poprawie. To nie jest właściwie zaadresowane pytanie, chociaż pan poseł Rzymełka podparł się dodatkowym pytaniem: Czy rząd informuje właściwie o stanie stosunków polsko-niemieckich? Mam wrażenie, że rząd to robi. Natomiast to, co dociera do opinii publicznej, zupełnie nie zależy od rządu.

    Pan poseł Kuchciński... To właśnie pan poseł Kuchciński mówił o tym, że 80% rządowego programu polonijnego jest nie do przyjęcia. Rozumiem, że nie dzisiaj, bo pewnie wszyscy będziemy już dość zmęczeni po tej debacie, ale w przyszłości prosiłbym o podanie bardziej rzeczowych przykładów tego, co jest w tym programie do odrzucenia. Polacy na Wschodzie, Wspólnota Polska, środki z budżetu. Czy rząd może zagwarantować, by wspólnota właściwie wykorzystywała te środki? Rząd ma niezwykle ograniczony wpływ na to, jak te środki są wydawane, ale rozumiem, że Senat kontroluje sposób wydawania tych środków.

    System stypendialny - wiele osób o to pytało - czy... Przepraszam bardzo, pomyliłem się. To już są pytania pani posłanki Nowackiej. Czy system stypendialny nie może tak się zmienić, by więcej stypendiów realizowano na miejscu? To jest moim zdaniem trafne rozumowanie. Zwrócę się w związku z tym o przedyskutowanie tej kwestii do pani minister edukacji narodowej.

    Pytanie dotyczące Polaków na Litwie... Acha! To dotyczy tej projektowanej zmiany w ustawie oświatowej i nauczania w języku litewskim takich przedmiotów, jak historia, geografia. Co zrobi MSZ? Już zrobiliśmy, już się zwróciliśmy oczywiście w tej sprawie do rządu litewskiego, aby tej zmiany w takim kształcie nie wprowadzać.

    Pan poseł Gudzowski pyta: Czy w MSZ ktoś pracuje nad planem alternatywnym dla Unii Europejskiej, jeżeli w referendum społeczeństwo się sprzeciwi? Wypowiadałem się już na ten temat. Moim zdaniem alternatywa przedstawia się w czarno-białych barwach, dosyć jednoznacznie. Taka decyzja miałaby wprost katastrofalne skutki dla Polski, dla naszej pozycji politycznej, dla naszej gospodarki. Za mrzonki należy uznać rozmaite pomysły często powtarzane na temat tego, co może być alternatywą dla Unii Europejskiej. Dzisiaj m.in. jedna z pań dyskutantek zaproponowała tutaj, by swoista wspólnota państw słowiańskich była alternatywą dla Unii Europejskiej. Być może miło brzmiąca opinia, nawiązująca jeszcze do znanych sprzed ponad 100 lat idei panslawistycznych, żeby miała jednak swoją wartość, to trzeba byłoby jeszcze porównać chociażby produkt globalny brutto państw słowiańskich z państwami Unii Europejskiej i zastanowić się nad tym, jakie to stwarza perspektywy; trzeba byłoby się zastanowić nad poziomem nowoczesności gospodarki, nowoczesności technologicznej, siły ekonomicznej w świecie itd. Na tej podstawie dopiero można byłoby budować alternatywę. Rzeczowa, poważna analiza sytuacji każe nastawiać się na doprowadzenie do członkostwa Polski; na tym się koncentrujemy i na tym będziemy się koncentrowali.

    Polacy na Wschodzie. Wizy utrudnią im kontakty z ojczyzną. Czy jest plan przesiedlenia tysięcy Polaków z Kazachstanu? Oczywiście dostrzegamy ten problem, to, że wprowadzenie wiz dla naszych wschodnich sąsiadów dotknie także naszych rodaków mieszkających na Wschodzie. Jak powiedziałem, staramy się rozwiązać problem tak, aby nikt, a więc także nasi rodacy, nie odczuwał zauważalnie skutków wprowadzenia systemu wizowego. Intencją nie jest bowiem to, żeby utrudniać przekraczanie granicy, tylko żeby efektywniej kontrolować zarówno ruch osobowy, jak i towarowy przez naszą wschodnią granicę. Efektywność kontroli nie musi oznaczać - i nie powinna - dla przeciętnego podróżnego jakichś zauważalnych kłopotów. Oczywiście mam świadomość, że trudniejszy może być pierwszy okres po wprowadzeniu systemu wizowego, ale jeżeli będziemy konsekwentnie posługiwali się owymi wieloletnimi, wielokrotnymi wizami, to po wstępnym, być może kilkutygodniowym, okresie, sytuacja powinna stać się całkowicie normalna i ludzie nie powinni odczuwać związanych z tym kłopotów. Niemniej jednak, ponieważ padały dodatkowe pytania dotyczące tego tematu, m.in. pana posła Samborskiego, odpowiadam: tak, w MSZ prowadzimy pewne studia natury prawnej, czy można byłoby znaleźć jakieś szczególne rozwiązania, ale na razie nie mogę zrelacjonować ich wyników. Kwestią, którą należy tutaj uwzględnić, jest fakt, iż jesienią ubiegłego roku po raz pierwszy Komisja Europejska okazała gotowość rozmowy o specjalnych ułatwieniach dla ruchu przygranicznego, co - przynajmniej dla dużej części Polaków mieszkających na wschód od polskiej granicy i obywateli polskich na przykład narodowości ukraińskiej czy białoruskiej - mogłoby oznaczać dodatkowe ułatwienia.

    Wreszcie gdy chodzi o łatwość przekraczania granicy wschodniej, ma na to wpływ również infrastruktura graniczna. Zapewne wiecie państwo, że niedawno wraz z ministrem Janikiem gościliśmy na wschodniej granicy ambasadorów państw ˝piętnastki˝. Była to okazja do rozmów ze Strażą Graniczną, służbą celną i kierownictwem resortu spraw wewnętrznych i administracji o liczbie przejść na wschodniej granicy. Potwierdzono tam, że będą otwierane nowe przejścia na tej granicy, co powinno ułatwiać ludziom jej przekraczanie.

    Żadnego specjalnego planu przesiedlania tysięcy Polaków z Kazachstanu nie ma. Jest ustawa o repatriacji i są znane i praktyka, i pewne problemy związane ze skalą tej repatriacji. To, co należy do MSZ, czyli udzielanie Polakom w Kazachstanie informacji o możliwościach i warunkach repatriowania do Polski, jest wykonywane, jest robione. Skala repatriacji, jak państwo doskonale wiedzą, zależy od skali wydatków budżetowych na ten cel, a także od stopnia współpracy i zakresu współpracy władz samorządu terytorialnego, które są odpowiedzialne za zagwarantowanie repatriantom pracy i lokum. To, jak wiadomo, w obecnej sytuacji, przy tym poziomie bezrobocia i problemach mieszkaniowych, jakie mają ludzie mieszkający w Polsce, nie jest zadaniem łatwym, chociaż oczywiście poza dyskusją jest słuszna teza o szczególnym moralnym wymiarze powinności wobec naszych rodaków mieszkających zwłaszcza w Kazachstanie, a więc tam, gdzie zostali przymusowo przesiedleni, wywiezieni.

