Strona główna | International version | Biuletyn Informacji Publicznej | Wersja tekstowa
Strona główna Polityka zagraniczna Expose Ministrów Expose 2003 Wystąpienia klubów...


Wystąpienia klubów i kół poselskich



Informacja rządu na temat polskiej polityki zagranicznej w 2003 roku.


Poseł Jerzy Jaskiernia

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Klub Parlamentarny Sojuszu Lewicy Demokratycznej z niezwykłym zainteresowaniem wysłuchał dzisiejszego wystąpienia ministra spraw zagranicznych pana Włodzimierza Cimoszewicza prezentującego główne kierunki polskiej polityki zagranicznej w 2003 r. Dobrze się stało, że ta debata ma miejsce w styczniu, u progu roku, a nie - tak jak dotychczas - po kilku miesiącach. Aczkolwiek wiemy, że w świetle Konstytucji RP politykę zagraniczną prowadzi rząd, niemniej jednak nie jest bez znaczenia społeczny ogląd i społeczny odbiór tej polityki i w takim rozumieniu wsłuchiwaliśmy się w dzisiejsze wystąpienie ministra spraw zagranicznych, aby skonfrontować to, co zamierza rząd, z ocenami, które są w Klubie Parlamentarnym Sojuszu Lewicy Demokratycznej i w środowiskach reprezentowanych w parlamencie.

    Wysoka Izbo! Sojusz Lewicy Demokratycznej wysoko ocenia politykę zagraniczną rządu. Dzisiejsze wystąpienie pokazało z jednej strony priorytety: NATO, Unia Europejska, bezpieczeństwo międzynarodowe, a z drugiej strony kompleksowość tej polityki. Nie było już tego błędu, który pojawił sie w niektórych poprzednich wystąpieniach ministrów spraw zagranicznych, gdy marginalnie potraktowano Azję, Afrykę, Amerykę Łacińską. Tym razem widzieliśmy wszystkie barwy polityki, wszystkie odcienie i jednocześnie bardzo istotne propozycje.

    Podzielamy opinię pana ministra Cimoszewicza, że w 2003 r. jedynym priorytetem powinna być kwestia właściwego wprowadzenia Polski do Unii Europejskiej. Szczyt w Kopenhadze był sukcesem Polski, był sukcesem państwa polskiego, ale był też sukcesem polskiego rządu, tych wszystkich, którzy ten szczyt przygotowywali, którzy wypracowali strategię negocjacji i tę strategię skutecznie wdrożyli w życie. To nie kwestia tylko naszych ocen w SLD, bo to oczywiste, ale gdy rozmawiamy za granicą, ostatnio na forum przewodniczących komisji spraw zagranicznych Grupy Wyszehradzkiej w Bratysławie, słyszymy bardzo wysokie oceny zachowania się polskiej delegacji, determinacji, strategii, twardości premiera Millera w ostatniej fazie, wykorzystania każdej szansy, aby te warunki, na których uzgodniliśmy członkostwo, były jak najkorzystniejsze. Gdy występowałem w grudniu w imieniu Klubu Parlamentarnego SLD, powiedziałem, że oczekujemy, iż wszystko, co jest do wygrania w tej sprawie, zostanie wygrane. I tak się stało. Widać to już w reakcjach opinii publicznej, poprawia się stosunek do integracji. Kopenhaga przekonała ludzi, że nie idziemy do Unii Europejskiej na klęczkach, że tam, gdzie trzeba, byliśmy twardzi, tam, gdzie trzeba, byliśmy elastyczni, że dbamy o interes państwa polskiego, dbamy o interes narodu.

    I jeśli pan minister Cimoszewicz dzisiaj powiedział, że jesteśmy za Unią państw i obywateli, za Unią, która chroni tożsamość kulturalną, tożsamość narodową, to jest właśnie stanowisko Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Oczywiście, Unia niesie pewne ograniczenia suwerenności, ale na rzecz organów wspólnych. Będziemy mieli w Unii komisarza, będziemy mieli ponad 50 członków w Parlamencie Europejskim, będziemy mieli siłę w głosowaniach w Radzie Europejskiej. Już dzisiaj mówią nam nasi partnerzy, że trudno jest się dostać do Unii, ale gdy będziecie w Unii, będziecie bardzo istotnym elementem gry decyzyjnej w tej obecnie jednej z najważniejszych organizacji międzynarodowych. Dlatego, aczkolwiek są inne ważne cele, to ten priorytet jest istotny, bo Kopenhaga tylko pozornie zamknęła sprawę.

    Czeka nas referendum. Niektórzy powiedzą, że rola rządu tu już się skończyła, traktat jest wynegocjowany, ale czeka nas przecież wielki dialog ze społeczeństwem poprzedzający referendum. Oczywiście, ważna jest frekwencja w świetle uwarunkowań konstytucyjnych, ważne są dylematy, czy mają to być dwa dni, czy jeden, ważne są techniczno-logistyczne kwestie, ale najistotniejsze jest to, abyśmy w rozmowie ze społeczeństwem w sposób uczciwy, mówiąc prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, pokazując szanse i zagrożenia, potrafili wykazać, że jest to moment dla Polski historyczny, że jest to szansa niepowtarzalna, że ci, którzy nas spychali, radzili, by czekać, odkładać na lepszy moment, może za trzy lata, nie zdawali sobie sprawy, że wówczas szanse Polski będą znacznie bardziej ograniczone, więcej będzie partnerów z konfliktowymi interesami. Dlatego z uznaniem witamy również te głosy z opozycji, ostatnio, po kongresie z Prawa i Sprawiedliwości, jednoznacznego poparcia dla Unii Europejskiej. To bardzo ważne, aby w tej sprawie nie było tylko opinii koalicji rządzącej, by krąg proeuropejski był coraz szerszy, by wszystkie autorytety - episkopat, inne, które angażują się w ten proces - mogły do tego dialogu się włączyć. Zwracamy jednak uwagę na to, Wysoka Izbo, że referendum europejskie nie jest zakończeniem procesu. Czeka nas wielomiesięczna faza ratyfikacji traktatu w piętnastu państwach członkowskich, a nie jest to tylko procedura formalna. Doświadczenia uczą, że szereg uwarunkowań wewnętrznych tych państw może rzutować na stosunek do Unii Europejskiej, do integracji, do rozszerzenia. Mogą być wykorzystywane różne preteksty. Rodzi się tu pytanie co do wymiaru parlamentarnego integracji europejskiej. Będziemy prosili pana ministra Cimoszewicza, żeby odniósł się do tego w wystąpieniu końcowym. Wiele mówi się bowiem o aktywności rządu, ministrów, a pomija się wkład, który wnieśli parlamentarzyści, działając aktywnie na forum sejmowej Komisji Europejskiej, pomija się wkład Senatu, udział naszych przedstawicieli w Konwencie. Istnieje potrzeba postawienia pytania, co my możemy zrobić przed referendum oraz w procesie ratyfikacyjnym, docierając do środowisk. Bo to my mamy kontakt ze społeczeństwem. To nie ministrowie odpowiadają na pytania, to my odpowiadamy na pytania i my musimy mieć motywację i koncepcję, by odegrać konstruktywną rolę.

    Chciałbym zwrócić uwagę na element, który pan minister podniósł, jako że ta sprawa wymaga pogłębienia. To prawda, że na szczycie w Kopenhadze podjęta została pozytywna polityczna decyzja co do naszej roli w Konferencji Międzyrządowej 2004. Należałoby jednak to pogłębić poprzez wymiar prawny co do zagwarantowania naszego uczestnictwa. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z trudności. Polska nie jest jeszcze członkiem Unii Europejskiej, nie można postawić znaku równości między członkiem i nie-członkiem. Jednak ta szczególna sytuacja, w jakiej się znaleĄliśmy, nie jest już sytuacją sprzed kilku lat, kiedy dopiero mieliśmy szansę, kiedy to była odległa perspektywa. Dzisiaj wiemy, że będziemy w Unii, że jest to kwestia miesięcy, a skoro tak, to byłoby nielogiczne, aby zasadnicze rozstrzygnięcia, które podejmuje Komisja i które będzie rozstrzygała Konferencja Międzyrządowa, były wyłączone z procedur opiniodawczych i by nie było pełnego uczestnictwa w tych sprawach państw, które tworzą grupę rozszerzeniową i które w sposób oczywisty będą ponosiły konsekwencje tych rozstrzygnięć. Państwa te powinny być do tego procesu włączone.

    Wysoka Izbo! Problem bezpieczeństwa międzynarodowego wyeksponowany w wystąpieniu pana ministra Cimoszewicza ma znaczenie fundamentalne zwłaszcza w dobie terroryzmu, zwłaszcza w dobie innych zagrożeń. To dobrze, że Polska jest lojalnym, pewnym, konsekwentnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, lojalnym państwem członkowskim w NATO, które podejmuje swoje zobowiązania nie tylko na papierze. Polska podejmuje olbrzymi wysiłek obronny. Poprzez wybór F-16 stworzyła dodatkowy bodzieć do pogłębienia stosunków polsko-amerykańskich, które stanowią fundament naszego bezpieczeństwa. Uważam, że pan minister trafnie postawił dzisiaj tezę, że nie ma przeciwieństwa między identyfikacją NATO-owską czy też proamerykańską, szerzej mówiąc, a potrzebą wzmocnienia europejskiej podmiotowości w zakresie polityki zagranicznej i polityki obronnej. Tu trzeba szukać komplementarności. Nie jest tak, że wystarczy tylko wzmacniać NATO, nie dostrzegając aspiracji europejskich. Trzeba szukać wszystkich mechanizmów, które stworzą synergię wysiłków, a także dostrzegać NATO w skali globalnej jako jedyny realny instrument ochrony pokoju w dniu dzisiejszym. Trzeba też widzieć to, że skoro stajemy się członkiem Unii Europejskiej, to coś z tego wynika. Potrzeba kształtowania świadomości europejskiej jest bardzo istotna, ten proces jest dość powolny. Nie zawsze społeczeństwo jest poinformowane i rozumie, o co chodzi. Jest ważne, aby Polska i w Unii Europejskiej była postrzegana nie tylko jako formalny członek, ale jako państwo, które z tożsamością europejską wiąże swoje aspiracje.

    Sprawa Iraku jest bardzo ważna, bardzo dramatyczna. Wsłuchiwaliśmy się w dzisiejsze wystąpienie pana ministra w tej sprawie. Odnotowaliśmy nieco inne rozłożenie akcentów niż na wczorajszym posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych. I dobrze. W tej sprawie musimy być bardzo ostrożni i bardzo precyzyjni. (Oklaski) Tak długo, jak długo się uda, trzeba wykorzystywać wszystkie możliwości dialogu. Trzeba je wykorzystać. Tak długo, jak długo są inspektorzy i mówią, że chcą mieć więcej czasu, trzeba im dać czas, aby nie powstało wrażenie, że nie wszystkie możliwości zostały wykorzystane. Tak długo, jak długo są możliwości rozstrzygnięcia w ramach struktur, trzeba szukać takich możliwości. Wsłuchujmy się w to, co mówią Niemcy i Francuzi, wsłuchujmy się w to, co mówią stali członkowie Rady Bezpieczeństwa NATO. Polska jest krajem ambitnym, jest krajem solidarnym, ale Polska musi być krajem, który bezpieczeństwo narodowe stawia na pierwszym miejscu. Nie może zrobić niczego, co mogłoby stworzyć wrażenie, że wychodzimy przed szereg w sytuacji, kiedy nie wszystkie możliwości dialogu i poszukiwania rozwiązań zostały wykorzystane. (Oklaski)

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Niezwykle ważnym elementem w strategii zaprezentowanej przez pana ministra Cimoszewicza jest kwestia ekonomizacji polskiej polityki zagranicznej. To ważne. Nie może być tak, że państwo ma bardzo dobrą politykę zagraniczną, a jednocześnie wysoki deficyt i w istocie dyplomacja jest zorientowana na prowadzenie jakiejś wielkiej gry międzynarodowej, często w sprawach, w których Polska obiektywnie nie odgrywa większego znaczenia. Nie dostrzegamy tych wszystkich zagrożeń, jakie wiążą się z tym deficytem, jakie niesie sytuacja gospodarcza, jakie niesie brak wsparcia polskiej gospodarki w tym zakresie. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że to są złożone zagadnienia, że w dobie gospodarki wolnorynkowej państwo nie może dekretować. To już nie są te czasy, kiedy traktatami międzynarodowymi przesądzało się o powodzeniu gospodarczym. Musimy tu zrobić znacznie więcej. Dlatego cieszymy się, że po wizycie prezydenta Władimira Putina, po przełomie psychologicznym, politycznym, moralnym, emocjonalnym, historycznym coś drgnęło w stosunkach polsko-rosyjskich. Niezwykle groĄne dla naszych interesów byłoby to, gdyby dwa państwa sąsiedzkie o tak olbrzymich potencjałach w obszarze współpracy gospodarczej w istocie nie odnotowywały żadnego postępu. Oby ten trend się utrzymał. Zróbmy wszystko, aby w ramach zespołu, który pracuje po wizycie prezydenta Putina, można było wykorzystać wszystkie możliwości ożywienia handlu ze Wschodem. Cała ściana wschodnia Polski na to czeka, czekają producenci owoców, warzyw, wielu ludzi wiąże swoje losy jednostkowe z tym, co może się zdarzyć. Po tym okresie emocji, odrzucania jest czas na racjonalność, i oby ta racjonalność zaistniała.

    To samo dotyczy stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Z jednej strony eksponujemy niezwykłą wartość tych stosunków, cieszymy się z ostatniej wizyty prezydenta w Waszyngtonie, z traktowania Polski jako znaczącego partnera, ze zbliżającej się wizyty pana premiera Millera w Waszyngtonie, ale z drugiej strony trzeba zwrócić uwagę na wymiar ekonomiczny. Nie może być tak, że dwa państwa mają szczególne stosunki, a ich obrót gospodarczy jest na żenująco niskim poziomie, znacznie niższym niż obrót z wieloma mniej rozwiniętymi krajami europejskimi. Być może offset związany z F-16 zapoczątkuje ten impet. Jest też szereg innych kwestii do rozwiązania, na przykład problem wiz. Chciałoby się szybciej postępować, aby Polacy nie byli pod tym względem dyskryminowani. Jeśli mamy tak dobre stosunki, to powinno to mieć również wymiar w zakresie dostępu polskich obywateli do Stanów Zjednoczonych. Zwłaszcza zbliżające się członkostwo w Unii Europejskiej powinno temu sprzyjać. (Oklaski)

    Wysoka Izbo! Ważnym elementem wystąpienia pana ministra była kwestia współpracy z organizacjami międzynarodowymi. Fakt, że Polska obejmuje przewodnictwo w Inicjatywie Środkowoeuropejskiej, jest okazją dla postawienia pytania w sprawie roli tej instytucji, racjonalizacji jej działania. Mówiliśmy o tym na forum Komisji Spraw Zagranicznych wielokrotnie i to nie tylko w odniesieniu do Inicjatywy Środkowoeuropejskiej. Tak się składa, że szereg organizacji międzynarodowych w Europie żyje własnym życiem. Z jednej strony jest Unia Europejska ze swoimi aspiracjami, Rada Europy ze swoimi aspiracjami, OBWE ze swoimi aspiracjami. Czy nie czas zastanowić się nad racjonalizacją? Jest Inicjatywa Środkowoeuropejska, jest Grupa Wyszehradzka, istnieje współpraca państw bałtyckich, jest wiele struktur, wiele konferencji, wiele formalnych ruchów, a gdyby tak dokładnie się przyjrzeć, co z tego realnie wynika dla współpracy transgranicznej, dla ochrony środowiska, dla zwalczania terroryzmu, zwalczania przestępczości zorganizowanej, dla tworzenia partnerskich kontaktów gospodarczych, to trudno byłoby na to odpowiedzieć, ponieważ te struktury żyły swoim życiem, formalizowały się, strukturyzowały się. Wiele aspektów jest znaczących, ale trzeba brać pod uwagę to, co z tego wynika. Pan minister poruszył dzisiaj problem wykorzystania tego przewodnictwa do podjęcia zadania racjonalizacji tych struktur, by uczynić je bardziej pragmatycznymi po to, by społeczeństwo dostrzegało, że to nie jest tak, że tylko zbierają się ministrowie i jacyś prominentni przedstawiciele. W istocie świadomość dokonującego się postępu jest bardzo ograniczona. Chciałbym tutaj w szczególności wyeksponować Radę Europy. Jest pewnym paradoksem, że mówimy o Unii Europejskiej w nieskończoność, w tysiącu wariantach, a zapominamy o Radzie Europy, w której już jesteśmy - jesteśmy od ponad 10 lat - w której podejmuje się olbrzymi wysiłek w wielu dziedzinach, często nieznany polskiemu społeczeństwu. Chciałbym w związku z tym zapytać pana ministra: Jaki jest stosunek rządu do inicjatywy, aby trzeci szczyt szefów państw i rządów Rady Europy zorganizować w Polsce? I nie chodzi tu tylko o aspekt formalny, że będziemy przewodniczyli, że możemy tutaj zaakcentować swoją obecność. Chodzi o uświadomienie sobie problemu bezpieczeństwa demokratycznego, ponieważ wielokrotnie mówimy o bezpieczeństwie w kategoriach militarnych, zagrożeń, zbrojeń, pocisków, a pomijamy bezpieczeństwo demokratyczne. Większość konfliktów w Europie ma u podłoża konflikty w oparciu o mniejszości narodowe, etniczne, religijne, o różne nierozwiązane problemy lokalne. I tu jest wielkie zagrożenie. Instrumenty zaś, które Rada Europy wypracowuje, mają niezwykle istotne znaczeniu, i to powinno być wyeksponowane.

    W tym kontekście chciałbym, Wysoka Izbo, nawiązać do inicjatywy ryskiej pana prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, do której odnosimy się z dużym uznaniem, ponieważ stawia ona fundamentalny problem: Co - w sytuacji kiedy jesteśmy członkiem NATO i będziemy członkiem Unii Europejskiej - z naszymi sąsiadami w Europie Środkowowschodniej? Co zrobić, żeby nie powstał nowy mur, tym razem nie berliński? Co zrobić, żeby nie powstała nowa żelazna, może już nie żelazna, ale jakaś kurtyna? Przecież jest pewien paradoks w tym, że z jednej strony chcemy się rozszerzać na kontakty, dostrzegamy problem strategicznego partnerstwa z Ukrainą, a z drugiej strony wprowadzanie wiz w sposób obiektywny będzie to utrudniało. W związku z tym chcielibyśmy usłyszeć nieco więcej na temat tego, jak rząd widzi to, że z jednej strony wprowadzamy obowiązek wizowy, ale z drugiej strony mamy świadomość tego, że chce on mieć dobre kontakty z tymi państwami, z tymi społeczeństwami - chodzi o inicjatywy, które wynikają z inicjatywy ryskiej, ale i o te, o których mówił pan minister - również w zakresie pewnych koncepcji stypendialnych i programów gospodarczych. Zróbmy wszystko, aby nie powstała tu ta granica i aby aspiracje Polski w tym zakresie zostały odnotowane.

    Panie Ministrze! W tym kontekście nasuwa się również pytanie o stosunek do Białorusi. Zdajemy sobie sprawę, że jest to trudna kwestia, bo są oceny Unii Europejskiej, OBWE, Rady Europy; są krytyczne oceny ustrojowe, które stanowią jakąś barierę. Ale czy nie powstaje błędne koło? Europa się obraża, bo nie ma postępu w zakresie procesów demokratycznych, ale z drugiej strony, jeśli się odcinamy, to nie wspomagamy tych sił, które mogłyby te procesy demokratyczne ewentualnie nasilić. Czy w tym wypadku Polska nie powinna jednak wyjść przed szereg, nawet z pewnym ryzykiem? Ktoś to musi zrobić, a nie tylko czekać pasywnie, co Europa w oparciu o te standardy, skądinąd znane w tym zakresie, mówi, bo wydaje się, że w tej sytuacji trudno będzie osiągnąć postęp.

    Wreszcie chciałbym się odnieść do sprawy Trójkąta Weimarskiego. Wydaje mi się, że budowanie wschodniego wymiaru polityki europejskiej staje się wielką polską powinnością. Chodziłoby jednak o sprecyzowanie, na czym to mogłoby polegać. Czy to nie jest właśnie ten pomost na Wschód? Czy to nie jest próba łagodzenia tych wszystkich konsekwencji, które obiektywnie członkostwo w Unii Europejskiej i w NATO będzie niosło? Sądzę, że poszerzenie wiedzy w tym zakresie w końcowym wystąpieniu pana ministra byłoby bardzo istotne.

    Wysoka Izbo! Chciałbym wreszcie nawiązać do polityki kadrowej ministra spraw zagranicznych. Wiem, że ta sprawa wzbudza emocje, także na forum Komisji Spraw Zagranicznych, ale chodzi o to - o czym minister mówił i dzisiaj, i na poprzednich spotkaniach - że rozstrzygać powinny kompetencje, rozstrzygać powinny kwalifikacje. Powinniśmy budować korpus służby cywilnej, apolitycznej, ponad podziałami, gotowej służyć państwu polskiemu. Stąd powołanie Akademii Dyplomatycznej MSZ wydaje się być ważnym sukcesem. Byłem pod wrażeniem informacji, którą wczoraj pan minister przedstawił na posiedzeniu komisji, że do konkursu o miejsca w MSZ zgłosiło się kilkaset osób - wykształconych, z językami - z których chyba tylko około 30 zostało wyselekcjonowanych w oparciu o trudne kryteria; i im się dzisiaj tworzy szansę w Akademii Dyplomatycznej. Niech rosną te nowe kadry po to, by Polska miała gwarancję, że bez względu na to, kto w Polsce rządzi, służba zagraniczna jest apolityczna, jest zorientowana propaństwowo i taką służebną rolę chciałaby pełnić.

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Klub Parlamentarny Sojuszu Lewicy Demokratycznej będzie wspierał politykę zagraniczną rządu. Będziemy podpowiadali, uwrażliwiali tak, jak to robi społeczeństwo. Społeczeństwo boi się wojny. Społeczeństwo boi się konfliktu i społeczeństwo ma nadzieję, że politycy wczują się w to myślenie i nie zrobią niczego, co by oznaczało, że ta wielka nadzieja na pokój i na pokojowe rozwiązanie została zaprzepaszczona. Z tą myślą, z najlepszymi życzeniami chciałbym swoje wystąpienie w imieniu Klubu Parlamentarnego SLD zakończyć. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


10 punkt porządku dziennego:


Poseł Maciej Płażyński:

    Szanowny Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Premierze! Panie Ministrze! Najkrócej można powiedzieć o pana wystąpieniu: nic nowego, ale nie jest to przygana tylko wyraz uznania co do głównych założeń polityki zagranicznej państwa, bo tak być powinno. Nie ma i nie może być rewolucji co kilka lat, nie może być zmiany ustroju i nie może być też zmiany kierunków polityki zagranicznej. Jest oczywiste, że na tym głównym pułapie kierunków polskiej polityki zagranicznej zgoda musi być; z naszej strony ona jest. Jest jasne, że zgadzamy się co do konsekwentnej realizacji głównych postulatów od lat niezmiennych, a więc kwestii polityki euroatlantyckiej, silnej obecności w polityce regionalnej w wymiarze bałtyckim, w tym środkowoeuropejskim, polityki bilateralnej, szczególnej kwestii stosunków ze Stolicą Apostolską. Ubiegły rok to rok wizyty Ojca Świętego. Pewnie dla Polaków nie ma w tym niczego z polityki zagranicznej. To jest po prostu narodowe święto, za co trzeba Ojcu Świętemu i Opatrzności dziękować. To samo dotyczy szczególnej roli stosunków z Polakami rozsianymi po całym świecie, kwestii współpracy z organizacjami polonijnymi. Tak jest od lat, tak jest również za pana działalności. Możemy się spierać, na ile konsekwentnie te kierunki realizujemy, na ile jest to wykorzystanie pełnych szans, ale co do kierunków oczywiście sporu nie ma.

    Pana obowiązkiem jako ministra spraw zagranicznych jest przedstawienie całości kwestii polskiej polityki, łącznie z tym, co wskazywał jako dobrą stronę pana wystąpienia pan przewodniczący Jaskiernia, a więc kwestii Afryki, Azji i wszystkich innych krajów. Chciałbym się jednak skoncentrować na tym, co dla Polski zdecydowanie jest najważniejsze. Chodzi o te obszary, gdzie są realizowane nasze podstawowe interesy narodowe, bo przecież polityka zagraniczna to element realizacji narodowych interesów, a więc kwestia Unii Europejskiej, NATO i polityki wschodniej.

    Mamy za sobą szczyt w Kopenhadze, zamknięcie negocjacji. Można powiedzieć, że dobrze; trzeba oceniać jako sukces sam fakt zamknięcia negocjacji, bo przecież to wysiłek wieloletni negocjatorów i z ekipy poprzedniego rządu, i premiera Millera, ale trudno z pełnym przekonaniem mówić, że mamy pełną satysfakcję z samego wyniku negocjacji. Tak się złożyło, że trafiliśmy na zamknięcie negocjacji w czasie, kiedy Unia Europejska ma swoje problemy gospodarcze, szczególnie te najważniejsze państwa, chociażby Niemcy, i w czasie chyba takiej rywalizacji dwóch idei: jednej bardzo mocno podkreślanej, czyli solidarności europejskiej, a drugiej może mniej podkreślanej, ale faktycznej, czyli egoizmów narodowych; chyba trochę wygrały tu egoizmy narodowe. Takie są rezultaty. Nie mieliśmy na to wpływu. Trochę szkoda, że państwa Unii nieco poskąpiły na proces ponownej integracji kontynentu, proces odbudowy wspólnoty po tylu latach podziału. Ale są też pewne zarzuty co do naszej strony, co do naszych negocjatorów. Sądzę, że podkreślają ciągłość w polityce zagranicznej. Chyba tej ciągłości, przynajmniej takiej werbalnej, na zewnątrz, zabrakło w pierwszych miesiącach działalności rządu, kiedy zbyt narzucono wyścig w zamykaniu obszarów negocjacyjnych, pokazując, na ile ekipa pana premiera jest ekipą lepszą od poprzedniego rządu. Chyba zbyt łatwo zamknięto przede wszystkim jeden obszar, dla nas podstawowy w tej sytuacji gospodarczej, w tej sytuacji społecznej, a jest to kwestia swobody przepływu siły roboczej, rynek pracy. Konsekwencje tego na najbliższe lata są dla nas oczywiste, bo przecież to mniej legalnych miejsc pracy, szczególnie dla młodych Polaków, mniej pieniędzy, które przepłynęłyby do Polski z racji pracy za granicą, i pewnie słabsza pozycja negocjacyjna w końcówce.

    Pan przewodniczący Jaskiernia mówił właśnie o tych twardych negocjacjach w końcówce, i tak to chyba jest odbierane. Twarde negocjacje w końcówce, ale żeby mieć rezultat, trzeba twardo negocjować cały czas. Na samym finiszu nie nadrabia się wcześniejszych opóĄnień. I to chyba jest pewien zarzut: czy one rzeczywiście były twarde i czy wycisnęliśmy wszystko, co było możliwe? Faktem jest, że negocjacje są zakończone, że to, co wynegocjowano, jest, i tego nie zmienimy.

    Jako Platforma Obywatelska z pełnym przekonaniem będziemy namawiać Polaków, żeby, mimo tych zastrzeżeń, byli przekonani, że na tych warunkach też można być silnym członkiem Unii Europejskiej. Oczywiście będziemy przekonywali do głosowania na tak w czekającym nas w tym roku referendum.

    Referendum trzeba wygrać po to, żeby mieć silną legitymację do członkostwa w Unii Europejskiej. Referendum trzeba wygrać, żeby decyzja była podjęta przez Polaków, a nie przez Wysoką Izbę. To po prostu zdecydowanie wzmacnia poczucie współodpowiedzialności, w związku z tym przy progu 50%, wynikającym z konstytucji, jest oczywista wspólna mobilizacja do tego, żeby frekwencja wyniosła ponad 50%. Warto zastanawiać się, co zrobić w sensie organizacyjnym, żeby ułatwić Polakom branie udziału w tym referendum jako w głosowaniu o wyjątkowej wadze.

    Sądzę, że warto też wesprzeć wysiłki Episkopatu, jeśli chodzi o wpisanie klauzuli wzmacniającej poczucie wyłącznej naszej kompetencji w kwestiach ochrony życia; nawet jeśli to wynika wprost z prawa, to zawsze warto wzmacniać, bo są to jednak obawy milionów Polaków i warto w imię lepszego wyniku referendum te obawy rozwiewać.

    Jednak wygrać referendum to jest jedno. To jest oczywiście ważny etap, ale przecież nie zamknięcie, tak jak zamknięciem całej kwestii europejskiej nie jest zamknięcie negocjacji w Kopenhadze. A druga sprawa to jest wygrać członkostwo. Wygrać referendum to wspólna odpowiedzialność rządu, ale to nie powinna być wyłącznie kampania rządowa, wręcz przeciwnie, to powinna być kampania różnych sił politycznych, również Platformy Obywatelskiej. Wygrać członkostwo, czyli co zrobić, żeby być silnym członkiem Unii Europejskiej, i to jeszcze w tym czasie, kiedy zmierzamy do takiego członkostwa? To przede wszystkim odpowiedzialność państwa rządu, rządu pana premiera Millera. Bo tak na dobre trzeba powiedzieć, że państwo muszą przedstawić, a póĄniej przyjąć, projekt twardej reformy finansów państwa. To jest postulat zgłaszany od wielu lat, ale najwyższy czas, żeby go zrealizować. Bez reformy finansów publicznych nie pojawią się pieniądze na wykorzystanie pieniędzy z funduszy europejskich. W związku z tym będą po naszej stronie wyrzeczenia, a nie będzie korzyści. Bez naprawy finansów publicznych nie jesteśmy w stanie spełnić tych kryteriów, które pozwolą na znalezienie się Polski w strefie euro.

    Polacy przyzwyczajeni do kibicowania, do przyglądania się negocjacjom, zamykania poszczególnych obszarów, muszą się przyzwyczaić do oceny przez inne kryterium, takie jak strefa euro, Schoengen, IACS, bo one będą wyznaczały realizację tego, co jest związane z tymi pojęciami, będą wyznaczały naszą pozycję w Unii Europejskiej. Jak do tej pory, sądzę, trzeba by jednak oceniać tę realizację bardzo krytycznie, również jeśli chodzi o przybliżanie się do strefy euro. Budżet, co prawda, pierwszy raz przyjęto przed końcem roku, ale nie jest to budżet, który przybliża do realizacji naszych oczekiwań szybkiej obecności w strefie euro i zdrowia finansów publicznych. Schoengen też jest jeszcze jednak zależne od faktycznej poprawy w pracy wymiaru sprawiedliwości, policji, uszczelnienia granicy, która stanie się przecież granicą wschodnią Unii Europejskiej. Jeśli chodzi o system IACS, zarzuty też są oczywiste. To są oczywiste zobowiązania, jeśli chodzi o państwa działalność, rządu, który ponosi odpowiedzialność, a konsekwencje tego będą oczywiście również w następnych latach, bo to bardzo trudno nadrobić.

    NATO jako druga kwestia. NATO zmienia się, bo zmienia się świat, zmieniają się zagrożenia. NATO na szczycie w Pradze w 2002 r. poszerzyło się, niewątpliwie jest to też sukces polskiej polityki zagranicznej i prezydenta Kwaśniewskiego, i poprzednich ekipy, i obecnej, bo przecież to były wspólne zabiegi, żeby poszerzyć je o naszych sąsiadów. To było też nasze spojrzenie na otwarte drzwi do NATO. Dobrze, że mamy to za sobą. Zmieniają się też wyzwania, pojawiają się zagrożenia zewnętrzne, które są efektem wydarzeń: z 2001 r. Afganistan, teraz prawdopodobnie Irak. Zgadzam się w pełni, że w tej kwestii dobrze byłoby ważyć słowa, być bardzo ostrożnym w deklaracjach. Jednocześnie absolutnie i jednoznacznie Polska musi być jednoznacznym, wiarygodnym partnerem w ramach NATO i szczególnym partnerem dla Stanów Zjednoczonych, ale też nie powinna wychodzić przed orkiestrę. Są decyzje gremiów, takich jak ONZ czy NATO, warto w związku z tym z ostatecznymi deklaracjami czekać do tego, co wcześniej musi być rozstrzygnięte.

    Na jedną kwestię trzeba zwrócić uwagę, trzeba ją jednak podnosić. Dla nas NATO jest sojuszem obronnym, na który patrzymy przez pryzmat możliwości realizacji art. 5 tego traktatu, solidarnej obrony terytoriów państw członkowskich, a więc Polski. Nasza obecność w NATO, nasza wiarygodność sojusznicza też musi być budowana i spostrzegana przez nasze oczekiwania obrony naszego terytorium, bo po to tam przede wszystkim jesteśmy. Nie jesteśmy dlatego, że jesteśmy mocarstwem światowym, jesteśmy po to, żeby za nasze zaangażowanie w innych wymiarach oczekiwać pełnego zaangażowania członków wtedy, kiedy byłaby taka konieczność. To jest budowanie poczucia narodowego bezpieczeństwa i przy wszystkich przemianach w NATO, przy poszerzeniu, które powoduje, że jest to pakt postrzegany trochę jako pakt zbiorowego bezpieczeństwa, jest w naszym podstawowym interesie, żeby w dalszym ciągu był to silny militarny pakt, silny wojskową obecnością amerykańską w Europie, z bardzo dobrymi relacjami bezpośrednimi między Polską a Stanami Zjednoczonymi. Rok 2002 trzeba zapisać zdecydowanie na plus, bo to był rok zacieśnienia kontaktów polsko-amerykańskich. Sądzę, że to również dobrze służy naszym narodowym interesom.

    Pytania czy wątpliwości mogą być związane z możliwościami finansowymi wypełniania przez Polskę przyjmowanych nowych zobowiązań: i zobowiązań sojuszniczych wynikających z tego, co zostało przez nas przyjęte na szczycie w Pradze, i zobowiązań wcześniejszych, i zobowiązań wynikających z rozstrzygniętych przetargów. Chcielibyśmy znać odpowiedĄ, chcielibyśmy nie mieć żadnych wątpliwości, że Polska, przyjmując na najbliższe kilka lat te zobowiązania, jest w stanie je sfinansować, bo nic nie podważa tak wiarygodności, jak nierealizowanie tego, co się samemu przyjmuje.

    Druga kwestia wynikająca z całej sytuacji kontekstu NATO-wskiego, związana też z Irakiem. Jest oczywiste, że zagrożenia zewnętrzne, zagrożenia wewnętrzne przenikają się, taki jest współczesny świat. To, co się dzieje czy może się dziać w Iraku, w jakiś sposób może dotyczyć naszego bezpieczeństwa wewnętrznego. W wielu krajach, chociażby w Niemczech, toczy się na ten temat dyskusja. Jest kwestią dyskusji, w jakiej kolejności chronić się przed potencjalnymi epidemiami, co robić, żeby zwiększyć obronę ludności cywilnej. U nas tej dyskusji nie ma, a przynajmniej nie za bardzo ją słychać. Nie chodzi o to, by podsycać jakiekolwiek obawy, ale jest chyba naszym obowiązkiem pytać rząd, jak wygląda bezpieczeństwo wewnętrzne Polski w tego typu sytuacjach, które pewnie nie będą miały miejsca, ale pytanie i oczekiwanie jasnej odpowiedzi jest naszym obowiązkiem.

    Kwestią bardzo ważną od lat, bo tak jesteśmy umiejscowieni w tej geopolityce, jest nasza współpraca z sąsiadami ze Wschodu, nasza polityka wschodnia. Pan przewodniczący Jaskiernia mówił, że drgnęło, pewnie ma lepszy wzrok. Nie zauważyłem żadnego przełomu po wizycie pana prezydenta Putina. Wizyta była, okrzyknięto, że była sukcesem, przełomem, ale przyjrzyjmy się, jakie są rezultaty tego przełomu. Co się wydarzyło przez rok w kwestii współpracy polsko-rosyjskiej? Jeśli chodzi o kwestię gazu, nigdy nie było tak Ąle. Już nawet nie ma umów okresowych, jest właściwie stała negocjacja, nie wiadomo, co dalej. W tym czasie zamrożono negocjacje z Norwegią, a więc zatrzymano możliwość dywersyfikacji Ąródeł gazu. Kwestia drobna, ale jednak istotna, nieruchomości Federacji Rosyjskiej w Polsce, była od lat nierozwiązana, i jest dalej. Kwestia programu dla Kaliningradu podnoszona przez pana premiera Pola - nic z niej nie wyszło. Nie słyszałem o żadnym przedsięwzięciu polskim w ostatnim czasie w Kaliningradzie, które by niejako wzmacniało naszą obecność, o jakichkolwiek wspólnych działaniach, o których była wtedy mowa.

    Sprawa ciągle jednak tak ważna, związana z przeszłością, o której przecież też była mowa w czasie wizyty pana prezydenta Putina, to kwestia odszkodowań dla więĄniów łagrów sowieckich czy dla Sybiraków. Poza deklaracjami, głównie pana ministra - nie mam do pana ministra pretensji dotyczących realizacji tej kwestii - nic się nie zmieniło. Zmieniło się to, że jesteśmy o rok starsi, że żyje coraz mniej osób, których te odszkodowania by dotyczyły. Na razie deklaracje pozostały deklaracjami. Trudno być zadowolonym i trudno mówić, że to był przełom tylko dlatego, że prezydent Putin zdecydował się na gesty i złożył wiązanki kwiatów. To naprawdę, jak na stosunki między państwami, mimo wszystko zdecydowanie za mało.

    Sprawa Białorusi, która była tutaj poruszana. Nasze wątpliwości dotyczą tego, czy Polska niezbyt łatwo traktuje jednak kwestie praw człowieka, gwałcenie praw człowieka na Białorusi, czy nie jesteśmy w tej sytuacji zbyt łaskawi. Rozumiemy, że mamy tam nasze interesy, że mieszkają tam Polacy, że mamy sąsiada, z którym musimy utrzymywać stosunki na jakimś poziomie, ale oczywiste zastrzeżenia budzi to, czy nie przekraczamy pewnego poziomu legitymizowania Łukaszenki, co byłoby ewidentnym błędem; sądzę, że o tym za każdym razem, w każdych kontaktach z władzą białoruską warto pamiętać.

    Ukraina. Tu pewnie akurat trochę jaśniejszy rok; rok w miarę intensywnej współpracy. Można by się zastanawiać, czy taka polityczna monopolizacja na poziomie prezydenckim dobrze służy obu państwom, chociażby z tego powodu, że drugi prezydent, czyli prezydent Kuczma, ma swoje bardzo poważne polityczne kłopoty, i dobrze by było rozbudowywać te stosunki możliwie szeroko, po to by nie były związane tak personalnie z osobą pełniącą dominującą funkcję na Ukrainie, ale przecież nie w sposób nieskończony. W tym podtekście Platforma Obywatelska podjęła współpracę z ukraińską partią opozycyjną, z Naszą Ukrainą premiera Juszczenki, ważną siłą polityczną. Chcemy się wpisywać w te stosunki polsko-ukraińskie, mając świadomość, jesteśmy o tym przekonani, że im będą szersze, tym lepiej dla Polski i dla Ukrainy.

