Informacja Ministra Spraw Zagranicznych o podstawowych
kierunkach polityki zagranicznej Polski
4 kadencja, 67 posiedzenie,
2 dzień (21.01.2004)
Stenogram debaty
Wystąpienia klubów i kół poselskich oraz zapytania posłów
Poseł Jerzy
Jaskiernia:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Klub Parlamentarny Sojuszu Lewicy Demokratycznej
bardzo wnikliwie wsłuchiwał się w dzisiejsze wystąpienie ministra spraw zagranicznych
pana dr. Włodzimierza Cimoszewicza. W dniu wczorajszym na forum Komisji Spraw
Zagranicznych, której mam zaszczyt przewodniczyć, w wielogodzinnej, szczerej,
interesującej debacie posłowie mogli odnieść się zarówno do tego, co się zdarzyło
w 2003 r., jak i do głównych priorytetów polskiej polityki zagranicznej w
roku bieżącym.
Sądzę, że są dwie podstawowe obserwacje, które ten dialog niesie.
Po pierwsze, pomimo sporów, pomimo podziałów w naszym społeczeństwie i parlamencie,
polityka zagraniczna jest tym obszarem, gdzie udało się w podstawowych segmentach
wypracować ponadpartyjne podejście, ponadpartyjną zgodę. To bardzo ważne,
ponieważ uprawianie polityki zagranicznej w warunkach podziału społeczeństwa,
Izby, w warunkach konfliktu, gdy towarzyszą temu emocje, zawsze prowadzi do
straty dla polskiej racji stanu.
Po drugie, była to współpraca prezydenta Rzeczypospolitej, rządu Rzeczypospolitej
wspierana przez parlament Rzeczypospolitej. To bardzo istotne, że we wszystkich
podstawowych organach państwa, gdzie kreowana jest polityka zagraniczna, tego
typu współdziałanie miało miejsce.
Wysoka Izbo! Dwa podstawowe priorytety tej polityki to Unia Europejska, integracja
europejska z jednej strony, strategiczne partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi,
członkostwo w NATO - z drugiej strony. Niewątpliwie jest sukcesem rządu, jest
sukcesem Polski, jest sukcesem państwa polskiego to, że udało się zakończyć
negocjacje akcesyjne, że został podpisany traktat akcesyjny, że Polska wchodzi
do Unii Europejskiej na korzystnych zasadach. Pamiętamy referendum akcesyjne,
pamiętamy, ile dylematów, ile wątpliwości towarzyszyło temu aktowi woli narodowej.
Teraz jest rzeczą zasadniczą, i traktujemy to jako priorytet o wielkim znaczeniu,
aby te miesiące, które pozostały do 1 maja, wykorzystać w trosce o jakość
polskiego członkostwa w Unii Europejskiej. Zagrożenia są w tym zakresie znane
i opisane, były przedmiotem prac Komisji Europejskiej, były podnoszone na
forum Komisji Wspólnej RP i Unii Europejskiej. Chodzi o to, aby nie zmarnować
żadnego dnia, żadnej chwili, żadnej kwestii, aby okazało się, że w dniu 1
maja wkraczamy do Unii jako partner ważny, jako partner poważny, ale też jako
partner, który jasno formułuje swoje oczekiwania.
Było rzeczą niezwykle istotną, że w fundamentalnej kwestii traktatu nicejskiego
rząd zajął jasne, twarde stanowisko. Nie jest prawdą sugestia, którą nieraz
słyszymy, że to dopiero pod wpływem presji parlamentu, opozycji rząd usztywnił
się, rząd zaczął twardo bronić spraw polskich. Przypominam tutaj wielokrotne
wystąpienia i premiera Leszka Millera, i ministra Włodzimierza Cimoszewicza,
i Klubu Parlamentarnego SLD. Tu nie było wątpliwości - sprawa Nicei to nie
tylko kwestia symbolu, to kwestia tego, że społeczeństwo polskie zaakceptowało
integrację europejską, zaakceptowało członkostwo w Unii, znając rozstrzygnięcia
traktatu w Nicei. A więc nie jest to tylko kwestia zwykłej kalkulacji, nie
jest to kwestia zwykłej taktyki. To nie jest tylko kwestia naszego przekomarzania
się. To jest sprawa zasadnicza. Społeczeństwo polskie znało traktat z Nicei,
znało te warunki, społeczeństwo polskie wiedziało, na jakich warunkach wchodzimy.
Co więcej, społeczeństwo polskie ma prawo postawić pytanie, co się zdarzyło
w tym czasie, że Unia, kiedy jeszcze nie sprawdzono, jak traktat nicejski
zafunkcjonuje, kiedy jeszcze nie ma doświadczeń, w szczególności nie ma doświadczeń
negatywnych, miałaby się z tego systemu wycofywać. Stąd ta postawa, również
postawa Hiszpanii, która z jednej strony uniemożliwiła przyjęcie traktatu
konstytucyjnego, ale z drugiej strony pokazała, że Polska chce być twardym
negocjatorem, Polska chce być podmiotem w Unii, Polska chce słuchać, ale chce
być również słuchana. Polska nie chce wchodzić do Unii za wszelką cenę i nie
chce być w Unii na jakichkolwiek zasadach i Polska nie może pozwolić, aby
lekceważono nasze spojrzenie, które przecież nie jest symboliczne, bo chodzi
o system podejmowania decyzji. Chodzi o to, czy Unia będzie zdominowana przez
najsilniejsze państwa, czy też stworzy się możliwość, pole, przestrzeń dla
państw średnich po to, żeby szukać możliwości partnerskiego podejmowania decyzji.
Pozytywnie oceniamy ostatnie wysiłki pana ministra i w Berlinie, i w Paryżu,
aby ten dialog trwał. Byliśmy twardzi w Brukseli, to zostało odnotowane, pozycja
Polski jest znana, ale też nie powinno powstać w Europie wrażenie, że Polska
jest awanturnikiem, że Polska stosuje liberum veto, że Polska nie wczuwa się
w dialog, że Polska nie szuka rozwiązań. Stąd ten dialog jest potrzebny, dobrze,
żeby przyniósł rozstrzygnięcia jak najszybciej, ale nie kosztem polskiej racji
stanu. Byłoby rzeczą niedobrą, aby tak fundamentalne kwestie, jak kształt
Unii Europejskiej, jak kształt procesu decyzyjnego, przebiegały w cieniu jakichś
kalkulacji ekonomicznych, pod presją budżetową czy tym bardziej w warunkach
szantażu: jak będziecie twardzi, to czegoś nie dostaniecie, jak będziecie
twardzi, to wam pokażemy, że nie odrobiliście lekcji, że macie zaległości.
Oczywiście żadnych zaległości nie lekceważymy. Ważne, żeby wszystkie kwestie
zostały zrealizowane. Ostatni raport Komisji Europejskiej wskazał na takie
pola. To już nawet nie jest kwestia, na której pozycji jesteśmy wśród krajów
kandydujących, ale z drugiej strony nie może to rzutować na kwestie fundamentalne,
które muszą być rozstrzygane z punktu widzenia klarowności wizji Europy, jako
wizji Europy solidarnej, partnerskiej, jako wizji Europy, gdzie wszyscy, którzy
tworzą ten wielki projekt europejski, mają swoje znaczenie i mają swoje zdanie.
Wysoka Izbo! Strategiczne partnerstwo Polski ze Stanami Zjednoczonymi zostało
poddane w ubiegłym roku poważnemu testowi. To była wielka próba, kwestia iracka,
udział w operacji irackiej, udział w operacji stabilizacyjnej - to był wielki
test i trudny test, brzemienny w skutki test dla Polski, dla rządu polskiego,
dla tych wszystkich, którzy podejmowali tę decyzję. Dzisiaj z perspektywy
wiemy, że była to decyzja trafna, że w walce z terroryzmem nie może zabraknąć
konsekwencji, że jeśli mówimy ˝a˝, musimy powiedzieć ˝b˝, że nie może być
tak, że chcemy być partnerem strategicznym i nic z tego nie wynika, że chcemy
być sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, a wahamy się w pierwszej sytuacji próby.
Nigdy w przeszłości Polska nie miała tak dużego znaczenia. Fakt przekazania
nam dowództwa w jednej ze stref stabilizacyjnych jest pierwszym od wielu lat
sygnałem nowych możliwości Polski, nowej odpowiedzialności, nowej szansy i
nowych problemów, które się z tym wiążą. Pokazaliśmy, że stać nas i w sensie
militarnym, i odpowiedzialności, i logistycznym, i konceptualnym, i kadrowym
w sensie dowodzenia, że to nie był tylko gest symboliczny, pewnego rodzaju
zasłona dymna, tylko że było to poważne zaangażowanie się państwa polskiego.
Jesteśmy przekonani, że ten wysiłek Polski przeniesie się i przyniesie rezultaty
w zakresie stabilizacji Iraku, postępu procesów demokratycznych, w zakresie
zwiększenia poczucia bezpieczeństwa regionalnego, w zakresie zwiększenia skuteczności
walki z terroryzmem. Zarazem jednak chcielibyśmy większego zaangażowania Organizacji
Narodów Zjednoczonych, chcielibyśmy większego zaangażowania NATO. Sądzę, że
to stworzy możliwość stopniowego przekazywania odpowiedzialności również innym
partnerom sojuszu NATO. Jest rzeczą niezwykle istotną, aby te podziały wokół
Iraku, jakie powstały pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Niemcami, Francją, niektórymi
innymi państwami Unii Europejskiej, nie tworzyły trwałej szczeliny.
Wspólna polityka europejska, bezpieczeństwo europejskie to jest istotny cel,
ale przecież Polska musi definiować swoje bezpieczeństwo na twardym gruncie,
nie na fruwających piaskach. Ważne, by zwiększała się rola Organizacji Bezpieczeństwa
i Współpracy Europy. Mówił o tym pan minister Cimoszewicz w dzisiejszym wystąpieniu.
Trzeba szukać innych sposobów współpracy regionalnej, wzmacniać rolę Unii
Europejskiej, Unii Zachodnioeuropejskiej, ale w dniu dzisiejszym jest rzeczą
bezdyskusyjną, że NATO jest podstawowym gwarantem bezpieczeństwa Polski, że
silna Polska w silnym NATO to jest ta gwarancja, która w dniu dzisiejszym
jest podstawą polskiej racji stanu, fundamentem, na którym budujemy inne kalkulacje.
Stąd jest rzeczą niezwykle istotną, aby w sprawie Iraku zaangażowanie NATO
pokazało, że nie był to wysiłek indywidualny, partykularny, że społeczność
międzynarodowa w coraz większym zakresie bierze na siebie odpowiedzialność,
że dostrzegamy te uwarunkowania i je wspieramy.
Wysoka Izbo! Stany Zjednoczone są niezwykle ważnym państwem, naszym strategicznym
partnerem, stąd chcielibyśmy, aby ta polityka była w dalszym ciągu czytelna,
trwała, ale wieloaspektowa. I przecież tutaj nie ukrywamy pewnych problemów,
dotykał je również pan minister Cimoszewicz. Sprawa wiz obywateli polskich
to rzeczywiście jest element frustrujący. Sprawa dodatkowych wymogów na granicach
amerykańskich to jest czynnik frustrujący, zwłaszcza jeśli się weźmie pod
uwagę, że szereg państw i obywateli tych państw, mających znacznie gorsze
stosunki ze Stanami Zjednoczonym, nie jest objęta takimi restrykcjami. Naród
polski, społeczeństwo polskie - i popiera to Sojusz Lewicy Demokratycznej
- chciałoby widzieć partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi. To nie kwestia kalkulacji,
że skoro wnosimy wysiłek militarny i ekonomiczny, to coś się za to należy,
to nie w tych kategoriach. To w kategoriach pewnego oczekiwania gestu, pewnego
oczekiwania symbolu, że Polska, stając się tak ważnym partnerem i tak wiarygodnym
partnerem, i tak znaczącym partnerem nie może być traktowana w ramach podwójnego
standardu, że jest ważnym partnerem w kwestiach bezpieczeństwa, strategicznych,
a jest krajem powiedzmy sobie drugo- czy trzeciorzędnym, gdy przychodzi do
sposobu traktowania obywateli polskich.
Jesteśmy przeświadczeni, że wysiłki rządu, że najbliższa wizyta pana prezydenta
Aleksandra Kwaśniewskiego w Stanach Zjednoczonych staną się tutaj przełomem.
W środowisku parlamentarnym wielokrotnie ta sprawa była stawiana, ona jest
istotna, ona jest spektakularna, ona jest symbolicznie istotna. Oczywiście
ona jest złożona, my nie lekceważymy wszelakich uwarunkowań formalnych, instytucjonalnych
związanych z walką z terroryzmem, ale tutaj postęp powinien zostać osiągnięty.
Wysoka Izbo! Sądzę, że mocniej należy jeszcze zaakcentować to, czy realizowana
jest strategia ekonomizacji polskiej polityki zagranicznej. Pamiętamy, że
pan premier Leszek Miller w swoim exposé rządowym wyakcentował tę kwestię.
Wiemy z dzisiejszego wystąpienia pana ministra Cimoszewicza, że rząd zamierza
tutaj pójść na lepszą koordynację promocji polskiej gospodarki za granicą,
promocji polskich inwestorów za granicą, ale również pozyskiwania inwestycji
w Polsce. Tych spraw nie można oderwać od istoty polityki zagranicznej, nie
może być tak, że państwo ma świetną politykę zagraniczną, a umiarkowane sukcesy
gospodarcze. Przecież celem całej polityki i wewnętrznej, i zagranicznej jest
interes polskiego społeczeństwa, polskich obywateli. Czy ludziom się żyje
lepiej? Czy gospodarka się rozwija? Rozwija się, ale wymaga wsparcia. Ten
wzrost ponad 3,5% jest imponujący, jeżeli się weźmie pod uwagę to, co żeśmy
zastali w 2001 roku, po rządach prawicy. Ale przecież wiemy, że to wymaga
dalszej dynamiki, dalszych impulsów również w zakresie wsparcia w polityce
zagranicznej.
Stąd chcielibyśmy, panie ministrze, aby wszyscy ambasadorowie, wszystkie
nasze placówki - mówimy o tym na forum Komisji Spraw Zagranicznych, mówimy
o tym przy przesłuchiwaniu kandydatów na ambasadorów, mówimy to również z
tej wysokiej trybuny - aby wszyscy dyplomaci, całe Ministerstwo Spraw Zagranicznych
i inne agendy czuły się odpowiedzialne za realizację tego zasadniczego celu,
jakim jest dobrobyt polskiego społeczeństwa i szukanie sposobów, aby poprzez
politykę zagraniczną, poprzez handel zagraniczny, poprzez promocję polskich
interesów gospodarczych osiągnąć realny postęp. Czas skończyć przepychanki,
spory strukturalne, przekształcenia agencyjne, czas skończyć spory między
ministrem spraw zagranicznych a ministrem gospodarki, kto tutaj ma być nr
1, czas skończyć spory na placówkach, kto komu podlega, czas znaleźć system
efektywny, jednolity, który w sposób skuteczny będzie wspierał polską gospodarkę.
i sądzę, że to będzie jednym z kryteriów pomiarów. Pan minister powiedział,
że zostały wypracowane systemowe oceny placówek. Oczywiście one muszą uwzględniać
szereg innych elementów, ale wydaje się, że efektywność gospodarcza, skuteczność
w tym zakresie jest jednym z podstawowych kryteriów. Gdy obserwujemy ambasadorów
innych państw w Polsce i placówki, to oni na pierwszym miejscu stawiają gospodarkę.
Oni są w Warszawie po to, żeby promować swoją gospodarkę i jeśli tu mają sukcesy,
czują, że mają sukcesy; jeśli tu nie mają sukcesów, to wszystkie inne sukcesy
jak gdyby bledną, spadają na dalszy plan, bo przecież jakby uciekały od priorytetów.
Wysoka Izbo! Z zainteresowaniem wysłuchaliśmy tego fragmentu wystąpienia
pana ministra Cimoszewicza, gdy mówił o problemach współpracy europejskiej,
które wiążą się z faktem, że będziemy przewodniczyli w Grupie Wyszehradzkiej,
w Radzie Państw Morza Bałtyckiego, wreszcie w Radzie Europy. Jest to problem
bardzo istotny, nazywamy to potrzebą nowej architektury europejskiej. Tak
to jest, Wysoka Izbo, że na przestrzeni lat rozrastała się struktura organizacji
międzynarodowych. Najpierw Rada Europy, która w założeniu miała być organizacją
paneuropejską, a Zgromadzenie Parlamentarne miało być Parlamentem Europejskim,
później doszła Unia Europejska ze swoimi strukturami, później pojawiła się
Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, w podzielonej Europie,
zimnowojennej; nie ma zimnej wojny, pozostało OBWE. Jest jeszcze szereg innych
instancji: Inicjatywa Środkowoeuropejska, Rada Państw Morza Bałtyckiego. Czy
nie za wiele tych organizacji? Czy nie czas, żeby Polska, właśnie wykorzystując
przewodnictwo, nie postawiła problemu pewnej racjonalizacji struktur organizacji
europejskich? Spójrzmy na taki drobny przykład. Gdy odbywają się wybory, przyjeżdżają
misje obserwacyjne z Parlamentu Europejskiego, ze Zgromadzenia Parlamentarnego
Rady Europy, ze Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE; często są to ci sami parlamentarzyści,
którzy pod różnymi tytułami podróżują po Europie. Czy tego nie zracjonalizować,
czy nie szukać tu jakichś oszczędności? Czy fakt, że Polska na wiosnę przyszłego
roku będzie gospodarzem trzeciego szczytu Rady Europy - jak to zostało sformułowane
- nie powinien być okazją do szerszej refleksji? Czy w tym systemie coś można
zmienić? Przecież ten system kosztuje.
Jedną ze słabości naszej polityki zagranicznej jest to, że mamy zaległości
w organizacjach międzynarodowych, 100 mln zł, i to często w ważnych organizacjach.
To rzecz wstydliwa, że utrzymuje się stan tego typu, jeśli chcemy być partnerem.
Nie możemy być wielkim podmiotem międzynarodowym, jeśli nie stać nas na płacenie
składek tam, gdzie musimy to czynić. A więc wydaje się, że przy okazji faktu
naszego przewodnictwa poszukiwanie tutaj pewnej racjonalizacji powinno mieć
miejsce. Trzeba chociażby się zdecydować, co z Grupą Wyszehradzką w ramach
Unii Europejskiej. Ilekroć stawiamy to na forum Komisji Spraw Zagranicznych,
ciągle słyszymy tę samą odpowiedź: Szukamy rozwiązań, to są struktury, trzeba
to kontynuować. Przyjrzyjmy się, ile jest z tego efektów, ile jest tam zwykłego
podróżowania, niekończących się konferencji wszystkich kolejnych szczebli;
jaka jest tego efektywność. Czy nie pójść w takim kierunku, żeby te organizacje
się wyspecjalizowały? Jeżeli Rada Europy zajmuje się demokracją, prawami człowieka,
praworządnością, to może niech OBWE już robi coś innego. Albo inne struktury.
Czy musi być ten system dublowania się, nakładania się kosztów, rozrostu struktur,
olbrzymich struktur ambasadorów, kadr urzędniczych? Wydaje się, że ta sprawa
powinna być postawiona u progu XXI w. Swego czasu w Radzie Europy była komisja
mędrców - uczestniczyła w tym pani premier Hanna Suchocka. Nie udało się wówczas
osiągnąć realnego postępu. Może nasze przewodnictwo w Radzie Europy, w innych
organizacjach, będzie okazją, aby tę sprawę postawić.
Wysoka Izbo! Odnotowaliśmy w wystąpieniu pana ministra Cimoszewicza troskę
o sprawy polskiej mniejszości - to bardzo ważne - i na Litwie, i w Niemczech,
i w innych miejscach. Kwestia egzekwowania standardów międzynarodowych nie
jest kwestią zaostrzania stosunków, naszego zadufania, polocentryzmu - to
kwestia pewnej przyzwoitości, aby polscy obywatele bądź obywatele polskiego
pochodzenia byli traktowani zgodnie ze standardami międzynarodowymi, zwłaszcza
zgodnie ze standardami Rady Europy. Udało się przeprowadzić operację wizową.
Jest rzeczą istotną, aby w innych sprawach ta efektywność również miała miejsce.
Wysoki Sejmie! Jeżeli patrzymy na priorytety, które przedstawił pan minister
Cimoszewicz, chcielibyśmy mocno wyeksponować jeszcze jedną kwestię - wymiar
wschodni Unii Europejskiej. Pan minister o tym mówił. Wydaje się jednak, że
my, mówiąc o Unii, wchodząc do Unii, często zafascynowani Unią Europejską,
Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią, Francją, Niemcami, zapominamy, że
jeśli jest przestrzeń, gdzie Polska może odegrać rolę ponadprzeciętną, nie
jest to Zachód, lecz Wschód - jest to Ukraina, Białoruś, Mołdowa, republiki
zakaukaskie Ilekroć tam jesteśmy, mówią: Polska jest dla nas punktem odniesienia,
Polska może być liderem Europy Wschodniej. Ale jeśli chce być liderem, musi
być bardziej aktywna, i w sensie gospodarczym, inwestycyjnym, i w sensie inicjatyw,
w zakresie rozwiązywania konfliktów. Istnieje bolesny konflikt w Górnym Karabachu
- nie wiem, czy Polska nie powinna w pewnym momencie też się w to szerzej
włączyć. Jest to sprawa bardzo bolesna, jeden z wrzodów Europy, nieprzeciętny.
Mówię o tym, panie ministrze, dlatego że priorytet, który pan sformułował
odnośnie do Białorusi - popieramy demokrację, siły demokratyczne - jest ważny,
istotny; ale czy nie pójść tutaj krok dalej? Bo tu jesteśmy w pewnym błędnym
kole. Unia Europejska stosuje ostracyzm wobec Białorusi ze względu na sytuację
wewnętrzną, Rada Europy jest bardzo ostrożna. Ale czy nie zrobić jakiegoś
kroku do przodu? Bo izolacja Białorusi przez struktury międzynarodowe będzie
oznaczała określone negatywne konsekwencje z punktu widzenia przyciągania
Białorusi do rodziny państw europejskich. Czy Polska jako sąsiad nie powinna
jednak nawet zaryzykować; może w płaszczyźnie parlamentarnej? Dyplomacja parlamentarna
nie jest uwarunkowana tyloma ograniczeniami. Może w tym zakresie uczynić jakiś
gest? - żebyśmy nie powtarzali co roku, że coś tu trzeba zrobić, a w istocie
większego postępu nie ma.
Ukraina jako strategiczny partner. Wydaje mi się, że musimy przyglądać się
temu, co się dzieje w Rosji, na Ukrainie. Tam zachodzą bardzo ważne procesy,
i w obszarze ustrojowym, ale i w obszarze gospodarczym, tam powstają nowe
zjawiska. Kiedyś obraziliśmy się na Wschód, po 1989 r. Padła ściana wschodnia,
padło wiele zakładów przemysłowych, które współpracowały - ogrodnicy spod
Sandomierza, jeśli chodzi o warzywa i owoce, import, eksport; to wszystko
gdzieś legło w gruzach. Czy nie czas to odtworzyć? Mówimy o współpracy z Ukrainą.
Były wizyty na najwyższym szczeblu, prezydentów, premierów, ale czy jest postęp
gospodarczy? Czy jest postęp gospodarczy z Rosją? Była spektakularna wizyta
prezydenta Putina, mówiło się o wielkim przełomie, był tutaj, w Sejmie, rozmawiał
z parlamentarzystami, były kwiaty pod pomnikiem Armii Krajowej, było dużo
wielkich gestów. Co tu się zdarzyło? Czy coś się zdarzyło w tym zakresie?
Przecież mamy tu olbrzymi deficyt. Czy przełożyliśmy to na język praktyki?
Czy nie jest tak, że my, zafascynowani Unią Europejską, Stanami Zjednoczonymi,
nie przywiązujemy niejako równej wagi, podkreślam, do tego obszaru, który
powinien mieć bardzo istotne miejsce? Stawiamy ten problem w oczekiwaniu,
że jeśli chodzi o ten wymiar wschodni polskiej polityki - powiedział o tym
pan premier Miller w exposé - nowa polityka wschodnia stanie się jeszcze bardziej
czytelna. Jest ona podejmowana, my to dostrzegamy, ale wydaje mi się, że tu
jest potrzebna jeszcze wielka ofensywność.
I wreszcie, Wysoka Izbo, kwestia samego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Sądzę, panie ministrze, że było decyzją niezwykle trafną powołanie Akademii
Dyplomatycznej, tworzenie fachowych kadr. Serce rośnie, gdy dzisiaj słyszymy,
że na jedno miejsce w MSZ, w Akademii Dyplomatycznej, jest kilkudziesięciu
kandydatów, wykształconych, często z dwoma fakultetami, władających kilkoma
językami. Jest to dzisiaj wielka nadzieja, jeśli chodzi o tworzenie profesjonalnej
kadry służby zagranicznej. Sądzę, że jeśli chodzi o ten sposób staży, o którym
pan minister mówił wczoraj na forum Komisji Spraw Zagranicznych, zaproszenie
do Akademii Dyplomatycznej studentów z państw obcych, również z Iraku, żeby
tutaj kształtowali swoje doświadczenia, taka profesjonalizacja jest wysoko
i pozytywnie oceniana przez polską opinię publiczną i przez Sojusz Lewicy
Demokratycznej. Chcielibyśmy doczekać czasów: rządy się zmieniają, a profesjonalna
kadra w MSZ jest do dyspozycji państwa polskiego, do dyspozycji Polski, ktokolwiek
rządzi, jakakolwiek opcja jest u władzy.
Wysoki Sejmie! Sojusz Lewicy Demokratycznej wysoko ocenia polską politykę
zagraniczną. Nie dlatego, że jesteśmy ugrupowaniem rządzącym, to naturalne
- dlatego że Polska stanęła przed wielkimi wyzwaniami, przed wielkimi testami.
Nigdy nie było takiego testu jak Irak, nigdy nie było porównywalnych wyzwań
jak integracja europejska. Wygraliśmy członkostwo w sensie wejścia, wygrajmy
teraz Unię Europejską. Pokażmy, że jako Polska jesteśmy państwem dużym, państwem
mądrym, państwem profesjonalnym. Nie róbmy polskiego piekła wokół kandydatury
komisarza do Unii Europejskiej; bo piekło się skończy, ale jego ślady pozostaną
w świadomości europejskiej. Wznieśmy się ponad podziały. Szukajmy ludzi mądrych;
tych mądrych promujmy do Europy, również do Parlamentu Europejskiego - po
to byśmy, wygrywając Unię, wygrali sprawę naszego państwa, naszego społeczeństwa.
Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Jan Rokita:
Panie Prezydencie Rzeczypospolitej! Panie Marszałku! Panie i Panowie! Pozwolę
sobie zacząć od kwestii, która chyba jest najbardziej fundamentalna dla ubiegłego
i obecnego roku w polskiej polityce zagranicznej - od kwestii europejskiej.
Warto zawsze, jeśli się mówi o jakiejś kwestii, zacząć od zasad podstawowych,
od imponderabiliów. Chciałbym powiedzieć, że dla Platformy Obywatelskiej,
jeśli chodzi o imponderabilia, podstawowe zasady polityki europejskiej i państwa
polskiego są dwie. Po pierwsze, chcemy Europy zjednoczonej także politycznie,
chcemy Europy, w której są silne instytucje wspólnotowe, chcemy Europy opartej
nie na sojuszu państw, ale na rzeczywistej integracji państw i narodów. Innymi
słowy, posługując się znanym w języku politycznym sloganem, chcemy więcej
Unii w Europie, ale - i to jest zasada druga czy drugie imponderabilium -
chcemy, żeby Europa była Europą utrzymującą podstawową dla jej ojców założycieli
w latach 50. i 60. zasadę solidarności w dwojakim tego słowa znaczeniu. Po
pierwsze, zasadę solidarności w rozumieniu politycznym, tzn. zasadę, która
uniemożliwia stworzenie w Europie politycznego dyrektoriatu, nawet gdyby ten
dyrektoriat miał się składać z narodów zacnych, historycznych, największych,
najsilniejszych. Nie ma na to zgody. Polska polityka zagraniczna na to nie
może dać zgody, a takie tendencje w ubiegłym roku w Europie zaobserwowaliśmy.
I po drugie, zasadę solidarności rozumianą jako zasada cywilizacyjna, ekonomiczna,
zasada, w myśl której Europa jest miejscem, w którym zawsze wyrównywane są
szanse poszczególnych narodów, poszczególnych regionów, innymi słowy nie dominują
egoizmy, tylko wyrównywane są szanse. To ostatnie stwierdzenie czy tak rozumiana
zasada solidarności skłoniła nas, Platformę Obywatelską, skłoniła też rząd
polski, jak rozumiem, do tego, ażeby w ubiegłym roku bronić zdecydowanie mechanizmów
decyzyjnych wewnątrz Unii Europejskiej, które umożliwiają utrzymanie zasady
solidarności w Europie. Podkreślam, mechanizmów decyzyjnych, nie tylko takich,
które sprzyjają polskiemu interesowi partykularnemu, ale takich, które pozwolą
na utrzymanie zasady solidarności na kontynencie europejskim.
I dobrze, że pan minister Cimoszewicz mówi dzisiaj, iż Polska nie wycofa
się ze wsparcia dla zasady spójności i solidarności w Europie, ale źle, że
mówi pan minister tak mało o tym, co to będzie znaczyć w praktyce stanowiska
rządu polskiego w tej materii w roku 2004.
Panie Ministrze! Jeśli sformułowaliśmy, my, w Platformie Obywatelskiej, w
ubiegłym roku to tak bardzo krytykowane przez naszych przeciwników, konkurentów
politycznych hasło: ˝Nicea albo śmierć˝, to chcę powiedzieć, że na dziś, po
szczycie brukselskim, w pełni to hasło podtrzymujemy. Podtrzymujemy w tym
znaczeniu, że nie ma zgody, naszej zgody w każdym razie, na to, ażeby w toku
dalszych negocjacji europejskich wyjść poza mechanizm ważonego liczenia głosów
w instytucjach europejskich, ponieważ nasza ocena jest taka, że utrzymanie
solidarności europejskiej w dzisiejszych warunkach jest możliwe tylko na gruncie
mechanizmu głosów ważonych. Nie jest możliwe na gruncie idei podwójnej większości
w głosowaniu. (Oklaski)
Oczywiście metoda głosów ważonych pozwala na różne, daleko idące kompromisy.
Metoda głosów ważonych nie jest przecież metodą, która została literalnie
gdzieś w jakimś kanonie biblijnym sformułowana. Można dokonywać w jej ramach
różnych operacji modyfikacyjnych, można obniżać albo podwyższać większości
wymagane do podejmowania decyzji. Można ˝dosypywać albo odsypywać˝ co nieco
głosów poszczególnym krajom. Istota rzeczy jest taka, że wyjście dzisiaj poza
nicejski kompromis dotyczący idei głosów ważonych naszym zdaniem nie jest
możliwe. I chciałem przestrzec i bardzo otwarcie powiedzieć, że jeśli kontakty
polityczne pana ministra, które wspieramy, w ciągu ostatnich tygodni rozumieć
jako zapowiedzi wycofania się z idei poparcia dla mechanizmu głosów ważonych,
jeśli sugestie pana prezydenta Rzeczypospolitej, obecnego tutaj, rozumieć
jako zapowiedzi wycofania się z mechanizmu głosów ważonych w toku zawieranego
kompromisu, to Platforma Obywatelska takiemu rozwiązaniu nie udzieli poparcia.
Chciałbym, żeby w tej sprawie była całkowita jasność. (Oklaski)
Trochę nas też niepokoi, panie ministrze, to, że zaczął pan w ostatnim czasie
w sprawach europejskich tak bardzo podkreślać czynnik czasu. Czas jest w polityce
rzeczą ważną, to jasne. Slogan. Przepraszam, że takie truizmy mówię. Mam tylko
takie wrażenie, że nie jest dzisiaj z polskiego punktu widzenia kwestią życia
i śmierci to, ażeby coś zasadniczego na przykład w sprawie konstytucji europejskiej
stało się akurat do 1 maja. Bo co? Bo świat się zawali 1 maja? Nic takiego
do 1 maja czy do 1 czerwca się nie wydarzy i nic się też nie wydarzy nadzwyczajnego,
jeśli okaże się, że za irlandzkich rządów w Unii Europejskiej jeszcze ostateczny
kompromis nie zostanie wypracowany. Nie ma w tej sprawie jakiegoś fundamentalnego
pośpiechu. I nie jest wcale do końca trafny argument, iż istnieje jakieś dramatyczne
zagrożenie w tym, ażeby sprawa rozstrzygnięć dotyczących konstytucji europejskiej
została połączona z kwestią następnej perspektywy budżetowej Unii Europejskiej.
Nie wydaje się trafny ten argument. Przeciwnie, sojusz polsko-hiszpański,
który dał nam szansę na obronę naszego stanowiska w Europie dziś, musi zostać
podbudowany także mocnym sojuszem w kwestii wykorzystania funduszów strukturalnych
i w kwestii finansów europejskich. Trudno sobie wyobrazić, jak to czasami
ktoś, bywa, sugeruje, iżby dążeniem polityki polskiej było ściągnięcie do
nowych krajów Unii, w tym do Polski przede wszystkim, większości funduszów
strukturalnych i większości europejskiej pomocy. Wtedy rzeczywiście Europejczycy
mieliby argumenty, iż pomoc, iż istota polityki strukturalnej Europy została
przekształcona w filantropię. Nie. Nie sądzę, żeby Polska powinna bronić filantropijnej
zasady polityki strukturalnej w Europie. I dlatego porozumienie z Hiszpanią
leży w polskim interesie nie tylko w kwestiach konstytucji europejskiej. Leży
w polskim interesie, także w kwestiach funduszów strukturalnych, w kwestiach
budżetu i proszę nas nie straszyć tym, że za chwilę sojusz polsko-hiszpański
się rozpadnie, bo się o budżet pokłócimy. Nie. To polska polityka zagraniczna
powinna umiejętnie wykazać, iż ten sojusz się skutecznie nie rozpadnie. (Oklaski)
Jeśli chodzi o kwestie europejskie, to chcę zwrócić jeszcze uwagę Wysokiej
Izby, pana ministra na następujące sprawy i sformułować następujące oczekiwania
nasze, oczekiwania Platformy Obywatelskiej, wobec rządu.
Panie Ministrze! Nie znamy do tej pory stanowiska rządu polskiego w kwestii
sporu, który w Europie trwa - sporu o wysokość funduszów w następnej perspektywie
budżetowej. Oczekujemy od pana ministra i od polskiego rządu, że w tej sprawie
jednoznacznie, dając świadectwo naszego zaangażowania w jedność Europy, w
głęboką Europę i w hasło pogłębiania i w hasło ˝Więcej Unii˝, opowie się za
stanowiskiem Komisji Europejskiej dotyczącym minimalnej kwoty budżetu Unii
w następnej perspektywie budżetowej na poziomie 1,27% produktu krajowego brutto
krajów europejskich, tzn. że opowie się za instytucjami europejskimi i za
solidarną Europą, a przeciw egoizmowi najbogatszych, który został głośno i
spektakularnie wyrażony w liście sześciu. Bardzo byśmy oczekiwali w tej materii
stanowiska polskiego rządu, ponieważ uważamy, że Polska jest w takiej sytuacji
jako obrońca instytucji europejskich i obrońca solidarności europejskiej naturalnym
sojusznikiem polityki prowadzonej przez Komisję Europejską.
Po drugie, oczekiwalibyśmy też bardzo jasnej deklaracji rządu w kwestii tego,
czy i kiedy Polska zostanie zaangażowana w wypracowaną nie tak dawno w pewnym
europejskim kompromisie strukturalną współpracę w dziedzinie polityki zagranicznej
i obronnej. Przeszkody do tego, iżby zaangażować Polskę w tę współpracę, znikły.
W moim przekonaniu zarówno jesteśmy w stanie wystawić odpowiednie jednostki
wojskowe, jak i jesteśmy w stanie podjąć wysiłek integracji z europejskim
przemysłem obronnym. Więcej, ten wysiłek jest w moim przekonaniu wyzwaniem
dla modernizacji polskich sił zbrojnych i polskiego przemysłu obronnego. Powinniśmy
w to wejść i powinniśmy w to wejść szybko. I rozumiem, że nasi partnerzy europejscy
są na wejście Polski w tej sprawie otwarci.
Wreszcie po trzecie, co jest problemem na styku problemów integracji europejskiej
i problemów czysto ekonomicznych, uważamy, my w Platformie Obywatelskiej,
że świadectwem pozytywnego zaangażowania Polski w Unię Europejską powinno
być dążenie bardzo konsekwentne do euroizacji złotówki, wsparcie dla Komisji
Europejskiej w kwestiach budżetowych w Unii, zdecydowane wejście we współpracę
strukturalną w politykę zagraniczną i obronną i dążenie do euroizacji polskiej
waluty. To są w moim przekonaniu na dziś koronne świadectwa tego, że Polska
chce w prawdziwą, solidarną Unię Europejską zaangażować się jak najgłębiej.
I to w moim przekonaniu powinny być także argumenty przeciwko tym wszystkim,
którzy twierdzą w dzisiejszej Europie, być może wskutek nie najlepiej przedstawianej
naszej argumentacji, iż istota naszego stanowiska to wyłącznie obrona partykularnego
polskiego interesu albo, by nawet powiedzieć więcej, obrona materialnego interesu
Polski. Tak nie jest - Europa jest dla nas poważnym przedsięwzięciem.
I kwestia ostatnia, o której chciałem jeszcze w tym momencie powiedzieć,
to polityka amerykańska rządu.
Panie ministrze, no, oczywiście pan minister to doskonale wie, w Platformie
Obywatelskiej bardzo zdecydowanie wsparliśmy wybór na rzecz polityki amerykańskiej
w świecie dokonany przez polski rząd w ubiegłym roku i nie to jest przedmiotem
naszej krytyki. Tu nawet namawialiśmy rząd Leszka Millera do odwagi, którą
wykazał. Przedmiotem naszej krytyki, która niestety musi się pogłębiać, bo
nic się w tej sprawie pozytywnego nie dzieje, jest to, że mamy coraz bardziej
silne poczucie tego - proszę wybaczyć, panie ministrze, że powiem to tak kolokwialnie
- iż w polityce amerykańskiej rząd polski zachowuje się trochę jak niezguła.
To znaczy, że idziemy w słuszną stronę, tylko że na tej drodze w słuszną stronę
z drobnych, konkretnych, praktycznych rzeczy nic polskiemu rządowi nie wychodzi.
No, mówił już o tym przedstawiciel SLD: nic z tymi wizami, paluchy teraz Polacy
mają tam odciskać na granicy amerykańskiej - już w związku z tym prezydent
Warszawy zapowiedział, że nie pojedzie do Stanów Zjednoczonych, z tego powodu
- ten offset idzie jak po grudach, kontrakty irackie, zapowiadane z takim
hukiem przez rząd polski, idą jak po grudach, ale, co najważniejsze, nie widać
żadnego wkładu Stanów Zjednoczonych w modernizację polskiej armii, co jest
dzisiaj przecież podstawowym zupełnie przedsięwzięciem w stosunkach polsko-amerykańskich.
Panie Ministrze! Panowie Ministrowie! Panie Prezydencie Rzeczypospolitej!
Z naszej strony oczekiwanie pod adresem władz polskich jest takie, żeby miały
jakieś sukcesy w polityce amerykańskiej - chciałbym to bardzo jasno powiedzieć.
Czas deklaracji w tej materii o słusznym wyborze minął - one były dobre w
2003 r. - my oczekujemy w tej sprawie sukcesów. Jak te sukcesy osiągniecie,
to jest kwestia efektywności i umiejętności polskiej dyplomacji - życzę tych
sukcesów panu prezydentowi w czasie wizyty w Stanach Zjednoczonych - ale prosiłbym
o to, ażeby nie zamykać na dzisiaj kwestii polityki amerykańskiej werbalnymi
deklaracjami o tym, jak to nam świetnie idzie ze Stanami Zjednoczonymi, bo
to nie jest dzisiaj jedyny wymiar tej polityki - te deklaracje.
I prosiłbym jeszcze o jedno, zwłaszcza że jest tutaj i zwierzchnik sił zbrojnych,
i pan minister obrony narodowej. Prosiłbym, ażeby to, co tak naprawdę w tym
irackim sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi w moim przekonaniu okaże się dla
Polski wartością najtrwalszą, to znaczy bezcenna wiedzy operacyjna wyniesiona
przez polskie wojsko z irackiego frontu - bezcenna wiedza operacyjna - nie
zostało zmarnowane, panie ministrze, wskutek takiej sztabowej zmarzliny w
Ministerstwie Obrony Narodowej i w polskich sztabach, które, jak wskazuje
bardzo niepokojący przykład dowódcy GROM-u płk. Polki, jak się zdaje, tych,
którzy tę wiedzę operacyjną w sposób najbardziej doskonały nabędą, chcą zepchnąć
na całkowicie boczny tor, a w miejsce ludzi w tej wiedzy operacyjnej dokształconych
włożyć jakichś kolejnych safandułów ze Sztabu Generalnego. (Oklaski) Obawiam
się, że tego rodzaju polityka Ministerstwa Obrony Narodowej, gdyby miała stać
się regułą, grozi tym, że ten kapitał wiedzy operacyjnej uzyskany przez armię
polską może zostać rzeczywiście zmarnowany. Mam nadzieję, że pan minister
mnie uspokoi, iż się mylę i że takiego niebezpieczeństwa nie ma.
Panie Prezydencie! Panie Marszałku! Wysoka Izbo! To jest prawda, i tej uwagi
nie sposób nie wypowiedzieć także dzisiaj, co powiedział minister Włodzimierz
Cimoszewicz, że mechanizm, pewien algorytm, pewne zasady naczelne polskiej
polityki zagranicznej ulegają zmianie na naszych oczach. Polska polityka zagraniczna
przestaje być domeną tajemniczego, zamkniętego w wieży z kości słoniowej klubu
ekspertów, którzy prowadzili ją w latach 90. Polska polityka zagraniczna staje
się częścią normalnej polityki, to po pierwsze. Po drugie, polska polityka
zagraniczna przestaje być takim permanentnym biegiem czy nadążaniem za światem
zachodnim, doganianiem go, a staje się przedmiotem tak naprawdę realnych,
praktycznych, codziennych wyborów, które niosą ze sobą bardzo skomplikowane
konsekwencje. W moim przekonaniu istnieje takie niebezpieczeństwo, że w sytuacji,
w której polityką zagraniczną przestali zajmować się wyłącznie eksperci zamknięci
w tej wieży z kości słoniowej, a ona przeszła do ludzi, w sytuacji, w której
te cele nakreślone na początku lat 90. zostały spełnione i teraz trzeba dokonywać
trudnych praktycznych wyborów, powstają pewne obawy co do tego, czy Polska
może prowadzić odważną, zdecydowaną, twardą politykę zagraniczną. Myślę, że
ten nowy mechanizm czy też nowy styl, czy nowe kierunki polskiej polityki
zagranicznej zostaną dobrze ukształtowane, ale pod jednym warunkiem - pod
warunkiem że nie będzie nam się ciągle powtarzać, iż mamy się lękać polskiej
odwagi na arenie międzynarodowej. Jeśli coś dzisiaj trzeba powiedzieć przede
wszystkim - po to, ażeby dobrze ukształtować nowe reguły polskiej polityki
zagranicznej - to trzeba powiedzieć: nie lękajmy się - powiedzieć sami do
siebie, powiedzieć polskiemu społeczeństwu, powiedzieć rządowi. Pan, panie
prezydencie, też niech się nie lęka. Wszystkiego dobrego. Dziękuję bardzo.