    Poseł Czerwiński mówi, że pominąłem stosunki z Niemcami. To jest nieprawda, nie pominąłem ich. Jakie kroki podjęto dla zagwarantowania praw Polaków w Niemczech? Proszę państwa, po pierwsze, oczywiście można dyskutować, czy sformułowania zawarte w układzie polsko-niemieckim, gdzie z jednej strony mówi się o mniejszości niemieckiej w Polsce, a z drugiej o osobach przyznających się do tradycji kulturalnych, językowych, są porównywalne i ekwiwalentne. Po drugie, muszę powiedzieć, że wielokrotnie ten problem był podnoszony w stosunkach z władzami niemieckimi, ale przez całe lata było tak, że to niestety środowiska polskie nie potrafiły się zorganizować w sposób odpowiedni do pewnej struktury podejmowania decyzji w rozmaitych kwestiach ważnych dla osób innej narodowości mieszkających w Niemczech, na przykład w zakresie decyzji o poziomie finansowania oświaty przez władze landów. To szalenie utrudniało rozmowy. Szereg decyzji w sprawach, w obszarach ważnych z tego punktu widzenia, podejmowanych jest w sposób zdecentralizowany i rząd federalny nie jest partnerem do załatwiania tych spraw. Oczywiście o tym także rozmawiamy z władzami poszczególnych landów.

    Kwestia uregulowania spraw majątkowych na ziemiach zachodnich. Jak powiedziałem, wiceminister Dąbrowa wypowie się na ten temat. Podobnie kwestia art. 16 konstytucji RFN. Od siebie jedynie stwierdzę, że niewątpliwie zrezygnowanie z tego artykułu konstytucji niemieckiej byłoby w sposób oczywisty dobrze przyjęte w naszym kraju. Niemniej jednak trudno mi sobie przypomnieć inne przykłady czy przypadki tego, żeby jeden kraj sugerował drugiemu, jak ma wyglądać konstytucja tego państwa. Po prostu skutków prawnych tego artykułu, tego przepisu nie przyjmujemy do wiadomości i nie uznajemy tego w tym znaczeniu, że nie uznajemy, iż on w naszym kraju obowiązuje.

    Pani posłanka Masłowska: Co rząd robi w poszukiwaniu alternatywy dla Unii? Już się na ten temat wypowiedziałem. USA wchodzi we wschodniej Polsce z masowym tuczem świń w ramach offsetu. Owszem, na długiej liście stu kilkudziesięciu pozycji zawartych w ofercie offsetowej firmy Lockheed Martin był i taki pomysł, ale został odrzucony. Nie wiem, oczywiście, czy jacyś amerykańscy inwestorzy chcą tuczyć świnie w Polsce, czy nie, być może chcą. Natomiast na pewno nie będą robili tego w ramach offsetu. Z tego punktu widzenia pani posłanka Masłowska nie ma powodów do niepokoju.

    Kolejne pytanie dotyczyło własności na ziemiach zachodnich.

    Pan poseł Gadzinowski: Czy zmodyfikujemy, czy ja zmodyfikuję, politykę wizową wobec Chin i Wietnamu dla bilansowania handlu? Z panem posłem Gadzinowskim rozmawiamy o tym od dawna. Problem polega na tym, że nasze doświadczene uczy, iż biznesmeni chińscy czy wietnamscy przyjeżdżający do Polski nie tylko nie ułatwiają nam zbilansowania naszego handlu, a wręcz przeciwnie - przyczyniają się do pogłębienia deficytu handlowego, ponieważ z bezwyjątkową regułą zajmują się eksportem towarów z własnych krajów do Polski, a nie importem polskich towarów do siebie. Oczywiście możemy dyskutować o tym, jaka praktyka wizowa w tym zakresie może być uznana za lepszą czy gorszą, ale na pewno nie możemy tego łączyć z tezą o potrzebie bilansowania naszych obrotów handlowych, bo to jest teza w tym przypadku karkołomna.

    Czy zamierzam zmienić politykę stypendialną wobec Polaków na Wschodzie? Już się na ten temat wypowiedziałem.

    Pan poseł Stasiewski: warunki członkostwa w Unii - nie jest prawdą, że są najlepsze, na przykład dopłaty bezpośrednie nie są równoprawne, Unia będzie w przyszłości redukowała pomoc dla rolnictwa. Na ten temat wypowiadało się kilku posłów, kolejny poseł Samoobrony pytał mnie, czy pan poseł Lepper mówił prawdę, kiedy porównywał te wszystkie wskaźniki dotyczące plonu referencyjnego, kwoty mlecznej, środków finansowych. Powiedziałbym tak: mówił taką prawdę, która jest nieprawdą, tak też bywa. Otóż to prawda, że Węgrzy wynegocjowali wyższy plon referencyjny niż Polska. Tylko trzeba wiedzieć, jaki jest mechanizm, jaka jest regulacja prawna ustalania poziomu plonu referencyjnego. To ma związek z realnym plonem uzyskiwanym w pewnym czasie, w pewnym okresie w danym państwie. A prawda jest taka, że plony na Węgrzech w ostatnich kilkunastu czy kilkudziesięciu latach, średnie plony z hektara, były dużo wyższe niż w Polsce. W związku z tym Węgrzy mieli podstawę prawną do domagania się wyższego plonu referencyjnego niż my. Jeżeli wszyscy w Polsce i na świecie wiedzą, że w Polsce nie zdarzyło się, aby średni plon w jakimś roku z hektara wszystkich zbóż był większy niż 3,07 tony, to jak możemy oczekiwać przyznania nam plonu referencyjnego na poziomie 5 ton?

    (Poseł Krzysztof Filipek: Panie ministrze, jak to się nie zdarzyło?)

    Oczywiście, że się nie zdarzyło. Niech pan zajrzy do rocznika statystycznego, proszę pana.

    (Poseł Krzysztof Filipek: O czym pan mówi?)

    O czym mówię? O tym, co doskonale wiem, proszę pana. A więc taka jest niestety prawda o poziomie realnych planów. My przecież doskonale sami to wiemy. Naiwny jest ten, kto sądzi, że wprowadzi kogokolwiek w Europie w błąd. To są dane, które można przeczytać w roczniku statystycznym, zajrzeć do odpowiednich obiektywnych informacji nie tylko polskich, ale i międzynarodowych urzędów i instytucji statystycznych itd.To jest poza dyskusją. Chciałoby się powiedzieć, że dżentelmeni o faktach nie dyskutują. I proponowałbym, żeby przyjąć tego typu konwencję.