    Pojawia się problem wiz; dobrze, że o tym była mowa. Jeśli Ukraina zdobędzie się na gest niewprowadzania jednostronnie wiz dla Polaków, to dobrze. Warto ten gest uszanować. Warto też doprowadzić do tego, żeby wizy do Polski były możliwie tanie i możliwie dostępne, warto przyjazd do nas ułatwić w sposób maksymalny obywatelom tych państw. Pojawia się pytanie do pana ministra, na ile polskie służby konsularne są do tego przygotowane, czy jesteśmy przygotowani organizacyjnie i finansowo do wprowadzenia obowiązku wizowego latem tego roku. Trudno powiedzieć w związku z tym, że nastąpił jakiś przełom. Nawet jeśli są pewne kwestie pozytywne, to na pewno wielkich zmian w polskiej polityce wschodniej nie zaobserwowaliśmy.

    Panie Ministrze! I jeszcze kwestia może mniejszej wagi, ale jednak bardzo istotna; kwestia polityki kadrowej. Przyglądając się kandydatom, których pan przedstawia Komisji Spraw Zagranicznych, sądzimy, że zbyt duża ich część okres swojej największej aktywności zawodowej ma za sobą, w latach 70. i 80. I nie tyle chodzi o to, żebyśmy chcieli ich oceniać przez pryzmat poglądów politycznych, ale sądzę, że przy tych współczesnych wyzwaniach polskiej dyplomacji przydaliby się ludzie, którzy mieliby doświadczenia z innego czasu.

    Platforma będzie wspierała generalnie główne kierunki polskiej polityki zagranicznej i to, co rząd w tym zakresie robi, pozostając przy swoich istotnych uwagach, które starałem się w tych głównych polach wykazać; uzupełnią to jeszcze koledzy z klubu. Dziękuję bardzo. (Oklaski)



 


Poseł Jarosław Kaczyński:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Polska jest dużym europejskim krajem. To wyzwanie, które stoi przed polską polityką zagraniczną, to zadanie do spełnienia. Jest to zadanie, dlatego że w polskiej samoświadomości, także niestety samoświadomości elit, istnieje ciągle poczucie małości, poczucie tego, że Polska jest krajem małym, że jesteśmy małym narodem. A to nieprawda, to trzeba czynnie odrzucić. (Oklaski) Jeśliby zapytać, jakie jest podstawowe zadanie polskiej polityki zagranicznej na następne lata, więcej, na następne 10-lecie, będzie to właśnie takie zadanie.

    W pierwszych kilkunastu latach III Rzeczypospolitej zadaniem głównym, wpisującym się w to zasadnicze przedsięwzięcie, chociaż niestety bardzo rzadko tak to formułowano, było akomodowanie naszego kraju do struktur Zachodu. Była to konieczność, bez której wypełnienia wszystko inne było niemożliwe. Ten proces zbliża się dzisiaj do końca; wejście do Unii Europejskiej będzie jego zakończeniem. Trzeba jednak pamiętać, że ten proces wymaga stałego wysiłku, że choćby sprawa charakteru NATO, o którym była tu mowa - podnosił to pan marszałek Płażyński - to nadal kwestia otwarta. Musimy walczyć o to, żeby NATO było ciągle sojuszem militarnym, musimy walczyć także o to, żeby nie było swoistego półczłonkostwa w NATO, w którym ma się prawa, a nie ma się zobowiązań - nie tylko dotyczących polityki zagranicznej, art. 5, ale także dotyczących spraw wewnętrznych. Sądzę, że nietrudno się domyślić, o jakie państwo w tym momencie chodzi.

    Mamy także jeszcze do wykonania szereg innych zadań zewnętrznych, ale także wewnętrznych, które mają kończyć i zabezpieczać ten proces akomodacji. Ale zanim do nich przejdę, pozwolę sobie jeszcze raz wrócić do tego zadania głównego. Kiedy proces akomodacji zostanie ostatecznie zakończony i umocniony, będziemy musieli podjąć - chociaż oczywiście te podziały nie mają charakteru czasowego, chronologicznego, i wszystkie te działania muszą być dokonywane równolegle - walkę o znaczenie Rzeczypospolitej, walkę o to, żeby Warszawa stała się jedną z najważniejszych europejskich stolic, aby nikt nie miał wątpliwości, że nasz kraj należy do najważniejszych europejskich państw.

    Jeśli chodzi o te uzupełniające zadania akomodacyjne, można powiedzieć, ująwszy je w kilku punktach, że wyglądają one tak. Po pierwsze, musimy zabezpieczyć moralne warunki naszego wejścia do Unii Europejskiej. (Oklaski) Chodzi o sprawę protokołu, choćby takiego jak ten, który zabezpieczyła sobie swego czasu Irlandia. To bardzo ważna sprawa, i ze względów zewnętrznych, i ze względów wewnętrznych; ze względu na konieczność utrzymania jedności wokół sprawy naszej przynależności do Europy. Sprawa druga, ogromnej wagi, to kwestia procedury przyjmowania aktów europejskich i roli naszego parlamentu, naszego Sejmu w przyjmowaniu tych aktów. Tutaj model skandynawski, model uprzedniego zatwierdzania tych aktów przez parlament, wydaje się w najwyższym stopniu właściwy. Dalej jest kwestia, która wydawałaby się bardziej wewnętrzna, ale w tym kontekście jest ona niesłychanie ważna - kwestia ordynacji w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ta ordynacja musi mieć charakter ogólnopolski, ogólnonarodowy, w tym sensie, żeby te wybory nie partykularyzowały delegacji partyjnych, które będą nas reprezentować w Parlamencie Europejskim. Polityka w Parlamencie Europejskim powinna nawiązywać do tradycji polskich kół w Petersburgu, w Wiedniu, w Berlinie. Powinna to być, przy wszystkich różnicach, polityka jednolita; i w sensie podziałów partyjnych, i w sensie podziału terytorialnego kraju. Stąd ta sprawa jest tak ważna.

    Dalej, kwestia zabezpieczenia, można powiedzieć, ostatecznego zabezpieczenia polskiej własności na całym terytorium państwa. Ta kwestia nie jest jeszcze do końca rozwiązana, w szczególności w kontekście różnych, być może tylko teoretycznych, ale jednak niebezpieczeństw, które mogą mieć miejsce po naszym wejściu do Unii Europejskiej. Tę sprawę także trzeba załatwić. Wreszcie jest przed nami także kwestia, można powiedzieć, najbardziej doraĄna. My przecież już bardzo niedługo, to już jest czas liczony na miesiące, znajdziemy się w sytuacji bezpośrednio przedakcesyjnej, będziemy wysuwali naszych kandydatów do różnego rodzaju instytucji europejskich, w tym do trybunałów europejskich. To ważna sprawa i to bardzo ważny sprawdzian dla SLD. Tu staje zasadnicze pytanie: reguła partyjna czy reguła państwowa? (Oklaski) Bo te reguły są w istocie przeciwstawne i trzeba z całym zdecydowaniem stwierdzić, że jedyną dopuszczalną regułą jest reguła państwowa i jednocześnie zwrócić się z apelem do władz, do obecnego rządu, do SLD, co za tym idzie, o to, żeby tę regułę państwową uznały za obowiązującą. W ramach tej reguły wydaje nam się oczywiste, że osoby wysuwane powinny przechodzić przez weryfikację parlamentarną, choćby przez komisje parlamentarne. (Oklaski) To dobra metoda zabezpieczenia.

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Akomodacja to, powtarzam, swego rodzaju podstawa, to platforma, z której należy się odbić do tej polityki zasadniczej, do tej polityki, która ma zapewnić naszemu narodowi właściwe znaczenie. I tutaj można powiedzieć, że mamy do czynienia z dwoma rodzajami zagadnień. Zagadnienie pierwsze to jest uchylenie tego wszystkiego, co naszą pozycję osłabia, bo są takie elementy sytuacji, które naszą politykę, naszą pozycję osłabiają. Po pierwsze więc muszą być rozwiązane sprawy naszego bezpieczeństwa w sferze energetycznej i telekomunikacyjnej w tych wszystkich kwestiach, które wynikają z charakteru dzisiejszej gospodarki, powiązań, uwarunkowań, także uwarunkowań czysto technicznych. Tu stało się - i to już w latach 90., dlatego nie zaliczam tego do pozostałości dawnych czasów - wiele złego i to trzeba naprawić, to trzeba także wyjaśnić. Te kwestie mogą być potencjalnie ważne w razie jakiegoś kryzysu, ale one są ważne także na co dzień, bo przecież są dostrzegane. Nasi partnerzy, także ci zaprzyjaĄnieni, to widzą i oceniają nasz rzeczywisty status wedle tego, czy się temu przeciwstawiamy, czy nie. Niestety, w tej chwili się nie przeciwstawiamy, a sprawa dostaw gazu jest tego bardzo dobrym przykładem.

    Jest sprawa delikatna, trudna, budząca swego czasu - nie tak dawny to czas - bardzo wiele kontrowersji, ale nie wolno o niej nie mówić - to sprawa penetracji Polski przez obce służby wywiadowcze. Konieczność przeciwstawiania się tej penetracji, jeśli trzeba także jawnego - mieliśmy do czynienia z tego rodzaju aktami za poprzedniego rządu - jest tu niezwykle istotna dla naszego bezpieczeństwa oraz dla naszej pozycji i to zarówno na wschodnim, jak i zachodnim azymucie. (Oklaski) O tym trzeba pamiętać. Tolerowanie tego rodzaju działalności, najłagodniej mówiąc, Polsce nie służy, a często zakrawa wręcz na politykę, która ma uwarunkowania już poza Polskę wykraczające.

    Wreszcie kolejna kwestia, bardzo ważna dla naszego statusu, gdzie nasza aktywność jest, powiedzmy sobie, zbyt mała, żeby nie powiedzieć często żadna. To kwestia historyczna, to kwestia godności naszego narodu, to kwestia oceny wydarzeń II wojny światowej i tego wszystkiego, co wiąże się z tym wielkim wyzwoleniem 1989 r., z wyzwoleniem od komunizmu. (Oklaski) W Europie istnieje, niestety, nie mówiąc tu o Stanach Zjednoczonych, gdzie to być może jest bardziej nasilone, tendencja do, z jednej strony, zrównywania win i zasług z tego okresu, także z okresu II wojny światowej, ostatnio tego rodzaju deklarację złożył Parlament Europejski, chodzi o takie, powiedzmy sobie, traktowanie wszystkich równo - wszyscy ponieśli straty, wszyscy się dopuścili zbrodni, a z drugiej strony jest znana dyfamacyjna kampania dotycząca naszego narodu, jeśli chodzi o jego ˝zaangażowanie˝, tutaj używam wielkiego cudzysłowu, w holocaust, jego rzekomą współwinę za najstraszliwszą zbrodnię tej wojny. Otóż tu nasze przeciwdziałanie jest zdecydowanie zbyt słabe, a jeśli chodzi o pewną część nie polskiej dyplomacji, ale polskich elit, to możemy nawet mówić o współdziałaniu w tego rodzaju dyfamacyjnych przedsięwzięciach. (Oklaski) Musimy być tutaj jednoznaczni i zdecydowani, musimy podejmować wszystkie możliwe działania, żeby się temu przeciwstawić.

    Przejdę teraz do tych działań, które mają już wprost umacniać naszą pozycję. Sądzę, że zacząć trzeba od pewnej generalnej dyrektywy, dyrektywy aktywności, poszukiwania sojuszników, nieustannego aktywnego uczestniczenia w grze, która jest dla polityki zagranicznej czymś immanentnym, czymś, co nigdy nie ustaje. Trzeba w ramach tej gry unikać takich sytuacji, w których Polska byłaby zaliczana do jakiejś strefy wpływów. Chodzi o naszych silniejszych, wielokroć silniejszych od nas sąsiadów (Oklaski), gdybyśmy pozwolili się do takiej strefy zaliczyć, byłby to koniec naszych politycznych ambicji. Sprawa druga, niesłychanie istotna, jeśli chodzi o naszą pozycję w Unii Europejskiej, a to dzisiaj niezmiernie ważny, choć nie jedyny wymiar naszej polityki, to kwestia naszego czynnego udziału w konstruowaniu nowej Europy, w konstruowaniu traktatu konstytucyjnego oraz tego wszystkiego, co wiąże się z historyczną i moralną legitymizacją ładu Unii Europejskiej. To nasz wysiłek intelektualny, wysiłek naszej dyplomacji, naszych elit, tworzy sam przez się, jeśli będzie miał miejsce, będzie tworzył, bo tu trzeba niestety użyć czasu przyszłego, naszą pozycję. Ale oczywiście jest też kwestia kształtu Europy, takiego, który odpowiada naszym interesom, naszym zapatrywaniom. Europa oparta na tradycji, nieodrzucająca tradycji, niepodważająca tradycyjnych instytucji społecznych, Europa państw narodowych związanych silnie z zasadą solidarności, która niestety w polskim traktacie akcesyjnym nie znalazła pełnego wyrazu, to jest ta Europa, do której powinniśmy dążyć. Powtarzam: ten wymiar naszego zaangażowania, zaangażowania naszej dyplomacji będzie w najbliższych latach miał znaczenie szczególne. I jeszcze raz podkreślę - to musi być także zaangażowanie szeroko rozumianych elit, to musi być zaangażowanie zarówno tych, którzy rządzą, jak i tych, którzy są w opozycji (Oklaski), ale także i tych, którzy bezpośrednio w procesach politycznych nie uczestniczą.

    Sprawa dalsza o znaczeniu także bardzo poważnym dla naszej pozycji to rola Polski w Europie Środkowej i Wschodniej. Z jednej strony musimy dążyć do rewitalizacji układu wyszehradzkiego. Trójkąt Wyszehradzki, czy dzisiaj czworokąt, być może pięciokąt, bo dobrze byłoby go uzupełnić o Litwę, to jest poważny instrument polityki wszystkich państw, które by doń wchodziły, to jest przedsięwzięcie umacniające nasz prestiż i naszą realną pozycję w Europie. (Oklaski) To jest próba konstrukcji swego rodzaju środkowoeuropejskiego Beneluksu. Żadne z państw, które wchodzą do Beneluksu, na tym nie straciły - wszystkie zyskały. Powinniśmy iść w tym kierunku, powinniśmy iść z całym zdecydowaniem. To nie jest łatwe, to jest uwikłane w szereg sprzeczności. Wiem o tym, moja partia wie o tym, że niektórzy spośród partnerów nie są tacy szybcy, skorzy do tego, żeby uznawać wyłożone przeze mnie racje, ale musimy być tutaj cierpliwi, zdecydowani, musimy działać z całą konsekwencją.

    Szczególne znaczenie, można powiedzieć, odrębne i strategiczne, mają stosunki z Ukrainą. To, co było tutaj już powiedziane przez marszałka Płażyńskiego, musi być szczególnie mocno podkreślone. Stosunki z Ukrainą pozostają niezwykle istotnym, strategicznym wymiarem polskiej polityki zagranicznej. (Oklaski) Utrzymanie ich na obecnym poziomie, podniesienie tego poziomu, czynne dążenie do tego, żeby Ukraina znalazła się w strukturach euroatlantyckich, to nasz obowiązek. To nasz obowiązek wynikający nie tylko z solidarności z bratnim narodem ukraińskim, ale to jest nasz obowiązek wynikający także z konieczności strzeżenia polskich interesów narodowych. (Oklaski) Polska w ścisłym sojuszu z Ukrainą jest w Europie siłą nie do pominięcia, w każdym wymiarze. I o tym musimy pamiętać.

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Szczególny wymiar, odnoszący się do naszej międzynarodowej pozycji, mają stosunki ze Stanami Zjednoczonymi. Jak wszyscy wiemy, jest to zasługa obecnej polityki zagranicznej, w tym obecnego prezydenta - i trzeba tę zasługę oddać. Są one dzisiaj na bardzo wysokim, na bardzo dobrym poziomie. Trzeba to oczywiście podtrzymywać. Trzeba to podtrzymywać, choć musimy wiedzieć, że nie jest to problem prosty. Wchodzimy tutaj w obszar szeregu sprzeczności, które wiążą się - co tutaj dużo mówić - z antyamerykańską postawą znacznej części europejskiej opinii publicznej, ale także, chociaż może to jest bardziej wyciszone, znacznej części europejskich przywódców. Musimy manewrować i te manewry będą trudne. Zresztą w odniesieniu do tych zagadnień, o których mówiłem przedtem, tych, które dotyczą choćby kształtu Europy czy niewspomnianego przeze mnie kontynuowania polityki rolnej, też te manewry będą trudne, bo będziemy wchodzili tutaj w różnego rodzaju polityczne przeciągi, w obszary różnego rodzaju sprzeczności. Ale od tego jest polityka zagraniczna, od tego jest sztuka polityki zagranicznej, żeby z takich trudnych sytuacji wychodzić.

    W ramach naszych bardzo dobrych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi musimy jednak robić wszystko, co potrzebne, by unikać sytuacji, która by była odbierana przez innych, a bywają tego rodzaju sugestie w Europie, jako wasalstwo. To zawsze szkodzi. To zawsze szkodzi i, powtarzam, to trzeba odrzucać. Nie sądzę, żeby to odrzucenie było trudne. Jestem przekonany, że nasi amerykańscy przyjaciele do tego rodzaju sytuacji nie dążą. Ale bywają takie niebezpieczeństwa i warto zabiegać o ich uchylenie, choćby stawiając bardzo zdecydowanie te sprawy, o których mówił już tutaj przewodniczący Jaskiernia, mianowicie sprawy wiz, sprawy traktowania polskich obywateli. Tak, to ważna sprawa, ważna dla Polaków... (Oklaski) ważna dla statusu naszego kraju, i powinniśmy tutaj być możliwie jak najbardziej zdecydowani.

    Sądzę, że w kontekście naszych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi trzeba mówić także o naszym udziale w wojnie z terroryzmem. Musimy wziąć tu udział, to jest oczywiste, musimy być tutaj zdecydowani. Ten wymiar naszych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi ma, można powiedzieć, charakter globalny i dotyczy także naszego dalekosiężnego interesu. Tak, dzisiaj Polska nie jest na pierwszej linii tej walki. Nic nie wskazuje na to, żebyśmy byli jakimś szczególnym celem planowanych ataków, chociaż każdego dnia możemy się przekonać, że jest inaczej. Ale w perspektywie historycznej, w perspektywie, która odnosi się do Polski jako części cywilizacji euroatlantyckiej, mającej swoje korzenie w starożytnej kulturze obszaru Morza Śródziemnego, ta wojna jest także naszą wojną. I stąd bez zastrzeżeń powinniśmy popierać nawet drastyczne przedsięwzięcia, które są konieczne, by tę wojnę wygrać. (Oklaski) Nie należy w żadnym wypadku nawiązywać do monachijskiego syndromu, który dzisiaj niestety wydaje się ożywać w niektórych sytuacjach. W tej sprawie popieramy deklaracje ministra Cimoszewicza.

    Nie oznacza to oczywiście, byśmy nie mieli czy nie powinni mieć nic do powiedzenia w tych kwestiach, które wiążą się z rozwiązaniem światowych problemów głodu, nędzy, nierównowagi ekonomicznej, z tym wszystkim, co tworzy światową przestrzeń nieszczęścia, zła. Trzeba pamiętać, że ostateczne rozwiązanie co do tej wojny, która się toczy, będzie musiało być rozwiązaniem nie tylko na polu bitwy - to musi być rozwiązanie także w sferze ekonomicznej i w sferze socjalnej. (Oklaski) Inaczej ta wojna będzie trwała bardzo długo, a może nigdy, w żadnej przewidywalnej perspektywie się nie skończy.

    Sprawy stosunków z poszczególnymi państwami są oczywiście w polityce zagranicznej najważniejsze - jeszcze na chwilę do nich wrócę. Ale w żadnym wypadku nie można zapominać o jeszcze jednej kwestii związanej z umacnianiem naszej pozycji - o kwestii promocji Polski, energicznej promocji naszej kultury, naszej ekonomii, wszystkiego, co się z nami wiąże w Europie i świecie. (Oklaski) To było często zaniedbywane i niestety w tej kwestii zapadają różnego rodzaju decyzje personalne, które trzeba krytykować, które mają wymiar partyjny, a nie państwowy. Odnosimy się do tego z najwyższą niechęcią, z najsurowszym krytycyzmem. Te kwestie, powtarzam, nie mogą podlegać żadnym partyjnym kryteriom. Tu jest jedno kryterium - interes narodowy. (Oklaski) I jest potrzeba, jeszcze raz to powtarzam, intensyfikacji tych działań, także we wspominanej tutaj sferze ekonomicznej.

    Zgoda, polska polityka zagraniczna - nawiązuję do przemówienia pana przewodniczącego Jaskierni - powinna być intensyfikowana. To prawda, ale przestrzegamy przed kupczeniem, przestrzegamy przed sprowadzeniem polityki zagranicznej do ekonomii. To są dwa wymiary zbliżone, często idące jednym torem, ale jednak oddzielne. O tym też trzeba pamiętać, choć, powtarzam, promocja naszego eksportu, walka o interes polskich przedsiębiorstw, także polskich przedsiębiorstw funkcjonujących za granicą, to jest bardzo poważne zadanie naszej dyplomacji.

    Stawały tutaj, i ja nie mogę ich nie postawić, kwestie naszych stosunków z wielkim sąsiadem ze wschodu - z Rosją. Jest, jak sądzę, tak - a wskazuje na to nie tylko doświadczenie ostatnich miesięcy, choćby to doświadczenie po wizycie prezydenta Putina - że stosunki z Rosją mogą być dobre (wskazuje na to, powtarzam, doświadczenie całej historii) wtedy, kiedy mocna jest pozycja Polski, kiedy Moskwa zdaje sobie sprawę, że z Warszawą trzeba rozmawiać. Stąd perspektywa trwałego polepszenia tych bardzo ważnych dla Polski stosunków, bardzo ważnych także dla naszej pozycji międzynarodowej, jest wpisana w te zabiegi, o których mówiłem, w cały szereg zabiegów zmierzających do umocnienia naszej pozycji.

    W tym kontekście nie można oczywiście zapomnieć o jeszcze jednym wymiarze polityki międzynarodowej, wymiarze niesłychanie trudnym dla kraju, który ma taką gospodarkę, jaką ma dzisiaj Polska, który ma taką sytuację budżetową i ekonomiczną, jaką ma dzisiaj Polska. To jest sprawa sił zbrojnych, to jest sprawa wysiłku zmierzającego do postawienia naszej armii na choćby średnim poziomie. Potrzebujemy tego i dlatego, że każde państwo tego potrzebuje, ale także dlatego, że dzisiejsza polityka znów przywróciła w bardzo wysokim stopniu walor tego rodzaju elementom politycznej siły. Tak po prostu jest. Zmieniła się sytuacja w porównaniu z tym, co było choćby kilka lat temu. Musimy o tym pamiętać, musimy to brać pod uwagę, rozwijając nasze siły zbrojne, podtrzymując nasz przemysł obronny, podejmując wszystkie konieczne działania ku temu, by nasza armia w możliwie najkrótszym czasie uzyskała przyzwoitą zdolność bojową. Ostatnie zakupy, jakie zostały dokonane, są na pewno krokiem we właściwym kierunku. Trzeba iść tą drogą, choć powtarzam: jest to trudne.

    Pewne znaczenie, i to w wymiarze nie tylko politycznym, ale także moralnym, mają nasze stosunki z Białorusią. Nie traktowałbym tego kraju - a słyszałem tutaj takie słowa - jak zwykłego kraju europejskiego. To jest niestety jeden z ostatnich w Europie, a może ostatni kraj całkowicie niedemokratyczny. Powinniśmy w ramach możliwości, w ramach tego, co w międzynarodowych stosunkach jest dopuszczalne, o tę białoruską demokrację, która ma przecież swoich obrońców, zabiegać. Powinniśmy ich wspierać. (Oklaski) To musi być bardzo ważny wymiar naszych stosunków ze Wschodem.

    Ten wymiar jest związany także z innym, o którym mówi się zwykle w tego rodzaju przemówieniach - i ja nie uniknąłem tego - na końcu. To sprawa stosunków z Polonią. Wielkim moralnym wyzwaniem dla Polski są nasze stosunki z Polonią na Wschodzie. Sytuacja Polaków na Litwie, na Białorusi, na Ukrainie, a także w Rosji nie jest najlepsza. Powinniśmy o poprawę tej sytuacji walczyć. Nie w imię jakichś historycznych rewindykacji, ale w imię zwykłej narodowej przyzwoitości. (Oklaski) W imię przyzwoitości wobec ludzi, których historia potraktowała wyjątkowo brutalnie. Ale nie wolno nam zapominać także o stosunkach z Polonią amerykańską, która mogłaby - sądzę, że potrzebne byłoby tutaj wsparcie z Polski - odgrywać dużo większą rolę, niż w tej chwili odgrywa; z Polonią w innych krajach. Problemem samym w sobie jest sytuacja Polonii niemieckiej; sytuacja ta nie jest taka, jak być powinna. Płacimy za zgodę na niesymetryczny w tym względzie układ zawarty z Republiką Federalną Niemiec. (Oklaski)

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Jeszcze raz przypomnę, że realizacja tych wszystkich punktów, całego planu, o którym tutaj mówiłem, wymaga jednego: wymaga traktowania polityki zagranicznej jako polityki państwa polskiego, wymaga odrzucenia partyjności, wymaga tam wszędzie, gdzie jest to możliwe, a w wielu wypadkach, jak sądzę, jest to możliwe, ogólnej zgody, wymaga profesjonalizmu i wymaga przede wszystkim tego, czego niekiedy braknie, patriotyzmu. Dziękuję. (Oklaski)


Poseł Andrzej Lepper:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Grzechem pierworodnym polityki zagranicznej rządu Leszka Millera, ale, szerzej, także elit politycznych w Polsce, wielu poprzednich rządów, była i jest służalczość. Służalczość. Służalczość wobec czynników zewnętrznych. Opisywał to już Adam Mickiewicz w ˝Panu Tadeuszu˝, że jest w Polsce moda na cudzoziemszczyznę. I tak dzisiaj w Polsce jest. Ci, co kiedyś kłaniali się Moskwie, dzisiaj bez żenady kłaniają się Brukseli. Minister Cimoszewicz sprawia wrażenie człowieka, który widzi tylko tyle, ile zobaczy, uderzając czołem o ziemię przed obcymi, przed Zachodem. (Oklaski)

    Aby można było mówić o polityce zagranicznej, o sprawozdaniu, o realizacji zadań polityki zagranicznej w 2002 r., informacji rządu o planach na 2003 r., trzeba sobie wyraĄnie powiedzieć: Co to jest polityka zagraniczna państwa i czemu ma ona służyć? Mówiąc najprościej, przedmiot polityki zagranicznej państwa to osiąganie najlepszych efektów w zakresie bezpieczeństwa zewnętrznego, warunków gospodarczych i społecznych dla obywateli własnego państwa w stosunkach z innymi państwami i organizacjami międzynarodowymi.

    Jakie te warunki są? Najlepiej o tym świadczą dane z Rocznika Statystycznego. Jak my dbamy, jak rząd dba o interesy polskie? O bezpieczeństwie zewnętrznym powiem w dalszej części, ale teraz o bezpieczeństwie gospodarczym. Wyniki są zastraszające. Wyniki mówią same za siebie, że interes Polski jest drugoplanowy. I tak: import ogółem w Polsce - 48,9 mld euro, eksport - 31,6 mld euro, saldo - minus 17,3 mld euro. Połowa naszego eksportu to jest deficyt w handlu. Deficyt w handlu. Z krajami Unii jak to się ma? Import - 32,5 mld euro, eksport - 24 mld euro, a więc minus 8,5 mld euro tylko za jeden rok. Tylko z takimi krajami, jak Dania, Grecja i Portugalia, mamy bilans dodatni w handlu. Z Niemcami mamy bilans ujemny, z Francją, z innymi państwami.

    Odnośnie do innych państw, takich jak Rosja, chcę przypomnieć Wysokiej Izbie, że na początku kadencji tego Sejmu mówiłem wielokrotnie o odbudowie dobrosąsiedzkich stosunków z Rosją i z krajami byłego Związku Radzieckiego. Widziałem uśmiechy na twarzach posłów różnych opcji: Marzy mu się czy to RWPG-bis, a może Związek Radziecki-bis. Nie. Rosja, Wysoka Izbo, była mocna i mocarstwem jest i będzie. I z Rosją będą się liczyć najsilniejsi na tym świecie. Stany Zjednoczone również liczą się z Rosją. A my, jako Polska, co? Pokazujemy swoją siłę, a pokazujemy ją tak, że wicepremier rządu Marek Pol chyba już szósty raz za tej kadencji Sejmu jest w Rosji dzisiaj. I co tam załatwia? Jedną sprawę - gaz polski - i do dzisiaj załatwić nie może. A deficyt w handlu z Rosją to 3,7 mld dolarów. Tak załatwiamy sprawy z Rosją.

    Ukraina - oczywiście sprawa bardzo ważna dla nas wszystkich i dla naszej partii również. Deficytu w handlu nie ma. O dziwo, mamy tam nadwyżkę 0,3 mld dolarów.

    Te kraje to nasi najbliżsi sąsiedzi. Jeżeli my będziemy ich lekceważyć, jeżeli będziemy ciągle żyć przeszłością, która jest bardzo ważna, i tę przeszłość trzeba w końcu wyjaśnić raz do końca, ale ciągłe odgrzebywanie następnych mogił do poprawy tych stosunków politycznych, gospodarczych nie doprowadzi. Musimy w końcu powiedzieć sobie prawdę, że jeżeli Polska wyjdzie z zapaści gospodarczej, zapaści naszego przemysłu i rolnictwa, jeżeli osiągniemy produkcję na poziomie 1987 r. czy nawet 1996 r., to będziemy mieć nadwyżkę produkcji. I co zrobimy z nią? Gdzie ją sprzedamy? Czy rząd uważa, że nasze nadwyżki produkcji zakupią kraje Unii, a może Stany Zjednoczone, a może jeszcze inne państwa? Nie, takiego obrotu sprawy proszę się nie spodziewać, bo tego naprawdę nie będzie. Jedyny naturalny rynek zbytu dla naszych nadwyżek produkcyjnych to są kraje wschodnie, to jest Rosja, Ukraina.

    W sprawozdaniu pana ministra główny nacisk położony jest na Unię. I tu chciałbym szerzej powiedzieć o tym. Twierdzi pan, że Polska stała się de facto politycznym liderem grupy negocjacyjnej. A kto miałby być, pana zdaniem, liderem w grupie 10 państw, w której Polska stanowi ponad połowę potencjału pod każdym względem, może Łotwa, może Estonia? Przecież to Polska jest najsilniejszym krajem.

    ˝Pomyślne zakończenie negocjacji na najlepszych warunkach spośród państw kandydackich jest znaczącym sukcesem polityki zagranicznej˝. Panie ministrze, albo pan uważa, że naród polski, że posłowie to są ludzie, którzy nie potrafią czytać, robić analiz, wyciągać wniosków, albo pan sam nie wie, co Polska wynegocjowała. O jakich najlepszych warunkach tu mowa? Jeśli Słowenia wynegocjowała 100-procentowe dopłaty do rolnictwa, czy to znaczy, że jest to gorszy wynik od naszych 25%? Czy pan odwrotnie czyta, że 100% jest mniej niż 25%? Jeżeli Litwa, którą zamieszkuje 3 mln ludzi, otrzymała 1,3 mld euro więcej pieniędzy od kwoty, którą ma wpłacać do wspólnej kasy w Brukseli w latach 2004-2006, a 13 razy większa od Litwy Polska prawdopodobnie, bo to nie jest pewne, otrzyma 6,5 mld, to kto wynegocjował lepsze warunki - Litwa czy Polska? Gdyby nasi negocjatorzy na czele z panem osiągnęli wynik litewski, to Polska powinna otrzymać prawie 18 mld euro ponad to, co wpłaci do wspólnej kasy unijnej. Tego nie ma, jest trzykrotnie mniej. Jeśli Litwa wynegocjowała kwotę produkcji mleka na poziomie 1,5 mln ton, a 13 razy większa Polska na poziomie 8,5 mln ton, to kto osiągnął lepsze warunki, kto może mówić o sukcesie - Polska czy Litwa? Gdyby w tym przypadku także osiągnięto wynik litewski, to Polska powinna otrzymać limit produkcji mleka na poziomie 20 mln ton. Nasze potrzeby, jeżeli dojdziemy do poziomu spożycia mleka w Unii, będą na poziomie ok. 13, 14...

    (Głos z sali: 16.)

    ...a nawet 16 mln ton mleka. Tak że to zachwycanie się tym, że wynegocjowane warunki są dobre, jest co najmniej przesadzone.

    Dalej. Jeśli plon referencyjny pszenicy negocjatorzy węgierscy wynegocjowali na poziomie 5 ton z ha, Czesi 4 tony z ha, to nasze 3 tony z ha są najlepsze spośród państw kandydackich? Panie ministrze, trochę samokrytycyzmu, przynania się do błędu! (Oklaski)

    Polska w okresie stowarzyszeniowym, w okresie realizacji traktatu, który w 1991 r. podpisała z Unią, poniosła już na podstawie tej umowy bardzo duże straty i wyrzeczenia. Najważniejsze, powtarzane niejednokrotnie tu z trybuny przed Wysoką Izbą, to związane z prywatyzacją, szczególnie z prywatyzacją polskich banków. To, co zrobiono z bankami, to jest po prostu sabotaż, to jest zdrada narodowych interesów. To są ciężkie słowa oskarżenia, tak, proszę nie kiwać głowami posłowie z lewej strony, bo to jest zdrada interesów narodowych. I będziemy to mówić głośno i wyraĄnie. (Oklaski) Żadne państwo na świecie nie pozwoliło sobie na to, aby oddać banki wraz z infrastrukturą, z wyposażeniem i oddać jeszcze klientów i ich pieniądze, a to się dokonało w Polsce. I o tym musimy mówić głośno i wyraĄnie, i zrobić wszystko, aby ten proces odwrócić przynajmniej w części. Nie mamy zamiaru nikogo z Polski wyganiać, żadnych nowych właścicieli banków, ale efekty tego, co się stało, dzisiaj widzimy, widzimy tego skutki - to stan naszego przemysłu, górnictwa, hutnictwa, rolnictwa, to sytuacja naszych emerytów i rencistów, szalejące bezrobocie, bo bankom zachodnim, które przejęły nasze banki, nie zależało, nie zależy i zależeć nie będzie w najbliższej przyszłości, jeżeli będzie takie prawo w Polsce, na tym, aby udzielać kredytów na rozwój naszego przemysłu, naszego rolnictwa, a poprzez to na tworzenie nowych miejsc pracy. 80% banków, majątek narodowy sprzedano za śmieszną kwotę. Tu chciałbym się zwrócić do naszej Polonii w każdym zakątku świata i pozdrowić ją. To wy uciekaliście z Polski przed poprzednim reżimem, jak to się mówi, to wy zostawiliście w Polsce rodziny, swój majątek przez dziesiątki lat zdobywany ciężką pracą. Co dzisiaj z tego macie? Co macie, rodacy, którzy opuściliście kraj? Co mają wasze rodziny w Polsce? 70% majątku narodowego jest w obcych rękach. Wszystkie po kolei rządy maczały w tym palce. A co z tego ma Polska? Mówi się, że majątek, fabrykę sprzedaje się za tyle, ile ktoś chce dać - doktryna liberałów. To może zrobimy przetarg na liberałów w Polsce i zobaczymy, kto ile chce za nich dać. (Oklaski) Na pewno będą to takie kwoty, na jakie zasługują. Polski majątek został wypracowany przez kilka pokoleń, przez naszych dziadków i naszych rodziców i dzisiaj my, którzy mieliśmy mieć lepiej, bo takie same argumenty, panowie z rządu, panie premierze, były używane w 50., w 60. latach w stosunku do naszych właśnie rodziców i dziadków. Kiedy za czasów stalinizmu mówiono im: jest ciężko, będzie lepiej, wtedy mogli mieć jeden argument: jesteśmy po wojnie, Polska zniszczona, trzeba kraj odbudować, płacili więc złotówkę na stolicę, rolnicy też płacili, wszystkie inne grupy społeczne również. Dzisiaj używacie jakiego argumentu? Tej samej retoryki. To już nie naszym dzieciom będzie lepiej, tylko, mówicie, że wnukom naszym będzie lepiej. Już nasze wnuki, niektórych tu siedzących na sali, są dorosłe. (Oklaski) A nasze dzieci na pewno w większości chcą dzisiaj w Polsce pracować, chcą tu założyć rodzinę, tu chcą mieć szansę na godne życie. Nie stwarzacie tego, łudzicie nadzieją. 45 lat też łudziliście nadzieją, że będzie lepiej. I co się okazało? Przyszła wolność i nic z tego. I my, dzieci i wnuki tych, którzy odbudowali kraj ze zgliszczy wojennych, dzisiaj musimy znowu oszukiwać, słuchając was, boście chcieli tego, abyśmy oszukiwali nasze dzieci i wnuki, że będą miały lepiej. Nie będą miały lepiej! Jeżeli ktoś siebie stawia w pozycji słabego, jeżeli ktoś negocjacje prowadzi na kolanach albo czołgając się, bijąc czołem o beton Brukseli, to nic z tego nie będzie. Silnego szanują! Jeżeli ktoś nie ma szacunku sam...

    (Głos z sali: Dla siebie.)

    ...dla siebie, to jest lekceważony, jest poniżany i w takiej sytuacji jest Polska. Zniszczone jest praktycznie wszystko, bezrobocie na poziomie 3,5 mln osób oficjalnie, to jest 18%. Minister Hausner mówił, że w listopadzie bezrobocie spadnie - i według danych statystycznych spadło, ale tylko w listopadzie. Ono na pewno nie spadło naprawdę, tylko spadło według danych ministra. Bezrobocie prawdziwe to jest ponad 5 mln ludzi, tych którzy są niezarejestrowani. Bezrobocie tzw. ukryte sięga już prawie 30% ludności, która może pracować, ludności zdolnej do pracy. Z tym trzeba zrobić porządek, tu trzeba iść w ramach polityki zagranicznej, aby te miejsca pracy też były tworzone. Do Unii na kolanach? To Unia powinna być nam dzisiaj wdzięczna, że utrzymujemy tam 1,5 mln miejsc pracy. Tak, bo przez ten deficyt w handlu my tam utrzymujemy 1,5 mln miejsc pracy.

    Wynegocjowane warunki są niekorzystne dla Polski. Polska nie skorzystała, Wysoka Izbo, z jednej karty przetargowej, potężnej karty przetargowej. Mogliśmy razem z Ukrainą wchodzić do Unii. Proces stowarzyszenia i wejścia Ukrainy mógł być przyspieszony, a wtedy negocjacje byłyby inne, panie premierze, całkowicie inne. Tego Unia się bała. Po co te częste wyjazdy na Ukrainę premiera, prezydenta, który nie zawsze wiedział, gdzie są drzwi w samochodzie (Oklaski), ale jeĄdził tam bardzo często, jeĄdził tam bardzo często załatwiać nie wiadomo jakie sprawy. I co? Taka karta przetargowa. Mogliśmy wynegocjować bardzo dobre warunki, gdybyśmy stawiali na to, że Polska wejdzie razem z Ukrainą. Czy ktoś rozsądny w Polsce dopuszcza taką myśl, że Unia nie przyjęłaby Polski, gdyby Polska stawiała twarde warunki, prowadziła twarde negocjacje, że gdybyśmy stawiali takie warunki, abyśmy mogli wykorzystać moce produkcyjne naszego przemysłu i rolnictwa, to Polski by nie przyjęto, a przyjęto by Litwę, Łotwę i Estonię? No chyba ktoś niepoważny albo nieznający się na polityce może mówić takie rzeczy. Żaden szanujący się polityk tego nie powie, bo to byłoby nierealne. To niby gdzie by przebiegała granica Unii na Wschodzie, gdzie? Litwa i granica? Ukraina nie, Polska nie. Tranzyt przez Polskę - niewykorzystany również.