(Oklaski)
Minister Obrony
Narodowej Jerzy Szmajdziński:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W związku ze słowami, które w moim przekonaniu
nie powinny padać, określeniami pod adresem z imienia i nazwiska znanej osoby,
lub nieznanej - mówienie o kimkolwiek ˝safanduła˝ z tej trybuny, kiedy mówimy
o siłach zbrojnych, kiedy mówimy o strukturach wojskowych, nie należy do najlepszych
zwyczajów i sugeruję panu posłowi Rokicie, żeby zechciał w przyszłości zrezygnować
z takich określeń.
Uspokajam jednocześnie pana przewodniczącego, pana posła, że następca pana
płk. Polki ma większe doświadczenie i lepszy życiorys wojskowy niż pan płk
Polko, kiedy zostawał dowódcą GROM-u. Dowódcą GROM-u pan płk Polko został
ponad 4 lata temu, przechodząc ze stanowiska dowódcy 18. Batalionu Powietrzno-Szturmowego
związanego z 6. brygadą z Krakowa. Tadeusz Sapierzyński, pułkownik, swoją
karierę wojskową w największym stopniu realizował w Krakowie, w 6. Brygadzie
Powietrzno-Desantowej i w 25. Brygadzie Kawalerii Powietrznej. Służąc w tych
jednostkach, w sztabie 25. Brygady Kawalerii Powietrznej realizował dwie bardzo
trudne misje jako dowódca polskiego kontyngentu w Bośni i Hercegowinie w pierwszym
etapie, później ponownie, i był dowódcą kontyngentu polsko-nordyckiego - ze
znakomitymi ocenami wszystkich sojuszników, a także swoich przełożonych. A
więc jego doświadczenie dowódcy, komandosa, dowódcy znającego realia współpracy
międzynarodowej jest na znacznie wyższym poziomie niż doświadczenie przeze
mnie bardzo cenionego pana płk. Polki. Ubolewam, że złożył ponownie rezygnację,
prośbę o przejście do cywila - bo to była druga jego prośba o dymisję. Raz
mogłem go przekonać, żeby został, drugi raz uznałem, że już się nie da dłużej
takiego stanu akceptować i raz jeszcze prosić. Uważałem, że jeśli nie ma już
sił, żeby dowodzić GROM-em, to może być wykorzystany w wojsku. Jego ścieżka
awansu była jasno określona. Mógł zostać w ciągu kilku miesięcy, przy nowych
wyznaczeniach, dowódcą 6. Brygady Powietrzno-Desantowej...
(Głos z sali: W Krakowie.)
...w Krakowie. Kraków tu, jak widać z tego, jest stale w centrum naszego
zainteresowania.
Równocześnie uspokajam i informuję Najwyższą Izbę, że 26 listopada na posiedzeniu
Komisji Obrony Narodowej została przedstawiona informacja Ministerstwa Obrony
Narodowej na temat roli jednostek specjalnych Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej
w zwalczaniu międzynarodowego terroryzmu. Ta informacja jasno pokazała, że
celem i zamiarem resortu obrony narodowej jest wzmacnianie jednostek specjalnych,
które zgłosiliśmy jako polską specjalność w ramach budowania zdolności obronnych
Sojuszu Północnoatlantyckiego, przy czym przewidujemy rozwój omawianej jednostki,
rozszerzenie o kolejną sekcję, o 70 operatorów żołnierzy, którzy by jeszcze
pełniej mogli realizować różne misje. GROM jest jednostką, która w ciągu ostatnich
2 lat ma podwojony budżet i wyposażenie tej jednostki spełnia wszystkie światowe
standardy. Dzięki tej polityce był możliwy powrót jednostki GROM do światowej
ekstraklasy. Dodatkowe środki zostały przeznaczone na wyposażenie w związku
z operacją w Iraku. Jednocześnie informuję, że stan, w którym MON zastał tę
jednostkę, kiedy ją przejmował w czasach Janusza Onyszkiewicza i Bronisława
Komorowskiego, był, mówiąc delikatnie, nie najlepszy. Nie najlepszy dlatego,
że poprzednie dowództwo było uwikłane w politykę i wikłało GROM w politykę.
Trzeba było wielkiego wysiłku i finansowego, i szkoleniowego, i kadrowego
dowództwa jednostki, z udanym postawieniem na pana pułkownika Polkę, aby doprowadzić
tę jednostkę do naprawdę prawdziwych sukcesów, bo jeśli chodzi o te w przeszłości,
to nie chcę ich dezawuować i nie dezawuuję, ale skala operacji haitańskiej
a irackiej to są dwa zupełnie różne światy, mówimy dzisiaj o absolutnej ekstraklasie.
Oczywiście ubolewam nad tym, że pan pułkownik Polko w tym momencie złożył
rezygnację, ale jestem przekonany, że nowe dowództwo GROM-u i perspektywa
rozwoju tej jednostki są takie, że nadal będziemy mogli być dumni z GROM-u.
Ja tylko proszę wszystkich tych, którzy ogromnie dużo się dzisiaj wypowiadają,
żeby nie używano argumentów demagogicznych o jakimś oddawaniu czegoś do marynarki
wojennej, o włączaniu GROM-u do Lublińca. Takich pomysłów nie ma, nie było
i być nie może. Nie do pana posła to mówię; mówię do tych wszystkich, którzy
się publicznie w tej sprawie wypowiadają, do byłego dowódcy GROM-u też to
mówię, żeby absurdów nie powtarzał, jak również nie sugerował, że były jakieś
cudowne rozwiązania, które mogły poprawić sytuację tej jednostki. Jej jest
potrzebny po prostu spokój, mniejsza medialność i konsekwencja w realizowaniu
programu rozwoju i wzmacnianiu tej jednostki - i tak się będzie działo. Dziękuję
bardzo. (Oklaski)
Poseł Jarosław Kaczyński:
Tak, szanowni państwo, Prawo i Sprawiedliwość właśnie. (Wesołość na sali,
oklaski)
Panie Prezydencie! Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Zacznę od słów radości.
Dowiedzieliśmy się, że w jakiejś ważnej dziedzinie - bo to dzisiaj jest ważna
dziedzina: oddziały specjalne - jesteśmy w ekstraklasie. Bardzo się ucieszyłem
z tej informacji i proszę tego nie traktować jako żart. Dobrze, że jesteśmy
w ekstraklasie w czymś ważnym. Ale mamy także i inne pytania, na które powinniśmy
tutaj odpowiedzieć.
Ta debata jest szczególnego rodzaju, chociaż jak dotąd, zdaje się, nie zostało
to zauważone. To jest ostatnia debata o polskiej polityce zagranicznej przed
wejściem do Unii Europejskiej; ostatnia debata przed sytuacją nową, i to nową
nie tylko w skali 14- czy 15-lecia III Rzeczypospolitej, ale nową w skali
polskiej historii. To jest moment, w którym powinniśmy dokonać pewnych podsumowań
i odpowiedzieć na pewne bardzo ważne pytania. Żałuję, że ten moment nie został
w sprawozdaniu i w wystąpieniu pana ministra Cimoszewicza wykorzystany, bo
warto było. Ale zaniechania MSZ czy nawet zaniechania rządu w żadnym razie
nie powinny ograniczać opozycji. W związku z tym pozwolę sobie te najbardziej
zasadnicze pytania dotyczące naszej kondycji postawić.
W ciągu ostatnich trzech wieków Polacy musieli sobie stawiać pytanie o niepodległość.
Dziś także musimy zadać sobie to pytanie. Jest to pytanie oczywiście stawiane
w zupełnie innym kontekście niż choćby 20 lat temu, ale pytanie w dalszym
ciągu aktualne, pytanie już nie o fakt niepodległości, a o kondycję niepodległości.
Przy czym wyjaśnię, że niepodległość to sytuacja, w której państwo w żadnej
sprawie nie musi podejmować decyzji czy podlegać decyzjom, na które nie ma
wpływu, w których nie uczestniczy w jakichś określonych procedurach. Otóż
jeśli właśnie tak niepodległość będziemy rozumieli, to najpierw trzeba, jak
sądzę, zapytać o to, co nam pozostało, czy może już nic nie pozostało, z tego
czasu, który w sensie historycznym skończył się bardzo niedawno - z okresu
PRL-u; czy ostatecznie wyzwoliliśmy się z tego wszystkiego, co wtedy tworzyło
radykalne, znoszące naszą niepodległość ograniczenia. Wydawałoby się, że tak.
Sądzę, że w potocznym myśleniu Polaków, w mediach, które to myślenie określają,
takie przekonanie dominuje. Ale jeśli przyjrzeć się bliżej faktom, to niestety
tak nie jest.
Wspomnę tu kilka wydarzeń, kilka faktów właśnie opisywanych przez media.
Niektóre z nich mają znaczenie zasadnicze, inne może bardziej symboliczne,
chociaż też niepozbawione są aspektów praktycznych. Weźmy choćby sprawę własności
rosyjskiej w Polsce, własności różnych nieruchomości, gmachów, w tym także
położonych obok bardzo ważnych obiektów państwa polskiego; sprawę do dziś
dnia nierozwiązaną, bo przecież nie mamy tutaj do czynienia z sytuacją symetryczną,
my tego rodzaju własności w Rosji nie posiadamy; sprawę, która się wlecze,
i która - trzeba to bardzo wyraźnie podkreślić - do pewnego stopnia określa
polski status, bo jeśli Polska tego rodzaju kwestii nie potrafi rozwiązać,
to jest to element statusu. Jest to element naszego statusu zauważalny w Moskwie,
ale, pamiętajmy o tym, zauważalny także na Zachodzie. To jest kwestia, w której
funkcjonuje jakaś szczególna, niezrozumiała nieśmiałość czy wręcz lękliwość.
Ale ta nieśmiałość i lękliwość ma miejsce także w innych sprawach. Dowiadujemy
się od czasu do czasu - niestety nie z rządowych raportów, i dotyczy to nie
tylko tego rządu, ale z mediów - o różnego rodzaju niejasnych sytuacjach w
sprawach, które mają strategiczne znaczenie dla Polski, w sprawach związanych
z paliwami, z energetyką, z łącznością. Te kwestie mogą pewnego dnia stać
się niesłychanie aktualne, w momencie kryzysu, a polityka zagraniczna, która
musi w wypadku Polski być także polityką bezpieczeństwa, kryzysy brać pod
uwagę powinna. Powtórzę jeszcze raz te słowa: kryzysy brać pod uwagę musi.
(Oklaski) Ale to także - jeszcze raz wrócę do tego wątku - kwestia naszego
statusu. Powtarzam: to kwestia zauważalna w relacjach ze Wschodem i w relacjach
z Zachodem. Jeżeli ze Wschodu spotykamy się bardzo często z sytuacjami, choćby
na granicach, bardzo wyraźnego lekceważenia, bardzo wyraźnej jednostronności,
przekonania, że można podejmować decyzje jednostronne i mimo wszystko nie
będzie to miało żadnych negatywnych konsekwencji, to jest to wynik tolerancji
dla tej sytuacji. I ta sytuacja w polskim interesie na wszystkich azymutach,
a już w szczególności na azymucie wschodnim, musi być zmieniona. (Oklaski)
Póki w Moskwie nie zrozumieją, że idea przywrócenia dominacji w tej części
Europy, także dominacji wobec Polski, to jest niebezpieczna także dla Rosji
imaginacja, nasz status jako państwa niepodległego, jako podmiotu polityki
międzynarodowej nie zostanie do końca wyjaśniony. Tu mamy kwestię pewnego
remanentu, remanentu, którego należy dokonać i który należy rozliczyć, czyli,
krótko mówiąc, sprawy te w sposób zdecydowany i jednoznaczny należy załatwić.
Powtarzam: To nie tylko historia. To także sytuacja obecna. To także sytuacja,
która odnosi się do drugiego wielkiego wyzwania, już całkowicie aktualnego
i zwróconego ku przyszłości, wyzwania odnoszącego się do sprawy zasadniczej,
do polskiej niepodległości, wyzwania, które związane jest z naszym wchodzeniem
do Unii Europejskiej. Tu mamy naprawdę bardzo, bardzo wiele problemów.
Unia Europejska oznacza oddanie pewnego zakresu suwerenności. To dotyczy
wszystkich członków Unii Europejskiej. Czy jednak ktokolwiek rozsądny powie
dzisiaj w świecie, w Europie, że Francja nie jest państwem niepodległym? Sądzę,
że nikogo takiego wśród rozsądnych nie znajdziemy. Francja jest państwem niepodległym.
Co tedy należy uczynić, żeby nikt nie miał takich wątpliwości zarówno wewnątrz
Polski, jak i na zewnątrz Polski co do naszego kraju? Co uczynić, by ci, którzy
traktują owe ustępstwo, konieczne ustępstwo związane z naszym wejściem do
struktur europejskich, jako zapowiedź końca Polski, w sposób oczywisty przekonali
się, jeśli w ogóle się potrafią do tego rodzaju rzeczy przekonać, jeżeli argumenty
do nich przemawiają, że nie mają racji. Sądzę, że są trzy warunki doprowadzenia
do tego rodzaju sytuacji.
Warunek pierwszy został już omówiony. To ten remanent. Warunek drugi to polska
polityka zagraniczna; polityka energiczna, odważna, zauważająca niebezpieczeństwa
i potrafiąca je uchylać, zauważająca, co jest bardzo ważne, szanse i potrafiąca
te szanse wykorzystywać; polityka, tu odwołam się do mojego przedmówcy, bez
lęku; polityka prowadzona wedle słów Ojca Świętego, bo sądzę, że Jan Rokita
do nich nawiązywał: nie lękajcie się. (Oklaski) To dzisiaj szczególnie ważne
sprawy. No i wreszcie jest wymóg trzeci, wymóg narodowej solidarności, wymóg
narodowej spójności, a w szczególności spójności elit, jeśli chodzi o tę politykę.
W tym miejscu, jestem o tym głęboko przekonany, mam obowiązek powiedzieć
kilka słów, które rzadko wypowiadane są przez przedstawicieli opozycji. Otóż
chciałbym wyrazić uznanie, więcej: podziękowanie, nieobecnemu tutaj premierowi
Leszkowi Millerowi i Włodzimierzowi Cimoszewiczowi, ministrowi spraw zagranicznych,
za ich postawę w Brukseli (Oklaski), za ich twardość - w wypadku Leszka Millera
także za twardość osobistą związaną z chorobą, z ciężkimi dolegliwościami.
Przysłużyliście się panowie Polsce i trzeba, także jeżeli się jest w zdecydowanej
opozycji, o tym powiedzieć. (Oklaski)
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Polska polityka europejska w sposób naturalny
i oczywisty musi być dzisiaj skupiona wokół sprawy konstytucji europejskiej.
I cieszymy się, że jest skupiona. Trzeba przy tym pamiętać, że sprawa tej
konstytucji dalece przekracza kwestię głosowania, kwestię sposobów głosowania,
która dzisiaj w naturalny sposób, temu nie przeczymy, wysunęła się na plan
pierwszy. To, co otrzymaliśmy w Nicei, było wyrazem historycznej sprawiedliwości,
było swego rodzaju zadośćuczynieniem za to wszystko, co spotkało nasz kraj
w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, co stało się przy końcu II wojny światowej.
To była decyzja sprawiedliwa. Ta kategoria nieczęsto występuje w polityce
zagranicznej, ale tutaj możemy i powinniśmy się do tej kategorii odwołać.
Ale to była także decyzja racjonalna, racjonalna z punktu widzenia dotychczasowych
dziejów Unii. To była decyzja na korzyść Polski, ale także na korzyść wszystkich
państw, które do Unii wchodzą i które, generalnie rzecz biorąc, są słabsze,
przede wszystkim w sensie ekonomicznym, od tych, które w Unii są od dawna.
To była decyzja na korzyść wszystkich mniejszych, słabszych państw Unii Europejskiej.
To była decyzja na korzyść europejskiej solidarności, czyli tej zasady, dzięki
której w ciągu 46 lat udało się zbudować ten wielki i niezwykły, wziąwszy
pod uwagę dzieje Europy i dzieje ludzkości, gmach. Broniąc tej decyzji, bronimy
nie tylko własnego interesu narodowego, choć mamy do tego prawo, bo wszyscy
w Europie to robią, bronimy także przyszłości Europy. (Oklaski)
Ci, którzy grożą nam dzisiaj Europą dwóch prędkości, w istocie chcą tę budowlę
zniszczyć. (Oklaski) Bo nie da się w ramach traktatu z Maastricht i traktatu
amsterdamskiego podjąć tego rodzaju działania. To wymaga w istocie w praktyce
odrzucenia tych traktatów. Te groźby, mam nadzieję, mają charakter tylko taktyczny.
Bo gdyby były groźbami realnymi, to odsłaniałyby spoza zasłony słów rzeczywistość,
rzeczywistość dążenia do złamania europejskiej solidarności, do rozbicia Unii
w imię jakiegoś innego politycznego planu. (Oklaski)
Mam nadzieję, że tak nie jest. Ale w żadnym razie nie możemy się tym naciskom
poddawać. Musimy się im zdecydowanie opierać. Musimy o ich istocie bardzo
wyraźnie w Europie mówić.
Jak już wspominałem, kwestia konstytucji przekracza dalece sprawy głosowania.
Są też sprawy duchowej rzeczywistości Europy, polityki ekonomicznej, polityki
zagranicznej, polityki obronnej. Jest zresztą wiele innych spraw. Nie o wszystkich
jestem w stanie tutaj powiedzieć.
W sferze duchowej, która najbardziej bezpośrednio, choć nie tylko, wyraża
się w preambule, decydują się w gruncie rzeczy kwestie dla przyszłości Europy
zasadnicze. W tej subtelnej sferze rozstrzyga się to, czym ma być w istocie
Europa przyszłości, czym ma być Unia Europejska przyszłości - czy terenem
współpracy europejskich narodów i europejskich państw, z których każde oparte
jest na swojej szczególnej tradycji, współpracy opartej o jedyną realnie istniejącą
tradycję europejską, a więc tradycję chrześcijańską, chrześcijańską w najgłębszym
tego słowa znaczeniu, czy też terenem wielkiego konstruktywistycznego eksperymentu
- eksperymentu postulowanego, o tym trzeba pamiętać, przez wielu dzisiejszych
przedstawicieli europejskich elit, którego istotą będzie odrzucenie tej tradycji;
eksperymentu, w ramach którego już dzisiaj padają głosy wyrażające zamiar
podważenia już nie tylko państwowych, ale także narodowych odmienności, podważenia
i odrzucenia tradycji, konstruowania tożsamości nowej, opartej o swego rodzaju
cywilną czy świecką europejską religię, odwołującą się do bardzo ważkiego,
ale jednak partykularnego, a jednocześnie bardzo ekskluzywistycznie pojmowanego
doświadczenia; doświadczenia, które zapoznaje nasze doświadczenie historyczne,
które zapoznaje doświadczenie historyczne Europy Wschodniej, które unieważnia
wielkie ofiary tego wszystkiego, co w tej części Europy się działo - ofiary
z rąk niemieckiego nazizmu, ale także ofiary z rąk sowieckiego komunizmu,
które są tutaj szczególnie unieważniane. Nie możemy się na to zgodzić. (Oklaski)
Gdyby przyjąć tego rodzaju koncepcję, gdyby przyjąć tego rodzaju furię konstruktywistyczną
obecną dzisiaj w Europie, to musielibyśmy uznać, że rację mają ci, którzy
uważają, że wejście do Unii Europejskiej zagraża nie tylko polskiej niepodległości,
ale po prostu zagraża istnieniu polskiego narodu. I zagraża polskiej demokracji,
bo w ramach tego myślenia także idea demokracji jest podważana i to podważana
wprost. Mówi się o fetyszyzmie konstytucyjnym, przy czym chodzi o konstytucję
poszczególnych państw europejskich. Mówi się o odrzuceniu tego fetyszyzmu.
Mówi się w gruncie rzeczy, a niekiedy wprost, o odrzuceniu demokracji jako
instytucji czy zespołu instytucji, który grozi tym wartościom, które są forsowane
w ramach tej koncepcji. Musimy to wszystko zdecydowanie odrzucić. (Oklaski)
Musimy bronić w Europie sprawy preambuły, sprawy zawarcia tam w sposób wyraźny
i bezpośredni odwołania się do tradycji chrześcijańskiej. Musimy bronić zasady
zwierzchnictwa, pozycji dominującej narodowych, w tym w szczególności polskiej,
konstytucji. (Oklaski) I musimy wreszcie prowadzić zdecydowaną politykę historyczną,
która będzie przekazywała Europie polskie doświadczenie, która będzie go broniła,
która będzie broniła polskiej ofiary, która będzie odrzucała zasadę wspólnej
winy, wspólnoty winy, którą próbuje się narzucić wszystkim europejskim narodom.
(Oklaski) Polska nie odpowiada za holocaust, Polska nie odpowiada za kolonializm
(Oklaski) i nie ma żadnego powodu, byśmy tę odpowiedzialność na siebie brali.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Kolejne sprawy, których nie można tutaj pominąć,
to sprawy związane z przechodzeniem od wspólnego rynku do wspólnej polityki
gospodarczej. Tu nasze weto, nasze ˝nie˝ musi być bardzo zdecydowane. Są w
tej konstytucji pewne niewielkie na razie przesłanki, można powiedzieć: asumpty
do tworzenia takiej wspólnej polityki. My na to się zgodzić nie możemy. (Oklaski)
Nasz rozwój nie może być rozwojem regulowanym z zewnątrz. (Oklaski) My musimy
się rozwijać szybciej niż Europa. (Oklaski) Jeśli się nie będziemy szybciej
rozwijać, to będziemy petryfikować stan naszej drugorzędności, naszego swego
rodzaju nieistnienia. Nie możemy w żadnym wypadku się na to zgodzić.
Nie możemy się zgodzić także na wspólną politykę zagraniczną i obronną, jeżeli
ma ona wyglądać tak, jak to się w tej chwili postuluje, to znaczy jako podporządkowanie
tej polityki kompleksom niektórych dużych europejskich państw. Jest to sprzeczne
z naszym oczywistym, narodowym interesem i do niczego nie prowadzi. Oczywiście
byłoby dobrze - i Prawo i Sprawiedliwość taki bieg wydarzeń by popierało -
gdyby Europa zdecydowała się na budowę przesłanek realnej polityki zagranicznej
Unii Europejskiej. A taką realną przesłanką byłaby budowa realnych sił zbrojnych,
które byłyby, przynajmniej do pewnego stopnia, równoważne wobec sił Stanów
Zjednoczonych. (Oklaski) Biorąc pod uwagę potencjał Europy, zbliżony do potencjału
amerykańskiego, to jest możliwe, ale to by wymagało zasadniczej weryfikacji
europejskiej polityki w różnych dziedzinach, z ostatecznym skupieniem się
na polityce ekonomicznej i budżetowej. Nie ma najmniejszych zapowiedzi tego
rodzaju zmiany. Jeśli tak, to wchodzenie w owe wspólnoty jest wchodzeniem
w sferę fikcji i podważaniem NATO, czyli jedynej w istocie gwarancji bezpieczeństwa
(Oklaski) i podważaniem naszych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. To po
prostu nie ma żadnego sensu. To nie ma żadnego sensu z punktu widzenia naszych
najbardziej elementarnych interesów i dlatego nie możemy się na to zgodzić.
(Oklaski)
Musimy być w Unii Europejskiej. Mamy w Unii Europejskiej bardzo mocną broń
w postaci prawa weta, jeśli chodzi o podejmowanie tych najbardziej zasadniczych
decyzji. W żadnym razie nie wzywamy do tego, żeby tego prawa nadużywać. Musimy
prowadzić energiczną politykę. I tu słów kilka, jeśli chodzi o ocenę tej polityki.
Przed chwilą dziękowałem i chwaliłem rząd, premiera, ministra spraw zagranicznych
za ich postawę w Brukseli i przed Brukselą. Ale jeśli chodzi o politykę pobrukselską,
to niestety trzeba tu sformułować kilka słów, które wyrażają co najmniej niepokój.
Jest coś takiego jak architektura polityki europejskiej. Otóż ta architektura
w tej chwili sprowadza się do próby rewitalizacji Trójkąta Weimairskiego.
Czy jest to wyjście dobre? Czy nie zapominamy tutaj, nie zapoznajemy możliwości
polityki znacznie szerszej, odwołującej się także do państw, które leżą na
skraju Unii Europejskiej, a które bardzo często - Hiszpania nie jest tutaj
jedynym przykładem - mają inne zdanie niż te dwa państwa, które tworzą wraz
z nami Trójkąt. Sądzę, że mamy tutaj do czynienia z poważnym błędem. Poważnym
błędem jest także pośpiech, a już w szczególności mówienie o jakichś terminach
zakończenia rokowań odnoszących się do konstytucji. (Oklaski) Tutaj Prawo
i Sprawiedliwość wzywa do zmiany, do bardziej bogatej - i mogę chyba powiedzieć:
bardziej rozsądnej polityki zagranicznej, polityki, która bierze pod uwagę
wiele różnych wariantów i wiele różnych możliwości, które z całą pewnością
istnieją, i która przede wszystkim pamięta o tym, że to nie my jesteśmy w
sytuacji przymusu, w sytuacji pośpiechu. My możemy spokojnie zaczekać. (Oklaski)
Traktaty z Maastricht i amsterdamski obowiązują, Unia Europejska może sobie
spokojnie na ich podstawie działać. Obowiązuje także Nicea.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W polskiej polityce, także tej związanej ze
sprawą najważniejszą, o której tu mówię, sprawą niepodległości szczególne
znaczenie mają stosunki ze Stanami Zjednoczonymi. Nikt temu nie jest w stanie
zaprzeczyć. I wielkim osiągnięciem naszej polityki, zarówno zagranicznej,
jak i wewnętrznej, jest bardzo daleko posunięta zgoda co do tej sprawy.
Musimy też brać pod uwagę to, że owa polityka w stosunku do Stanów Zjednoczonych
znajduje się w innej jakby relacji, jeśli chodzi o sprawę niepodległości,
niż polityka europejska. Tutaj z niczego rezygnować, jeśli chodzi o suwerenność,
nie musimy. Podjęliśmy tę politykę energicznie i odważnie. To też kwestia,
w której trzeba mówić o pochwałach i trzeba chwalić obecny rząd. Mówię przede
wszystkim o sprawie Iraku.
Jeśli jednak chodzi o ważne, bardzo ważne kwestie z tego wynikające, to nie
można uniknąć słów krytyki. Nie uzyskaliśmy tyle, ile powinniśmy uzyskać,
i mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju niebezpieczeństwem. Z niebezpieczeństwem
tym większym, że przed nami jeszcze sprawa niesłychanej wagi, mianowicie bazy
amerykańskie w Polsce. Bazy amerykańskie w Polsce to nowa gwarancja naszej
pozycji i naszej niepodległości. (Oklaski) I nie wolno tego celu poświęcać
dla innych ważnych celów.
Nie można też jednak zapominać, że jeżeli w relacjach polsko-amerykańskich
będziemy mieli ciągle do czynienia z sytuacją niekiedy niedobrą, a bywa, że
upokarzającą, to symetria między stosunkiem do Stanów Zjednoczonych polskiego
rządu - tego i, jak sądzę, następnego - a stosunkiem społeczeństwa, ta symetria,
która dzisiaj, można powiedzieć, jest pełna i stanowi ewenement w skali europejskiej,
może się zacząć zmieniać. To jest kwestia polskiej odwagi i zdecydowania w
prowadzeniu polityki zagranicznej, ale to jest także - i o tym też trzeba
powiedzieć - kwestia wyobraźni naszych amerykańskich sojuszników. Trzeba do
tej wyobraźni wyraźnie apelować. Czasem wydaje się, że ta wyobraźnia zawodzi.
Stany Zjednoczone są dzisiaj bardzo, bardzo potężnym państwem, są jedynym
supermocarstwem, ale Stany Zjednoczone powinny szanować swoich, nie tak bardzo
licznych w świecie, autentycznych przyjaciół. (Oklaski)
Polityka Polski w swoich wymiarach strategicznych odnosi się przede wszystkim
do spraw Unii Europejskiej i stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, ale ma ona
także inne wymiary, niesłychanie w istocie ważne i mające także autonomiczne
znaczenie, a jednocześnie związane z tymi wymiarami, o których wspominałem.
Przede wszystkim chodzi o politykę regionalną, politykę wobec naszych sąsiadów
na wschodzie - Rosja to odrębny problem - i sąsiadów na południu. Można o
tym przeczytać w sprawozdaniu. Mieliśmy do czynienia z pewnymi niepowodzeniami.
Nie będę przedstawiał ich ewidencji. Trzeba powiedzieć jedno: Ta polityka
wymaga głębokiego zastanowienia. Jeśli pewne rzeczy nie wychodzą, jeśli w
naszych stosunkach z niektórymi naszymi, bardzo cennymi, sąsiadami dochodzi
do wydarzeń niedobrych - choćby postawa sąsiadów południowych w Brukseli czy
niezbyt korzystna ewolucja sytuacji na Ukrainie - to nie można zbywać tego
kilkoma gładkimi, okrągłymi zdaniami. (Oklaski) Potrzebna jest refleksja.
Nie dlatego, żeby z tej polityki rezygnować - jest ona oczywista i absolutnie
konieczna - ale po to, żeby być może wystąpić z innymi inicjatywami, być może
uznać coś za realne, a coś innego za nierealne, być może z pewnych rzeczy
zrezygnować, a inne zainicjować. Niestety w sprawozdaniu tego rodzaju refleksji
zabrakło.
Zabrakło także refleksji, jeśli chodzi o nasze stosunki z Rosją. To jest
sprawa dla polskiej polityki ważna. Jej fragmenty, bardzo ważne fragmenty,
zostały omówione we wstępnej części przemówienia, ale mamy także kwestie inne.
Mieliśmy do czynienia w ciągu ostatnich lat z pewnego rodzaju ofensywą Polski
wobec Rosji. Liczne wizyty prezydenta Rzeczypospolitej w Rosji są tego dobrym
przykładem. My w żadnym razie tej ofensywy nie chcemy potępiać, bo, powtarzam,
sprawa jest ważna. Trzeba jednak też sobie jasno powiedzieć, że ta ofensywa
się nie udała. I tutaj potrzebna jest refleksja, potrzebny jest realizm, jeśli
chodzi o zaplanowanie tego, co być może jest już możliwe, tego, co dojrzeje
z czasem - ale mówię tutaj o czasie, na który można planować - i wreszcie
tego, co pewnie w tym pokoleniu się nie zdarzy.
Jeszcze raz podkreślę: Moskwa musi uznać autonomię, suwerenność, niepodległość,
odrębność Polski. (Oklaski) Musi ostatecznie uświadomić sobie, że o powrocie,
w jakiejkolwiek formie (mówię tu także o formach nieporównanie łagodniejszych
niż ta z lat 1944-1989), do jakiejkolwiek formy dominacji nie ma już mowy.
Ale to jest proces długotrwały. Trzeba to rozumieć, trzeba też jednak z tego
wyciągać wnioski. Asymetryczne stosunki, które tutaj budujemy - zresztą to
nie jest jedyna relacja, w której budujemy asymetryczne stosunki - powinny
zostać zlikwidowane. Nic nie dają, do niczego nie prowadzą, a w istocie degradują.
I, powtarzam, także w stosunkach z Zachodem, bo tam też są dostrzegane.
Warto, jeśli chodzi o inne kwestie, wspomnieć jeszcze o dwóch sprawach dotyczących
relacji z poszczególnymi państwami.
(Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Janusz Wojciechowski)
Poseł Jarosław
Kaczyński:
A więc sprawa stosunku do Chin i Indii. Została ona ujęta jako sprawa stosunku
do Azji Wschodniej i Azji Południowej. To oczywiście może nic nie znaczyć,
może to być tylko kwestia zbytniej geografizacji tego sprawozdania. Trzeba
jednak pamiętać, że to są sprawy dla polskiej polityki zagranicznej, po prostu
dla światowej polityki zagranicznej, bardzo ważne i należałoby to, jak sądzimy,
ujmować inaczej.
Kolejna sprawa, Polonii. Niestety mamy tu do czynienia z zastojem. Ani słowa
o Karcie Polaka. (Oklaski) Ani słowa o tej inicjatywie, która powinna być
podjęta ponownie, kontynuowana i w końcu sfinalizowana.
Tu znów powracają niesymetryczne stosunki, w szczególności z naszym zachodnim
sąsiadem, z Niemcami. Popełniono kiedyś błąd, uznano prawa niemieckiej mniejszości
w Polsce bez wzajemności. Mamy do czynienia - wiem to z mojej pracy w poprzedniej
kadencji w tzw. komisji polonijnej - z jawną, prowadzoną wprost w Niemczech
polityką asymilacyjną. Powinniśmy, szczególnie po wejściu do Unii Europejskiej,
temu się przeciwstawić. Skądinąd w konstytucji europejskiej powinien znaleźć
się fragment dotyczący praw mniejszości, a, nie wiedzieć czemu, się nie znalazł.
(Oklaski) Trzeba o tych sprawach pamiętać. Powinniśmy chronić polskie mniejszości
narodowe.
Sprawą kolejną jest aspekt ekonomiczny polskiej polityki zagranicznej. Tu
niestety jest niedobrze. Niedobrze jest, jeżeli chodzi o offsety. To jest
w ogóle problem do innej dyskusji, ale trzeba o tym wspomnieć. Samo Ministerstwo
Spraw Zagranicznych wyraźnie w sprawozdaniu stwierdza, że sposób organizacji
tej części naszej polityki zagranicznej jest niewłaściwy. To stwierdzają już
wszyscy od wielu lat. Dlaczego wobec tego nie ma tutaj zmiany? Trzeba tę zmianę
postulować, trzeba być tutaj bardzo, bardzo zdecydowanym. Potrzebna jest energia,
potrzebne są decyzje. Wszystkie właściwie państwa dzisiaj bardzo wyraźnie
ekonomizują swoją politykę zagraniczną. Nie ma żadnego powodu, żebyśmy my
tego nie czynili.
Wreszcie sprawa ostatnia, sprawa kształtu Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Nie da się zaprzeczyć, że to, co rząd w różnego rodzaju samoocenach, bywa,
że w samoapoteozach, podkreśla, tzn. pewne upodmiotowienie polskiej polityki
zagranicznej, jest realnym sukcesem. Niektórzy to odrzucają, krytykują, my
to potwierdzamy. Ale bardzo niedobre jest to, że ten sukces jest w wielkiej
mierze realizowany przez PRL-owskie kadry. To zdecydowanie trzeba zmienić.
(Oklaski) I mam nadzieję, że będzie to zmienione.
Wreszcie jest, o czym mówię na końcu, wielki problem polskiej polityki. Odnosi
się on do Europy, dzisiaj szczególnie, ale odnosi się do polityki w ogóle.
Chodzi o kwestię owej solidarności, o której już wspomniałem, kwestię ˝partii
białej flagi˝, partii, która ostatnio ujawniła z niezwykłą intensywnością
swoje istnienie, kwestie formacji, która najwyraźniej nie poczuwa się do owej
solidarności, a niekiedy najwyraźniej uznaje to, mówiąc słowami Jana Pawła
II, wielkie i trudne dziedzictwo, któremu na imię Polska, za dziedzictwo zbyt
ciężkie, zbyt trudne. I to nie jest, niestety, tylko problem medialny, problem
tego chóru zaprzaństwa, myśli zaprzecznej i po prostu zwykłej głupoty, z którym
ciągle mamy do czynienia. (Oklaski) To jest także problem polityczny. To jest
problem polegający na tym, że niektórzy przedstawiciele tego chóru są forsowani
np. do Parlamentu Europejskiego. Przynajmniej słyszałem takie deklaracje nawet
od prezydenta Rzeczypospolitej, że mowa jest o jakichś listach, na których
mają się oni znaleźć. Jest to, niestety, także problem jednego polityka najpoważniejszego
w tym chórze, który tę białą flagę szczególnie wysoko dzierży, a który reprezentuje
partię aspirującą do udziału we władzy i to aspirującą z wielkimi, bardzo
wielkimi szansami. To jest problem Andrzeja Olechowskiego. (Oklaski) Ja bardzo
bym chciał mieć pewność, że Platforma Obywatelska w sprawach polityki zagranicznej
to jest partia Jana Rokity. Niestety, ciągle tej pewności nie mamy. A poruszam
tę sprawę nie w imię jakichś międzypartyjnych sporów, ale dlatego, że to jest
sprawa polskiej racji stanu. (Oklaski) To jest sprawa niesłychanie wręcz zasadnicza.
To jest sprawa niesłychanie zasadnicza dlatego, że aby Polska była kiedyś,
w przyszłości naprawdę silnym, wielkim europejskim krajem, to nasza polityka
zagraniczna musi być silna i wielka już dziś. Dziękuję. (Długotrwałe oklaski)
Poseł Tadeusz
Samborski:
Panie Prezydencie! Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Debata
o polityce zagranicznej jest ważnym wydarzeniem w parlamencie każdego państwa.
Świadomi rangi tej problematyki w całokształcie funkcjonowania państwa polskiego
podejmujemy w stanowisku Klubu Parlamentarnego Polskiego Stronnictwa Ludowego
kilka kwestii, które naszym zdaniem winny być omówione pod kątem skuteczności
polskiej polityki zagranicznej w roku minionym i realności jej programu na
rok bieżący.
Aktualna sytuacja wewnętrzna w kraju oraz złożone uwarunkowania zewnętrzne
wymagają precyzyjnego i trafnego dostosowania założeń polityki zagranicznej
do współczesnych wyzwań. W tym kontekście chciałbym zwrócić uwagę na niektóre
aspekty tej polityki zarówno w wymiarze jej słusznych celów i pozytywnych
rezultatów, jak też występujących niedociągnięć wymagających określonych korekt
i modyfikacji.
Bez wątpienia na uznanie zasługują wysiłki rządu i Ministerstwa Spraw Zagranicznych
na rzecz naszej akcesji do Unii Europejskiej. Zarówno szczyt kopenhaski z
udziałem naszego lidera Jarosław Kalinowskiego i uzyskane tam korzystniejsze
od oczekiwanych wyniki dzięki twardemu stanowisku naszej delegacji, jak i
pomyślne przeprowadzenie referendum, a także podpisanie traktatu akcesyjnego
w Atenach oraz konsekwentna i zaangażowana obrona postanowień uzgodnionych
w Nicei, zyskały szerokie poparcie społeczeństwa i zdecydowanej większości
wszystkich liczących się sił politycznych w kraju. Na tym tle znany list grupy
intelektualistów polskich skierowany do społeczeństw zachodnich przed szczytem
w Brukseli oraz późniejsze wypowiedzi na łamach prasy codziennej i ˝Tygodnika
Powszechnego˝ profesorów związanych z Ministerstwem Spraw Zagranicznych i
służbą zagraniczną zabrzmiały silnym dysonansem, obnażając dużą dozę nieodpowiedzialności
i serwilizmu. Było to tym bardziej niezrozumiałe, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych
i rząd polski czyniły wówczas wszystko, ażeby w tak trudnej obiektywnie sytuacji
wywalczyć najbardziej godne miejsce i zapewnić właściwą pozycję naszemu krajowi
w poszerzonej Unii Europejskiej.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Po wielu latach od podpisania traktatu o przyjaźni
i dobrym sąsiedztwie nastąpiła oczekiwana reakcja Ministerstwa Spraw Zagranicznych
na apele społeczności polskiej żyjącej w Niemczech oraz różnych środowiskach
w kraju w kwestii zrównania statusu Polaków w Niemczech ze statusem Niemców
zamieszkałych w Polsce. Odnosimy się do tej inicjatywy z dużym uznaniem.
Truizmem dziś może być stwierdzenie, że istnienie zbyt wielu ośrodków decyzyjnych
w zakresie formułowania i realizacji polskiej polityki zagranicznej prowadzi
często do niezamierzonych skutków i uniemożliwia koncentrację sił i środków
na istotnych dla państwa kierunkach. Prowadzi to do wniosku, iż konieczne
jest pilne zwiększenie roli i znaczenia Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz
wyposażenie go w faktyczne, a nie tylko formalne funkcje koordynujące w zakresie
polityki zagranicznej w skali państwa.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Wielkim atutem polskiej polityki
zagranicznej, którą tu dziś oceniamy, jest fakt, że w jej ustalaniu, a także
realizowaniu rządząca obecnie koalicja parlamentarna uzyskała w minionym roku
poparcie zdecydowanej większości partii opozycyjnych, w tym także naszego
stronnictwa. Ten atut naszej polityki zagranicznej dostrzegła także społeczność
międzynarodowa nie tylko w czasie i po negocjacjach unijnych w Kopenhadze
i Brukseli, ale także w kontekście globalnego już problemu walki z terroryzmem.
Odnosząc się do wielkich zagrożeń i wyzwań stojących przed organizacjami
międzynarodowymi, takim jak ONZ, Unia Europejska, NATO, akcentujemy niezmiennie
potrzebę zajęcia się źródłami i przyczynami rodzenia się i rozprzestrzeniania
terroryzmu. Polska wspiera i wspierać powinna wszystkie projekty i programy
zmierzające do ograniczenia biedy i ubóstwa całych narodów naszego globu i
nade wszystko te inicjatywy, które nie dopuszczają do przeciwstawienia sobie
trzech monoteistycznych cywilizacji religijnych. Należy zrobić wszystko, ażeby
powstrzymać siły, które pod postacią różnych zakulisowych manipulacji w skali
globalnej dążą konsekwentnie do zderzenia cywilizacyjnego między światem islamu
a chrześcijaństwem. Utożsamiamy się ze słowami papieża Jana Pawła II: ˝Żydzi,
chrześcijanie i muzułmanie nie mogą przystać, by świat był udręczony nienawiścią.
Musimy zdobyć się na odwagę pokoju.˝
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W ubiegłym roku rozpadła się koalicja, którą
współtworzyliśmy. Jednak uczestnicząc w niej, w sposób zasadniczy poprawiliśmy
nasze warunki przystąpienia do Unii Europejskiej. Dziś z perspektywy zdarzeń
i czasu możemy stwierdzić, że mogły być one jeszcze lepsze dla wielu dziedzin
naszej gospodarki, gdyby koalicjant i inne ugrupowania parlamentarne wykazały
wówczas tak wielką determinację w obronie naszych racji, jak ostatnio w sprawie
ustaleń na szczycie w Nicei.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Nie można nie zauważyć, że pogłębiający się
wśród części polskich elit politycznych serwilizm wobec Stanów Zjednoczonych
powoduje w efekcie lekceważący stosunek Amerykanów do nas i brak pozytywnych
reakcji na nasze skromne postulaty, np. w sprawie zniesienia wiz dla Polaków
czy też w kwestii większego finansowego wsparcia naszej obecności wojskowej
w Iraku. Podobnie wygląda sprawa pomocy firmom polskim w uzyskaniu kontraktów
umożliwiających uczestnictwo w odbudowie tego kraju. Sekretarz obrony USA
Rumsfeld określił niedawno Francję i Niemcy jako starą Europę, bo nie znalazły
one uzasadnienia dla amerykańskiej koncepcji wojny w Iraku. Jednocześnie pochwalił
nową Europę, której rdzeniem jest Polska jako kraj popierający Stany Zjednoczone.