    Kwota mleczna. To prawda, że jeżeli się przeliczy kwotę mleczną na liczbę ludności itd., to można dojść do takich wniosków. Tylko znowu przecież problem polega na tym, że trzeba wiedzieć, jak się ustala kwotę mleczną i czego ta kwota dotyczy. Otóż dotyczy ona wielkości hurtowej sprzedaży mleka w danym państwie. Wielkość hurtowej sprzedaży w Polsce wynosiła w 2001 r. 7 mld 200 mln ton, w 2002 r. wedle szacunków wynosiła 7 mld 400 mln ton, a wynegocjonwaliśmy 8 mld 500 tys. ton. Czyli wynegocjowaliśmy grubo ponad 1 mld ton więcej od tego, ile wynosi realna sprzedaż hurtowa mleka w naszym kraju. Jeżeli w innym kraju sprzedaż hurtowa jest np. w odniesieniu do liczby ludności wyższa, to tym samym wynegocjowano wyższą kwotę mleczną. Ale można się zastanawiać, z czego to się bierze. Bierze się m.in. z tego powodu, że w niektórych innych krajach w wyniku słusznie niechcianego przez nas ukołchozowienia rolnictwa doprowadzono jednak efektywnie do tego, że przynajmniej część rodzajów produkcji, np. hodowlanych, wyprowadzono na wysoki poziom. Jak wiadomo, Litwa, na którą się tu powoływano w tym przykładzie, w czasie istnienia Związku Radzieckiego była największym dostawcą mleka i nabiału w tym państwie, ponieważ akurat specjalizowała się w produkcji mleka i wyrobów mlecznych. W związku z tym uzyskiwano tam i uzyskuje się bardzo wysoki poziom sprzedaży hurtowej mleka.

    (Głos z sali: My też byliśmy tacy.)

    (Poseł Krzysztof Filipek: My też byliśmy potentatami.)

    Być może. Ale chodzi o okres, do którego się to odnosi. To nie są lata dowolnie wybierane. Są określone mechanizmy, określone zasady ustalania okresu referencyjnego, w którym bada się poziom wielkości sprzedaży hurtowej. I my przy zastosowaniu tych reguł uzyskaliśmy bardzo wysoki wynik. Ja chciałbym zapytać...

    (Poseł Gabriel Janowski: Przeszło trzy razy mniej niż Niemcy.)

    Ale na przykład, panie pośle, półtora raza więcej w stosunku do możliwego poziomu sprzedaży niż Hiszpania, która przy uwzględnieniu kryteriów ludnościowych jest państwem o tej samej liczebności społeczeństwa.

    (Poseł Gabriel Janowski: Bo byli frajerzy. Dzisiaj żałują, tak samo jak Grecja. Irlandia ma 6 mld litrów.)

    Niech pan do mnie nie krzyczy, kiedy mówię. Ja nie krzyczałem, bez względu na to, co pan tutaj wygadywał. (Oklaski)

    (Poseł Gabriel Janowski: Ale ja do pana mowię teraz, bo pan ze mną prowadził dialog, odzywał się, więc odpowiedziałem.)

    W porządku. A więc proszę uwzględnić zasady prawne, wedle których się to określa. Ale ja chcę zapytać o jedno. Co państwa niepokoi w 8,5 mld ton, skoro to jest o 1 mld 100 mln ton więcej niż szacunkowa wielkość sprzedaży hurtowej?

    (Poseł Gabriel Janowski: Panie ministrze, to są miliony, nie miliardy. Pan myli jednostki.)

    Mówię o miliardach ton...

    (Poseł Gabriel Janowski: Nie, o milionach.)

    O milionach ton, o miliardach litrów. Mówię o milionach ton. Co państwa niepokoi w tych 8,5 mln ton, jeżeli to jest znacznie wyżej niż realnie wynosząca sprzedaż hurtowa; nawet uwzględniając, że będzie rosła wielkość sprzedaży hurtowej? Bo argumentowaliśmy w Kopenhadze...

    (Poseł Krzysztof Filipek: Panie ministrze, nie chciałbym wchodzić...

    ...że przewidujemy, iż będzie rosła wielkość sprzedaży hurtowej, ponieważ będzie się zwiększała produkcja mleka, a ponadto będzie ograniczanie tzw. konsumpcji na potrzeby własne. Otóż jest tu bardzo wysoki zapas uwzględniający dynamikę produkcji i sprzedaży hurtowej mleka w naszym kraju. I to jest istotne; i to zostało zagwarantowane.

    (Poseł Krzysztof Filipek: Panie ministrze, chciałbym powiedzieć tylko jedno...)

    Jeżeli porównać warunki członkostwa wynegocjowane przez nasz kraj z innymi, to porównujmy uczciwie cały zestaw tych warunków, we wszystkich obszarach negocjacyjnych, i dokonujmy choćby w miarę przyzwoitego i rzetelnego, i uczciwego bilansu. Oczywiście zawsze można wskazać gdzieś jakiś przykład czegoś tam dotyczący. Ale proszę spojrzeć na to całościowo. W debacie o warunkach naszego przystąpienia do Unii Europejskiej podawałem państwu liczne przykłady z obszaru spraw rolnych. Pamiętam, jak to mówiłem. Na 15 przypadków uwzględnionych w tabelach, obejmujących rozmaite produkty, problemy, sposoby wsparcia itd., w ośmiu wynegocjowaliśmy najlepsze warunki w stosunku do tego, z czym wyszliśmy na starcie negocjacji, w siedmiu przypadkach wynegocjowaliśmy warunki nie gorsze niż inni; średnio na poziomie innych. W jednym przypadku wynegocjowaliśmy warunki gorsze; chodzi o izoglukozę. Ale z kolei w tym wypadku wynegocjowaliśmy warunki gorsze, bo wynegocjowaliśmy jedne z najlepszych, jeśli chodzi o kwotę cukru produkowanego z buraków, na poziomie 96% tego, z czym wystąpiliśmy. A więc proszę o rzetelność; dlatego że można powiedzieć część prawdy, która się złoży w obrazie ogólnym niestety na obraz całkowicie nieprawdziwy.

    Pan poseł Stasiewski pytał o wizy w Stanach Zjednoczonych. Już na ten temat mówiłem.

    Pan poseł Stec pytał o wyniki ekonomizacji, o sugestie dotyczące specjalnej nagrody. Proszę państwa, trudno jest mi mówić o bardzo konkretnych wynikach tego, że 8 czy 9 miesięcy temu w podobnej debacie mówiłem o tej koncepcji, że pół roku temu na konferencji ambasadorów polskich z całego świata mówiliśmy o tym bardzo wiele; połowa czasu tej konferencji była poświęcona problematyce gospodarczej. Te wyniki muszą przychodzić z czasem. Chodzi o motywowanie, o większe zaangażowanie, o wyposażanie w odpowiednią wiedzę, chociażby z wyniku kontaktu z ludźmi odpowiedzialnymi za prowadzenie w naszym kraju polityki gospodarczej, polityki finansowej, monetarnej, robienie biznesu itd.To zadanie nie tylko będzie kontynuowane, ale musi być ono kontynuowane w jeszcze większym wymiarze. Bo chociaż ktoś tu przestrzegał przed kupczeniem i sprowadzaniem polityki zagranicznej wyłącznie do wymiaru ekonomicznego, co oczywiście generalnie jest tezą słuszną, to jednak prawdą jest, że w przypadku większości naszych stosunków z naszymi partnerami na świecie problematyka gospodarcza ma dominujące znaczenie, ma wręcz większe znaczenie niż inna. A ze względu m.in. na to, co tu wielu mówców podnosiło, na utrzymujący się od dłuższego czasu deficyt w obrotach z zagranicą, w tym deficyt handlowy, jest to oczywiście jedno z podstawowych zadań. Żeby polska gospodarka się rozwijała, musi natrafić albo na większy popyt wewnętrzny, albo na większy popyt zewnętrzny, musi mieć zdolność do zwiększonego eksportu. I to oczywiście wyznacza zadanie także dla polskiej służby zagranicznej.