    Co do warunków przystąpienia do Unii, to też nie mówicie prawdy. Oczywiście tego w negocjacjach nie było, ale czemu łudzicie społeczeństwo, tę część najbiedniejszą, te 70% ludzi, którzy żyją poniżej minimum socjalnego, z czego połowa to jest już dzisiaj sfera ubóstwa? Dlaczego łudzicie w wypowiedziach swoich, pokazujecie, że tam, w Niemczech, we Francji, jest tzw. minimum socjalne? Niemiec otrzymywał 1000 marek miesięcznie, w tej chwili otrzymuje 500 euro. Bezrobotny w Polsce myśli: To dlaczego są przeciwnicy wstąpienia do Unii albo ci, którzy chcą renegocjacji umów na takich warunkach, aby były one partnerskie? Myśli sobie: Jak to, skoro nam dadzą, to czego oni jeszcze chcą? Powiedzcie prawdę bezrobotnym, którzy to oglądacie: Nie dostaniecie ani jednego euro, żebyście wiedzieli, bo rząd polski nawet nie wspominał o sytuacji społecznej...

    (Głos z sali: Zapomniał.)

    ... bo w żadnym z punktów tego nie było. Tam tego nie było, to jest sprawa wewnętrzna Polski, a rządu polskiego niestety długo, długo przy takich rządach, przy takiej polityce finansowej, gospodarczej nie będzie stać na odpowiednią politykę społeczną państwa. Bo doktryna, filozofia (Oklaski) gospodarcza musi być jedna - to polityka finansowa, pieniężna państwa kreowana przez rząd - nie przez jednego człowieka w Polsce, ale przez rząd - ma stymulować wzrost i rozwój gospodarczy kraju, aby ten wzrost spowodował płacenie podatków przez przedsiębiorstwa, firmy, małą i średnią przedsiębiorczość i aby tych podatków starczało na sprawy społeczne. Tyle na temat Unii. Warunki na dzisiaj są nie do przyjęcia.

    Sprawa wyśmiewania się... Powrócę jeszcze do dwóch wielkich mocarstw na świecie, wobec których polityka nasza jest co najmniej zachowawcza, bo nie powiem, że żadna. To jest Rosja i Chiny. Tak, możemy sobie kręcić głowami i mówić, że jest Ąle. Prezydent Putin tu, w Sejmie, w tym gmachu, był. Może ci, którzy byli, zapomnieli już, jak pytania zadawałem takie prowokujące - robiłem to, powiem dzisiaj, z premedytacją wobec rządu i z wyrafinowaniem - odnośnie do banków. (Oklaski) Tak, robiłem to. Jaki bank w Rosji został sprzedany Zachodowi? Żaden. Chiny to samo, proszę państwa. Żadnego banku obcokrajowcom nie sprzedały. Są tam banki zachodnie, oczywiście, że są, ale działa to na innych zasadach. Musiały one tam kupić budynki, dostać w dzierżawę ziemię pod nimi, wyposażyć je, sprowadzić całą infrastrukturę i jeszcze pieniądze i walczyć o klienta. Walczyć o klienta. Jeśli był kredyt przykładowo na 5%, to oni musieli dać tańszy, żeby do nich klienci przyszli. Oszczędności - odwrotnie. I wywalczyli to, ale to przyczyniło się do tego, że dzisiaj Rosja ma 7-procentowy wzrost produktu krajowego brutto, Chiny - 8-procentowy. I jest kwestia słynnego ostudzania gospodarki uzdrowiciela naszego Balcerowicza, który jeszcze chciał studzić (Oklaski) nie wiadomo co. Już gospodarka ma minus 20, a on mówi, że jeszcze za ciepła jest, że jeszcze trzeba studzić. Oni nie dali się oszukać. I paradoks na skalę światową, Wysoka Izbo. My będziemy odpowiadać za to, przyszłe pokolenia nas za to rozliczą, wszystkich, jak tu jesteśmy, łącznie ze mną, wszystkich nas rozliczą za to. A wie Wysoka Izba za co? Za to, że jeśli chodzi o te banki zachodnie, to przyszły tu golasy zachodnie, golasy bez jednego centa, przejęły budynki, przejęły pieniądze nasze, klientów i dzisiaj ten rząd sprzedaje im obligacje skarbu państwa. I ten, i poprzednie rządy. Ci ludzie kupują je za nasze pieniądze, bo ani centa nie przywieĄli. I my im dajemy gwarancje, że odkupimy je od nich i jeszcze zapłacimy odsetki. Proszę mi pokazać drugi taki kraj. Nie chcę ubliżać Polsce i Polakom, ale głupszego systemu nie ma na świecie, żeby golas całkowity przyszedł, a dzisiaj opływał w miliardy dolarów. To są fakty, które my znamy. Dlaczego boimy się mówić o tym głośno? W kuluarach, na boku mówimy między sobą o tym, rozmawiamy, czy to jest lewica czy prawica, nie ma znaczenia. Dlaczego nie robimy nic, aby to zmienić? Bo jeżeli będzie to tak szło dalej, na pewno nic dobrego z tego nie będzie. Należy naprawdę (Oklaski) odbudować jak najszybciej nasze stosunki i w niektórych sprawach z tych państw, z tych mocarstw światowych - Rosji i Chin, wziąć przykład. Nie ze wszystkiego - nie śmiejmy się z nich - ale są takie dziedziny, są takie rozwiązania, które powinny nam służyć za przykład.

    Sprawa...

    (Kazimierz Michał Ujazdowski: Szacunku dla ludzi.)

    Pan ten szacunek dla ludzi to już pokazał przez te 10 lat, panie pośle Ujazdowski. Niech wszyscy to słyszą. Pan pokazał tego szacunku tyle, że niech pan lepiej się nie odzywa.

    (Głos z sali: Wy też pokazujecie w województwach.)

    Proszę państwa, sprawa następna...

    (Głos z sali: Z komunistami.)

    Panie marszałku, po co te uwagi?


Poseł Andrzej Lepper:

    Ja mam prawo, Wysoka Izbo - oglądają nas też ludzie - przedstawić stanowisko, które jest stanowiskiem mojego klubu i mojej partii.

    (Głos z sali: Jest na mównicy.)

    A czy wam się to podoba czy nie, to już do was należy ocena tego. Proszę nie dyskutować z tym i nie mówić, że to jest prowokacja. Przedstawiam stanowisko partii i klubu i mam takie prawo. A o tym, jak to zostanie odebrane, zdecydujecie na pewno nie wy panowie, bo na wasze głosy w następnych wyborach liczyć nie możemy na pewno. (Oklaski)

    Sprawa jeszcze jedna to jest NATO i nasze w nim zaangażowanie. Jak to, bez żadnego ale, najlepszy przyjaciel Stanów Zjednoczonych w Europie to Polska. Tak... Jeszcze nikt nie wyraził zgody na wojnę, jeszcze nie ma rezolucji Narodów Zjednoczonych, a prezydent Kwaśniewski, który siedział tu na sali tylko podczas pierwszej części debaty, bo po co ma słuchać, nudzić się, wypowiedzi klubów opozycyjnych czy koalicyjnych, po co ma siedzieć... Polityka zagraniczna raz w roku, panie prezydencie jest omawia tu przed Wysoką Izbą i pana obowiązkiem chyba jest być tutaj. Ja kalendarza panu nie mam zamiaru ustalać, ale schował się pan za tym orłem, godłem Polski, i nawet nie było pana dobrze widać. A ten orzeł dzisiaj płacze, bo ten orzeł to są nasze dzieci i wnuki.

    Panie prezydencie Kwaśniewski, na razie pan nie ma jeszcze syna i nie wyśle pan go tam, do Iraku, ale pan nie ma prawa wysyłać naszych dzieci i wnuków do Iraku. Kto panu pozwolił na to? To jest niedopuszczalne. Jesteśmy członkiem NATO, oczywiście zobowiązania mamy, ale nie możemy wysyłać naszych niewinnych dzieci do Iraku, przelewać krew. Pytam: w imię czego? W imię czego? Dzisiaj Stany Zjednoczone, z którymi chcemy mieć jak najlepsze stosunki, i za tym jesteśmy, uzurpują sobie prawo do tego, aby być jedynym mocarstwem na świecie. I tu padały słowa - jedyne mocarstwo. Nie, nie jedyne mocarstwo. I nawet nie myślmy, że tak jedyne do końca. Tak że jak najbardziej jesteśmy w NATO i nasze stanowisko jest takie, że występować z NATO nie będziemy, ale nie spieszmy się, nie spieszmy się do tego, aby nasze rodziny zostały osierocone.

    Polityka zagraniczna, odnoszę wrażenie, jest prowadzona pod dyktando i pod przyszłość właśnie prezydenta Kwaśniewskiego. A bo to propozycja sekretarza NATO, w ONZ jakieś stanowisko, i to się bardzo mocno nagłaśnia. Myślę, że te słowa, które wypowiem... Oby w przyszłości nikt nie miał złudzeń: prezydent Kwaśniewski dokładnie wie, że niczego mu tam nie szykują. Niczego. Tylko to, żeby Polska była posłuszna dzisiaj NATO, kupowała tam samoloty, gdzie oni chcą, brała taki offset, jak oni chcą, i wszystko inne. A prezydent jeĄdzi, całuje się z prezydentem Stanów Zjednoczonych. I dobrze, ale korzyści z tego Polska nie ma. Natomiast można przewidzieć scenariusz taki, jaki będzie. Prezydent Kwaśniewski za trzy lata kończy kadencję. Nie dostanie żadnego stołka ani w Unii, ani w NATO, ani w ONZ. I co powie? Rozbijając, jeśli pozwoli sobie na to lewa strona sali, Sojusz Lewicy, powie: dla dobra Polski, ja muszę tu zostać - bo będzie miał dopiero 51 lat, proszę państwa, żeby wszyscy wiedzieli. To jest koniec polityczny, a niektórzy w tym wieku zaczynają swoją karierę. Musi zostać w Polsce i to rozdanie, proszę państwa, jest przygotowywane z tymi, jak powiedziałem, może brzydko wtedy, ale powiem w delikatny sposób: z tymi, którzy już odpadli z polityki. Oni nadal mają zamiar do niej wrócić.

    Tak że stanowisko mojego klubu i partii jest jednoznaczne, że ta polityka prowadzona do tej pory nie służy rozwojowi Polski, nie służy Polakom i nie można mówić o dwóch politykach - o polityce bezpieczeństwa i o gospodarczej - osobno. To są sprawy powiązane, jedna z drugą. Trzeba je prowadzić tak, abyśmy jako Polska byli wszędzie pełnoprawnym partnerem. Szanujmy się. My nie jesteśmy słabym państwem. W przeszłości pokazaliśmy to, a dzisiaj nie potrafimy wyciągać wniosków z historii. I oby historia się nie powtórzyła. Ale, niestety, historia ma to do siebie, że bardzo często powtarza się, tylko zawsze trochę inaczej. Oby nie było tego, co było kiedyś. Polska już swoją niepodległość straciła. Lata niewoli, wykreślenia Polski z mapy świata, to nam dzisiaj nie grozi. To jest przesada, że Polska zostanie rozebrana, wymazana z mapy świata. Ale zniewolenie ekonomiczne poprzez politykę zagraniczną tego rządu i poprzednich nam grozi. Ekonomicznie możemy być wymazani z mapy świata, a to jest straszne. I polityka, która jest prowadzona przez nasze ambasady za granicą, nie kreuje, nie promuje naszej dobrej polskiej produkcji, nie tylko artykułów żywnościowych, ale przemysłowych również. I należy tę politykę natychmiast zmienić, aby ta polityka zagraniczna była adekwatna nie tylko do naszych potrzeb, ale możliwości, naszego położenia, żebyśmy jako Polska nie mieli też wielkiego mniemania o sobie, ale byśmy też nie pozwalali na to, żeby nas traktowano jak lokai za granicą. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Poseł Janusz Dobrosz:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Rozpędzający się wiek XXI zobowiązuje nas, by w tej historycznej chwili na przełomie epok rozważać polską politykę zagraniczną nie tylko w okresie jednego roku, a w znacznie szerszej czasowo i terytorialnie perspektywie.

    Od dziesiątków lat ugruntowane jest w naszym kraju przekonanie, że Polska jest geopolitycznie rozpostarta tylko pomiędzy Wschód i Zachód, znajdując na tej osi swoją rolę: raz supermocarstwa, raz rozdartego między sąsiadów zniewolonego narodu bez państwa. Na takim przekonaniu budowana jest nie tylko polityka zagraniczna Polski przez cały XX wiek, ale też Polaków stawia się przed idącym za takim rozumowaniem zestawem rozwiązań strategicznych na zewnątrz, jak i w polityce wewnętrznej. Tymczasem Polska przez większość swej podmiotowej historii jako integralna część Europy Środkowej znajduje się pod wpływem trzech ośrodków politycznych: obszaru pomiędzy Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym. Nigdy nie należał ten obszar w pełni ani do Europy Zachodniej, ani do Rosji, a jako całość zawsze był i jest terenem intensywnej penetracji: ze strony wymienionych ośrodków mocarstwowych oraz Orientu, rozumianego jako imperium tureckie i cały tygiel cywilizacyjny obejmujący Bliski Wschód prawie po Afganistan. Aż dziw bierze, że zapominamy, jaki wpływ na naszą pozycję i rolę w latach chwały Rzeczypospolitej miały kontakty polityczne i handlowe z Persją, Gruzją, Armenią czy w długich okresach pokoju z Turcją. Nawet ówczesna polska kultura i moda bardziej była zbieżna z kulturą Orientu niż Zachodu czy Rosji. Tak rozumiana historia i współczesność Europy Środkowej każe zweryfikować dominujący pogląd na kierunki politycznego zainteresowania Polski. W naszym mniemaniu winny one być zatem ustawione w trzech głównych kierunkach, na trzech głównych osiach i nie powinniśmy tego terenu, określonego kulturowo jako Orient, zaniedbywać. Tam są wielkie rezerwy, tam są możliwości i wcale to nie jest sprzeczne z sensem ewentualnej integracji Polski z Unią Europejską. Bo przecież stawia Polskę w roli podmiotu, a nie przedmiotu, kreatora tej polityki, a nie tylko państwa, które w zasadzie wykonuje politykę innych mocarstw.

    Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Klub Polskiego Stronnictwa Ludowego jest przekonany, iż silnej pozycji Polski na arenie międzynarodowej nie zbudujemy bez mocnego państwa, bez dominacji polskiej własności, kultury i wartości, na których opiera się nasza tożsamość narodowa. Niestety, dotychczasowa praktyka lat transformacji kreowana przez identyfikowalne i zakamuflowane środowiska wielokrotnie przefarbowanych kosmopolitów osłabiała państwo. Ograniczała znaczenie własności publicznej i indywidualnej Polaków, a wartości są w cenie tylko podczas uroczystości państwowych i kościelnych. Logika zdarzeń realizowana od lat przez prawdziwych sterników polityki zagranicznej bez względu na to, kto oficjalnie w Polsce sprawował władzę, była postawiona często na przysłowiowej głowie. Ciągle deklarowane tego rodzaju sformułowania, że nie ma alternatywy, jeśli chodzi o integrację z Unią Europejską, w efekcie obniżyły naszą wartość negocjacyjną, dały bogatej zachodniej Europie świetny pretekst do potraktowania Polski, jak to było do przewidzenia, w finale negocjacji kopenhaskich. I choć wynegocjowane warunki są lepsze niż te, które proponowano nam przed ich finałem, to przecież Polska nie została potraktowana sprawiedliwie i równorzędnie. Jakże inaczej byłyby polskie warunki ustawione w tej sytuacji, gdybyśmy w inny sposób, skuteczniej realizowali nasze własne interesy. I to nie jest uwaga do obecnego rządu, ale do wszystkich kolejnych rządów, kiedy ani selektywnie z kapitału obcego nie umieliśmy korzystać, ani otwierać własnego rynku na tyle, na ile inne rynki otwierają się przed polską produkcją. Nie było tej zasady wzajemności i dzisiaj za te nieuczciwy dumping wszyscy płacimy tą, a nie inną naszą pozycją.

    W referendum ogólnokrajowym najwyższy suweren - naród sam oceni, czy Unii Europejskiej tak czy nie. Ale odpowiedzialni politycy muszą mieć przygotowany plan działań na każdą okazję. Polityka, zwłaszcza zagraniczna nie jest zajęciem dla idealistów i dogmatyków. Tylko zdradzona narzeczona może tłumaczyć się z płaczem, że amant obiecał i nie zamierza dotrzymać. Polityka zagraniczna to szczególny sejsmograf. Trudno zakładać dobrą wolę, uczciwość wszystkich dokoła. W polityce nie liczą się gesty, poklepywania po plecach, czcze słowa i sentymenty, a interesy. Najlepiej o tym świadczy np. wynik głosowania ostatnio nad kandydaturą Wrocławia w związku z organizacją światowej wystawy Expo. Ani jeden kraj członek Unii Europejskiej za kandydaturą naszego Wrocławia nie zagłosował, a zagłosowano za Chinami, które po kątach się potępia. Ale tam, gdzie wchodzą w zakres interesy, to się głosuje na te interesy. (Oklaski) I niestety, póki jest tak, że wielkie interesy wygrywają z wartościami, a wartości czasem wygrywają wtedy, kiedy równe są również tym interesom, i w jakiś sposób jest to zbieżne, to my musimy wiecznie mieć to w swojej świadomości. A przecież historia takich nauczek nam nie skąpiła. W naszej ocenie dziś szczególnie widać, jak dalece w stosunkach międzynarodowych dominuje relatywizm. Jedni mogą mieć broń jądrową, biologiczną czy chemiczną, uchylać się od międzynarodowych konwencji, a inni muszą udowadniać, że są niewinni. Jedni mogą łamać prawa człowieka od lat, a inni nie muszą się wcale z tych grzechów spowiadać.

    (Głos z sali: O kogo chodzi?)

    Można sobie dopowiedzieć. Co niezwykle przykre, nawet nie dostrzegamy, że powszechnieją takie sformułowania w języku międzynarodowym, jak odwet czy wojna prewencyjna. Potępia się i słusznie terroryzm cywilny, a nie dostrzega się terroryzmu państwowego, jaki uprawiają niektóre armie i siły policyjne, no choćby Izrael w konfrontacji z Palestyńczykami. Polska, jako kraj szczególnie dotknięty przez wojny, powinna na arenie międzynarodowej szczególnie dbać o inicjatywy pokojowe. Dzisiaj takie sygnały tu zostały przekazane. A skoro mimo całego dorobku międzynarodowego prawa publicznego o ochronie suwerennych praw państw - taka była doktryna wieku XX - zaczyna dominować doktryna ochrony praw ludzkich, to musimy wszyscy znaleĄć formułę, obiektywną formułę, co do tego, kto te prawa ludzkie łamie, żeby nie było tak, jak jest dzisiaj w odczuciu przeciętnego Polaka, że silny może prawa człowieka łamać, ale słaby nie. Ten relatywizm jest nie do przyjęcia. To nie tworzy dobrej atmosfery, jeśli chodzi o organizacje międzynarodowe. I na tym tle Polskie Stronnictwo Ludowe - myślę, że i cały naród, wszyscy Polacy - w pełni identyfikuje się z tym, co dyplomacja watykańska stara się zrobić, przeciwdziałając konfliktowi w Iraku. Nie słuchaliśmy Ojca Świętego przed konfliktem w Jugosławii i widzę, że niespecjalnie słuchamy teraz. A przecież dyplomacja watykańska ma olbrzymie doświadczenie. I jeżeli dzisiaj weĄmiemy pod uwagę oświadczenia prezydenta Kwaśniewskiego dotyczące użycia siły wbrew temu, czy będzie rezolucja ONZ-u w tej sprawie czy nie, to na taką interpretację się zgodzić nie możemy w żaden sposób. To musi rozstrzygnąć Organizacja Narodów Zjednoczonych. Obawiamy się, że te działania przeciwko Irakowi mogą być początkiem konfliktu globalnego. Słuszna walka z terroryzmem nie powinna przekształcić się w walkę ras i religii, bo do tego możemy doprowadzić. Walki z nienawiścią nie wygrają nawet myśliwce F-16, nie są w stanie. Nawet uzasadniona interwencja może przynieść opłakane skutki, gdy nad decyzjami polityków unosi się niewidzialna ręka lobby zbrojeniowego, lobby finansowych grup interesu, które w podtekście chcą poprawić koniunkturę gospodarczą. Rozumiemy pewne motywy działań Stanów Zjednoczonych, które po ataku na Nowy Jork czują się zagrożone i usiłują zniszczyć niewidzialnego wroga. Wielce doceniamy fakt uratowania przez naszych amerykańskich przyjaciół Europy przed zagładą w I i II wojnie światowej, ale nerwowa walka po omacku wcale nie osłabia ukrytego wroga, a daje mu ideologiczny oręż, natomiast ukrytym inspiratorom konfliktu - prawdziwe korzyści polityczne, ze szkodą również dla społeczeństwa amerykańskiego.

    Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Jak słusznie zauważył w artykule były ambasador w Niemczech pan Krzysztof Miszczak, paradoksalnie nowa sytuacja międzynarodowa, nowa rola rozszerzonego i bardziej politycznego NATO oraz rozwój współpracy sojuszu z Rosją zwiększają znaczenie Niemiec na arenie międzynarodowej. WyraĄnie widać, że Bruksela będzie rezerwowała dla Niemiec zadania priorytetowe, sprzyjając zarazem realizacji swych żywotnych interesów narodowych. Obecne plany rozwoju obu największych instytucji europejskich i Sojuszu Północnoatlantyckiego są konstruowane pod widocznym wpływem Berlina i odpowiadają niemieckim interesom narodowym. Opozycyjne CDU-CSU i FDP są coraz bardziej radykalne przy programowaniu takiego interesu niemieckiego. Ewidentny wzrost samodzielności politycznej Niemiec ostatnich lat nasuwa pytanie, czy młoda demokracja niemiecka pod pretekstem realizacji interesów narodowych nie będzie narażona na pokusę kreowania Europy pod własne dyktando. My Polacy musimy szczególnie być wyczuleni na to niebezpieczeństwo, gdyż mimo pewnych pozytywnych zmian w ustawie niemieckiej o obywatelstwie z 1992 r. nadal w Niemczech obowiązuje 116 art. konstytucji, wyraĄnie sprzeczny z uznanym na arenie międzynarodowej, również przez Niemcy, statusem polskich ziem odzyskanych. Najsilniejsze partie polityczne Niemiec na czele z CDU-CSU i FDP oficjalnie domagają się zwrotu lub odszkodowań na majątku ruchomym i nieruchomym, tym, który obecnie, już od wielu, wielu lat, należy do polskich indywidualnych właścicieli na ziemiach odzyskanych. I w związku z tym pytanie: czy te intencje potem w zderzeniu z prawem europejskim będą wzmacniane czy osłabiane? Od lat coraz nachalniej, zupełnie przemilczając okoliczności i przyczyny, Niemcy wszędzie manifestują swoje prawdziwe i urojone krzywdy związane z przesiedleniami. To wcale nie humanizm stoi za pomysłem ulokowania we Wrocławiu czy w Berlinie Centrum Wypędzonych, to próba odwrócenia historii, to sprytnie pomyślany akt takiego międzynarodowego myślenia, że to Polska ma moralne i historyczne zobowiązania wobec Niemiec, a nie odwrotnie. (Oklaski) I niestety, jest to również niekwestiowane w jakiś sposób, a powinno być, przez obecnego kanclerza Niemiec. Myślę, że Polacy i Czesi w tej sprawie w zjednoczonej Europie będą mieli szczególną rolę, bo przy tych konkretnych roszczeniach różne się rządy mogą w Niemczech pojawić i różne rzeczy można przewidzieć.

    Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Klub Parlamentarny PSL od lat, tak jak to i dziś deklaruje w swym wystąpieniu minister spraw zagranicznych, popiera coraz szerszą współpracę Polski ze Stanami Zjednoczonymi. Miliony obywateli amerykańskich polskiego pochodzenia to najlepszy spójnik pomiędzy naszymi narodami. Dlatego też jesteśmy zainteresowani tym, by Stany Zjednoczone były obecne w Europie. Wszelkie polityczne dywagacje o tym, czy Stany mają być w Europie, czy nie, są nie na miejscu. One nam gwarantują bezpieczeństwo. Ale też podobnie jak poprzednicy, jak poseł Jaskiernia i wszyscy, który potem ten temat poruszali, nie możemy zrozumieć, że tak po przyjacielsku traktowane Stany Zjednoczone w Polsce są, a Polacy w Stanach Zjednoczonych nie są. Ta nierównowaga musi być zmieniona. Zresztą to samo dotyczy obrotu handlowego, to było dzisiaj też przez ministra artykułowane.

    Podobnie wygląda nasz stosunek do Rosji. Myśmy wielokrotnie ostrzegali przed lekceważeniem kierunku rosyjskiego. Dzisiaj sytuacja się zmienia, my dostrzegamy rozwój Rosji, jednak trzeba też pamiętać, ile straciliśmy i ile trzeba by było wysiłku, żeby na te rynki ponownie powrócić. Nie jest to tylko kwestia samej gospodarki, lecz również kultury i tego wszystkiego, co się z tym wiąże. Co nie znaczy, że możemy przymykać oko na to, że np. polskich księży z Rosji się usuwa. To na pewno dobrej współpracy polsko-rosyjskiej nie służy. Pamiętamy też, że terroryzm dotyka tak samo Amerykę, jak Rosję, więc mi się wydaje, że tego relatywizmu, który do niedawna był tu obecny, dzisiaj już nie ma.

    Nie lekceważymy kierunku ukraińskiego, ale też cały czas uważaliśmy, że nie można tworzyć na zewnątrz wrażenia, że my kartą ukraińską chcemy rozgrywać swoje własne polityczne cele wobec Rosji. To jest iluzja. Jakie są wpływy takie tradycyjnie moskiewskie na Ukrainie, to wielu przecież wie. Tam nie jest tak, że to jest prosta problematyka, bo obok tego są nacjonaliści, w wysokim stopniu Polsce nieprzychylni. I nie może być tak - tu akurat całe szczęście, że interwencja Ministerstwa Spraw Zagranicznych była - że nasz ukraiński partner gloryfikuje to, co robili żołnierze spod znaku UPA, a w zasadzie banderowcy czy SS Galizien. Polacy, którzy tam zostawili swoje mogiły, tego zapomnieć nie mogą. O tym też trzeba w stosunkach polsko-ukraińskich pamiętać.

    Natomiast uważamy również, że nie możemy lekceważyć kierunku białoruskiego. Białoruski naród jest polskiemu narodowi szczególnie bliski. Co do tego, jaka jest tam dzisiaj władza, to jest to, jak każda władza, rzecz przemijająca. A o dobrych stosunkach trzeba pamiętać, bo jak się tam władza zmieni, to ulokują się inni, ci, którzy demokrację mają na ustach, ale przede wszystkim mają pełne portfele i umieją tymi portfelami się posługiwać.

    Z nadzieją oczekujemy, że nowy prezydent Litwy będzie w stosunku do Polaków taki, jak deklarował w kampanii wyborczej, bo dotychczas były słowa pełnego uznania we wzajemnych stosunkach, a jaka była rola i możliwości Polaków na Litwie, to my wszyscy, którzy wyjeżdżaliśmy na Litwę, doskonale wiemy.

    Z zainteresowaniem odnotowaliśmy też to, że pan minister poruszył kwestię tych obszarów, które dotychczas były zaniedbane, łącznie z Afryką i Ameryką Łacińską. Nie traktujmy ich peryferyjnie. To samo zresztą dotyczy Australii, która jest przecież miejscem zamieszkania wielu naszych rodaków.

    Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Naród polski ma swoich przedstawicieli na wszystkich kontynentach - kolega Samborski, poseł Samborski o tym powie szerzej. Dlatego też dobrze się stało, że powstał kompleksowy program współpracy z Polonią, z Polakami na Wschodzie. Ale też uważamy, że musimy stworzyć realną ofertę dla Polaków mieszkających w bogatych krajach zachodnich, którzy powinni mieć realne szanse inwestowania w Polsce. Dotychczas było tak, że inni mieli takie szanse, zwłaszcza na ziemiach odzyskanych. Proszę państwa, szanowna Wysoka Izbo, 40% obcego kapitału, który wpłynął do Chin i dzisiaj decyduje o prężnym rozwoju tej gospodarki, to jest kapitał Chińczyków zamorskich. Czyli można tak zrobić, nawet w tamtym systemie. Trzeba po prostu nie zaniedbywać tego wszystkiego.

    Myślę też - my tę kwestię wielokrotnie poruszaliśmy - że Polska nie może być skuteczna, kiedy obraz Polski na arenie międzynarodowej będzie wypaczany. Było tu dzisiaj powiedziane - ja wielokrotnie to podkreślałem - że my nie możemy się na to godzić, że jedno Jedwabne, za które przecież odpowiedzialności nie ponosi ani naród polski, ani państwo polskie, nie może być przeciwstawiane milionom, setkom tysięcy polskich ofiar, które chroniły Żydów i dzięki temu ci ludzie przetrwali okrutny holocaust. Nie ma tej równowagi, a zły obraz Polski na arenie międzynarodowej to również słaba pozycja Polski. To akurat w tych moralnych kategoriach się w jakiś sposób ze sobą wiąże.

    I deklaracja ze strony naszego klubu: Oczywiście będziemy popierali wszystkie te działania, które zostały dzisiaj wskazane, a które służą pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Ale też z pewnym sarkazmem chciałbym powiedzieć - proszę tego Ąle nie odbierać - że na tyle będziemy mogli wspierać tę politykę, na ile jesteśmy obecni personalnie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Zatem za błędy nie chcemy odpowiadać, choć niestety jako koalicjantowi nieraz przychodzi nam za te błędy płacić. A są przecież w tym ministerstwie osoby związane z partiami, które nawet w parlamencie nie funkcjonują, a mają tam dominującą rolę. Co nie znaczy - jeszcze raz mówię - że będziemy kontestować to wszystko i na tej płaszczyĄnie przede wszystkim prowadzić dyskusję. Ale chciałbym wyraĄnie stwierdzić, wyjaśnić, żeby nie było żadnych niedomówień: Będziemy popierali te wszystkie działania, które dają Polsce pozycję, a inne będziemy krytykować, bo, jak mówił Wincenty Witos - i to jest wyraĄnie widoczne w stosunkach międzynarodowych - Polska musi trwać wiecznie. Dziękuję serdecznie. (Oklaski)

    (Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Tomasz Nałęcz)


Poseł Maciej Giertych:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Zacznę od tematu stosunków Polski z Watykanem, z Kościołem katolickim.

    Jakże żenująca jest postawa kolejnych rządów III Rzeczypospolitej, które Ojca Świętego traktują jako pomocnika w akcjach politycznych. Taki sens mają wizyty kolejnych premierów i prezydentów w Watykanie przed każdymi wyborami, by tylko uzyskać zdjęcia do eksploatowania w kampanii wyborczej. Taki sens mają nalegania na papieża, by coś powiedział o Unii Europejskiej. Jest to eksploatowanie autorytetu największego Polaka naszych czasów dla doraĄnych celów politycznych. Tego po prostu robić nie wypada. Echo tego jest też w exposé pana ministra. (Oklaski)

    Kościół zasługuje na szczególny nasz szacunek. Szanujmy Ojca Świętego i nie nadużywajmy jego autorytetu do celów politycznych. Natomiast pamiętajmy, jakże wielką jest on ostoją dla nas w obliczu ataków na dobre imię Polski. Często nie zdajemy sobie sprawy, jak skutecznie wyręcza nasz MSZ w tej mierze. Sam fakt, że żyje polski papież, powstrzymuje godzących w dobre imię Polski, gdyż wiedzą, że jest ktoś, kto się o Polskę upomni w taki sposób, że świat to usłyszy. Ale papież nie jest wieczny. Państwo polskie musi samo umieć zatroszczyć się o swoje dobre imię, a tego MSZ pod pańskim kierownictwem, panie ministrze, czynić nie potrafi. (Oklaski)

    Temat Polonii. Współpracować z Polonią należy w walce o dobre imię Polski, w zwalczaniu antypolskich stereotypów, w korygowaniu międzynarodowych informacji o Polsce kursujących w prasie krajów osiedlenia. Polonia walczy o dobre imię Polski o wiele skuteczniej niż polskie placówki dyplomatyczne. I nie ma współpracy w tej mierze. Nam nie wolno wtrącać się w rozgrywki polityczne wewnątrz Polonii. Należy popierać te struktury, które Polonia tworzy sama, bez względu na ich oblicze polityczne. I nie wolno angażować Polonii w nasze krajowe spory polityczne. To, co robi MSZ w stosunku do Polonii, jest po prostu tworzeniem sytuacji konfliktowych, które nie przynoszą Polsce pożytku. Wreszcie musimy stworzyć wszelkie możliwe ułatwienia tym, co pragną repatriacji. Dotyczy to szczególnie Polaków ze Wschodu, z Kazachstanu.

    Stosunki ze Stanami Zjednoczonymi mają miejsce szczególne. Uważam za bardziej prawdopodobne to, że to USA będzie nas bronić, niż to, że będą to robić Niemcy czy Francja. USA ma obyczaj, że wybiera sobie w różnych częściach świata partnerów strategicznych i ich broni, na ogół nie wtrącając się specjalnie w ich życie wewnętrzne. Takimi partnerami USA są: Anglia, Tajwan, Arabia Saudyjska, Chile. W Europie Środkowej mogłaby być Polska, ale musiałaby Polska się bardziej związać z USA niż z Unią Europejską.Wcale nie oznacza to, że mamy zaraz służyć Ameryce w wojnach, gdzie nie mamy żadnych interesów. Trzeba mieć trochę własnej godności i szanować się. Polska od wielu już lat uczestniczy w różnych misjach pokojowych na całym świecie, wszędzie tam, gdzie drogą negocjacji udało się zażegnać istniejące konflikty. Polska winna nadal wyrażać gotowość służenia społeczności międzynarodowej w tej mierze.

    Ale w naszej historii nie było uczestniczenia w wojnach zamorskich. Uniknęliśmy udziału w podboju świata kolonialnego, a nawet w czasach PRL, w odróżnieniu od innych krajów Paktu Warszawskiego, nie daliśmy się wciągnąć czynnie w konflikty inspirowane przez obóz socjalistyczny w krajach Trzeciego Świata. To właśnie Polska w 1989 r. wskazała wszystkim krajom naszego bloku, że można bezkrwawo wychodzić z poważnych konfliktów.

    Z niepokojem śledzimy narastające napięcie wokół Iraku. Polska nie chce być stroną w tym konflikcie, ale gotowa jest wspomagać wszelkie wysiłki zmierzające do jego rozwiązania drogą pokojową. Polska gotowa jest wypełniać swoje zobowiązania sojusznicze w ramach NATO i w misjach ONZ, ale zawsze w zgodzie z prawem międzynarodowym i etyką. To jest dla nas zagadnienie zasadnicze. Chcemy być lojalnym sojusznikiem USA, ale nie chcemy uczestniczyć w czynach niemoralnych, w akcjach, które nie posiadają moralnego uzasadnienia. Planowana wojna w Iraku to przedłużenie konfliktu izraelsko-palestyńskiego (Oklaski), tam obie strony od początku nie kierują się etyką, a w każdym razie nie w naszym rozumieniu tego słowa. Nie powinniśmy być stroną w tym konflikcie.

    Teraz parę słów o międzymorzu. W tej chwili Unia Europejska rozmawia z każdym z krajów międzymorza indywidualnie. Wabią nas lub grożą nam wspólnie. Czy nie można odwrócić tej sytuacji? Czy nie można byłoby na tyle rozwinąć naszych stosunków w ramach Grupy Wyszehradzkiej, CEFTA, a w szczególności w ramach inicjatywy środkowo-europejskiej, gdzie właśnie obejmujemy prezydencję, by zmusić zarówno Niemcy, jak i Rosję do rozmawiania z nami jako z blokiem? To zależy przede wszystkim od prężności polskiej polityki zagranicznej. To my musimy nawiązać odpowiednie kontakty i doprowadzić do skonsolidowania bloku. Nikt na międzymorzu nie czuje się przez nas zagrożony, więc nasza inicjatywa nie będzie odebrana jako próba dominacji, a potrzebę bezpieczeństwa zbiorowego odczuwa każde państwo regionu A, B i C pomiędzy Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym.

    Może warto tu przypomnieć, że głównym celem polskiej polityki zagranicznej w czasie I wojny światowej było stworzenie bloku suwerennych państw, które odsuwałyby Rosję od Niemiec, a oba te państwa od Dardaneli. Przynajmniej tak cele polskie sformułował Roman Dmowski, który tę politykę prowadził. W owym czasie państwa ententy nie miały własnej koncepcji Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej na wypadek pokonania państw centralnych, myślały raczej o wyrwaniu Austro-Węgier z sojuszu z Prusami, czyli o utrzymaniu ich panowania na Bałkanach. Pomysł Polski został jednak zauważony i uznany za interesujący i ostatecznie przyjęty. Powołanie bloku niepodległych państw na międzymorzu zostało wpisane w traktat wersalski, w zasadzie nawet I wojna światowa go nie przekreśliła. Zaraz po rozpadzie bloku sowieckiego widzieliśmy z jednej strony usamodzielnianie się krajów tego obszaru, a z drugiej wzrost inicjatyw niemieckich na Bałkanach i obronę wpływów przez Rosję, co zaowocowało wojną na tym terenie, która się właściwie jeszcze niezupełnie skończyła. Czyli parcie zarówno Niemiec, jak i Rosji w kierunku Dardaneli trwa. Europa oparta o sąsiedztwo i porozumienie Niemiec i Rosji to niewola nie tylko Polski, ale i całego bloku państw od Finlandii po Grecję. I właśnie południowy kierunek polskiej polityki zagranicznej widziałbym jako mogący przynieść w najbliższym czasie najwięcej pożytku nam i całej Europie.

    Teraz sprawa najważniejsza - stosunki z Rosją i z Niemcami. Cała nasza historia polega na próbie zachowania niezależności, zarówno od Rosji, jak i od Niemiec. Wyzwoliliśmy się spod panowania ZSRR i nie mamy żadnego interesu, żeby wchodzić pod panowanie niemieckie w ramach jakiejś Republiki Federalnej Niemiec, Republiki Federalnej Europy, Stanów Zjednoczonych Europy czy jakkolwiek to się będzie nazywać. Tam jest i będzie dominacja niemiecka. Nasz MSZ liczy na Niemcy jako na naszego adwokata, liczy na Trójkąt Weimarski. Traktuje Niemcy jako sojusznika, pomocnika w wejściu do Unii Europejskiej. Z drugiej strony pozwalamy na to, żeby z Rosją rozmawiać przez pośredników, poprzez Brukselę. Pan minister stawia na partnerstwo Unii Europejskiej z Rosją i widzi nasze miejsce w ramach tego partnerstwa. Skutek jest taki, że np. naszą postawą wpychamy Białoruś w objęcia Rosji.