Wielu amerykańskich publicystów trafnie zauważa, że mimo to Polscy obywatele
wciąż muszą mieć wizy przy wjeździe do USA, a obywatele starej Europy nie
muszą mieć tych wiz. Amerykańskie media zwracają uwagę na to, że obywatele
Francji i Niemiec są zwolnieni z wprowadzonej 5 stycznia na lotniskach i w
portach morskich USA procedury kontroli tożsamości za pomocą elektronicznego
pobierania odcisków palców i fotografowania twarzy. Są też w USA tacy publicyści,
którzy nazywają Polskę najbardziej proamerykańskim krajem na świecie łącznie
ze Stanami Zjednoczonymi. Niektórzy z nich wyrażają obawę, że brak dbałości
władz Stanów Zjednoczonych o podtrzymanie proamerykańskich nastrojów doprowadzi
do utraty pozycji Stanów Zjednoczonych w Polsce. My także podzielamy te obawy.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Poparcie przez Polskę polityki Stanów Zjednoczonych
w sprawie Iraku i przyjęcie dowództwa w jednej ze stref stabilizacyjnych wywołało
negatywne reakcje ze strony Francji i Niemiec, naszych głównych partnerów
europejskich. Jednocześnie polityka ta niezależnie od kontrowersji, jakie
spowodowała w społeczeństwie polskim i wśród elit politycznych, umocniła na
pierwszym etapie pozycję i autorytet naszego kraju w świecie. Zmieniająca
się jednak na naszą niekorzyść sytuacja w ciągu kilku ostatnich miesięcy skłania
do ponownego przemyślenia i określenia na nowo roli i miejsca Polski zarówno
w sprawie naszej dalszej obecności w Iraku, jak i wobec głównych partnerów
w Europie. Niezbędne wydaje się wypracowanie nowej długofalowej koncepcji,
która powinna z jednej strony zakładać stopniowe ograniczanie naszego wojskowego
zaangażowania w Iraku na rzecz umacniania współpracy ekonomicznej z tym krajem,
z drugiej zaś strony takie ułożenie stosunków z czołowymi państwami Unii Europejskiej,
zwłaszcza Francji i Niemiec, które pozwoli na uzyskanie stosownego dla Polski
miejsca w zjednoczonej Europie, zgodnego z naszymi ambicjami i możliwościami,
bez konieczności zawierania niekorzystnych dla nas kompromisów. W tym kontekście
postulat - wysunięty dzisiaj z tej trybuny przez pana ministra -wzmocnionego
partnerstwa z Francją i Niemcami jest wielkim walorem programu polskiej polityki
zagranicznej na 2004 r.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Polska, jak wiemy, ma licznych sąsiadów. Stosunki
z wieloma z nich mają przeróżne obciążenia historyczne. Powinniśmy nasze relacje
z nimi budować i rozwijać na gruncie prawdy i wysokich ideałów zgodnego współżycia,
którego elementem powinno być przebaczenie i zrozumienie racji partnerów dialogu.
Ale związek przyczynowo-skutkowy różnych wydarzeń musi być klarownie określony
i precyzyjnie nazywany na różnych poziomach stosunków między narodami. Musi
w takich rozważaniach wystąpić pojęcie i zrozumienie winy oraz uchybienia
standardom uznanym za powszechnie obowiązujące. Zgoda na zakłamywanie historii
w imię doraźnych celów w stosunkach bilateralnych jest zabiegiem wysoce ryzykownym,
gdyż fałszywa historia jest matką fałszywej polityki.
Obowiązkiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych i jego agend specjalistycznych
jest zdobywanie wiedzy o stanie świadomości historycznej naszych sąsiadów,
o ideałach wychowawczych tam wdrażanych w procesie edukacji państwowej. W
tym kontekście pojawia się problem przeciwdziałania negatywnym stereotypom
Polaków, pojawiającym się tu i ówdzie w sposób niczym niemaskowany, a nieraz
nawet manifestowany. To jest poważne zadanie dla przedstawicielstw dyplomatycznych
naszego państwa, a instytutów polskich w szczególności. To z wiary w skuteczność
takich właśnie instytucji, ale lepiej niż dotychczas zarządzanych, rodzi się
nasz postulat niezbędności budowy w najbliższym czasie Domu Kultury Polskiej
we Lwowie.
Mając świadomość znaczenia priorytetowych kontaktów z Zachodem, nie możemy
nie docenić wschodniego kierunku naszej aktywności międzynarodowej. Niestety
ostatnio coraz wyraźniej daje się odczuć dysparytet w naszych stosunkach bilateralnych
z Ukrainą i Litwą. Mimo że angażujemy swój potencjał polityczny i ekonomiczny,
występując jako sprzymierzeniec tych krajów na arenie międzynarodowej, zbyt
mało zrozumienia i konstruktywnego współdziałania doświadczamy od tych krajów
w ramach stosunków bilateralnych. Na Litwie mamy do czynienia z nieuregulowanym
problemem pisowni nazwisk i przejawami różnorodnej, ukrytej oczywiście finezyjnie,
dyskryminacji stosowanej wobec Polaków tam zamieszkałych. Na Ukrainie natomiast
spotykamy się z przykładami zafałszowywania historii, aroganckiego stosunku
do miejsc naszej martyrologii, a także marginalizowania czy wręcz niszczenia
śladów polskości i kultury polskiej w wielu miejscowościach ukraińskich leżących
kiedyś w granicach Rzeczypospolitej. Najwyższy zatem czas, aby zmienić idealistyczną
politykę wobec wymienionych partnerów zagranicznych i oprzeć nasze stosunki
z nimi na pragmatyzmie, obronie polskich interesów i obowiązującej powszechnie
w świecie formule wzajemności.
Pomimo pewnych pozytywnych symptomów występujących w relacjach Rosja-Polska
brak wspólnej polityki wobec naszego największego wschodniego sąsiada, opartej
o kryterium polskiego interesu narodowego, przynosi Polsce coraz większe i
wymierne straty zarówno polityczne, jak i ekonomiczne. Czas najwyższy, aby
poważnie i konstruktywnie zająć się naszymi stosunkami z Rosją i uplasować
je na właściwym poziomie, odpowiadającym ambicjom i możliwościom obu narodów.
Elementem myślenia Polaków o Rosji nie może być abstrahowanie od jej potencjału
ekonomicznego, demograficznego i kulturowego. Niestety zbyt często odnosi
się wrażenie, że także obecny układ rządzący nie ma koncepcji stosunków z
Rosją zarówno w aspekcie bezpieczeństwa naszego państwa, jak też w wymiarze
współpracy gospodarczej. Niedocenianie stosunków z Rosją mściło się w naszych
dziejach wielokrotnie. Wyciągajmy z tego stosowne wnioski. Anemiczne i deklaratywne
kontakty Polski z Rosją stwarzają pole do wzmożonej aktywności innych państw
ponad Polską czy też z pominięciem Polski. Opracowanie długofalowej, perspektywicznej
koncepcji stosunków z Rosją jest ciągle aktualnym postulatem pod adresem rządu
polskiego i wykonawców jego decyzji, czyli Ministerstwa Spraw Zagranicznych
i innych agend specjalistycznych naszego państwa.
Ciągle podkreślane - niestety znacznie częściej przez nas niż przez Ukraińców
- strategiczne partnerstwo z Ukrainą nie może negatywnie rzutować na nasze
obecne i przyszłe związki z Rosją. Polityka wschodnia musi być programowana
i rozpatrywana kompleksowo. Nie da się prowadzić dobrej polityki w tej części
Europy, będąc ukierunkowanym tylko na jednego głównego partnera, zwłaszcza
gdy ten partner sam ma problemy z określeniem swojej tożsamości i orientacji.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Z uznaniem odnosimy się do przygotowanego przez
Ministerstwo Spraw Zagranicznych rządowego programu współpracy z Polonią i
Polakami za granicą, który to program w minionym roku dobrze sprawdził się
w działaniu większości polskich placówek dyplomatyczno-konsularnych. Jedną
z jego niepodważalnych zalet jest fakt, że zaakcentował on potrzebę szczególnej
pomocy świadczonej przez państwo polskie na rzecz naszych rodaków na Wschodzie.
Należy także podkreślić wzorową wręcz współpracę i pomoc Ministerstwa Spraw
Zagranicznych organizacjom pozarządowym realizującym zadania dotyczące współpracy
z Polakami i Polonią na Wschodzie. Z pomocy Ministerstwa Spraw Zagranicznych
we właściwym, skutecznym i celowym lokowaniu tej pomocy korzysta w szerokim
zakresie Fundacja ˝Pomoc Polakom na Wschodzie˝. Można się spodziewać, że tą
pomocą MSZ objęta zostanie też inna organizacja społeczna ofiarnie działająca
na rzecz Polaków na Ukrainie, Białorusi, w Rosji i w innych krajach, jaką
jest Stowarzyszenie Współpracy Polska-Wschód.
Na tle tych pozytywów naszą dezaprobatę budzi niezrozumiały dla społeczeństwa
stosunek MSZ do Kongresu Polonii Amerykańskiej, największej i najzasobniejszej
organizacji polonijnej w USA, kierowanej przez Edwarda Moskala. Zauważalne
próby marginalizowania roli i znaczenia Kongresu Polonii Amerykańskiej i jego
popularnego prezesa źle służą Polsce i jej interesom w Stanach Zjednoczonych.
Przecież trudno nie zauważyć, iż w okresie swojego istnienia KPA był i pozostaje
wiernym i skutecznym partnerem oraz wsparciem dla macierzy w realizacji najbardziej
żywotnych interesów Polski. Walka o zniesienie wiz USA dla Polaków jest tu
sztandarowym przykładem.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Niestety wiele wskazuje na to, że Polska nie
stanie się w NATO ani w Unii Europejskiej współkreatorem europejskiej polityki
wschodniej. Styl pracy i działalności niektórych naszych przedstawicielstw
na Wschodzie nie daje podstaw do przekonania, że mogą być one skutecznym instrumentem
w tej misternej i wymagającej wielkiego dynamizmu grze o strefy wpływów lub
chociażby tylko o serca i umysły sąsiadujących z nami narodów. Nowe zadania
wymagają na głównych kierunkach naszej aktywności wschodniej nowych ludzi
i nowej filozofii działania. Działania twórczego, ofiarnego, z wielką wyobraźnią
i z głębokim przeświadczeniem, że zawsze celem nadrzędnym tych działań powinien
być interes państwa i narodu polskiego, a także Polaków żyjących poza macierzą,
którzy są integralną częścią tego narodu.
Już we wczorajszej dyskusji w komisji pojawiło się hasło etosu dyplomaty
polskiego utożsamiającego się w każdym calu z aspiracjami historycznymi i
współczesnymi narodu i państwa, które on reprezentuje. To utożsamianie się
rozumiemy między innymi jako bezwzględne wykonywanie dyrektyw i wskazań zawartych
w stosownych dokumentach rządu. To utożsamianie się to także stosowanie się
do postanowień statutowych przedstawicielstw dyplomatycznych. Utożsamianie
się to także obrona pozytywnego wizerunku Polaków i Polski, to także szacunek
do ogromnego potencjału polskości, który przetrwał gdzieś hen poza granicami
kraju i jest wartością, która może być czynnikiem wspomagającym państwo polskie
na arenie międzynarodowej.
Czy wszyscy nasi przedstawiciele za granicą spełniają takie oczekiwania?
To pytanie jest ważne, ale pozostawiam je bez odpowiedzi, traktując jako sygnał
nawołujący niektóre placówki i osoby w nich zatrudnione do zwiększenia dawki
tożsamości narodowej i jednoznacznej identyfikacji ze wszystkim, co polskie,
od języka poczynając, a na tradycji i promocji polskości kończąc.
Naszym rodakom w krajach byłego Związku Radzieckiego, którzy wytrwali w swej
polskości, należy się szczególny szacunek i uznanie dla determinacji, z jaką
przez burze dziejowe i wbrew okrutnym wyrokom losu przenieśli do dnia dzisiejszego
to, co uznali za najcenniejsze, czyli tożsamość narodową i wiarę przodków.
W ramach tej ważnej debaty nad polityką zagraniczną naszego państwa przesyłam
z tej trybuny rodakom na Wschodzie najserdeczniejsze pozdrowienia i słowa
zapewnień, iż będą zawsze otoczeni serdeczną troską ze strony macierzy zarówno
w wymiarze instytucjonalnym, jak też coraz częściej ze strony osób prywatnych,
kierujących się szlachetnymi pobudkami udzielania pomocy swoim współbraciom
znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Zarówno wczorajsza dyskusja na posiedzeniu
Komisji Spraw Zagranicznych, jak i treść dzisiejszego wystąpienia pana ministra
Włodzimierza Cimoszewicza świadczą naszym zdaniem o pełnej gotowości Ministerstwa
Spraw Zagranicznych do wspólnego z Sejmem podejmowania i rozwiązywania najważniejszych
zadań z zakresu polskiej polityki zagranicznej. Niewątpliwie polityka ta,
mimo pewnych uchybień, które wskazałem, w minionym roku spowodowała wzrost
międzynarodowego znaczenia kraju i umocniła nasze pozycje negocjacyjne i partnerskie
w Unii Europejskiej. Polityka ta przygotowała także Europę w różnych aspektach
na godne przyjęcie Polski do jej struktur.
Mając powyższe na uwadze, Klub Parlamentarny Polskiego Stronnictwa Ludowego
opowiada się za przyjęciem sprawozdania z realizacji polskiej polityki zagranicznej
w 2003 r. i jej założeń programowych na rok bieżący. Dziękuję za uwagę. (Oklaski)
Poseł Andrzej
Lepper:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Należałoby ocenić 14 lat nowej polityki zagranicznej.
Niewątpliwie były i sukcesy, ale zdecydowanie więcej było błędów w polityce
zagranicznej. Należałoby zrobić krótką analizę tej polityki zagranicznej.
Wiem, że większość Wysokiej Izby nie lubi wracania wstecz, bo boi się tego
wracania wstecz, popełnionych błędów w polityce zagranicznej, które doprowadziły
do takiej sytuacji, jaką mamy dzisiaj w Polsce.
Nasuwa się pytanie: Czy to była nieświadomość czy głupota, czy ślepe zapatrzenie
się w innym kierunku? Czy było to wyrafinowane, zrobione z premedytacją i
czy były to może ustalenia ˝okrągłego stołu˝, bo polską politykę zagraniczną
do tej pory, po przemianach, jakie nastąpiły w Polsce, prowadziły ugrupowania
okrągłostołowe, wszystkie po kolei. Patrząc wstecz, były popełnione zasadnicze
błędy w tej polityce, błędy gospodarcze.
My dzisiaj nie możemy patrzeć na politykę zagraniczną tylko ideologicznie,
mówić tylko o dobrosąsiedzkich stosunkach, a nie widzieć tego, że dzisiaj
polityka zagraniczna to jest ekonomia, to są finanse i to jest gospodarka
przede wszystkim. Nie można było pójść tylko w jednym kierunku, nie widząc
tego, że Zachód miał bardzo poważne problemy już w latach 80.
Oczywiście nie zapominam również, i Samoobrona nie zapomina, o naszych problemach.
Polska również miała problemy, i to bardzo duże. Blok wschodni miał bardzo
duże problemy. Powrotu do tamtego systemu - powtarzam to któryś raz - nie
ma, ale czy byliśmy zdolni to przewidzieć, czy można było to przewidzieć?
Można było. Przecież nasze placówki dyplomatyczne były na całym świecie. W
placówkach dyplomatycznych na Zachodzie obserwowano, co się dzieje z nadwyżką
produkcji, z problemami, z brakiem rynków zbytu dla nadwyżek produkcyjnych.
I ślepo poszliśmy w tym kierunku. Otworzyliśmy się na Zachód, źle patrząc
na Wschód, ślepo wierząc, że jedyny kierunek to jest Zachód, to kapitalizm,
bo oni czekają na to, żeby nam pomóc, żeby nam dać, bo mają za dużo, nie mają
co robić z pieniędzmi. To był błędny kierunek. Nadwyżki produkcyjne Zachodu
były niesamowicie duże, i to wszystkiego. I nasze służby dyplomatyczne - nie
szpiegowskie, ale dyplomatyczne służby - powinny dokonywać analizy i widzieć,
że Niemcy rynek wewnętrzny miały już zaopatrzony. Także Francja, inne kraje
Unii. Niemiec nie miał potrzeby stawiać trzeciego domu, kupować piątego samochodu
itd. Tego nie zauważono, tych dóbr codziennych, albo nie chciano tego zauważyć.
Nie chciano tego zauważyć. To był niesamowity błąd.
Czy nasze służby dyplomatyczne wtedy, w tamtym okresie, nie widziały też
tego, że na Zachodzie nie było kapitalizmu? Jeżeli był kapitalizm, to można
powiedzieć: kapitalizm socjalny, z tzw. ludzką twarzą. Ale my, doświadczeni
socjalizmem z ludzką twarzą, nie powinniśmy iść w kierunku polityki obłędnej.
Poszliśmy w tym kierunku, mówiąc, że liberalizm, globalizacja to jest przyszłość.
A tam był interwencjonizm, tam był czynny udział państwa w gospodarce. U nas
odeszło się od tego i dzisiaj za to właśnie płacimy.
Wracając jeszcze na chwilę do analizy, powiem, że dzisiaj żadna opcja, która
do tej pory rządziła, nie może mówić, że o tych błędach, które były popełnione,
nie wiedziała. (Oklaski) Były bowiem ugrupowania w Polsce, które mówiły o
tym, że sprzedaż naszego majątku narodowego, grabież majątku narodowego, sprzedaż
banków to jest zdrada interesów narodowych. (Oklaski) Wyraźnie, zdecydowanie
mówiło się o tym.
Jaka była wtedy odpowiedź? Demagodzy, populiści, oni chcieliby powrotu do
komunizmu. Nic podobnego. Widzieliśmy tylko to zagrożenie. Mądrzejsi, znający
się na polityce - i z lewej, i z prawej strony część - mówili: co oni tam
wiedzą o świecie. My jesteśmy kształceni, my tam kończyliśmy studia, my byliśmy
tam na stypendiach, wiemy, jak tam jest dobrze, i nie wolno mówić, że na Zachodzie
jest źle.
To był właśnie straszny błąd. Uderzyli u nas w Polsce, mając dokładną analizę,
bo ich służby dyplomatyczne - i nie tylko dyplomatyczne - tę analizę robiły
na bieżąco, na bieżąco wiedziały, jakie zakłady w Polsce są dobre, jakie w
Polsce jest rolnictwo, że jest to zagrożenie dla Zachodu, że dla tego niby
dobrego Zachodu my jesteśmy naprawdę zagrożeniem.
Można mieć duże uwagi do polityki w poprzednim systemie - i Samoobrona je
ma, ma potężne uwagi - ale nie można mówić, że nic się nie robiło. To co?
To ja obliczyłem czy Bank Światowy, że majątek polski w 1989 r. był wart 400
mld dolarów? 70% majątku do dzisiaj sprzedano. Pytam po kolei wszystkie rządy,
gdzie jest 280 mld dolarów? Co się stało z tymi pieniędzmi? Kto je przejadł?
Emeryci? Renciści? Może niepełnosprawni dostali tyle? A może biedni robotnicy
albo chłopi polscy? Biedna służba zdrowia czy nauczyciele? Majątku nie ma
i pieniędzy nie ma. Co się stało z bankami? Wiemy, że banki na całym świecie
to jest krwioobieg, to są pieniądze, to jest potrzebny napęd gospodarki. A
co zrobiono? Na pierwszym miejscu, na początek praktycznie umożliwiono wstęp
do banków firmom zachodnim, konsultingowym i innym różnego rodzaju. Zatrudniano
tam fachowców z Zachodu, którzy mieli dostęp do całej dokumentacji, którzy
widzieli wszystko i znali stan każdej firmy. Wtedy właśnie, poprzez politykę
kredytową, wzrost, wysokie stopy procentowe... Tego nie zrobiono do tej pory
w żadnym kraju Unii Europejskiej, tylko w Polsce. Robiono to w krajach Trzeciego
Świata, to się sprawdziło w Argentynie, w Brazylii, w Chile, w Peru. Tak,
sprawdziło się, gdy stopa procentowa kredytu idzie z 10% rocznie na 40% miesięcznie
- już mamy utopionych wszystkich, którzy wzięli kredyty. Nie chodzi tylko
o osoby indywidualne, lecz również o najlepsze firmy. Bo czyż takich w Polsce
nie było?
Wysoka Izbo, nie możemy żyć ciągle zakompleksieni. Czy my byliśmy albo jesteśmy
głupsi od tych z Zachodu? (Oklaski) To nasi fachowcy praktycznie pierwsi rozpoczęli
pracę nad komputerem, wymyślili laser, światłowody. I mamy być zakompleksieni?
A my ich wpuściliśmy i oddaliśmy banki za darmo, jeszcze z dopłatą. To jest
fenomen na skalę światową - oddać banki i jeszcze do nich dopłacić. Z pieniędzmi,
z kadrą, z wyposażeniem, ze wszystkim je oddaliśmy, i jeszcze z udziałami
firm i ludności, które w 1989 r. stanowiły kwotę 65 mld dolarów. A podobno
nie mieliśmy wtedy żadnych pieniędzy. Majątek narodowy, banki z pieniędzmi
- wszystko oddane.
I cóż te banki robią dzisiaj? Należałoby to również uwzględnić w polityce
zagranicznej, bo mówię o tym, wracam do tego, nie odbiegam od tematu i nie
jest to demagogia czy populizm. Polityka zagraniczna ma dzisiaj wpływ na politykę
wewnętrzną Polski. I co, czy banki zachodnie są zainteresowane finansowaniem
polskiej przedsiębiorczości, polskiego rolnictwa? A po co? Za nasze pieniądze
kupują obligacje - za nasze, bo przecież dostali je od nas - i my patrzymy
na to bezczynnie. I mają zysk, bo wiedzą, że państwo je od nich odkupi, i
jeszcze zapłaci odsetki. Fenomen na skalę światową. To jest taka krótka analiza.
Chcę poruszyć jeszcze jedną sprawę związaną z bankami, skoro już jesteśmy
przy finansach, mianowicie to obłędne 60% długu publicznego w stosunku do
produktu krajowego brutto. To się już staje obłędem w Polsce. I kto to przygotował?
Ano jaśnie nam panujący nieobecny prezydent. Gdy przemawiają jego zwolennicy,
siedzi na fotelu, a teraz go nie ma. (Oklaski) Po co ma tego słuchać? Nie
ma go, gdzieś uciekł. Myślę, że za potrzebą nie wyszedł, bo zbyt długo go
nie ma. (Wesołość na sali, oklaski). Panie prezydencie, to jest bardzo ważna
debata. Pańskim obowiązkiem jest poświęcić ten jeden dzień w roku i siedzieć
tu. To jest pański obowiązek. (Oklaski)
Zapisano w konstytucji 60%. A w której konstytucji - może pan minister Cimoszewicz
na to odpowie - jakiego państwa w Unii jest zapisane 60%? Proszę to podać.
Mogę udowodnić, że takie państwo, jak Włochy, ma ten dług w wysokości 110%,
Belgia - ponad 100%, Niemcy - prawie 90%, Francja - 80%. I co im się stało?
Pytam: Co im się stało? Czy ktoś im za to coś robi? A my się boimy, że gdy
dojdziemy do 60%, będziemy wszystko ciąć, wszystkim zabierać. Nie będziecie
zabierać, bo naród na to nie pozwoli, na pewno nie pozwoli. (Oklaski) Broń
Boże, żeby wam takie myśli w ogóle przyszły do głowy.
Polityka zagraniczna dzisiaj, jak powiedziałem, to ekonomia, gospodarka.
O tym świadczy współpraca, to są przecież fakty. Współpraca: USA - Rosja,
Rosja - Niemcy, USA - Chiny, Rosja - Unia Europejska. Oni się nie boczą na
siebie, mogą się o coś posprzeczać, ale współpracują. O tym, że współpracują
z Rosją i ze Wschodem, świadczą te tysiące tirów, które codziennie przejeżdżają
przez nasz kraj, a my nie potrafimy nawet pobrać on nich opłacalnego dla nas
myta. Nie potrafimy tego pobrać, tacy jesteśmy mądrzy. (Oklaski) Mówimy, że
tam nie ma pieniędzy, tak? Kto będzie opowiadał nam takie bzdury, że tam nie
ma pieniędzy? Proszę jechać na Ukrainę, zawieźć towar - od ręki płacą. Pan
poseł Samborski dokładnie to wie, bo często tam jest, oczywiście z inną misją.
Wie, że tam nie jest tak, że nie płacą. Jest towar, płacą. Przyjeżdżali do
Polski, kupowali, płacili twardą walutą. U nas się wywołało fobie antyrosyjską,
antybiałoruską, antyukraińską: oni są niedobrzy, są źli. O swoje trzeba walczyć,
ale trzeba wiedzieć, że inni też myślą tylko o sobie, a nie naprawdę o nas.
W polityce zagranicznej musi nastąpić natychmiastowy zwrot, musi być otwarcie
na wszystkie kierunki. My nie możemy patrzeć tylko na Zachód. Zabezpieczając
nasze interesy narodowe, nie możemy się boczyć na kogokolwiek, ale nikomu
też nie możemy ślepo wierzyć, że załatwi nasze sprawy. Nikt nigdy nam niczego
za darmo nie dał, nikt naszych problemów za nas nie załatwi. My musimy to
załatwić sami, u nas, współpracując z każdym, każdego uważając za partnera
i od każdego wymagając partnerstwa, czy to są Stany Zjednoczone, czy Rosja,
czy Unia Europejska - nie ma to żadnego znaczenia. (Oklaski) Nawet gdybyśmy
byli krajem o połowę mniejszym - a jesteśmy dużym krajem - to nikt nie może
słabszego traktować po macoszemu, tylko musi w nim widzieć partnera i współpracować
z nim na partnerskich zasadach. Jeżeli tak nie będzie, to skazujemy się na
bycie krajem gorszej kategorii, krajem, który sam traci swoją suwerenność,
sam chce być traktowany po macoszemu, a chyba tego dla Polski nie chcemy.
Sprawy związane z obecną polityką zagraniczną chciałbym sprowadzić do kilku
punktów. Unia Europejska. Mamy tu przecież wielkie osiągnięcia, wielkie korzyści,
zyski miały być z przystąpienia Polski do Unii. Przed referendum wszyscy piali
do całego narodu, jakie to będą korzyści, ile dostaniemy, szczególnie polscy
rolnicy, jaka to szansa dla polskiej młodzieży, ile miejsc pracy będzie na
Zachodzie. Po co u nas w Polsce tworzyć miejsca pracy? Po co? U nas nie trzeba
miejsc pracy? My mamy wszystkiego za dużo, trzeba wysyłać naszą młodzież za
granicę, żeby tam pracowała. Niech jedzie młodzież, która chce, przecież nikt
nie może stawiać im żadnych przeszkód, ale ci, którzy tak piali, łącznie z
panem prezydentem Kwaśniewskim, o wielkich dopłatach dla rolników... Słuchać
o tych boleściach, o tych błędach dzisiaj pan prezydent nie potrafi, może
gdzieś się ukrył w kuluarach i słucha, ale myślę, że przynajmniej jego gabinet
dyplomatyczny mu to wszystko przekaże. Pan prezydent przecież pierwszy powiedział
do Polaków słynne słowa: słuchajcie, każdy chciałby dostać tyle, ile dostanie
polski chłop; emeryt, rencista chciałby dostać, pracownik chciałby dostać,
biedna pielęgniarka. To dopiero jest demagogia, to jest populizm, a nie konkrety.
(Oklaski)
I cóż jest dzisiaj - widzimy. Panie ministrze Cimoszewicz, zasadnicze pytanie
do pana: Czy pan znał treść art. 23? Jeżeli pan go znał i pan go nie przekazał
dokładnie, i nie znaliście dokładnej interpretacji, to świadczy o waszej małej
umiejętności, o waszej nieznajomości prawa w Unii, a jeżeli znaliście, to
zakrawa to na zdradę i poddaństwo, inaczej nie można tego powiedzieć (Oklaski),
bo artykuł ten Wysoka Izba zna, ale nie wszyscy go znają. Art. 23 mówi, że
Rada UE, stanowiąc jednomyślnie na wniosek komisji i po konsultacji z Parlamentem
Europejskim, może dokonać takich dostosowań do postanowień niniejszego aktu,
odnoszących się do Wspólnej Polityki Rolnej, jakie mogą okazać się niezbędne
w wyniku zmiany reguł wspólnotowych.
(Głos z sali: To jest ważne.)
Takie dostosowanie może być dokonane przed dniem przystąpienia. I koniec.
Kto tego nie wiedział? Mówiliście, że cały traktat przeczytaliście. Podobno,
jak prasa pisała, był on w języku angielskim. Może trzeba wam studentów? Oni
znają język angielski. (Oklaski) Studenci prawa zinterpretują i będzie wiadomo.
To dotyczy rolnictwa.
Sprawa sprzedaży ziemi. Panu prezydentowi też chyba trzeba przypomnieć art.
126 konstytucji, który mówi, że prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem
konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności
i niepodzielności jego terytorium.
Jak można było, panie prezydencie, panowie, zgodzić się na sprzedaż polskiej
ziemi? Nie wolno było zgodzić się, obojętnie, jakie by były okresy przejściowe.
(Oklaski) To jest utrata suwerenności i zagrożenie terytorium, że będzie ono
nadzorowane przez nas, zarządzane przez nas, ale właścicielami będą inni,
o czym była wczoraj w Wysokiej Izbie dyskusja i te zagrożenia były przedstawiane.
Szczególnie chodzi o Ziemie Zachodnie i Północne, Warmię i Mazury.
Polska młodzież już dostała pracę, tak jest: sprzątanie, zmywanie naczyń,
opiekowanie się ludźmi starszymi. Żadna praca nie hańbi, oczywiście że nie,
ale już nam powiedziano: będą okresy przejściowe przed wstąpieniem - Belgia,
Niemcy, Francja. Czy rząd nie wiedział, panie ministrze, o tym, że Unia ma
własne problemy z bezrobociem, że bezrobocie w Niemczech w ubiegłym roku,
kiedy podpisywany był traktat, było rzędu 5 mln ludzi, we Francji 7 mln itd.
Jeżeli znowu tego nie wiedział, to co tam dzisiaj robią służby dyplomatyczne?
Za co biorą w tych państwach pieniądze, że tego nie donoszą, że nie mówią
o tym, że nie robią takich sprawozdań?
Sprawy młodzieży są zamknięte, bo miejsc pracy już nie będzie, niech młodzież
na to nie liczy. Jakiś malutki ułamek najlepszych fachowców, lekarzy, internautów,
informatyków, drenaż mózgów z Polski, najlepiej wykształconych, za nasze pieniądze
pojedzie na Zachód. To oczywiście będzie, ale nic więcej, po prostu nic więcej.
Sprawy socjalne. Też były pokazywane zabezpieczenia, ile to dostają emeryci
i renciści itd. Tego nie będzie, niech emeryt i rencista nawet nie liczą na
to, że będzie to na poziomie takim jak tam. A jakie będą ceny, to się okaże.
Odsyłam do ostatniej ˝Polityki˝, w której jest obszerny artykuł, jakie będą
ceny po przystąpieniu do Unii, ale nie ma ani słowa o tym, że my podwyższymy...
Zresztą z planu Hausnera wynika jednoznacznie, że będą jeszcze cięcia socjalne,
a nie podwyżki.
Sprawa polityki to również Stany Zjednoczone. I co tu mamy? Jak pięknie,
Stany Zjednoczone, największe mocarstwo na świecie. Nie mam zamiaru tego podważać,
ale nie do końca w to wierzę. Mocarstwem jest Rosja, mocarstwem są Chiny,
ale nie przesadzajmy z tymi Stanami, że oni wszystko mają naj- i są najsilniejsi,
bo nie potrafią sobie dać rady w małej wojnie w jednym czy w drugim regionie
państwa, chociaż ja jestem zdecydowanym przeciwnikiem wojny.
Stany Zjednoczone: wizy dla Polaków, odciski palców, oczywiście. Popieram
tych urzędników i polityków, którzy powiedzieli, że nie pojadą do Stanów,
dopóki to będzie obowiązywało. Nawet tego nie mogliśmy wywalczyć. Znowu, panie
ministrze, zapomnieliście o tym, tak? Bo po co, czy to takie ważne? Przecież
Polacy mogą być poniżani, a Amerykanie, mocarstwo, nadludzie muszą być traktowani
wszędzie bardzo dobrze. Brazylia, mała, niby zadłużona, a raz odwet: jak wy
nam robicie, tak my wam robimy. I nie ma mowy, żeby było inaczej, inaczej
być nie może. (Oklaski)
Prezydent Bush często mówi... Dzisiaj radio od rana trąbiło, że wczoraj składał
doroczne sprawozdanie, tak, doroczne, z jego działalności. Podawał wizje na
przyszłość i w radiu się powtarza, że wymienił Polskę. Ojej, jaka radość!
Wymienił Polskę, że Polska jest w Iraku. (Oklaski) Jakie zadowolenie! I co
za to mamy? Co mamy z tego Iraku?
Nie mówcie dzisiaj, że nie mówiliście, iż do Iraku jedziemy również po to,
żeby tam były miejsca pracy dla Polaków. Około 25 tys. ludzi miało mieć przygotowane
miejsca pracy, polskie firmy itd. Już zapomnieliście? Macie szybko następującą
amnezję, może jecie za dużo zachodniego masła (Oklaski) i zachodnich wyrobów,
bo to działa tak, że bardzo szybko odbiera pamięć. Jedzcie polskie przetwory
mleczne i mięsne, to będziecie mieć dłuższą pamięć, będziecie pamiętać, że
to powiedzieliście. Niczego z tego dzisiaj nie mamy, mamy tylko konflikt.
Co będzie, panie ministrze, od lipca? Czy nasze wojska wrócą? Czy ta strefa
okupacyjna, ale jak chcecie usłyszeć, tak jak nazywa to rząd, to stabilizacyjna,
tak jest, strefa... Czy skończy się nasz udział? NATO i ONZ mają mieć większy
udział. Co dalej zrobią Amerykanie? Nie widzicie dzisiaj tego, co dzieje się
tam wewnątrz, jak tam te trzy nacje walczą dzisiaj między sobą o władzę? I
jedni drugim nie ustąpią. Tak więc z tego też nic nie mamy.
Rosja - bardzo ważny problem, o którym wspominałem tylko częściowo. Niewykorzystany
rynek, tyle wyjazdów prezydenta, premiera, ministrów, tyle załatwiania spraw,
chwalenia się w Polsce, że prezydent spotkał się z premierem, premier z premierem,
minister z ministrem. No i co z tego ma obywatel z obywatelem? Nic po prostu
z tego nie ma. Nadal nic z tego nie mamy. Ten rynek wschodni jest niewykorzystany.
My nie możemy się boczyć na Rosję, naprawdę. Czy nam się podoba, czy nie,
Rosja była mocarstwem, jest i będzie, będą ją szanować i traktować poważnie,
a nas cały czas będą poniżać. My nie chcemy powrotu wojsk radzieckich, bo
wyprowadzenie było słuszne, to jest ten jeden z małych sukcesów, wejście do
NATO też było słuszne, ale nie możemy się boczyć w sprawach gospodarki.
Następna sprawa to są Chiny. I co? Nie tak dawno mówiliśmy: Chiny to bieda,
nędza, miska ryżu dziennie, umierają z głodu. A dzisiaj mają plus w handlu
z Ameryką. Ponad 100 mld dolarów Chiny mają na plus. Dzisiaj Stany Zjednoczone
boją się Chin. A my jako Polska zrobiliśmy jakiś krok?
Panie ministrze, niech pan odpowie: dlaczego w tych krajach, z którymi mamy
deficyt w handlu, są jeszcze ci sami dyplomaci? Co tam robią całe ambasady?
Co tam robią radcy handlowi (Oklaski) na rzecz Polski, żebyśmy my mogli tam
wejść ze swoim towarem, z promocją naszych towarów? Bo już co jak co, ale
żywność mamy wspaniałą.
Kiedy dzisiaj rano - ja wierzę, że pan też tak wcześnie wstaje jak ja...
Jest audycja rolnicza o godz. 5 rano, w której mówili, że z kilograma mięsa
robią już 3,3 kg szynki w Polsce. To są produkty mięsopodobne, a nie żadne
mięso. (Oklaski) My mamy zdrową żywność, możemy tam wejść, niestety błędy
doprowadziły do tego.
Kończę, panie marszałku.
Poseł Andrzej
Lepper:
Chciałbym poruszyć jeszcze tylko jedną kwestię. Chodzi o samozachwyt rządu
Leszka Millera danymi GUS: wzrost produktu krajowego brutto, bezrobocie spadło
o 40 tys., najpierw wzrosło o pół miliona, a później o 40 tys. spadło - to
są sukcesy. (Oklaski) Ja wam życzę takiego dobrego samopoczucia i wiary w
dane GUS. Wierzcie w nie nadal. Ale dlaczego wy tylko jednostronnie je przedstawiacie?
Dlaczego nie mówicie o 5 mln bezrobotnych, o tym, że z tego 4 mln nie ma prawa
do żadnego zasiłku? Bo nie jest 3 mln bezrobotnych, wszyscy w Wysokiej Izbie
wiemy, jakie jest bezrobocie ukryte. Dlaczego nie mówi się o tym? Dlaczego
nie mówi się o tym, że 70% emerytów, rencistów nie ma dzisiaj na leki? Co
się dzieje z niepełnosprawnymi? A to są nasze obowiązki zapisane w tej małej
książeczce, którą jaśnie panujący nieobecny prezydent przysłał do każdego
domu. Do każdego domu przysłał nam. Przestrzeganie jej - żadne.
Tak że konkludując, chciałbym powiedzieć, że Samoobrona wie, co mówi. I nie
myślcie, że wy wszystkie rozumy zjedliście, że wy wszystko wiecie, wszyscy
rządzący do tej pory, że wy najlepiej załatwicie wszystko. Ci nowi, których
tu ani jednego teraz nie ma, szykujący się do rządzenia (Oklaski) też wszystkie
rozumy zjedli, wszystko najlepiej wiedzą, tylko Platforma teraz dopiero będzie
przygotowywać program. Mówią, że teraz zbiorą radę, program przygotują. Samoobrona
ma program. (Oklaski) I tu jest zapisane. Każdy z państwa go dostał. Jest
ten program. Jest. Wiemy, gdzie są pieniądze, gdzie są źródła finansowania.
I tym należy zakończyć, co wczoraj powiedział pan minister Osiatyński. Nie
jest oczywiście moim ulubieńcem i żadnym fanem moim...
(Poseł Antoni Macierewicz: Moim też nie.)
Ale wczoraj, panie pośle Macierewicz, jak pan oglądał Forum, to usłyszał
pan, co mówił - że w ubiegłym roku w Polsce wzrosły rezerwy dewizowe i jednocześnie
wzrósł dług publiczny. Fenomen na skalę światową. (Oklaski) Rezerwy wzrosły,
może mnie ktoś poprawić, ale o ok. 4,5 mld dolarów. To jest, drodzy państwo,
prawie 18 czy nawet ponad 18 mld zł. A tu robią cięcia, żeby emerytom, rencistom
zabrać 2 mld zł, a rezerwa tak wzrosła. To do kiedy, pytam, do kiedy ta rezerwa
będzie rosnąć? Do kiedy ona ma rosnąć? Do wtedy, do kiedy Balcerowicz będzie
prezesem banku? (Oklaski) Do kiedy będzie ta Rada Polityki Pieniężnej? Zmieniona
już jest w większości, już jest nowa, zmieniona w większości, to dokładnie
wiem przecież, ale nie ma zmiany, jeden został, jeden najmądrzejszy (Oklaski),
fenomen ekonomiczny, który doprowadził Polskę do ruiny gospodarczej, do ruiny
finansowej, do ruiny socjalnej.
(Głos z sali: Tak jest.)
(Głos z sali: Do tragedii. )
I nie powiem, że on musi odejść, on musi być rozliczony za to, co zrobił
z gospodarką (Oklaski), co zrobił z Polską, bo odejście, to można się z tego
śmiać, tylko nie każdy to rozumie. Bo już tłumaczyłem raz, dziecko w wieku
9 lat też zna przykazania boże, ale czy je rozumie do końca, nauczone na pamięć.
I tak samo wszyscy się nauczyli, że Lepper mówi: Balcerowicz musi odejść.
Lepper mówi o podstawch, co jest potwierdzane dzisiaj przez opozycję, tych,
którzy Leppera widzą jako awanturnika, tego, który tu siedzi w pierwszym rzędzie
przy Platformie. Samoobrona Leppera to awanturników Samoobrona. Tak, panie
Rokita, do wtedy będziemy awanturnikami, dopóki pana i panu podobnych nie
rozliczymy za to (Oklaski), co zrobiliście z Polską, łącznie z tą ekipą rządzącą.
Tak że jest tyle błędów w polityce zagranicznej, że gdybyśmy nawet chcieli
poprzeć ją, poprzeć to wystąpienie pana ministra, to te błędy nie pozwalają
na to, dlatego też Samoobrona będzie głosować za odrzuceniem sprawozdania
pana ministra. Dziękuję. (Oklaski)
Poseł Janusz
Dobrosz:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Polityka zagraniczna państwa zakwita jak kwiat,
jest skuteczna i przynosi sukcesy narodowi i państwu, opierając się na jego
wewnętrznej sile i potędze, jest swoistym egzaminem finansów, jego pogotowia
zbrojnego, sprawności administracji, jego ładu wewnętrznego i sprawiedliwości
społecznej. Tak być powinno. A jak jest? Klub Parlamentarny Ligi Polskich
Rodzin z zaniepokojeniem stwierdza: polska polityka zagraniczna od wielu lat
jest w defensywie. Prawie cała uwaga oficjalnych sterników polskiej polityki
zagranicznej koncentrowała się i koncentruje na realizacji błędnego i szkodliwego
kierunku podporządkowania Polski Unii Europejskiej. (Oklaski) Odnosimy smutne
wrażenie, iż kolejne rządy prowadzą dyskusję o polskiej polityce zagranicznej
w oderwaniu od sytuacji społeczno- ekonomicznej kraju, od tendencji ujawniających
się w stosunkach międzynarodowych. Fetysz, Unia Europejska przesłania zdrowy
rozsądek, tłumi instynkt samozachowawczy narodu, prowadzi w efekcie to utraty
suwerenności państwowej. Jedni w swej naiwności wierzą w idealistyczny wizerunek
jednoczącej się Europy, inni, obciążeni wasalną osobowością, która zawsze
musi mieć swojego pana - raz Moskwę, tym razem zmieniła ją na Brukselę - brną
dalej ku klęsce tej polityki, choć już wyraźnie widać, że na żadną partnerską
pozycję Polski w Unii Europejskiej liczyć nie możemy. (Oklaski) Ponadto prezydent
i rząd bezkrytycznie popierają ideologię globalizacji i głoszą nieuprawnioną
tezę, że jest ona dla Polski korzystna i nieunikniona. A przecież globalizm
podobnie jak komunizm oparty jest o przekonanie, że droga ta do pełnej realizacji
wiedzie przez likwidację państw narodowych. Powiedzmy sobie to wyraźnie: likwidację
państw narodowych, wyciszenie tożsamości narodów, wartości cywilizacji łacińskiej
i etyki chrześcijańskiej, a następnie utworzenie czegoś w rodzaju rządu światowego.