    Jak przyjęto moją propozycję dotyczącą kontroli imigracyjnej w Polsce? Z wyraźnym zainteresowaniem. Przepraszam, już nie pamiętam, czy państwu powiedziałem, że 3, 4 lutego w Warszawie odbędą się pierwsze od wielu lat konsultacje konsularne między Polską i Stanami Zjednoczonymi i w trakcie tych konsultacji wszystkie sprawy, o których tutaj była mowa, będą szczegółowo przedyskutowane.

    Pan poseł Stryjewski pyta, czy otrzymałem od Ojca Świętego upoważnienie do podpierania się jego słowami. Imiennego nie, ale rozumiem, że Ojciec Święty z całą powagą wypowiada swoje słowa, i myślę, że pan poseł Stryjewski w to nie wątpi; a tym samym te słowa i te tezy stają się własnością publiczną i każdy może się do nich odwołać. Ja nie interpretowałem, podziękowałem jedynie Ojcu Świętemu za popieranie naszego dążenia do Unii Europejskiej. Jak inaczej należy zrozumieć słowa wypowiedziane m.in. w Krakowie, w trakcie pożegnania, kiedy Ojciec Święty wyrażał nadzieję, że Polska znajdzie należne jej miejsce w strukturach europejskich? Trzeba mieć wiele złej woli, żeby inaczej to interpretować.

    Dlaczego nie występujemy do Unii o deklarację dotyczącą poszanowania dekalogu itd.? Już na ten temat się wypowiedziałem.

    Jak MSZ przeciwstawiał się kłamstwom żydowskim, niemieckim, ukraińskim na temat Polaków? Po pierwsze, oczywiście w świecie funkcjonuje wiele negatywnych stereotypów - wśród Polaków o innych narodach, wśród innych narodów o Polakach. Nie jest łatwo walczyć z tymi stereotypami. Dotyczą one nie tylko wymienionych tu narodów czy narodowości, lecz także wielu innych społeczeństw. Staramy się w ramach dialogu, promocji, a także czasami poprzez interwencje reagować zwłaszcza na wszystkie publiczne przejawy krzywdzącego Polaków opiniowania, osądzania, wypowiadania się itd. Jesteśmy szczególnie zainteresowani tym, żeby m.in. Polonia na to reagowała. Przy czym niekoniecznie przy pomocy uchwał, których czasami ci, którzy wygłaszają stereotypowe, negatywne, krytyczne opinie o Polakach, niewiele przyjmują, ale np. przez interwencję w środkach masowego przekazu, które upowszechniają tego typu, czasami kłamliwe czy obelżywe, opinie i wypowiedzi. I są znane przypadki tego, np. w Kanadzie, gdy ostra reakcja polonusów, Polaków, naszych rodaków, wobec jednej z gazet publikującej teksty, w których pisano o polskich obozach koncentracyjnych, doprowadziła do przeprosin i zaniechania w sposób jednoznaczny i konsekwentny takiej praktyki. A więc jest to dzieło dla nas wszystkich.

    Sprawa cmentarza lwowskiego. Oczywiście z wielkim rozczarowaniem stwierdzamy, że do tej pory nie powstały warunki do oficjalnego otwarcia tego cmentarza, ale jednocześnie mamy świadomość i wszyscy powinniśmy to sobie uzmysłowić, że ten cmentarz został odremontowany i stanowi dzisiaj godne miejsce pochówku Orląt Lwowskich.

    Jak wspieraliśmy Polaków na Wschodzie, którzy utracili mienie? Mówiąc szczerze, nie wiem o co tutaj chodzi, czy o tych Polaków, którzy repatriowali się, tracąc mienie na Wschodzie. To jest problem m. in. tzw. umów republikańskich i mienia zaburzańskiego, problem zbyt szeroki, żebym go w tej chwili bardzo szczegółowo omawiał.

    Dlaczego nie domagamy się zwrotu Królewca? Gratuluję panu wyobraźni, panie pośle, jest pan dowodem tego, że wyobraźnia ludzka jest niczym nieograniczona. Ale muszę powiedzieć, że ponieważ mnie tak jak panu wyobraźni trochę brakuje, to do kanonu polskiej polityki zagranicznej tego postulatu nie wprowadzę, pamiętając m. in. o tym, że w interesie naszego państwa, jak żadnego innego w Europie, leży pełny respekt dla zasady nienaruszalności powojennych granic, ponieważ kto jak kto, ale podważenie tej zasady może doprowadzić do tego, że to Polska poniosłaby największe straty.

    Wreszcie pan poseł Stanibuła - chłodne stosunki gospodarcze z Ukrainą, czy przewidujemy ożywienie współpracy przygranicznej, czy mamy program wsparcia tej współpracy, czy mamy konkretne programy... przepraszam, to są te sprawy związane z Ukrainą. Nie jesteśmy usatysfakcjonowani poziomem intensywności tej współpracy gospodarczej, ale jednocześnie dostrzegamy, że ma ona jednak spory wymiar i niezłą dynamikę. Oczywiście jesteśmy bardzo zainteresowani, jestem zdania, że wszystkie instytucje publiczne starają się w miarę swoich umiejętności i możliwości wspierać rozmaite formy współpracy przygranicznej i w ramach euroregionów, i rozmaitych porozumień lokalnych itd. Ukraina byłaby jeszcze bardziej interesującym partnerem gospodarczym, gdyby była tam większa przejrzystość prawa, praktyki gospodarczej, gdyby był większy stopień przyjazności wobec zagraniczych inwestycji itd. Kiedy mówimy o wiarygodności inwestycyjnej państw i wiarygodności ich jako partnerów w prowadzeniu interesów gospodarczych, to oczywiście powinniśmy pamiętać o czymś, co jest wielką plagą Ukrainy i co niestety w ostatnich latach stało się wielką plagą Polski - o korupcji. To odstrasza ludzi, to odstrasza inwestorów, to odstrasza biznes od robienia interesów i to jest coś, nad czym wszyscy powinni się poważnie zastanowić zarówno na Ukrainie, jak i w naszym kraju.