    Powinniśmy mieć własną politykę wobec Rosji, własną politykę wobec Niemiec i pilnować naszych interesów. I przede wszystkim zdawać sobie sprawę z tego, że nasi sąsiedzi mają cele długofalowe. Chcę tu parę słów powiedzieć o długofalowych celach niemieckich. W roku 1871 Bismarck zjednoczył państewka niemieckie w unii celnej, formalnie niepodległej, faktycznie pod przywództwem Prus. A po czterdziestu latach Niemcy już jako zjednoczone państwo wszczęły I wojnę światową. Jakie były cele tej wojny? Na samym jej początku było to już wyraĄnie zaakcentowane. Ówczesny kanclerz, Bethmann Hollweg, przedstawił kaizerowi w czasie bitwy nad Marną, kiedy już wydawało się, że wojna jest wygrana i wkraczają do Paryża, projekt zorganizowania Europy po zwycięskiej wojnie. I jest tam taki fragment: ˝Należy osiągnąć ustanowienie środkowoeuropejskiego związku gospodarczego drogą wspólnych układów celnych obejmujących Francję, Belgię, Holandię, Danię, Austro-Węgry, Polskę oraz ewentualnie także Włochy, Szwecję i Norwegię. Związek ten wprawdzie bez wspólnej konstytucyjnej nadbudowy i przy zachowaniu zewnętrznej równości swoich członków, ale faktycznie pod niemieckim kierownictwem będzie musiał utrwalić panowanie gospodarcze Niemiec nad środkową Europą.˝ Rok 1914 - taki program. Rok póĄniej, w 1915 r., wyszła w Berlinie książka Fridricha Naumanna pt. ˝Mitteleuropa˝, która jest szczegółowym rozpisaniem tego planu Bethmanna Hollwega. Jest tam mowa o środkowoeuropejskim bloku gospodarczym pod duchowym kierunkiem Niemiec, obszar ten miałby być zorganizowany przy współpracy Niemiec i Austro-Węgier. Naumann ocenia, że w ten sposób wejdą narody bloku w drugi okres kapitalistyczny, od kapitalizmu prywatnego do socjalizmu jako systemu zwiększającego wspólny dorobek wszystkich dla wszystkich. Innymi słowy Mitteleuropa miała przynieść korzyści materialne za cenę niemieckiego panowania, za cenę poddania się niemieckiej organizacji. Przecież jest to program realizowany dziś przez Unię Europejską. Naumann traktuje Bismarcka, który zjednoczył państewka niemieckie w 1871 r. pod przywództwem Prus, jako inicjatora idei zjednoczenia Europy pod przywództwem Niemiec. Cały ten obszar Hitler zjednoczył w roku 1941 pod szyldem narodowego socjalizmu. Naumann jako chadek proponował jednak nie pruską, ale habsburską metodę panowania nad mniejszymi narodami, w tym nad Polską.

    Czy plany niemieckie tak bardzo się zmieniły? Czy Niemcy nie dążą do podporządkowania sobie całej Europy przy pomocy wspólnego wojska pod komendą niemieckich generałów, wspólnej waluty regulowanej przez Bundesbank, wspólnej gospodarki zdominowanej przez niemiecki przemysł i handel, wspólnej polityki dyktowanej przez niemieckiego kanclerza, ale z tolerancją wobec mniejszych narodów? Unia Europejska jest oczywiście bliższa propozycji Naumanna niż metodzie Hitlera. I dzisiaj słyszymy w exposé pana ministra Cimoszewicza, że wejdziemy do innej Europy niż ta, z którą negocjowaliśmy. Czyli kupujemy kota w worku. Dlaczego? Dlatego, że trwają prace nad Konwentem Europejskim, są plany powołania konstytucji europejskiej, powołania prezydenta Europy i kto wie, czy nie w czasie już po referendach, ale przed naszym wstąpieniem, czyli decyzje w sprawie kształtu konstytucji i w sprawie tego, kto będzie prezydentem Europy, zapadną zanim my tam wejdziemy, ale już po podjęciu przez nas decyzji, że wejdziemy. Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że prezydentem Unii Europejskiej będzie Niemiec.

    W związku z wchodzeniem do Unii Europejskiej zawiesiliśmy wywieranie presji na Niemcy w sprawach dwustronnych, w sprawach, które nas szczególnie interesują. Dotyczy to wielu spraw, które są dla nas bardzo istotne. Była tu już o tym mowa, nie chcę tego rozwijać, w szczególności przywileje mniejszości niemieckiej w Polsce muszą znaleĄć analogiczne zapisy w prawie niemieckim wobec mieszkających tam Polaków. To jest sprawa zupełnie zostawiona, niezałatwiona, chodzi o status Polaków w Niemczech. Pragniemy takich układów politycznych, które uczyniłyby zamach na granicę na Odrze i Nysie czy zamach na naszą własność na ziemiach odzyskanych zamachem na pokój w Europie. Tak to Europa musi odbierać, jeżeli będzie miał miejsce zamach na nasze ziemie odzyskane. Proszę państwa, sygnały, które mieliśmy w czasie kampanii wyborczej w Niemczech w zeszłym roku, nie spotkały się z wystarczającą odpowiedzią ze strony polskiego MSZ. Te zagrożenia istnieją i one, jak czkawka, będą powracać w przyszłości.

    Teraz sama sprawa Unii Europejskiej. Jak widzimy, pomysł Unii Europejskiej ma niemieckie korzenie, ale nie tylko. Euroentuzjaści wielokrotnie odwołują się do chadeckich korzeni europejskich, do rzekomych inicjatorów: Alcide de Gaspariego, Roberta Schumana i Konrada Adenauera. Jest to nieporozumienie, to nie jest pomysł chadecji. Unia Europejska ma zupełnie inny rodowód, niemiecki, ale też i masoński. Warto przypomnieć, że pod koniec czerwca 1917 r., gdy już widać było, że Niemcy przegrały wojnę, w Paryżu w siedzibie Grand Orientu odbył się wielki zjazd masoński, w którym uczestniczyli przedstawiciele lóż masońskich z Francji, USA, Włoch, Belgii, Serbii i wielu innych krajów, ale bez udziału Anglii. Zastanawiano się tam, jak zorganizować powojenną Europę i ustalono, że skoro Niemcom nie udało się zjednoczyć Europy, to trzeba powołać Federację Stanów Zjednoczonych Europy, tak to nazwano. Uznano, że w tym celu trzeba powołać Ligę Narodów, nad którą potem pracowano. Liga Narodów był to pomysł francuskiego Wielkiego Wschodu. Dmowski był przeciwny jej powołaniu i na konferencji pokojowej w Paryżu z ramienia delegacji Polski osobiście zasiadał w Komisji ds. Ligi Narodów. O ile w innych komisjach delegacja polska stale musiała się ścierać z polityką angielską, a opierała się o Francuzów, o tyle w tej komisji Dmowski współpracował najbliżej właśnie z Anglikami. Podczas gdy Francuzi pod przewodnictwem wybitnego masona Leona Bourgeois pragnęli jak najszerszych kompetencji dla Ligi, Anglicy chcieli jak najbardziej je ograniczyć i takie samo było stanowisko Dmowskiego. W gruncie rzeczy Liga Narodów większej roli nie odegrała.

    Wkrótce jednak po zakończeniu wojny pojawił się pomysł Paneuropy ogłoszony drukiem w roku 1924 przez masona Richarda Nicolasa Coudenhove-Kalergi w książce ˝Das Paneuropaprogram˝ oraz nieco póĄniejszej ˝Die Europeische Nation˝, która jest propozycją, jak spowodować zjednoczenie całej Europy. Z Unii Paneuropejskiej i nieboszczki Ligi Narodów z czasem wyłonił się pomysł obecnej Unii Europejskiej. Łącznikiem był tu Jean Monnet, zausznik Schumana, pracownik Ligi Narodów, inicjator Komitetu Akcji na Rzecz Stanów Zjednoczonych Europy. Wtórował mu Józef Hieronim Rettinger, agent wszelkich możliwych wywiadów, sekretarz Komitetu Koordynacji Międzynarodowych Ruchów na Rzecz Zjednoczenia Europy, inicjator tajnych spotkań faktycznego zakulisowego rządu światowego, czyli Klubu Bilderberg. Nawiasem mówiąc, dzisiaj do tego klubu z Polski zapraszany jest tylko jeden człowiek - pan Andrzej Olechowski.

    To ten rodowód, a nie chadecki, odpowiedzialny jest za obecny kształt ideowy Unii Europejskiej. Jest to krok na drodze do rządu światowego, do globalizmu, który tak bardzo cieszy pana ministra. Nie dziwi więc, że w Unii Europejskiej miejsce dla religii pozostawione jest jedynie jako tolerowane indywidualne prawo do przekonań religijnych, w jednym szeregu z poglądami politycznymi i orientacją seksualną. Miejsca instytucjonalnego dla Kościoła tam nie ma i nie będzie. Nie ma tam też miejsca dla tradycyjnej katolickiej i narodowej Polski. To germanofile i sympatycy masonerii próbują nas na siłę do tego eurokołchozu wprowadzić. (Oklaski) My musimy szukać innych sposobów na ratowanie naszej tożsamości. Musimy też dać przykład Europie, jak o swoją suwerenność trzeba walczyć. Nie pierwszy raz w dziejach przyszło Polsce ratować Europę przed próbą jej zniewolenia, wspomnę chociażby Legnicę, Wiedeń, cud nad Wisłą czy wrzesień.

    Obecny rząd prowadzi błędną politykę, pod obce dyktando, nie w naszym interesie. Nie jest to polityka do przyjęcia. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Poseł Aleksander Małachowski:

    Dziękuję, panie marszałku.

    Wysoka Izbo! Źle się dzieje, kiedy debata o polskiej polityce zagranicznej przeradza się w obrażanie prezydenta, obrażanie ministra spraw zagranicznych, premiera, kiedy jakieś historiozoficzne zamierzchłe teorie zaczynają zdobywać prawo obywatelstwa; Ąle się dzieje. Źle się dzieje szczególnie wtedy, kiedy jeden z posłów, szef klubu bądĄ co bądĄ znaczącego, posuwa się w swojej manii obrażania Rzeczypospolitej, władz Rzeczypospolitej poza granicę, którą można wytrzymać, dlatego mówię o tym parę słów. Jeśli nie mamy zamienić parlamentu w jakieś miejsce, które naród będzie potępiał, które naród polski będzie odrzucał, bo Polacy nie lubią tego, co się tu dzieje... Dowodem na to, o czym mówię, są notowania parlamentu, jedne z najniższych w jego historii. Źle się dzieje.

    PrzejdĄmy jednak do zasadniczego przedmiotu naszego spotkania, naszej debaty. Myślę, że chciałbym zacząć od gratulacji dla pana premiera Cimoszewicza, który zrobił bardzo wiele dla tego, by polską politykę zagraniczną, która - jak się wydawało w poprzednich latach - nie bardzo pewnie stała na nogach, postawić na nogach mocno. Obecnie dyplomacja polska uzyskała kilka znaczących osiągnięć. Pierwsze, najważniejsze, to jest Unia Europejska. To jest bardzo ważny, historyczny moment dla Polski. Niestety, przypadł on na moment poważnego kryzysu ekonomicznego w Europie i dlatego nasze warunki przyjęcia nie mogły być takie, jakie można było osiągnąć jeszcze parę lat temu, kiedy Europa się rozwijała. Wystarczy wspomnieć Niemców, którzy sprowadzali robotników z całej Europy, z Azji, Turków, sprowadzali z biednych krajów, Greków, ludzi z Chorwacji, Jugosławii, dzisiaj w Niemczech jest parę milionów bezrobotnych. Często politycy nasi, krytykując to, że nie osiągnęliśmy tego, co chcieliby widzieć w dziedzinie akcesji do Unii, zapominają o tym, że akcesja nasza następuje się w bardzo trudnym momencie dla istniejącej Unii Europejskiej. Tam też jest bardzo ostry kryzys. Jeżeli się o tym zapomina, jeżeli się o tym mówi bez uwzględnienia tego faktu, to mówi się po prostu nieprawdę.

    Wysoka Izbo! Następnym powodem do złożenia gratulacji panu premierowi jest umocnienie sytuacji kadrowej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Ja byłem członkiem komisji w poprzednich kadencjach, w I i II kadencji Sejmu, i widziałem tam rzeczy bardzo zabawne. Widziałem tam nerwowe poszukiwanie nowych kadr, które to poszukiwanie prowadziło do tego, że bardzo często na stanowiska ambasadorów, na stanowiska w tym urzędzie centralnym byli powoływani ludzie zupełnie przypadkowi, bez kwalifikacji, bez doświadczenia, bez znajomości języków. Otóż wydaje mi się, że premier Cimoszewicz przeciął te praktyki, a były one niedobre. Pamiętam kiedyś taką odbytą przed laty dwudziestu rozmowę z ambasadorem Polski w Chinach. To był poważny profesor uniwersytetu z Poznania, który mi opowiadał, jak jego ambasada zamienia się w śmietnik, do którego zrzuca się wszystkich ludzi niewygodnych dla władzy w Polsce - niech jadą do Chin, bo to daleko, bo trudno przyjechać. A on musiał się tam męczyć, prowadząc ambasadę z niekompetentnymi ludĄmi. Przypłacił to zresztą ciężką chorobą. Tak było przez długie lata. Potem także zaczął się okres, który mogliśmy tutaj obserwować w Sejmie, poszukiwania za wszelką cenę nowych ludzi. W tym był pewien racjonalny wątek, mianowicie że trudno przekonać Europę, że ta bezkrwawa rewolucja w Polsce przyniosła jakieś konkretne efekty, jeśli na stanowiskach dyplomatycznych pozostawali ludzie związani z poprzednią epoką, z poprzednim reżimem. To poszukiwanie nowych twarzy było zatem sensowne w założeniu, ale niestety w praktyce bardzo często do dyplomacji trafiali ludzie przypadkowi, trafiali ludzie czasami wręcz cynicznie traktujący swoją powinność. Pamiętam spotkanie z pewnym młodym człowiekiem, który mówił, że w gruncie rzeczy to nie dyplomacja go interesuje, ale badania plemienia indiańskiego w Ameryce Południowej i dlatego on się godzi zostać tam urzędnikiem dyplomatycznym. Mam nadzieję, że to się już na zawsze skończyło, choć być może znajdą się jacyś ludzie, którzy będą teraz jeszcze wypominać premierowi Cimoszewiczowi takie czy inne pociągnięcia, ale nie sądzę, żeby te wypominania miały inne podłoże niż czysto polityczne. W każdym razie na pewno tworzy się nowa kadra dyplomatyczna, a ta kadra, która tam jest teraz - bo jestem dalej członkiem Komisji Spraw Zagranicznych - prezentowana, jest kadrą z prawdziwego zdarzenia. Są to ludzie doświadczeni, są to ludzie wykształceni, są to ludzie znający języki - i to się liczy. Liczą się ich umiejętności, a nie tylko i wyłącznie rozpatrywanie tego, czy oni byli kiedyś w dyplomacji czy nie byli. W dyplomacji byli różni ludzie, byli także bardzo dobrzy, znakomici ludzie, którzy do dzisiaj zajmują tam odpowiedzialne stanowiska i przynoszą Polsce wiele korzyści.

    Następna sprawa, którą chciałbym poruszyć - mówiłem o tym także wczoraj na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych - to polityka wschodnia. Myślę, że wbrew tym oskarżeniom, które słyszeliśmy, pan premier Cimoszewicz dużo zrobił w tej dziedzinie - pan minister spraw zagranicznych, bo ciągle mówię ˝pan premier˝ wskutek dawnego nawyku - aby ułożyć stosunki, poprawić stosunki. Z tym że tutaj tak do końca się tego nie da osiągnąć, to musi być proces wieloletni. Proszę państwa, ja pochodzę ze wschodu, z dawnej Galicji, ten kraj jest obecnie częścią Ukrainy, tam nienawiść pomiędzy tymi narodami i zbrodnie, do jakich tam doszło, są tak straszne, że tego się przez jedno czy dwa pokolenia nie zapomni. Kto raz widział, jak jego rodziców piłują piłą na żywca, ten nie zapomni tego Ukraińcom do końca życia i szkoda go przekonywać. On musi swoje przecierpieć, on musi tę swoją nienawiść chować, bo to jest ludzkie, to jest prawda. Tak samo Ukraińcy mają także wiele pretensji do nas, o czym my niechętnie mówimy, do różnych naszych akcji pacyfikacyjnych. A co się działo w 1920 r.? - przypominają, a co się działo za czasów walk z Kozakami? - przypominają. Wszystkośmy to słyszeli, my, ludzie stamtąd, słyszeliśmy te rzeczy bardzo wiele razy. Wydaje mi się, że tu trzeba uzbroić się w wielką cierpliwość, trzeba prawdopodobnie te ambasady wyposażyć także w coś, co było kiedyś na tamtych obszarach Związku Radzieckiego bardzo ważne - polskie pisma, polska kultura były tam wielkim magnesem. Polskie pisma były traktowane tak, jak my traktowaliśmy pisma zachodnie. Oni stamtąd czerpali wiedzę o świecie, o tym innym świecie, niesowieckim. To miało wielkie znaczenie w przebudowie myśli politycznej w Związku Radzieckim. Myślę, że to dzisiaj powinno być kontynuowane, aby polska myśl polityczna, myśl kulturalna tam odgrywała rolę, bo to jest tam nadal popularne, nadal chętnie tam są widziane nasze zespoły artystyczne, nasi artyści, nasze filmy. Tylko trzeba temu zapewnić bazę materialną, a z tym, jak wiemy, jest gorzej, choć może nie do końca.

    Mówimy tutaj o złych stosunkach z Rosją, mamy oczywiście uzasadnione pretensje do Rosji, ale nie zapominajmy, że także Rosjanie mają pretensje do nas. Proszę państwa, bardzo złym echem odbiły się w Rosji wszystkie takie działania, jak niszczenie cmentarzy radzieckich, burzenie pomników...

    (Poseł Antoni Macierewicz: Kiedy?)

    Teraz, panie Antku, teraz to się dzieje. Niech pan pojedzie na cmentarz bohaterów radzieckich we Wrocławiu i zobaczy, w jakim jest stanie, co się tam dzieje. Niech pan to tylko obejrzy uczciwym okiem, a nie poprzestaje na krzykach na sali sejmowej. (Oklaski)

    (Poseł Antoni Macierewicz: Kiedy?)

    Niech pan to zobaczy. Tam oni nie są w stanie zrozumieć tego, ponieważ dla nich groby bohaterów wojny wyzwoleńczej, tej wielkiej wojny ojczyĄnianej, są święte, a tutaj były burzone pomniki tych żołnierzy, była ta afera w Toruniu, niszczone są cmentarze. Nie wolno zapominać, że nie ma wyodrębnionej jednej sprawy, te wszystkie sprawy się łączą, powodując nieustający konflikt, i raczej należy szukać jakichś ludzkich sposobów zapobieżenia tym konfliktom niż udawać, że tego nie ma.

    Jeszcze ostatnia rzecz, którą chciałem tu poruszyć - tu nie będę w zgodzie z panem premierem Cimoszewiczem. Bardzo mnie niepokoi ta nasza akceptacja zagrożenia wojennego, które w tej chwili na świecie się pojawia. (Oklaski) Mówię to dlatego, że ja tutaj, na tej trybunie sejmowej nie jestem tylko politykiem polskim, przewodniczącym partii koalicyjnej, ale jestem także członkiem największej na świecie organizacji humanitarnej - i współodpowiedzialnym za nią - jaką jest Polski Czerwony Krzyż, którym kieruję od 5 lat. Dla nas, ludzi Czerwonego Krzyża, wojna jest czymś, o czym wiemy bardzo dużo. Zapraszam państwa za parę dni - nie mogę dokładnie podać daty, bo zapomniałem - na wystawę do biblioteki uniwersyteckiej, gdzie Polski Czerwony Krzyż dzięki środkom, którymi nas wspomogła Kanada, organizuje wystawę o skutkach stosowania min przeciwpiechotnych. Państwo zobaczą, co to jest wojna, jak to wygląda, bo my to znamy, bo my się przez kilkadziesiąt lat istnienia, a właściwie to już sto kilkadziesiąt lat istnienia Czerwonego Krzyża, tymi sprawami zajmujemy. Zresztą nie zajmujemy się biernie, bo nie tylko znak Czerwonego Krzyża jest obecny na wszystkich miejscach, gdzie życie ludzkie jest zagrożone, my także uczymy - i w Polsce też to robimy, dzięki wsparciu pana ministra obrony narodowej i poprzednich ministrów mamy możność działania - prawa humanitarnego. Czerwony Krzyż jest promotorem w armii, w Policji, we wszystkich służbach mundurowych humanitarnych zasad walki, rycerskiej wojny. Uczymy tego. I dlatego z olbrzymim niepokojem słuchamy słów wyrażających akceptację ewentualnego zagrożenia wojennego. Ja patrzę na to także z punktu widzenia człowieka mojego wieku. Jestem jednym z nielicznych już tu w Sejmie ludzi, może jedynym, który był i ofiarą, i żołnierzem ostatniej wojny światowej. Byłem więĄniem, byłem działaczem czy żołnierzem Armii Krajowej. Także potem kilkakrotnie byłem więĄniem politycznym. Do dzisiaj mi to grozi, nawet w III Rzeczypospolitej. Podobno mam iść do więzienia na trzy lata za obronę działaczy Solidarności przed zniesławieniem, przed pohańbieniem ich przez sąd lustracyjny. Proszę państwa, dla mnie wojna - dla nas wszystkich, którzy to przeżyliśmy - to jest złe wspomnienie, tym bardziej że ta wojna dla nas, ludzi Czerwonego Krzyża, toczy się w sposób bolesny, bo my tworzymy Federację Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca. Ta wojna dla nas toczy się w obrębie naszego świata, bo stworzyliśmy nasz wspólny świat. Tworzymy wspólnotę ideowo-moralną z ludĄmi, którym ideały Czerwonego Krzyża są bliskie i którzy - ponieważ krzyż jest dla nich rzeczą trudną do przyjęcia i obcą - posługują się swoim znakiem religijnym, jakim jest półksiężyc.

    Z pozycji członka Federacji Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca patrzę na to wszystko, co się dzieje, z dużym niepokojem. Źródłem tego - mówił o tym wczoraj na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych pan prof. Giertych i ja się z nim zgadzam - jest ciągle nierozwiązany konflikt wokół Palestyny. Tam jest Ąródło tej wojny, która może się łatwo, jeśli będziemy nieostrożni, zamienić w wojnę dwóch cywilizacji: cywilizacji islamskiej i cywilizacji chrześcijańskiej czy pochrześcijańskiej, jak ją tam możemy nazwać, bo niewątpliwie chrześcijaństwo zdominowało te kraje, które są po drugiej stronie tego konfliktu, nie po stronie muzułmańskiej. Dlatego z bardzo dużym niepokojem mówię o tym nie tylko jako stary człowiek, który doznał szkody w czasie wojny i widział to wszystko straszne, co się działo, ale także jako prezes Polskiego Czerwonego Krzyża. Chciałbym tu widzieć raczej nasze działania pokojowe. Myślę, że pan minister Cimoszewicz, jeśli zechce uznać racje, o których mówię, podejmie starania zmierzające w tym kierunku, by iść drogą pokojowego rozwiązania tego konfliktu. A mamy w tym wsparcie nie byle kogo, bo Jana Pawła II, papieża Kościoła katolickiego.

    Myślę, Wysoka Izbo, że ta dramatyczna sytuacja, w jakiej w tej chwili żyjemy, nie zostanie rozwiązana tak długo, jak długo nie zostanie rozwiązany konflikt palestyński. Tam rodzi się ta nienawiść, a można ją załagodzić w jeden sposób: trzeba przywrócić państwo palestyńskie. (Oklaski) Ta idea została zapomniana, a jednak temu narodowi należy się własne, samodzielne państwo, tak jak należy się innym narodom. Sądzę, że dopóki ta sprawa nie zostanie rozwiązana pomyślnie, dopóty będzie jarzył się ten konflikt, który może zapalić świat. Oby do tego nie doszło. Generalnie sądzę, że dużo zrobiono na rzecz tego, by polską dyplomację skierować na dobrą drogę, by ona zmieniła swoje oblicze, by była dzisiaj siłą pożyteczną dla naszego narodu. Dziękuję, panie marszałku. (Oklaski)

    (Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Janusz Wojciechowski)


Poseł Zbigniew Chrzanowski:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Członkowie Koła Parlamentarnego Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego z zainteresowaniem wysłuchali informacji rządu dotyczącej kierunków polityki zagranicznej w tym roku. Ostatnie lata pokazały, że polityka zagraniczna kolejnych rządów Polski niepodległej nie wzbudza znaczących kontrowersji. W obszarze tym potrafiliśmy się porozumieć bez względu na dzielące nas różnice polityczne. Uważamy to zjawisko za bardzo korzystne z punktu widzenia naszych interesów międzynarodowych. Uważamy, że sukcesy takie jak przystąpienie Polski do NATO czy zakończenie negocjacji z Unią Europejską można było osiągnąć tylko dzięki polityce kontynuacji i porozumienia wszystkich sił politycznych w Polsce. W tym aspekcie przystąpienie Polski do Unii Europejskiej trzeba traktować jako dorobek kolejnych rządów III Rzeczypospolitej. Dobrze, że ten rząd o tym pamięta.

    Pan minister Cimoszewicz przedstawił nam główne kierunki polskiej polityki zagranicznej w 2003 r. Zasadniczym priorytetem będzie podpisanie i ratyfikacja traktatu akcesyjnego Polski do Unii Europejskiej. Niewątpliwie będzie to wydarzenie historyczne. Podzielamy zdanie rządu, iż powinniśmy uznać to za priorytet polskiej polityki zagranicznej. Kopenhaga nie zakończyła naszej drogi do Unii. Był to niewątpliwie sukces polityczny. Niestety, nie udało się wynegocjować warunków, które w pełni satysfakcjonowałyby polskie społeczeństwo. Niedobrze się dzieje, że im dalej od Kopenhagi, tym więcej niewiadomych odnośnie do tego, co tak naprawdę wynegocjowano. Tę sytuację należy przeciąć i przedstawić porządny bilans naszego członkostwa, szczególnie w obszarze rolnictwa.

    Przed nami referendum. W ostatnich latach na polskiej scenie politycznej pojawiły się siły kontestujące potrzebę integracji. Używają one często demagogicznych argumentów, straszą społeczeństwo utratą suwerenności, relatywizmem światopoglądowym, a także możliwością utraty polskiej tożsamości. W ten sposób budują swój kapitał polityczny. Rząd nie powinien dostarczać im argumentów. Wspieramy inicjatywę Episkopatu Polski dążącego do zawarcia klauzul ochronnych w traktacie akcesyjnym, idąc za przykładem Malty i Irlandii. Klauzule ochronne, które zagwarantują Polsce suwerenność w decydowaniu o sferze moralnej, kulturowej i światopoglądowej, w znaczym stopniu pomogą zlikwidować nieuzasadnione fobie występujące w polskim społeczeństwie.

    Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe aktywnie włączyło się w inicjatywę dotyczącą Karty Przyszłości, ruchu obywatelskiego na rzecz integracji europejskiej. Jest to inicjatywa środowisk posierpniowych, ludzi, którzy wnieśli największy wkład w przystąpienie Polski do struktur europejskich. Pracujemy aktywnie na rzecz pozytywnego wyniku referendum.

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Równolegle do naszych działań akcesyjnych toczą się prace Konwentu Europejskiego nad przyszłym kształtem Europy. Nie tak dawno przeprowadziliśmy debatę w Sejmie na ten temat. Wiemy, że w pracach aktywnie uczestniczą przedstawiciele parlamentu i rządu. Cieszymy się z propozycji złożonej przez polską delegację dotyczącej umieszczenia preambuły z naszej konstytucji w traktacie konstytucyjnym Europy. Kończy się czas dyskusji w Konwencie. Nadchodzi czas decyzji. Świadczy o tym ostatnia propozycja Schroedera i Chiraca dotycząca prezydencji Unii Europejskiej. Są to ważne decyzje, decyzje, które będą miały wpływ na to, w jakiej Europie się znajdziemy. W naszym przekonaniu za mało jest aktywności ze strony polskiej. Nasze stanowisko w tych kwestiach powinno być bardziej znane opinii publicznej, wszak niedługo czeka nas drugie referendum, w którym społeczeństwo polskie będzie musiało się wypowiedzieć w sprawie przyjęcia traktatu konstytucyjnego. Dobrze byłoby budować świadomość uczestniczenia społeczeństwa w procesie podejmowania decyzji.

    Wysoka Izbo! Pan minister Cimoszewicz powiedział, że po 11 września zmieniło się środowisko międzynarodowe. Stało się mniej przewidywalne, mniej stabilne. Stawia to nowe wyzwania przed polską dyplomacją. Mamy tego świadomość. W pełni popieramy udział Polski w koalicji antyterrorystycznej. To, co się wydarzyło 11 września, a także po tej dacie, nie może pozostać bez reakcji.

    Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe w pełni popiera zbliżenie polsko-amerykańskie, jakie nastąpiło w ostatnim okresie. Jest to szczególnie ważne w czasie, kiedy rządy socjaldemokratyczne państw europejskich starają się dystansować od polityki Georga Busha. Wspólnie z innymi państwami z naszego regionu powinniśmy umacniać współpracę transatlantycką. Pamiętajmy, że Stany Zjednoczone Ameryki były jednym z głównych adwokatów poszerzenia Unii Europejskiej. Dzisiaj naszym obowiązkiem jest śmiałe i niezachwiane wsparcie Stanów Zjednoczonych w działaniach zmierzających do eliminacji zagrożenia terrorystycznego na świecie. To niewątpliwie wzmacnia pozycję Polski także w stosunkach z innymi państwami. Mamy nadzieję, że ta współpraca polityczna przyniesie także wymierne korzyści gospodarcze.

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Próba odbudowy dobrych stosunków z Rosją nie do końca się powiodła. Owszem, jeśli chodzi o spotkania na wysokim szczeblu, to widać wyraĄne ocieplenie stosunków. Nadal jednak pozostają nierozwiązane sprawy gazociągu i dostaw gazu. Pozostaje duży deficyt w wymianie handlowej. Polscy przedsiębiorcy nadal napotykają problemy po kryzysie 1998 r. Wiele do zrobienia pozostaje w zakresie ochrony praw człowieka w Rosji. Chodzi nam głównie o przypadki dyskryminacji polskich księży. Znane nam przypadki wydalenia polskich księży do tej pory nie doczekały się wyjaśnień ze strony rosyjskiej. Polska dyplomacja zbyt delikatnie podchodzi do tych spraw. Okazuje się, że rządy lewicowe nie mają recepty na poprawę stosunków polsko-rosyjskich. A przecież dobre stosunki polsko-rosyjskie mają dla nas ogromne znaczenie. Uważamy, że kluczem do nich będzie mocna pozycja Polski zarówno w NATO, jak i w Unii Europejskiej.

    Istotnym problemem są stosunki polsko-ukraińskie. Od roku 1993 były one ukierunkowane na rozwiązywanie konkretnych problemów utrudniających współpracę gospodarczą, kulturalną i wojskową. Zbliżenie polsko-ukraińskie nie opiera się jednak jeszcze na mocnych fundamentach gospodarczych. Utrzymuje się niewielki obrót handlowy. Stosunki polsko-ukraińskie wpływają także na sytuację w Europie Środkowowschodniej. Przez nasze kraje przechodzą przecież strategiczne szlaki: Wschód-Zachód i Północ-Południe. Polska i Ukraina posiadają ponadto znaczące w Europie zasoby terytorialno-demograficzne. Współpracując razem, muszą być zawsze poważnie brane pod uwagę przez inne państwa naszego kontynentu. Trwałość strategicznego partnerstwa Polski i Ukrainy przechodzi obecnie próbę pod wpływem efektu zróżnicowanego tempa procesów transformacyjnych. Polska gospodarka, jak również instytucje społeczno-polityczne rozwijają się o wiele szybciej i skuteczniej niż na Ukrainie, gdzie niestety od lat trwa kryzys ekonomiczny. Istnieją obawy, że Ukraina może ponownie popaść w zależność od Rosji. Chcemy podkreślić z całą stanowczością, że sprawa pojednania polsko-ukraińskiego leży w interesie obu naszych niepodległych państw i narodów. Ta historyczna szansa nie powinna być zaprzepaszczona. Jeśli Polska chce być kreatorem polityki wschodniej w przyszłej Unii Europejskiej, to powinna aktywnie działać na rzecz zbliżenia Ukrainy do struktur atlantyckich i europejskich. Prezydent Bush określił wolną i zjednoczoną Europę jako obszar pomiędzy Morzem Bałtyckim a Morzem Czarnym.

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Pan minister mówił także o dalszej ekonomizacji służby dyplomatycznej. Obserwując działalność placówek dyplomatycznych w naszym kraju, widać, jak wielką wagę przywiązują one do realizacji interesów gospodarczych swoich państw. Dziś w globalizującej się gospodarce coraz mniejszą rolę odgrywa polityka, ustępując na rzecz ekonomii. Niemniej jednak promocja polskiej gospodarki, zabieganie o dobre interesy polskich firm na rynkach zagranicznych mają ogromne znaczenie. Poprawa w tej kwestii jest zauważalna. Jednak przełomu nie widać. Bardzo wolno przebiega realizacja ustawy o zespoleniu placówek radców handlowych z ambasadami. Uważamy także, że istnieje potrzeba zmiany mentalności naszych kadr dyplomatycznych. Ostatnio zauważamy, że na placówki nominowane są w większości osoby o długim stażu dyplomatycznym w dawnym PRL. Jak wiemy, osoby te nie mają problemów merytorycznych, raczej problemy z mentalnością i sposobem myślenia. Jesteśmy przekonani, że nie służy to realizacji zadań, jakie stawia przed sobą Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Warto sięgnąć po nowych ludzi. Jak pokazują doświadczenia innych państw Europy Środkowowschodniej, postawienie na nowe kadry przyniosło wymierne efekty.

    Panie i Panowie Posłowie! Ministerstwo Spraw Zagranicznych przedstawiło ostatnio rządowy program działań na rzecz środowisk polonijnych. To bardzo ważna inicjatywa. Program ten jest przedmiotem prac Komisji Spraw Zagranicznych naszego parlamentu. Polonia powinna być najlepszym ambasadorem Polski w wielu krajach świata. Odpowiednia polityka w stosunku do środowisk polonijnych na całym świecie, jak i środki na nią przeznaczone mogą przynieść nam ogromne korzyści. Należy podkreślić pracę, jaką Polonia amerykańska wykonała na rzecz przyjęcia Polski do NATO. Nie bez znaczenia będzie też rola Polonii europejskiej w procesie naszej integracji. Program przedstawiony komisji wzbudził wiele uwag. Mamy nadzieję, że rząd będzie skłonny przyjąć uwagi komisji i aktywnie będzie realizował ten program.

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej, a także nowa sytuacja międzynarodowa otwierają przed polskimi służbami dyplomatycznymi nowe możliwości, ale też nakładają na nie szereg obowiązków. Mamy nadzieję, że wykorzystamy dane nam możliwości i podołamy obowiązkom. Z uwagą wysłuchaliśmy informacji rządu na temat kierunków polityki zagranicznej i będziemy głosować za jej przyjęciem. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Poseł Antoni Macierewicz:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Koło Ruchu Katolicko-Narodowego odrzuca perspektywę polityki zagranicznej Rzeczypospolitej Polskiej zarysowaną przez rząd pana Millera i przedstawioną w imieniu tego rządu przez pana ministra Cimoszewicza. Odrzucamy tę perspektywę dlatego, że zbudowana ona jest na zanegowaniu, na kwestionowaniu państwa narodowego i interesu narodowego jako głównego motoru oparcia i Ąródła polityki państwa. Odrzucamy tę politykę, tę perspektywę dlatego, że podporządkowuje ona politykę polską w pełni i absolutnie wejściu i istnieniu w nowym bycie politycznym, jakim ma być Unia Europejska. Odrzucamy tę perspektywę także dlatego, że nie stwarza ona żadnych nadziei - dzisiejsze kolejne już przemówienie przedstawiciela rządu upewnia nas o tym - ani nie daje ona żadnych szans na to, by odbudować siłę państwa polskiego. Polska potrzebuje dzisiaj trzech rzeczy. Potrzebuje pokoju; potrzebuje pokoju dlatego, że - mimo upływu blisko 60 lat od zakończenia II wojny światowej - na skutek okupacji komunistycznej i zmarnowania ostatnich 13 lat wciąż niezaleczone są rany, jakie zadano nam w tych minionych 60 latach. Polska potrzebuje odbudowy siły moralnej, gospodarczej i politycznej narodu. Polska potrzebuje wreszcie rzeczywiście silnego państwa. Mówiono tutaj, z tej trybuny - wspominał o tym pan przewodniczący Kaczyński - iż trzeba mówić, że Polska jest silnym państwem. Panie prezesie, od samego mówienia rzeczywistość niestety się nie zmienia. Polska musi być silnym państwem, ale szanse, jakie na to były w ciągu ostatnich 13 lat, zostały w dużej mierze zaprzepaszczone. Polska dzisiaj nie jest silnym państwem. Polska nie ma uczciwej administracji, Polska nie ma armii, Polska nie ma policji, Polska nie ma wreszcie gospodarki. Polska jest państwem słabym. Zadaniem polityki zagranicznej jest stworzenie warunków, by była państwem silnym. Likwidacja, abdykacja, rezygnacja z niepodległości nie jest drogą do budowy silnego państwa. Idea, że Francuzi, Niemcy, Hiszpanie czy Anglicy zbudują za Polaków siłę polskiego państwa, jest absurdem i każdy, kto sobie to uzmysłowi, jest w stanie to zrozumieć. I albo panowie, którzy nas pchacie do Unii, oszukujecie siebie, albo oszukujecie cały naród polski. (Oklaski). Kwestionowanie polityki narodowej odbywa się zarówno w wymiarze międzynarodowym, jak i w wymiarze wewnętrznym. Jeśli chodzi o wymiar międzynarodowy, to wynikało to z przemówienia pana Cimoszewicza w taki oto sposób, że Polonii, Polaków żyjących na świecie w tym przemówieniu niemal nie było, na doczepkę na samym końcu. Tymczasem polityka narodowa polega na tym, że się dba tak samo o obywateli własnego państwa, jak i o wszystkich Polaków, którzy mieszkają na całym świecie. Gdzie w tym przemówieniu, i gdzie w wizji tego rządu były interesy Polonii w Niemczech? Gdzie był postulat, który został zmarnowany i - mimo powtarzania go przez opozycję - systematycznie negowany przez rządzących, żeby Polakom w Niemczech przywrócić prawa mniejszości narodowej?