Unia Europejska jest wkomponowana w tę koncepcję. Ona wcale nie jest jakby
w przeciwności do tego globalizmu.
Sternicy biednej, rozkradanej Polski, otwartej bezkrytycznie na dubbingowy
import często powołują się na zachodnie wzorce, warto więc, by się zapoznali
z raportem komisji Bundestagu z 24 czerwca 2003 r. Globalizacja - cytuję -
wyzwania i odpowiedzi. Bogaci, dobrze zorganizowani Niemcy nie boją się stwierdzić,
i to wyraźnie, że konkurencja nieograniczona stwarza zagrożenia i pogłębia
podziały pomiędzy krajami biednymi i bogatymi. A ponadto stwierdza, że globalizacja,
a przede wszystkim liberalizacja wymiany handlowej i przepływu kapitałów jest
procesem wspieranym przez głównych uczestników rynków kapitałowych, rządy
Stanów Zjednoczonych, państw członkowskich Unii oraz Japonii. Polska od lat
płaci bardzo wysoką ceną za zbytnie uleganie idei globalizacji. Osłabia swoją
gospodarkę, traci katastrofalnie kontrolę nad własnością, i to tą indywidualną,
i państwową, usługami, w rolnictwie, pogłębia tragedię bezrobocia, dramatycznie
zadłuża polskie państwo. Polski rząd nie szuka dróg do obejścia nacisku globalizacji.
A popatrzmy, czyni to nawet właśnie Bundestag i rząd Niemiec. Dlatego Klub
Parlamentarny Ligi Polskich Rodzin przygotowuje polskie, narodowe stanowisko
wobec niebezpiecznych tendencji wynikających z globalizacji, wraz z konkretnymi,
stosowanymi już przez inne państwa, instrumentami prawnymi i ekonomicznymi.
Wiele ciekawych rozwiązań zaproponował już w swojej pozycji ˝Świat po kapitalizmie.
Alternatywy dla globalizacji˝ David Korten. Można by było się nad tą pozycją
zastanowić.
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! W europejskiej i polskiej rzeczywistości
rok 2003 stał pod znakiem wielkiej mistyfikacji. Przed ogólnokrajowym referendum
w spawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej przeciętny obywatel torpedowany
był hurra optymistycznymi informacjami, jakie to wielkie pieniądze i przywileje
otrzyma Polska po wejściu do Unii Europejskiej. W składaniu obietnic bez pokrycia
prześcigali się: prezydent, rząd, partie polityczne, Sojusz Lewicy, Platforma,
Unia Wolności, Unia Pracy, część PiS, PSL, usłużne media publicznej, a lwia
część prywatnych taką uprawiała propagandę prounijną, że nie powstydziłby
się jej nawet dyplomowany agitator z okresu czasów Bieruta. Gdy wprowadzony
w błąd, w większości głosujący na: tak, obywatel polski zrobił to, jak za
dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczęły się pojawiać prawdziwe informacje,
co czeka Polskę w maju w 2003 r.
Dyskryminujące Polskę warunki ekonomiczne wynegocjonowane w Kopenhadze miała
zrównoważyć mocna polityczna pozycja Polski zagwarantowana traktatem w Nicei.
Ale i tu na euroentuzjastów eurokraci wylali przysłowiowy kubeł zimnej wody,
proponując wysmażony w ciszy gabinetów federalistów projekt traktatu konstytucyjnego.
Mówimy wprost: Nicea to była marchewka dla naiwnych, traktat konstytucyjny
to dzisiaj kij na cały naród. (Oklaski) Dla Ligi Polskich Rodzin, dla Polaków,
którzy myślą po polsku, umieją przewidywać i obserwować międzynarodową scenę
polityczną to żadna niespodzianka. Przewidywaliśmy i ostrzegaliśmy, że Francja
i Niemcy już w końcu lat. 90. doszły do wniosku, że żadne z nich z osobna
nie jest w stanie osiągnąć politycznej hegemonii w Europie. Zatem, posługując
się na użytek propagandy frazeologią ogólnoeuropejską, w praktyce będą dążyć
na płaszczyźnie politycznej do zagwarantowania sobie tej uprzywilejowanej
pozycji.
Projekt konstytucji Stanów Zjednoczonych Europy, bo tak to trzeba nazwać,
zaprojektowany przez byłego prezydenta Francji, przesiąknięty jest mutacją
znanego niegdyś w Polsce niechlubnego hasła. Tym razem ono brzmi: ˝Biurokraci
wszystkich krajów łącznie się˝. (Oklaski) Dziś wielu polityków dziwi się,
że do lamusa usiłują niektórzy federaliści, w zasadzie wszyscy, schować ideę
Europy ojczyzn, a przecież w 1994 r. czołowi politycy niemieccy, Schäuble,
Klaus Lamers, wystąpili w imieniu parlamentarnej koalicji CDU-CSU z formalnymi
żądaniami utworzenia twardego rdzenia Unii Europejskiej. To rząd o tym nie
wiedział? To politycy o tym nie wiedzieli? Wprost można zacytować, cóż tam
jest w tym dokumencie: ˝Już nigdy więcej nie może istnieć w Europie Środkowej
destabilizacyjna próżnia mocarstwowa. Jeśli integracja europejska nie postępowałaby
naprzód, Niemcy mogłyby uważać się za powołanych lub zmuszonych względami
na własne bezpieczeństwo do osiągnięcia stabilizacji swą własną, tradycyjną
drogą˝. Co Polacy mogą o takiej tradycyjnej drodze sądzić, to nie trudno się
domyśleć.
Jeszcze raz powtarzam: czy o tym nie wiedziano? Polacy okazali się jeszcze
raz idealistami i naiwniakami. Nasz rzekomo wielki przyjaciel Gunter Verheugen
w pełni potwierdził, że traktat nicejski był elementem podstępnej gry. 13
grudnia oświadczył w Brukseli, bez ogródek, że lepsze warunki dla Polski w
Nicei były po to, by przyciągnąć państwa kandydujące przed referendum. Nie
zamierzano natomiast tych nicejskich uwarunkowań i decyzji dalej popierać.
I wtedy pojawił się traktat konstytucyjny. Co za rozbrajająca szczerość. Jeszcze
większą popisał się kanclerz Gerhard Schroeder, który po szczycie w Brukseli
powiedział, że Polska jest egoistyczna, gdyż zabiega o swoje interesy, nie
poświęcając ich interesowi nowego państwa europejskiego, oraz zgodnie z tradycją
buntuje się przeciwko Europie. Nie raczył tylko odpowiedzieć, kiedy owe bunty
miały miejsce? Czy za Bolesława Chrobrego, Bolesława Krzywoustego, kiedy broniliśmy
się przed ekspansją cesarstwa, czy może pod polami Grunwaldu, czy może podczas
powstań narodowych, czy może w roku 1920, kiedy obroniliśmy się przed nawałą
bolszewicką, a może w powstaniu warszawskim? Panie kanclerzu, przypominamy
panu, gdyby nie polskie skłonności do buntu, jak pan to powiedział, a my mówimy:
umiłowanie wolności, dziś musiałby pan negocjować z następcą Ericha Honnekera,
a Niemcy nadal by były podzielone. (Oklaski)
To dobrze, że Polska nie zgodziła się na traktat konstytucyjny. Nie ma i
nie może być zgody na realizację uwspółcześnionej idei middle Europy. Ale
czy słusznie to, co uczynił rząd, będzie dalej podtrzymywane? Są głosy, że
zaczyna dochodzić do jakichś kompromisów. Cóż my uważamy? Liga Polskich Rodzin
jednoznacznie oświadcza: tu nie chodzi o szczegóły. Ta konstytucja to koniec
suwerennej, niepodległej Polski, gdyż w fundamentalnym zapisie zakłada ona
wyższość konstytucji europejskiej nad konstytucjami państw członkowskich.
Mimo że w praktyce czasów PRL nie byliśmy państwem suwerennym, to na coś takiego
konstytucja Związku Sowieckiego się nie ważyła. Nie było zapisu, że ta konstytucja
jest wyższa, ma wyższą rangę i do niej się należy odnosić, w stosunku do konstytucji
Polski Ludowej, Czechosłowacji, Bułgarii czy Rumunii.
Zatem wzywamy naród polski do tego, żeby w referendum ogólnonarodowym ten
traktat konstytucyjny odrzucił. Natomiast od rządu oczekujemy, że zgodnie
z zasadami demokracji ta kwestia zostanie poddana referendum i nie będzie
oporu ani rządu, ani części rządowej Wysokiej Izby. (Oklaski)
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! XXI wiek nie rozpoczął się niestety pod szczęśliwą
gwiazdą. Do starych, nierozwiązanych konfliktów i wojen dołączyły nowe. Terroryzm
staje się niestety stałym instrumentem realizacji politycznych celów. Cywilizowany
świat podjął walkę z jego zewnętrznymi przejawami, zupełnie zaniedbując likwidowanie
jego zasadniczych przyczyn, a one są właśnie w globalizacji, w tej coraz większej
różnicy pomiędzy bogatą północą i biednym południem. Dlatego też zgodnie z
dramatycznymi apelami Ojca Świętego Jana Pawła II byliśmy przeciwko interwencji
Stanów Zjednoczonych w Iraku. Nawet mając słuszne intencje, nie podejmuje
się ostatecznych środków, gdy nie ma się klarownej, wykonalnej, skutecznej
koncepcji. Jak będzie wyglądał los Irakijczyków, jakie są szanse na stabilność
i pokój w tym obszarze po obaleniu dyktatora? Z tej trybuny ostrzegaliśmy,
jak to się może skończyć, że łatwiej będzie wejść do Iraku, jak z niego wyjść.
Grubymi nićmi szyte informacje o broni masowego rażenia, nerwowość administracji
amerykańskiej Georga Busha budziła wątpliwości, budziły potężne wątpliwości
zasady prawa, na które się powoływał George Bush i tutaj też przecież tej
legitymizacji ONZ nie było. Wszystko to się niestety stało. Protestowaliśmy,
nasze protesty nie były brane pod uwagę, ba, prezydent, rząd podjęli tę decyzję
poza narodem, poza jego większością. Ale jest dzisiaj taka sytuacja, jaka
jest. Polski korpus, nasi żołnierze pełnią trudną, powiedzmy to, niebezpieczną,
odpowiedzialną służę w Iraku. Stało się zło. Tej decyzji nie cofniemy, ale
też dzisiaj decyzja o całkowitym, natychmiastowym wycofaniu naszego kontyngentu
nie będzie niczym rozsądnym. W świat pójdzie opinia, że Polacy wycofują się
wtedy, gdy pojawiają się prawdziwe trudności.
Ci, co butnie pouczali nie tylko rząd, ale nas, Polaków - Francuzi, Niemcy
będą triumfować i urabiać o Polsce fatalną opinię. Przy okazji decyzja o udziale
Polski w okupacji Iraku i poparciu polityki USA dała jeden korzystny efekt:
ujawniły się wprost imperialne zapędy zwłaszcza Francji i Niemiec, a więc
tych, którzy uzurpują sobie prawo decydowania o polskim losie i o naszej przyszłości.
Niestety, obecnie nie ma już dobrych, jednoznacznych rozwiązań, próbujmy
zatem zrobić wszystko, żeby ta interwencja w Iraku otrzymała status oficjalnej
misji Organizacji Narodów Zjednoczonych. (Oklaski) Inspirujmy działania pokojowe,
pojednawcze. Swą postawą nie dopuszczajmy do negatywnego stereotypu, że to
jest jedna z części konfliktu pomiędzy cywilizacjami i religiami, że to jest
przedłużenie swoiste walki pomiędzy Izraelem a Palestyną, by wizerunek Polski,
polskich żołnierzy był w Iraku dobry, korzystny. Liga Polskich Rodzin proponuje,
by naszym żołnierzom towarzyszyli lekarze, nauczyciele, inżynierowie, architekci.
Niech rząd to zorganizuje wspólnie z organizacjami społecznymi, kościelnymi,
z organizacjami wyznaniowymi - Kościół katolicki już taką zbiórkę na ofiary
w Iraku zorganizował. Chodzi o to, żeby rząd polski w to też się zaangażował
i czynił wszystko, żeby w stosownej chwili mogli nasi żołnierze do naszej
ojczyzny wrócić.
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Dla większości Polaków, dla naszej formacji
politycznej niezwykle ważne są dobre, wręcz szczególnie dobre stosunki ze
Stanami Zjednoczonymi. W narodzie polskim od lat Ameryka i Amerykanie mieli
wielką sympatię. Uważamy, że naszą polską racją stanu jest znaczna obecność
sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych w Europie. Za błędne i szkodliwe dla Polski,
dla stabilizacji międzynarodowej uważamy pomysły tworzenia niezależnych sił
zbrojnych Unii Europejskiej. (Oklaski) Miliony naszych rodaków są w USA, są
przedłużeniem naszej ojczyzny. Polska jest dziś sojusznikiem Stanów Zjednoczonych,
nawet może na wyrost. Oficjalnie wzorowe stosunki między władzami Polski i
USA to jednak nie wszystko. Naród polski czuje się obecnie upokarzany przez
Amerykę, rewizje, deportacje, pogardliwy stosunek amerykańskich urzędników
na lotniskach, traktowanie sojuszniczego narodu jak terrorystów. Gdy obok
tego przedstawiciele narodów, które szydziły z polityki amerykańskiej, przechodzą
bez niczego przez przejścia graniczne, my musimy czerwienić się ze wstydu.
Tłumaczenie, że Polacy pracują w dużej mierze na czarno i to jest jakoby argument
za utrzymaniem wiz, powód do takiego traktowania przez Stany Zjednoczone jest
niby wstydliwy. Z drugiej strony nie powinniśmy z tym występować w kontekście
naszego zaangażowania w Iraku. Ale czy to przeszkadza z drugiej strony przyjmować
taką formułę, kiedy my faktycznie jesteśmy w gorszej sytuacji finansowej,
a decydujemy się na taki krok? Przyjaźnie pomiędzy narodami są rzeczą trudną,
są rzeczą delikatną. Rządy się zmieniają, ale i sympatie narodów też się zmieniają.
Dlatego postulujemy i będziemy bardzo mocno o to zabiegać, żeby stosunek do
Polaków się zmienił, nie mówiąc o offsecie, o tych wszystkich kwestiach gospodarczych,
bo tutaj niestety ponosimy fiasko.
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Liga Polskich Rodzin od lat opowiada się
za aktywną polityką wobec Wschodu. Rosja jest naszym największym partnerem.
Mimo że graniczymy tylko z enklawą kaliningradzką, w ostatnich latach w stosunkach
oficjalnych odnotować można było zwiększenie aktywności, my to dostrzegamy,
i pana prezydenta, i parlamentu, i rządu. Przerwano wreszcie swoiste tabu,
ale, niestety, proszę państwa, szanowna Wysoka Izbo, instrumentarium dalej
nie ma. To są hasła, za tym nie idzie bezpośrednia współpraca.
To samo dotyczy Ukrainy: na wyrost wielkie pojednanie, nasza uchwała, a za
ludobójstwo spadkobiercy UPA, nie Ukraińcy, bo przecież mamy wielu wspaniałych
braci Ukraińców, nie dokonali tego. To samo dotyczy południowych Słowian.
Też była wielka walka o Kosowo, a jak Serbowie zostali sami w Kosowie, to
nie ma pomocy. Apelujemy bardzo mocno, żeby w tej kwestii się wypowiedzieć.
Popieramy wszystkie działania, które idą w kierunku aktywizacji na linii
azjatyckiej. Chiny i Indie to są wielkie rynki, tu wiele w materii dyplomatycznej
zrobiono, dostrzegamy to. Niestety za tym nie idą fakty, fakty to są bilanse
handlowe. Tutaj praktycznie nic się nie zmienia. W polityce nie ma sentymentów,
ale może jesteśmy zbyt idealistyczni w Lidze Polskich Rodzin. Były dwa kraje,
dwa narody: Hiszpania i Turcja, które nigdy nie uznały rozbiorów i chciały
nam nawet militarnie pomagać. Sądzę, że ten sojusz z Hiszpanami obecnie się
sprawdza i należałoby w tym kierunku iść. To samo z Turcją. Stwórzmy nawet
nową wizję północ - południe. Nie musimy się ściśle trzymać tego, co jest
związane z koncepcją Unii Europejskiej. Idźmy w tym kierunku.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Nie można pominąć tematu bardzo trudnego, jakim
są stosunki polsko-niemieckie. Wielokrotnie ostrzegaliśmy, że ten kiczowaty
obraz pełnego pojednania, fraternizacji, zakończy się dla Polski klęską. Niestety
dzisiaj tak się dzieje. 116 artykuł niemieckiej konstytucji dalej zakłada
istnienie Rzeszy w granicach z 1937 r. Dotyczy to wprawdzie obywatelstwa,
ale jest taka paralela prawna w doktrynie prawnej, w orzecznictwie Trybunału
Konstytucyjnego w Karlsrue, w uchwałach Bundestagu i Bundesratu. Są wyraźne
żądania dotyczące naszego majątku indywidualnego na Ziemiach Odzyskanych.
Nie możemy udawać, że tego tematu nie ma, a że zgodnie z pewną koniunkturą
politycy niemieccy tego tematu nieraz unikają albo mówią, że nie jest to niebezpieczeństwo,
to proszę w to nie wierzyć. O tym świadczą dokumenty, a nie tylko związek
tzw. wypędzonych i jego oświadczenie.
Na tej kanwie trzeba patrzeć na całą kwestię związaną z tzw. koncepcją centrum
do spraw wypędzeń. To ma być instrument moralnej relatywizacji tego, co się
działo w czasach II wojny światowej. Nie może być tak, że z narodu ofiar stajemy
się katami, a Niemcy stają się drugimi ofiarami w tymże centrum, po narodzie
żydowskim. To jest nieprawda, to jest potwarz, tak być nie może. Znakomicie
to udowodnił, jeśli chodzi o tę bzdurę, jeśli chodzi o ofiary dotyczące przesiedleń,
Jędrzej Giertych, opisał to znakomicie - proszę pokazać dla przykładu 200
osób, udowodnić, że w trakcie przesiedleń Niemców przez Polaków dochodziło
do zbrodni. Zbrodnie wojny, to, co się działo w trakcie działań wojennych,
Niemcy chcą interpretować jako zbrodnie Polski. To jest bzdura, nieprawda
i trzeba o tym głośno krzyczeć. Proponujemy zatem, skoro jest tak, że się
historię chce zakłamać: otwórzmy centrum wymordowanych i zniszczonych Słowian
połabskich na wyspie Wolin, a może zróbmy centrum martyrologii Polaków tu,
w Polsce, w Poznaniu albo Warszawie, bo przecież prawda, jeżeli nie jest powtarzana,
to kłamstwo zwycięży, a nie zwycięży prawda. (Oklaski)
Nie znaczy to, że nie chcemy dobrych stosunków z Niemcami. Wiele rzeczy dobrych
zostało zrobionych: współpraca młodzieży, wymiana kulturalna, naukowa, ale
nad tym wszystkim jak odium wiszą nierozwiązane problemy, zresztą mówiliśmy
o mniejszościach narodowych, zupełnie inny status Polaków, nie uzyskaliśmy
statusu mniejszości w Niemczech, tak jak Niemcy w Polsce - to wszystko składa
się na to, że o trudnych problemach się nie mówi, od lat się ich nie rozwiązuje,
a kiczowaty obraz pojednania trwa i wzmacnia w Niemczech te siły, które są
Polsce nieprzychylne, a osłabia te, które są naprawdę Polsce przychylne, bo
takie są, ale one czują, że są w defensywie, bo skoro polski rząd nie reaguje,
to jak?
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Tylko narody posiadające ofensywną strategię
w polityce, ekonomii, kulturze i wojskowości potrafią skutecznie bronić swoich
interesów w świecie, gdzie trwa bezlitosna konkurencja ekonomiczna, polityczna,
najostrzejsza od czasów rewolucji przemysłowej. O skuteczności państwa, polityki
zagranicznej, świadczy też jego obraz. Niestety, kreowany w trakcie tego zjawiska
antypolonizmu obraz coraz bardziej się nawarstwia, nie ma na to odporu, nie
ma większego odporu naszej dyplomacji. Składałem w tej sprawie wielokrotnie
interpelacje. Naród polski - jak to powiedzieli dwaj socjologowie, pan Wolniewicz
między innymi - jest podstawiany na miejsce zbrodniarzy niemieckich. Dzisiaj
się mówi: polskie zbrodnie, polskie obozy śmierci - powtarza się bez przerwy
te kłamstwa i bzdury, co w świadomości, niestety, się odkłada. Musimy z tym
walczyć. A piękna, wspaniała, postać Henryka Sławika? A zrobić o Sławiku film
- drugi Walenberg, a może więcej. A ile tych polskich ofiar było, ludzi, którzy
szlachetnie się zachowywali? Nie może być tak, że o polskim obrazie wojny
będą decydowały incydenty i kilku renegatów polskich. O tym ma decydować polski
naród i jego obraz. (Oklaski) To samo dotyczy przeprosin. Nie przeprasza się
za niepopełnione zbrodnie. Niech pierwsi przeproszą ci, którzy naprawdę sponiewierali
Polskę i Polaków.
Co do Irlandii, bo też często na tę Irlandię się powołujemy. Otóż Irlandia
tak pięknie się rozwija nie dlatego, że to dotyczy Unii Europejskiej, ale
dzięki temu, że wspaniale współpracuje diaspora amerykańska Irlandczyków z
Irlandczykami w kraju, w ojczyźnie, jest wspieranie ekonomiczne, moralne.
Niech będzie ta łączność pomiędzy Polonią amerykańską, tą najsilniejszą, a
Polakami w kraju. Nie patrzmy na różnice, ale twórzmy możliwości, nawet kapitałowe,
dla Polaków ze Stanów Zjednoczonych. Wyróżniamy i dajemy preferencje obcemu
kapitałowi, a czy daliśmy Polakom, którzy są z ojczyzną związani, którzy mogliby
w Polsce funkcjonować? Nie daliśmy. To przynajmniej dajmy teraz. (Oklaski)
(Głos z sali: Brawo!)
Kończę już, bo ten przykład irlandzki jest dobry. Wcale im ten piękny sztandar
świętego Patryka nie przeszkadza i tradycyjny stosunek do wartości. Jest to
siła Irlandii i to powinno też być siłą Polski.
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Noam Chomsky w swym ˝Roku 501. Podbój trwa.˝
stwierdza: W obecnej fazie intelektualnej korupcji podobnym narzędziem władzy
jak demokracja, prawa człowieka. Są głoszone przez przywódców doktryny ekonomiczne
przewidziane dla innych po to, aby można im było skutecznie się przeciwstawiać...,
ale żeby się nie można było przeciwstawić, grabić, wykorzystywać. To są mocne
słowa, nie z każdym się zgadzamy i nie jest to dla nas wielki autorytet, ale
jednak te słowa zostały powiedziane przez polityka, który ma charakter lewicowy.
Skoro on te rzeczy dostrzega, to dlaczego my - powtarzam to z tymi pierwszymi
słowami, które dzisiaj wygłosiłem - z tymi niekorzystnymi zjawiskami na świecie
nie potrafimy sobie poradzić? Na rolę ofiary, bo rola ofiary dla naszego kraju
między innymi w tej wizji Chomsky˝ego jest, na rolę ofiary, na taki układ
w świecie, w polityce zagranicznej Liga Polskich Rodzin się nie zgadza. Chcemy
suwerennej polskiej polityki zagranicznej, jednoznacznej. Fiasko bez alternatywnej
polityki zagranicznej dzisiaj jest wyraźne. Doceniamy determinację rządu w
Kopenhadze, mamy satysfakcję, że ona też wynikła z naszej uchwały, z inicjatywy
Ligi Polskich Rodzin...
(Głos z sali: W Brukseli.)
... jeśli chodzi o Brukselę, przepraszam bardzo. Ale to nie może być jedyny
argument przemawiający za popieraniem tej polityki zagranicznej. Liga Polskich
Rodzin tej polityki zagranicznej popierać nie może, ale wszędzie tam, gdzie
z punktu widzenia narodowych interesów rząd czynić będzie słusznie, proszę
liczyć na nasze poparcie, a wszędzie tam, gdzie będziemy widzieli, że to nie
ma nic wspólnego z suwerennym pojmowaniem pozycji Polski, to oczywiście na
takie poparcie liczyć nie można. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Janusz
Lisak:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Polska polityka zagraniczna wyrosła z realnych
potrzeb i realnych interesów naszego kraju. Od kilkunastu lat jest realizowana
według spójnej linii, linii, która ulega korektom, nie ulega zasadniczym zmianom,
niezależnie od tego, kto w kraju rządzi. Bardzo dobrze, że tak jest, bo dzięki
temu ta polityka może służyć jak najlepiej realizowaniu interesów Polski i
Polaków. Nie mamy tutaj nieprzewidywalnych zwrotów, stajemy się dzięki temu
wiarygodni dla naszych międzynarodowych partnerów.
Unia Pracy popierała główne cele polskiej polityki zagranicznej. Te główne
cele, takie jak strategiczne partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi, jak integracja
Polski z Unią Europejską czy wreszcie dobra współpraca z naszymi najbliższymi
sąsiadami, z sąsiadami na Wschodzie, to ciągle wyzwania dla polskiej polityki
zagranicznej, bo należy zauważyć, że choć te główne cele były wytypowane bezbłędnie,
to nie zawsze ich realizacja przebiegała tak, abyśmy byli w pełni usatysfakcjonowani.
Jeżeli prowadziliśmy politykę zbliżania z krajami Unii Europejskiej, dążenia
do akcesji z Unią Europejską, politykę bliskiego partnerstwa ze Stanami Zjednoczonymi,
to, niestety, nieco zapomnieliśmy o współpracy z naszymi najbliższymi sąsiadami.
I to może właśnie dlatego w trakcie ostatnich faz negocjacji nad projektem
konstytucji europejskiej brakło nam wsparcia naszych braci Węgrów, Czechów,
Słowaków, a przecież to wsparcie bardzo by nam się przydało. Wydaje się, że
w trakcie kolejnego roku na tę współpracę należy położyć większy niż dotychczas
nacisk. Oczywiście nie chodzi tu tylko o administracyjne czy deklaratywne
formuły, bo to do niczego nie prowadzi. Przecież Grupa Wyszehradzka cały czas
jest faktem, ale niestety ten fakt nie przekładał się na tak niezbędne nam
poparcie. Tu oczekujemy pewnych działań, które tę sytuację poprawią.
Ważna niewątpliwie jest polska polityka wschodnia. Zapatrzeni na Unię Europejską,
zapatrzeni na Stany Zjednoczone, nieco zapomnieliśmy o tym, że współpraca
z Rosją, Białorusią, Ukrainą to żywotny interes naszego kraju, że, oceniając
realnie, najlepsze interesy gospodarcze możemy robić właśnie z tymi krajami.
A w roku 2004, kiedy wschodnia granica Polski stanie się granicą Unii Europejskiej,
my, Polacy, nie możemy dopuścić do tego, aby ta granica stała się kolejnym
murem dzielącym Europę. To nasza rola w Europie, to nasza rola dla przyszłości
całego kontynentu. Nie możemy nie zrobić nic, bo wówczas powstanie nowa żelazna
kurtyna na polskiej granicy wschodniej. I to my musimy te procesy powstrzymać.
A ta dobra współpraca, mimo innych sytuacji politycznych, choćby w sąsiedniej
Białorusi, jest możliwa i podając rękę do tej współpracy możemy wiele dobrego
zrobić dla Polski i dla naszych sąsiadów. Realizując politykę zagraniczną,
zawsze należy kontrolować, na ile podejmowane decyzje zyskują akceptację szerokich
rzesz społeczeństwa. Nie jest bowiem dobrze, jeżeli nie ma zgodności między
decyzjami podejmowanymi w polityce zagranicznej, posunięciami o charakterze
strategicznym a poglądami zdecydowanej większości społeczeństw. I tu nie sposób
nie dotknąć sprawy naszej obecności w Iraku. Polska podjęła tę decyzję, nasza
obecność militarna w Iraku jest w tej chwili realnym faktem. Większość społeczeństwa
tej obecności nie akceptuje. W związku z tym polskie służby dyplomatyczne
muszą zintensyfikować wysiłki w celu możliwie jak najszybszego ustanowienia
cywilnej administracji w Iraku po to, aby możliwe było ograniczanie, a w dalszej
perspektywie likwidacja polskiej militarnej, wojskowej obecności w tym kraju.
A równocześnie musimy podtrzymać swoją wiarygodność, bo, jak słusznie mówiono
z tej trybuny, wszelkie gwałtowne zwroty w tej materii byłyby odebrane jako
podważenie wiarygodności kraju, a więc sytuacja jest bardzo trudna i bardzo
delikatna. Tym większe wyzwanie i tym większa odpowiedzialność na naszym ministerstwie
spraw zagranicznych z panem ministrem Cimoszewiczem na czele.
Unia Pracy oczekuje, że działania tu podjęte będą możliwie szybkie i skuteczne,
ale równocześnie Unia Pracy oczekuje, że nasz strategiczny partner, Stany
Zjednoczone, któremu udzieliliśmy niezwykle mocnego poparcia, angażując się
w operację iracką, w inny sposób zacznie traktować Polskę i jej obywateli.
To nie jest dobrze, kiedy najbliższy w tej chwili partner militarny, jakim
Polska jest dla Stanów Zjednoczonych, w relacjach wizowych jest traktowany
po macoszemu. To nie jest dobrze, jeżeli polscy obywatele ciągle na granicy
Stanów Zjednoczonych są obywatelami nawet nie drugiej, a trzeciej kategorii.
To nie jest dobrze, że mimo licznych deklaracji, jakie to bardzo intratne
kontrakty Polska uzyska w odbudowie Iraku, do dnia dzisiejszego w tej sprawie
nic istotnego się nie wydarzyło. Ta sytuacja musi ulec zmianie, bo w przeciwnym
razie dojdzie do odrzucenia przez społeczeństwo polskiej polityki zagranicznej,
a to byłoby nieszczęście. I dlatego w roku 2004 to zadanie jest chyba największym
wyzwaniem dla polskiej polityki zagranicznej. Oczywiście jest i drugie - doprowadzenie
do końca procesu integracji z Unią Europejską, czuwanie nad przebiegiem procesu
ratyfikacyjnego traktatu akcesyjnego. Jest wreszcie sprawa konstytucji europejskiej.
Polska na szczycie w Brukseli przedstawiła bardzo twarde stanowisko w sprawie
projektu konstytucji europejskiej. I to bardzo dobrze, bo odejście w tej chwili
od zapisów nicejskich w sprawie sposobu liczenia głosów byłoby podważeniem
w polskim społeczeństwie wiarygodności całego procesu akcesyjnego. Natomiast
nie jest dla Polski korzystne pozostawanie w sytuacji zawieszenia, pozostawanie
w sytuacji zawieszenia jako sprawca niewchodzenia w życie konstytucji europejskiej,
co więcej, nie jest dla Polski korzystne, nie jest korzystne dla naszych obywateli
to, że konstytucja europejska nie zacznie obowiązywać. Unia Pracy chciała
zwrócić uwagę na jeden bardzo istotny element tego aktu. Jest w nim rozdział
zatytułowany: Karta Praw Podstawowych. Ta Karta Praw Podstawowych jednoznacznie
ujmuje, co każdemu obywatelowi Unii Europejskiej należy się od państw tworzących
Wspólnotę. Są tam zagwarantowane podstawowe prawa socjalne, wolnościowe, prawa
człowieka. W biednym kraju, jakim w tej chwili jest Polska, zagwarantowanie
tych minimalnych standardów jest niezwykle ważne. I dlatego byłoby bardzo
niedobrze, gdyby w długiej perspektywie czasowej konstytucja europejska nie
weszła w życie. Gdyby ten projekt w ogóle upadł, można domniemywać, że opracowanie
następnego projektu z tak dobrze, tak korzystnie dla obywateli Wspólnoty zapisaną
Kartą Praw Podstawowych...
(Poseł Antoni Macierewicz: Zwłaszcza dla pedałów.)
...mogłoby okazać się niemożliwe; i to by była prawdziwa katastrofa.
Dlatego należy, co Unia Pracy z satysfakcją obserwuje, zintensyfikować kontakty
z Niemcami, z Francją, po to by znaleźć rozwiązanie tej patowej sytuacji.
Rozwiązanie, które zabezpieczy interesy i wiarygodność Polski, ale z drugiej
strony zapobiegnie przepadnięciu tego projektu konstytucji. Na pewno nie będzie
to zadanie łatwe, ale słuchając deklaracji również ze strony naszych europejskich
partnerów, można stwierdzić, że jest to zadanie wykonalne. I to kolejna wielka
sprawa, ogromne wyzwanie dla polskiej polityki zagranicznej w 2004 r.
Mówiąc o polskiej polityce zagranicznej, o jej funkcjonowaniu w roku ubiegłym
i o planach działania na rok 2004, nie sposób nie zwrócić uwagi na brak konsekwencji
w przekazywaniu zwierzchnictwa nad polskimi placówkami handlowymi za granicą
z ministerstwa gospodarki do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ta niezrozumiała
opozycja w ramach tego samego rządu na pewno nie służy dobrze funkcjonowaniu
polskich placówek dyplomatycznych. Nie ulega wątpliwości, że podstawowym interesem
polityki zagranicznej jest obrona interesów gospodarczych kraju, propagowanie
polskich towarów, polskich możliwości, i jeżeli dwa aspekty polityki są koordynowane
przez dwa różne kierownictwa, zawsze prowadzi to do mniejszej lub większej
niedoskonałości. Dlatego uważamy, jako Unia Pracy, że proces ujednolicania
kierowania polskimi placówkami dyplomatycznymi powinien postępować szybciej
i byłoby ze wszech miar wskazane, aby w 2004 r. znalazł swój finał; aby w
przyszłym roku było jedno kierownictwo, kontrolujące, integrujące wszelkie
kierunki działania polskich służb dyplomatycznych.
W polskiej polityce zagranicznej w 2004 r. nie powinno się również zapomnieć
o tym, że oprócz Stanów Zjednoczonych, krajów Unii Europejskiej i naszych
najbliższych sąsiadów istnieje na świecie szereg niezwykle istotnych ośrodków
życia politycznego i gospodarczego. Tu na czoło niewątpliwie wysuwają się
Chiny i kraje ASEAN, kraje Azji Południowo-Wschodniej. Jest żywotnym interesem
Polski zintensyfikowanie współpracy dyplomatycznej i gospodarczej z tymi krajami,
bo są to ogromne rynki zbytu, wielkie zasoby wszelkiego rodzaju bogactw naturalnych
- kraje produkujące artykuły najwyższej jakości technicznej. Rozwój współpracy
z tymi krajami może niezwykle wspomóc polską gospodarkę, nasz rozwój i bogacenie
się naszego społeczeństwa. Należy zmienić dotychczasową niekorzystną sytuację,
kiedy głównie z tych krajów importujemy wiele towarów, natomiast z eksportem
mamy poważne problemy. Na pewno nie będzie to łatwe, bo konkurowanie z bardzo
tanimi niejednokrotnie produktami azjatyckimi bez odpowiednich uregulowań
dyplomatyczno-handlowych to dla polskich przedsiębiorców sprawa wręcz niemożliwa.
Ale tu należy działać intensywnie, bo Polska może być realnym pomostem między
Unią Europejską a krajami ASEAN, między Unią Europejską a Chinami, w wymianie
towarowej, we współpracy. Jako szef grupy parlamentarnej Polska - Azja Południowo-Wschodnia
otrzymuję z tamtej strony wiele sygnałów sugerujących, abyśmy jako kraj wstępujący
do Unii Europejskiej przyjęli rolę takiego pośrednika. Jest to w moim odczuciu
niezwykle korzystne dla naszego kraju i dlatego w priorytetach polskiej polityki
zagranicznej w 2004 r. te sprawy powinny się znaleźć.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W wystąpieniu oceniającym to, co polska polityka
zagraniczna realizowała w 2003 r. i planuje realizować w 2004 r., nie sposób
nie wspomnieć o naszych stosunkach z Niemcami. To bardzo dobrze, że pan minister
Cimoszewicz w swoim wystąpieniu zaznaczył, że widzi możliwość lepszego niż
dotychczas uregulowania statusu polskiej mniejszości w Niemczech, możliwość
nowego spojrzenia na relacje Polska - Niemcy w tej materii. To bardzo dobrze,
bo w końcu wieleset tysięcy Polaków, jeśli nie milionów, oczekuje na taką
pomoc i na upodmiotowienie w kraju naszego sąsiada.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Unia Pracy popierała i będzie popierać politykę
zagraniczną prowadzoną przez rząd koalicji SLD - Unia Pracy w roku 2004. Oczekujemy,
że w tym roku 2004 polityka ta jeszcze skuteczniej niż dotychczas będzie realizować
interesy Polski i Polaków. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Roman
Jagieliński:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Mam zaszczyt w imieniu Koła Poselskiego Partii
Ludowo-Demokratycznej wyrazić swoją opinię na temat polityki zagranicznej,
tej z okresu transformacji, tej dzisiaj kontynuowanej przez koalicję Sojuszu
Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy, wspieranej przez Partię Ludowo-Demokratyczną,
i myślę, że tej, która winna wystąpić w roku szczególnie historycznym, w roku
przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, która będzie mieć zdecydowany wpływ
na kształt tej polityki.
Wyrażam w imieniu naszego koła wielkie zadowolenie, że dzisiejsza debata
jest odmienna od wielu bardzo burzliwych debat prowadzonych na tej sali, kiedy
bardzo się różnimy, a szczególnie wtedy kiedy różnimy się w sprawach wewnętrznych.
I mogę powiedzieć, że tak jak w polityce zagranicznej zbliżamy się do poziomu
dobrego, tak i tutaj potrafimy brać te wzorce. Rząd polski socjaldemokratyczny
potrafił się porozumieć z rządem prawicowym Hiszpanii. Dzisiaj byliśmy świadkami,
że ten ton dyskusji jest zdecydowanie inny i z kolei przedstawiciele partii
prawicowych tu z tej mównicy dziękowali za postawę i premierowi, i ministrowi
spraw zagranicznych, że bronią interesu Polski.
My rozpatrujemy kwestię dobrej polityki zagranicznej w dwóch obszarach: w
obszarze duchowym, kiedy daje to nam satysfakcję wewnętrzną, że mimo biedy
w Polsce czujemy się podmiotem, jako naród, jako kraj, jako obywatele, że
nie będziemy wydziedziczani, że nie będziemy wykupywani, że jesteśmy państwem
i narodem, który ma ogromny dorobek kulturowy, który ma też wspaniałe osiągnięcia
w obszarze kultury fizycznej. Myślę tutaj o tym, co na pewno wspaniale prezentuje
widzom czy narodom Adam Małysz. Są też inne, chociaż zbyt rzadkie, przypadki
sukcesów. Bo to też jest kształt polityki zagranicznej. Oczywiście sfera historyczna
na to bardzo rzutuje. Nie wyobrażam sobie, co by było, gdyby nasi reprezentanci
w Brukseli podczas tej historycznej debaty nad przyszłością Europy, nad jej
konstytucją, ustąpili o dwa kroki do tyłu. Na tej sali zapanowałaby ogromna
wrzawa. Chociaż nie jeden raz by tak było, na pewno do dnia dzisiejszego z
tym nie czekalibyśmy. I dobrze, że przygotowujemy się, dyskutujemy, prezentujemy
stanowisko w różnych gremiach, w tym także wśród tych, którzy, będąc członkami
partii politycznych, popierają proces integracji. Gdy obecnie się rozmawia
z Polakami, to ta atmosfera wyciszenia, uspokojenia jest na pewno zauważalna.
To jest też atmosfera ograniczenia zagrożenia. Przypominam, że jeszcze kilka
lat temu, jak jeździłem na polską wieś, to można było zauważyć, jakie było
zagrożenie i odczucie, że ziemia polska będzie sprzedana, że Niemcy tylko
na to czekają i dzień wejścia Polski do Unii Europejskiej to będzie dzień
otwarcia na sprzedaż. Nie, tak nie jest. Mamy okres ochronny, będziemy tą
ziemią administrować - i to pozwala nam mieć tego mocniejszego ducha.
Spójrzmy na układ ekonomiczny, który według Partii Ludowo-Demokratycznej
jest bardzo znaczący i w tej sferze mamy zdecydowanie mniej osiągnięć, chociaż
też są symptomy pozytywnej działalności. Jeśli chodzi o to, co niejednokrotnie
mówiłem o potrzebie ekonomizacji naszych służb dyplomatycznych, to można by
powiedzieć, że za 2003 rok wyniki są, oby to nie było tylko przejściowe. Mamy
spadek deficytu w handlu, w obrocie artykułami przemysłowymi i w ogóle w obrocie
z zagranicą. Kiedyś mieliśmy ogromne obawy, że przekroczymy kuriozalny poziom
8% produktu krajowego brutto. Obecnie nastąpił spadek poniżej 3%, to daje
szansę na rozwój gospodarczy.
Gdybyśmy jednak przyjrzeli się szczegółom, to nieporównywalnie niższe są
nakłady na promocję Polski, polskiego krajobrazu, polskiej kultury i polskiego
eksportu, o czym świadczy odnotowanie zmniejszonej liczby turystów, którzy
odwiedzili Polskę w roku 2003. Tu musimy zdecydowanie dynamiczniej działać,
ale też musimy wiedzieć o tym, że nie jest to tylko zależne od Ministerstwa
Spraw Zagranicznych, od organizacji pozarządowych czy polityków - to jest
też zależne od naszej Izby, ile na to w ramach budżetu zapiszemy, a budżet
na 2004 rok nie jest najefektywniejszy, powiedziałbym, jeśli chodzi o to,
co powinniśmy zrobić, żeby Polskę wypromować, żeby Polska znalazła się wśród
narodów świata. Tego miejsca, do którego Polska jest predestynowana w polityce
w tej sferze duchowej, to pewnie nie osiągniemy.
Na pewno możemy mówić o wariantach szczegółowych. Moi przedmówcy odnieśli
się również do polityki związanej z partnerstwem ze Stanami Zjednoczonymi.