    Czy mamy konkretne programy rozwojowe związane z inwestycjami amerykańskimi w zakresie nowoczesnych technologii itd.? Dwa tygodnie temu rząd, dyskutując na posiedzeniu o problemach offsetu, sformułował publicznie swoje stanowisko, które było wstępnie zaprezentowane przez prezydenta Kwaśniewskiego i przeze mnie w Waszyngtonie, i z tym stanowiskiem premier Leszek Miller w najbliższych dniach jedzie do Waszyngtonu. Chcemy jak najwięcej inwestycji i wspólnych projektów inwestycyjnych, a także związanych z zamówieniami nie tylko na polskie towary, ale także na usługi w tych obszarach, które decydują o nowoczesności gospodarki, i w tych, które mogą przyczynić się do modernizacji struktury naszej gospodarki. W okresie kilkunastu lat transformacji ekonomicznej dokonaliśmy wielkich zmian, które jedni określają jako złodziejstwo, drudzy jako ważny postęp, niemniej co do jednego musimy się zgodzić - nie udało nam się zmienić struktury naszej gospodarki, pozostaje ona tradycyjna i w polskiej gospodarce nie doszło do zaimplantowania tego, z czego rozwijały się sektory nowoczesnych technologii, badania, które mają zastosowania we współczesnej gospodarce itd. To wszystko, co się wiąże z pojęciem informatyki, komunikacji, to wszystko, co się wiąże z nowoczesnością w zakresie np. biotechnologii, to wszystko, co się wiąże z nowoczesnością w obszarze zrównoważonego rozwoju, a więc także z ochroną środowiska itd., to powinny być pola, na których będziemy oczekiwali współpracy ze Stanami Zjednoczonymi w ramach offsetu. To jest przesłanie, z jakim premier jedzie do Stanów, z jakim chce się spotkać z biznesem amerykańskim w Kalifornii, wybranym nieprzypadkowo, dlatego że chcemy mieć kontakt z najnowocześniejszym biznesem amerykańskim, nie z hodowcami trzody chlewnej, ale z tymi, którzy specjalizują się w tych supernowoczesnych obszarach technicznych i technologicznych.

    Czy program polonijny dotyczy Polonii w Niemczech? Dotyczy wszystkich Polaków za granicą.

    Pan poseł Suski - na czym polega odrębność naszej polityki wobec Białorusi? Kto akceptuje ją na Zachodzie? Myślę, że wielokrotnie już się na ten temat wypowiadałem, także dzisiaj ta polityka po prostu spotyka się ze zrozumieniem. Nie słyszałem o protestach wobec faktu, że nieco inaczej kształtujemy praktykę naszych kontaktów codziennych, przy czym zawsze podkreślamy, i to jest zrozumiane, że ta nasza praktyka nie prowadzi do stworzenia chociażby pozorów akceptacji tej sytuacji politycznej na Białorusi, jaka tam ma miejsce. I nie odnosiłbym się z lekceważeniem do naszego sąsiada, ponieważ po prostu powinno nam właśnie starczać wyobraźni do myślenia na wiele lat do przodu. Tacy czy inni prezydenci, szefowie rządów, naczelnicy, dyktatorzy itd. bywają, odchodzą, zmieniają się, państwa i narody pozostają i w związku z tym trzeba w tej perspektywie budować koncepcję stosunków z tymi państwami narodami.

    Polacy na Wschodzie - na ten temat też już się wypowiadałem.

    Pan poseł Dulias - jak oceniam efekty ostatnich kilkunastu lat na tle nędzy, czy to sukces, czy... Rozumiem, że pytanie nie dotyczy debaty o polityce zagranicznej. Jaka jest wizja Polski, nie eksportujemy żywności ale importujemy. Nieprawda, na ten temat też już się wypowiadałem, wprost zwiększamy eksport naszej żywności, chociaż powinniśmy sobie zdawać sprawę z tego, że dzisiaj nie ma perspektywy dla nieograniczonego wzrostu eksportu żywności produktów żywnościowych, zwłaszcza żywności słabo przetworzonej, dlatego że na całym świecie występuje ogromny wzrost produkcji takich chociażby towarów, jak mięso, zboża czy rozmaite inne produkty roślinne. Rozwinięto tę produkcję na niespotykaną wcześniej skalę w wielu państwach rozwijających się i to są wielcy i tani dostawcy tych produktów. Państwa europejskie nie są w stanie wręcz konkurować z punktu widzenia poziomu kosztów wytwarzania tych towarów na rynkach międzynarodowych. Chyba wspominałem kiedyś państwu, rozmawiałem w swoim czasie z moim partnerem z Brazylii, ministrem spraw zagranicznych, który z zainteresowaniem stwierdził, że podobnie jak ja jest prawnikiem i rolnikiem. Tylko jak porównaliśmy się jako rolnicy, okazało się, że ja mam gospodarstwo 20-hektarowe, a on gospodarstwo o powierzchni 5 tys. ha. I przyznał mi się do pewnego kłopotu, mianowicie dobry biznes robi się na produkcji soi, ale on ma za małe gospodarstwo do produkcji soi, ponieważ nie opłaca się jej produkować na obszarze mniejszym niż 10 tys. ha, bo dopiero przy takiej skali można na tyle obniżyć koszty jednostkowe, że można konkurować z soją amerykańską i chińską na rynkach międzynarodowych. W takich kategoriach myśli się o tym, jaka jest konkurencja na świecie, jakie są także zdolności eksportowe. Oczywiście jeżeli potrafilibyśmy naszą żywność w wysokim stopniu przetwarzać, oferować atrakcyjne produkty przetworzone, to, czego dowodzi słusznie przypominany tutaj przykład Francji, szansa jest. Francja jest największym eksporterem przetworzonych produktów żywnościowych na świecie i dochody z tego eksportu stanowią bardzo poważną część dochodów eksportowych Francji w ogóle, więc ten przykład wskazuje na to. Tak, tylko że np. trzeba móc produkować wina francuskiej jakości, na które jest zapotrzebowanie na całym świecie, trzeba mieć renomę państwa produkującego nie tylko bardzo smaczny i wielce szacowny oscypek, ale jeszcze 2 tysiące innych gatunków sera i parę innych rzeczy. Ja trochę żartuję, żeby tylko uzmysłowić, że to nie jest taka prosta sprawa, na to składają się stulecia tradycji. Niemniej oczywiście szansa w eksporcie wyrobów przetworzonych jest, ale trzeba to tak właśnie widzieć i rozumieć.

    Lata 2003-2004 - jak przeżyjemy bez środków unijnych? Cieszę się, że pan poseł dostrzega znaczenie środków unijnych dla funkcjonowania naszej gospodarki. Nie będzie tak źle. Programy przedakcesyjne funkcjonują i to na niezłym poziomie, mniej więcej rzędu miliarda euro rocznie, i będą kontynuowane w tym roku, a w przyszłym roku pomoc dla nas jako członka Unii Europejskiej jest naliczana od początku 2004 r. Nie jest tylko jeszcze rozstrzygnięta kwestia tego, czy niektóre elementy tej pomocy będziemy uzyskiwali przed formalnym nabyciem członkostwa. Niemniej to, co się należy w skali całego 2004 r., mimo że członkiem będziemy po upływie pierwszych 4 miesięcy tego roku, Polska otrzyma.