    Panie Ministrze! To hańba nie tylko dlatego, że o tym nie mówicie, ale także dlatego, że o tym nie pamiętacie. (Oklaski) To po prostu hańba. Gdzie w tej polityce mieści się wielka wspólnota Polska na Wschodzie? Gdzie mieści się walka o jej interesy, nie tylko o to, by zapewnić jej warunki mniejszości narodowej - co jest punktem wyjścia - ale także o to, by odbudować polską przestrzeń kulturalną na Wschodzie, bo ci ludzie tam są i oni - jak słusznie mówią - z Polski nie wyszli, oni Polski nie zdradzili. To Polska ich porzuciła. Nie mówimy o czasach okupacji, ale mówimy o czasach po 1989 r., Polska ich wtedy porzuciła. O tym, panowie, nie chcecie pamiętać, a to jest wymiar polityki narodowej; 20 mln Polaków mieszkających poza obecnymi granicami Rzeczypospolitej. Rozumiem, że panu ministrowi ani panu premierowi Millerowi nie podoba się Polonia amerykańska. Prezydentowi Bushowi podoba się. Mówi, że to jest w ogóle to, co Ameryka ma najcenniejsze; to jego przemówienie, które zostało w Polsce zapomniane. Eksponowaliście państwo miłe słowa, które w obecności prezydenta Kwaśniewskiego pan Bush skierował do Polaków, do narodu polskiego, a nie do pana Kwaśniewskiego - do Polaków i do narodu polskiego - a zapomnieliście o tym, co powiedział o Polonii, co powiedział o Kongresie Polonii Amerykańskiej. Zapomnieliście o tej instytucji w ogóle. Dlaczego? Może dlatego, że to jest instytucja reprezentująca 10 mln Polaków, w której jasno się mówi: alternatywą rzeczywistą dla służalczej polityki, jaką państwo teraz realizujecie, jest polityka sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi; i to w przesłaniu Kongresu Polonii Amerykańskiej jasno zostało powiedziane. Wreszcie polityka narodowa rozumiana jako polityka wobec obywateli czy też na rzecz obywateli państwa polskiego. Co z niej, panowie, rzeczywiście realizujecie? Co rzeczywiście gwarantujecie? Pan minister mówi, że Polska wchodzi do Unii Europejskiej, będzie częścią mocarstwa europejskiego. Gdy usłyszałem te słowa, przypomniał mi się fragment z pamiętników pana towarzyszki, współtowarzyszki z przeszłości, pani Wandy Wasilewskiej, która w roku 1944, gdy pan Stalin powiedział jej, że pójdzie do utworzonego przez komunistów rządu w Warszawie, powiedziała: towariszcz Stalin, ja by chotieła rabotat' w mirowych massztabach. Wy ciągle chcecie pracować na poziomie światowym, ale zapominacie o kraju, ale nie myślicie o Polsce, ale, że tak powiem, za złudzenie pewnej szansy międzynarodowej płacicie interesami Polaków. Na tym polega problem, przed którym stoimy.

    (Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Donald Tusk)


Poseł Antoni Macierewicz:

    Dziękuję najmocniej. Tylko cytowałem współtowarzyszkę Sojuszu Lewicy Demokratycznej panią Wandę Wasilewską.


Poseł Antoni Macierewicz:

    Jeżeli można kontynuować, panie marszałku.

    Przedstawiacie państwo wspaniałą perspektywę wejścia do Unii Europejskiej. Ale czy gwarantujecie Polakom pełną własność na ziemiach zachodnich? Czy załatwiliście państwo, że zostały rozwiązane problemy nierozwiązane przynajmniej od 1991 r., od traktatu polsko-niemieckiego? Nie tylko, że ich nie załatwiliście, ale wprowadzacie w błąd Sejm i opinię publiczną, że tego problemu nie ma, a on niestety jest, tylko objawi się wtedy, kiedy będzie za póĄno na reakcje. I to jest wasza odpowiedzialność.

    Podobnie, niestety, wygląda sytuacja na granicy wschodniej. Podobnie nie zostały do końca rozwiązane problemy z Kaliningradem i z dążeniem Rosji do tworzenia korytarza przez Polskę. Te dążenia ciągle są i żaden układ między Unią Europejską a Rosją tych dążeń nie przekreśli, bo przekreślić może tylko zdecydowane stanowisko Polski, a nie innego mocarstwa, nie innej organizacji.

    Najważniejsze w tej sprawie jest to, że wprowadzacie Polskę do Unii Europejskiej, która ma być jednym państwem, federacyjnym, ale jednym państwem, z prezydentem, rządem, parlamentem, wspólnymi granicami i jednym scentralizowanym bankiem kierującym finansami. Wprowadzacie w błąd polską opinię publiczną nie tylko co do korzyści gospodarczych. Cóż to za korzyść, że ceny wzrosną o 30%? To ma być korzyść? Cóż to za korzyść, że produkcja rolna i produkcja stali będą musiały spaść? To ma być korzyść? Ale przede wszystkim wprowadzacie w błąd, nie pokazując fundamentalnego, zasadniczego faktu, iż Polska będzie musiała zrzec się suwerenności. Ba, pan minister Cimoszewicz, a także jego zastępczyni pani Hübner, idzie dalej. Na żądania, które były formułowane tu, na tej sali, ale przede wszystkim na żądania Kościoła katolickiego, żeby do traktatu akcesyjnego została dołączona nota jednoznacznie stwierdzająca, że nie będzie żadnych zmian godzących w ochronę życia i godzących w rodzinę, pan Cimoszewicz i pani minister Hubner powiedzieli: nie. A dzisiejsze pana przemówienie potwierdza to ˝nie˝. Mówię o tym także dlatego, że istotni i ważni przywódcy części centroprawicy, pan przewodniczący Płażyński, pan przewodniczący Kaczyński, podnosili tę sprawę jako ważny dla siebie postulat - to jest postulat ważny dla wszystkich Polaków, to jest postulat ważny dla narodu polskiego i nie wystarczy tylko sformułować go z tej mównicy. Apeluję do pana Płażyńskiego, apeluję do Prawa i Sprawiedliwości, żeby wymusić jeszcze w tym tygodniu, bo tylko ten tydzień jest przeznaczony na interwencje w tej sprawie, zmianę stanowiska rządu. Jeżeli rząd nie zmieni swego stanowiska, liczę na to, że będziecie głosowali za odrzuceniem tego sprawozdania, bo w tym sprawozdaniu, przedstawionym przez pana Cimoszewicza, zawarte jest ˝nie˝ dla noty gwarantującej ochronę życia i ochronę rodziny, ochronę przyszłości narodu polskiego, nawet w waszej perspektywie, podporządkowującej interesy polskie Unii. Rozumiem, że w tej sprawie, panowie, jeżeli nie zostanie zmienione przez pana Cimoszewicza stanowisko, będziecie głosowali za odrzuceniem tej informacji.

    Oczywiście, takie noty, gdybyśmy zachowali taką logikę, powinny dotyczyć także zwierzchnictwa konstytucji, prawa konstytucyjnego, prawa polskiego nad prawem unijnym. Niech pan powie, panie ministrze, jak wyglądać będzie praktyka po wejściu Polski do Unii: Czy prawo polskie będzie ponad prawem unijnym, czy odwrotnie? Czy konstytucja polska będzie rzeczywiście najwyższym prawem w Rzeczypospolitej, czy będzie rodzajem regulaminu, nawet nie regulaminu Sejmu, takim regulaminem jednego z dodatkowych zakładów pracy w wielkim, jak to niestety trafnie czasami się mówi, eurokołchozie?

    Otóż to są problemy, które przed nami stoją, podobnie jak zagwarantowanie tego, o co podobno teraz toczą się targi, a mianowicie zagwarantowanie prawa nabywania ziemi przede wszystkim obywatelom polskim, a nie cudzoziemcom.

    Wreszcie sprawa, która w perspektywie, być może, jest najważniejsza.

    Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Do dzisiaj Sejm Rzeczypospolitej i polska opinia publiczna nie znają traktatu akcesyjnego. Jeżeli nie zostanie on nam przedstawiony do końca tego tygodnia, to powtórzy się to, od czego rząd pana Millera rozpoczął swoje działania na arenie międzynarodowej, co - jak rozumiem - ma być fundamentalną zasadą i myślą przewodnią tego rządu: najpierw załatwiamy w Brukseli, a potem ewentualnie pokazujemy polskiej opinii publicznej. Najpierw ważni są pan Verheugen i mocodawcy z Brukseli, a dopiero póĄniej obywatel i podatnik, wyborca polski. Tak wygląda polityka tego rządu. Dlatego raz jeszcze domagam się, żeby ten traktat akcesyjny został Sejmowi polskiemu przedstawiony. To Sejm polski, to polska opinia publiczna musi się do niego ustosunkować jako pierwsza, a nie urzędnicy brukselscy.

    Na koniec taka uwaga. Wszyscy sobie zdajemy sprawę, że we współczesnym świecie polityka państwa narodowego jest niesłychanie trudna. Sytuacja Polski, także na skutek zmarnowania przez elitę ˝okrągłego stołu˝ szansy, jaką ciężką walką narodu uzyskaliśmy w 1989 r.... Bo nie jest tak - z całym szacunkiem dla pana posła Oleksego i pana Cimoszewicza - że to panowie daliście narodowi polskiemu tę szansę - wy robiliście wszystko, żeby jej nie było; to ludzie, walcząc, ginąc i cierpiąc przez 60 lat, wywalczyli szansę dla państwa polskiego. Ona jest teraz marnowana. Otóż jeżeli ona ma być odzyskana, to trzeba tak prowadzić politykę międzynarodową i zagraniczną Polski, żeby Polska nie została zgnieciona przez gignatyczne, tworzone teraz bloki międzynarodowe, bo to jest rzeczywiście logika współczesnego świata: tworzą się gigantyczne bloki, w których interes poszczególnego narodu się nie liczy, w których cedowany jest on na najsilniejszego partnera, stąd zagrożenie związane z wejściem do Unii Europejskiej. Wejście do Unii Europejskiej oznacza podporządkowanie się interesom politycznym i gospodarczym Niemiec oraz libertyńskiej polityce narzucanej przez elity libertyńskie, elity francuskie. Takie byłyby tego skutki.

    Nie jest łatwe wyjście z tej sytuacji. Co jest w związku z tym strategicznym interesem polskiej polityki zagranicznej? Strategicznym interesem polskiej polityki zagranicznej jest takie działanie, żeby uniemożliwić porozumienie się ponad głowami Polski przez tworzące się mocarstwo Europy i przez wielki blok azjatycko-europejski, blok rosyjski. Co należy zrobić, żeby to uniemożliwić? Jest tylko jeden partner na świecie, który, jeżeli będziemy silnym państwem, jeżeli stworzymy przestrzeń w środkowej Europie, przestrzeń zdolną funkcjonować gospodarczo i politycznie, jeżeli odbudujemy środkową Europę, będzie mógł być, że tak powiem, współdziałającym z nami mocarstwem, współdziałającym dla zagwarantowania polskich interesów politycznych, gospodarczych, polskiej niepodległości. Tym mocarstwem, tym państwem są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Państwo to dobrze wiecie, ale polityka, która....


Poseł Antoni Macierewicz:

    Ale polityka, którą proponujecie, polityka, którą chcecie Polsce narzucić, zmierza w dokładnie przeciwnym kierunku.

    Dlatego Ruch Katolicko-Narodowy wnosi o odrzucenie informacji rządu na temat polityki zagranicznej, przedstawionej przez pana ministra Cimoszewicza. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Poseł Wojciech Mojzesowicz:

    Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Wsłuchując się w debatę, słuchając niektórych wystąpień, można by pomyśleć, że Polska to państwo potężniejsze niż Stany Zjednoczone, słuchając zaś tego, co mówią inni, że jest tak słabe, że w ogóle już go prawie nie ma. Myślę, że prawda leży pośrodku. Czy chcemy, czy nie chcemy, to w Unii Europejskiej, w Europie i na świecie to miejsce znaleĄć sobie musimy. Nie ma takiej możliwości, żebyśmy się odcinali od wszystkich i od wszystkiego. Chciałoby się być obywatelem najsilniejszego i największego państwa. Ale my, Polacy, chcemy być obywatelami i Polakami i żyć tu, w tym miejscu.

    Chcę powiedzieć, że w wielu kwestiach nie podzielam tego, co robi pan minister Cimoszewicz. Wrócę potem do tego, jak zachowuje się nasze przedstawicielstwo, jak promowana jest Polska, tam gdzie powinno się to robić. Ale chcę też powiedzieć, że po 1945 r. też naród polski nie miał prawa wyboru. I wtedy Związek Radziecki i Wschód zmusiły nas do tego, żebyśmy zbudowali linię graniczną i odcięli się od tzw. państw demokratycznych. Przecież to nie z winy nas, Polaków, tak się stało. I trochę to powraca. Bo dzisiaj Unia Europejska ustawia nas znowu jako państwo graniczne, Niemcy rozmawiają i współpracują z Rosją, cała Unia Europejska prowadzi interesy, ale mówi: Wy, Polacy, będziecie pilnowali granicy na wschodzie. Pojawia się pytanie, na ile my możemy, a na ile powinniśmy prowadzić swoją niezależną politykę i na ile nie dać się zmusić do tego, żebyśmy byli odgraniczeni. Bo z jednej strony mówimy: Trzeba współpracować z Rosją, ze Wschodem, tam są rynki zbytu. Miałem okazję być teraz na tzw. targach żywnościowych w Berlinie. I muszę powiedzieć, że Rosja to już nie ta Rosja, co była 20 lat temu. Rosja dzisiaj ma nadprodukcję zboża, jest samowystarczalna żywnościowo. Oczywiście są tam rynki zbytu, ale całkiem inne niż te, które były 20 lat temu.

    (Poseł Tadeusz Samborski: Nie, Rosja jeszcze długo nie będzie samowystarczalna.)

    Ale, panie pośle, pan pozwoli; jeśli chodzi o te dane, to mam szczegółowe.

    (Poseł Tadeusz Samborski: Przepraszam.)

    Jeżeli chodzi o traktat akcesyjny, bo mówimy o pewnych zdarzeniach, o integracji z Unią Europejską, to myślę, panie ministrze, że będzie to naszą klęską, jeżeli nie pokusimy się wszyscy, wspólnie, o to, żeby przekonać społeczeństwo do uczestnictwa w referendum. Znając nasze polskie przywary, jeżeli pokusimy się o to, żeby obniżyć próg poniżej 50%, to w naszym polskim parlamencie następne pokolenia będą wciąż dyskutować o tym, kto zdradził, kto miał rację, kto dobrze życzył Rzeczypospolitej. W tak ważnej historycznej sprawie nam wszystkim, obecnemu rządowi i każdemu, kto ma wpływ na politykę państwa, powinno na tym zależeć. Trzeba zachęcić ludzi, niech podejmą decyzję. Nie podejmujmy decyzji za nich.

    A teraz wracam do kwestii tych targów, bo chciałbym mówić o tym, na czym się najbardziej znam. Zwolennicy integracji z Unią Europejską mówią, że przedstawiają nas tam w jak najlepszym świetle. I cóż ja spotykam na tych targach, panie ministrze, kiedy jest cztery miesiące do referendum i, nie wiem, rok do integracji? Takie targi odwiedza 300 czy 400 tys. Europejczyków z Unii Europejskiej. A jeśli chodzi o Polskę, która jest największym z 10 państw, o największym potencjale gospodarczym, i moglibyśmy pokazać, cośmy do tej pory zrobili i z czym teoretycznie wchodzimy lub nie wchodzimy, bo to się rozstrzygnie w referendum - to jest tam malutkie stoisko polskich przedsiębiorców. A my powinniśmy tam się pokazać. Pokazać, czegośmy dokonali, co potrafimy; tym bardziej że te targi odwiedzają nie tylko politycy, ale dziesiątki tysięcy mieszkańców Europy, w tym przede wszystkim mieszkańców Unii Europejskiej. Tutaj, szczerze mówiąc, zaniedbaliśmy to; i nie ukrywam... Bo mówi się też o powołaniach w dyplomacji, jeśli chodzi o przedstawicielstwa. Muszę panu ministrowi powiedzieć, że kiepsko to funkcjonuje. Jeżeli chodzi o przygotowanie ludzi, znają po dwa języki, a może i trzy. To świetnie, przecież zdaję sobie z tego sprawę, bo nie znam języka obcego i trudno się poruszać; jest to raczej dla młodych ludzi. Ale oprócz znajomości języków, pewnych zasad dyplomacji, muszą oni sporo wiedzieć o tym, co należy tam przekazać. Urzędnik nie może nie wiedzieć, co się w Rzeczypospolitej dzieje, i nie przekonywać. Takie są uwagi.

    Wracając do tego, jakie jest nasze stanowisko wobec tzw. potencjalnej wojny z Irakiem. Myślę, że lojalność partnera politycznego jest rzeczą bardzo ważną. Dokonaliśmy pewnego wyboru; i to prawda. Natomiast miałem też okazję wsłuchać się w to, co mówią trochę mocniejsi od nas, mający większy wpływ na politykę europejską. Mówią wyraĄnie i dystansują się od tego. Bo wojna jest ostatecznością, a my, Polacy, po doświadczeniach, mamy prawo wobec tego się dystansować. To nie znaczy, że mamy w tym momencie być nielojalni w stosunku do partnera. Jeżeli rzeczywiście takie coś następuje, jesteśmy w pewnym układzie, to ja to rozumiem. Bo jako obywatel Polski mam obowiązek podporządkowywać się pewnym porozumieniom, traktatom. Tym bardziej, że nasze doświadczenia są takie, iż ci, co z nami je podpisywali, często tego nie dotrzymywali. Polska w tamtym właśnie czasie przeżywała problemy. Dlatego, panie ministrze, to prawda, że w tych prowadzonych rozmowach uzyskano zbyt mało. Można by uzyskać na pewno więcej. Ale muszę panu powiedzieć, że należy się pokusić o to, by nie prowadzili tego tylko i wyłącznie urzędnicy, dla których najważniejsze jest złożenie podpisu, a tak w większości się dzieje, tylko o to, żeby jednak na bieżąco, bez wzajemnej agresji, pytać tych, którzy z tego dokumentu będą czerpać korzyści lub po podpisaniu takiego dokumentu będą tracić, a to, jak myślę, ma miejsce.

    I jeszcze jedna kwestia. Jak miałem okazję, bo nieczęsto bywałem w Berlinie, trzy razy, to rozmawiałem z przedstawicielami parlamentu i szefową komisji rolnictwa. Oczywiście Niemcy prowadzą sympatyczne rozmowy, ale najpierw jest ich narodowy interes, nie inaczej, a potem dopiero jest wspólny interes Unii Europejskiej. Bardzo często tutaj zarzucano nam, którzy lubią po tej ziemi chodzić, na niej pracować, że mamy jakieś fobie dotyczące jej wykupu. Panie ministrze, mam pretensje, może nie do pana, bo w tym czasie pan nie był, ale do naszych służb dyplomatycznych. Dlaczego nam nie podpowiedziano, że w byłej NRD przez pierwsze trzy lata obcokrajowiec nie wydzierżawił ani jednego hektara? Ani jednego. Pierwszeństwo mieli Niemcy. Dzisiaj, jak się tam zagospodarowali, to mówi się, że już można; tylko już nie ma po co. Są to pewne moje uwagi, świadczące o tym, że można wykorzystywać prawo dobrze służące w innych państwach, przenosząc je, poprzez naszą dyplomację, na naszą stronę; Chodzi o to, żebyśmy tworząc ustawy, też wykorzystywali podobne rzeczy. Tak to widzę, panie ministrze. Wiem, że położenie Polski jest piękne, ale z punktu widzenia i politycznego, i historycznego zawsze było trudno. Dziękuję, panie marszałku. (Oklaski)


Poseł Roman Jagieliński:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Mam zaszczyt w imieniu Koła Poselskiego Partii Ludowo-Demokratycznej przedstawić stanowisko partii i koła do informacji zaprezentowanej dzisiaj w imieniu rządu przez pana ministra Włodzimierza Cimoszewicza. Skuteczność polityki zagranicznej oceniamy po osiąganiu celów. I trzeba powiedzieć, że ten czas transformacji przyniósł nam skuteczność polityki zagranicznej, chociaż wielu z nas jest do tego nastawionych krytycznie. Jeśli postanowiliśmy, że będziemy państwem stowarzyszonym z Unią Europejską, to ten cel osiągnęliśmy. Jak postanowiliśmy wejść do OECD, to ten cel wynegocjowaliśmy. Jeśli postanowiliśmy, że będziemy członkiem Paktu Północnoatlantyckiego, to jesteśmy członkiem. I dzisiaj też jesteśmy na dobrej drodze, żeby osiągnąć pełny status, bo to jest życzenie większości Polaków, członka Unii Europejskiej. Wciąż ta droga na pewno nie jest wysłana płatkami róż, są też i kolce. I trzeba stwierdzić, taka jest moja refleksja, czy to jest tylko wola elit, czy też jest to wola narodu.

    W ostatnią sobotę wizytowałem Trójmiasto, a podkreślam, że tam spędziłem 5 lat, chodząc do technikum. Centralna ulica wiodąca z Gdańska przez Oliwę, Sopot do Gdyni przypomina mi wyjątkowo ulicę europejską. I pojawia się pytanie, czy jest to wola kapitału obcego, który u nas w gospodarce, i nie tylko w tych sferach, funkcjonuje, czy też wola większości Polaków. A odzwierciedla się to w tym, że co najmniej 1/3 szyldów w sklepach, reklam jest już, ku mojemu zdziwieniu, w języku angielskim. I mogę to przenieść na inną płaszczyznę, że jednak Polacy chcą do Europy, tylko, wydaje mi się, moglibyśmy trochę bardziej reprezentować tutaj interes narodowy.

    Pan poseł Macierewicz mówił, że Polska chce silnej Polski. To też jest refleksja, czy tak naprawdę powinniśmy się odnieść, bo według mnie Polacy jako naród chcą silnej Polski, chcą być partnerami w Europie, w świecie. Myślę, że ten cel osiągamy, chociaż główne problemy widzę nie po stronie naszych partnerów z zewnątrz, ale po naszej stronie, wewnętrznej, bo jeśli inni przeżywając głębszy obszar komunizacji, wspomnę tutaj także kraje Wspólnoty Niepodległych Państw, wykształtowali kapitał rodzimy i bronią swojego interesu narodowego, jeśli popatrzymy na wielkie Chiny, które przecież mianowane czy mienione były i dzisiaj w dalszym ciągu są określane jako państwo komunistyczne, to ze zdziwieniem ciągle patrzę na nich, jak szybko się rozwijają i jakie mają ograniczenia dla chińskich grup kapitałowych. Tam kapitał inwestuje, ale nie wpuszczają tego kapitału po to, żeby penetrować pełną infrastrukturę organizmu państwowego, tylko po to, żeby ten kapitał ich wspierał. Zresztą mój przedmówca też o tym powiedział, że ten kapitał powinien służyć i polskiej bankowości, jeśli będzie w polskim banku inwestowany, i polskiej gospodarce, a patrząc na to, co osiągnęliśmy, trzeba stwierdzić, że tutaj też mamy zastrzeżenia. I to jest ten ból, to jest to, co winno przyświecać polskiej dyplomacji i polskim władzom w układzie kreowania społeczno-gospodarczego, żeby jednak chroniąc interes narodowy wspierać ten żywy instrument, który ten narób mobilizuje do wielkiego wysiłku.

    Niejednokrotnie podkreślałem fakt, że proces akcesji przynosi nam, Partii Ludowo-Demokratycznej dużą satysfakcję, że ten status, jeśli chodzi o warunki został już osiągnięty i że na tej bazie możemy prowadzić racjonalną dyskusję ze społeczeństwem, w tym także z polskimi rolnikami, którym trzeba pokazać, że lepszej sytuacji i koniunktury być nie może, dlatego że tu odetniemy się od nacisków politycznych, a będziemy wiedzieć, że przymierzymy się jako równorzędni partnerzy do tego, co Unia Europejska sprawdzała we Wspólnej Polityce Rolnej przez wiele, wiele lat. I na pewno to ustabilizuje poziom naszych dochodów, bo my tylko mówimy o ochronie dochodów rolników, o ochronie dochodów każdego z polskich obywateli, ale jakoś nam to nie wychodzi, póĄniej mówimy, że 15%, 25% spadku w dochodach to jest coś naturalnego, bo to jest związane z transformacją. Nie, to nie jest li tylko transformacja, to jest też wynik określonej promocji i Polski, i polskiej gospodarki. I pod tym względem mam spore zastrzeżenia. Cieszę się, że pan prezydent, pan premier, rząd podjęli określone działania, a nawet wynajmujemy firmy i ludzi, którzy będą pracować na rzecz wypromowania Polski i polskiego produktu, żeby za 10-15 lat Polska kojarzyła się nie z koniem zaprzęgniętym w brony, nie z polską wódką, tylko nazywaną ˝Wyborowa˝, i nie z tym, że jesteśmy niechlujni, niewiarygodni, tylko że będziemy się utożsamiać jako naród wiarygodny, odpowiedzialny i że wypromujemy takie produkty, które będą przenosić się na polskie uwarunkowania w tej zewnętrznej bardzo pozytywnej wersji.

    To jest prawda, że dzisiaj nie mamy polskiej maszyny, polskiego samochodu, że polski ciągnik już jest nie pod polską nazwą i moglibyśmy tak wymieniać wiele, wiele dziedzin, ale mamy obszar związany z rolnictwem. I tak jak Francuzi świetnie wypromowali kwaśne, bo kwaśne, kilkutygodniowe wino ˝Beaujolais˝, w Polsce też w czwartki listopadowe to wino pijemy, tak jak Szwedzi, którzy w zasadzie z produkcją ogrodniczą niewiele mają do czynienia, mają święto truskawki, tak i w polskiej promocji trzeba coś zrobić dla polskiej doskonałej wieprzowiny, dla polskiej doskonałej wołowiny, dla wielu warzyw, w tym polskiego jabłka, żeby wypromować, żeby Polska się z tym utożsamiała. Bo jeśli pytamy Amerykanina, jaki sok jabłkowy pije, to rzadko który wie, że przede wszystkim polski, a prawda jest taka, że tam ten polski sok jabłkowy jest robiony albo ulepszany polskim koncentratem. I ta promocja winna być kontynuowana przez wszystkich - i przez tych, którzy są za integracją z Unią Europejską i przez tych, którzy są przeciwko tej integracji. Na szczęście ten obszar, jeśli chodzi o tych, którzy są przeciwko, tu, w tej Izbie się kurczy. Już, tak patrzę, zostanie was tylko garstka, szanowni państwo...

    (Głos z sali: Okulary, panie pośle!)

    ...w tym jednym skrzydle, bo reszta wie, co jest potrzebne Polsce i polskiemu narodowi.

    (Głos z sali: Targowica też uważała, że dla dobra Polski robi.)

    I chcę podkreślić fakt, że również ci, którzy sa za granicą, z wyjątkiem poniektórych, ale nie mieńmy ich, że oni są reprezentantem Polonii amerykańskiej; wszyscy.

    (Poseł Antoni Macierewicz: Nie, oczywiście, że nie.)

    Bo ja wiem, że w Polonii amerykańskiej są inne nurty i nie tylko pan Moskal ma prawo się wypowiadać w interesie Polonii amerykańskiej, bo jej część pana Moskala nie uznaje. Chociaż nie twierdzę, że akurat Moskal Ąle i tylko Ąle się wypowiada, bo są fragmenty, że jednak naszego ducha podbudowuje, ale jego fobia nie najlepiej służy Polsce. Zresztą nawet jeśli popatrzymy na reprezentację Polaków, to popatrzmy na zaprzyjaĄnione z nami różnego rodzaju opcje na Litwie. Tych Polaków jest tam w stosunku do naszego narodu garstka, przecież tam jest różna reprezentacja - są tacy, którzy chcą trzymać z układem pronarodowym Polski, ale także tacy, którzy się temu sprzeciwiają, a przede wszystkim ciągle się o coś kłócą. I to też jest emanacja tego, co jest u nas w układzie wewnętrznym, to się przejawia także w układzie zewnętrznym.

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Uważam, że dobrze się stało, iż minister spraw zagranicznych podjął wreszcie działania na rzecz kształtowania kadr, że w paĄdzierniku 2002 r. powstała i zaczęła funkcjonować akademia dyplomatyczna. Niejednokrotnie na ten temat zwracałem uwagę, że brak jest apolitycznych, wykształconych, kompetentnych przedstawicieli w polskiej dyplomacji, co negatywnie skutkowało w wielu przypadkach w okresie transformacji. Ale też mam pytanie, myślę, że pan minister Cimoszewicz do tego się odniesie, a co z tą pełną konsolidacją służb zagranicznych w kontekście i politycznym, i kulturowym, i gospodarczym, bo jak bywam, to formalnie niby to wygląda, że jest to monolit, ale grają na różnych instrumentach, często tych samych. Jeden fałszuje, bo nie wie, jak się w polityce poruszać, drugi dużo robi, bo wie, jak się poruszać w układzie gospodarczym, ale są też takie przypadki, o czym przeczytałem w Rzeczpospolitej, że polska promocja gospodarcza była tylko kompromitacją, w nawiązaniu też do tego, co przedstawił poseł Mojzesowicz, że polska prezentacja na Grune Woche, na Zielonych Targach w Berlinie to jest namiastka naszego potencjału. Jeśli my zgrywamy się tak daleko, bo w Chinach, i tak blisko, bo w Berlinie, to gdzie ta promocja, żeby wypromować towar, z którym Polska będzie się utożsamiać.

    Wysoka Izbo! Mimo tych wątłych działań, idziemy jednak w kierunku bilansowania handlu zagranicznego i myślę, że to jest ten sukces. W związku z tym, w całości oceniając sprawozdanie, koło poselskie będzie głosować za przyjęciem informacji przedstawionej przez ministra Włodzimierza Cimoszewicza. Dziękuję za uwagę. (Oklaski)


Poseł Jan Łopuszański:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Głównym problemem współczesnego świata jest lekceważenie i łamanie praw narodów oraz agresja przeciwko narodom i ich prawom. W różnych miejscach świata, w różnych sytuacjach politycznych jest ona realizowana zarówno środkami nacisku politycznego, ekonomicznym podbojem, eksploatacją, jak i środkami militarnymi. Lekceważone są zwłaszcza oczywiste zasady prawa narodów do wolności, prawa narodów do rozwoju i nie jest szanowana zasada sprowadzająca się do tego, żeby rozwój własnego narodu dokonywał się na własny koszt, a nie kosztem narodów cudzych. Taka niesprawiedliwość gromadzi potencjały sprzeciwu w różnych miejscach świata, które niestety wyrażają się czasem także aktami niegodziwymi. Po prostu zło pociąga za sobą zło. Świat współczesny potępia terroryzm, i słusznie. Czy jednak wielu z tych, którzy go potępiają, ma prawo do takiego potępiania, skoro sami się angażują przeciwko prawom innych narodów? Tak przy okazji: Czy pamiętamy, że dzisiaj jest rocznica wybuchu powstania styczniowego, i czy nie wydaje się wielu z państwa debatującym i słuchającym naszej debaty, że gdyby przed nami stanęli dzisiaj bohaterowie narodu polskiego, powstańcy styczniowi, to by ich potraktowano jak terrorystów? Przecież ich, łapanych po walce, zabijano właśnie za to, że byli terrorystami, którzy ośmielali się występować przeciwko legalnie panującej władzy. (Oklaski)

    Polityka kolejnych rządów Rzeczypospolitej Polskiej - bałbym się ją nazwać polityką polską - opiera się na rezygnacji z praw narodu polskiego, w tym z prawa do życia w wolnym i suwerennym państwie. To nie jest straszenie, to jest informacja. To jeden z przedstawicieli SKL uczestniczący w debacie mówił o demagogach, którzy straszą utratą suwerenności w ramach Unii Europejskiej, i trzy zdania póĄniej powiedział, że on, że oni będą popierać klauzule, które w traktacie akcesyjnym zagwarantują Polsce suwerenność w zakresie spraw moralnych. To znaczy, że w zakresie innych spraw nie byłaby ona gwarantowana. Czy sam wie, co mówi? Polityka kolejnych rządów RP, również tego, opiera się także na rezygnacji z dążeń do osiągania równych korzyści ze współpracy międzynarodowej. Opiera się też na wspieraniu przeróżnych działań, które stanowią naruszenie praw innych narodów - mówię tutaj o takich działaniach, jak wspieranie agresji przeciwko Serbii w swoim czasie, przeciwko Afganistanowi, obecnie przeciwko Irakowi. Porozumienie Polskie konsekwentnie wypowiadało się przeciwko tym agresjom i przeciwko wspieraniu tych agresji przez Polskę. Rząd pana Leszka Millera nie różni się istotnie w swojej polityce, jeśli chodzi o standardy, od standardu ostatnich rządów Rzeczypospolitej, choć, kiedy minister spraw zagranicznych tego rządu pan Włodzimierz Cimoszewicz mówi, że będziemy gotowi do członkostwa w Unii w maju 2004 r. w całym wymaganym od nas zakresie, to trudno nie skojarzyć tego z dawniejszą gotowością spełniania oczekiwań już nie Brukseli, ale Moskwy w całym wymaganym zakresie. (Oklaski) I to niezależnie od tego, by użyć jego słów, że wejdziemy do innej Europy niż ta, z którą negocjowaliśmy. Gotów jest on wysługiwać pozycję godnego zaufania uczestnika w każdych warunkach.

    Jeden z przedstawicieli rządzącej koalicji a propos tych warunków powiedział, że nie mogło być lepszych, bo Unia Europejska jest w kryzysie gospodarczym - no i trudno, stało się. Pani Michaele Schreyer, minister do spraw budżetowych Unii Europejskiej, zaraz po Kopenhadze, jeśli dobrze pamiętam, w Hamburgu, w czasie konferencji prasowej powiedziała, że tanio im wyszło, bo wydali tylko 9,6 mld euro, a spodziewali się, że wydadzą 40 mld. To jako komentarz do tych trudnych warunków.

    I tak na marginesie: Ile razy jeszcze trzeba będzie prostować, że proces akcesji do Unii nie jest procesem wejścia do Europy? Polska w Europie była zawsze i jest, nie musi do Europy wchodzić. Mowa może być jedynie o wejściu lub niewejściu do Unii Europejskiej, która zrywa z tradycją Europy, z tradycją wolnych, suwerennych narodów, i która buduje zawiązki systemu totalitarnego. (Oklaski) Współczesny świat dopracował się pewnych procedur w sprawach dotyczących statusu narodów i państw, w sprawach zasad sprawiedliwości między nimi, przywracania pokoju, tworzenia jego gwarancji. Procedury te są nadal nieskuteczne, mówię tu o takich procedurach, jak przed Zgromadzeniem Ogólnym Narodów Zjednoczonych, przed Radą Bezpieczeństwa. To jest zrozumiałe, że muszą być nieskuteczne, bo żadna procedura nie zapewni poszanowania praw narodu, jeżeli odrzucane będzie samo przekonanie o istnieniu takich praw. W takim chorym politycznie i moralnie świecie, który poczucie praw narodu odrzuca, niektórzy, korzystając z przywileju siły, jeżeli nie mogą osiągnąć swoich celów poprzez te procedury, deklarują gotowość toczenia wojen nawet wbrew uznanym przez siebie procedurom. Mówię na przykład o deklaracjach gotowości uderzenia na Irak nawet wbrew stanowisku Rady Bezpieczeństwa. Sprzeciw wobec terroryzmu jest tutaj wykorzystywany przewrotnie do walki z prawami narodu. Rząd Rzeczypospolitej Polskiej zamiast trzymać się zasady prawa, zamiast działać na rzecz powstrzymania wojny, na rzecz pokoju, dopuszcza możliwość łamania praw narodu, jeżeli tylko dostatecznie silny sojusznik go o to poprosi. I to ustami tych samych, którzy w 1968 r. jechali do ówczesnej Czechosłowacji. (Oklaski)

    Rząd Rzeczypospolitej Polskiej czyni to rzekomo w polskim interesie. Polska - trzeba to bardzo mocno powiedzieć - nie ma interesów zaprzeczających prawom narodów. Polska ma interes, jeżeli już mamy używać tego handlowego języka, nieadekwatnego do zjawisk politycznych, w poszanowaniu praw narodów wszędzie na świecie, bo jeżeli siła działająca wbrew prawu będzie mogła być użyta dziś przeciwko któremukolwiek z narodów świata, to jutro może być użyta chociażby przeciwko Polsce.

    Oczywiste postulaty wobec polityki polskiej to, po pierwsze, szanować własne prawo do wolności, do wolności politycznej, czyli do suwerenności, i odrzucić akcesję do Unii Europejskiej, która jest równoznaczna z rezygnacją z suwerenności, po drugie, domagać się poszanowania praw narodów, w tym prawa do wolności politycznej wyrażającej się suwerennością państwową, i po trzecie, nie brać udziału w żadnych wojnach, które nie wynikałyby z dążenia do obrony praw narodu własnego lub innego, zgodnie z polską tradycją walki ˝za wolność naszą i waszą˝, a nie przeciwko wolności. W imię tych postulatów wnoszę o odrzucenie informacji ministra spraw zagranicznych o polityce zagranicznej rządu Rzeczypospolitej, która tym postulatom zaprzecza. (Oklaski)


Poseł Jan Olszewski:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Linia polityki zagranicznej rządu Leszka Millera, która została nam dzisiaj przedstawiona, budzi w ocenie Koła Poselskiego Ruchu Odbudowy Polski zasadniczy sprzeciw w wielu podstawowych punktach. Nie chciałbym jednak swojego wystąpienia, a to jest nieuniknione, jeżeli mówi się o wszystkim, ograniczyć do ogólnikowych ocen, które zamykają się często w kategoriach bardzo podniosłego i niekiedy efektownego frazesu, z którego niewiele wynika. Dlatego pozwoli Wysoka Izba, że skoncentruję swoje wystąpienie na jednym tylko zagadnieniu, jeżeli nawet nie najważniejszym dzisiaj dla polityki polskiej, to na pewno najbardziej aktualnym. Jest to kwestia porozumienia w sprawie akcesji Polski do Unii Europejskiej.

    Trzeba sobie wyraĄnie powiedzieć, że to porozumienie jest ciężką porażką polskiej polityki. I żeby nie było wątpliwości: odpowiedzialność za tę porażkę ponosi nie tylko ekipa, która negocjowała w ostatniej fazie to porozumienie, nie tylko ekipa rządu pana premiera Millera. Na tę ciężką porażkę, jeśli nie klęskę, złożyło się całe minione 13 lat działalności dominującego w naszej elicie politycznej nurtu euroentuzjastów rekrutujących się z różnych opcji politycznych. Podstawą ich widzenia sprawy polskiej akcesji do Unii Europejskiej była teza, że samo dopuszczenie Polski do członkostwa w Unii, jak to formułowano, ˝na jakichkolwiek warunkach˝, jest już sukcesem. Sukcesem dla Polski nieomal niewyobrażalnym, co słusznie zostało odebrane przez drugą stronę jako zgoda na wszelkie warunki. Także rząd pana premiera Millera (przypominam jego exposé wygłoszone na tej sali) tezę, że przystąpienie do Unii ˝na jakichkolwiek warunkach˝ jest pożyteczne i konieczne dla Polski, przyjął za podstawę swej polityki. No to zaproponowano i przyznano nam takie właśnie jakiekolwiek warunki. Zresztą na dobrą sprawę do końca nie wiemy, jakie te warunki ostatecznie są, ponieważ w tej chwili dopiero spisywany jest tekst traktatów akcesyjnych. (Przyznam szczerze, że nie podtrzymam postulatu, aby w ciągu tygodnia rząd ten traktat przedstawił, bo to jest po prostu niemożliwe.) My się o nich dowiemy ostatecznie dopiero wtedy, kiedy traktat będzie podpisywany w kwietniu tego roku. Ale już w tej chwili z tego, co do polskiej opinii publicznej przeważnie przez Ąródła zagraniczne dociera, widać, że nawet w tej fazie toczy się jeszcze walka o pogorszenie warunków polskiej akcesji do Unii Europejskiej. W tym zakresie chciałbym, panie ministrze, aby zostało jasno zajęte przez pana i przez rząd, który pan reprezentuje, stanowisko. My w tej sprawie, chociaż nasza generalna ocena porozumienia jest jednoznacznie negatywna, uważamy, że walkę w obronie interesów Polski trzeba prowadzić w każdym momencie, w każdej płaszczyĄnie i przy każdej sposobności.