Był tu też podniesiony ten element bardzo krytyczny, że nasi obywatele są
traktowani jako obywatele drugiej kategorii, mimo że jesteśmy wiarygodnym
partnerem i koalicjantem w misji stabilizacyjnej w Iraku, i niejednokrotnie
daliśmy dowody, że współpraca ze Stanami Zjednoczonymi, ze względu na dużą
Polonię, ze względu na tradycje wielowiekowe, jest dla nas priorytetem.
Jest problem układu weimarskiego, ale ostatnio znów są tu przejawy optymizmu.
Przecież widzieliśmy wystąpienia przedstawiciela naszego narodu i panów ministrów
Niemiec i Francji. Te problemy, które nas poróżniły, głównie w sprawie konstytucji
i w sprawie irackiej, jednak można rozwiązać w toku merytorycznej dyskusji.
Można też się spodziewać odnowy dobrej współpracy z Niemcami, na zasadach
partnerskich, dobrej współpracy z Francją, nie zaniedbując współpracy z żadnym
z krajów Unii Europejskiej.
Jest problem polityki wschodniej. Tutaj chcę zwrócić uwagę na to, że sprawy
gospodarcze przekładają się na sprawy polityczne i odwrotnie. Nas bardzo cieszy,
że pokonaliśmy opór decydentów rosyjskich i będziemy budować terminal w Sławkowie,
że w przyszłości będą wykorzystywane szerokie tory - trzeba stwierdzić, że
to wymagało dużej determinacji dyplomatycznej - że będzie wykorzystywany rurociąg
prowadzący znad Morza Kaspijskiego i może też będzie budowany przez Polskę.
Nasz proces integracji doprowadzi do tego, że druga nitka rurociągu jamalskiego
będzie prowadzona przez Polskę. Nie będzie się ponosić ogromnych nakładów
po to, żeby kłaść tę nitkę poza granicami polskimi, czyli bez możliwości czerpania
korzyści dla Rzeczypospolitej. Bo były przecież projekty prowadzenia rurociągu
przez Bałtyk. To świadczy o tym, że mamy już coraz bardziej kompetentną, światłą
służbę dyplomatyczną.
Kończąc, chciałbym też wyrazić zadowolenie, że wreszcie mamy określone kryteria
doboru do pracy w dyplomacji, jeśli chodzi o młodych, i o tych, którzy nas
reprezentują na poziomie ambasadorów, a także służby niższego stopnia. To
nie jest już dobór z przypadku, ze względu na zasługi w opozycji, tylko ze
względu na to, że jest merytorycznie przygotowany nasz przedstawiciel. Jeśli
jeszcze doprowadzimy do konsolidacji służby dyplomatycznej i służby gospodarczej
i zwiększymy nakłady tak, żeby nasza służba dyplomatyczna nie wyglądała zbyt
siermiężnie, bo z takimi przykładami się bardzo często spotykamy, to jestem
przekonany, że sukces jest przed Rzecząpospolitą. Dziękuję za uwagę. (Oklaski)
Poseł Artur
Balazs:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Myślę, że w tych ważnych dniach
dla Polski, w grudniu, w trakcie debaty o traktacie konstytucyjnym miał pan
takie niebywałe poczucie, pan i premier, że Polacy, Polska jest za panem,
że reprezentuje pan interesy polskie narodowe najważniejsze i że rzadko kiedy
polityk ma takie poczucie satysfakcji, jeśli chodzi o emanację poglądów wielkiej
części społeczeństwa. Chciałbym jednak równocześnie powiedzieć, że źle by
było, gdyby w oparciu o bardzo popularne, a może nawet populistyczne hasło,
stał się pan niewolnikiem tylko tej jednej idei - ja przynajmniej nie mam
odwagi założyć takiej tezy, że tak będzie.
W roku 2004 polityka zagraniczna będzie realizowana wokół kilku ważnych problemów.
Pierwszy i chyba najważniejszy, najbardziej wymierny, to przygotowania do
akcesji oraz członkostwo w Unii Europejskiej od 1 maja 2004 r., drugi to negocjacje
w sprawie traktatu konstytucyjnego, trzeci to współpraca ze Stanami Zjednoczonymi
i zabieganie o jak najlepsze relacje transatlantyckie i czwarty, również ważny
- współpraca z Rosją, Ukrainą i innymi państwami wschodnimi.
W pierwszej sprawie można powiedzieć tak - ponieważ jest bardzo wyraźna akceptacja
elit politycznych i opozycji w parlamencie co do zasadniczych kierunków, to
w kwestii tej akceptacji mniej się będę wypowiadał, raczej powiem o tym, na
co według mnie należy zwrócić uwagę. W sprawie przygotowania do członkostwa
są wątpliwości w kilku ważnych kwestiach: absorpcji środków pomocowych, a
później funduszy unijnych oraz przygotowania instytucjonalnego, z którym Polska
musi zdążyć przed 1 maja 2004 r. Nikt nie zdejmie odpowiedzialności z Ministerstwa
Spraw Zagranicznych i z pana ministra jako koordynatora procesu przygotowania
całego członkostwa pomiędzy poszczególnymi resortami, a wydaje się, że zagrożenia
są dość duże i że bardzo wiele w ciągu tych najbliższych miesięcy w tej sprawie
jest do zrobienia. Wydaje się też, że bez aktywności MSZ, i pana ministra
w szczególności, i przyjęcia na siebie takiej odpowiedzialności koordynatora
te zagrożenia mogą wiązać się z bardzo dużymi konsekwencjami dla zasadniczego
obszaru ekonomicznego - mówię o tym bilansie ogólnym i wątpliwościach co do
tego, czy Polska w pierwszych latach będzie rzeczywiście beneficjentem, czy
może stać się niestety płatnikiem netto. Podkreślam, że pan minister w tej
sprawie musi wykazać większą stanowczość i większą aktywność, bo to jest potencjalne
zagrożenie.
Według mnie brak jest też jednoznacznego stanowiska co do tego, czy w okresie
pomiędzy podpisaniem traktatu a dniem akcesji Unia Europejska może jednostronnie
zmieniać poszczególne polityki, w tym w szczególności politykę rolną, zmieniając
pewne obszary traktatu bez zgody Polski. W tej sprawie według mnie jest potrzebna
jasna wykładnia i jasne stanowisko, bo dotyczy to w dużej części Wspólnej
Polityki Rolnej i tych zmian, które Unia zamierza wprowadzić - chodzi o istotną
zmianę w traktacie dotyczącym warunków akcesji polskiego rolnictwa.
Tryb przyjęcia traktatu konstytucyjnego przez Konwent według mnie tak naprawdę
urągał procedurom kompromisu i partnerstwa w ramach Unii Europejskiej i to
jest chyba bardzo złe doświadczenie. Myślę, że takie zdanie podzielamy. Nie
może być zgody na Europę dwóch prędkości ani karania Polski ekonomicznie za
opowiadanie się za Niceą. To jest absolutnie nie do przyjęcia. To musiałoby
oznaczać, że tak naprawdę, gdyby została uruchomiona - w sposób formalny lub
nie - koncepcja Europy dwóch prędkości, wspólnej Europy nie będzie. To wielki
problem.
Konstytucja musi dawać równe szanse wszystkim, o niej trzeba dyskutować,
ale równocześnie trzeba mieć poczucie, że bez woli co do obecności w Europie
jednej prędkości Niemców i Francji szukanie rozwiązania w sprawach zapisów,
tych najbardziej kontrowersyjnych, konstytucji nie przyniesie porozumienia.
Myślę, że to przede wszystkim nasi najważniejsi partnerzy w Europie, Niemcy
i Francja, w tej sprawie muszą wykazać wolę. I trzeba zwracać uwagę na to,
żeby ten proces dotyczący Europy dwóch prędkości nie został uruchomiony później,
mimo ewentualnego kompromisu wokół konstytucji.
Ważnym zapisem traktatu, bo tę debatę zdominowała kwestia głosów i Nicei,
powinna być dla Polski sprawa preambuły i odwołania się do wartości chrześcijańskich.
Ta kwestia dzisiaj nie jest elementem debaty w pierwszym obszarze, ale to
według mnie dla Polski niezmiernie ważna kwestia, równie ważna jak zapisy
z Nicei.
Dla Polski nie było innego miejsca i Polska nie mogła się znaleźć w innym
miejscu niż w koalicji antysaddamowskiej w Iraku. Takie poczucie w szerokich
elitach politycznych istnieje - że to było nasze miejsce i tam powinniśmy
się znaleźć. Natomiast akceptacja społeczna dla aktywności Polski w ramach
tej koalicji jest bardzo wątpliwa i według mnie w dużej części zależy od poczucia
prawdziwego partnerstwa sojuszniczego i pełnego kształtu stosunków obustronnych
między Polską a Stanami Zjednoczonymi. To jest niezmiernie ważne i na to w
szczególności w tym czasie należy zwrócić uwagę.
Dobre relacje transatlantyckie czy euroatlantyckie to tak naprawdę wymiar
zasadniczy. Dzisiaj nie ma na świecie innego państwa poza Stanami Zjednoczonymi,
które mogłoby światu zapewnić pokój i bezpieczeństwo, dlatego te relacje między
Europą a Stanami Zjednoczonymi są niezmiernie ważne i dla Europy, i dla Polski
w szczególności. W oparciu o to budujemy nasze bezpieczeństwo. Tutaj aktywność
w ramach tych relacji jest niezmiernie ważna, to jest ten obszar zasadniczy.
Natomiast w sprawie szczegółowego wymiaru tych stosunków trzeba powiedzieć,
że to m.in. SKL zgłaszał inicjatywę w zakresie rezygnacji z wiz dla Polaków
podróżujących do Stanów Zjednoczonych. Ta kwestia jest debatowana od dawna.
Jest to według mnie naprawdę kwestia wstydliwa, bo można odwołać się do takiego
przypadku - czy również ci żołnierze polscy, którzy narażają życie i zdrowie
w Iraku, w przypadku podróży do Stanów Zjednoczonych też będą musieli składać
odciski palców? To według mnie nie mieści się w ramach takiej akceptacji generalnej,
która pozwalałaby te stosunki określać w pełni jako sojusznicze. Jest potrzebna,
i warto mieć odwagę o tym mówić, pomoc w przezbrojeniu i unowocześnieniu polskiej
armii, pomoc Stanów Zjednoczonych w tej sprawie. Jest wiele wątpliwości wokół
offsetu. Dzisiaj wielokrotnie - w materiale zresztą też jest to poruszane
- mówiono o tym i warto, aby te kwestie nabrały pożądanego wymiaru. Trzeba
mieć odwagę o tym otwarcie mówić i o to bardzo stanowczo zabiegać.
Panie ministrze, duża część Izby dzisiaj, w tym bardzo istotna część opozycji,
ma poczucie, że Polska i jej polityka zagraniczna jest w rękach fachowca,
polityka kompetentnego i z charakterem, ale mimo wszystko jest potrzeba mówienia
bardziej stanowczym głosem w sprawach polskich interesów narodowych i ekonomicznych
w tym wymiarze zewnętrznym, i o tym mówiłem.
Nie zgłaszamy wątpliwości co do zasadniczych kierunków polskiej polityki
zagranicznej, natomiast warto rozważyć niektóre uwagi zgłaszane przez opozycję,
dotyczące konkretnych sposobów jej realizacji.
SKL poprze informację pana ministra. Dziękuję. (Oklaski)
Poseł Wojciech
Mojzesowicz:
Panie Marszałku! Panie, Panowie Posłowie! Panie Ministrze! Polityka zagraniczna
ma to do siebie, że musi się różnić od wewnętrznych waśni, ataków, sporów.
Ja tu wsłuchiwałem się i miałem wrażenie, że niektórym pomyliły się pewne
rzeczy. Szacunek dla swojego państwa, obrona swojego interesu, mówienie o
swoich problemach i dawanie propozycji to jedno. Ale mówienie, że Polska dzisiaj
będzie rozdawała karty, będzie decydowała, co ma zrobić Wschód, co ma zrobić
Zachód, to, myślę, jest trochę przewartościowanie.
Chcę powiedzieć, panie ministrze, że ja z przyjemnością też patrząc na to,
co pan do tej pory robił, uważam, że to dobrze. Tylko mam do pana pytanie,
bo miałem okazję być w Berlinie i zauważyłem, że to, co mówi pan, to, co mówi
polski Sejm, nie bardzo się przekłada na to, że ci, którzy tam są jako nasi
przedstawiciele w ambasadach, mają odwagę, wolę, chęć, żeby to przekładać,
żeby o tym mówić, żeby pokazywać, że Polska ma swój interes, Polska ma swoje
zdanie, Polska ma swoje oczekiwania i Polska ma swoje propozycje. Nie ukrywam,
że tego tam brakuje.
Chciałbym się też odnieść do wystąpień tych, którzy mówią: zaprzestać z Rosją,
zacząć z Unią. Mnie się wydaje, że zadaniem naszej polityki nie jest budowanie
muru na granicy wschodniej. Oczywiście są pewne zobowiązania w stosunku do
Unii Europejskiej. Polska będzie członkiem Unii Europejskiej, bo tak zdecydowało
społeczeństwo, niezależnie od tego, czy my osobiście mieliśmy do tego dystans.
Ale nie wolno nam być tym państwem granicznym, które mówi: z Rosją nie, z
Ukrainą nie. Chcę również powiedzieć o rzeczy chyba dla nas bardzo ważnej.
Otóż można zaobserwować, że państwa Unii Europejskiej oczekują od nas, że
będziemy tym pilnującym, takim stróżem na granicy wschodniej, natomiast same
prowadzą bardzo aktywną politykę z Rosją, z Ukrainą. To widać. Widać na spotkaniach,
jaki jest stosunek polityków z tamtego regionu, jaki jest stosunek Niemców
do Rosjan. Myślę więc, że - uwzględniając historię, bo o niej nie trzeba zapominać
- musimy zdawać sobie sprawę z tego, że Polska... Jeżeli ktoś mi tu mówi o
Irlandii, że ona tak pięknie się rozwija, to, szanowni państwo, powiem, że
Irlandia jest w całkiem innym położeniu geopolitycznym. Z całym szacunkiem
dla Irlandczyków i Irlandii, któż interesuje się tak bardzo geopolitycznie
Irlandią jak Polską? Tak że jesteśmy w trudnym położeniu. To są rzeczy bardzo
ważne.
Panie ministrze, myślę, że dzisiaj najważniejszą sprawą dla Polski jest to,
żeby nasi przedstawiciele, którzy tam pojadą - nie będę wymieniał nazwisk,
bo po co - rzeczywiście chcieli reprezentować tam nasz polski interes. Komisarze,
których prawdopodobnie za chwilę będziemy powoływać, urzędnicy. Chodzi o to,
żeby wyjazd z Polski to nie było oderwanie się od tej szarej rzeczywistości,
tylko żeby wyjazd tam był po to, aby sensownie reprezentować nasz kraj. Trzeba
bowiem wyraźnie powiedzieć, że myśmy myśleli, niektórzy myśleli, że Unia Europejska
to jest takie piękne miejsce, gdzie wszyscy nawzajem o siebie dbają. Nie.
Tam wszyscy dbają przede wszystkim o swój narodowy interes. To się mówi. To
mówią Niemcy, to mówią Francuzi. Zadaniem naszym i naszych przedstawicieli
jest to, żeby tak mówić. I, panie ministrze, zwracam się do pana, żeby ci
ludzie, których pan nominuje, przedstawia, awansuje, którzy zajmują tam stanowiska,
o tym nie zapomnieli.
Bardzo ważnym elementem jest kwestia integracji i dopłat dla rolnictwa. Koledzy
posłowie, którzy tu występowali, mieli rację, że przed referendum mówiło się
troszkę więcej, po referendum mówi się już znacznie mniej. Ja nigdy nie spodziewałem
się, że państwa Unii Europejskiej, łożące składkę, będą nam dawać, bo tak
nas lubią, więc tego należało się spodziewać. Szkoda, że mówiono nam, iż otrzymamy
więcej, niż wpłacamy, bo już widać, że nie, że ani Niemcy, ani Francuzi nie
chcą finansować rozwoju naszej gospodarki. Z tym należy się pogodzić. Natomiast
najgorszą rzeczą by było, gdybyśmy byli płatnikiem netto. A będziemy płatnikiem
netto, jeżeli chodzi o składkę, wtedy gdy nie uda się nam wykorzystać środków
na dopłaty dla rolnictwa. Przecież nie muszę panu ministrowi mówić, jaka to
suma, jakie to proporcje, ile to procent, jeżeli chodzi o budżet Unii Europejskiej.
Tak że te rzeczy, myślę, trzeba zrozumieć i o tych rzeczach trzeba wiedzieć.
Narodowy interes przede wszystkim.
Chcę również powiedzieć o tym, co się w ostatnim czasie dzieje. Przecież
jest ekspansja - i o tym nie należy zapominać - na tzw. Ziemie Odzyskane z
rejonów Niemiec. Jest ekspansja ekonomiczna, jest w różny sposób przejmowanie,
wykupywanie gruntów rolnych. Te zagrożenia istnieją i to trzeba zrozumieć,
bo naród polski doświadczenia z Niemcami jako sąsiadami i z Rosjanami też
ma takie, jakie ma, to znaczy niezbyt ciekawe, dlatego że w historii odwiedziny,
wizyty jednych i drugich zawsze raczej nie były przyjacielskie.
Tak że chciałbym, panie ministrze, żeby na te sprawy zwrócić uwagę, a szczególnie
na dopłaty dla rolnictwa, na pomoc, której wieś oczekuje. Trzeba to swoje
miejsce wyrąbywać. Tam miękkich rozmów prowadzić nie można, tam trzeba rozmowy
prowadzić zdecydowanie. I to jest jakaś szansa dla tych, co byli za integracją,
żeby namawiając społeczeństwo, mogli po akcesji już skuteczniej mówić: udało
się. Nie ukrywam, że to byłoby lepsze, chociaż czas pokazuje, że raczej będzie
odwrotnie, że przeciwnicy będą mieli rację, że efekty finansowe dla Rzeczypospolitej,
a szczególnie dla polskiej wsi, nie będą zbyt dobre. Dziękuję. (Oklaski)
Poseł Stanisław
Dulias:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Mam zaszczyt przedstawić stanowisko
Koła Poselskiego Polskiej Racji Stanu wobec przedstawionej informacji. Licząc
się z ograniczonym czasem na wystąpienie, wstęp do niego przedstawiłem wczoraj
w swoim oświadczeniu poselskim. Przedstawiłem w telegraficznym skrócie refleksje
dotyczące historii z okresu rozbiorowego sprzed ponad 230 lat. Wtedy kiedy
Polska podejmowała próby zmodernizowania swej organizacji państwowej, przeprowadzono
pierwszy rozbiór Polski. Dokonano na naszej ojczyźnie gwałtu pod pretekstem,
że znaleźliśmy się w stanie anarchii. Transponując tamtą sytuację do współczesnych
czasów, łatwo można dopatrzyć się analogii tak w aspekcie politycznym, jak
i społeczno-gospodarczym. Była to jedna, ale nie jedyna z bolesnych nauczek,
których nie brakowało w dalszych okresach historii, chociażby podczas II wojny
światowej, kiedy nie uzyskaliśmy obiecywanej i tak potrzebnej pomocy.
Na dzisiejszy stan polityczny i pomniejszoną rolę Polski w świecie złożyło
się wiele czynników i po drodze różnych zdarzeń, które warunkują w mniejszym
czy w większym stopniu politykę zagraniczną Polski. Jednym z tych czynników
jest aktualna sytuacja społeczno-gospodarcza Polski, której potencjał w ostatnich
latach zmalał prawie o połowę. Rolę naszą pomniejszać będzie świadomość, że
w myśl dyrektyw unijnych musi się jeszcze obniżyć o następne kilkanaście procent.
Dziwić się można tylko, że decydenci nie dostrzegają albo nie chcą dostrzegać
wpływu potencjału ekonomiczno-gospodarczego kraju na dzisiejszą i przyszłą
sytuację w przemyśle, rolnictwie, jeśli chodzi o bezrobocie i biedę czy niepokoje
społeczne, które tak nagminnie obecnie występują. Koszty ponoszone przez Polskę
są ogromne, a dalsze działania okażą się nie do odtworzenia, tym bardziej
że rozmowy w tej sprawie mają kontynuować nasi dotychczasowi negocjatorzy.
Wracając do historii. Jeżeli można uznać pierwsze 40 lat powojennych jako
stan niezależny od Polski i Polaków - bo zarówno granice państw, jak i systemy
polityczne dla świata i Europy określone zostały przez wielkie mocarstwa -
to następne lata oceniać należy z innej pozycji, szczególnie po roku 1989,
gdy został zburzony system socjalistyczny i Polska odzyskała niepodległość.
Z wielkim optymizmem nasz naród przystąpił do przeprowadzenia zmian gospodarczych
i politycznych. Wydawało się wtedy, że złapaliśmy, po sportowemu mówiąc, wiatr
w żagle i rozpoczęliśmy drogę do szczęścia. Utwierdzani przez wielu polityków,
nie dostrzegaliśmy wagi wszystkich podejmowanych po drodze decyzji. Zerwaliśmy
wiele kontaktów ze Wschodem i zaczęliśmy układać nowe stosunki pod kątem krajów
Unii Europejskiej z wiarą w dobrą ich wolę. Nie zastanawiano się wtedy nad
konsekwencjami tych działań, jak również nad kompleksową i docelową strategią
Polski; najgorzej, że nadal się to czyni. W takiej atmosferze rozgrywaliśmy
naszą przyszłość przy wielu wewnętrznych konfliktach społecznych i politycznych.
Równocześnie zamiast na bieżąco aktualizować stanowisko i korygować błędy
powstałe na skutek szybko - sądzę, że nie bez interesu - prowadzonych negocjacji,
polscy przedstawiciele i kolejne rządy przyjęli zasadę utwierdzania siebie
i społeczeństwa w niewiedzy oraz w błędach. Dzisiaj mamy tego efekty, i co
gorsza, dalej podążamy tą drogą, zamiast w trybie pilnym, ponadpartyjnie,
podjąć renegocjacje w sprawie zapisów w dyrektywach. Przyjęcie tego kierunku
jest jedynym kluczem do rozwiązania nabrzmiałych problemów w Polsce oraz do
ograniczenia wątpliwości Polaków wobec obietnic, często obietnic bez pokrycia.
Mówiąc o polityce zagranicznej Polski, problemy gospodarcze należy od niej
oddzielić, mimo że pozostają one z nią bezwzględnie w ścisłej symbiozie. Pan
minister mówił o pozytywnych działaniach, a nie o błędach, które są ważne,
a może najważniejsze z dwóch względów: po pierwsze, żeby dokonać obiektywnej
oceny, a po drugie, żeby można było szybko i skutecznie reagować.
Zdaniem Koła Poselskiego Polskiej Racji Stanu niestety tzw. sukcesy z ostatniego
okresu w naszej polityki zagranicznej należałoby określić jako decyzje kontrowersyjne,
którym bliżej jest do porażki niż do sukcesu. Pozytywne stosunki ze Stanami
Zjednoczonymi wynikają z historycznych przesłanek, a nasza rola wzrosła tu
dodatkowo dzięki aktywnemu udziałowi w tworzeniu nowego układu politycznego,
często się o tym zapomina, szczególnie po 1989 r. Wracając do stosunków ze
Stanami Zjednoczonymi, chciałbym powiedzieć, że trudno sukcesem Polski nazwać
zakup samolotów F-16 czy nasz udział w wojnie w Iraku, schłodziło to bowiem
po drodze stosunki z krajami europejskimi: Francją, Niemcami i innymi. Tym
bardziej że ani nie ma obiecanych umów offsetowych, ani żadnych decyzji co
do naszego udziału w odbudowie Iraku.
Działania prezydenta, rządu polskiego czy przyjmowane stanowiska, inicjatywy
w sprawie np. ożywienia Grupy Wyszehradzkiej, grupy państw nadbałtyckich,
trójki środkowoeuropejskiej mogą być jedynie traktowane jako działania wspierające,
ale też mało znaczące w wielkiej polityce i dla najważniejszych politycznych
decyzji świata. Deklaracja podpisana przez prezydenta Polski i Niemiec w Gdańsku
jest również ważna, ale medialnie prawie niezauważona, w Niemczech w ogóle.
Natomiast mocno zostało tam nagłośnione stanowisko kanclerza Schrödera, które
niestety nie napawa nas, Polaków, optymizmem. Mówił do Niemców: Bądźcie cierpliwi.
Nie drażnijcie ofiar. Oni sami przyjdą do nas, kiedy państwo polskie stanie
się członkiem Unii Europejskiej. Każdy sąd Unii Europejskiej przywróci wam
prawo do waszych nieruchomości pozostawionych na terenach Polski.
W imię polskiej racji stanu pragnę zwrócić uwagę, że ponad 230 lat temu tak
jak dzisiaj Polska znalazła się w trudnej sytuacji politycznej i gospodarczej.
Wzrosły w niej wpływy i ingerencja sąsiednich mocarstw tak jak dziś. Warto
pamiętać o tym, jak również o tym, że najkorzystniejsze okresy dla rozwoju
Polski to te okresy, kiedy o Polsce decydowali sami Polacy. I w tym kierunku
powinniśmy podążać, i o swoich problemach sami decydować. Dziękuję bardzo.
(Oklaski)
Poseł Antoni
Macierewicz:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Z olbrzymią uwagą, i mam nadzieję, że wnikliwie,
słuchałem wystąpienia pana ministra Cimoszewicza. Zgadzam się z wieloma posłami,
z tymi ich wypowiedziami tutaj, na tej sali, w których podkreślali niezwykłą
wagę tego momentu i wystąpienia. Rzeczywiście, to jest ostatnie doroczne wystąpienie
ministra spraw zagranicznych niepodległej Rzeczypospolitej wygłaszane w sytuacji,
w której Polska nie jest krępowana żadnymi uzależnieniami i suwerenność Polski
nie jest w żaden sposób kwestionowana.
Od takiego wystąpienia, w takiej sytuacji wygłaszanego, w tak szczególnej
i niezwykłej sytuacji międzynarodowej, wymagać należy bardzo wiele. I, panie
ministrze, właśnie dlatego że to ˝wiele˝ się tam nie znalazło, właśnie dlatego
że niestety - o czym będę za chwileczkę mówił - w żaden sposób nie oddał pan
przed Wysoką Izbą i polską opinią publiczną rzeczywistych dylematów i dramatów
sytuacji, w jakiej Polska się dzisiaj znalazła, zgłaszam w imieniu Ruchu Katolicko-Narodowego
wniosek o odrzucenie pana informacji. A teraz chciałbym to uzasadnić.
Było w pana wystąpieniu bardzo wiele rzeczy, które wymagają wsparcia, bardzo
wiele rzeczy, które Ruch Katolicko-Narodowy wielokrotnie podnosił jako konieczne
dla Polski, przede wszystkim w wymiarze sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi.
Ale to wszystko ginęło, to wszystko umykało wobec najważniejszej sprawy, przed
którą Polska stanęła. Polska dzisiaj ma wstąpić do Unii Europejskiej. Ale
do jakiej Unii Europejskiej, panie ministrze, Wysoka Izbo? Czy Polska ma wstąpić
do Unii Europejskiej kształtowanej przez konstytucję wypracowaną przez konwent,
czyli do superpaństwa europejskiego, jak tego chcą Francja i Niemcy? Czy Polska
ma wstąpić do Unii Europejskiej kształtowanej przez traktat nicejski? To pierwsze
jest nie tylko forsowane, o tym pierwszym już zadecydowano, i na tym polega
dramat, panie ministrze, o którym pan nie wspomniał. W polityce francuskiej
i polityce niemieckiej rozstrzygnięto, że będzie tworzona Unia mniejsza lub
większa, ale kształtowana przez konstytucję wypracowaną przez konwent, i pan
o tym dobrze wie. Na tym tle pana deklaracja, iż należy za wszelką cenę przed
1 maja zakończyć negocjacje i że Polska przed 1 maja musi przyjąć konstytucję
Unii Europejskiej, a taką deklarację w ciągu ostatnich 10 dni kilkakrotnie
pan powtarzał, w istocie albo to są słowa bez pokrycia, albo jest to deklaracja
przystąpienia do dyktatu niemiecko-francuskiego.
Cóż by się stało, gdybyśmy taki dyktat przyjęli? I to jest druga grupa najważniejszych
zarzutów co do polityki, którą pan prowadził. Przede wszystkim znaleźlibyśmy
się w sytuacji, w której nie zapewnił pan w najmniejszym stopniu ochrony fundamentalnych
polskich interesów państwowych w związku z nieustannie podnoszonymi w polityce
niemieckiej zastrzeżeniami i żądaniami wobec majątków jakoby utraconych przez
Niemców po II wojnie światowej. To prawda, że dzięki intensywnym działaniom
środowisk narodowych i katolickich w tej Izbie, które trwały przez ostatnie
10 lat nieustannie - i ta presja narastała - dzięki temu w tym roku majątki
polskich obywateli zostały zabezpieczone, ale nie została Polska, państwo
polskie zabezpieczone przed żądaniami odszkodowań ze strony niemieckiej. Problem
polega na tym, że nie dość, że pan o tym wie, nie dość, że strona niemiecka
podtrzymuje nadal to stanowisko, nie dość, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości
jednoznacznie stoi na stanowisku, że istnieje możliwość domagania się spełnienia
tych żądań i skuteczna odpowiedzialność państwa polskiego wobec tych żądań,
to jeszcze pan wprowadzał w błąd systematycznie tę Wysoką Izbę i opinię publiczną,
że po wstąpieniu do Unii takie rewindykacje nam nie zagrażają. Grożą nam,
panie ministrze, i powtarzam raz jeszcze, pan dobrze o tym wie. Nic w polityce
polskiej pod pana kierownictwem nie zrobiono, żeby nas zabezpieczyć. Czy można
było? Można było. Można było wprowadzić do traktatu akcesyjnego odpowiednią
klauzulę stwierdzającą, że w tym wymiarze polskie sądy nie podlegają orzeczeniom
Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Można było dokonać renegocjacji bilateralnych
z Niemcami, zobowiązując Niemców - tak jak zobowiązały Stany Zjednoczone,
tak jak zobowiązała Rosja - by państwo niemieckie przyjęło na siebie te rewindykacje.
Można było wreszcie podjąć sprawę reparacji, czyli należnych Polsce gigantycznych
sum, w związku z tym że po 1953 r. nie wypłacano dalej odszkodowań, które
nam się należały, bo zrzeczenie polskie dotyczyło tylko obszaru dawnego NRD.
Możliwości zabezpieczenia Polski przed żądaniami niemieckimi po wstąpieniu
do Unii były olbrzymie, ale stał pan systematycznie - podobnie jak rząd AWS-u,
niestety, i podobnie jak poprzedni pana rząd...
(Głos z sali: Rząd Suchockiej.)
...i podobnie jak rząd pani Suchockiej, zgadza się - staliście państwo nieustannie
na gruncie fikcji prawnej, na gruncie wishful thinking, na gruncie wyobrażeń,
że wszystko będzie w porządku. Nie będzie w porządku. Problem polega na tym,
że naród polski będzie ponosił tego konsekwencje, a pan albo będzie ministrem,
albo nie będzie ministrem, ale powie pan: a ja myślałem, że mogło być lepiej.
To nie jest przytyk do pana, to jest przytyk do pewnej nieodpowiedzialnej
polityki zagranicznej, jaka jest systematycznie prowadzona. I to jest pierwszy
powód, dla którego uważam, że trzeba odrzucić pana informację.
Ale jest i powód drugi. Polska polityka zagraniczna, także pod rządami pana
ministra Cimoszewicza, nastawiona była jednostronnie na wejście do Unii Europejskiej.
Dzisiaj ta perspektywa, powtarzam, jest już perspektywą fikcyjną. Nie ma takiej
Unii Europejskiej, do której państwo nas prowadziliście. Jest jednolite mocarstwo
niemiecko-francuskie. Cóż oznaczałoby z punktu widzenia polskiej polityki
zagranicznej wejście do takiego układu? Oznaczałoby nie tylko narażenie podstawowych
naszych interesów gospodarczych i politycznych, o czym już mówiłem, narażałoby
nas także na zerwanie ze Stanami Zjednoczonymi. I pan minister dobrze o tym
wie. Od lat stoicie w rozkroku. Rzecz w tym, że te rzeczywistości - amerykańska
i unijna - coraz bardziej się oddalają. I to, że was rozedrze, to jest wasz
problem, ale rozedrzeć może także Polskę i kraj, a na to już zgody nie ma.
I chciałbym się zapytać, czy właśnie dlatego że zamiast polityki narodowej
i państwowej prowadzicie politykę grupową, prowadzicie politykę establishmentu
SLD, po dzień dzisiejszy nie zostały sformułowane wobec Stanów Zjednoczonych
fundamentalne żądania polskiej racji stanu, fundamentalne: Dlatego, że polska
krew leje się w Iraku, my ponosimy wymierne konsekwencje, także negatywne,
na arenie międzynarodowej sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. W imię wyższych
racji geopolitycznych ten sojusz jest ważny, ale on musi także mieć swoją
rekompensatę, on musi skutkować zawarciem formalnego układu militarno-gospodarczo-politycznego,
bilateralnego między Polską a Stanami Zjednoczonymi, takiego układu, jaki
mają Anglicy, takiego, jaki mają Hiszpanie. Tylko taki układ wobec zakwestionowania
istnienia NATO, a w istocie dzisiaj ono jest zakwestionowane, może rzeczywiście
polską politykę międzynarodową i pozycję Polski uczynić trwałą.
Po drugie, jest absolutna konieczność, żeby domagać się od Stanów Zjednoczonych,
by z racji sojuszu wojskowo-politycznego kwestie wizowe zostały wyjęte spod
normalnej regulacji, którą Kongres uchwalił i która rzeczywiście nas stawia
na pozycji przegranych. Ale to jest kwestia postawienia tego otwarcie i formalnie,
nie zaś domagania się ulg, bo takich ulg na gruncie prawa Stanów Zjednoczonych
nie otrzymamy. Problem polega na tym, że musi być osobna regulacja prawna
wynikająca ze statusu sprzymierzeńczego, jaki Polska obecnie posiada w związku
ze Stanami Zjednoczonymi.
I wreszcie trzecia kwestia to są fundusze, to są pieniądze. Jeżeli Turcja
otrzymała olbrzymie fundusze w związku z sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi,
to Polska na przezbrojenie, na dozbrojenie, na unowocześnienie armii też te
fundusze powinna otrzymać.
Ale państwo tych spraw nie stawiacie, ale państwo o tych sprawach nie mówicie.
Dlaczego nie mówicie? No dlatego nie mówicie, że udało wam się stworzyć taką
sytuację, że państwo polskie i owszem popiera politykę amerykańską na świecie,
ale niestety Ameryka nie popiera państwa polskiego, tylko popiera grupę SLD
w państwie polskim. Nie ma zgody na kontynuowanie tej sytuacji. Sojusz polsko-amerykański
ma być sojuszem równoprawnym, a wy macie obowiązek go wynegocjować.
Z tych właśnie powodów, panie ministrze, uważam, że należy pana informację
odrzucić. Ale o dwóch sprawach partykularnych chcę jeszcze powiedzieć, bo
zabrzmiały one szczególnie niepokojąco w pana wystąpieniu. Tutaj dziękowano
panu za między innymi nowe podejście do sprawy mniejszości polskiej w Niemczech.
Ja bym chciał tym, którzy to mówili i którzy sugerowali się jakimiś chyba
innymi wystąpieniami pana ministra, przypomnieć o dwóch sprawach, o których
pan rzeczywiście w tej materii powiedział w swoim wystąpieniu.
Po pierwsze, wsparł pan gdańską deklarację prezydentów z października 2003
r. Drogie koleżanki i drodzy koledzy z parlamentu, Sejmu, tej Wysokiej Izby,
chcę przypomnieć, że ta deklaracja zawiera zgodę na to, żeby raz jeszcze spojrzeć,
jak tam się mówi, i dokonać zmiany oceny przeszłości w stosunkach polsko-niemieckich,
także przeszłości związanej z wydarzeniami w czasie II wojny światowej. Panie
ministrze, chciałbym w związku z tym spytać, bo rozumiem, co pan prezydent
Kwaśniewski chce zmienić w tamtych czasach, ale co pan chciałby zmienić w
polskiej ocenie wydarzeń II wojny światowej i po II wojnie światowej w relacji
z Niemcami. Bo mnie się wydaje, że jeśli chodzi o polską rację stanu, politykę
polską w tej sprawie, wszystko już zostało jasno powiedziane i nie ma co zmieniać,
najwyżej należy wyciągać z tego konsekwencje. Zapowiedź zmiany stosunku polskiego
do tamtych wydarzeń, zawarta w tej deklaracji i dzisiaj przez pana powtórzona,
jest niebezpieczną, groźną dla polskiego interesu narodowego zapowiedzią.
Za to należy pana nie chwalić, ale krytykować.
I druga kwestia. Mowa tutaj była o tym, że podobno pan zapowiedział, iż będzie
inna polityka wobec polskiej mniejszości w Niemczech, wobec Polonii niemieckiej,
że będziemy domagali się zmian w tej materii. Byłbym osobą najbardziej usatysfakcjonowaną,
gdyby była to prawda. Chcę przypomnieć, że w roku 2000 na skutek inicjatywy
Ruchu Katolicko-Narodowego kształt, w którym Polska podpisała i zatwierdziła
konwencję ramową o mniejszościach narodowych, odpowiada polskim interesom
i daje polskiej polityce narzędzia do przywrócenia Polakom w Niemczech statusu
mniejszości narodowej. Mówi o tym art. 18, na który się powołujemy, ratyfikując
tę konwencję. Ale pan w swoim wystąpieniu niestety nic o tym nie powiedział.
Pan nawet nie wymienił expressis verbis mniejszości polskiej czy Polonii w
Niemczech, pan tylko powiedział, że szczególną uwagę państwo poświęcicie wykonywaniu
przez władze państwa zamieszkania Polonii umów międzynarodowych dwustronnych
i wielostronnych odnoszących się do sytuacji Polonii i Polaków w tym kraju.
Chciałbym wierzyć, że dotyczy to także Polonii niemieckiej. Chciałbym wierzyć,
że Polacy w Niemczech otrzymają wreszcie status rzeczywiście mniejszości narodowej
i te dwa miliony naszych rodaków nie będą traktowane jak pariasi w państwie
niemieckim, bo tak są oni dzisiaj traktowani.
Poseł Antoni
Macierewicz:
Dziękuję najmocniej, panie marszałku. Ja rzeczywiście właśnie zmierzałem
do konkluzji.
Podsumowując to, co powiedziałem, panie ministrze, pan w swoim wystąpieniu
powiedział wiele rzeczy, z którymi się zgadzamy, ale pana wystąpienie w żaden
sposób nie odpowiadało na wyzwania i dramatyzm sytuacji, w jakiej Polska się
znalazła. Polityka nakierowana na wejście Polski do Unii Europejskiej jako
perspektywę podstawową polskiego państwa zbankrutowała, tej polityki już nie
ma. Pan powtarza pieśń o rzeczywistości, która nie istnieje. I w związku z
tym trzeba to jasno powiedzieć i trzeba znaleźć alternatywę. Tą alternatywą
może być tylko sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. I to trzeba jasno Polakom
powiedzieć. Inaczej będzie pan zakłamywał nie tylko siebie, ale przede wszystkim
polską opinię publiczną. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Jan Łopuszański:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze Spraw Zagranicznych! Naszą
debatę toczymy w cieniu daty 1 maja tego roku, w którym to dniu Polska ma,
formalnie rzecz biorąc, stać się członkiem Unii Europejskiej. Jednocześnie
tę debatę o polskiej polityce zagranicznej toczymy w półtora miesiąca po tym,
jak na zakończenie szczytu rzymsko-brukselskiego fiasko poniósł plan wprowadzenia
jeszcze teraz, przed momentem rozszerzenia Unii Europejskiej, konstytucji
dla Europy. Temu projektowi, który był z istoty swej manipulacyjny przynajmniej
w stosunku do wszystkich 10 krajów, narodów, aspirujących do Unii Europejskiej,
rząd polski, niestety, od pierwszego momentu realizacji tego planu konstytucji
dla Europy przyklaskiwał, uczestniczył w tym i chciał go zrealizować.
Tak się złożyło, że Polska, wspólnie z Hiszpanią, starając się o zachowanie
parytetów przyznanych w Nicei, potraktowana została jako ten, kto rzeczywiście
spowodował niemożność sfinalizowania prac nad konstytucją dla Europy. Taka
jest wersja oficjalnie przedstawiana przez rząd w Polsce, taka jest wersja,
którą pan przedstawia, taka wersja potwierdzana jest szeregiem wystąpień polityków
francuskich, niemieckich, którzy besztają Polskę za to, że nie chciała się
ugiąć.
Chciałbym wiedzieć, jak było tak do końca i naprawdę, bo żyję w obawie, że
stanowisko Hiszpanii i Polski - zresztą bardzo charakterystyczne jest to,
że niby występowaliśmy solidarnie, ale Polska jest niewspółmiernie bardziej
besztana za postawę w Brukseli - wydaje się niedostatecznym powodem zerwania
rozmów w Brukseli. Co nim było w rzeczywistości? Te rozmowy w pewnym momencie,
o ile mi wiadomo dobrze - chciałbym usłyszeć potwierdzenie tego wprost z pańskich
ust, bo pan tam był, a my znamy te relacje na podstawie relacji dziennikarskich
- przerwał pan prezydent Francji Chirac. Dlaczego? O co chodziło? Jednostronną
francuską decyzją. Czy chodziło o to, że doszło do jakichś napięć, na przykład
między Francją a Niemcami, i traktowano zachowanie Polski i Hiszpanii jako
wygodny pretekst do wprowadzenia spraw w zupełnie nową fazę gry? Jaką? Czy
chodziło o jakiś zupełnie nowy plan polityczny, który nie został dotychczas
werbalnie, formalnie sformułowany, ale który już jest realizowany, albo wokół
koncepcji budowania Europy dwóch prędkości, wokół planu dla twardego jądra
Unii i tych, którzy do tego dołączą? A może chodziło po prostu o to, ażeby
konstytucję dla Europy wprowadzać po 1 maja i debatować nad nią po tej dacie,
ażeby ominąć mechanizmy referendalne, które w licznych krajach, w tym w Polsce,
mogłyby przynieść wyniki nieoczekiwane przez przywódców Unii Europejskiej?
My w tym zakresie mamy bardzo dużo niejasności i mamy świadomość, że oficjalny
komunikat polskiej dyplomacji, podobnie jak oficjalne besztania Polaków przez
ich partnerów europejskich są nieadekwatne do tego, co tam się stało.
Nasza debata w dniu dzisiejszym została bezpośrednio poprzedzona bardzo uroczystym
aktem, mianowicie uchwałą upamiętniającą Wincentego Witosa, wielkiego polskiego
polityka. W tej uchwale zacytowane zostały podstawowe postulaty, które wyrażały
dążenia tego polityka: samodzielność, wolność, prawo i sprawiedliwość.