    Pan poseł Filipek pytał właśnie o tę kwotę mleczną, plon referencyjny itd. Wypowiedziałem się na ten temat.

    Pan poseł Grzesik, mówiąc o swojej wizycie w Chinach i silnym wrażeniu, mówił też o naszym deficycie. Pytał, co chcemy zrobić w Azji Wschodniej czy Azji Południowo-Wschodniej, jakie są tutaj kierunki działań, jaka ich intensywność, co robimy dla poprawy wizerunku Chin w Polsce, dlaczego tak mało miejsca poświęciłem temu w swojej wypowiedzi, jakie wizyty są składane. Poświęciłem Chinom tyle miejsca, ile mogłem poświęcić jednemu ze stu kilkudziesięciu państw, z którymi utrzymujemy stosunki, chociaż wyraźnie wymieniłem Chiny jako ważnego partnera gospodarczego. Przypisujemy temu partnerstwu i tej współpracy bardzo duże znaczenie - bardzo duże znaczenie. Ale sam pan poseł Grzesik mówił z uznaniem o tym, że Chiny to jest kraj, w którym wartość rocznych inwestycji zagranicznych przekracza 50 mld dolarów. Na tym m.in. polega robienie interesów z Chinami. Tam się przynosi pieniądze, a jeśli ktoś nie może przynieść pieniędzy, to jest po prostu słabszym partnerem i przegrywa w konkurencji z tymi, którzy mogą przynieść pieniądze. I to jest obiektywny fakt nakazujący ocenić naszą pozycję startową jako mniej dogodną czy gorszą od pozycji naszej konkurencji. Ale jednocześnie chcę powiedzieć, że przyczyny leżą także po naszej stronie. Za taką przyczynę uważam utrzymującą się przez wiele lat niezwykle słabą obecność naszej reprezentacji dyplomatycznej, tej dyplomacji odpowiadającej za sprawy ekonomiczne. Ponieważ nie mam na to bezpośredniego wpływu, podjąłem wraz z dyrektorem generalnym z ministerstwa w ubiegłym roku decyzję o wysłaniu dwóch dodatkowych dyplomatów na etatach MSZ, którzy są odpowiedzialni wyłącznie za rozwój współpracy gospodarczej z Chinami. Na tyle było MSZ stać. Mam świadomość, że jest to zdecydowanie za mało. Szwedzka instytucja, organizacja promocji eksportu tego państwa, utrzymuje w Chinach 4 stałe przedstawicielstwa zatrudniające bodajże 28 stałych pracowników. I to jest jedna z informacji pokazujących, co wpływa na zdolności marketingowe i zdolność robienia interesów w tym kraju. Tak więc nie tylko nie lekceważymy - oczywiście doceniamy.

    Jakie wizyty. W ubiegłym roku w Polsce miały miejsce trzy chińskie wizyty na szczeblu wicepremierów lub na szczeblu porównywalnym. To jest pewne novum, dlatego że w ostatnich latach utrzymywał się bardzo wyraźny dysparytet, jeśli chodzi o wizyty polityczne na wysokim szczeblu. Jednym z efektów tych wizyt były pewne kontrakty, które tutaj zawarto, czy zamówienia chińskie. Ich skala była niewystarczająca, mam tego świadomość, niemniej miało to miejsce. Przy okazji odniosę się do sprawy tak chętnie krytykowanej w prasie i w dzisiejszej debacie polskiej wystawy gospodarczej w Pekinie - tylko jedna polska firma, KGHM, zawarła kontrakty opiewające na kilkadziesiąt milionów dolarów plus porozumienie z chińskim partnerem o wspólnych inwestycjach i działaniach na rynkach trzecich, co tej polskiej firmie może przynieść bardzo pokaźne dochody.

    Pan poseł Markowski pyta, czy w przypadku USA zachowamy prawo do systemu preferencji celnych po wejściu do Unii Europejskiej. Przyznam, że nie mogę zupełnie jednoznacznie odpowiedzieć, muszę to wyjaśnić, ale wedle mojego rozumienia tzw. GSP, czyli system ogólnych preferencji celnych, przysługuje krajom niezależnie od tego, do jakiej struktury gospodarczej należą. To dotyczy oceny ich własnego poziomu gospodarczego. Ta klauzula ogólnych preferencji celnych przyznawana jest Polsce od kilku lat, mówiąc nieco nieoficjalnie, trochę na wyrost, bo sami się nie zaliczamy do państw Trzeciego Świata, a te preferencje celne są przyznawane z założenia państwom rozwijającym się. A więc traktujemy decyzje Senatu amerykańskiego o kolejnym włączaniu do ustawy o handlu preferencji celnych dla Polski jako przyjazny gest w stosunkach polsko-amerykańskich. To mi daje podstawę do wyrażenia nadziei, że będą one nadal nam przysługiwały.

    W sprawozdaniu za 2002 r. mało informacji o działalności promocyjnej, co zrobiono dla promocji Wrocławia jako kandydata do organizacji Expo. Sam pan powiedział, że w tym sprawozdaniu jest mniej więcej pół strony o działalności promocyjnej. Jak na kilkunastostronicowe sprawozdanie to i tak sporo. Natomiast co zrobiono dla promocji Wrocławia. Otóż korzystam z tej okazji, żeby powiedzieć, że zrobiono, na miarę możliwości polskiej dyplomacji, niezwykle wiele i w związku z tym traktuję publiczną wypowiedź byłego prezydenta tego miasta próbującego obciążyć odpowiedzialnością za niepowodzenie kandydatury Wrocławia polską dyplomację za skandaliczną - po prostu skandaliczną. To jest rodzaj takiego skarżypyctwa, które ma prowadzić do uchylenia się od własnej odpowiedzialności za niepowodzenia. Nie chcę w tej chwili analizować przyczyn tego niepowodzenia. Zawsze wyznaję zasadę, że przede wszystkim trzeba zastanowić się nad tym, co samemu się zrobiło, a czego się nie zrobiło. Polskie ambasady zostały w tym zakresie jeszcze wczesną wiosną czy w początkowym okresie ubiegłego roku, a więc natychmiast po tym, jak rząd podjął oficjalną decyzję o wsparciu kandydatury Wrocławia, zobowiązane do promocji tej kandydatury i zabiegania o poparcie. I robiły to, co mogły, ale, jak państwo posłowie w związku z wynikiem głosowania w Monako sami rozumieją, nieco inne względy decydowały o tym, kto jakiego kandydata poparł. I tutaj zabiegi dyplomatyczne nie miały, jak się okazuje, istotnego znaczenia. Trzeba było użyć innej argumentacji - samemu zaprezentować inną argumentację.