    Jeżeli rząd w tej sprawie jeszcze walczy o jakiekolwiek polepszenie warunków akcesji, to nie powinno to się odbywać w tajemnicy przed opinią publiczną, a zwłaszcza w tajemnicy przed Sejmem Rzeczypospolitej, ponieważ w tej sprawie rząd będzie mógł liczyć - mówię tu, mam nadzieję, nie tylko we własnym imieniu - na wsparcie posłów ze wszystkich opcji politycznych. Ale nie zmieni to już generalnie sytuacji, w której się znaleĄliśmy. Stawia ona wszystkich Polaków, którzy będą musieli w referendum powszechnym, każdy we własnym sumieniu i na własną od powiedzialność, podejmować decyzję o przyszłości naszego kraju wobec niezmiernie ciężkiego dylematu. Dlatego że tutaj każde rozwiązanie jest rozwiązaniem mającym swoje bardzo daleko idące koszty.

    W tej chwili nie chciałbym mówić o tym, jakie to są koszty ekonomiczne, bo te sprawy do końca będą możliwe do zsumowania dopiero po ujawnieniu treści traktatów akcesyjnych. Ale chciałbym się odnieść do dwóch problemów, dwóch spraw, które muszą być przed ostatecznymi rozstrzygnięciami jeśli nie załatwione, to przynajmniej podjęte i przedstawione i wobec naszych partnerów zagranicznych, i wobec polskiej opinii publicznej.

    Problem pierwszy. Otóż pewne sformułania dokumentu, który pan minister nam dzisiaj przedstawił jako linię polityki zagranicznej rządu - że podstawy bezpieczeństwa naszego państwa, które dotychczas łączyliśmy przede wszystkim z naszym udziałem w Pakcie Północnoatlantyckim - zmieniają jakby punkt ciężkości. Przesuwa się on w tym zakresie na nasz udział we wspólnocie obronnej i wspólnej polityce zagranicznej prowadzonej przez Unię Europejską. Otóż tutaj takiego zastępstwa nie ma. Tu musi obowiązywać wyraĄna hierarchia: podstawą bezpieczeństwa Polski jest i pozostaje udział Rzeczypospolitej Polskiej i jej pozycja partnera Paktu Północnoatlantyckiego. (Oklaski) Jest to naszym wspólnym, podstawowym interesem narodowym, który powinien być respektowany przez wszystkie orientacje ideologiczne i wszystkie opcje polityczne w Polsce. Dlatego nasz udział w pakcie powinien zachować w wymiarze politycznym, ale także militarnym bezpośredni podmiotowy charakter. Podmiotowy charakter naszego udziału to jest absolutnie pierwsza przesłanka gwarantująca Polsce trwałe bezpieczeństwo.

    Sprawa druga. Ja już z tej trybuny parokrotnie co najmniej tę sprawę podnosiłem i muszę do niej wrócić. Bo jest to sprawa zbyt ważna, żeby ją zbywać albo niedopowiedzeniami albo milczeniem. To jest sprawa niezamkniętego rachunku II wojny światowej między Rzecząpospolitą Polską a Federalną Republiką Niemiec. Używam nazw oficjalnych i mówię o oficjalnej płaszczyĄnie stosunków międzypaństwowych, dlatego że z traktatu polsko-niemieckiego z 1991 r. i zgłoszonych do niego przez stronę niemiecką zastrzeżeń, w pewien sposób przyjętych do wiadomości przez stronę polską, wynika, że problem pretensji majątkowych niemieckich obywateli, którzy musieli opuścić terytoria dawnej III Rzeszy dzisiaj stanowiące integralną część Rzeczypospolitej Polskiej, jest w stosunkach między Polską a Republiką Federalną Niemiec, ciągle sprawą otwartą.

    Otóż w takim stanie rzeczy wejście w struktury Unii Europejskiej i narażenie polskiego stanu posiadania poprzez możliwość objęcia tej problematyki jurysdykcją organów sądownictwa europejskiego jest zagrożeniem. Jest zagrożeniem, na które się godzić nie wolno. Taka możliwość musi być wykluczona zanim w ogóle będzie można mówić o akcesji Polski do Unii Europejskiej, dlatego że ten problem dotyczy 1/3 terytorium naszego kraju i własności wielu milionów polskich obywateli. Tutaj nie wolno narazić polskiego interesu narodowego na jakikolwiek uszczerbek. Dlatego zanim znajdzemy się w Unii, możliwość zwracania się przez zainteresowanych obywateli Federalnej Republiki Niemiec ze skargami w tej sprawie do trybunałów europejskich musi być po prostu wyłączona. W tej sprawie stanowisko polskie musi być jasno zdeklarowane przed jakimikolwiek aktami akcesji i jako polski dokument do umów akcesyjnych dołączone.

    Te dwie sprawy, o których mówię jakby w oderwaniu od generalnego stanowiska, jakie Ruch Odbudowy Polski zajmuje w sprawie akcesji i oceny traktatu akcesyjnego, bo dzisiaj na szeroką dyskusję nie wystarcza czasu, te dwie sprawy muszą być z punktu widzenia naszego interesu narodowego uznane za nadrzędne, jako wspólne dla wszystkich polskich orientacji politycznych. A ponieważ w informacji, którą pan minister Cimoszewicz dzisiaj przedstawił, nie znajdujemy na nie żadnej odpowiedzi, posłowie Ruchu Odbudowy Polski będą głosować za odrzuceniem tej informacji. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Poseł Józef Oleksy:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Dość liczne już mam za sobą debaty nad polityką zagraniczną, doroczne, w naszym Sejmie. Mają one jedną wspólną cechę: Zawsze w jakiejś fazie dominuje w nich strach o przyszłość, lęk wyprowadzany z przeróżnych przesłanek i ginie gdzieś tonacja konstruktywna, która zawarta jest zwykle w exposé ministrów spraw zagranicznych. Tym razem dzieje się podobnie, chociaż cieszę z tego, że w przeważającej mierze kurs polskiej polityki zagranicznej jako dorobek wszystkich dotychczas działających rządów jest akceptowany. Informacja ministra Włodzimierza Cimoszewicza jest trafnym przeglądem polskiej aktywności międzynarodowej wychodzącej naprzeciw polskim interesom, dobrze rozumianym interesom, choć tu się właśnie, jak widzę, także Izba różni za sprawą niektórych mówców co do tego, że jest to dobre ustawienie priorytetów, a przecież euroatlantycka polityka Polski to nie jest wynalazek tej chwili, to jest wynik zwrotu historycznego, który został dokonany za wolą narodu. Rząd Leszka Millera, minister Cimoszewicz według tej linii kształtują dziś polską obecność w świecie i w Europie i ich zadaniem jest definiować i identyfikować wyzwania oraz przyjmować instrumenty działań, które państwo polskie umacniają w Europie i świecie, a Polakom dają nadzieję.

    Jest zrozumiałe, że sprawa Europy, Stanów Zjednoczonych i NATO oraz zagrożeń wojennych wysuwa się na plan pierwszy. W sprawie europejskiej nie mógłbym podzielić wielu tutaj wygłoszonych tez. Pan premier Olszewski mówi o zgodzie na każdych warunkach. Nigdy nikt nie mówił o zgodzie na każdych warunkach. Każdy rząd polski formułował tezę, a rząd Leszka Millera bardzo dobitnie, że warunki muszą być korzystne dla Polski. Możemy się różnić co do sposobu mierzenia tych korzyści, i różnimy się. Bardzo wielu występujących posłów mówiło tutaj o korzyściach i bilansie związanym z Europą, patrząc na to przez pryzmat Kopenhagi i negując sukces osiągnięty przez rząd polski, a nie patrząc na to przez pryzmat 31 rozdziałów negocjacyjnych, w ramach których były dyskutowane stanowiska negocjacyjne różnych rządów polskich i w ramach których są zawarte pozostałe warunki, korzystne dla Polski i jej rozwoju, modernizacji i europejskiego partnerstwa. Najpierw więc skorygujmy kryterium oceniania korzyści i kosztów. Powiedzmy sobie także, że za dużo było dotąd wypowiedzi w tonacji, że Unia Europejska to tylko Ąródło szczęśliwości i automat pomyślności. Tak to szło w ramach zwrotu historycznego Polski, że Unia, Wspólnota Europejska urosła do rangi symbolu właśnie samoczynnie zbawczego. To się utrwaliło w odbiorze społecznym, a także w spłyconym rozumowaniu niektórych ugrupowań i polityków, i dzisiaj jest jakby nieuprawniony szok z tego powodu, że Unia to jest bilans, to jest szansa, instrument, ale nie cudowny lek na polskie sprawy, na polskie problemy. Podkreślam to dlatego na samym początku, że my dziś mieliśmy tu bardzo wiele wątków, w których na tle polskiej polityki zagranicznej stawia się sprawę pozycji Polski w świecie, jej wizerunku, i powątpiewa się w to, czy polska polityka, decyzje akcesyjne, natowskie i składane deklaracje w tej sprawie umacniają Polskę i jej pozycję, czy dają jej to pierwsze miejsce, a pan poseł Kaczyński mówi o bitwie o to, by Warszawa była jedną z wiodących stolic w Europie. BądĄmy realistami i powiedzmy sobie, że pozycję Polski tylko po części kształtuje polityka zagraniczna, ona ją lokuje na jakimś miejscu w jakiś sposób, najpierw trzeba tę pozycję wypracować u siebie w kraju. Mnie niesłychanie niepokoi ton polskich rozmów i dyskusji, które sprowadzają się do poszukiwania Ąródeł polskiej siły w układach, traktatach, i tylko w tym. Oczywiście traktaty, porozumienia, alianse, dobre umowy, dobre sojusze to jest rzecz niezbędnie konieczna dla pozycji kraju, ale to owocuje dopiero wtedy naprawdę, kiedy kraj jest silny gospodarczo, ma rozwój i wzrost gospodarczy, ma kreatywną gospodarkę, ma eksport innowacyjnie ukształtowanych produktów, kiedy ma ład wewnętrzny, kiedy jest państwem zmodernizowanym, kiedy jest w nim prawo przejrzyste i wszystkich jednakowo obowiązujące i ład moralny, kiedy dialog społeczny w nim kwitnie i potencjał rozwojowy jest pomnażany. Wtedy oczywiście cała infrastruktura stosunków zagranicznych czyni taki kraj silnym i jego obecność stanowczą i widoczną. Natomiast zapominanie o tym, że siła kraju jest wewnątrz tego kraju, jest to życie iluzją i jest to ucieczka przed realiami, i jest to naiwna chęć poszukiwania siły państwa wyłącznie, podkreślam, poprzez zręczne, sprytne układy międzynarodowe i traktatowe. Powiadam, musimy widzieć tu zdrową równowagę i nie ulegać żadnemu złudzeniu w żadną stronę.

    Chcę też odnieść się do tezy, że podmiotowy charakter naszego udziału w NATO i strukturach międzynarodowych, jak mówi pan premier Olszewski, musi być kryterium numer jeden. To jest sprawa definicji i sporu o to, co rozumiemy przez pojęcie podmiotowego charakteru, skoro dziś współzależność państw w tym świecie jest faktem oczywistym i nie ma państwa jednego od drugiego niezależnego, a więc nie ma czystej, klinicznej podmiotowości, czyli wyłącznie własnej tożsamości niezależnej od innych czynników. Dlatego to klasyczne rozumienie podmiotowości, moim zdaniem, jest pewnym zamazywaniem tematu, bo ono prowadzi w sumie do lękliwego pytania o to, czy Polska we Wspólnocie Europejskiej będzie niepodległa, niezależna, suwerenna, samodzielna, czy interesów swoich zdoła się dobić itd. Otóż ja nie ulegam tym lękom, bo wystarczy spojrzeć na fakt, iż Polska jest którymś krajem starającym się dostać do Wspólnoty Europejskiej. Dlaczegóż to Polska miałaby się najbardziej bać zniewolenia, czego niektórzy się obawiają, ci którzy eksponują w swoim odbiorze i w swojej analizie czynniki, jak powiedział słusznie minister Cimoszewicz, i obawy wynikłe z faktów, które przeminęły? Bardzo to trafne. Uważam, że jest to w polskich zachowaniach często obecne i że jest wyzwaniem czasu współczesnego dla elit, ale i dla społeczeństwa to, czy zdołamy wyrwać się z uprawnionych, ale niepotrzebnych i szkodliwych okowów tych niebezpieczeństw, które przeminęły, i czy dzięki temu będziemy potrafili identyfikować rzeczywiste niebezpieczeństwa, które zawsze rozwój niesie z sobą. Jest wyzwaniem dla elit umieć identyfikować te przyszłe i bieżące niebezpieczeństwa.

    Referendum, które jest przed nami, otwiera drogę do wkładu Polski do Wspólnoty. Wierzę, że ono będzie pozytywne dla sprawy. Niepotrzebne zresztą byłoby to, by rząd chciał mieć jakąś wyrazistą wyłączność na sprawę informacji przeznaczonej dla społeczeństwa, na sprawę przekonywania, bo tu nie kwestia prestiżowa ma mieć znaczenie, tylko rzeczywiste wywołanie zainteresowania społeczeństwa. Będzie niesłychanie trudno zmieścić 31 rozdziałów negocjacyjnych i 6 tys. stron traktatu w jednej pigułce, która przecież musi dotrzeć do bardzo niezorientowanego obywatela niemającego wiedzy ani chęci, by wchłonąć całą treść towarzyszącą akcesji. Tak więc sprawdĄmy się wszyscy, od rządu po organizacje pozarządowe, Kościół, szkołę polską, stowarzyszenia i wszystkich, którzy chcą, żeby większość Polaków była przekonana o słuszności tej drogi, bo nie będzie to zadanie w tym referendum łatwe. Ma rację pan marszałek Płażyński, mówiąc, że wygrać referendum to nie wszystko, trzeba wygrać członkostwo. I to jest następna faza, nad którą się za mało zastanawiamy. Za mało dziś jest rozmowy interpolitycznej o tym, jak być w Unii Europejskiej; nie tylko jak do niej dojść, ale i jak w niej potem być, jak w niej grać, jak identyfikować i wygrywać narodowe interesy, bo wszyscy to robią. Wszyscy to w Unii Europejskiej robią. Unia nie jest wolna od gry interesów, często bardzo egoistycznych, i nic tu żale nie pomogą ani sentyment historyczny, ani wspomnienie, ani oczekiwania na prowizję historyczną, rentę itd. To jest nowy układ, w którym Polska się znajdzie z własnej woli, wierzę w to głęboko, ale układ nie sielanki, tylko układ uporządkowanej, silnej organizacji, która ma wartości, zasady, wspólny rynek, wspólne polityki, wspólny pieniądz, wspólne prawo i grę interesów, oczywiście, i dominacje jednych interesów przed drugimi itd. A więc jest to kolejne wyzwanie przed naszym społeczeństwem, a elitami w szczególności, żeby wygrać to członkostwo od pierwszych jego dni.

    Ten wizerunek Polski także przed ratyfikacją w krajach ˝piętnastki˝ muszą wszyscy kształtować. Powiem, że Komisja Europejska Sejmu już to czyni, mając grafik kontaktów do czerwca i póĄniej do końca roku z parlamentami krajów ˝piętnastki˝, z ich środowiskami okołoparlamentarnymi, mediami, izbami gospodarczymi, ośrodkami uniwersyteckimi, bo tak trzeba to czynić do czasu ratyfikacji tego traktatu u siebie, dbając o to, żeby społeczeństwo dostało dużo uczciwej informacji. Nie wiem osobiście jak rząd przeprowadzi prezentację traktatu, ale nie wyobrażam sobie, żeby się to mogło odbyć bez Izby, żeby traktat nie miał być przedstawiony, przed podpisaniem go w Grecji, Wysokiej Izbie. To jest interes nas wszystkich, żeby wiedzieć jak najwięcej.

    Padła tu też teza o polskim patriotyzmie. Pan prezes Kaczyński, nie wiem z jakiego powodu, mówił o deficycie patriotyzmu, że go czasem brakuje. Warto by się też umówić, co będziemy rozumieć na przyszłość przez patriotyzm. Pamiętajmy, że nasze poczucie instynktowne polskiego patriotyzmu jest szalenie historyczne, szalenie bitewne i wojenne, bardzo moralnie głębokie i wrażliwe. Ale niekoniecznie musi odpowiadać temu, czym patriotyzm w przyszłej Wspólnocie Europejskiej powinien się objawiać. Wedle mnie patriotyzm to jest przede wszystkim umiejętność definiowania i realizowania interesów państwa i narodu w danych warunkach, w danych okolicznościach, w różny sposób. Natomiast ta część tradycjonalna objawów polskiego patriotyzmu wcale nie musi być nam przydatna w życiu we Wspólnocie.

    Była tu także mowa o niedosycie co do polskich poglądów na reformy Unii Europejskiej, o potrzebie czynnego udziału w konstruowaniu Europy przyszłości. Ja także mam niedosyt rozmowy w Polsce o tym, o co nas już pytają i w konwencie, w którym pracuję w imieniu Izby, i w różnych rozmowach politycznych. Zaczynają padać bardzo konkretne pytania w związku z reformami wewnętrznymi Unii, co będzie Polska popierać, ludzie z Polski, co będą popierać w sprawie wspólnotowości, poszerzania jej zakresu, w sprawie wspólnej polityki zagranicznej i obronności, w sprawie tożsamości obronnej Europy i jej poczucia wspólnego, w sprawie podziału kompetencji i władzy wewnątrz Unii Europejskiej, pomiędzy Unią a państwami członkowskimi, w kwestii konstytucjonalizmu i preambuły, o której wspomniano, w kwestii parlamentaryzmu.

    Wysoka Izbo! My w tej Izbie nie chcemy, mam takie wrażenie, rozmawiać o zupełnie zmienionej roli parlamentu narodowego po wejściu do Unii Europejskiej. To będzie przecież inna kompetencja legislacyjna - dużą część tej kompetencji przejmą instytucje europejskie, to będzie potrzeba ustanowienia nowego porządku w monitorowaniu i kontroli działań rządu na niwie europejskiej. W ogóle o tym nie rozmawiamy, a przecież to rząd będzie spełniał wiele funkcji we Wspólnocie i musi podlegać kontroli parlamentarnej, bo to parlamenty reprezentują społeczeństwa. Kiedy mówimy o Europie ludzi i bliskiej ludziom, to musimy mówić o zmienionej roli parlamentaryzmu w krajach narodowych w przyszłej Wspólnocie. O wielu tych sprawach nie rozmawiamy także w tej Izbie, a one mieszczą się w najbliższej przyszłości.

    Dziś konwent w ciągu lutego będzie debatować nad Europą społeczną. Powiem z żalem, zwróciłem się, by dobrze przygotować polskie kontrybucje, do kilku polskich instytucji i instytutów z prośbą, by zechciały przybliżyć pomoc z analizą, określić polskie wyobrażenia o społecznej Europie przyszłości, o społecznej Unii Europejskiej - żaden nie odpowiedział pozytywnie, żadna instytucja nie miała czasu. A to jest ten wkład Polski w dyskusję o Europie przyszłości. Pytają nas, jakie będzie polskie dziedzictwo wnoszone do Wspólnoty Europejskiej. Czy mamy to uporządkowane w naszych polskich poglądach, z których elementów tego dziedzictwa będziemy chcieli robić polską wizytówkę, działać na rzecz polskich interesów poprzez te właśnie odbiory i skojarzenia, a które przemilczymy dyskretnie, bo niekoniecznie dobrze kształtują nasz wizerunek . Jest trochę gnuśności w państwowym myśleniu o przyszłości państwa, które chce być wraz z innymi państwami we Wspólnocie. Jest trochę niefrasobliwości w oczekiwaniu automatyzmu, że to wszystko się samo stanie i Europa nas przyjmie, a potem nie będziemy musieli się wysilać, bo sama z siebie będzie wszystko regulować. To jest równie niebezpieczne podejście, jak hurraoptymizm hurraentuzjastów, bo to jest optymizm, który pcha nas w bierność, w bierność szkodliwą dla polskiej pozycji w przyszłej Unii Europejskiej.

    Raz jeszcze powtórzę. Traktat z Nicei daje Polsce miejsce w pierwszej szóstce krajów Wspólnoty 25 państw. I co z tego? Tylko od naszych działań i przygotowania zależy, czy będziemy w tej pierwszej wpływowej szóstce, której zdanie, opinia będzie pożądana i będzie się liczyła. Wszystko w kraju się decyduje i przesądza, prawie wszystko.

    Podobnie, my bardzo szybko kończymy dyskusję o Unii Europejskiej na katalogu wartości, na katalogu celów i misji. Jeszcze czasem invocatio Dei kogoś zaabsorbuje. Natomiast to jest cząstka tylko spraw Wspólnoty Europejskiej. Ona żyje, dyskutuje, dialog prowadzi ze społeczeństwami, chce zaradzić własnemu brakowi demokratyzmu, własnemu deficytowi parlamentaryzmu itd. Czy my w tym uczestniczymy? Mogę tylko zapewnić, że na miarę swoich możliwości, jako przedstawiciel Sejmu, staram się to robić, ale jest to o wiele za mało, jak na ambicje Polski, które także w tej dyskusji bardzo żywo się przewijały.

    Polityka zagraniczna państwa, Wysoka Izbo, wprowadza nas w świat współczesny, zawsze wprowadza w świat współczesny, i powinna być także Ąródłem wiedzy o tym świecie, wyczucia tego, co w nim się toczy, i wyprowadzania z tej wiedzy i wyczucia, wyprowadzania polskiego przesłania do innych narodów i krajów i polskiego uporczywego dążenia do realizacji pewnych celów, które z tego oglądu świata się biorą. Otóż uważam, że nas przesadnie absorbuje już tylko terroryzm, niesłychanie pierwszoplanowe groĄne zjawisko, ale już jak byśmy chcieli pójść i wiedzieć, jak kształtują się i rodzą nowe fundamentalizmy, nie tylko w Trzecim Świecie, rodzą się także w wysoko rozwiniętej cywilizacji, i zalążki fanatyzmów różnego rodzaju, i jak dziś myśl intelektualistów światowych ocenia ten glob współczesny i procesy w nim zachodzące, to powiem z żalem, że niestety zainteresowań w tę stronę jest niewiele. I mogę tylko apelować do resortu, do ministra, do rządu, żeby nie uchylać się od tej funkcji informacyjno-edukacyjnej, którą tylko dobra służba zagraniczna może zbierać, i nauka poniekąd, żeby społeczeństwo polskie nie żyło w oderwaniu, przynajmniej przesadnym, od tego, co się w świecie toczy. Otóż ten świat współczesny to nie jest tylko sprawa Iraku i Korei, i terroryzmu, i badań, i wszystkiego, co się wiąże ze skutkami wydarzeń 11 września. Tu linię mamy jasną, nawet niektórzy ją krytykowali w niektórych elementach. Ale dziś współczesny świat to przede wszystkim rozwieranie się nożyc pomiędzy globalizmem gospodarki i globalną gospodarką a brakiem uniwersalizmu demokracji. Wskazują na to wszyscy współcześni intelektualiści, że niedługo możemy stracić kontrolę nad globalną gospodarką światową, bo ona się toczy transnarodowo. To są nowe kategorie kapitału, nowy sposób działania tego kapitału, wyzbywanie się wszelkiej społecznej odpowiedzialności przez kapitał, który przecież decyduje o losie tego globu i o losie miliardów ludzi. To jest sprawa nowych standardów menedżeryzmu, nowych wymogów konkurencyjności, to jest sprawa fuzji i koncentracji kapitału, co wywrze niesłychane, i szybko, skutki na kraje małe. To jest świat przyszły wielkich tylko organizacji gospodarczych, państwowych i państwowo-gospodarczych, gdzie dla małych i słabych może nie być miejsca, itd. To jest sprawa niesprawiedliwości tego świata, nierówności, które się w nim dzieją, niegodziwych nieraz nierówności i zapóĄnień, i braku dostępu do cywilizacji młodych pokoleń innych części tego świata niż euroatlantycki obszar. Myślę, że trzeba tę wiedzę w jakiś sposób przetwarzać i słać społeczeństwu, bo z niej rodzi się wrażliwość na Wspólnotę, a dopiero poczucie wspólnoty globalnej czy europejskiej daje nowe impulsy i nowe zachęty do myślenia o ludziach w ogóle, nie tylko o sobie. Myślę, że ta edukacyjna funkcja służby zagranicznej jest jeszcze równie nierozwinięta, jak ekonomiczna funkcja strzeżenia i promowania interesów gospodarczych. To jest nowy priorytet, który, myślę, że minister Cimoszewicz w niedługim czasie mocniej uwypukli w działaniach polskiej służby zagranicznej.

    Nam jest potrzebna własna, a nie tylko zapożyczona, wizja tego świata i analiza jego funkcjonowania. To jest kwestia, która oznacza także pytanie o dostęp do pożytku z cywilizacji, z cywilizacji informacyjnej, o przepaści dzielące grupy i społeczeństwa na tym globie. Bo od tego, jak trafnie i wrażliwie zanalizujemy ten świat, będzie zależeć to, czy trafnie opowiadamy się czy dążymy ku ładowi w tym świecie, nowemu rzeczywiście potrzebnemu ładowi bezpieczeństwa zbiorowego, globalnego, ładowi społecznemu, od którego się czasem w niektórych segmentach tego świata oddalamy, a nie do którego się przybliżamy.

    Chciałbym też podkreślić, że dialog cywilizacji, o którym wspomniał minister Cimoszewicz, to jest także nowy element, w którym Polska poprzez Wspólnotę, ale i samodzielnie, będzie i powinna uczestniczyć, O to właściwie mi chodzi, by analiza tego świata, własna, a nie zapożyczona, podkreślam, prowadziła nas do dialogu cywilizacji, nie cywilizacji między sobą, a naszego spojrzenia na nią i na jej dalszy rozwój.

    Wreszcie była mowa o wymiarze parlamentarnym Europy. Ja mogę tylko za mówcami podkreślić, że bardzo małą wagę przykładamy do kanału parlamentarnego w ogóle w funkcjonowaniu demokracji i w tym co ona będzie oznaczać we Wspólnocie Europejskiej. I tylko to sygnalizuję, przyjdzie pora, można będzie ten temat szerzej rozwijać.

    Bardzo mnie zdumiała wypowiedĄ pana posła Macieja Giertycha. W tym lęku o tożsamość, raz jeszcze podkreślam, nikt nikomu tożsamości nie może zabrać, jeśli jej sam nie zechce stracić i spłycić. Tak jest w Unii Europejskiej. I mnożenie w tej kwestii strachów jest objawem słabości i niemocy w pilnowaniu u siebie tożsamości, polskości i kulturowego wymiaru własnego narodu i państwa. Ale pan poseł Maciej Giertych przedstawił tezę, której trudno nie skomentować. Mówił o par excellence mafijnym, o masonerskim, o zakulisowym życiu tego świata i porządku kształtowanego w tym świecie. Trudno mi się z tym zgodzić. To jest jakieś lękliwe myślenie o spisku i o centrum rządzenia światem. Jeśli nawet pan poseł Maciej Giertych ma tego typu refleksje i spostrzeżenia, to przecież jakże trzeba uważać, żeby nie rozprzestrzeniać wizji, które rodzą strach i podejrzenie i paraliżują gotowość do działania aktywnego na własną rzecz. Odżegnuję się od tego i traktować to tylko mogę jako refleksję własną, autorską, mimo że padały konkrety i nazwiska.

    Zgadzam się z panem posłem Kaczyńskim, że kadry dla Europy to wielka sprawa, że powinny być weryfikowane parlamentarnie, także z tym, że reguła państwowa musi przeważać. Bardzo wiele tu wspólnych poglądów zostało zaprezentowanych.

    Pan poseł Lepper zaś przedstawił de facto negację wobec wszystkiego co się toczy w polskiej polityce zagranicznej i trudno się z nim zgodzić, nawet jeśli chodzi o tonację, która tu zapanowała, była ona bardzo bezwzględna i nieuprawniona.

    Nie tylko pan poseł Lepper dezawuował wyniki negocjacji i w ogóle wyniki traktatu akcesyjnego. Proszę państwa, trzeba najpierw poznać ten traktat, zapoznać się z tymi trzydziestoma rozdziałami, a potem mówić, że one są klęską, porażką i że niczego nie osiągnięto i że to droga donikąd. To niedobra maniera i dlatego chcę to krytycznie skomentować, bo takie poglądy mogą się ludziom niezorientowanym udzielać.

    Przyłączam się do głosu pana marszałka Aleksandra Małachowskiego, jeśli chodzi o potrzebę bardzo wyważonego i spokojnego reagowania Polski na to, co może ją ciągnąć w stronę wydarzeń trudnych do przewidzenia w swoich skutkach, a angażujących nas jako państwo. Ale podzielam także tezę ministra, że wszystko w co wchodzimy i czego chcieliśmy i chcemy ma swoje różnorodne aspekty i skutki i nie wszystkie są tylko wygodne. Nie wszystkie. Ale w pierwszej kolejności podzielam przestrogi i prośbę o negocjacyjny i pokojowy charakter rozwiązań, do których to polska polityka zagraniczna powinna z całą konsekwencją dążyć.

    Kończąc, chcę powiedzieć, że odrzucać trzeba z całą stanowczością stwierdzenia, w których bez żenady się ogłasza, iż polska szansa narodu jest marnowana, że wszystko co się działo i dzieje, to klęska, porażka, ˝kolana˝ i służalczość. To jest tonacja, która prowadzi donikąd. Popierając sens wszelkich sporów, bo polskie sprawy wymagają dobrego sporu, żeby do dobrych konkluzji dochodzić, sprzeciwiam się temu, żebyśmy znowu totalnie, znowu w strachu przed historią i znowu bez kreatywnej motywacji brania spraw w swoje ręce i pisania swojej historii w Europie i świecie na nowy czas, temu mieli właśnie ulegać. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Poseł Bogdan Klich:

    Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Zamykamy obecnie pewien okres budowania międzynarodowej pozycji Polski i to okres chyba najważniejszy, bo pierwszy okres dyplomacji, polityki zagranicznej niepodległej Rzeczypospolitej. Warto sobie uświadomić to, że osiągamy w tej chwili chyba ostatni z celów strategicznych, które zostały wyznaczone przed czternastoma laty. Mam na myśli przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. Wcześniej udało się utrwalić suwerenność naszego państwa, zbudować pozycję Polski w regionie, przystąpić do NATO. Obecnie zamykamy długi okres starań o przystąpienie do Unii Europejskiej i jeżeli tylko tego celu nie podważymy, nie zaprzepaścimy własnymi rękami, to zostanie on osiągnięty. Ale warto też sobie zdawać sprawę z tego, że w w tym czasie zmieniło się otoczenie międzynarodowe. Nie mam tutaj na myśli tego, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić, tzn. że w wyniku zakończenia rywalizacji między dwoma blokami, okresu zimnej wojny, ta stabilność, jeśli chodzi o zagrożenie, została zastąpiona przez nieporządek. Ale mam na myśli to co się wydarzyło w ciągu ostatnich dwóch lat w polityce międzynarodowej, a mianowicie że znacznie wzrosło znaczenie siły, a zmniejszyło się znaczenie prawa międzynarodowego, że znacznie zmniejszyło się nawet znaczenie organizacji międzynarodowych, a pojawiły się koalicje zawiązywane ad hoc, które są obecnie coraz częstszym sposobem na rozwiązywanie spraw międzynarodowych. No i jak w takiej sytuacji powinna określać się Polska? Jak definiować powinna swoją rolę międzynarodową? I gdzie leżą nasze interesy narodowe? Pewien publicysta przed kilkoma miesiącami napisał, że Polska polityka zagraniczna po przystąpieniu do Unii Europejskiej powinna być jagiellońska w treści, a unijna w formie. Trzeba się nad tym zastanowić. Mnie bardziej odpowiada stwierdzenie, że powinna być jagiellońska w treści, a euroatlantycka w formie. Ale nie w takim znaczeniu jagiellońska, jak to rozumie dzisiaj pan poseł Giertych, bo koncepcja przedstawiona w jego wystąpieniu to jest raczej koncepcja rodem już z trumny, a nie współczesna.

    W moim przekonaniu tę jagiellońskość naszej polityki zagranicznej powinny wyznaczać następujące cztery priorytety. Po pierwsze, rozmach - to gwarantują nam dobre stosunki, partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi, w szczególności w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony. Przypomnijmy, że Stany Zjednoczone dzisiaj przeznaczają na cele obronne ok. 40 % wszystkich światowych wydatków zbrojeniowych. Oznacza to, że nie tylko dialog polityczny, ale także nasz udział w systemie obrony przeciwrakietowej, partnerstwo naszych jednostek wojskowych, to kwestie, które Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Obrony Narodowej powinny pogłębiać w najbliższym roku.

    Jest kwestia współpracy naukowo-badawczej, oznacza ona tak naprawdę współpracę między naszymi ośrodkami naukowo-badawczymi, czego wynikiem powinien być transfer najnowszych technologii.

    Jest kwestia wykorzystania offsetu. Powiedzmy sobie szczerze, że zakup czy na razie rozstrzygnięcie przetargu w sprawie samolotu wielozadaniowego oznacza nie tylko ten offset, który wraz za nim do Polski przyjdzie, ale oznacza otwarcie drzwi dla inwestycji amerykańskich w polskiej gospodarce. Jeżeli tylko my Polacy damy Amerykanom szansę, poprzez usprawnienie naszego ustawodawstwa, poprzez odbiurokratyzowanie naszej gospodarki, poprzez w szczególności walkę z korupcją, do której Amerykanie nie są tak przyzwyczajeni, to wtedy możemy liczyć, że te drzwi będą szeroko otwarte.

    No i jest wreszcie kwestia Iraku, o której na tej sali już była mowa. Ta sprawa jest w tej chwili najgorętszą sprawą w debacie międzynarodowej i my oczywiście musimy w niej uczestniczyć. Stany Zjednoczone jako nasz główny sojusznik wymagają wsparcia politycznego, ale już wsparcie wojskowe jest sprawą znacznie poważniejszą. No i pytanie, które po tej sali krąży, to jest pytanie, czy uzależniać to wsparcie wojskowe od mandatu Rady Bezpieczeństwa. Chciałbym przypomnieć, że w NATO, zarówno w 1999 r. podczas szczytu w Waszyngtonie, jak i w ubiegłym roku podczas szczytu w Pradze, ta dyskusja się odbyła, tzn. czy Sojusz Północnoatlantycki jest uprawniony do podejmowania operacji wojskowych tylko i wyłącznie na podstawie mandatu Rady Bezpieczeństwa, czy nie tylko. Przeważył pogląd, że mandat Rady Bezpieczeństwa nie może determinować suwerennych decyzji Sojuszu. Jeżeli tak, to warto zastanowić się nad innym kryterium, mianowicie nad takim: Czy oto Irak łamie prawo międzynarodowe, czy nie? Czy są dowody na wspieranie terroryzmu przez Irak, czy nie? I tym powinno być wyznaczone nasze stanowisko. A zatem nie faktem mandatu Rady Bezpieczeństwa, ale konkretnymi danymi, konkretnymi dowodami łamania prawa międzynarodowego oraz wspierania terroryzmu przez Irak. Bo to jest terroryzm - posła Małachowskiego nie ma na sali - a nie akcja komandosów, jak raczył się wyrazić pan poseł Małachowski na wczorajszym posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych, mając na myśli 11 września sprzed dwóch lat. To nie jacyś tam komandosi w słusznej sprawie mordowali niewinnych ludzi, ale zwykli zbrodniarze, terroryści właśnie. Dlatego wydaje się, że jest to wystarczająca racja, żeby przeciwko nim podejmować przedsięwzięcia wojskowe.

    Drugim priorytetem naszej polityki zagranicznej winna być w tej perspektywie wieloletniej wiarygodność Polski w Sojuszu Północnoatlantyckim. Tu mam pewne wątpliwości co do tego, czy udĄwigniemy przyjęte zobowiązania. Są te stare zobowiązania z roku 2000. Jak słyszeliśmy w tym roku, w połowie tego roku, jeśli chodzi o 9 spośród tych zobowiązań, które są celami sił zbrojnych z 2000 r., zagrożona jest ich realizacja na koniec 2003 r. Są do tego nowe zobowiązania, cele sił zbrojnych edycji 2002, czyli te, które zostały ostatecznie przyjęte w ubiegłym roku. Wysoki jest ich stopień akceptacji ze strony polskiej, ale też ogromne są pieniądze, które musimy na to przeznaczyć - ponad 19 mld zł w ciągu najbliższych 6 lat. I wreszcie są te zobowiązania, które wynikają ze zreformowanej Inicjatywy Zdolności Obronnych - 21 zobowiązań w wypadku Polski. Czy te zobowiązania wypełnimy? To jest pytanie zasadnicze. Czy nie lepiej było być ostrożniejszym w ich przyjmowaniu? Ale skoro już je przyjęliśmy, to musimy je wypełnić.

    Te same pytania odnoszą się do naszego udziału w operacjach pod sztandarem NATO. Są Bałkany, jest Afganistan, może być także Irak. A dochodzą do tego jeszcze siły reagowania NATO, które do 1 stycznia przyszłego roku winny (przynajmniej część z nich) uzyskać gotowość operacyjną, i europejskie siły reagowania, w których zamierzamy, jak to potwierdził dzisiaj minister Cimoszewicz, uczestniczyć. I o ile dylemat: Europa czy Ameryka wydaje się na poziomie politycznym pozorny, o tyle gdy chodzi o tego typu zobowiązania, jest to dylemat realny - wtedy kiedy chodzi o uczestnictwo w operacjach ekspedycyjnych i kiedy chodzi oczywiście także o międzynarodowe programy zbrojeniowe. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, na jaki cel przeznaczać nie tak znowu duże środki budżetowe.

    Trzecim priorytetem, który wydaje się ważny z punktu widzenia strategicznej perspektywy, jest budowanie naszej pozycji w Unii Europejskiej. Mówiono o tym także na tej sali i była mowa o tym, że musimy wykorzystać te możliwości, które dała nam Nicea. Marszałek Płażyński mówił tutaj o konieczności budowania naszej pozycji w Unii Europejskiej. Ale oznacza to także konieczne decyzje wewnętrzne. Oznacza to, że musi obowiązywać zasada przejrzystości, tu, w Polsce, podczas wyznaczania urzędników z polskiej puli do struktur Unii Europejskiej. Jak najszybciej winniśmy rozpocząć debatę publiczną nad projektem (projektami) ordynacji wyborczej. Wydaje się, że chodzi o takie jej zasady, jak to, aby w wyborach europejskich było kilka okręgów wyborczych, przy minimalnej ich liczbie (6, góra 7), tak by te okręgi wyborcze były odzwierciedleniem regionów, które w Polsce istnieją; aby głosowanie było głosowaniem na nazwisko z listy wyborczej, a zatem według tej zasady, która w Polsce już się przyjęła przy wyborach parlamentarnych i samorządowych; i wreszcie aby nie dopuszczać do żadnych list krajowych ani list europejskich. To jest taki kanon, który warto szybko rozważyć. On bowiem gwarantuje identyfikację deputowanego do Parlamentu Europejskiego z regionem, z krajem i z Europą - taką potrójną, ważną identyfikację.