Czy Wysoka Izba słyszy wyraźnie? Samodzielność. Wolność. Ja tymczasem dzisiaj
w debacie słyszę wystąpienie polityka, tym razem opozycyjnego, który domaga
się ˝więcej Unii˝. Jednocześnie mówi o tym, że potrzeba więcej solidarności
narodów europejskich, ale przecież dokładnie rozumiemy, diagnozując sytuację,
że postulaty ˝więcej Unii˝ i ˝więcej solidarności między narodami europejskimi˝
są jak najdokładniej ze sobą sprzeczne. Tego polityka poznaliśmy nie tak dawno
z hasła: Bruksela albo śmierć. Mam wrażenie, słuchając tego typu wypowiedzi,
że: Platforma albo zdrowy rozsądek. Proszę sobie uświadomić, że my rozmawiamy
o polityce polskiej tak, jakbyśmy rozmawiali o jakichś nierzeczywistościach.
Z tej trybuny sejmowej ja osobiście i wielu z państwa posłów przypominaliśmy,
że jeżeli znajdziemy się w Unii Europejskiej, to prawo - nawet nie to traktatowe,
z traktatu ateńskiego, nicejskiego, amsterdamskiego, z Maastricht itd., ale
to bieżąco tworzone przez organy Unii Europejskiej - będzie nadrzędne nad
prawem polskim.
Z tej trybuny krzyczano do nas: ˝kłamiesz, kłamiesz!˝. A na poprzednim posiedzeniu
Sejmu politycy, którzy krzyczeli do nas: ˝kłamiesz, kłamiesz!˝, promowali
projekty ustaw dotyczących zmian Regulaminu Sejmu, odnoszące się do współpracy
w zakresie tworzenia prawa polskiego wykonującego prawo Unii Europejskiej,
w zakresie uchwalania prawa wykonującego prawo Unii Europejskiej. Czy Wysoka
Izba słyszy i rejestruje dokładnie? Prawo polskie wykonujące prawo Unii. A
gdzie jest zasada nadrzędności prawa polskiego, zapisana w Konstytucji Rzeczypospolitej
Polskiej, która przecież obowiązuje? Jak to jest, że można prowadzić - rząd,
minister spraw zagranicznych, premier, prezydent - zewnętrzną politykę państwa
polskiego łamiącą w sposób oczywisty Konstytucję Rzeczypospolitej? Więcej
Unii Europejskiej to przecież oznacza mniej Polski.
W którymś momencie, nie tylko przez bilans ekonomiczny - było to dzisiaj
już tu poruszane przez kilku mówców - ale przez cały szereg bolesnych zjawisk
politycznych, dotyczących wolności obywatelskich, perspektywy rozwoju, dotrze
do większości narodu, co to znaczy ˝mniej Polski˝ i że ˝mniej Polski˝ boli.
Chciałbym, żeby to dotarło jak najszybciej. Wtedy będzie też jasne, że ˝więcej
Polski˝ to mniej osób wysługujących się obcym stolicom, w tym Brukseli, tu
w parlamencie, w polskim rządzie.
Jeżeli tego nie będziemy widzieli, to Polska będzie uczestniczyła w tym szaleństwie
współczesnego świata, które polega na gwałceniu praw narodów w różnych miejscach
świata, z pozoru w imię prawa człowieka, przywrócenia jakiejś tam równowagi,
ładu itd., a faktycznie w imię racji silniejszych. To się dokonuje w stosunku
do niepokornych metodami militarnymi, w stosunku do pokornych albo mających
pokorne rządy, takich jak Polska, metodami fałszywych unii, a jedne i drugie
sposoby lekceważenia praw narodu prowadzą do naruszenia pokoju, zawsze, wszędzie,
w Europie w przyszłości też.
Dlatego w imieniu Porozumienia Polskiego wnoszę o odrzucenie informacji rządu
o polityce zagranicznej, ponieważ ta polityka rządu realizuje zasady sprzeczne
z podstawowym postulatem praw narodów i z postulatem niepodległości i suwerenności
Polski. Dziękuję za uwagę. (Oklaski)
Poseł Jan Olszewski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Zabierając głos w imieniu Koła Poselskiego
Ruchu Odbudowy Polski, mam rzadko towarzyszące wystąpieniom na tej sali poczucie
komfortu intelektualnego, a może nawet moralnego. Dyskutujemy bowiem o podstawowych
problemach polskiej polityki zagranicznej, a te problemy przedstawicielom
rządu, przedstawicielom ugrupowań, które rząd wspierają, a także może tych
ugrupowań, które się do przejęcia rządów w Polsce szykują, bardzo trudno jest
przedstawić w kategoriach pełnej jasności i prostoty. Język dyplomacji jest
złożony. Mogę powiedzieć, że przedstawione dziś przez pana ministra sprawozdanie
jest klasyką tego języka. Jak się w nie wczytać, to wszystko można tam znaleźć,
tylko bardzo trudno się zorientować, jakie są rzeczywiste priorytety rządu.
Ja, jak powiedziałem, mam ten przywilej i ten komfort, że mogę mówić o tych
problemach prosto i jasno, więc spróbuję te dylematy w sposób prosty sformułować.
W dzisiejszej sytuacji Polski są dwie zasadnicze możliwości dla polskiej
polityki zagranicznej, dwa jej kierunki i dwie opcje, które za tymi kierunkami
stoją. Opcja pierwsza znalazła dzisiaj może najbardziej dobitny wyraz w wystąpieniu
pana posła Jana Rokity. Pan poseł ma talent ujmowania wszystkiego w bardzo
efektownych formułach. W tym wypadku jest to formuła: więcej Unii w Europie.
Pan poseł Rokita dodaje zaraz, że ma na myśli Unię taką, jaką wyobrażali sobie
jej ojcowie założyciele.
Ja byłem długoletnim zwolennikiem takiej właśnie Wspólnoty Europejskiej.
Wyrażałem te poglądy może w sposób nawet narażający nieco moje osobiste bezpieczeństwo
wtedy, kiedy pan poseł Rokita jeszcze nie rozpoczął działalności publicznej,
co zresztą nie jest ze względu na jego wiek zarzutem. Muszę jednak powiedzieć,
że dzisiaj ta rzeczywistość, ta koncepcja, o której mówi pan poseł Rokita,
ma jedną zasadniczą dla nas wadę. Ona mówi o Europie, która już nie istnieje.
Jeżeli Unia Europejska kiedykolwiek realizowała, czy choćby tylko miała szanse
zrealizować idee ojców założycieli, to te szanse zostały ostatecznie przekreślone
i pogrzebane tego dnia, kiedy został w Kopenhadze podpisany Traktat akcesyjny
z 10 państwami Europy Środkowowschodniej z Polską na czele. Bowiem od tego
momentu Unia Europejska została podzielona na dwie różne strefy, na dwie różne
kategorie państw i ich członkostwa w tej Unii. Od tego momentu o formule Unii
i Europy solidarnej, wspólnej, partnerskiej nie mogło już być mowy. Można
powiedzieć, że Niemcy i Francja, że te kraje, które dzisiaj przedstawiają
koncepcję tzw. Europy drugiej prędkości, wyciągnęły z akcesjii natychmiast
wnioski, nawet jeżeli nie przygotowywały ich wcześniej.
Otóż nazajutrz po akcesji został postawiony problem, że oto Unią w nowej
formule nie można sprawnie kierować według dotychczasowych zasad. W tym nawet
jest coś z prawdy, tylko wyciągnięte wnioski poszły bardzo daleko i znalazły
wyraz w tym, co nazywa się traktatem konstytucji europejskiej, a co zostało
przedstawione m.in. Polsce, ale i innym uczestnikom Unii jako klasyczna propozycja
nie do odrzucenia.
(Panie marszałku, prosiłbym jeszcze o chwilę cierpliwości.)
Propozycja jest nie do odrzucenia, a jednocześnie to jest propozycja, której
my przyjąć nie możemy. Nie możemy jej przyjąć dlatego, że Europa w tej formule
jest pomyślana jako polityczno-militarna alternatywa Paktu Północnoatlantyckiego,
jedynego dzisiaj gwaranta naszego międzynarodowego bezpieczeństwa. Dlaczego
jest to propozycja nie do odrzucenia w ustach protagonistów tej formuły? Jest
ona nie do odrzucenia, bo powiada się: jak jej nie przyjmiecie, to my ją i
tak zrealizujemy. I początek tego procesu już właściwie mamy za sobą. Jeżeli
bowiem wyniki konferencji brukselskiej były takie, jakie były, to znaczy,
że żadnych wyników nie było, to nie jest to tylko zasługa twardej postawy
Polski i Hiszpanii, wsparcia, które oba kraje uzyskały od innych członków
Unii, to jest wynik przede wszystkim tego, że Francja, ale także Niemcy po
prostu żadnego kompromisu w tej sprawie nie chciały i nie chcą.
Czy my możemy przyjąć tę formułę? Czy jest ona dla Polski możliwa do przyjęcia?
Pomyśleć, jak wiadomo, da się wszystko. Ta formuła może mieć swoje atrakcyjne
strony. Proponuje nam się przecież ożywienie traktatu weimarskiego, układu
Francja - Niemcy - Polska, który w jakiś sposób włączy nasz kraj do tej czołówki
politycznej przyszłej Unii Europejskiej. Tylko, jak powiedziałem, ma to dla
nas jeden zasadniczy mankament: uchyla mianowicie gwarancje bezpieczeństwa
Polski związane z Traktatem Atlantyckim. I to jest kwestia drugiej formuły,
drugiego kierunku polskiej polityki, polityki, którą bym określił w przeciwieństwie
do tamtej unijnej jako kierunek polityki atlantyckiej czy transatlantyckiej.
Miałem zaszczyt w tej Izbie po raz pierwszy przedstawić tę koncepcję, przemawiając
tutaj w grudniu 1991 r., w trakcie wygłaszania exposé premiera pierwszego
rządu powołanego przez Sejm Polskiej Rzeczypospolitej, pierwszy od pół wieku
wybrany w wolnych wyborach. Od tego czasu ta koncepcja, która miała wtedy
w Polsce wielu przeciwników po różnych stronach tej Izby, zdobyła sobie właściwie
pełne, nieomal 100-procentowe poparcie. Dzisiaj jednak nadchodzi taki oto
czas, kiedy to polityczne zaplecze się dzieli. Przez długi czas wydawało się,
że koncepcja proatlantycka jest zgodna z koncepcją prounijną, że jedna drugiej
nie wyklucza, że przeciwnie - one się wzajemnie wzmacniają. Otóż dzisiaj nie
mamy takich złudzeń. To się skończyło.
Jeżeli polska polityka ma być efektywna i skuteczna, to musi być w tym momencie
jasność co do tego, jakie priorytety wybiera. Byłoby bardzo dobrze, byłoby
wręcz znakomicie, gdybyśmy mogli odgrywać rolę mającą w ostatnich latach w
polskiej polityce swoją tradycję szczególną: rolę spinacza. Tylko że tu już
na dłuższą metę nie ma czego spinać. Pojawia się wobec tego problem jednoznacznego
wyboru. Czy ten wybór został tu dzisiaj jakoś określony? Trzeba powiedzieć,
że rzeczywiście w przedstawionej nam informacji mówi się o priorytecie przyznawanym
Paktowi Północnoatlantyckiemu w polskiej polityce zagranicznej. Trzeba się
jednak liczyć także z tym, że ten pakt może się okazać nie do uratowania.
Obecnie polityka francuska i polityka niemiecka w sposób oczywisty zmierzają
do jego demontażu, a bez Francji, bez Niemiec tego paktu na dłuższą metę,
przynajmniej jako efektywnej struktury międzynarodowej, utrzymać się nie da.
Pojawia się wtedy pytanie, jaka jest alternatywa. Ja uważam, że dla opcji
niepodległościowej w polskiej polityce alternatywy w istocie nie ma. To było
największe osiągnięcie tej opcji, największe w tym czasie osiągnięcie polskiej
polityki zagranicznej - wprowadzenie Polski do struktur NATO. Wprowadzenie
do struktur NATO zakładało dwa elementy konieczne i stałe. Po pierwsze, szczególną
pozycję Stanów Zjednoczonych w tym Sojuszu; po drugie, obecność nie tylko
polityczną, ale i militarną Stanów Zjednoczonych w Europie. Ale jednak taka
alternatywa już w tym momencie jest w jakiś sposób przygotowywana. Jeżeli
mianowicie okaże się, że dotychczasowe bazy amerykańskie nie będą mogły funkcjonować
nadal w Niemczech, to tworzy się dla nich inne rozwiązania. I jest oczywiście
sprawą w tym wypadku całkowicie zbieżnych interesów amerykańskich i polskich,
aby przynajmniej część z nich znalazła się na polskim terytorium. I co do
tego, jak rozumiem, nie ma sporu. Jest natomiast problem, czy przy tej okazji
szczególne stosunki polsko-amerykańskie, które rzeczywiście werbalnie mają
charakter szczególny i ten szczególny charakter wyraża się naszym wsparciem
dla polityki amerykańskiej w bardzo trudnych obszarach, kłopotliwych dla Polski...
jest Irak. Otóż czy to wsparcie ma jakiekolwiek usankcjonowanie formalne?
W tym momencie popieramy Stany Zjednoczone i ich politykę na słowo honoru.
(Oklaski)
Jest pierwszym i najważniejszym zadaniem polskiej polityki, żeby uzyskać
jakieś sformalizowanie tego szczególnego stosunku. Bardzo gorąco optuję za
zniesieniem wiz do USA dla Polaków. Popieram te wszystkie argumenty, które
tu w tej sprawie padły. Życzę panu prezydentowi szczęścia w jego staraniach
o to w trakcie amerykańskiej wizyty. Ale trzeba sobie powiedzieć, że są sprawy
ważne i ważniejsze; uzyskanie zaś formalnego traktatu, formalnej umowy, choćby
tylko w płaszczyźnie stosunków wojskowych między Stanami Zjednoczonymi a Polską,
jest sprawą nieporównanie ważniejszą. I powiadam, że jeżeli rozmawiamy, a
wiadomo, że rozmawiamy na temat baz amerykańskich, to jest to dobra okazja,
żeby sięgnąć do pewnego precedensu, jakim jest Hiszpania, która niezależnie
od tego, że jest członkiem NATO, ma osobną umowę ze Stanami Zjednoczonymi
w tym zakresie. To jest pierwszy postulat, który trzeba zgłosić wobec polskiej
polityki zagranicznej.
Jest i druga sprawa również bardzo ważna. W trakcie ubiegłorocznej wizyty
w Polsce prezydent Stanów Zjednoczonych w swoim wystąpieniu w Krakowie poświęconym
polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych wysunął koncepcję budowy międzynarodowego
systemu ochrony przeciwrakietowej, który Stany Zjednoczone oferują państwom
sojuszniczym. Na tę wyraźną przecież ofertę politycy wielkich mocarstw - nic
się nie dzieje przypadkowo, to, że ta propozycja została sformułowana właśnie
w Krakowie, przecież coś musi znaczyć - na to naszej formalnej odpowiedzi
do tej pory nie ma. Natomiast w sprawozdaniu, które pan minister przedstawił
wczoraj na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych, w sprawozdaniu z realizacji
zadań polityki polskiej w 2003 r. czytamy: Przygotowano stanowisko Rzeczypospolitej
wobec amerykańskiej inicjatywy obrony przeciwrakietowej. Panie ministrze,
to jest przecież zasadniczy problem w tej chwili dla naszej polityki. Dlaczego
dzisiaj w pana wystąpieniu nie ma na ten temat jednego słowa? Nie, nie dowiedzieliśmy
się, jakie to jest stanowisko. Sądzę, że nad tym Sejm Rzeczypospolitej nie
może przejść do porządku. To są dzisiaj sprawy podstawowe dla polskiej polityki,
podstawowe dla bezpieczeństwa Polski. To jest nasze, być może w nadchodzących
dekadach, być albo nie być. Dlatego, panie ministrze, przy pełnym zrozumieniu
i szczególnej przy tym taryfie ulgowej związanej z tym, co powiedziałem, rząd
Rzeczypospolitej w pewnych sprawach wszystkiego do końca dopowiedzieć nie
może. Z takim traktowaniem dyskusji w Sejmie, w organie reprezentującym najwyższe
interesy narodu, nie możemy się zgodzić. Przede wszystkim z tego względu będziemy
głosowali za odrzuceniem tej informacji. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Tadeusz
Iwiński:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! To jest ważna debata jak co roku, a może
tym razem ważniejsza ze względu na okoliczności, które nam towarzyszą w związku
ze zbliżającym się wejściem Polski do Unii Europejskiej i sytuacją międzynarodową,
o której niektórzy mówią, że sprowadza się do nowego nieładu, chyba nazbyt
niesprawiedliwie. Moim zdaniem pan minister Cimoszewicz bardzo rzetelnie przedstawił
polską politykę zagraniczną, jej silne strony, także implicite pewne jej słabości
i wyzwania. Wydaje mi się, iż bez przesady można powiedzieć, że ta polityka
stanowi jedną z najmocniejszych stron polskiego rządu, a co ważniejsze, ona
właściwie odpowiada na główne wyzwania, przed którymi stoimy jako społeczeństwo,
bo to jest zdecydowanie najważniejsze. Ująłbym ją w takiej formule, że chodzi
o to, żeby była silna i bezpieczna Polska w silnej Europie i w świecie, który
jest uporządkowany, który jest bezpieczny i który jest sprawiedliwy. Tego
wątku globalnego - będę jeszcze o nim mówił później - który dotyczy 7 mld
ludzi, nie możemy pomijać w naszych rozważaniach, bo siłą rzeczy cała nasza
debata sprowadza się do trzech kręgów geograficznych. Polska jest dla nas
centrum, jest osią. Sensem polityki zagranicznej jest optymalizacja w sensie
kontaktów zewnętrznych, rozwoju Polski, zapewnienia bezpieczeństwa. Później
jest Europa, nasz 800-milionowy kontynent, ale później jest także świat. Wystarczy
spojrzeć na mapę, żeby mieć świadomość tego, jakie są proporcje, że płyniemy
wszyscy jako cywilizacja ludzka na jednej łódce. Albo rozwiążemy te główne
wyzwania stojące już przed ludzkością, albo razem możemy utonąć. Jeśli się
więc spojrzy na stosunki Polski z siedmioma sąsiadami, na stosunki Polski
z naszymi przyjaciółmi, sąsiadami przez Bałtyk, to widać, że międzynarodowa
pozycja Polski wyraźnie wzrosła w roku, o którym mówimy, który analizujemy,
i jest szansa na to, że będzie utrzymana w tym roku. Myślę, że poprawiła się
też koordynacja działań pomiędzy poszczególnymi głównymi instytucjami i organami
odpowiedzialnymi za politykę zagraniczną, rządem, głową państwa, parlamentem
itd., że uspołecznienie polityki zagranicznej się poprawiło, co nie znaczy,
że nie ma tutaj wiele do zrobienia. Tak więc takie ataki bardzo niesprawiedliwe
na politykę zagraniczną, jak chociażby w wypowiedziach posła Macierewicza,
przypominają mi stare powiedzenie trochę zapomnianego brytyjskiego pisarza
Chestertona, który mówił, że: argumenty do ataku można czasem oprzeć nawet
na łysinie prokuratora. To jest takie sądowe powiedzenie. Dla nas siłą rzeczy
najważniejsze jest to, jaka będzie przyszłość Europy w najbliższych miesiącach,
w najbliższych latach, ponieważ ją się wykuwa. Zapominamy o tym, że np. pomysły,
sformułowania i próby spisania konstytucji europejskiej sięgają 200 lat wstecz
i że uczestniczyli w tym Polacy, był Wojciech Jastrzębowski i wielu innych.
To wszystko teraz może się ziścić, choć trudno naturalnie mówić, kiedy i jak,
ale miejmy też świadomość tego, że konferencja międzyrządowa, która rozpoczęła
się 4 października, trwała zaledwie 10 tygodni, więc po prostu może było za
mało czasu, żeby dokument, który składał się, jako projekt, z 465 artykułów
plus preambuła, mógł być uzgodniony. I tak zrobiono wiele. Cieszę się, że
wielu przedstawicieli opozycji, w tym pan poseł Rokita i pan poseł Kaczyński,
doceniło te starania, które były wspólnie przez nas podejmowane, choć Julio
Amato, jeden z najwybitniejszych polityków europejskich, były premier, powiedział
plastycznie: to jest sukces Europy, choć oczekiwałem, że urodzi się chłopiec,
a urodziła się dziewczynka. Przy tym zadowoleniu zatem mamy jeszcze spore
pole do satysfakcji.
Dzisiaj sprawą kluczową jest niedoprowadzenie do istnienia Europy dwóch prędkości.
Tu pozwolę sobie powiedzieć, ze względu na brak czasu bardzo syntetycznie,
że sensem integracji europejskiej jest, z jednej strony, rozwój poszczególnych
społeczeństw i minimalizacja różnic, które istnieją w poszczególnych krajach.
Tak jak u nas, w Polsce, chodzi o to, żeby dzięki integracji nie było Polski
A, Polski B, by mieszkaniec Ełku czy wsi popegeerowskiej wiedział, że za kilka
lat od momentu integracji Polski z Unią dystans, który dzieli go od jego odpowiednika
w Szwecji, w Niemczech, w Portugalii, zmniejszy się, a za pokolenie, dwa pokolenia
może będzie zminimalizowany, tak i o to samo chodzi w przypadku Europy.
Po wtóre, z punktu widzenia Europy - mówi o tym Strategia Lizbońska -chodzi
o to, żeby Europa zjednoczona nie tylko nie przegrała rywalizacji z innymi
centrami gospodarczo-cywilizacyjnymi, z tworzoną właśnie strefą wolnego handlu
Ameryki czy z APEC Azji i Pacyfiku, ale by miała gospodarkę najnowocześniejszą,
konkurencyjną, opartą na wiedzy. I z tego punktu widzenia tak zwany pomysł
Europy dwóch prędkości - niezależnie od tego, czy w świetle traktatu amsterdamskiego,
Maastricht czy Nicei byłby on w ogóle możliwy do realizacji - na pewno nie
służyłby realizacji tego drugiego celu, Strategii Lizbońskiej.
Nie po to Unia się poszerza o tę dziesiątkę krajów, a następnie o trzy państwa
za dwa, trzy lata. Następne poszerzenie, jakościowo nowe, to będzie poszerzenie
o Turcję, kraj nam szczególnie bliski, z którym przez 300 lat graniczyliśmy,
który nigdy nie uznał rozbiorów Polski i który wprowadzi nową jakość, bo Turcja
to najbardziej nowoczesny model funkcjonowania demokratycznego państwa islamskiego,
niezależnie od paroksyzmów demokracji, które przeżywał ten kraj, jak i wiele
innych państw. Z tego punktu widzenia Europa dwóch prędkości nie leży w niczyim
interesie: ani Niemiec, ani Francji, ani Polski. Myślę, że kompromis, który
zapewne będzie w wielu sprawach i w tej mierze do osiągnięcia, powinien być
wykuwany wokół starego powiedzenia nieżyjącego już ministra spraw zagranicznych
Francji Edgara Faure˝a, że kompromis wówczas jest optymalny, gdy każda ze
stron uzyskała nie to, czego chciała, choć oczywiście nasze interesy narodowe
muszą być uwzględniane.
Panie marszałku, nie chcąc przeciągać wystąpienia, hasłowo powiem tylko o
kilku sprawach. Działalność rządu i opozycji w sprawach kluczowych jest na
pewno nową jakością. Jednak nawiązując do tego, o czym mówił pan przewodniczący
Rokita, hasło: Nicea albo śmierć - o czym mówiono tu kiedyś w innym układzie
- jest nie tylko nieprawdziwe dlatego, że nadmiernie dramatyzuje sytuację,
ale przede wszystkim z innego punktu widzenia. Autor powiedzenia: patria o
muerte myślał o sytuacji, która z punktu widzenia jego formacji stanowiła
ogromne zagrożenie.
Otóż Unia Europejska dla Polski nie jest żadnym zagrożeniem. Jest szansą.
Oczywiście my musimy na te rozmaite wezwania odpowiadać. I z tego punktu widzenia
to podobieństwo jest niewłaściwe, a oczywiście sojusz z Hiszpanią i wieloma
innymi krajami jest potrzeby. Nawiasem mówiąc, Joachim Lelewel, trochę zapomniany
historyk polski, napisał jeszcze w XIX wieku wielkie dzieło o paralelach między
Polską i Hiszpanią, o podobieństwie naszego reagowania, funkcjonowania itd.
Odbył się w Polsce w zeszłym roku bardzo ważny szczyt Inicjatywy Środkowoeuropejskiej.
Uczestniczyło w nim 16 szefów rządów. To pokazało rosnącą pozycję Polski i
w Europie, i na Bliskim Wschodzie, i w wielu innych krajach. Ale wyzwania,
o których mówił minister Cimoszewicz, które są przed nami, między innymi związane
z przewodnictwem w trzech ważnych organizacjach, są wielkie. Mówię o tym również
jako przewodniczący polskiej delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady
Europy. Ta najstarsza organizacja na kontynencie, której przewodnictwo obejmiemy
w końcu roku i która prawdopodobnie zbierze się tutaj za rok, z małym okładem,
nadal, w tej nowej architekturze Europy, powinna odgrywać istotną rolę. I
rzeczywiście - mówił o tym były przewodniczący klubu SLD - my powinniśmy więcej
czynić dla kształtowania tej nowej architektury. Również Europejski Szczyt
Gospodarczy, który odbędzie się za trzy miesiące z inicjatywy i prezydenta,
i premiera, powinien być bardzo dobrze wykorzystany.
Na koniec chciałbym powiedzieć o jednej sprawie. Kwestia działań globalnych,
jak zapowiadałem, w szerszym ujęciu. My, wchodząc do Unii Europejskiej i odgrywając
tam od 1 maja, jak wierzę, ważną rolę, będziemy musieli się nauczyć jeszcze
większej aktywności. Na przykład będziemy musieli brać udział, i to nie jako
strona pasywna, w szczytach: Unia Europejska-Rosja, Unia Europejska-Ukraina,
tu będzie się od nas oczekiwało szczególnie dużo ze zrozumiałych względów,
Unia Europejska-Ameryka Łacińska, Unia Europejska-Chiny, Indie, Japonia itd.
To prowadzi do tego, że istnieje jeszcze większa niż do tej pory potrzeba
intensyfikacji naszych kontaktów z takimi krajami jak Chiny, Indie, Japonia,
to w dużej mierze się robi, a także kontynuacji tego, co Polska czyni od kilku
lat. Mianowicie myślę tu o konferencji ˝Dialog między cywilizacjami˝, wspaniałej
idei, którą wymyślili kiedyś Irańczycy, a przyjęła ONZ. I tutaj - tak będzie
w tym roku i tak było w zeszłym roku - pod auspicjami polskiego premiera te
konferencje będą kontynuowane, powinny się toczyć, bo Polska jest dobrym miejscem
do dialogu ze względu na historię oraz tolerancję. Przypomnę, że w zeszłym
roku cała konferencja była poświęcona relacjom między chrześcijaństwem i islamem.
Nie możemy zapominać o krajach czy o regionach, o których świat zapomina.
Myślę tu o 900-milionowej Afryce, która jest hańbą ludzkości. Z tego punktu
widzenia dobrze, że - z tego, co wiem - minister spraw zagranicznych niedługo
się tam wybiera. Nawiasem mówiąc, przewodnictwo irlandzkie w Unii, kraju,
który szósty raz będzie przewodniczył Unii, jest dla nas wielką motywacją,
bo przecież to był biedny kraj - jest to jedyne państwo, gdzie istnieje muzeum
głodu, bo w XIX wieku stamtąd miliony ludzi wyjeżdżało na skutek zarazy ziemniaczanej,
w rezultacie której zmarła trzecia część społeczeństwa - a dzisiaj Irlandia
jest najnowocześniejszym krajem, który ma w Unii Europejskiej najwyższy poziom
rozwoju po Luksemburgu, a w momencie wchodzenia do Unii, w 1973 r., było w
nim 25% ludzi pracujących w rolnictwie. Ten kraj jest dla nas wielkim przykładem
i modelem, jak Polska może się unowocześnić.
Panie marszałku, dwa ostatnie zdania. Myślę, że mamy ogromną szansę, również
dzięki trafnej polityce zagranicznej - nawiązując do tego, o czym mówił kiedyś
z przekąsem Jarosław Iwaszkiewicz, który podkreślał, że Polacy są zbyt inteligentni
jak na swoje położenie geopolityczne - wykorzystać położenie naszego kraju,
potraktować to położenie i nasze kontakty z sąsiadami jako ogromną szansę.
Leżąc między największym państwem europejskim, naszym głównym partnerem gospodarczym,
zjednoczonymi, 82-milionowymi Niemcami, a z drugiej strony prawie 150-milionową
Rosją i 50-milionową Ukrainą, możemy wykorzystać to pozytywnie. To jest element
synergii. Tak jak nie ma dla nas wyboru między Stanami Zjednoczonymi a Unią
Europejską, tak nie ma dla nas wyboru w sensie gry o sumie zero między Unią
Europejską i naszymi sąsiadami na Wschodzie. A zatem powinniśmy, jak mówił
wybitny pisarz niemiecki Hermann Hesse, patrzeć na rzeczywistość ze sceptycyzmem,
ale działać z optymizmem. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Antoni
Macierewicz:
Dziękuję najmocniej.
Panie Marszałku! Chciałbym sprostować źle zrozumiane przez pana posła moje
słowa. Nie było moją intencją atakowanie ani pana ministra Cimoszewicza, ani
pana posła Iwińskiego. Intencją mojego przemówienia był apel do przedstawiciela
rządu o to, żeby przedstawiał w dorocznym przemówieniu dotyczącym polityki
zagranicznej rzeczy takie, jakie są, by nie tworzyć fikcyjnego obrazu rzeczywistości,
która już dawno nie istnieje. Wystarczy przeczytać przemówienie ministra spraw
zagranicznych Francji, żeby wiedzieć, że nie ma już Unii Europejskiej nicejskiej.
Nie ma. Jest ˝Mocarstwo Europa˝, jak zatytułował swój artykuł w ˝Rzeczpospolitej˝
pan Kuźniar, którego Platforma Obywatelska wzięła za doradcę, czego nie gratuluję,
ale rozumiem konsekwencje. Dziękuję.
Poseł Bogdan
Klich:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Z większości dotychczasowych
wystąpień wynika - podzielane zresztą przeze mnie - głębokie przekonanie,
że oto na naszych oczach i z naszym udziałem zamyka się bardzo istotny okres
polskiej polityki zagranicznej, że osiągamy w tej chwili cele, które przed
15 laty sobie wyznaczyliśmy, a personalizując, wyznaczył pierwszy rząd niepodległej
Rzeczypospolitej i minister Krzysztof Skubiszewski: jesteśmy członkiem NATO,
formalnie od 1 maja będziemy członkiem Unii Europejskiej, mamy dobre stosunki
z naszymi sąsiadami i wreszcie jesteśmy liczącym się państwem w regionie.
Było to możliwe, w moim przekonaniu, dzięki ciągłości polskiej polityki zagranicznej,
i rzeczywiście jest to wartość, z której powinniśmy się cieszyć, a także dzięki
długotrwałej - choć nie do końca, bo już nie w tym Sejmie - zgodzie co do
priorytetów.
Mieliśmy, można powiedzieć, busolę, która wyznaczała kierunek. Czy mamy dzisiaj
taką busolę na przyszłość? Jak wyobrażamy sobie miejsce Polski w świecie za
10-20 lat? Jakie są cele, do których dążymy? Innymi słowy - pytałem o to pana
ministra wczoraj na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych - czy mamy długookresową
strategię polskiej polityki zagranicznej? Muszę z przykrością powiedzieć,
że jeszcze nie. Jest to wielkie zaniedbanie. Oczywiście ona powinna zrodzić
się w wyniku ogólnospołecznej publicznej debaty, nieograniczonej do kręgów
decyzyjnych, ale Ministerstwo Spraw Zagranicznych winno ją inspirować, dlatego
cieszy mnie deklaracja ze strony ministra Cimoszewicza, że minister spraw
zagranicznych taką potrzebę również dostrzega. Jeśli nie będziemy mieć strategii,
to wszystko, co uważamy za dorobek ostatniego 15-lecia i za niewątpliwy sukces
minionego roku - mam na myśli polski sukces w Iraku oraz to, że udało nam
się, choć tylko na pierwszym etapie, obronić nasze stanowisko jeśli chodzi
o metodę liczenia głosów w Unii Europejskiej - roztrwonimy. Roztrwonimy dorobek
15-lecia, innymi słowy, osiągniemy cele, ale wykorzystamy je w małym stopniu.
Przypatrzmy się, panie ministrze, pod tym kątem dwóm najważniejszym wydarzeniom
minionego roku: operacji irackiej oraz debacie konstytucyjnej w Unii Europejskiej.
W sprawie Iraku rząd podjął słuszną decyzję, za wiedzą i zgodą głównych ugrupowań
opozycyjnych, w tym Platformy Obywatelskiej, ale warto pamiętać, że nie szliśmy
do Iraku po łupy, bo nie jesteśmy współczesnymi najemnikami. Szliśmy tam dlatego,
że taki jest nasz narodowy interes, i chyba nie całkiem z tego powodu, o którym
mówił pan na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych wiosną, ale ze względu
na wspólnotę interesów bezpieczeństwa Polski i Stanów Zjednoczonych, w myśl
której to, co jest zagrożeniem albo wyzwaniem dla interesu bezpieczeństwa
USA, jest także zagrożeniem bądź wyzwaniem dla bezpieczeństwa Polski. Można
powiedzieć, że to zadanie zostało spełnione i możemy liczyć w przyszłości
na rewanż, gdyby było zagrożone nasze bezpieczeństwo. To jest ważniejsze aniżeli
wszelkie zapisy traktatowe.
Mamy jednak prawo oczekiwać od Amerykanów czegoś więcej, nazwałbym to klauzulą
najwyższego uprzywilejowania politycznego i ekonomicznego. Była o tym mowa:
mówiono o nowych regulacjach wizowych, o złagodzeniu reżimu wizowego, o offsecie,
który nie idzie dobrze, o udziale w rekonstrukcji Iraku. Chciałbym przypomnieć,
że są firmy z krajów neutralnych, biernych bądź wręcz opozycyjnych w stosunku
do zaangażowania Amerykanów w Iraku, które już otrzymały subkontrakty na wykonywanie
prac rekonstrukcyjnych. Na przykład jedna z firm czeskich otrzymała zamówienie
na 93 mln dolarów, jedna z firm węgierskich - na 34 mln dolarów. A co z firmami
polskimi? Lista tych spraw jest znacznie dłuższa i chciałbym im poświęcić
chwilę.
Bardzo ważne jest, aby Amerykanie zinstytucjonalizowali - podkreślam: zinstytucjonalizowali
- swoją obecność na terytorium Rzeczypospolitej. Mowa tu oczywiście o zakładaniu
baz, ale na korzystnych warunkach, zbliżonych do modelu niemieckiego lub jeszcze
korzystniejszych, gdzie kraj gospodarz wnosi mniej, a kraj gość więcej jeśli
chodzi o bilans finansowy tej obecności. Innymi słowy, chodzi o to, żebyśmy
płacili jak najmniej, a goście - jak najwięcej za swoją obecność na terytorium
naszego kraju. Oznacza to też wkład amerykański w modernizację infrastruktury
wojskowej w Polsce.
Po drugie, ważne jest wsparcie Sanów Zjednoczonych dla instytucjonalizacji
Paktu Północnoatlantyckiego w Polsce. Ogromnie cieszy, że w Bydgoszczy jest
właśnie uruchamiane centrum szkolenia, bo przecież będzie ono, można powiedzieć,
filią sojuszniczego dowództwa transformacji w Norfolk, ale jest też wyzwaniem
dla strony amerykańskiej, która powinna bardziej angażować się finansowo w
modernizację jego infrastruktury. Ogromnie ważne byłoby wsparcie amerykańskie
dla skutecznego umiędzynarodowienia dowództwa II Korpusu w Krakowie. Nie mówię
tego ze względu na to, że jestem posłem właśnie stamtąd, ale ze względu na
interes kraju, jego umiędzynarodowienie, z którym do niedawna jeszcze nie
było najlepiej. To też nie idzie dobrze. Ogromnie ważne jest, aby po wyczerpaniu
środków z natowskiego funduszu inwestycyjnego NSIP poszły następne, tak by
następowała w Polsce modernizacja infrastruktury. Do tego wszystkiego potrzebne
jest wsparcie Amerykanów. Ważny jest także udział finansowy Stanów Zjednoczonych
w modernizacji sił zbrojnych, była już o tym mowa. Wspomnę tylko, że jest
to tak naprawdę najważniejsze wyzwanie w naszej polityce obronnej.
Druga sprawa, o której chciałbyem wspomnieć, w której są owoce, ale mogą
one być zmarnotrawione, to kwestia traktatu konstytucyjnego. Rząd znowu zajął
właściwe stanowisko, znowu za wiedzą i z poparciem opozycji. Ale stawiam pytanie:
Czy udało się to stanowisko skutecznie przedstawić partnerom? Panie ministrze,
w pełni doceniam, zwłaszcza po otrzymaniu dzisiejszej informacji od pana,
zabiegi przy przedstawianiu naszych racji na forum Unii Europejskiej, ale
niestety, w dalszym ciągu mówi się o nas: hamulcowi, egoiści, ci, którzy dostrzegają
swój własny interes, a nie interes Wspólnoty. Być może jest to efektem tego,
że za mało mówimy o naszej wizji Unii Europejskiej, o tym, jakiej Unii chcemy,
jaką ją sobie wyobrażamy w przyszłości. Myślę, że trzeba postawić parę odpowiedzi
zamiast pytań.
Polska powinna chcieć i chce Unii silnej i sprawnej, i trzeba o tym mówić.
Trzeba też mówić o tym, że Polska chce Unii politycznej, wspólnoty politycznej,
na której dopiero powinny zasadzać się interesy ekonomiczne. Polska chce wreszcie
Unii solidarnej. W takim kontekście łatwiej będzie nam bronić interesu narodowego,
co jest - jak słusznie zauważył poseł Rokita wypowiadający się w imieniu klubu
Platformy Obywatelskiej - naszym najważniejszym wyzwaniem na najbliższy czas.
Chodzi zatem o wzmocnienie wymiaru wspólnotowego Unii Europejskiej, czyli
kompetencji Parlamentu Europejskiego, Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa,
a także Wspólnej Polityki Obronnej, ale otwartej, nie zamkniętej; nie według
formuły zapisanej w projekcie traktatu konstytucyjnego, czyli tzw. formuły
strukturalnej współpracy, ale tej starej, amsterdamskiej, współpracy wzmocnionej.
To wszystko trzeba jasno powiedzieć.
Parę słów, panie ministrze, na temat naszej polityki wschodniej, bo nawet
w tej debacie skoncentrowaliśmy się na jej zachodnim wymiarze, unijnym i amerykańskim.
Zacznę od tezy, że tak naprawdę tyle nas będzie w Unii Europejskiej, w stosunkach
polsko-amerykańskich i w NATO, ile nas będzie tutaj, w regionie, w środkowej
Europie oraz na Wschodzie. Tymczasem Polska - mówię to z rozczarowaniem -
nie ma obecnie polityki wschodniej. To, co było naszą mocną stroną przez całe
10-lecie, jest teraz naszą słabością. Można zapytać, gdzie jest nasze strategiczne
partnerstwo z Ukrainą poza deklaracjami polityków, jakie są skutki nowego
otwarcia na Rosję, tak szumnie ogłoszonego przez koalicję przed dwoma laty
podczas wizyty prezydenta Putina w Warszawie, jaka jest skuteczność naszej
polityki wobec Białorusi. Inaugurując tę debatę, powiedział pan, że zmniejszył
się deficyt handlowy w obrotach z Rosją. Rzeczywiście, to cieszy, chociaż
on w dalszym ciągu jest. Można do tego dodać, że zostały wymienione noty pomiędzy
rządami Polski i Ukrainy co do budowy dalszej części rurociągu Odessa - Brody
- Płock. Ale to wszystko za mało.
Panie ministrze, w stosunku do Rosji potrzebna jest nam nowa polityka, nie
nowe otwarcie, ale nowa polityka. Oto jeśli Rosja będzie rozwijała się w takim
tempie, w jakim rozwijała się w ciągu ostatnich trzech lat, to jest szansa
dla Rosji, że w ciągu najbliższych 12 lat osiągnie poziom rozwoju krajów Europy
Środkowej liczony produktem krajowym brutto na głowę mieszkańca, a po tym
czasie prześcignie nasze kraje. Potrzeba przełomu we współpracy gospodarczej
ze strony Polski i naprawdę szerokiego zestawu instrumentów wspierania zwłaszcza
naszego eksportu na rynek rosyjski.
I drobiazg w tym kontekście: być może trzeba przemyśleć także strukturę naszych
konsulatów w Rosji. Byłem niedawno na Uralu, gdzie mieści się przedstawicielstwo
konsularne Czech. Nasze mieści się w Irkucku. Wydaje się, że główne tętno,
główny puls gospodarki rosyjskiej przebiega raczej przez Ural aniżeli przez
Irkuck.
Poseł Jaskiernia pytał, czy nie trzeba iść o krok do przodu, jeżeli chodzi
o Białoruś. Oczywiście, trzeba iść o krok do przodu, ale chyba nie w tym kierunku,
o którym myśli, choć nie mówi, poseł Jaskiernia. W moim przekonaniu trzeba
wykonać gest albo nawet zestaw gestów w stosunku do narodu białoruskiego.
Wydaje się, że takim gestem mogłoby być jednostronne zniesienie opłat wizowych
za wizy, które musieliśmy wprowadzić w stosunku do Białorusinów. Być może
takim gestem byłoby również nieprzyłączanie się do ewentualnych - zaznaczam:
ewentualnych - retorsji ekonomicznych ze strony Unii Europejskiej wobec Białorusi,
gdyby rzeczywiście to, o czym się niedawno pisało, stało się faktem.
I wreszcie Ukraina. Rok, w który weszliśmy, jest kluczowy dla przyszłości
tego państwa, nie tylko dla demokracji, ale dla przyszłości Ukrainy. Mamy
co do tego przekonanie. Błędem polskiej polityki zagranicznej była, można
powiedzieć, monokulturowość kontaktów z Ukrainą: kontakty zostały zdominowane
przez relacje dwustronne prezydent - prezydent, doradcy prezydenta - doradcy
prezydenta. Potrzebnych jest wiele kanałów komunikacyjnych. Cieszy z tej perspektywy,
panie marszałku, to, że w ubiegłym roku udało się powołać zgromadzenie polsko-ukraińskie
na wzór wcześniej istniejącego zgromadzenia polsko-litewskiego. Wsparcie dla
europejskich i euroatlantyckich aspiracji Ukrainy, panie ministrze, o czym
pan wspominał w swoim wystąpieniu, być może będzie tym kluczowym zadaniem
naszej polityki wschodniej, któremu trzeba się poświęcić. Dziękuję bardzo.
(Oklaski)
Poseł Zdzisław Jankowski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Ja oraz moi wyborcy patrzymy
na politykę zagraniczną od czasów ˝okrągłego stołu˝ z prawdziwym przerażeniem,
bowiem polityka zagraniczna kolejnych rządów RP nie reprezentowała interesów
Polski, narodu polskiego, społeczeństwa polskiego, słowem, nie reprezentowała
polskiej racji stanu, do czego jest konstytucyjnie zobowiązana.