    Czy inicjatywa olimpiady w Polsce ma charakter rządowy. Ja nie słyszałem o takiej inicjatywie, rząd się tym w każdym razie nie zajmował.

    Pan poseł Polański pyta, jakie zmiany należałoby przeprowadzić na placówkach, by w większym stopniu odpowiadały za wyniki eksportu. No cóż, wydaje mi się, że jednak idea integracji służby zagranicznej jest z tego punktu widzenia czynnikiem nieobojętnym.

    Jaki procent stanowią osoby odpowiedzialne na placówkach za kwestie gospodarcze. Nie potrafię tego określić procentowo, ale jest to znaczący udział.

    Jakie środki MZS ma na promocję gospodarki. Jeśli chodzi o promocję gospodarki, to w zasadzie zerowe, bo mamy środki na promocję ogólną, na promocję kultury. Oczywiście przy okazji rozmaitych przedsięwzięć promocyjnych robimy to także na rzecz polskiej gospodarki, ale środki na promocję gospodarczą są w gestii ministra gospodarki, a w przyszłości zapewne będą w gestii agencji do spraw promocji polskiej gospodarki.

    Pan poseł Woś pyta, dlaczego neguję demokratyczny wybór KPA. Już się wypowiedziałem. No i tutaj właśnie było to kłamstwo na temat spotkań ze środowiskami żydowskimi, a nie z Polonią.

    Irak - jakie interesy mamy w tym przypadku. Już się wypowiedziałem.

    Z czyjego upoważnienia zadeklarowałem nasze stanowisko. Otóż takie jest polskie stanowisko deklarowane od wielu, wielu miesięcy w tej sprawie.

    Pan poseł Dutka pyta, co robimy, by obce konsulaty lepiej traktowały Polaków. Zwracamy uwagę ambasadorom, jeżeli czasami są chroniczne kolejki przed tymi konsulatami itd. Ale tutaj często skuteczność interwencji jest dosyć ograniczona, bo słyszymy np., że jest tak bardzo wielu interesantów, iż to jest nieuchronne. W niektórych przypadkach zapewne tak jest. Co prawda nie ukrywam także swojego krytycznego stosunku do tego, w jakich warunkach ludzie często czekają na przyjęcie, a więc do tego, że często muszą stać na ulicy itd. Niektóre kraje wyciągnęły z tego wnioski. Jakże zmieniła się m.in. infrastruktura ambasady kanadyjskiej - jeszcze kilka czy kilkanaście miesięcy temu ludzie stali na ulicy, a w tej chwili jest to rozwiązane, jak mi się wydaje, inaczej.

    Stosunek do Tajwanu i plany. Stosunek jest jasny. W naszym przekonaniu Tajwan jest częścią Chin i nie utrzymujemy z tym krajem, podobnie jak 99% innych państw świata, stosunków dyplomatycznych. Natomiast, tak jak z wieloma innymi partnerami, utrzymujemy stosunki gospodarcze.

    Kolejne pytanie też dotyczyło Iraku.

    Następne - jakie wymagania stawia się kadrom. Już na to odpowiedziałem.

    Kto upoważnił negocjatorów do określania ziem zachodnich jako ziem należących dawniej do Niemiec. To jest kłamstwo i tyle mogę na ten temat powiedzieć.

    Następnie pan poseł Kuropatwiński: Unia, jakie zyski i jakie straty. Przepraszam, ale na to nie odpowiem, bo temu były poświęcone dwie długie, kilkunastogodzinne debaty sejmowe. Szanujmy samych siebie. Powiedziano na ten temat wystarczająco wiele, będzie też wiele wypowiedzi w okresie najbliższych kilku miesięcy. Rozumiem, że niektórych i tak się nie przekona, bez względu na to, co by tutaj powiedziano na ten temat.

    Jaka jest pewność, że Polacy nie stracą własności na ziemiach zachodnich? Już się do tego odnosiłem i będzie dalsza wypowiedź.

    Czy bezrobotni dostaną wyższe zasiłki? Jak polski budżet będzie na to stać, to dostaną; bardzo bym chciał, żeby to było możliwe. Jak rozumiem, to zależy przede wszystkim od rozwoju gospodarczego naszego państwa, ponieważ on by się podwójnie przyczynił do ułatwienia sytuacji bezrobotnych. Po pierwsze byłoby ich mniej, a po drugie, można byłoby większe niż dzisiaj środki dzielić między mniejszą liczbę bezrobotnych, tym samym wsparcie publiczne byłoby wyższe. Natomiast członkostwo w Unii Europejskiej z tego punktu widzenia jest czynnikiem obojętnym i nie ma żadnego związku z pomocą udzielaną przez każde państwo w ramach jego własnych możliwości, przeznaczaną na rozwiązywanie kwestii bezrobocia.

    Czy można renegocjować ustalenia z Unią Europejską? W tej chwili nie. Po to się negocjuje i po to się przyjmuje jakieś ustalenia, żeby one obowiązywały. Jest takie powiedzenie: ˝słowo się rzekło, kobyłka u płota˝ i ono obowiązuje w nieco bardziej mądrze wypowiedzianej formule: pacta sunt servanta, w stosunkach międzynarodowych. Jak coś uzgodniliśmy, to teraz oczywiście możemy nie podpisać traktatu akcesyjnego bądź możemy nie dokonać ratyfikacji, natomiast negocjacje zostały zakończone.

    Pan poseł Dolniak pyta, dlaczego polityka zagraniczna zdominowana jest przez kontakty z Europą i Stanami Zjednoczonymi. Ta opinia jest i prawdziwa, i nieprawdziwa. Prawdą jest, że stosunki europejskie i polsko-amerykańskie są niezwykle ważne w naszej polityce zagranicznej i naprawdę trudno mi jest zrozumieć, jak można nie rozumieć przyczyn tego stanu rzeczy. Jesteśmy państwem położonym w Europie, z państwami Unii Europejskiej wiąże nas ponad 2/3 obrotów handlowych, Polacy mają całą masę spraw, interesów wiążących ich z Europą. Relacje ze Stanami Zjednoczonymi, zarówno ze względu na historię, Polonię i problemy naszego bezpieczeństwa, też wydają się zupełnie oczywiste, gdy chodzi o ich rangę. Natomiast jest to o tyle nieprawda, że - starałem się to zademonstrować w dzisiejszym wystąpieniu - przywiązujemy nie tylko coraz większe znaczenie do współpracy z państwami pozaeuropejskimi, z innymi regionami, ale i dajemy na to wiele potwierdzeń. Świadczyły o tym chociażby ubiegłoroczne kontakty, wizyty itd. Sam byłem w ubiegłym roku dwukrotnie w Azji. W tym roku, kiedy właśnie można ze względu na zakończenie intensywnych prac związanych z negocjacjami europejskimi poświęcić więcej czasu na kontakty pozaeuropejskie, planuję bardzo ważne wizyty w Azji, w Ameryce Łacińskiej, także w Australii i Nowej Zelandii, bo nareszcie powstały do tego warunki w ramach obowiązków. To będzie praktyczne potwierdzenie naszego autentycznego zainteresowania rozwojem współpracy z tymi regionami.