    Z punktu widzenia zadań dla polskiej dyplomacji oczywiście ogromnie ważne jest uczestnictwo we wspólnej polityce zagranicznej, zwłaszcza w wymiarze wschodnim, który winien być naszą polską specjalizacją. Co to oznacza? To nie oznacza, że Polska winna być przedmurzem. To oznacza, że Polska winna być pośrednikiem. To oznacza historyczną szansę, jaką daje nam zbliżenie Zachodu z Rosją, szansę niepowtarzalną, wydaje się, która jeszcze niedawno mogła być zagrożeniem. W tej chwili jest szansą, gdy jesteśmy sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, gdy będziemy członkiem Unii Europejskiej, miejmy nadzieję, i jesteśmy członkiem NATO.

    Jeśli chodzi o Rosję, to podzielam w pełni ten krytyczny pogląd, który został wyrażony przez przewodniczącego Płażyńskiego. Wspomniałbym tylko tutaj o dwóch sukcesach naszej dyplomacji, o których nie mówiło się w ciągu tej debaty - o profesjonalnym rozegraniu sprawy z Kaliningradem, gwarantującej nam aktywne uczestnictwo w kwestii wiz, oraz o rozpoczęciu współpracy wojskowo-technicznej, co przejawia się w porozumieniach z koncernami ˝Suchoj˝ i ˝Mig˝, oraz o ewentualnym porozumieniu w sprawie modernizacji śmigłowców Mi-24.

    Jeżeli chodzi o pozostałe ważne priorytety polskiej polityki wschodniej, zwłaszcza jeżeli chodzi o Ukrainę, warto pomyśleć, w jaki sposób, i to wspólnie, wydobyć stosunki polsko-ukraińskie z impasu. Klub Poselski Platforma Obywatelska złoży w tej sprawie propozycje na najbliższym posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych poświęcone współpracy polsko-ukraińskiej. To samo odnosi się do spraw współpracy polsko-białoruskiej.

    Na zakończenie chciałbym powiedzieć, że ten jagielloński wymiar naszej polityki zagranicznej tak naprawdę zależy w dużym stopniu od kadr dyplomatycznych. Nie jest tak, jak było to powiedziane w kilku wystąpieniach, że kadry dyplomatyczne Polski są w tej chwili lepsze jakościowo. Niestety, obserwując kandydatury urzędników, kandydatury tych, którzy są, którzy byli rekomendowani na ambasadorów, podzielam w pełni opinię, którą zaprezentował marszałek Płażyński, mówiąc o tym, że to są osoby, których największa kreatywność przypadła na lata 70. i 80. I nie ze względu na ich życiorysy, na to, gdzie kto studiował, w jakich strukturach politycznych funkcjonował, ale ze względu na to, że kreatywność tych osób największa była w latach 70. i 80., wydaje się, że poziom kadr ambasadorskich przynajmniej jest w tej chwili niższy niż wcześniej. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Poseł Tadeusz Samborski:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Debatując dziś nad polską polityką zagraniczną, my, ludowcy, z satysfakcją odnotowujemy podniesienie rangi problematyki Polonii i Polaków za granicą w całokształcie zamierzeń państwa w sferze jego aktywności międzynarodowej. Widomym tego przejawem jest rządowy program współpracy z Polonią i Polakami za granicą. Jest to program ambitny, klarowny i realny, pod warunkiem iż zostanie wzmocnione logistyczne zaplecze dla działalności polonijnej w różnych krajach świata.

    Podzielamy pogląd pana ministra, iż potrzebne są działania nakierowane na dalsze usprawnienie naszej służby konsularnej. Z pewnością do spraw współpracy z Polakami i Polonią muszą być delegowani dyplomaci ze szczególnymi kwalifikacjami, dużym doświadczeniem, talentem organizatorskim i zrozumieniem potrzeb duchowych i materialnych naszych rodaków żyjących poza macierzą. W tym szlachetnym dziele czysto urzędnicze podejście do sprawy nie przyniesie pożądanych rezultatów. Tutaj oprócz urzędniczej sprawności potrzebne jest także serce i charakter.

    Wykluczone być powinno znudzenie polskością, tradycją, przywiązaniem do etosu ojczyzny, nawet w tym staroświeckim, historycznym pojęciu. Konsulowie do spraw Polonii i Polaków są dla nich bowiem uosobieniem ojczyzny dobrej matki i w taką rolę muszą wchodzić z całym przekonaniem, oddaniem i ofiarnością. W zdecydowanej większości placówek tak się dzieje, chociaż znamy przykłady także zachowań niestosownych. Należy te przypadki eliminować z dużą konsekwencją i bez opieszałości, gdyż tolerowanie przez dłuższy czas niewłaściwych postaw rodzi bardzo często ujemne skutki dla wizerunku ojczyzny, państwa polskiego i jego placówek oraz powoduje straty moralne i polityczne trudne do odrobienia. W tym kontekście zgłaszam postulat, by Ministerstwo Spraw Zagranicznych było w tych ważnych kwestiach sprawiedliwe, bardziej rychliwe i skuteczne.

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Uważamy, iż problematyka polonijna winna być obecna - oczywiście w różnym stopniu - w działalności wszystkich polskich przedstawicielstw zagranicznych, czyli ambasad, instytutów, wydziałów ekonomiczno-handlowych i innych placówek. Mówiąc o zapleczu logistycznym, mam też na uwadze samą centralę, czyli MSZ. Nie można bowiem rozwijać programów merytorycznych - a takim rozwinięciem jest na pewno rządowy program współpracy - redukując jednocześnie strukturalnie służbę w centrali. Uważam, że w MSZ powinien funkcjonować departament do spraw Polonii, jak to było wcześniej, gdyż kilkuosobowy wydział w departamencie konsularnym, jak to jest obecnie, nie jest w stanie skutecznie koordynować wdrażania rządowego programu w życie. Jednym z ważniejszych walorów rządowego programu jest zaliczenie do jego głównych kierunków szczególnej pomocy Polakom na Wschodzie, w tym także odbudowanie polskiej inteligencji.

    Rządowy program przewiduje też dla Polski i Polaków pewne zadania, ważne również z punktu widzenia polskiej racji stanu. Jednym z nich jest przeciwdziałanie negatywnym stereotypom Polaka w świecie, a co jeszcze ważniejsze - w oczach naszych najbliższych sąsiadów. Sądzę więc, że postulat utworzenia Instytutu Polskiego we Lwowie i przekazania środków na zakup Domu Polskiego tamże jest w kontekście tego właśnie zadania bardzo zasadny.

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Niepokoi nas sytuacja naszych rodaków na Litwie. Rozwój sytuacji wewnętrznej na Litwie i przyjmowane tam rozwiązania prawne powodują, że bardzo poważnie zagrożone są ich możliwości kultywowania polskości, nauczania i rozwoju języka polskiego oraz korzystania z innych praw przysługujących mniejszościom narodowym, w tym prawa własności ziemi. Poczynania władz litewskich wobec mniejszości narodowych, a więc także wobec Polaków, nie są zgodne z duchem i literą art. 14 traktatu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy z 26 kwietnia 1994 r. Próby egzekwowania postanowień traktatu przez stronę polską po formalnej akcesji Litwy do Unii Europejskiej będą miały bardzo małe szanse powodzenia. Jednocześnie pragnę z całą mocą podkreślić nasze peeselowskie stanowisko sprowadzające się do tezy, iż wejście Polski do struktur europejskich w żadnym stopniu nie może zmniejszyć troski państwa polskiego o los naszych rodaków we wszystkich krajach, gdziekolwiek zamieszkują, a w szczególności w krajach naszych sąsiadów, których aspiracje europejskie popieraliśmy i nadal wspieramy ich działania na niwie międzynarodowej. Bez fałszywej skromności także dyplomacja polska obok naukowców i publicystów - czy równolegle z nimi - winna uświadamiać litewskim partnerom, że nasze poparcie dla europejskich aspiracji Litwy wynika z wielonarodowych i wielowyznaniowych tradycji Rzeczypospolitej, które przywiodły Polskę i Litwę od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej. I musi być jasno wyrażone nasze stanowisko wobec przejawów dyskryminacji mniejszości polskiej na Litwie. Nie ma na to przyzwolenia za cenę zewnętrznej poprawności w stosunkach dwustronnych.

    Zauważamy też pewną asymetrię w przejawach dobrej woli, życzliwości i wsparcia międzynarodowego ze strony Polski na rzecz Ukrainy, gdzie pod różnymi pretekstami toleruje się antypolskie działania niektórych - podkreślam: niektórych samorządów, instytucji i osób publicznych. Ten stan rzeczy winien ulec zmianie dla dobra stosunków polsko-ukraińskich przyszłości, które uważamy i klasyfikujemy jako strategiczne. I to jest oczywiste.

    Będziemy popierali wszelkie próby polepszania naszych stosunków z Białorusią, gdzie stwierdzamy pokaĄny kapitał sympatii do Polski i Polaków, w tym także dla Polaków zamieszkałych w tym kraju.

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Klub Parlamentarny Polskiego Stronnictwa Ludowego pragnie podkreślić, iż modyfikacji winna ulec polityka wobec największych skupisk polonijnych w Ameryce Północnej, bardziej uwzględniony winien być interes narodowy Polski oraz dobro tamtejszej Polonii, nie zaś, jak to czasem bywa, cele naszych partnerów na arenie międzynarodowej, które wchodzą nieraz w kolizję z polską racją stanu i dążeniami środowisk polonijnych. Należałoby przeto doprowadzić do trwałego porozumienia z kierownictwem wpływowego w USA i w świecie Kongresu Polonii Amerykańskiej i zainicjować wspólne działania z korzyścią dla Polski i Polaków żyjących w diasporze.

    Trzeba również jak najszybciej podjąć kroki zmierzające do uzyskania przez polską grupę etniczną statusu mniejszości narodowej w Niemczech i Austrii oraz statusu narodu represjonowanego w Rosji. To samo dotyczy uregulowania dyskryminacyjnego statusu obywateli polskich przebywających w USA oraz w innych państwach i ubiegających się tam o prawo legalnego pobytu. Działania jakże słusznie zainicjowane przez marszałka Senatu prof. Longina Pastusiaka, a następnie kontynuowane przez pana ministra spraw zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza, stanowią dobry prognostyk właściwego rozwiązania tego problemu w bliskiej przyszłości.

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Klub Parlamentarny Polskiego Stronnictwa Ludowego uważa, że sformułowany i dziś zaprezentowany program polskiej polityki zagranicznej, także w aspekcie relacji między naszymi rodakami i macierzą, zasługuje na zdecydowane poparcie. Wzmacnia to, mimo uwag, które zgłosiłem, naszą argumentację na rzecz akceptacji przez ludowców głównych kierunków i zamierzeń polityki zagranicznej naszego państwa w roku 2003. Dziękuję bardzo, panie marszałku. (Oklaski)


Poseł Gabriel Janowski:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Szanowny Panie Ministrze! Kończąc swoje wystąpienie, pan minister był łaskaw powiedzieć: ˝Liczę, że wizja polityki, którą Wysokiej Izbie przedstawiłem, spotka się z państwa aprobatą˝. Panie ministrze, do pana mówię.

    (Minister Spraw Zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz: Ja słyszę, mam podzielną uwagę.)

    Cieszę się. Otóż, panie ministrze, nie jest pan pierwszym ministrem, który nie przedstawił żadnej wizji. To, o czym pan mówił, było po prostu sieczką i to - przykro mi powiedzieć - jałową. Jak mówię, żaden z rządów praktycznie nie przedstawił wizji rozwoju państwa polskiego, zarówno jeżeli chodzi o stosunki wewnętrzne jak i o stosunki zagraniczne. Bo, pytam się, czyż wizją rozwoju dla Polski, 40-milionowego narodu, o tysiącletniej tradycji, była - w stosunkach wewnętrznych - wizja rekonstrukcji, restrukturyzacji, modernizacji, która faktycznie sprowadzała się do wyprzedaży polskiego majątku? Miast upowszechnić majątek wśród Polaków, myśmy doprowadzili do wyzucia Polaków z majątku. Była dzisiaj mowa tutaj o tych sprawach. Polska faktycznie jest jedynym krajem, który wyzbył się banków, wyzbył się znaczących dziedzin własnej wytwórczości, dzisiaj wyzbywa się energetyki. To jest przerażające. Czyż wizją stosunków zagranicznych było takie ślepe, powiedziałbym, ukierunkowanie na Unię Europejską, a początkiem był układ o stowarzyszeniu, układ, który od samego początku nie był równoprawny, układ, który faktycznie doprowadził do eksploatacji Polski? Mam prawo o tym tu mówić tak jednoznacznie, ponieważ należałem do tych polityków, którzy wielekroć mówili panu Olechowskiemu, ówczesnemu wiceministrowi w ministerstwie stosunków zagranicznych, że ten układ dla Polski jest szkodliwy, że przyniesie nam, praktycznie rzecz biorąc, bardzo niekorzystną wymianę.

    Szanowni Państwo! Czyż wizją rozwoju Polski można nazwać zupki pana Kuronia, który od początku demoralizował młodzież, który praktycznie swoją filozofią doprowadził do tego, że Polacy, miast rozwijać przedsiębiorczość... Że tę przedsiębiorczość dławiono?

    (Poseł Bogdan Lewandowski: Jak zupkami można demoralizować?)

    Macie w tym swój udział, więc niech pan milczy, panie Lewandowski.

    (Poseł Bogdan Lewandowski: Zupkami demoralizować? No, panie pośle...)

    Tak. Bo zamiast rozwijać przedsiębiorczość, zamiast rozwijać w młodych ludziach chęć walki o pozycję, ustawiliśmy ich w kolejce do okienek po zasiłki.

    Szanowni Państwo! Dzisiaj praktycznie mamy podobną wizję, tylko obejmującą już całe społeczeństwo. Bo oto proponuje nam się jałmużnę - jałmużnę w postaci tzw. pomocy unijnej, szczególnie dla rolników. To jest przerażające, zamiast dawnych kuroniówek będziemy mieli teraz werheugenówki - jałmużnę, która będzie demoralizować polskich rolników, która spowoduje, że utrwalimy ten system rolny, zamiast go rozwijać. Będziemy go utrwalać. To jest specjalne działanie, bo w ten sposób chce się przekupić tę grupę społeczną, by zagłosowała za Unią Europejską. I wy, politycy, ponosicie odpowiedzialność za ten stan rzeczy! Bo nie macie wizji państwa polskiego, nie macie wizji rozwoju polskiego rolnictwa, polskiej przedsiębiorczości, bo ją skazujecie na tych warunkach, które pan i pańscy koledzy wynegocjowali, na zatratę. Tak jest. Nastąpi zagłada polskiego rolnictwa, zagłada polskiej przedsiębiorczości, szczególnie tej mniejszej. Tak jest, proszę panów. I o tym trzeba dzisiaj głośno mówić, żeby nie nastąpiła ta katastrofa. I to, co obserwowaliśmy w Unii... Po prostu trupa pana Millera odegrała w Kopenhadze tragikomedię. Tak jest, to był żenujący spektakl. I to nie jest tylko moje zdanie. Przywołam tu choćby zdanie pana Rogera Boyes'a z ˝The Times˝. Reporter ten napisał: ˝Unia Europejska urządziła kabaret z okazji ogłoszenia decyzji o przyjęciu nowych członków, ale w rzeczywistości przez ostatnie dwa lata terroryzowała Europę Środkową i zmuszała ją do ciągłych ustępstw. (...) Uczyniono wszystko, by zneutralizować przyszłe zdolności konkurencyjne nowych członków i zdławić tę energię, która czyni ów region ważnym. (...) Z całą pewnością powinniśmy świętować z okazji integracji Wschodu z Zachodem. Jednak rozwlekłe negocjacje w tej kwestii były prowadzone w atmosferze przypominającej operację wrogiego przejęcia spółki akcyjnej. Unia Europejska zachowuje się haniebnie: historyczna integracja została sprowadzona przez nią do rangi pchlego targu.˝ Myślę, że to jest prawidłowa ocena kopenhaskiego szczytu.

    Panie marszałku, niech pan przestanie sygnalizować, że czas się kończy. Ja zakończę we właściwym czasie.

    Otóż, szanowni państwo...


Poseł Gabriel Janowski:

    Proszę o trzy minuty.


Poseł Gabriel Janowski:

    Szanowni Państwo! Chcę też przedstawić wizję tej nowej Europy i nowego ładu europejskiego. Przywołam słowa sprzed 150 laty, które wypowiedział Wiktor Hugo, wielki poeta, pisarz francuski: Nadejdzie dzień, kiedy ty, Francjo, i ty, Rosjo, Anglio, Niemcy, wy, wszystkie narody kontynentu, nie tracąc swych szczególnych cech, nie wyrzekając się dumnej indywidualności, po prostu zanurzycie się w jedności wyższego stopnia i stworzycie braterstwo Europy.

    Tak jest. Chciałbym rzeczywiście, żeby taka Europa powstała. Ale ona nie powstanie na warunkach dyktowanych z Brukseli i na warunkach ustrojowych, które tam panują. I na warunkach, które, panowie, podpisaliście w Kopenhadze. Przyszłość Europy musi być inna. I dlatego jeśli Polacy powiedzą podczas referendum: nie, to rozpoczną prawdziwą debatę o przyszłości Europy. Tak jest - prawdziwą debatę o przyszłości Europy, bo Polska leży w środku Europy. Jest jej sercem. Nasze położenie geopolityczne, które mamy, powiedziałbym, dzięki opatrzności, jest darem, który zaniedbujemy. Bo chcecie panowie, żeby zamiast sercem, była nerką, i to nerką...

    (Głos z sali: Chorą!)

    Chorą. Polsce przeznacza się kroplówkę unijną, żeby się nie rozwinęła i żeby, nie powiem, skonała. Takiej roli Polacy przyjąć nie mogą. I dlatego wizja nowej Europy musi być inna. Nie może być tak, żeby Unia Europejska kończyła się na Bugu, bo w ten sposób Polskę odcina się od wielkich przestrzeni gospodarczych i od naszego dziedzictwa historycznego. Krokodyle łzy wylewacie nad Ukrainą, ale w ten sposób my skazujemy Ukrainę na to, że zostanie ona zawłaszczona przez Rosję, a Polska zostanie zmarginalizowana, stanie się wschodnią marchią niemiecką. To jest przyszłość Europy? Nie, to jest nowe poddaństwo, neokolonializm i imperializm w wykonaniu możnych tego świata. Jeżeli dzisiaj pan Jeziorański w reklamówkach powiada, że wchodzimy w strefę burzliwego rozwoju i dobrobytu gospodarczego, to myślę, że on co najmniej 10 lat się spóĄnił z tą swoją oceną.

    I dlatego, szanowni państwo, przyszłość Europy, alternatywa musi polegać na tym, że Polska, mówiąc: nie, zawrze nowy układ o współpracy z Unią Europejską, zawrze podobny układ z Rosją, tak jest, z Rosją, układ specjalny z Ukrainą i w przyszłości z Białorusią i w końcu szczególny układ z Turcją. Tak jest, bo ci egoiści z Brukseli mamią Turcję przynależnością. Turcja jest wielkim krajem na styku Europy i Azji, Islamu. I te kraje: Polska, Ukraina, Turcja mogą rzeczywiście zbudować nowy ład europejski, nie pod dyktando biurokratów z Brukseli, ale wedle sumienia, wzajemnych interesów i tego, co się nazywa prawdziwym braterstwem.

    Mówię dzisiaj o tym i być może niektórzy dziwią się, że wymieniam Turcję. Tak jest, jest to prawdziwe otwarcie na ten świat, dzisiaj dla nas inny, tajemniczy, ale jeżeli Europa ma być pełna i prawdziwie otwarta, to musi również pamiętać o tym kierunku i o tym państwie.

    Mam nadzieję, że Polacy w referendum powiedzą: nie, i tym sposobem rozpoczną prawdziwie ogólnopolską debatę o przyszłości Europy. Dziękuję. (Oklaski)


Poseł Gabriel Janowski:

    Dziękuję panu za trzy minuty i jedną więcej.

    (Poseł Marian Piłka: Przynajmniej w tej dziedzinie pan marszałek jest liberalny.)


Poseł Zbyszek Zaborowski:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Myślę, że główne cele polskiej polityki zagranicznej, jej generalna linia, są mimo wszystko bardziej akceptowane i wśród elit politycznych, i w polskim społeczeństwie niż by to wynikało z przebiegu dzisiejszej debaty. Ale sam chciałem też zgłosić kilka wątpliwości, przede wszystkim do funkcjonowania polskiej polityki bezpieczeństwa międzynarodowego, zwłaszcza naszego udziału w Pakcie Północnoatlantyckim.

    Pan minister Cimoszewicz stwierdził dzisiaj w swoim wystąpieniu, że klasyczne zadania NATO jako systemu obrony zbiorowej stają się relatywnie mniej pilne. Rozumiem, że pilniejsze stają się walka z terroryzmem, walka z rozprzestrzenianiem broni masowego rażenia oraz inne współczesne wyzwania. Trudno polemizować z tą tezą, natomiast sądzę, iż w polskim interesie narodowym leży ciągłe przypominanie, dlaczego wstąpiliśmy do NATO. W polskim interesie narodowym leży przypominanie art. 5 w tej postaci, w jakiej został on zapisany w traktacie północnoatlantyckim. Dla nas najważniejsze jest bezpieczeństwo narodowe i bezpieczeństwo Europy. Myślę, że rozwój stosunków polsko-amerykańskich to jest ta sprawa, która w ostatnim czasie budzi największe emocje. Uzyskano tu też największy postęp, ale mam wrażenie, że to wychodzenie przed orkiestrę w drażliwych kwestiach międzynarodowych przyczynia się również do pewnych problemów polskiej polityki zagranicznej. Walka z terroryzmem, którą oczywiście wspieramy, jak i z rozprzestrzenianiem broni atomowej, nie może prowadzić do takiej sytuacji, że podstawowi nasi sojusznicy w Europie mają wątpliwości co do polskiego stanowiska. Sądzę, że taką decyzję, jak w sprawie Iraku, warto konsultować szerzej, warto poczekać na decyzje Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych czy organów samego Paktu Północnoatlantyckiego, a nie deklarować z wyprzedzeniem udziału w potencjalnej wojnie.

    Oczywiście Stany Zjednoczone są dla nas najważniejszą częścią Paktu Północnoatlantyckiego, co więcej, uważam, że obecność amerykańska w Europie jest w dalszym ciągu potrzebna, stabilizuje sytuację wewnątrz samego Paktu Północnoatlantyckiego, pozwala utrzymać pewną równowagę polityczną i z pewnością leży również w polskim interesie narodowym. Musimy jednak pamiętać o naszych europejskich sojusznikach i rozumiem, że ta deklaracja o komplementarności europejskiej polityki zagranicznej i obronnej z polityką prowadzoną w ramach Paktu Północnoatlantyckiego będzie przez rząd w pełni szanowana.

    Dzisiaj czeka nas ratyfikacja traktatów akcesyjnych Polski i innych nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej. Myślę, że atmosfera polityczna w stolicach starych członków Unii Europejskiej i w społeczeństwach zachodniej Europy jest dla nas bardzo ważna. Sądzę, że musimy o tym pamiętać, zwłaszcza w tym roku, kiedy czeka nas referendum, a we wszystkich krajach członkowskich - procesy ratyfikacyjne traktatów akcesyjnych.

    Druga kwestia z dziedziny naszego bezpieczeństwa narodowego to sprawa reorganizacji sił zbrojnych. W ostatnim czasie pojawiły się daleko idące postulaty kolejnej redukcji polskiej armii. Mówi się o tym, że Polsce wystarczyłaby armia 80-, 100-tysięczna, za to w pełni zawodowa. Jest to co najmniej przedwczesna projekcja. My jeszcze nie zredukowaliśmy armii do planowanego stanu 150 tys., co czeka nas w ciągu tego roku, a próbujemy wybiegać w daleką przyszłość, zresztą niezgodnie z możliwościami finansowymi państwa polskiego, bo pełne uzawodowienie armii wymaga, oczywiście, kolejnych nakładów finansowych i znaczącego zwiększenia budżetu. Mówi się w tej koncepcji, że w razie niebezpieczeństwa można by szybko zorganizować szkolenie poborowych i rezerwistów na dużą skalę. Jeżeli ten poważny kryzys czy poważne zagrożenie polskiego bezpieczeństwa narodowego zdarzy się w nieco bardziej odległej przyszłości, to można się obawiać, że jeśli w tym czasie nie będzie poborowych, to nie będzie również rezerwistów, których można by powołać w razie czego pod broń. Polska armia to armia narodowa, w pewnym stopniu z poboru. Plan rządowy do 2008 r. przewiduje profesjonalizację na poziomie 60% i myślę, że powinniśmy ponad podziałami politycznymi się na tym skoncentrować.

    Trzecia kwestia to problem przyszłości Unii Europejskiej. Ja podobnie do pana posła Oleksego nieco ubolewam nad tym, że polska debata w tej sprawie toczy się głównie wokół preambuły, wartości, tożsamości narodowej, która jest bardzo ważna, ale umykają nam z pola widzenia zasadnicze sprawy, jeżeli chodzi o konstrukcję Unii Europejskiej jako obszaru integracji gospodarczej i politycznej.

    Mamy nową propozycję kanclerza Schroedera i prezydenta Francji Chiraca w sprawie prezydencji w Unii Europejskiej i myślę, że przede wszystkim to warto byłoby dzisiaj szczegółowo omówić. Dobrze byłoby, gdyby również rząd zajął wstępnie stanowisko w tej sprawie. Propozycja wprowadzenia stałego prezydenta Rady Europejskiej wydaje się zmierzać do umocnienia roli dużych państw Unii Europejskiej i raczej dotychczasowych członków, a osłabiać rolę państw mniejszych i tych, które właśnie przystępują do Unii Europejskiej, i jest jakby wpisana w proces federalizacji Europy, ale to jest moja osobista opinia. Interesuje mnie również stanowisko pana ministra spraw zagranicznych i polskiego rządu.

    Dzisiaj mówiono także sporo o polityce wschodniej. Ja oceniam pozytywnie to nowe otwarcie w stosunkach z naszymi sąsiadami ze Wschodu. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na stosunkowo małą skuteczność konkretnych projektów w dziedzinie współpracy gospodarczej. Jest taki konkretny projekt, do którego warto, aby rząd przywiązywał dużą wagę. Mam na myśli projekt budowy terminalu na końcówce szerokiego toru, który łączy nas z Ukrainą i z Rosją, z naszym strategicznym partnerem i z tym bardzo dużym sąsiadem na Wschodzie, jakim jest Rosja. Mówiąc o strategicznym partnerze, miałem na myśli, oczywiście, Ukrainę. Gdyby udało się rozpocząć tę inwestycję - a dwa lata się o tym gada, konkretne wysiłki natomiast są na razie mało budujące - to myślę, że to byłby konkretny wymiar, konkretna rzecz, która nasze stosunki gospodarcze mogłaby ułatwić. Chodzi, oczywiście, również o transport towarów z Azji Wschodniej, ale i z samej Rosji, z Ukrainy na zachód i w odwrotnym kierunku, a więc o ułatwienie wymiany gospodarczej.

    Teraz sprawa bardzo przyziemna. Pan minister Cimoszewicz mówił dzisiaj o staraniach, aby ułatwić Polakom wizyty w Stanach Zjednoczonych, o wizach, funkcjonowaniu systemu wizowego Stanów Zjednoczonych. Myślę, że obok tego warto podjąć rozmowy również z rządem brytyjskim, bo chociaż nie ma tam wiz, bardzo często się zdarza, iż polscy obywatele są zawracani z granicy. Myślę, że nie powinno tak być między sojuszniczymi państwami i w ramach Unii Europejskiej, w której niedługo mamy być, po, daj Boże, zwycięskim referendum. Dziękuję za uwagę. (Oklaski)


Poseł Joanna Nowiak:

    Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Realizacja założeń polskiej polityki zagranicznej odbywała się w dość trudnych warunkach, zarówno jeśli chodzi o arenę międzynarodową, jak i sytuację wewnętrzną Polski. W poprzednim exposé mówił pan, panie ministrze, że polska polityka zagraniczna będzie uwzględniała w programie na 2002 r. i na kolejne lata następujące zagadnienia: po pierwsze, potrzebę kontynuacji w odniesieniu do priorytetów tej polityki w zakresie zagadnień euroatlantyckich oraz integracji z Unią Europejską, po drugie, konieczność zdynamizowania polskiej polityki w zakresie promocji naszej gospodarki i, po trzecie, wymóg kreatywności i inicjatywy, szczególnie wobec wyzwań wynikających z globalizacji oraz szans stworzonych przez współpracę z państwami pozaeuropejskimi.

    Myślę, że jeżeli chodzi o realizację pierwszego założenia, to możemy powiedzieć, że ona na pewno nas satysfakcjonuje, aczkolwiek niewątpliwie został zapoczątkowany proces, który musi być i będzie kontynuowany. Jeżeli chodzi natomiast o dwa kolejne punkty, dwa kolejne założenia, czyli o promocję naszej gospodarki oraz o wyzwania tak naprawdę wynikające z globalizacji, to znowu mamy tu do czynienia z procesem, który został zapoczątkowany, ale na ocenę jego skutków będziemy musieli jeszcze poczekać i tak naprawdę nikt nie powinien kusić się dzisiaj o ocenę realizacji tych założeń, bo będzie ona mogła być dokonana dopiero za kilka lat.

    Myślę natomiast, że dzisiaj jest dobry moment, żeby uświadomić polskiemu społeczeństwu, także polskim elitom, zarówno z lewej, jak i z prawej strony, że mamy do czynienia z czymś takim, co określa się mianem procesu. Chodzi o to, żeby uświadomić sobie, że nic tak naprawdę nie dzieje się z dnia na dzień, w związku z tym zmiany, które nas czekają, ich ocena wymagają czasu.

    Niewątpliwie dzisiaj tematem, którego nie da się usunąć z pola widzenia, i to wnikliwego widzenia, jest członkostwo Polski w Unii Europejskiej. Dziś już wiemy, że zostaniemy objęci pierwszą rundą rozszerzenia. Należy jednak uniknąć pewnego niebezpieczeństwa. Wdrażanie aktów prawa wspólnotowego musi być połączone ze zmianami instytucjonalnymi, niezbędnymi do przygotowania polskiej administracji do warunków członkostwa. Tak naprawdę musimy zadbać dzisiaj o to, o co zadbać jest najtrudniej, a mianowicie o zmianę mentalności polskiego społeczeństwa. Myślę, że należy się nastawić na bardzo intensywny trening, i to nie tylko kadr zajmujących się Unią Europejską bądĄ zagadnieniami związanymi z Unią Europejską, ale wszystkich. Z rzetelną informacją o Unii musimy dotrzeć wszędzie, gdzie jest to możliwe, pod przysłowiowe strzechy, co oznacza dotarcie do świadomości każdego polskiego obywatela. Należy uniknąć wrażenia, że tylko prezydent, rząd, parlament i elity wchodzą do Unii Europejskiej. Jest to szansa i wyzwanie dla wszystkich.

    Musimy skoncentrować się na intensywnej, merytorycznej i profesjonalnej kampanii, by uniknąć wrażenia, że społeczeństwo polskie z całą pewnością opowie się za wejściem naszego kraju do Unii Europejskiej, wrażenia opartego na dzisiejszych sondażach, które mogą nam dawać dobre samopoczucie, ale niekoniecznie odzwierciedlają stan faktyczny. Mówiliśmy bardzo dużo na temat dialogu społecznego i czas go wreszcie rozpocząć. Dzisiaj już nie ma czasu na zwłokę w rozmowach na temat Unii Europejskiej z partnerami społecznymi, samorządami lokalnymi, związkami zawodowymi, organizacjami pracodawców, rolnikami, konsumentami, a także wszelkimi innymi organizacjami pozarządowymi. Jest to konieczność. Sprawdziany wiedzy na temat Unii przeprowadzane w środowiskach młodzieży licealnej czy akademickiej budzą, niestety, niepokój. Ta wiedza jest powierzchowna, niewystarczająca i nieusystematyzowana. Zacznijmy wreszcie edukować społeczeństwo, bo ono musi świadomie podjąć decyzję. My z kolei musimy mieć czyste sumienie, że zrobiliśmy wszystko, co było do zrobienia.

    Oprócz promocyjno-edukacyjnego działania w Polsce czeka nas bardzo trudne zadanie przekonania do siebie społeczeństw ˝piętnastki˝. Na tym polu straciliśmy, niestety, wiele miesięcy. Unia Europejska, członkostwo Polski w strukturach, to, jak wspomniałam, tematy priorytetowe. Dokonując analizy wydarzeń na arenie międzynarodowej, szczególnie w Europie Środkowo-Wschodniej, zapoczątkowanych w latach 1989-1991, kiedy Polska, podobnie jak inne kraje regionu, stanęła przed koniecznością wykreowania nowych ram polityki zagranicznej, które, zdefiniowane już w 1990 r., przetrwały niezmienione ponad dekadę, mamy wrażenie, że polska dyplomacja charakteryzowała się zarówno stabilnością, jak i ciągłością. W zasadzie dopiero debata nad Unią zarysowała widoczne często i artykułowane w ostrej formie różnice poglądów w sprawie zasadniczych celów w polityce zewnętrznej, które winno realizować państwo. Po raz pierwszy podważono swoistą zgodę co do głównych celów i założeń polskiej polityki zagranicznej. Rozgorzał bardzo silny spór. Jest to jednoznaczny sygnał, że skończył się tak zwany okres przejściowy, a na pewno skończy się z chwilą akcesji. Nadszedł czas na redefinicję priorytetów polityki zagranicznej, albowiem z zupełnie innej pozycji będziemy uczestniczyć w życiu politycznym całego świata, mając do czynienia z głęboką transformacją Unii Europejskiej, NATO, Rosji, Chin czy Organizacji Narodów Zjednoczonych.

    Co nas czeka? Po pierwsze, rozstrzygnięcie wewnętrznej debaty na temat członkostwa w Unii. Tu zakładamy wariant, że społeczeństwo opowie się za pełnoprawnym uczestnictwem Polski w strukturach unijnych. Po drugie, aktywne kształtowanie nowego ładu międzynarodowego po upadku porządku dwubiegunowego. Po trzecie, globalizacja, która stanowi wielkie wyzwanie. W tym przypadku w polskiej polityce zagranicznej trzeba wypracować własne stanowisko. Nie mam wątpliwości, że tak się stanie, przy bardzo silnym zaangażowaniu prezydenta, premiera, resortu spraw zagranicznych pod kierownictwem ministra Cimoszewicza i wszystkich tych, dla których dobro naszego kraju jest celem nadrzędnym. Dziękuję. (Oklaski)


Poseł Jan Chaładaj:

    Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Zabierając głos po tak wspaniałych przedmówcach, pozwolę sobie wygłosić tylko kilka uwag dotyczących tej debaty. Myślę, że pan poseł Józef Oleksy uległ niesłusznie sugestii, że ta debata miała akcenty pesymistyczne. Jest wprost przeciwnie. Porównałem ją z ubiegłoroczną debatą na tematy zagraniczne i uważam, że bardzo mnie ona wzbogaciła. Większość posłów zasiadających w sali sejmowej wykazała troskę i konstruktywne podejście do tak delikatnej, a jednocześnie tak istotnej sprawy, jaką jest polska polityka zagraniczna.

    Z natury rzeczy nasza dyskusja i nasza polityka zagraniczna zdominowane są problemami europejskimi. Dlatego tak cenię sobie tych - nawet jeśli są zdecydowanie przeciwni wejściu Polski do struktur europejskich - którzy dyskutują z troską o tym problemie i pokazują, że nadrzędnym celem, nawet jeśli nie zgadzamy się na kierunek, w którym idziemy, jest interes Polski. Natomiast nie zgadzam się z tymi, którzy straszą, i to straszą w sposób nieodpowiedzialny, podając liczby wyrwane z kontekstu, przedstawiając nieprawdziwe konteksty polityczne, strasząc masonami, żydami i cyklistami, pokazując jakieś dziwne konteksty, które nie mają miejsca. Takich dyskutantów nie cenię.

    Wrażenie, jakie odniósł pan poseł Oleksy, mogło być wynikiem tego, że najmniejsza część sali podzieliła się na kilka kół. Mówiąc jednym głosem w takiej masie, być może stworzyła wrażenie, że jest to dyskusja pesymistyczna, choć myślę, że pan poseł tego się nie doczeka.

    (Poseł Marian Piłka: Czekamy na taki sam podział w SLD.)

    Natomiast rzeczywiście może powstać wrażenie, że jeśli chodzi o naszą akcesję do Unii Europejskiej, to są tylko euroentuzjaści, i to siedzący po lewej stronie, większość tej sali, którzy nie zdają sobie sprawy z konsekwencji. To nie jest prawda. My wszyscy, którzy zasiadamy w tej sali, a także cały nasz kraj, debiutujemy w tak ważnym dziejowym procesie. Nikt z nas - ani minister spraw zagranicznych, ani premier, ani ja, ani nikt z państwa - nie jest w stanie precyzyjnie określić skutków. To wszystko, o czym dzisiaj mówimy, to są symulacje, często na papierze, niemające odniesienia. Chodzi o procesy gospodarcze, które trudno jest określić. My też jesteśmy pełni troski o to, jak to będzie, ale wiemy, że to, czy będzie litr mleka więcej czy mniej na obecnym etapie albo kilogram czegoś więcej lub mniej, nie jest tak bardzo istotne. Tak naprawdę istotne jest to, czy wykorzystamy szansę, jaką stwarza nam akcesja europejska.

    Kilka lat temu zaprzyjaĄniony ze mną minister gospodarki ze Szwecji powiedział, że dopiero po kilku latach - minęły wtedy cztery lata - Szwecja nauczyła się korzystać z dobrodziejstwa Unii Europejskiej, z funduszy strukturalnych i z bardzo wielu innych dóbr, z których można skorzystać po procesie zjednoczenia, mimo że stan gospodarki Szwecji w tamtym czasie był nieporównywalny. Musimy nauczyć się takiej cierpliwości. Nie chodzi o litr mleka dzisiaj obiecany. Tak naprawdę będzie się liczyło to, czy za rok, dwa, trzy będziemy potrafili poruszać się w tej materii, czy będziemy potrafili przygotować kadry, wyedukować je. Beneficjentami europejskiej wspólnoty będą polscy rolnicy, polscy producenci, polska administracja terenowa i rządowa. Myślę, że deklaracja co do tego, iż ci, którzy są za wejściem do Unii, też są pełni troski, powinna państwu wiele rozjaśnić.

    Dziwię się tym, którzy z góry, na pewno, na 100% wiedzą, że to jest bardzo zła umowa, bardzo zły wypracowany system, którzy mówią, że to skandal. Zazdroszczę takiej beztroski i pewności siebie. Ja takiej pewności nie jestem w stanie z siebie wykrzesać. Krokodyle łzy pana posła Macierewicza, który stwierdza, iż dlatego jest przeciwny wejściu do Unii Europejskiej, że nie zna traktatu akcesyjnego, to są tylko krokodyle łzy, ponieważ gdyby znał traktat, to zapewne też byłby przeciwny, nawet wtedy, gdyby ten traktat był, nie wiem jak, dobry.