Kolejni ministrowie, realizując antypolską politykę swych rządów, doprowadzili
do tego, że w 2004 r. państwo polskie w 80% straciło swój majątek narodowy,
a więc straciło jakąkolwiek możliwość bycia partnerem wobec państw, które
zagrabiły polski majątek narodowy. Państwo polskie wobec tych państw kolonialnych
jest państwem wasalnym. Widzą to robotnicy i chłopi, widzą to ludzie pracy,
widzą to bezrobotni, bezdomni, którzy na swej własnej skórze odczuwają skutki
tej antypolskiej polityki zagranicznej kolejnych rządów.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Z informacji ministra Czyżewskiego podanej
dnia 9 grudnia 2003 r. na posiedzeniu Komisji Skarbu Państwa wynika, czego
słuchałem z przerażeniem, że z 8,5 tys. zakładów o znaczeniu strategicznym
sprzedanych lub sprywatyzowanych zostało 5,5 tys., w tym 1800 zlikwidowano
i doprowadzono do upadłości. Jest to prawdziwa skala rabunku, grabieży i zniszczenia,
niespotykana w tysiącletniej historii Polski. Istotną rolę w tym rabunku i
niszczeniu polskiej gospodarki narodowej odgrywali kolejni ministrowie spraw
zagranicznych, których zachowanie sprawiało wrażenie, jakby tu w Polsce reprezentowali
interesy państw obcych, co było zgodne z filozofią kolejnych rządów, bez względu
na ich barwy klubowe.
Podobnie oceniam i pracę aktualnego ministra spraw zagranicznych, który nic
dobrego dla Polski jako premier i jako minister spraw zagranicznych nie zrobił.
Najlepszym przykładem dwulicowej, oszukańczej polityki jest to całe niby przystąpienie
Polski do Unii Europejskiej, a tak naprawdę to aneksja. Polakom wmawiało się
co innego, a prezydent i rząd w tajemnicy przed narodem polskim knuli, prowadzili
do zguby Polskę i państwo polskie, a więc do niewoli narodu polskiego. Dlatego
naród polski musi zrobić wszystko, by raz na zawsze odsunąć od władzy w Polsce
tych, którzy sprzedają Polskę, od władzy zarówno na szczycie, jak i w samorządach
lokalnych.
My Polacy jesteśmy obecnie w ostatniej chwili, bo to już ostatni dzwonek,
przed zupełnie tragiczną sytuacją Polski we własnej ojczyźnie. Pozostała nam
jedyna alternatywa: skutecznie i szybko zorganizować się do walki o swoje
narodowe i obywatelskie prawa, prawa nasze i naszych potomnych. Tą jedyną
alternatywą jest przejęcie władzy przez ugrupowania narodowe, na przykład
Ligę Polskich Rodzin.
(Głos z sali: Właśnie.)
Jest to ugrupowanie polityczne, które zaistniało w parlamencie i zdało egzamin,
jeśli chodzi o obronę państwa polskiego i narodu polskiego. Dziękuję bardzo.
(Głos z sali: I wzajemnie.)
Poseł Jan Zaworski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W ubiegłorocznej debacie poświęconej polityce
zagranicznej pan minister Włodzimierz Cimoszewicz mówił, że wchodzimy do Unii
nie po to, by odwrócić się plecami do naszych wschodnich partnerów, ale wręcz
przeciwnie - nasze dobre stosunki z Rosją i innymi państwami ze Wspólnoty
Niepodległych Państw są atutem wewnątrz Unii.
Odebrałem te słowa z wielką satysfakcją, jako zapowiedź swoistej specjalizacji.
Oto Polska staje się pośrednikiem, dzięki któremu bogaty Zachód rozwija swe
interesy z potężną Rosją, Ukrainą, Białorusią, Mołdową czy Kazachstanem. Wykorzystalibyśmy
w ten sposób rentę położenia geograficznego i historycznego. Po raz pierwszy
w historii nasze położenie między potężnymi sąsiadami stałoby się atutem,
byłoby źródłem dochodów, a nie - jak przez wieki - przekleństwem.
Czy przez ten rok uczyniliśmy wszystko, by tak rozumianą koncepcję realizować?
Myślę, że niestety nie. Przede wszystkim dlatego, że wciąż nie chcemy bądź
nie umiemy przyjąć do wiadomości, jak wielki potencjał polityczny i gospodarczy
tkwi w Rosji, wyjątkowo ważnym elemencie - co nie bez powodu przypominam -
antyterrorystycznej koalicji. Ten kraj osiąga dobre wyniki gospodarcze, jest
sprawnie zarządzany, a przywódca cieszy się poparciem zdecydowanej większości
Rosjan. Mimo to u nas duża część polityków traktuje Rosję i Rosjan przede
wszystkim jako państwo, które trzeba pouczać, jak ma się rządzić i jakie demokratyczne
procedury stosować. Można odnieść wrażenie, że oskarżamy prezydenta Rosji
o nieporadne zakusy, dlatego że popiera go około 80% współobywateli.
Po wizycie w Polsce prezydenta Putina miałem nadzieję na psychologiczny,
moralny, emocjonalny przełom, że emocje i historyczne zaszłości ustąpią miejsca
racjonalizmowi, że uda się uruchomić nowe obszary współpracy gospodarczej,
że rozwiną się wszechstronne kontakty kulturalne czy naukowe. Na pewno jest
lepiej niż było, ale do sytuacji, w której możemy być rzeczywistym, wpływowym
pośrednikiem między Wspólnotą Niepodległych Państw a Unią Europejską, jest
wciąż daleko. Na przykład Wschodni Wymiar Unii, o czym dzisiaj tu już było
wielokrotnie mówione, czy Wymiar Północny, który chcemy tworzyć, są wciąż
bardziej hasłem niż rzeczywistością. Prawda, że przez ostatni rok znacznie
zwiększyła się wymiana gospodarcza z Rosją, ale jest to kropla w morzu potrzeb,
bo deficyt w naszych obrotach handlowych przekracza 3 mld dolarów. Dynamika
obrotów według danych za 9 miesięcy ubiegłego roku wyniosła 23%. Chciałbym
też zwrócić uwagę, że w tym samym czasie dynamika obrotów z obwodem kaliningradzkim
przekroczyła 40%, a polski eksport do tego obwodu to prawie 25% całego eksportu
do Rosji. Przywołuję te liczby, by uświadomić, jak ważną rolę odgrywa ten
obwód w naszym handlu. Jest to bez wątpienia wynik polskich wystaw narodowych
Poleksport, które gromadzą do 300 firm, największych polskich ekspozycji za
granicą. To sukces, ale jednocześnie obwód jest nadal niedoceniany we wzajemnych
kontaktach, zwłaszcza gospodarczych. Handlujemy z nim, ale nie inwestujemy.
Szanowni Panie i Panowie Posłowie! Z pakietu premiera Marka Pola nie ostało
się nic, nawet montownia autobusów, którą mieliśmy uruchomić, i nie dlatego,
że Rosjanie nie mają pieniędzy, ale między innymi dlatego, że nie mamy tam
skutecznego lobbingu. Twierdzę, że obwód kaliningradzki jest dla nas olbrzymią
szansą. Zrozumieli to na przykład Litiwni, których dynamika eksportu przekroczyła
60%, a ich kolejne inwestycje mogą budzić zazdrość.
Szanowny Panie Ministrze! Apeluję, zajmijmy się poważnie obwodem kaliningradzkim.
Wykorzystajmy szansę, jaką stwarza polsko-litewsko-rosyjski program Interekt
3A, a przede wszystkim rozpocznijmy prace mające na celu zbliżenie obwodu
do Unii. To przecież doskonały przyczółek do ofensywy na tym kierunku.
W kontaktach z Rosją potrzeba znacznie większej operatywności i zaradności.
Myślę tu o wykorzystywaniu możliwości, jakie stwarza współpraca z Litwą. Darius
Degutis, ambasador Litwy w Polsce, określił rolę polskich i litewskich przedsiębiorców
jako szerpów, którzy pomogą zachodnim partnerom z Unii wejść na trudny rosyjski
i innych krajów Wspólnoty Niepodległych Państw rynek.
Powodzenie naszych zamierzeń w tym względzie warunkuje w dużym stopniu sprawa,
która słusznie bulwersuje polskich eksporterów. Myślę tu, panie ministrze,
o realnej groźbie cofnięcia przez Rosjan z dniem 1 maja 2004 r. klauzuli najwyższego
uprzywilejowania. Oznacza to całkowite załamanie handlu z Rosją. Po decyzji
Unii o wstrzymaniu importu towarów z Białorusi staniemy przed groźbą totalnego
krachu handlu ze Wschodem i dalsze zubożenie i tak znajdującej się w dramatycznej
sytuacji całej ściany wschodniej. Wiem, że rozmowy w tej sprawie są trudne,
że Rosjanie nie ułatwiają nam zadania - to ich prawo. My natomiast musimy
wybrnąć z tej sytuacji. Polscy przedsiębiorcy współpracujący z Rosją i Białorusią
domagają się precyzyjnej odpowiedzi na pytanie, czy grozi nam załamanie eksportu
do tych krajów?
Wysoka Izbo! Wśród państw Unii Europejskiej, w której niebawem się znajdziemy,
będziemy tym silniejsi, im silniejsze będą powiązania między krajami Europy
Środkowo-Wschodniej i republik bałtyckich. Nie ma co się oszukiwać, w Unii
obowiązują bardzo twarde reguły walki konkurencyjnej, i to nie zawsze czystej,
zwłaszcza wobec niepokornych, do jakich zaliczono Polskę. Wspólnie łatwiej
im będzie sprostać. W tym właśnie kierunku powinna iść działalność rządu.
Mamy już niewiele czasu i nie możemy sobie pozwolić na żadne zaniechanie w
tym zakresie. Wykorzystanie potencjalnych szans i możliwości to nasza historyczna
szansa, której nie możemy zaprzepaścić. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Antoni
Kobielusz:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoki Sejmie! Ubiegły rok był bardzo dobry
dla polskiej polityki zagranicznej. Jest to zasługa pana prezydenta, rządu,
parlamentu. Spory udział ma w tym również znaczna część opozycji. Wspomnę
tylko o uzyskaniu wysokiego poparcia społecznego dla akcesji Polski w Unii
Europejskiej, o batalii o przyszły kształt Unii Europejskiej, między innymi
nasze wyraźne, zdecydowane stanowisko w sprawie traktatu nicejskiego i konstytucji
europejskiej. Również sukcesem było przewodnictwo Polski w Inicjatywie Środkowoeuropejskiej.
Na uwagę także zasługuje polska inicjatywa reformy Organizacji Narodów Zjednoczonych.
W tym roku będziemy mieli szansę potwierdzenia naszych umiejętności dyplomatycznych
podczas prezydencji Polski w Radzie Europy, w Grupie Wyszehradzkiej, Radzie
Państw Morza Bałtyckiego. Ważnym zadaniem w roku bieżącym winna być dbałość
o pozycję Polski w Unii Europejskiej.
Rok ubiegły był pierwszym rokiem realizacji rządowego programu współpracy
z Polonią i Polakami za granicą. Nie zgadzam się z opinią pana posła Jarosława
Kaczyńskiego, że w zakresie współpracy z Polakami za granicą obserwujemy zastój.
Jest wręcz przeciwnie, pozytywne rezultaty realizacji rządowego programu współpracy
z Polonią są już widoczne. Nastąpiło znaczne zwiększenie działań placówek
zagranicznych na rzecz Polaków żyjących poza granicami ojczystego kraju. Placówki
te dobrze realizowały konstytucyjną powinność zapewnienia dostępu do dziedzictwa
kulturowego. Między innymi realizowano to poprzez wspieranie nauki języka
polskiego, udostępnianie literatury, dzieł sztuki itp. W dobie gwałtownego
rozwoju Internetu niezmiernie użyteczne byłoby szybkie stworzenie narodowej
biblioteki w wersji elektronicznej. Tak jak przez wiele lat to zespoły artystyczne
zachęcały młodzież do pracy polonijnej, tak w dobie dzisiejszej Internet i
sport mogą aktywizować młodzież polonijną. Na igrzyska polonijne organizowane
w Bielsku na przełomie lutego i marca bieżącego roku przyjedzie do ojczystego
kraju ponad 600 osób polskiego pochodzenia z całego świata.
Wielu Polaków potrzebuje pomocy, zwłaszcza tych żyjących na Wschodzie, gdyż
niejednokrotnie żyją w nędzy, ale ważny także jest ich status w miejscu zamieszkania.
Tutaj wiele możliwości działania daje rządowy program. Wydaje się, że przy
braku środków na wspieranie Polonii i Polaków za granicą należałoby racjonalnie
wydawać te, którymi dysponujemy. Stąd wydaje się, że korzystnym byłoby przemieszczenie
części środków, która znajduje się na tę działalność w budżecie Senatu, do
budżetu Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Uważam, że należy kontynuować monitorowanie
wykonywania umów międzynarodowych odnoszących się do osób polskiego pochodzenia
przez władze państw ich zamieszkania. Powinno to dotyczyć w pierwszej kolejności
takich państw, jak Niemcy, Litwa, Białoruś i Czechy. Chciałem się tu odnieść
do wypowiedzi posła Antoniego Macierewicza. Niedawno Komisja Łączności z Polakami
za Granicą była w Niemczech i na miejscu zapoznała się, jak są realizowane
uprawnienia polskiej grupy Polaków tam zamieszkujących, uprawnienia zawarte
w obowiązującym traktacie. Stwierdziliśmy ponad wszelką wątpliwość, że traktat
daje takie możliwości Polakom, jakie daje prawo polskie u nas mniejszości
niemieckiej, natomiast największą słabością jest praktyka realizacji. Dlatego
potrzebna jest aktywność polskiej strony i szczegółowa analiza właśnie realizacji
postanowień tego traktatu. To jest największa słabość. Jeżeli w wyniku takiej
analizy dojdziemy do wniosku, że potrzebna jest zmiana, to być może wtedy
należy rzeczywiście z taką inicjatywą wystąpić.
Od 1 stycznia br. wchodzi w życie zmiana ustawy o repatriacji. Obowiązują
dużo korzystniejsze warunki, zarówno dla samorządów, które będą przyjmowały
repatriantów, głównie z Kazachstanu i z Syberii, jak i dla samych repatriantów.
I sądzę, że trzeba zrobić wszystko, żeby tych 1200 osób, których polskie pochodzenie
już jest udokumentowane, mogło wrócić do ojczystego kraju. To jest ich marzenie.
W wyniku historii, w wyniku przemieszczenia granic i całej zawieruchy wojennej
znaleźli się w swoim czasie na terenie bardzo nieprzyjaznego im kraju. Myślę,
że to jest nasza powinność. Stworzono warunki prawne do tej repatriacji, teraz
trzeba aktywności samorządów i myślę, że w tym roku wiele tych potencjalnych
repatriantów zrealizuje swoje marzenia. Dziękuję za uwagę.
Poseł Antoni
Macierewicz:
Pan poseł Kobielusz bardzo jasno się odnosił do mnie po nazwisku i do mojej
wypowiedzi. Panie pośle, pan źle zrozumiał moje słowa. Chcę przypomnieć panu
posłowi, że polska mniejszość w Niemczech nie jest uznawana przez prawo niemieckie
za mniejszość narodową. Cyganie - są, Serbołużyczanie - są, Duńczycy - są,
wszystkie te mniejszości razem nie przekraczają 100 tys. osób, a Polacy, których
jest ponad 2 mln, nie są. W związku z tym nie otrzymują szeregu przywilejów,
które otrzymuje 300 tys. ludzi przyznających się do narodowości niemieckiej,
żyjących w Polsce. I niech pan nie mówi, że to są równe prawa, bo one są nierówne.
Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Władysław
Stępień:
Wysoki Sejmie! Panie Ministrze! Debata w parlamencie nad polityką zagraniczną
państwa jest niczym innym, jak debatą o możliwościach w ramach współpracy
zagranicznej rozwoju gospodarczego naszego kraju i poprawy bytu naszego społeczeństwa.
W wielu wystąpieniach, szczególnie w wystąpieniu klubowym pana posła Jaskierni,
ten akcent był zauważalny. Z tego powodu społeczeństwo śledzi tego typu debaty
i stawia sobie pytanie. Ja to pytanie chciałbym w imieniu społeczeństwa postawić
z tej trybuny: Które kraje w ramach współpracy z Polską są skłonne i wyrażają
przejrzyście chęć pomocy Polsce, polskiej gospodarce, w momencie, w którym
jesteśmy obecnie, i w momencie, w którym będziemy po 1 maja. Na które kraje
możemy tak naprawdę liczyć, a które kraje mają wątpliwości, co do zdecydowanego
poparcia polskich interesów na arenie międzynarodowej. Na takie pytania warto
udzielać odpowiedzi.
Są również wielkie oczekiwania ze strony naszych najbliższych sojuszników.
Społeczeństwo pyta, jak to przełoży się, tzw. owoce gospodarcze, społeczne,
kiedy Polska wejdzie do Unii Europejskiej. Pan minister Cimoszewicz w sposób
przejrzysty powiedział, w jaki sposób chcemy prowadzić dialog z poszczególnymi
krajami, na co oczekujemy i czego ze strony Polski mogą oczekiwać nasi partnerzy,
nasi sojusznicy. To bardzo ważne, bo słuchał tego korpus dyplomatyczny, pan
prezydent, jego ministrowie i Wysoka Izba. Jest również wielu ludzi poza granicami
tego kraju tworzących Polonię w różnych krajach, z największą Polonią w Stanach
Zjednoczonych, są również Polacy, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, którzy
z różnych powodów, w różnym czasie i w różny sposób tam wyjechali; jest to
kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Jest tam również wielu moich znajomych z Tarnobrzega,
których pozdrawiam przy okazji, bo na pewno słuchają tej debaty, ciągle są
sygnały ze Stanów, że Polonia i pracownicy słuchają debat parlamentarnych.
To pozdrówmy tę polską Polonię w Stanach Zjednoczonych, szczególnie przed
wyborami prezydenckimi. Chciałbym wyraźnie podkreślić, że prezydent Stanów
Zjednoczonych, nasz główny sojusznik, szef państwa sojuszniczego, zapowiedział,
panie ministrze, że w najbliższym czasie postara się zalegalizować pobyt pracujących
tam i mieszkających Polaków, o których mówiłem, którzy wyjechali. Chciałbym
bardzo prosić, zarówno pana prezydenta, jak również pana ministra, aby podczas
najbliższej wizyty, którą pan prezydent - sądzę, że będzie tam również pan
minister Cimoszewicz - złoży w Stanach Zjednoczonych, ten temat został poruszony
i dokończony w sensie pozytywnym. Żeby ci ludzie mogli w sposób normalny wrócić
do swoich rodzin, nie obawiając się o jakiekolwiek sankcje na granicach. To
bardzo ważna kwestia. Chciałbym również prosić pana ministra, prosić pana
prezydenta, w pierwszej kolejności pana ministra, aby podczas wizyty w Stanach
Zjednoczonych w sposób dobitny stawiana była sprawa ograniczeń wizyt Polaków
w Stanach Zjednoczonych, sprawa zniesienia wiz, sprawa złagodzenia różnego
rodzaju barier, które powodują, że trudno jest do Stanów Zjednoczonych pojechać,
nawet wtedy, kiedy chce się odwiedzić tylko i wyłącznie rodzinę. Myślę, że
społeczeństwo ma prawo się domagać, również poprzez swoich przedstawicieli
w parlamencie, aby te dobre stosunki polityczne, militarne i - mam nadzieję
w niedługim czasie - gospodarcze ze Stanami Zjednoczonymi przyniosły efekt
złagodzenia utrudnień.
Chciałbym również zwrócić się do pana ministra o odniesienie się do następującej
kwestii. Otóż, po raz pierwszy w historii rządów, po zmianie ustroju w Polsce,
rząd Leszka Millera doprowadził do takiej sytuacji, że przedstawiciele polskich
placówek dyplomatycznych na czele z ambasadorami mają obowiązek promowania
interesów polskiej gospodarki. Mają też obowiązek z tego się rozliczać. Nie
z ilości rautów i oficjalnych spotkań, choć te są ważną formułą w dyplomacji,
ale przede wszystkim z ilości promocji i skuteczności promocji polskiej gospodarki.
Chciałbym prosić pana ministra o przedstawienie takiej oceny, jeśli nie w
tej chwili, to może przy innej okazji. Jak to wygląda na półmetku kadencji
tego rządu, jaka jest skuteczność, ponieważ interesuję się zagadnieniami gospodarczymi,
jestem ciekaw, jak te sprawy wyglądają.
Chciałbym również zwrócić uwagę na fakt, że w dalszym ciągu, pomimo licznych
zabiegów dyplomatycznych, pomimo licznych kontaktów rządowych i gospodarczych,
mamy bardzo niedobrą współpracę z Rosją. To jest potężny i wielki rynek, na
którym są wszyscy wielcy, nawet ci, którzy mają gorsze stosunki polityczne
z Rosją, a nas tam nie ma w takim układzie, w jakim sobie życzylibyśmy. Dam
kilka przykładów. Otóż jeden z przedmówców mówił o dacie 1 maja, kiedy istnieje
zagrożenie, że po wejściu Polski do Unii Europejskiej mogą ulec likwidacji
specjalne preferencje w gospodarce, tzw. klauzula najwyższego uprzywilejowania
w handlu z Rosją. Gdyby tak się stało, podam na konkretnym przykładzie, to
wielkie przedsiębiorstwo, Huta Stalowa Wola, która wchodzi wreszcie na rynek
rosyjski, która zatrudnia 9 tys. ludzi i maszyny budowlane są głównym produktem
tego kombinatu, tego holdingu, może utracić rosnącą pozycję na rynku, może
załamać się wychodząca z kryzysu wielka firma razem ze swoją załogą. Dlatego
tak ważne jest, aby utrzymać klauzulę najwyższego uprzywilejowania przynajmniej
w tych dziedzinach gospodarczych, handlowych, które są strategiczne dla polskiej
gospodarki. Bardzo prosiłbym, panie ministrze, żeby tych spraw pilnować.
Chciałbym poprzeć wszystkie te tezy, które dzisiaj wygłosił zarówno pan minister,
jak i przedstawiciele, którzy dyskutowali w tej debacie, poprzeć dążenie do
dalszego zacieśniania współpracy z Ukrainą, bo Ukraina, kiedy wyjdzie na prostą
w sferze produkcji, w sferze rolnictwa, w sferze gospodarki, może wspólnie
z Polską wiele w Europie zrobić, czego życzyłbym zarówno Polsce, jak i Ukrainie.
Dziękuję bardzo.
Poseł Piotr
Gadzinowski:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Pan minister Cimoszewicz,
prezentując główne zadania i kierunki polskiej polityki zagranicznej, pokazał,
że jednym z naszych podstawowych kierunków jest Unia Europejska, bo będzie
to w przyszłości jeden z biegunów świata. Naszym celem jest polityka atlantycka,
sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, bo Stany Zjednoczone są niewątpliwie jednym
z biegunów świata. Wspomniał on też o trzecim biegunie świata, jakim stają
się Chiny i Azja Południowo-Wschodnia. Chiny zmieniają się, to już każdy zauważył.
Wystarczy przejrzeć zagraniczne gazety i porównać, jak wiele jest tam materiałów
o Chinach. Chiny zmieniają się. Nasza polityka zagraniczna ma być skierowana
przede wszystkim na związki ekonomiczne z tym regionem świata, ale niestety
nadal prymat nad ekonomią ma stereotyp, może już nie polityka, może już nie
ideologia, ale jeszcze stereotyp.
Mówimy o intensyfikacji stosunków gospodarczych z Chinami, ale jeśli popatrzymy,
jakie są bariery, to jedną z tych barier, niestety, jest nasza polityka, a
może ściślej mówiąc, praktyka wizowa. Jestem przewodniczącym Grupy Parlamentarnej
Polsko-Chińskiej i mam wiele sygnałów, że często trudniej biznesmenowi chińskiemu
otrzymać wizę polską niż niemiecką. Nastąpiła już poprawa. Nie ma sytuacji
haniebnych, jakie się jeszcze niedawno zdarzały, ale czas wydawania wiz, sama
procedura, piętrowa, biurokratyczna, może odstręczać.
Podobna sprawa jest z wizami turystycznymi, z wizami dla turystów. Sygnalizowaliśmy
już, mieliśmy niedawno spotkanie z panem ministrem Wolskim i z dyrektorami
MSZ, że istnieje zainteresowanie Chińczyków wyjazdami do Europy. Polska jest
jednym z takich krajów. Niestety, są problemy z uzyskaniem wiz. Jest paradoksalna
sytuacja, że biura turystyczne w Hongkongu, które organizują wyjazdy dla Chińczyków
z Hongkongu, Chińczycy z Hongkongu nie muszą mieć wiz, a Chińczycy tuż obok,
z prowincji Guangdong, z kantonu, wiz potrzebują, chociaż są to tak samo bogaci
Chińczycy. To nie są ludzie, którzy chcą tutaj zostać, bo zawsze, kiedy podnosimy
ten problem, słyszymy: tak, ale jest to element migracyjny, bo zostaną. A
nawet jeśli zdarzy się, że dwóch Chińczyków zostanie, to panie ministrze,
czy nasza Rzeczpospolita zawali się od tego, że będzie żyło w naszym kraju
nie 2 tys. Chińczyków, tylko dwa tysiące dwóch Chińczyków albo dwa tysiące
dwoje? Jesteśmy dużym krajem. Jesteśmy krajem zwartym kulturowo i sam pan
doskonale wie, że Rzeczpospolita rozwijała się wtedy, kiedy była Rzeczpospolitą
wielu narodów, wieloreligijną, pluralistyczną.
Wreszcie sprawa bardzo bolesna, sprawa wiz dla studentów. Postulowaliśmy
wielokrotnie, mówiliśmy, że w Chinach obecnie jest tendencja, wielki pęd do
studiowania za granicą. Jest wielu Chińczyków, którzy chcieliby studiować
w Polsce za własne pieniądze. Są uczelnie państwowe i prywatne, które są gotowe
ich przyjąć, ponieważ jest to czysty, żywy zysk. I znowu trafiamy na barierę,
na obawy: tak, dla niego studia to będzie kwestia migracyjna. Jeździmy po
Europie i oglądamy dzielnice China Town; te kraje nie zawaliły się od tego.
Każdy wie, że tacy studenci są potem ambasadorami naszego kraju.
Panie Ministrze! Mówimy o intensyfikacji obrotów, wymiany gospodarczej. Nadal
nie mamy połączeń z tym regionem. Nie ma połączenia do Pekinu, nie ma połączenia
do Bangkoku. Gdyby takie połączenie było, łatwiej byłoby nam dolecieć do Hanoi
i dalej. Ba, nie ma korespondenta Polskiej Agencji Prasowej w tym regionie,
na dobrą sprawę jesteśmy skazani na informacje z drugiej ręki. Nie ma ekip
telewizyjnych.
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Problem wiz studenckich nie jest tylko
problemem chińskim. Jest także problemem kraju, który leży obok i który jest
nam bardzo bliski, ponieważ w tym kraju żyje około 4 tys. absolwentów naszych
uczelni, mówię o Wietnamie. Wietnam w tej chwili jest krajem dynamicznie rozwijającym
się. Co roku jest to wzrost 7-7,8% PKB. Jest to kraj, który startuje z bardzo
niskiego poziomu, ale kraj, który dynamicznie się rozwija. W tym kraju mamy
Stowarzyszenie Absolwentów Szkół Polskich. Jeżeli rozmawiamy z szefami największego
wietnamskiego koncernu węglowego, największego koncernu stoczniowego, jeżeli
rozmawiamy z wiceministrami, z parlamentarzystami, często słyszymy język polski,
bo to są nasi absolwenci. Czy dobrze ich wykorzystujemy? Czy nie uważa pan,
że marnujemy ten potencjał ludzi, którzy chcą nam być bliscy? Czy my też nie
prowadzimy znowu restrykcyjnej polityki wizowej wobec Wietnamczyków? Dzięki
ustawie o cudzoziemcach Wietnamczycy żyjący w Polsce nielegalnie mieli możliwość
zalegalizowania się, ta ustawa dobrze zrobiła dla rozwiązania problemu tego
środowiska. W Polsce żyje około 40 tys. Wietnamczyków, dane są różne, istnieje
pewna ciemna liczba. To środowisko zaczyna integrować się ze społeczeństwem
polskim, zaczyna się legalizować. To już nie jest środowisko zaszczute, które
żyje gdzieś tam w szarej strefie. Ci ludzie zaczynają się czuć obywatelami.
Powinniśmy im pomóc także przez to, żeby mieli możliwość kontaktów z rodzinami,
zwłaszcza że sam Wietnam zaczyna traktować diasporę inaczej. To już nie jest
ten, co kilkanaście lat temu pogląd, że to są ludzie, którzy wyszli, który
opuścili ojczyznę.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Ten region świata będzie niebawem trzecim biegunem
gospodarczym. I oczywiście jesteśmy w Europie, jesteśmy w Unii Europejskiej,
mamy strategiczne interesy ze Stanami Zjednoczonymi, ale nie możemy zapominać
o trzecim biegunie, nie możemy zapominać o regionie, gdzie mamy tradycje i
jesteśmy dobrze postrzegani, lubiani. To Polacy budowali kolej w Mandżurii
czy w Chinach, Polacy na służbie Rosji oczywiście, to Polacy tam byli. Postarajmy
się wykorzystać te nasze tradycje i poprzez otwartą politykę stworzyć warunki
do większego rozwoju.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Dzisiaj Wietnamczycy w Polsce obchodzą święto
Nowego Roku i święto Tet, jutro Chińczycy będą obchodzić Nowy Rok, Rok Małpy.
Jak pan minister zapewne wie, Rok Małpy jest takim dziwnym rokiem, ponieważ
z jednej strony zapewnia pewne sukcesy, z drugiej strony małpa bywa złośliwa
i może coś zamieszać.
Chciałbym życzyć panu marszałkowi, panu ministrowi i wszystkim tu obecnym
z okazji świąt, globalnych świąt - święta Tet i Nowego Chińskiego Roku Małpy,
abyśmy byli szczęśliwi, aby ten rok przyniósł nam wiele korzyści, szczęścia,
a także żeby był ciekawy. Dziękuję bardzo.
Poseł Gabriela
Masłowska:
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Panie Ministrze! Kiedy kilka miesięcy
temu posłowie Ligi Polskich Rodzin ostrzegali, że Unia Europejska zmierza
do stworzenia silnego europejskiego federalnego państwa regionów, mało kto
spodziewał się w Polsce, że ta wizja tak szybko przybierze realne kształty.
Otóż ta złowróżbna wizja likwidacji państwa polskiego już zawitała w nasze
polskie progi w postaci Karty Regionów Europy. Dokument ten uchwalony 18 września
we Florencji jest obecnie podsuwany polskim sejmikom wojewódzkim do przyjęcia
w drodze uchwały, mimo że polskie władze wojewódzkie nie posiadają kompetencji
ustawodawczych zastrzeżonych, jak wiadomo, wyłącznie dla Sejmu RP.
Karta Regionów Europy jest zbiorem utrzymywanych w tonie mniej lub bardziej
stanowczym 10 postulatów o charakterze politycznym, kierowanych pod adresem
państw członkowskich, w tym państwa polskiego. Zmierzają one do przyznania
regionom i strukturom władzy regionalnej niezwykle daleko idących uprawnień
autonomicznych, takich jak uprawnienie do stanowienia przez władze województw
prawa obowiązującego na ich terenie, własnego sądownictwa podporządkowanego
bezpośrednio sądom europejskim, prawa do zaskarżenia decyzji własnego polskiego
rządu do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. A więc w Karcie Regionów
Europy nie chodzi o współpracę ekonomiczną, jest to plebiscyt jako narzędzie
nacisku na rzecz wpisania do konstytucji europejskiej, niejako ponad głowami
państw narodowych, daleko idących autonomicznych uprawnień. Jest to plebiscyt,
aby w trakcie przyszłych międzyrządowych negocjacji, w których pan będzie
uczestniczył...
Poseł Gabriela
Masłowska:
Już zadaję pytanie...
Poseł Gabriela
Masłowska:
Czy pan, panie ministrze i polski rząd dostrzegacie zagrożenia wynikające
z tego scenariusza? I co zamierzacie zrobić, aby Kartę Regionów Europy podpisywaną,
myślę, że w większości nieświadomie, przez sejmiki województw uczynić przedmiotem...
(Minister Spraw Zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz: Może pani podać jeden
przykład podpisania przez polski sejmik?)
One są przesyłane...
(Minister Spraw Zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz: Może pani podać jeden
przykład?)
Panie Ministrze! Karta Regionów Europy jest przesyłana do sejmików województw
z taką propozycją, aby podejmować taką kartę w formie uchwały sejmiku województwa.
To się w tej chwili odbywa.
Poseł Gabriela
Masłowska:
Co zamierza polski rząd zrobić, aby odbyła się szczera narodowa debata nad
Kartą Regionów Europy? Dziękuję.
Poseł Krystyna
Skowrońska:
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Panie Ministrze! Według źródeł
z Brukseli znów spóźniamy się z wykorzystaniem bezzwrotnej pomocy z funduszu
PHARE, pozostało około dwa miesiące do końca, dziesiątki milionów euro niewykorzystanych,
brak uruchomienia unijnych funduszy strukturalnych również miliardy euro na
drogi czy na walkę z bezrobociem mogą być niewykorzystane. Jak niektórzy mówią,
i tu chciałabym zacytować, jeżeli potencjalnie największy beneficjent funduszy
strukturalnych i spójności, którym powinna być Polska w drugiej połowie tego
dziesięciolecia, lekceważy sobie na starcie to działanie, trudno będzie komisji
znaleźć argumenty przemawiające za ambitnym pakietem finansowym. Mam pytanie.
Jak szanowny pan minister we współpracy z rządem próbuje ten problem rozwiązać?
Ponadto w swoim wystąpieniu pan minister powiedział o ekonomizacji MSZ i polskich
placówek dyplomatycznych. Chciałabym zapytać pana ministra w tej sytuacji,
jak będzie wyglądał ten plan i kiedy zostanie przygotowany? Jakie efekty powinny
przynieść Polsce założenia tego planu? I czy szanowny pan minister mógłby
opracowany, zatwierdzony plan przesłać posłom Klubu Parlamentarnego Platformy
Obywatelskiej do wiadomości, abyśmy się z tym materiałem mogli zapoznać, a
nie tylko wysłuchać informacji o jego zapowiedzi.
I niewątpliwie przyłączam się również do spraw dotyczących ułatwienia wizowego
dla obywateli polskich wyjeżdżających do USA i podejmowania działań dotyczących
zrównoważenia obrotów handlowych z Rosją.
Chciałabym, żeby pan minister szerzej odpowiedział na ten temat, jakie to
są działania. Jeżeli nie będzie to możliwe w dzisiejszym wystąpieniu pana
ministra, to uprzejmie proszę o odpowiedź na piśmie. Dziękuję bardzo.
Poseł Jan Rzymełka:
Dziękuję, panie marszałku.
Szanowny Panie Ministrze! Parlament polski, Sejm, gości grupę niemiecko-polską
z Bundestagu. To bardzo ciekawa wizyta. Miałem okazję przez 2 dni towarzyszyć
im w regionach i moje pytania będą dotyczyły tego zakresu.
Pierwsze pytanie, które już zadałem kilka razy w tej Izbie, dotyczy hasła
kluczowego: budynek przy Unter den Linden. Panie ministrze, dzisiaj przewodnicy
niemieccy oprowadzający wycieczki europejskie, zbliżając się do Bramy Brandenburskiej,
mówią: Popatrzcie, ten gmach należy do tego państwa, to ma być wizytówka Polski,
która potrafi zablokować konstytucję europejską, a nie potrafi mieć czystych
okien, nie potrafi mieć wysprzątanego lica tego budynku. Właściwie od 5-7
lat mamy klincz w zakresie naszej wizytówki - naszej, czyli największego państwa
wchodzącego w tej chwili do Unii - w największym państwie Unii Europejskiej,
w Berlinie. To jest rodzaj skandalu, bo wykazuje niemoc naszego państwa. To
nie jest już wizytówka MSZ; to po prostu wizytówka każdego z nas, Polaków,
w Unii Europejskiej.
Drugi temat dotyczy spraw finansowych organizacji, które w nazwach mają zapis
o współpracy polsko-niemieckiej. Mamy wspaniały Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej
w Gliwicach, mamy dom przyjaźni i rozmowy młodzieży w Oświęcimiu, mamy Krzyżową.
Wszystkie te instytucje w miarę jakoś działają, ale budżetowo są wspierane
w dziewięćdziesięciu paru procentach przez stronę niemiecką. MSZ, Ministerstwo
Kultury, fundacje, które istnieją po stronie polskiej, partycypują zaledwie
w kilku, kilkunastu procentach działalności. Wczoraj i przedwczoraj poruszono...
Poseł Jan Rzymełka:
Pytanie: Czy jest szansa, aby w budżetach resortu spraw zagranicznych, resortu
kultury była działka na te instytucje, które przyczyniają się do edukacji
politycznej i współpracy polsko-niemieckiej? Dziękuję.
Poseł Genowefa
Wiśniowska:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! W 2003 r. polska opinia publiczna była
epatowana informacjami o światowym zagrożeniu terroryzmem; o tym, że Irak
jest zagrożeniem dla całego świata, w tym dla Polski, bo posiada nie tylko
broń masowego rażenia, ale także nie wiadomo, czy nie ma broni nuklearnej
gotowej do użycia w każdej chwili. Mimo protestów całej opinii światowej,
Stany Zjednoczone napadły na ten kraj. Mimo sprzeciwu ponad 80% Polaków, prezydent,
łamiąc Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, wysłał polskich żołnierzy najpierw
na wojnę, później do okupacji Iraku. Władze państwa polskiego, rząd i prezydent,
dokonały czynu bezprecedensowego i absolutnie niezgodnego ze standardami cywilizowanych
demokratycznych państw świata. Władze państwa polskiego ignorowały, nawet
ośmieszały pokojowe propozycje należące do największych ugrupowań na polskiej
scenie politycznej, partii Samoobrona Rzeczypospolitej Polskiej pod przewodnictwem
pana Andrzeja Leppera. Po kilkumiesięcznej okupacji Iraku okazało się, że
wojna i okupacja Iraku może się okazać największą kompromitacją we współczesnym
świecie. Nie znaleziono bowiem żadnych śladów broni masowego rażenia...
Poseł Genowefa
Wiśniowska:
Już, panie marszałku.
Wątpliwe są powiązania reżimu Saddama Husajna z al-Kaidą, a struktury państwowe
największego tyrana Bliskiego Wschodu, Saddama Husajna, były tak słabe, że
w konsekwencji znaleziono go nie w jakimś ukrytym, luksusowym pałacu, tylko
w bunkrze - już nie będę przytaczać, o jakich wymiarach.
Wobec tego pytanie: Czy nie uważa pan, że Polska, realizując w sposób tak
bezkrytyczny decyzje wielkiego brata, Stanów Zjednoczonych, w najbliższym
okresie bardzo dużo straci w opinii międzynarodowej, a szczególnie wśród najważniejszych
krajów Unii Europejskiej?
Poseł Genowefa
Wiśniowska:
A czy jeszcze jedno pytanie mogę zadać, panie marszałku?
Poseł Genowefa
Wiśniowska:
Szkoda. Rzadko mi się to zdarza...
Poseł Renata
Beger:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! W liście z dnia 1 lutego 2003
r. skierowanym do pana ministra przewodniczący partii Samoobrona Andrzej Lepper
poinformował pana, cytuję fragmenty listu: ˝Dla zapobieżenia wojnie, która
przekształcić się może w ogólnoświatową zawieruchę, wystąpiłem z inicjatywą
pokojową skierowaną do sekretarza generalnego ONZ pana Kofiego Annana. Istota
propozycji zmierza do wprowadzenia do Iraku sił pokojowych działających bezpośrednio
z mandatu ONZ, które zapewniłyby niezbędny ład, porządek i integralność terytorialną
Iraku, uchroniły Irak od zewnętrznej interwencji wojskowej, umożliwiłyby pracę
inspektorów rozbrojeniowych i uwolniłyby naród iracki od ciężaru sankcji gospodarczych˝.
W załączeniu został przesłany panu list, również od pana przewodniczącego
Andrzeja Leppera, który wystosował do sekretarza generalnego Organizacji Narodów
Zjednoczonych pana Kofiego Annana, prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki
pana George˝a Busha oraz prezydenta Republiki Iraku pana Saddama Husajna.
Przypominam, że dwa tygodnie później Francja, Niemcy i Belgia wystąpiły z
podobną propozycją pokojową. Czas pokazał, że przewodniczący Andrzej Lepper
miał rację. Napaść na Irak z udziałem wojsk polskich bez wypowiedzenia wojny
była nieuzasadnionych aktem agresji wobec suwerennego państwa, niemającym
żadnego umocowania w prawie międzynarodowym, dokonanym z naruszeniem polskiego
prawa.
Poseł Renata
Beger:
W związku z tym pytania. Czy nie uważa pan z perspektywy czasu, iż nieskorzystanie
z oferty inicjatywy pokojowej Andrzeja Leppera przez rząd Rzeczypospolitej
Polskiej był historycznym błędem? Jak rząd...
Poseł Renata
Beger:
...zamierza rozwiązać problem iracki? Kiedy polskie wojska okupacyjne zostaną
wycofane z ziemi irackiej, a żołnierze powrócą do kraju? Dziękuję. (Oklaski)
Poseł Stanisław
Łyżwiński:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Pytanie do pana ministra. Czy pan wie o tym...
Jeżeli pan nie wie o tym, o czym powiem, to jaka będzie pana reakcja, a jeżeli
pan wie, to dlaczego opinia publiczna nie wie o tym? Mówi się na świecie,
że powinno się produkować broń w miarę humanitarną. Ale proszę wytłumaczyć
takie zjawisko, że siła rażenia pocisków, które są stosowane w tej chwili
tam, gdzie jest wojna, w Iraku... Drodzy państwo, chodzi o to. Jeżeli jest
mina i czołg... Jest tak potężna siła, że czołg po prostu jest zniszczony,
jeżeli chodzi o tę minę czy pociski, które przebijają pancerz czołgu. Ale
co się dzieje? Dzieje się taka sytuacja, że dodaje się do pocisków uran. I
mówi się o tym bardzo głośno już w Stanach Zjednoczonych. Bo lekarze amerykańscy
pobrali próbki po wojnie z Kuwejtem w Iraku, pobrali próbki teraz. Po tamtej
wojnie, w przypadku ludzi, którzy byli na wojnie i chorowali, nazwano to chorobą
powojenną. Pobrano próbki ziemi, pobrano od żołnierzy, od ludności cywilnej
próbki moczu i okazało się, że w niektórych przypadkach radioaktywność jest
zwiększona ponadtysiąckrotnie. Nasi żołnierze tam byli. I czy pan minister
w tej sprawie będzie reagował?