    Pan poseł Dolniak pytał również o Chiny. Już się na ten temat wypowiadałem.

    Pani posłanka Nowak pytała o Grupę Wyszehradzką, co robię dla umacniania Grupy Wyszehradzkiej na arenie międzynarodowej, czy przyjęta będzie Litwa. Do tej pory Grupa Wyszehradzka stała na stanowisku, że nie zostaje poszerzana, natomiast jest otwarta na specjalne formy współpracy z poszczególnymi partnerami, którzy taką współpracą są zainteresowani. Może to oczywiście - w moim przekonaniu nawet powinno - obejmować Litwę. To zależy także od zainteresowania samej Litwy.

    Co robimy dla umocnienia Grupy Wyszehradzkiej na arenie międzynarodowej? Wydaje mi się, że ubiegłoroczne inicjatywy moje, premiera, związane z wdrożeniem procesu konsultacji w grupie 10 państw kandydujących do Unii Europejskiej, ale przede wszystkim w Grupie Wyszehradzkiej, przyczyniły się do wzrostu znaczenia tej współpracy, przynajmniej na arenie europejskiej. Nasza formuła współpracy Wyszehrad- Beneluks również jest z tego punktu widzenia niezwykle ważna. Gdy raz współpraca wyszehradzka uległa w ubiegłym roku pewnemu zakłóceniu w wyniku sporu węgiersko-czeskiego i węgiersko-słowackiego, a w najmniejszym stopniu Polska nie przyczyniła się do tego zjawiska, właśnie z inicjatywy polskiej doszło do załagodzenia tego sporu i wznowienia tej współpracy.

    Obecnie na przykład zaproponowałem już moim partnerom szybkie konsultacje w ramach Grupy Wyszehradzkiej dotyczące kwestii rozpatrywanych przez Konwent Europejski. Tak że bardzo poważnie traktujemy tę formę współpracy.

    Polacy na Wschodzie. Już się wypowiadałem na ten temat.

    Dlaczego w negocjacjach z Unią nie poruszono tych kwestii moralnych? Już się wypowiedziałem na ten temat.

    Pan poseł Samborski: wizy na Wschodzie. Liczymy na to, że Ukraina ich nie wprowadzi. Czy możemy w tym względzie zastosować jakieś szczególne ułatwienia dla Polaków? Niestety, jak już mówiłem, prawdą jest, że z punktu widzenia prawnego różnicowanie ze względu na narodowość jest niemożliwe, ale prowadzimy, kontynuujemy pewne analizy prawne, poszukując tu jakichś możliwości.

    Pan poseł Maniura: Środkowy Wschód i Daleki Wschód; co stoi na przeszkodzie rozwoju współpracy gospodarczej? Częściowo już się na ten temat wypowiedziałem, ale chcę powiedzieć, że odnotowujemy wzrost współpracy gospodarczej z niektórymi państwami tego regionu. Dobrym przykładem jest Malezja, ale nie wyłącznie. Myślę, że także nasza współpraca z Singapurem, który odwiedziłem w ubiegłym roku i dokąd wybiera się niedługo premier, ma duże perspektywy. Postanowiliśmy posłać tam naszego ambasadora. Wpółpraca z niektórymi krajami Azji Środkowej, Azji Centralnej, w tym zwłaszcza z Kazachstanem, również rozwija się interesująco i ma spore perspektywy. Tak więc bardzo wyraźnie doceniamy państwa rozmaitych części, rozmaitych regionów Azji.

    Kolejne pytanie dotyczyło inwestycji zagranicznych. Wypowiadałem się już na ten temat.

    Kolejne pytanie dotyczyło wiz amerykańskich. Także wypowiadałem się już na ten temat.

    Ocena pionu gospodarczego w naszych ambasadach. Generalnie pozytywna. Powiedziałbym nawet, że poprawia się współpraca osób odpowiedzialnych za sprawy gospodarcze z pozostałymi pracownikami służby zagranicznej. Takie oceny docierają do mnie od ambasadorów. Mam jednak wrażenie, że powinniśmy jeszcze włożyć wiele wysiłku, aby nie tylko ta część polskiej służby zagranicznej, ale cała służba zagraniczna, jeśli chodzi o jej przygotowanie do reprezentowania interesów gospodarczych, była bardziej sprawna, bardziej profesjonalna i bardziej efektywna.

    Promocja Polski, nie jest najlepiej. Przypadkowe artykuły sponsorowane. Czy jest w rządzie ktoś, kto to wszystko koordynuje? To jest dobre pytanie, a dotyczy ono nie tylko ważnej kwestii, ale pewnego kłopotu, który rzeczywiście istnieje.

    Kilka miesięcy temu zaproponowałem utworzenie międzyresortowej czy ponadresortowej rady do spraw promocji, która byłaby organem koordynującym działania promocyjne naszego kraju za granicą. Na razie jeszcze decyzje nie zostały podjęte. Mam nadzieję, że będą. Podzielam bowiem pogląd, że koordynacja działalności promocyjnej powinna być traktowana jako rzecz wskazana, konieczna. Środki mamy ograniczone i to tym bardziej powinno nas zobowiązywać do efektywnego ich wydawania. Niezależnie jednak od rządu pewne problemy występujące w relacjach między resortami są zjawiskiem stałym. Nie chcę mówić o jakichś napięciach czy konfliktach, ale o tym, że rutyna i przyzwyczajenie do starych sytuacji są często silne. Rozmawiałem o tym właśnie z nowym ministrem gospodarki, pracy i polityki społecznej i mam nadzieję, że szybko dojdziemy do porozumienia w tym zakresie.

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Wydaje mi się, że nie tylko wyczerpałem pytania, ale także państwa, w jakimś stopniu i siebie, chociaż mam niezłe możliwości. Jeszcze raz więc dziękuję za tę debatę. Bardzo się cieszę, że się odbyła w styczniu, bo, jak mówił pan poseł Jaskiernia, to ma szczególny sens, aby debata, na podstawie której MSZ będzie mógł precyzyjnie formułować zadania dla naszych placówek zagranicznych w roku bieżącym, odbywała się na początku danego roku. Pod tym względem polska polityka zagraniczna nie jest kontynuacją praktyki dotychczasowej, lokującej tę debatę znacznie później w kalendarzu rocznych prac rządu i Sejmu. Dziękuję bardzo. (Oklaski)



Strona główna | International version | Biuletyn Informacji Publicznej | Wersja tekstowa
© 2002-2010 Ministerstwo Spraw Zagranicznych
Al. J. Ch. Szucha 23, 00-580 Warszawa tel. (+4822) 523 9000
Zaloguj się    
Ostatnia modyfikacja: 02.09.2010. CMS system zarządzania treściąagencja interaktywna: projektowanie stron WWW, cms, intranet, multimedia, aplikacje mobilne