Już kończę, panie marszałku.
I sprawa druga. Jak długo pan minister będzie stosować taką politykę, kompromitującą
Polaków? Chodzi o to: Jeżeli kupujemy czołg za złotówkę, koszty eksploatacji
są wysokie, w Niemczech produkujemy do tego części, to może trzeba było kupić
go za 2 zł, ale żebyśmy części produkowali tutaj?
I sprawa ostatnia. Jakie są losy łodzi podwodnej, którą dostaliście w prezencie
od Norwegów czy Szwedów, bo to różnie się mówi; czy w przyszłości tego typu
inwestycje zamierza pan realizować? Dziękuję. (Oklaski)
(Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Donald Tusk)
Poseł Jan Łączny:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Marszałek Lepper w swoim wystąpieniu klubowym
podniósł temat odnośnie do art. 23 traktatu kopenhaskiego, mówiąc o tym, że
zapis tego traktatu stwarza możliwość jednostronnego działania dziesiątki
państw unijnych na niekorzyść Polski, że polskie produkty z obszaru rolnego,
jeżeli chodzi o eksport do państw unijnych, mogą zostać zablokowane. O tym
świadczą działania ekspertów Unii Europejskiej prowadzone w chwili obecnej
u nas w kraju. Zmierzam w swoim pytaniu, panie ministrze, do tego, żeby pan
udzielił odpowiedzi, czy strona polska w przypadku zaistnienia takiego faktu
jest przygotowana na podjęcie działań takich, które uniemożliwiłyby zastosowanie
tego typu restrykcji w stosunku do polskich produktów rolnych. Chcę powiedzieć,
że konsekwentne działania Niemiec, Anglii i Francji mogą doprowadzić do tego,
że jeśli chodzi o produkty żywnościowe, czyli to, co jest najważniejsze, co
należy do potrzeb codziennych, to nie będzie możliwości eksportu tych produktów
na rynki Unii Europejskiej, a jest to eksport, który powoduje w dużej części
wzbogacenie budżetu państwa. To żywność jest tym produktem codziennej potrzeby.
Chcę powiedzieć, panie ministrze, że kupując rower, kupujemy go na ileś lat,
kupując telewizor, kupujemy go na ileś lat, podobnie lodówkę czy inne tego
typu artykuły, natomiast żywność jest nam potrzebna codziennie do życia. To
jest bardzo ważny problem. Dziękuję uprzejmie. (Oklaski)
Poseł Wanda
Łyżwińska:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Dlaczego tak się dzieje, że
kiedy rząd polski podejmuje jakiekolwiek przedsięwzięcia i robi interesy z
innymi państwami, to zawsze wpada w euforię i zachwyt, natomiast zupełnie
inna jest rzeczywistość. W związku z tym mam następujące cztery pytania odnoszące
się do offsetu.
Pierwsze pytanie. Samoloty miały kosztować 6 mld dolarów. A ile będą kosztować,
jeżeli doliczymy obsługę kredytową i cło?
Drugie pytanie. Dlaczego zależało rządowi na zmianach zapisów w ustawie,
aby do offsetu doliczyć inwestycje i zakupy firm amerykańskich, dokonane w
Polsce w okresie trzech lat przed podpisaniem umowy offsetowej?
Trzecie pytanie. Czy prawdą jest, że firma amerykańska kupiła 85% udziałów
PZL w Rzeszowie za 70 mln dolarów - płatne w ciągu 10 lat - gdzie w ramach
offsetu ma być wyprodukowanych 100 silników samolotowych? I jest rzeczą jasną,
że Amerykanie z zysku spłacą PZL w Rzeszowie.
Czwarte pytanie dotyczy pokładów rudy tytanu. Jak wiadomo, tytan znalazł
zastosowanie w lotnictwie i jest głównym materiałem, budulcem, do budowy silników
i rakiet, a ze względu na swoją odporność chemiczną jest dobrym materiałem
na narzędzia chirurgiczne, wszczepy i protezy. Związki tytanu wykorzystuje
się w chemii analitycznej jako reduktory. W związku z tym mam pytanie: czy
prawdą jest, że w ramach umowy offsetowej Amerykanie otrzymali zezwolenie
na uruchomienie wydobycia rudy tytanu w okolicach Suwałk? Dziękuję bardzo.
(Oklaski)
Poseł Marian
Curyło:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoki Sejmie! Panie ministrze, zwracam
się do pana ze szczególną życzliwością, gdyż Samoobrona za dobre wynagradza,
a za złe łaje. Przytoczę tu testament wielkiego dyplomaty i wielkiego Polaka
pana Jana Karskiego, który w swoim przesłaniu powiada: ˝Polska winna stać
się pomostem między państwami Unii Europejskiej a jej wschodnimi sąsiadami˝.
To jest właśnie pytanie: czy pan sprosta temu wielkiemu wyzwaniu? No, są trudności,
ale podejrzewam, że będzie pan wszystko robił, żeby słowa tego wielkiego męża
powielać. Pan tutaj występuje w roli takiej troszku mądrej rosyjskiej diewoczki,
która duma, jak tu rubla zarobić, a cnoty nie stracić. (Wesołość na sali)
Panie Ministrze! Pan marszałek Andrzej Lepper ma do tego prawo, żeby przedstawiać
swoje poglądy, jeśli chodzi o politykę zagraniczną, ale takiego prawa nie
mają postsolidarnościowi politycy, gdyż mieli swojego ministra spraw zagranicznych
Olechowskiego, który w rozmowie z Kozyriewem, kiedy straciliśmy rynek wschodni...To
była kpina, to nie była dyplomacja.
Panie Ministrze! Druga kwestia, która budzi mój niepokój, to jest: sprawa
preambuły a sprawa polityki rolnej. Z dwojga złego trzeba wybrać to lepsze,
trzeba wybrać pomoc dla rolnictwa, gdyż Kościół jest dobrze zorganizowany,
a Kościołowi pomagać, znaczy nie szkodzić. Dziękuję bardzo, zmieściłem się
w czasie. (Oklaski)
Poseł Lech Kuropatwiński:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Przewodniczący Andrzej Lepper podczas wystąpienia
w Parlamencie Europejskim zwracał uwagę na nierównoprawne warunki akcesji
Polski do Unii Europejskiej. Rząd oraz liberalne media nie szczędziły nieuzasadnionych
słów krytyki pod adresem jego autora. Intencją wypowiedzi Andrzeja Leppera
było w istocie udzielenie silnego wsparcia polskim negocjatorom oraz ostrzeżenie
unijnych urzędników przed próbą wymuszenia na Polsce zgody na członkostwo
- na członkostwo drugiej kategorii. Cytuję fragment: ˝Przestrzegam Brukselę
i Strasburg, że jeżeli Polacy zostaną oszukani i Polska skutkiem manipulacji
elit politycznych zostanie wcielona w struktury Unii na zasadach braku partnerstwa,
to Polakom nie zabraknie odwagi i determinacji, aby wystąpić z Unii Europejskiej˝.
Samoobrona mówi: Jednoczymy Europę na partnerskich zasadach z zachowaniem
hierarchii wartości: człowiek, rodzina, praca, godne życie.
Czy nie uważa pan, iż niewykorzystanie tego ważnego i doniosłego wystąpienia
przewodniczącego Andrzeja Leppera jako argumentu pozwalającego na usztywnienie
polskiego stanowiska w sprawach dla Polski i Polaków najważniejszych podczas
negocjacji akcesyjnych było poważnym błędem i aktem braku wyobraźni i odpowiedzialności
rządu Rzeczypospolitej Polskiej oraz polskich negocjatorów?
Czy nie uważa pan, iż w oparciu o twarde stanowisko Samoobrony RP w sprawach
europejskich można byłoby negocjować lepsze warunki akcesyjne dla Polski?
Jakie czynniki wewnętrzne i zewnętrzne spowodowały, iż polscy negocjatorzy
przyjęli kapitulancką postawę i nie prowadzili negocjacji z Unią Europejską
zgodnie z polską racją stanu i polskim interesem narodowym?
Dziś, przy takim wysokim bezrobociu i takiej biedzie społecznej, bardzo wielu
wypowiada się, żeby studia były płatne. Kiedy do tego dojdzie, po wyborach
czy przed wyborami?
Zapytuję: Jaka grupa młodzieży przygotowanej i zdolnej zakończy edukację
na poziomie podstawowym lub zawodowym, ponieważ ich rodziców nie będzie stać
na kredyt, a kto udzieli kredytu studentowi, jeżeli jego rodzina jest bezrobotna
lub rodzice są rolnikami o niskich dochodach? Mam pytanie. Czy w krajach Unii
Europejskiej edukacja na poziomie studiów jest całkowicie odpłatna? Dziękuję
bardzo. (Oklaski)
Poseł Antoni
Stanisław Stryjewski:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Dlaczego pan nie informuje Polaków, zwłaszcza
zamieszkałych na ziemiach zachodnich i północnych, że ich byt jest zagrożony
chociażby w związku z zapisami traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską,
np. w związku z art. 228, który nadaje Trybunałowi Sprawiedliwości w Strasburgu
prawo interpretacji traktatów wiążących państwa Unii Europejskiej, w tym zapisów
tegoż traktatu?
Jak Trybunał Sprawiedliwości będzie orzekał w sprawach majątkowych, jak będzie
orzekał w sprawach odwołań od wyroków sądów polskich w sprawach majątkowych?
Czy pan już dzisiaj to wie? Czy będzie to orzecznictwo sprzyjające Polsce
i Polakom? A co rząd polski zrobi, gdy wyroki będą skazujące, gdy mocą tych
wyroków Polacy będą wyrzucani ze swoich domów, ze swojej ziemi?
Panie Ministrze! Co rząd zamierza zrobić, by powstrzymać falę oszczerstw,
kłamstw historycznych i antypolonizmów szerzonych przez środowiska żydowskie,
niemieckie i ukraińskie? Dla przykładu podam chociażby ostatnio uchwaloną
koncepcję Centrum Wypędzonych w Berlinie, w której to koncepcji Polacy są
głównymi sprawcami wypędzeń w świecie, a głównymi ofiarami są Niemcy.
Panie Ministrze! Co rząd premiera Leszka Millera zamierza zrobić w obronie
suwerenności i prawomocności obowiązywania polskiej konstytucji po tzw. integracji
z Unią Europejską? Przypomnę, że dotychczasowe działania rządu, w tym akceptacja
zapisów projektu konstytucji Unii Europejskiej, uznających jej wyższość nad
polską konstytucją, świadczą, że rząd Leszka Millera działa antykonstytucyjnie.
Dziękuję pięknie. (Oklaski)
Poseł Adam Ołdakowski:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Polska, jeśli chodzi o handel zagraniczny
z Rosją, jeszcze w połowie lat 90. była na trzecim miejscu. Teraz Rosja zajmuje
miejsce 13. Jaka to jest polityka zagraniczna, jeśli do tego doprowadzono?
Tłumaczono to tym, że było jakieś wielkie zahamowanie w rozwoju Rosji w tych
latach, ale przecież na to nasze miejsce weszły takie kraje, jak Czechy, Węgry
i inne państwa Europy.
Następnie - ja pochodzę z Bartoszyc, tam jest prawie 50-procentowe bezrobocie,
blisko granica z obwodem kaliningradzkim. Przy dobrej współpracy, przy dobrym
rozwoju handlu z Rosją była nadzieja na to, że to bezrobocie może być o wiele
procent zmniejszone. Jednak to nie nastąpiło, bo te układy i polityka gospodarcza
w stosunku do Rosji są takie, jakie są.
Panie ministrze, kolejne pytanie. My za sprawą prowadzonej polityki zachęcamy
inwestorów zachodnich do inwestowania w naszych regionach, w naszym kraju.
Dajemy im różne przywileje, zwalniamy z płacenia podatku. Pojawił się u nas
inwestor polski i co zrobiono? Postawiono mu cenę zaporową za ziemię, taką
cenę, że ten człowiek chce się wycofać, a chciał stworzyć właśnie w Bartoszycach
500 miejsc pracy. Pan wie, ile to daje następnych miejsc pracy? Ja pytałem
o to ministra skarbu, prosiłem, żeby pomógł, i czekam na jego odpowiedź już
ponad miesiąc. Minister do tej pory nie zechciał mi odpowiedzieć na pytanie,
jak może pomóc temu inwestorowi. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Kazimierz
Wójcik:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Czy kraj, który u siebie nie potrafi zwalczać
głodu i ubóstwa, ma moralne prawo zwalczać głód i ubóstwo w Iraku i w innych
krajach na świecie? Czy przy pomocy wojska można zwalczać głód i ubóstwo,
tak jak to robimy w Iraku? Jeżeli można tego dokonać, to może polskie wojsko
najpierw zwalczy zjawisko głodu i ubóstwa w Polsce?
Wysoka Izbo, pan minister użył dzisiaj w swoim wystąpieniu tych słów w stosunku
do Iraku.
Jak Polska zabezpieczyła swoje interesy i jak obroni się przed nieuczciwą
konkurencją ze strony Unii Europejskiej? Bo sądząc z tego, co powszechnie
wiadomo, kraje Unii Europejskiej zadbały o ochronę swoich gospodarek przed
Polską. Dziękuję. (Oklaski)
Poseł Józef
Cepil:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Jak donosi dzisiejsza prasa,
Polska ma ogromne długi wobec organizacji międzynarodowych. Zalegamy ze składkami
między innymi wobec ONZ, NATO i Rady Europy. Proszę o wymienienie tych organizacji,
wobec których Polska ma największe zadłużenie w opłacaniu składek członkowskich,
a w związku z tym także o ocenę, w których organizacjach możemy przez to utracić
prawo głosu.
Panie ministrze, dla prawidłowego udziału we Wspólnej Polityce Rolnej i nadzoru
nad nią wskazany jest udział polskich związków zawodowych rolnictwa w pracach
COPA COGECA. Jakie kroki podjął rząd, by partycypować w kosztach uczestnictwa
naszych rolniczych związków zawodowych w europejskich zrzeszeniach związków
rolniczych? Czy rząd bez nadzoru rolniczych związków zawodowych będzie dalej
popełniał takie pomyłki, jak przyjęcie art. 23 w traktacie akcesyjnym, który
zezwala na zmianę warunków akcesji, jednostronnie, przez Unię Europejską?
Panie ministrze, ostatnie pytanie. Dzisiaj mówił pan o zamiarze polepszenia
współpracy z naszymi wschodnimi sąsiadami, z Ukrainą i Białorusią, o tym,
że Polska jest rzecznikiem Ukrainy. Popieramy takie zamierzenia, ale, rozwijając
tę myśl, akcentował pan, że będziemy sprzyjać reformom w tych krajach, popierać
stosowanie prawa, wspierać struktury społeczeństwa obywatelskiego, a zatem
będziemy w swojej polityce starali się wpływać na kierunek zmian w tych państwach,
na istniejący w nich układ sił politycznych. Czy nie wydaje się panu, panie
ministrze, że takie rozłożenie akcentów, podkreślanie tego w publicznych debatach
może być odbierane jako ingerowanie w ich sprawy wewnętrzne? Czy też uważa
pan, że dotyczy to fundamentalnych praw człowieka i dlatego mamy obowiązek
o tym mówić i w tym kierunku działać? Jak pan uważa - czy to, co pan mówi
w sposób zawoalowany o wspieraniu opozycji, nie zniechęci obecnych władz tych
dwóch państw do rozwijania kontaktów międzypaństwowych? Dziękuję za uwagę.
(Oklaski)
Poseł Maria
Zbyrowska:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Dlaczego rząd, podejmując
decyzję o zaangażowaniu militarnym w Iraku, nie ograniczył się, z uwagi na
koszty operacji, do udziału w interwencji wyłącznie w sferze pomocy medycznej
i humanitarnej, wykorzystując przy tym doświadczenie polskich zespołów medycznych
i zaplecze naukowe w postaci na przykład Wojskowej Akademii Medycznej? Dlaczego,
argumentując, rząd polski wskazuje na powiązanie Saddama Husajna z terroryzmem
fundamentalistów islamskich w sytuacji, gdy wszystkie dostępne dane wskazują
na konflikt Husajna z nimi i żywienie przez niego fundamentalnej obawy przed
terroryzmem? Jakie koszty poniosła strona polska w związku z utrzymaniem sił
zbrojnych w Iraku do 1 stycznia 2004 r.? Jaka jest przyczyna, dla której polskie
firmy nie są brane pod uwagę przy odbudowie Iraku? Dlaczego rząd nie interweniuje,
tak jak czynią to Czesi czy Niemcy? Niemcy nie stracili na wojnie ani jednego
euro, a mówi się, że mają kontrakty na odbudowę Iraku sięgające milionów dolarów.
Następne pytanie. Jak przebiega współpraca międzynarodowa w dziedzinie zabezpieczenia
Rzeczypospolitej Polskiej przed terroryzmem międzynarodowym? Czy prawdą jest,
że czołowi terroryści, że na przykład Osama bin Laden nie figuruje na liście
osób szczególnie niebezpiecznych dla bezpieczeństwa Polski? Jeśli nie jest
umieszczony na liście osób...
Poseł Maria
Zbyrowska:
...szczególnie niebezpiecznych, to nie ma podstaw prawnych do zatrzymania
wyżej wymienionej osoby w chwili...
Poseł Maria
Zbyrowska:
...wkroczenia na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Dziękuję za uwagę.
Poseł Stanisław
Dulias:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Mam do pana ministra dwa pytania. Pierwsze
pytanie dotyczy informacji medialnej - wypowiedział się pan, że jest pan zaskoczony
stanowiskiem państw wyszehradzkich i stanowiskiem w odniesieniu do dalszej
współpracy. Z dzisiejszego sprawozdania można wnosić, że nie jest tak do końca.
Jaka jest prawda w tym względzie?
I drugie pytanie. Panie ministrze, sytuacja w naszej gospodarce jest coraz
trudniejsza. Polska, rząd, zainteresowane instytucje nie przedstawiają żadnej
wizji w tym względzie. Czy w ogóle przewiduje pan minister jakąś politykę
długofalową i gdzie można by zapoznać się z założeniami takiej polityki, jeżeli
chodzi o Polskę? Przecież każdy kraj opracowuje sobie wizję. Każdy z nas wyobraża
sobie Polskę w dniu dzisiejszym, chce sobie wyobrazić, co będzie za kilka
lat, za kilkanaście. Gdzie my będziemy usadowieni? Bo na razie wszystkie dane,
które zbieramy, wynikające z informacji, również w odniesieniu do potencjału
gospodarczego, nie pozwalają, jak to się mówi, na uzyskanie takiej wiedzy.
Dziękuję bardzo.
Poseł Waldemar
Borczyk:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Mam pytanie do ministra spraw zagranicznych.
Podczas obrad Komisji Spraw Zagranicznych minister Cimoszewicz, obecny dzisiaj
na sali, przyznał, że rząd i prezydent wyrażają pewne rozczarowanie z efektów
współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Minister przyznał, że chociaż wiele przedsięwzięć
jest jeszcze w toku, rząd nie jest w pełni usatysfakcjonowany realizacją procesu
offsetowego związanego z zakupem F-16. Polska, za sprawą prezydenta Aleksandra
Kwaśniewskiego i obecnego rządu Leszka Millera, w sposób bezkrytyczny wypełnia
wszystkie polecenia administracji Busha, przez co straciła atut dobrych stosunków
z głównymi państwami Unii Europejskiej i może stracić dobrą opinię w świecie.
Stany Zjednoczone natomiast, poza wymienianiem od czasu do czasu nazwy: Polska,
tak jak to dzisiaj było w radiu, przez prezydenta Busha, w konkretnych sprawach
traktują nas jako państwo nieprzyjazne. Mimo że nadstawiamy głowę w Iraku,
obywatele polscy muszą na wyjazd do Stanów Zjednoczonych uzyskiwać wizy, notabene
za które muszą bardzo drogo płacić, i to wcale nie jest gwarancją wyjazdu.
Od obywateli Polski pobierane są odciski palców i są oni fotografowani na
amerykańskich lotniskach jak obywatele z krajów podejrzanych o terroryzm.
Jak do tej pory, nie możemy liczyć na żadne korzyści ekonomiczne w Iraku;
zresztą koleżanka już to przedstawiała. Więcej korzyści mogą uzyskać państwa
sprzeciwiające się wojnie, jak Niemcy, Francja, a nawet Rosja. Jeszcze do
tego Amerykanie chcą nas oszukać, jeśli chodzi o realizację procesu offsetowego
związanego z zakupem F-16. Te wszystkie fakty mogą świadczyć jedynie o tym,
że Stany Zjednoczone traktują nasz kraj nie jako sojusznika i partnera, lecz
wasala w Europie do bezdyskusyjnego wykonywania poleceń.
W związku z powyższym mam pytanie: Czy nie uważa pan, że obecny stosunek
administracji Busha do Polski jest zwykłym poniżaniem naszego kraju i naszego
narodu? Drugie pytanie...
Poseł Waldemar
Borczyk:
Czy pana zdaniem dobrze swojemu krajowi służy rząd i minister spraw zagranicznych,
który akceptuje i jeszcze do tego usprawiedliwia - co dzisiaj było powiedziane
z trybuny sejmowej - takie poniżanie własnego kraju? Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Jerzy
Czerwiński:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Dwa konkretne i szczegółowe pytania do pana
ministra.
Pierwsze związane jest z interwencją, którą zgłoszono do mojego biura poselskiego.
Otóż polski obywatel przebywający w Grecji został dotkliwie pobity i obrabowany
przez grupę chuliganów. Był hospitalizowany. Zwrócił się o pomoc do polskiej
ambasady w Atenach. Po kilku próbach udało mu się uzyskać jedynie obietnicę
przyjęcia w ambasadzie po osobistym tam zgłoszeniu. Tylko że osoba ta nie
mogła się tam zgłosić z racji swojego stanu zdrowia. Pytam pana ministra:
Po co są nasze służby konsularne? Za co płacimy tym paniom i panom, jeśli
polski obywatel nie może uzyskać od nich konkretnej pomocy w sytuacjach kryzysowych
na obczyźnie?
Pytanie drugie. Mam przed sobą egzemplarz wydawanego w Niemczech przez tamtejszą
Polonię magazynu kulturalnego ˝Zarys˝. Pismo to jest finansowane jedynie z
prywatnych datków osób należących do środowiska Polonii niemieckiej. Redakcja
magazynu zwracała się z prośbą do rządu niemieckiego o wsparcie finansowe.
Bezskutecznie. My, Polacy, finansujemy z naszych polskich podatków wydawanie
czasopism mniejszości niemieckiej. Dlaczego Niemcy na zasadzie wzajemności
nie pomagają finansowo w inicjatywach wydawniczych Polonii w Niemczech? Jak
to jest, że biedne państwo polskie jest w stanie wypełnić wszystkie standardy
europejskie dotyczące pomocy mniejszościom narodowym, w tym mniejszości niemieckiej,
a bogaci Niemcy w najmniejszym stopniu nie pomagają Polakom w Niemczech? Kiedy
polski rząd doprowadzi do przestrzegania zasady wzajemności w tej sferze?
To były bardzo konkretne pytania i proszę pana ministra o konkretne odpowiedzi.
Jeśli nie jest ich pan w stanie udzielić, to proszę po prostu nie pływać,
tylko udzielić ich na piśmie. (Oklaski)
Poseł Gertruda
Szumska:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Wkraczamy w okres przyjmowania
w bardzo chaotyczny sposób różnego rodzaju uchwał, ustaleń, zaleceń, ustaw
itd., i to nie tylko na forum Unii Europejskiej, ale i międzynarodowym, często,
jak się później okazuje, godzących w podstawy życia społecznego i tym samym
w podstawy rozwoju i trwałości naszego państwa. Aby tego uniknąć, proponuję
opracowywać okresowo, jeśli chodzi o podstawowe istniejące problemy i dalsze
kluczowe zagadnienia, wytyczne dla służb zagranicznych i organizacji występujących
na forum Unii Europejskiej i poza nią.
Mam pytanie: Panie ministrze, czy zostało opracowane wyraźnie określone nasze
stanowisko dotyczące np. związków homoseksualnych, aborcji, eutanazji? Przecież
od naszego stanowiska wobec tych zagadnień zależy trwałość rodziny, podstawowej
komórki społeczeństwa i narodu, a także podstawy wychowania młodych pokoleń.
Mając prawie 50 lat doświadczeń, dobrze odczuwaliśmy i nadal odczuwamy skutki,
jak się okazało później, błędnych, choć zbiorowych koncepcji, ale bez oparcia
o prawo naturalne.
Pytanie drugie: Czy po ewentualnym znalezieniu się w Unii Europejskiej zostanie
zachowana integralność granic terytorium Polski oraz integralność administracyjna
Polski w związku z próbą powoływania już euroregionów, np. Euroregionu Baltic,
którego biuro otwarto parę dni temu w Elblągu? Dziękuję. (Oklaski)
Poseł Stanisław
Kalemba:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Ja mam też kilka pytań.
Prosiłbym, żeby pan minister poinformował, jak wyglądają rezultaty rozmów
na temat uchwały Sejmu w zakresie projektu konstytucji dla Europy, jeśli chodzi
o konkretne zapisy. Przypominam, chodzi o sprawę dziedzictwa, ale szczególnie
mnie interesuje ta dodatkowa pomoc publiczna dla województw, regionów, która
do tej pory w projekcie konstytucji jest zapisana tylko dla jednego państwa
- dla Niemiec. Sejm w uchwale zobowiązał rząd do wyegzekwowania, żeby dotyczyło
to regionów wszystkich państw, które zostały dotknięte skutkami po drugiej
wojnie światowej.
Druga sprawa dotyczy, panie ministrze, stanowiska rządu polskiego co do budowy
nowego muru przez Izrael, w tym newralgicznym, zapalnym punkcie, jeżeli chodzi
o pokój. Czy w tej sprawie rząd zajął stanowisko, a jeśli nie, to czy podziela
stanowisko Jana Pawła II, którego współpracę czy wolę współpracy tak pozytywnie
pan minister tutaj oceniał?
Pytanie następne. Czy dzisiaj rząd, pan minister co do art. 23 traktatu akcesyjnego
uważa, że podpisanie go w takiej formie było jednak błędem? - bo przynosi
nam niestety przykre skutki, a rząd był przestrzegany, że podpisanie tego
w takiej treści będzie szkodliwe dla Polski. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Krzysztof
Filipek:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Upłynęło niewiele czasu od
referendum, a coraz więcej osób stwierdza, że Unia traktuje nasz kraj w sposób
daleki od partnerstwa, zarówno w sprawach gospodarczych, jak i politycznych.
Niewątpliwie utracimy wiele zakładów przetwórczych, o czym informuje chociażby
prasa. W traktacie akcesyjnym znaleziono ten słynny art. 23, pozwalający Unii
jednostronnie zmieniać warunki gospodarcze naszej akcesji. Widać już wyraźnie,
że nie do obrony są polityczne warunki z Nicei. Mam pytanie: Na jak daleko
idący kompromis jest pan minister w stanie się zgodzić, jeśli chodzi o Niceę?
I drugie pytanie: Czy nie uważa pan, że w sprawie Nicei kompromisu być nie
powinno, że powinniśmy stanowczo bronić Nicei? Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Michał
Turkiewicz:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Miasto przygraniczne Zgorzelec, z którego
okolic pochodzę, wspólnie z Görlitz w Republice Federalnej Niemiec starają
się o miano europejskiej stolicy kulturalnej w roku 2010. Te dwa miasta od
ponad 5 lat w ramach podpisanego porozumienia tworzą Europę miast, w ramach
którego rozwijają współpracę niemal we wszystkich płaszczyznach. Jako poseł
oraz prezydent Euroregionu Nysa ze strony polskiej w imieniu mieszkańców obu
miast zwracam się do pana ministra z pytaniem, a jednocześnie gorącą prośbą:
Czy pan minister w trakcie spotkań z pańskimi odpowiednikami ze strony niemieckiej
poparłby tę inicjatywę? Jest to doskonała okazja do jeszcze większej poprawy
stosunków polsko-niemieckich oraz do promocji Polski na arenie europejskiej
i światowej. To także dobitny przykład tego, że Polacy wspólnie z Niemcami
potrafią zorganizować na szeroką skalę przedsięwzięcia służące rozwijaniu
współpracy na poziomie lokalnym, a mające ogromny wymiar europejski. Pragnę
również na ręce pana ministra złożyć materiały promujące tę cenną inicjatywę.
Dziękuję.
Poseł Ryszard
Stanibuła:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Jakie konkretne działania
zamierza podjąć resort spraw zagranicznych w przedmiocie realizacji ustawy
o offsecie w zamian za zakup samolotów F-16 od Stanów Zjednoczonych, do czego
zostały przygotowane niektóre zakłady przemysłu zbrojeniowego, a następnie
bez podania przyczyny z tych propozycji Stany się wycofały? Czy resort spraw
zagranicznych w obliczu ciągle wzrastającego bezrobocia, a także dużego potencjału
gospodarczego Polski zamierza podjąć konkretne, i jakie, działania w celu
otwarcia polskiej gospodarki i rynku na kraje Europy Wschodniej oraz Zakaukazia
i Chiny? Czy w polskiej polityce zagranicznej przewiduje się wsparcie wielu
konkretnych działań na rzecz wykorzystania potencjału gospodarki morskiej
i połowowej we współpracy z krajami nadbałtyckimi, zważywszy na fakt, iż potencjał
ten od kilku lat jest jakby uśpiony? Czy w ramach polskiej polityki zagranicznej
przygotowany zostanie program ochrony polskich interesów w Unii Europejskiej,
w szczególności z perspektywy sporów dotyczących budżetu unijnego i jego dystrybucji,
zważywszy na fakt, iż budżet ten będzie niestabilny i będzie podlegał zmianom
i na pewno trzeba, aby polski rząd miał przygotowane konkretne stanowiska
wspierające naszych przedstawicieli w Parlamencie Europejskim? Dziękuję bardzo.
Poseł Marian
Kwiatkowski:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Samoobrona Rzeczypospolitej
Polskiej stawiała już wniosek o wycofanie wojsk polskich z Iraku. Nie można
realizować interesów mocarstwowych przez okupowanie cudzego terytorium i narzucanie
siłą własnej formy demokracji. Nie da się na dłuższą metę działać skutecznie
na forum światowym, jeżeli opinia publiczna jest takim działaniom przeciwna,
a taki trend zaczyna przeważać nawet w Stanach Zjednoczonych. Ile będzie kosztować
utrzymanie naszych wojsk w Iraku? Proszę, panie ministrze, odpowiedzieć na
to pytanie naszemu społeczeństwu. Argument o zagrożeniu wynikającym z posiadania
przez Saddama Husajna broni masowej zagłady okazał się bezpodstawny. Również
bezpośredni cel interwencji, jakim było obalenie krwawego dyktatora, został
już osiągnięty. Co więc stoi na przeszkodzie, aby bezzwłocznie przekazać władzę
narodowi irackiemu i wycofać obce wojska?
Panie ministrze, Polska jest symbolem kraju walczącego o wolność naszą i
waszą, dlatego nie nadaje się na agresora i okupanta. Przeciwnie, jako uczestnik
licznych operacji pokojowych ONZ, zawsze była kojarzona z pokojem. W Iraku
mamy dobrą opinię i warto starać się ją utrzymać oraz rozwijać pokojową współpracę.
Dziękuję bardzo.
Poseł Grzegorz
Dolniak:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! W wypowiedziach wielu moich przedmówców
wielekroć była przejawiana troska o los Polonii w Niemczech. Mówiono o nierównym
traktowaniu Polonusów i mniejszości niemieckiej, która zyskuje wielką pomoc
ze strony państwa polskiego, ze strony regionów, ze strony lokalnych samorządów.
Prawa Polaków w Niemczech miał zabezpieczać traktat o dobrym sąsiedztwie i
przyjaznej współpracy z roku 1991, podpisany przez rządy Republiki Federalnej
Niemiec i Rzeczypospolitej Polskiej. Tu, na tej sali, pojawiła się teza, że
ten traktat jest zły, że ten traktat nie może zabezpieczać takiej samej pomocy
Polonii w Niemczech, jaką uzyskuje mniejszość niemiecka w Polsce, gdyż Polonia
nie ma statusu mniejszości w Niemczech. Chciałbym, panie ministrze, żeby pan
jednoznacznie odpowiedział na to pytanie: Czy traktat z 1991 r. o dobrym sąsiedztwie
i przyjaznej współpracy między Polską a Niemcami zabezpiecza interesy Polaków
tam zamieszkałych na równi z interesami mniejszości niemieckiej w Polsce?
A skoro zabezpiecza, to pojawia się następne pytanie: Czy w pana ocenie polityka
strony niemieckiej jest zgodna z treścią zapisów traktatu? Czy swoboda interpretacyjna
części zapisów tego traktatu w wypadku rządu Republiki Federalnej Niemiec
jest uprawniona? Wreszcie ostatnie pytanie, panie marszałku: Jakie działania
zamierza podjąć Ministerstwo Spraw Zagranicznych w celu zapewnienia ekwiwalentności
pomocy obu państw sygnatariuszy traktatu? Dziękuję.
Poseł Tadeusz
Szukała:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Polityka zagraniczna to ekonomia,
finanse, gospodarka. 14 lat otwartych granic z Zachodem przyniosło nam 5 mln
bezrobotnych, likwidację polskiego przemysłu i rolnictwa, import znacznie
przekraczający eksport, nieustannie pogarszający się byt Polaków. Powstający
mur handlowy ze Wschodem i likwidacja przygranicznych bazarów przynoszą potężne
straty w handlu zagranicznym ze Wschodem. Ale dlaczego w wyniku pertraktacji
z Unią nasze polskie produkty spożywcze, takie jak góralskie oscypki, nie
są zapisane jako produkty regionalne w Unii Europejskiej?
Panie ministrze, mam pytanie. Wysłanie polskich wojsk do Iraku tłumaczone
było w polskiej propagandzie spodziewanymi dużymi zyskami przy odbudowie Iraku
polskich firm budowlanych. Czy wobec takiej propagandy, która z pewnością
znana jest innym krajom, Polska nie zostanie uznana w opinii międzynarodowej
za kraj, który za pieniądze wykona każde polecenie silniejszego mocarstwa?
Jeśli już grozi nam taka opinia, to proszę powiedzieć, panie ministrze. Dziękuję
uprzejmie.
Poseł Piotr
Kozłowski:
Dziękuję.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Moje pytanie dotyczy możliwości
utworzenia na terytorium Polski amerykańskich baz wojskowych. Wielkim sukcesem
Polski było wyprowadzenie wojsk radzieckich. Dzisiaj coraz częściej mówi się
o bazach amerykańskich na terytorium Rzeczypospolitej. Przysłowie ludowe mówi,
że dwa razy nie wchodzi się do tej samej wody. Czy mógłby pan powiedzieć,
jak ewentualne powstanie baz amerykańskich wpłynie na stosunki gospodarcze,
i nie tylko, z Rosją, Białorusią czy Ukrainą? Czy znane są panu problemy,
z jakimi borykają się obywatele Niemiec, związane z funkcjonowaniem baz amerykańskich?
Chodzi tu o narkotyki, prostytucję i wiele innych negatywnych zjawisk. Czy
znane są panu artykuły z prasy niemieckiej opisujące te negatywne zjawiska?
Czy prawdą jest, że zaopatrzenie baz amerykańskich jest dostarczane ze Stanów
Zjednoczonych? Jeżeli tak, to korzyści dla lokalnej przedsiębiorczości byłyby
tylko iluzoryczne. Dziękuję. (Oklaski)
Poseł Marian
Widz:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Mówił pan o szczególnym znaczeniu
współpracy z Wielką Brytanią i Hiszpanią. W języku dyplomatycznym takie oświadczenie
szefa dyplomacji nie oznacza nic innego, jak to, że Polska ma bardzo złe stosunki
z największymi państwami Unii Europejskiej, Unii Europejskiej, której członkiem
będziemy już od maja 2004 r. W związku z powyższym mam do pana ministra następujące
pytania: Na czym polega pogorszenie stosunków z Francją i Niemcami i jakie
mogą być z tego powodu negatywne konsekwencje dla Polski? Jakie działania
polskich władz w 2003 r. doprowadziły do pogorszenia stosunków z Francją i
Niemcami? Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Włodzimierz
Czechowski:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Emeryci i renciści poparli politykę zagraniczną
rządu i poparli znacząco przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. W ubiegłym
roku o tej porze rząd nie mówił emerytom, co ich czeka po wejściu do Unii
Europejskiej, ale kokietował, że kwota wolna od podatku będzie podnoszona;
obiecywano likwidację starego portfela emeryckiego; obiecywano sprawiedliwą
waloryzację systemu emerytur; obiecywano szeroką opiekę medyczną i pomoc socjalną;
pokazywano, jaki dobrobyt czeka emerytów po wejściu do Unii Europejskiej.
Po powrocie od urn emeryci dowiedzieli się o kryzysie finansów publicznych,
o planie wicepremiera Hausnera, a z niego - że emeryci i renciści muszą partycypować
w płaceniu składki do Unii i w ciągu 3 lat ze swoich niskich emerytur mają
zaoszczędzić 6,5 mld zł. Oznacza to wstrzymanie waloryzacji rent i emerytur
przez najbliższe 3 lata. Każdy emeryt na waloryzacji co 3 lata straci 480
zł, a z powodu wzrostu składki na ubezpieczenie zdrowotne do 2006 r. będzie
miał mniejszą emeryturę o 120 zł rocznie. Pieniądze to niewielkie, ale po
pomnożeniu przez 9,5 mln emerytów i osób biorących świadczenia daje to upragnione
6,5 mld zł. I tu moje pytanie: Czy pan minister jest w stanie dzisiaj oświadczyć
i zagwarantować emerytom i rencistom, że w wyniku polityki zagranicznej i
po wejściu do Unii Europejskiej siła nabywcza emerytur, nawet bez waloryzacji
przez te najbliższe 3 lata, nie zostanie jeszcze bardziej uszczuplona z tytułu
wyrównania cen pomiędzy naszym krajem a Unią Europejską? Dziękuję. (Oklaski)
Poseł Michał
Figlus:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Mam dwa pytania. Do roku 1989
obroty handlowe z krajami arabskimi (Irakiem, Arabią Saudyjską, Kuwejtem,
Libią i innymi) były bardzo wysokie. Nasze firmy budowały drogi, elektrownie,
cukrownie i inne obiekty. Jak wygląda to obecnie? Jakie są przyczyny drastycznego
spadku wymiany handlowej i zmniejszenia się możliwości pracy dla naszych firm?
I drugie pytanie: Panie ministrze, jak pan ocenia pracę naszych ambasad i
konsulatów w innych państwach, zwłaszcza na Bliskim i Dalekim Wschodzie, a
szczególnie radców handlowych i placówek handlowych w kontekście wymiany handlowej
z tymi państwami? Dziękuję za uwagę.
Poseł Eugeniusz
Czykwin:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! W ostatnim okresie na wniosek
międzynarodowych konferencji i związków zawodowych Komisja Europejska wszczęła
procedurę zmierzającą do cofnięcia preferencyjnych warunków handlu krajów
Unii z Białorusią. Obłożenie białoruskich towarów podwójnym cłem oznaczać
będzie zamknięcie dla nich unijnego, a więc od 1 maja i polskiego rynku. Skutki
ewentualnych sankcji dotykających obywateli Białorusi odczują też Polacy,
w pierwszej kolejności zamieszkali w przygranicznych regionach. Stawiam pytanie:
Jakimi środkami dysponuje i czy ewentualnie zechce z nich skorzystać polski
rząd, by nie dopuścić do wprowadzenia godzących w interesy obywateli polskich,
ale także narodu białoruskiego sankcji?
Chciałbym też zapytać, czy w ocenie polskiej dyplomacji mające usprawiedliwiać
zapowiadane sankcje autorytarne zapędy prezydenta Białorusi, naruszanie standardów
demokratycznego państwa prawa, słabość systemu sądowniczego w istotny sposób
odróżniają Białoruś od innych powstałych na obszarze byłego Związku Radzieckiego
państw, z którymi Polska i kraje Unii Europejskiej utrzymują nie tylko poprawne,
ale wręcz przyjacielskie stosunki - rzecz jasna nie mam na myśli krajów powstałych
z byłych tzw. republik nadbałtyckich Związku Radzieckiego. Dziękuję.
Poseł Antoni
Macierewicz:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Panie ministrze, mam kilka
pytań, częściowo związanych z korespondencją, która do mnie została przesłana
w dniu wczorajszym i w dniu dzisiejszym, dotyczącą materiału, który się ukazał
w tygodniku ˝Spiegel˝ - ˝Polska, marsz do kąta˝ - tak go zatytułowano. Pytają
mnie Polacy z Niemiec, czy z tym należy łączyć zmianę linii politycznej, która
się wyraziła w tym, iż pan oświadczył, że do 1 maja przyjmiemy traktat o konstytucji
Unii Europejskiej. I te niepokoje ja rozumiem, bo ta prasa, z którą mamy dzisiaj
do czynienia, zamieszcza materiały obelżywe wobec Polski. I wydaje się, że
należałoby na to zareagować w sposób jednoznaczny, ale na pewno nie w ten
sposób, że poddajemy się dyktatowi.
I druga kwestia, panie ministrze: Czy pan zdaje sobie sprawę z tego, że pana
stwierdzenie w dzisiejszym wystąpieniu dotyczące akceptacji deklaracji prezydentów
Polski i Niemiec oznacza w istocie zrzeczenie się reparacji, dlatego że w
tej deklaracji mówi się o tym, że nie będzie się do siebie zgłaszać pretensji?
Czy pan zdaje sobie sprawę z tego, że istnieje w Komisji Spraw Zagranicznych
Sejmu Rzeczypospolitej ekspertyza niemieckiej kancelarii prawnej, która wskazuje
na to, że Polska ma pełne prawa do reparacji, i wywodzi to w sposób absolutnie
jednoznaczny? W czyim imieniu i jakim prawem w związku z tym pan zrzeka się
praw Polski, które powinniśmy podtrzymywać, a nie kapitulować? Dziękuję bardzo.
(Oklaski)
Poseł Barbara
Hyla-Makowska:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Ja jako ostatnia wypowiadająca
się dzisiaj chciałabym nawiązać do końcowej części pana wystąpienia. Mianowicie
powiedział pan w swojej wypowiedzi, że do priorytetowych partnerów w Ameryce
Łacińskiej będą należeć: Chile, Meksyk, Brazylia i Argentyna. Mam pytanie:
Dlaczego nie wymienił pan pozostałych państw Ameryki Łacińskiej? Zgłosił już
dzisiaj do mnie jako do przewodniczącej podgrupy polsko-peruwiańskiej zastrzeżenia
w tej sprawie ambasador Peru. W tym roku mija np. 80-lecie nawiązania stosunków
parlamentarnych z Peru. Rok temu była wizyta prezydenta Kwaśniewskiego w Peru,
zapowiadana jest wizyta pana prezydenta Toledo w Polsce. Mało tego, ambasador
Urugwaju jest koordynatorem wszystkich ambasadorów Ameryki Łacińskiej. Jak
traktować tę wypowiedź - czy jako niedomówienie, czy jako zmianę polityki
w tej sprawie? Dziękuję. (Oklaski)