    Chcę zwrócić uwagę jeszcze na jedną sprawę, którą tutaj poruszono, a która nie została zauważona. Pan prof. Giertych, którego bardzo cenię jako kulturalnego dyskutanta, oprócz tego, że straszył nas masonami i innymi ciemnymi siłami, które leżą u podstaw Unii Europejskiej, był uprzejmy zarzucić większości tej sali, czyli tym, którzy wykazują postawę proeuropejską, że ośmielamy się wywierać nacisk na najwyższy autorytet, czyli na Jana Pawła II, w celu wymuszania na nim jakiś proeuropejskich wystąpień. Chciałbym powiedzieć, że nigdy nie odważyłbym się na to. Być może nie jestem najlepszym synem Kościoła, ale jestem przekonany o tym, że Jan Paweł II samodzielnie formułuje swoje sądy i żadna siła - polityczna czy narodowa - ani żadna koteria nie jest w stanie wpłynąć na te sądy. Cenimy go sobie dlatego, że jest sędzią niezależnym i człowiekiem obdarzonym naprawdę umiejętnością kreowania prawdy. To chciałem powiedzieć.

    I ostatnia sprawa, która - po tym, co powiedzieli moi przedmówcy, a właściwie powiedzieli wszystko - zdeterminowała moją chęć wypowiedzenia kilku słów. Było coś, co bulwersuje mnie na tej sali od początku naszej kadencji. Otóż ogromna większość to ludzie mówiący konstruktywnie, rozumiejący, że elementem, wymogiem wobec naszej akcesji do świata, a nie tylko do Europy jest nasza osobista kultura, kultura polityczna, kultura wypowiedzi. Kilka osób wyłamuje się z tego permanentnie i po prostu nie mogę już tego słuchać, bo to uderza we mnie, bezpośrednio w moją wrażliwość. To, co wyprawia pan Lepper, który od półtora roku, że tak powiem, raczy nas tutaj tym samym wystąpieniem... Jest to wciąż to samo przemówienie, które wygłasza w związku z dyskusją o szkolnictwie, o rolnictwie czy w związku z innymi tematami. I zawsze jest tam inwektywa, zawsze jest coś, co nie tylko ociera się, ale jest wręcz ordynarnym chamstwem. To, że bezkarnie potrafił oskarżyć kiedyś pana ministra spraw zagranicznych o korupcję, że bezkarnie dzisiaj obraził tę samą osobę...

    (Poseł Marian Piłka: A w tej sprawie prowadzi się śledztwo.)

    ...po prostu poruszyło mnie do głębi, tym bardziej że akurat w tym przypadku naszą polityką zagraniczną kieruje człowiek, z którym miałem przyjemność długo współpracować w poprzednim rządzie, odznaczający się czymś, co jest już rzadko spotykane, bo jest to człowiek o czystych rękach, konsekwentny, pracowity, wspaniale oceniany na arenie międzynarodowej, nieuginający się przed żadnymi kompromisami, które nie są w zgodzie z jego twardymi zasadami. I w takim przypadku upowszechnianie, mówienie opinii publicznej, że są tutaj jakieś podejrzane sprawy czy że wali się czołem o ziemię przed Europą, jest nieprawdziwe.

    Żadnej z kandydatur, które pan Cimoszewicz prezentował na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych, nikt - nawet z opozycji - nie był w stanie merytorycznie nic zarzucić. Dzisiejsze zarzuty co do tego, że ktoś tam był wiekowy... Nie przyjmuję, panie pośle Klich, takich uwagę, dlatego że nie wiek będzie cezurą kultury czy wiedzy. Myślę, że obraził pan wielu ludzi aktywnych zawodowo, którzy są trochę starsi od nas, od pana i ode mnie; chociaż ząb czasu już też nas napoczął. Chciałbym powiedzieć, że wspaniałe kandydatury pod względem merytorycznym, językowym... I nie było nigdy żadnej uwagi, bo pan minister spraw zagranicznych jest człowiekiem bezkompromisowym i nikt nie jest w stanie mu narzucić kogoś, kto nie spełnia - czasem może zbyt sztywnych - jego kryteriów; bo nie lubi się go też za to, że uparcie urzeczywistnia swoje zasady. Być może, gdyby był bardziej elastyczny, być może, gdyby był bardziej zabawowy, to by się go łatwiej akceptowało. Jest trudny do zaakceptowania, ale zasady ma niezmienne. Tym akcentem chciałbym zakończyć, namawiając państwa do przyjęcia założeń polityki zagranicznej naszego państwa, bo pod kierunkiem ministra Cimoszewicza na pewno będą zrealizowane perfekcyjnie. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Poseł Eugeniusz Czykwin:

    Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Przyłączam się do oceny mojego kolegi pana Chaładaja co do osoby pana ministra. Oczywiście rząd, w tym również polska dyplomacja, skupiając się na akcesji do Unii Europejskiej jako na najważniejszym zadaniu, deklarował też wolę dokonania przełomu w naszej polityce wschodniej. Konieczność utrzymywania bliskich, partnerskich stosunków ze wschodnimi sąsiadami była i pozostaje oczywista. Wynika to z naszego położenia, wielowiekowych historycznych więzi powstałych na przestrzeni wieków, gdy znacząca część obecnej Ukrainy i Białorusi znajdowała się wspólnie z Polską w państwie Rzeczypospolitej Obojga Narodów, z całego kontekstu polsko-rosyjskich stosunków. Mimo tych oczywistych przesłanek jeszcze do niedawna stosunki Polski z Rosją były tak złe, że budziło to niepokój naszych zachodnich partnerów. Odreagowując okres politycznego i ekonomicznego uzależnienia od ZSRR, duża część polskich elit zaczęła w stosunkach ze Wschodem kierować się irracjonalną zasadą: czym gorzej, tym lepiej. Tyle tylko, że bardzo szybko skutki takiej właśnie polityki boleśnie odczuła polska gospodarka, a polskie rolnictwo w szczególności. Oczywiście wiele przyczyn, które doprowadziły do wycofania się Polski z rynków wschodnich, notabene bardzo szybko zajętych przez naszych zachodnich partnerów, miało obiektywny, niezależny od nas charakter. Wiele jednak uczyniono, by stosunki te celowo pogorszyć. Tu, w tej Izbie, są posłowie, którzy organizowali protesty i domagali się niewpuszczania przywożących, ich zdaniem, brud i przestępczość tzw. ruskich turystów. Chodzi oczywiście o ludzi przyjeżdżających do nas na handel. Ulegając tym naciskom, rząd Jerzego Buzka zaraz po objęciu władzy wprowadził ograniczenia w ruchu ludności. Ograniczenia te zbiegły się...

    (Poseł Marian Piłka: Była ustawa już w Sejmie II kadencji.)

    ...w czasie z kryzysem rosyjskim, uderzyły właśnie w tę ˝turystykę˝; z potężnych nadwyżek dolarowych, z wielu miejsc pracy trzeba było zrezygnować, pozostaliśmy bez dolarów; a według szacunków - nie wiem, czy są prawdziwe - blisko 100 tys. ludzi straciło pracę. Dziś, w przededniu wprowadzenia dla obywateli Białorusi, Rosji i Ukrainy wiz, pojawia się realne zagrożenie dalszego ograniczenia tej ˝turystyki˝, co w pierwszej kolejności odczują przygraniczne i tak relatywnie biedniejsze regiony naszego kraju. Dobrze więc, że polski rząd, polska dyplomacja - mówił o tym minister Cimoszewicz - zamierzają tym zagrożeniom przeciwdziałać. Ani rząd, ani Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie mogą być w tych działaniach osamotnione. Szczególnie ważną rolę do odegrania mają tu samorządy, organizacje pozarządowe, a przede wszystkim media. Dotychczas każdy pojawiający się, wymagający rozwiązania w stosunkach polsko-rosyjskich problem wywoływał histerię tzw. niezależnych mediów i tzw. autorytetów. Jako przykłady przytoczę propozycję wybudowania łącznika stwarzającego alternatywę dla przebiegających przez Ukrainę gazociągów. Pod presją właśnie tych autorytetów w obronę ukraińskich interesów włączył się rząd, jego premier i prezydent. W końcu sami Ukraińcy oświadczyli, że nic przeciwko łącznikowi nie mają, a dziś Gazprom ujawnił plany budowy z firmami niemieckimi rurociągu przebiegającego po dnie Bałtyku, omijającego Polskę. Podobna sprawa to problem wiz dla mieszkańców Kaliningradu, kiedy to demonstrowaliśmy pryncypialne stanowisko, a ostatecznie Rosja porozumiała się bezpośrednio z Unią. Innym bardzo nagłaśnianym problemem, mogącym wpływać na stosunki ze wschodnimi sąsiadami, jest konflikt między rosyjską cerkwią prawosławną a Watykanem. Niezależnie od ocen i sympatii państwo polskie w tym konflikcie nie może odgrywać żadnej roli. Polska jako państwo już raz za czasów króla Zygmunta III Wazy włączyła się aktywnie w realizację watykańskiej polityki wschodniej. Skończyło się to dla Rzeczypospolitej tragicznie. Jeśli więc dziennikarze, w dużej mierze polskie elity w myśleniu o wschodnich sąsiadach kierują się fobiami, historycznymi resentymentami, a nie pragmatyczną kalkulacją interesów, to rząd wcale nie musi zbytnio wsłuchiwać się w ich głosy.

    Chciałbym też powiedzieć kilka słów o Białorusi. Białoruś to jeden z najbliższych Polsce, w sensie historyczno-kulturowym, kraj. Naszych stosunków z Białorusią nie obciążają - dające się porównać z innymi, a nie tylko z Niemcami czy Ukraińcami, ale nawet z Litwinami czy Czechami - historyczne, tragiczne doświadczenia. Dziś Białorusini - takie są wyniki badań na Białorusi - na liście sympatii do innych narodów Polaków umieszczają na pierwszym miejscu. Jednocześnie w świadomości przeciętnego Polaka Białoruś jawi się jako najbardziej ponury kraj, mroczna dziura w Europie. Jako przyczynę takiego stanu wskazuje się autorytatywne zapędy prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki. Jest prawdą, że na Białorusi istnieje wiele nierozwiązanych problemów, nie wyjaśniono losu kilku zaginionych polityków, a standardy demokratyczne odbiegają od tych obowiązujących w Europie Zachodniej. Niestety, i mówię to z głębokim żalem, bo bardzo chciałbym, żeby na Białorusi ludziom żyło się bezpiecznie i dostatnio. Białoruś nie stanowi w tym regionie wyjątku. Dziesięciolecie po upadku Związku Radzieckiego na całym tym obszarze było okresem poszukiwań nowych rozwiązań ustrojowych, z jednej strony adekwatnych do sytuacji geopolitycznej po upadku komunizmu i zwycięstwie idei demokracji oraz wolnego rynku, z drugiej zdolnych wydobyć społeczeństwa z ekonomicznego i moralnego kryzysu, ocalić państwa. Oceniając te procesy bez choćby próby ich zrozumienia - zachęcałbym krytyków do refleksji nad fenomenem popularności prezydenta Białorusi - niewiele osiągniemy, a już na pewno nie zdołamy wpływać na zachodzące tam procesy. W polskiej polityce zagranicznej w moim przekonaniu powinno się różnicować oceny sytuacji w państwach byłego ZSRR w zależności od ich historycznych i regionalno-kulturowych uwarunkowań.

    Na marginesie, ciekawe byłoby porównanie ukształtowanych w tych państwach systemów władzy. W mojej ocenie istniejący na Białorusi system co do istoty, pomijając swoistą retorykę prezydenta, jest bardzo podobny do systemów innych sąsiednich państw słowiańskich. O specyficznej demokracji w byłych republikach azjatyckiej części byłego ZSRR, z którymi utrzymujemy bardzo dobre stosunki, nie będę tutaj mówił. Zasadne jest więc pytanie: Dlaczego jedynie Białoruś obłożono anatemą? Zasadne jest pytanie: Co osiągnęliśmy, izolując Białoruś, sprowadzając kontakty, jak uczynił to rząd Jerzego Buzka, do najniższego z możliwych szczebli? Kontakty z obecnym prezydentem czy jego następcą, kontakty oczywiście polityczne, w końcu dłużej klasztora niż przeora, łatwo się da odbudować. Trudniej zmienić sposób postrzegania przez Polaków zohydzanych niemal każdego dnia przez polskie media Białorusinów; tego odbudować się tak łatwo nie da. Dlatego dziękuję panu ministrowi Cimoszewiczowi za nieprzyłączenie się do bojkotu władz sąsiedniego państwa. Liczę też, że polska dyplomacja znajdzie sposoby rzeczywistego przełamania tej szkodzącej zarówno Polsce, jak i Białorusi sytuacji.

    Wysoka Izbo! Ważną rolę w kształtowaniu stosunków ze wschodnimi sąsiadami, w tym z Białorusią, mogłyby odegrać nasze bilateralne grupy parlamentarne. Jako przewodniczący polsko-białoruskiej grupy w imieniu posłów i senatorów, jej członków, deklaruję taką gotowość, wciąż jednak oczekujemy na przyzwolenie pana marszałka. Oczywiście wiem, że polityki podwójnych standardów nie wymyślili ani polscy politycy, ani polscy parlamentarzyści, jednak we wszystkim należałoby zachowywać umiar.

    Na koniec dwa słowa o ewentualności wojny z Irakiem, w której, jak słyszymy, może zginąć pół miliona cywili. Tak ochoczo wypowiadającym się w sprawie tej wojny posłom z prawej strony sali dedykuję ewangeliczne przesłanie, że błogosławieni będą ci, którzy pokój czynią. Chciałbym też podzielić się z państwem osobistą refleksją. Kilkakrotnie byłem w czasie wojny w Jugosławii. Gdy ostatnio na obelisku w Belgradzie, upamiętniającym ofiary bombardowań NATO, zobaczyłem w spisie państw, które zaatakowały Jugosławię, Polskę, poczułem wstyd. Polska kilkakrotnie wysyłała swoich żołnierzy poza granice kraju. Polacy ze smutkiem, ze wstydem wspominają udział polskich żołnierzy w walkach na Santo Domingo, w okresie peerelowskim polscy żołnierze raz uczestniczyli w interwencji w Czechosłowacji. Tak się składa, że w ostatnich latach kolejny raz mają być użyci w wojnie poza granicami, oczywiście nie w wojnie obronnej. To trudny problem, ale skłaniałbym i polityków, i Wysoką Izbę do refleksji na ten temat. Dziękuję za uwagę. (Oklaski)


Poseł Bogdan Lewandowski:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Przed laty marszałek Marshall McLuhan napisał książkę, w której sformułował tezę o światowej wiosce. Dzisiaj rzeczywiście dożyliśmy tego, że globalizacja jest faktem, jest ważną przesłanką określającą czynniki kształtujące stosunki międzynarodowe. Żyjemy w epoce dynamicznych procesów politycznych, gdzie ulegają przewartościowaniu nasze dotychczasowe spojrzenia na różnego rodzaju instytucje międzynarodowe, dotyczy to również Organizacji Narodów Zjednoczonych. Coraz częściej kwestionowany jest mocarstwowy status Francji, Anglii w Radzie Bezpieczeństwa, gdyż w tym czasie pojawiły się inne państwa, które dysponują znacznie większym potencjałem, zwłaszcza gospodarczym. Unia Europejska też nie jest strukturą zamkniętą, raz na zawsze określoną, podlega ona, i będzie podlegać jeszcze mocniej, przemianom.

    W różnych publikacjach mówi się, nie bez racji, o deficycie demokracji w Unii Europejskiej, o tym, że trzeba ten problem podjąć wraz z akcesją nowych członków do Unii Europejskiej. Jeżeli chodzi o akcesję, to trzeba sobie jasno powiedzieć, że przeciwnicy wejścia Polski do Unii Europejskiej właściwie nie mają żadnych poważnych argumentów. Jeżeli poseł z trybuny usiłuje odtańczyć oberka na nutę ronda a la Turek, to może budzić jedynie uśmiech, a nie skłaniać kogokolwiek do głosowania przeciw wejściu Polski do Unii Europejskiej.

    Chciałbym przyłączyć się do głosu pana posła Chaładaja, jeżeli chodzi o ocenę informacji rządu, która została przedstawiona przez pana ministra Cimoszewicza. Naprawdę jest ona poważna, odpowiedzialna i budzi szacunek. Polska polityka zagraniczna jest w dobrych rękach. Mamy do czynienia nie tylko ze skierowaniem uwagi na Unię Europejską, ale również na naszych sąsiadów ze Wschodu: Rosję, Ukrainę i Białoruś. Polska zwraca się także w stroną innych kontynentów, Azji, Afryki, i to jest najlepszym potwierdzeniem, że nasza polityka zagraniczna nie musi świecić światłem odbitym, ale stać nas na poważne inicjatywy, które, myślę, będzie można jeszcze silniej podkreślać w ramach naszego członkostwa w Unii Europejskiej.

    Dziękuję panu marszałkowi za umożliwienie mi tego wystąpienia. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Poseł Marian Piłka:

    Panie Marszałku! Panie Ministrze! Mam do pana kilka pytań. Pierwsze dotyczy intencji rządu. Czy rząd zamierza w traktacie akcesyjnym wprowadzić protokół dotyczący obrony praw, życia dzieci nienarodzonych, praw rodziny, obrony przed upowszechniającymi się różnymi dewiacjami? Chciałbym prosić o jednoznaczną odpowiedĄ pana ministra w tej kwestii. Chodzi przecież o zabezpieczenie naszego narodu przed tym barbarzyństwem, którego groĄba, niestety, istnieje, barbarzyństwem aborcyjnym czy eutanazyjnym, które upowszechnia się w zachodniej Europie.

    Pytanie drugie dotyczy dalszych działań, jakie polski rząd podejmie w sprawie obrony praw katolików w Rosji. Tu chcę powiedzieć, że to nie jest kwestia stosunków Watykanu i Rosji. To jest kwestia elementarnych praw człowieka, których Polska także powinna bronić, bo to są standardy powszechnie uznawane za nienaruszalne. Polska jako gwarant zasad cywilizacyjnych powinna bronić praw polskich katolików i w ogóle praw katolików w Rosji.

    Kwestia trzecia. Jakie działania podejmuje pan, aby doprowadzić do wypłacenia odszkodowań dla Polaków, którzy byli represjonowani, więzieni, którzy byli zmuszani do pracy przymusowej w Rosji? Sprawa ta nie jest do tej pory rozwiązana, a wymaga rozwiązania szybkiego, choćby ze względu na wiek osób represjonowanych.

    Pytanie następne. Za czasów Bieruta PRL zrzekł się odszkodowań za zniszczenia wojenne majątku polskiego przez Rzeszę. Niemniej kwestia własności prywatnej zniszczonej przez Niemców jest nadal otwarta. Oczywiście tutaj jest teoretycznie możliwość występowania przez indywidualnych właścicieli, ale także państwo polskie powinno podjąć wysiłek na rzecz uregulowania tej kwestii.

    Ostatnie pytanie dotyczy spraw gospodarczych. Kiedy zostawał pan ministrem spraw zagranicznych, deklarował pan, podobnie jak premier Miller, że będziemy mieli do czynienia z ekonomizacją polskiej polityki zagranicznej. W ostatnim roku mamy do czynienia z dwoma bardzo spektakularnymi porażkami, jeżeli chodzi o inwestycje zagraniczne w Polsce. Mówię tu o inwestycji Toyoty, która miała być w Radomsku, a znalazła miejsce w Kolinie w Czechach, i o inwestycji Peugeota, który także miał zainwestować w Radomsku, a będzie inwestycja w Trnavie na Słowacji. Dlaczego strona polska nie postąpiła jak wszyscy nasi konkurenci, Czechy, Słowacja oraz Węgry, i nie podpisała z inwestorem tzw. memorandum of understanding, przez co inwestor mógł nie mieć pewności, że to, co strona polska zaproponowała i uzgadniała podczas spotkań, będzie wiążące? Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Poseł Marcin Libicki:

    Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Panie Ministrze! Historię kształtują wielkie idee; wielkie idee, które są wprowadzane metodami pokojowymi, idee pokojowe, i wielkie idee wprowadzane często, niestety, również metodami zbrojnymi. Jesteśmy dzisiaj świadkami urealniania się, urzeczywistniania wielkiej idei jednoczenia Europy, oby szczęśliwej, oby bogatej. Ale przecież za tymi wielkimi ideami kryją się zawsze pewne konkretne interesy militarne i gospodarcze.

    Zawsze mówimy o tym, co Polska zyskuje na wejściu do Unii Europejskiej, zarówno w kategorii tych wielkich idei, jak i tych zupełnie przyziemnych spraw, tych taborów, jak to nazywał gen. de Gaulle. Ale scena polityczna, podzielona w Polsce na euroentuzjastów i eurosceptyków, nie pozwalała nigdy, nie pozwala jak dotąd w tej debacie, by wyraĄnie powiedzieć, jakie są również interesy strategiczne, polityczne i gospodarcze strony zachodniej. Przecież żeby dobrze wynegocjować nasz pakt z Europą Zachodnią, z Unią Europejską, trzeba wiedzieć, co Unia Europejska na tym zyskuje. Odnoszę wrażenie, że nigdy taka lista nie została zrobiona.

    Panie ministrze, czy kiedykolwiek u nas powiedziano, że interesem Zachodu jest zwiększenie rynku gospodarczego, że interesem Zachodu jest przede wszystkim przesunięcie zagrożenia po stronie wschodniej? Bo jednak mimo wszystko tak to trzeba traktować. Chodzi o przesunięcie tego zagrożenia o setki kilometrów, na wysokości Polski o 700 km, na wysokości krajów bałtyckich o 1000 km na wschód; Berlin, który mógłby mieć zagrożenie na Odrze, nagle będzie miał zagrożenie na Bugu, a więc jego strefa bezpieczeństwa będzie znacznie większa. Panie ministrze, czy kiedykolwiek została przedstawiona, choćby w wewnętrznej debacie, taka lista zysków Europy Zachodniej, które zostaną osiągnięte, kiedy Unia Europejska powiększy się w tym regionie Europy w tak znacznym stopniu? Czy nasz rząd zdawał sobie sprawę z korzyści, jakie zyska Zachód, i czy wykorzystał tę świadomość do tego, żeby wynegocjować dla Polski jak najlepsze warunki? (Oklaski)


Poseł Andrzej Gałażewski:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Mam właściwie dwa pytania. W ostatnich dniach obserwujemy tworzenie wewnątrz Unii Europejskiej bloku unii francusko-niemieckiej, czyli bloku silnego ekonomicznie, silnego pod względem prowadzenia polityki, w sumie sceptycznego wobec polityki proamerykańskiej. Jak polski rząd ustosunkowuje się do tworzenia takiego specjalnego ugrupowania wewnątrz Unii Europejskiej? Czy nie uważa pan minister, że może to osłabić spójność Unii?

    Drugie pytanie dotyczy programu współpracy z Polonią i Polakami za granicą. Pan minister wspominał, że taki program został przyjęty przez Radę Ministrów; jeden z posłów PSL mówił, że jest to wspaniały program, a jeszcze w dodatku realny. Jednakże w tym programie jest zapis, że program będzie mógł być zrealizowany, jeżeli w budżecie państwa znajdą się odpowiednie środki na jego realizację. Ale tych środków nie ma w tej chwili. W związku z tym mam pytanie, w jakiej części ten imponujący program współpracy z Polakami za granicą i z Polonią będzie mógł być zrealizowany, jeśli są likwidowane domy polskie, a te, które istnieją, są na granicy bankructwa i de facto funkcjonują tylko dzięki umiejętnemu pozyskiwaniu sponsorów zagranicznych, a nie żyją z polskiego budżetu? Są to przecież jednostki, organizacje, które szczególnie promują polską kulturę, organizują też Polaków, którzy w tej dziedzinie funkcjonują na Zachodzie. Dziękuję bardzo.


Poseł Jan Rzymełka:

    Dziękuję,panie marszałku.

    Panie Ministrze! Takie dyżurne pytanie na debatach o polityce zagranicznej. Chciałbym się dowiedzieć, czy przy pięknej alei Unter den Linden w Berlinie nadal straszy budynek dawnej polskiej ambasady i czy nadal przewodnicy niemieccy pokazują go jako negatywny przykład polskiej wizytówki w Berlinie, w Unii Europejskiej. Jaki nastąpił postęp w stosunku do tego, co było rok, dwa, trzy lata temu podczas takiej samej debaty?

    Drugie pytanie, już zdecydowanie łatwiejsze. Chciałbym zapytać, co jest przyczyną, że im lepsze są stosunki polsko-niemieckie, im jesteśmy bliżej i normalizacja spraw jest na lepszym etapie, tym więcej poruszanych jest w tej Izbie upiornych tematów, straszaków niemieckich, tym więcej nawiązuje się do mitów, do stereotypów. Czy prawdą jest, że to właśnie pieniądze, na które Polska czeka, z Unii Europejskiej, z funduszy strukturalnych i wszelakich funduszy, pochodzą w większości od niemieckiego podatnika? I czy prawdą jest, że największa liczba małżeństw mieszanych w Europie to małżeństwa polsko-niemieckie i że są one najtrwalsze itd.? Chciałbym, żeby pan minister odpowiedział, kto tutaj zawinił. Czy jest błąd informacyjny ze strony rządu w zakresie rzeczywistych stosunków polsko-niemieckich? Bo w prasie można głównie usłyszeć o zagrożeniu, że Niemiec nas wykupi, ewentualnie o mniejszości niemieckiej czy o sprawach rent, emerytur dawnych żołnierzy; natomiast o rzeczywistych kontaktach, o tym, że minęło 10 lat od podpisania traktatów, że była już 10. edycja nagrody polsko-niemieckiej i uhonorowano znamienite osoby, które przyczyniły się do pojednania Polski i Niemiec, przeciętny obywatel praktycznie nie może usłyszeć. Czy w polityce informacyjnej nie ma braku informacji o współczesnych stosunkach polsko-niemieckich, o sprawach gospodarczych, o wymianie handlowej? Proszę odpowiedzieć, czy prawdą jest, że praktycznie 30% obrotów eksportowych Niemcy mają w stosunku do Polski, a jeśli chodzi o zakres informacji kulturalnej, filmów niemieckich, sztuk, muzyki w polskim radiu i telewizji, to nawet nie jest to 1%. Jest to ogromna dysproporcja. Skąd to się bierze? Dziękuję bardzo.

    (Poseł Marian Piłka: Z Polski niemieckiej.)


Poseł Marek Kuchciński:

    Dziękuję bardzo.

    Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Ponieważ sprawy pomocy Polakom za granicą i współpracy z Polonią są, moim zdaniem, jednym z najsłabszych ogniw polityki zagranicznej rządu. Potwierdza to nie tylko rządowy program współpracy z Polonią i Polakami z grudnia ubiegłego roku, który nie tylko moim zdaniem, ale również zdaniem wielu środowisk polonijnych co najmniej w 80% jest nie do przyjęcia, ale także brak wsparcia rządu dla polskich mniejszości narodowych w krajach ościennych w myśl Konwencji Ramowej Rady Europy o Ochronie Mniejszości Narodowych.

    Panie Ministrze! Dlaczego nie jest realizowany w związku z tym art. 15 owej konwencji mówiący o obowiązku stron do stwarzania warunków niezbędnych dla rzeczywistego uczestniczenia przez mniejszości narodowe w życiu kulturalnym, społecznym, gospodarczym i w sprawach politycznych? Dlaczego nie jest realizowany art. 18 owej konwencji dotyczący ochrony interesów mniejszości polskiej poprzez stosowne dwustronne i wielostronne umowy międzynarodowe, a tym samym różne działania interwencyjne, choć w programie rządowym jest o tym mowa? Proszę powiedzieć, w którym miejscu jest mowa o tym, że rząd polski stara się, by Polakom w Niemczech pomóc w taki sposób, w jakim mniejszość niemiecka otrzymuje tę pomoc tutaj w Polsce. Dlaczego w programie rządowym nigdzie nie ma mowy o zabezpieczeniu praw Polaków do ochrony ich tożsamości narodowej według obowiązującej właśnie Konwencji Ramowej, jest tylko mowa o wspieraniu interesów Polaków?

    Polacy potrzebują gwarancji prawnych dla ochrony ich praw, a nie tylko deklaracji o wspieraniu ich interesów i jak dotąd w sposób najczęściej werbalny. Takie gwarancje dla mniejszości narodowych w naszym kraju są i choć, zgadzamy się, nie dotyczy to spraw polityki zagranicznej, to musimy pamiętać i mieć świadomość, że różnice wsparcia ze strony państwa polskiego płynące wobec mniejszości w Polsce i odwrotnie słaba pomoc czy czasami brak pomocy dla mniejszości polskich w państwach ościennych wywołują liczne protesty. I, panie ministrze, pan jest za to odpowiedzialny w pełnym tego słowa znaczeniu. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Poseł Irena Maria Nowacka:

    Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Pan minister w swoim wystąpieniu poświęcił sporo uwagi Polakom żyjącym poza naszą wschodnią granicą. Chciałabym w związku z tym zapytać o kilka kwestii.

    Po pierwsze. Istnieje organizacja pozarządowa pod nazwą Wspólnota Polska, bardziej znana poza granicami naszego kraju niż w Polsce. Ale chcę zwrócić uwagę na to, że Wspólnota Polska dysponuje ogromnymi środkami i to z budżetu państwa. Rzeczywiście te środki wydawane są na budowę szkół, domów kultury itd., ale nie zawsze racjonalnie. Chciałabym więc zapytać w tej chwili pana jako członka rządu, czy rząd ma instrumenty, czy może ich użyć, żeby te środki, którymi dysponuje Wspólnota Polska, nie były traktowane...

    (Poseł Marian Piłka: Co pani gada... zupełnie się nie orientuje.)

    Panie pośle, ja panu nie przeszkadzałam, zechce pan swoje uwagi zachować na póĄniej.

    (Poseł Marian Piłka: Przepraszam.)

    ...by te środki, którymi dysponuje Wspólnota Polska, nie były traktowane jak środki jednego pana, który wyjmuje je z kieszeni i jednej szkole, np. na Litwie, na naprawę dachu daje, a innej nie.

    Kolejna kwestia, która jest bardzo ważna i o której pan minister tutaj również mówił, to system stypendialny.

    Panie Ministrze! Wielokrotnie rozmawiałam na ten temat z naszymi kolegami na Litwie, jak również z przedstawicielami MEN. Czy państwo nie uważacie, że ten system stypendialny trzeba zmienić? Otóż za jedno stypendium, które dostaje młody człowiek z Litwy studiujący w Polsce, można ufundować dwa stypendia dla studiujących w uczelniach na Litwie czy w innym kraju, tam gdzie ci nasi młodzi ludzie mieszkają. Inaczej jest to drenaż inteligencji, bo w ogromnej liczbie oni zostają już w Polsce zamiast wracać do siebie.

    I ostatnia kwestia. Podczas mojej ostatniej wizyty na Litwie dowiedziałam się, że parlament pracuje w tej chwili nad tzw. ustawą oświatową, w której chce się zapisać nauczanie w języku litewskim historii i geografii. Czy służby pana ministra będą mogły podjąć jakieś działania w tym kierunku, żeby ta ustawa, która w jaskrawy sposób narusza artykuły traktatu o dobrym sąsiedztwie, nie została przyjęta? Dziękuję bardzo.


Poseł Stanisław Gudzowski:

    Panie Ministrze! W pańskim wystąpieniu głównym lejtmotyw była oczywiście polityka zagraniczna, ale widziana tylko przez pryzmat Unii Europejskiej. I to nic dziwnego ani nic nowego. Ale ja chcę zapytać, czy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych istnieje jakiś departament czy sztab ludzi, którzy pracują nad przygotowaniem planu alternatywnego? Jak będzie wyglądała polska polityka zagraniczna, kiedy okaże się, że społeczeństwo w referendum powie: nie dla Unii Europejskiej, w co oczywiście głęboko wierzę? Jak wtedy po zbudowaniu barier i muru chociażby na granicy wschodniej i po ochłodzeniu stosunków z wieloma państwami poprzez wypowiadanie umów dwustronnych będzie wyglądało miejsce Polski w Europie, a nie w Unii Europejskiej?

    I pytanie w odniesieniu do polityki wobec 1,5 mln rodaków za granicą wschodnią. Dlaczego oni, kosztem akcesji do Unii Europejskiej, mają mieć ograniczoną łączność z ojczyzną chociażby poprzez wprowadzanie wiz? Czy to jest rzeczą normalną, aby Polak musiał zabiegać o wizę do własnej ojczyzny? Co dla nich, naszych rodaków za granicą ma do zaoferowania polski rząd? Czy istnieje jakiś plan np. przesiedlenia wielu tysięcy Polaków chociażby z Kazachstanu do Polski? Czy 60 lat to jeszcze jest za mało, aby mogli wrócić na łono ojczyzny? Dziękuję bardzo.


Poseł Jerzy Czerwiński:

    Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! W swojej informacji minister spraw zagranicznych pominął praktycznie stosunki Polski z Niemcami, chyba że użyte w informacji wyrazy: Unia Europejska zamienimy na wyraz: Niemcy, ale te stosunki nie są w pełni uregulowane. Proszę wobec tego o odpowiedĄ na następujące pytania.

    Jakie konkretne kroki podjął rząd polski, aby pozycja Polaków w Niemczech była taka sama, jak Niemców w Polsce, w szczególności, aby Polacy zamieszkali od pokoleń w Niemczech uzyskali status mniejszości narodowej? Czy rząd wykorzystuje tu możliwości tkwiące w Konwencji Ramowej o Ochronie Mniejszości Narodowych?

    Pytanie drugie. W traktacie polsko-niemieckim z 1991 r. nie uregulowano spraw majątkowych. Czy rząd przewiduje regulacje traktatowe tej sfery, w szczególności w kontekście żądań tzw. wypędzonych i wspierających ich polityków niemieckich?

    Pytanie trzecie. Dlaczego polski rząd nie podniósł wobec rządu Niemiec zmiany art. 116 konstytucji RFN? Przypomnę, że w oparciu o ten artykuł za Niemca może być uznana osoba, która urodziła się w granicach Rzeszy z 1937 r. albo jej potomek. Czy nie jest to przejaw dyplomatycznej agresji Niemiec wobec Polski, wręcz naruszenie suwerenności państwa polskiego?


Poseł Gabriela Masłowska:

    Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoki Sejmie! Jakie działania podjął rząd w poszukiwaniu alternatywy dla integracji z Unią Europejską chociażby po to, aby wzmocnić swoją pozycję przetargową w negocjacjach z Unią Europejską? Taką alternatywę stanowi ścisła współpraca w ramach grupy państw słowiańskich. Na tym obszarze przecież istnieją historycznie ukształtowane więzi naturalne i dobre doświadczenia, więzi i doświadczenia współpracy, które rodziły się także w poczuciu wspólnego zagrożenia wobec państw Europy Zachodniej, gdzie były unie, a nie było napaści, gdzie były unie, ale nie żądano od siebie nawzajem wyrzeczenia się własnego prawa, własności majątku narodowego i ostatecznie suwerenności. Dlaczego manipuluje się opinią publiczną w tym znaczeniu, że oto wszyscy nasi wschodni i południowi sąsiedzi są zdecydowani, jeśli chodzi o wejście ich krajów do Unii Europejskiej, wobec tego nam też tylko to pozostaje. To słyszą Polacy, tak samo słyszą Czesi i inne narody.

    Co zrobił rząd, aby nawiązać kontakt z tymi politykami, tymi środowiskami w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, aby rozważyć inny wariant sytuacji, aby rozważyć alternatywę? Krążą niepokojące wieści, że na teren regionów ekologicznych jeszcze wschodniej Polski wchodzą bardzo ekspansywnie amerykańskie firmy z wielkoprzemysłowym tuczem świń. Krążą wieści, że ma to jakiś związek z ostatnio zawartą umową offsetową. Proszę zdementować, jeżeli jest to nieprawda. Jeśli ma to miejsce, to kto za to odpowiada, do kogo mogę się zwrócić jako poseł ziemi lubelskiej, żeby potwierdzić lub zdementować informację, że na terenie Lubelszczyzny jest już co najmniej 5 takich ogromnych przemysłowych ferm tuczu? Wiadomo, czym to grozi w odniesieniu do ekologii, konsumentów, a także funkcjonowania rynku, chociażby żywca wieprzowego w Polsce.

    I jeszcze jedno pytanie. Panie ministrze, czy własność ziemi, naszych nieruchomości na terenie Polski zachodniej i północnej jest dostatecznie zabezpieczona? Jaką w tym rolę spełnia ustawa o przekształceniu wieczystego użytkowania w prawo własności? Jeżeli ta ustawa rozwiązuje problem, to dlaczego rząd, mając służby, mając media, mając urzędy, nie propaguje przekształcenia wieczystego użytkowania w prawo własności? Wielu Polaków mieszkających na tych ziemiach nie zawiera takich umów, ponieważ ludzie zwyczajnie o tym nie wiedzą. Dziękuję.


Poseł Piotr Gadzinowski:

    Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Chcę zadać dwa pytania.

    Panie ministrze, w swoim wystąpieniu mówił pan o bilansowaniu handlu z państwami Dalekiego Wschodu, zwłaszcza z Chinami i Japonią. Czy zamierza pan zmodyfikować politykę wizową naszego państwa wobec biznesmenów chińskich i wietnamskich? Podczas ostatniej wizyty ministra Piechoty - byłem w składzie tej delegacji - na seminarium gospodarczym w Szanghaju słyszeliśmy wielokrotnie skargi na działalność naszych konsulatów, które odmawiają wiz biznesmenom współpracującym z dużymi polskimi firmami i, nawet, z Państwową Agencją Inwestycji Zagranicznych.

    I drugie pytanie, panie ministrze. Koresponduje ono z pytaniami, które już tu padły, zwłaszcza z pytaniem pani posłanki Nowackiej. Czy zamierza pan zmienić politykę stypendialną wobec studentów pochodzenia polskiego, zwłaszcza studentów ze Wschodu? Prosty rachunek świadczy, że zamiast jednego stypendium w kraju możemy mieć tam 6-7 stypendiów i tam możemy tworzyć polską inteligencję, a nie drenować najlepszych ludzi, pozostawiając tam pustkę. Zawsze można takich stypendystów zapraszać na roczne staże do naszego kraju, utrzymywać z nimi kontakty. Czy zamierza pan zmienić tę politykę? Dziękuję bardzo.


Poseł Józef Stasiewski:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Powiedział pan dzisiaj, że w rokowaniach przedakcesyjnych z Unią Europejską osiągnęliśmy możliwie najlepsze warunki. Jak rzecz się przedstawia, wykazał w dzisiejszej debacie występujący w imieniu klubu Samoobrona Rzeczypospolitej Polskiej przewodniczący tego klubu pan Andrzej Lepper. Nie jest to ocena prawdziwa, a ponadto nie są to wyniki oparte na równoprawnych zasadach, bo np. dopłaty do rolnictwa, jeżeli oczywiście wejdziemy do Unii, mają być częściowe, a nie wyrównujące warunki w pełnym wymiarze. To oznacza, że z założenia mamy funkcjonować przez pierwsze lata na gorszych warunkach. Moim zdaniem nie ma szans, by te warunki uległy poprawie, bo Światowa Organizacja Handlu naciska na Unię Europejską, aby ta otworzyła swój rynek na rolnicze produkty pozaunijne. Ażeby to zrealizować, Unia zamierza zredukować pomoc dla swoich rolników o 55%. Jeżeli tak by się stało, to nawet te warunki, jakie ustalono w rokowaniach w Kopenhadze, przestaną obowiązywać. Czy wobec tego może być tak, że po przyjęciu do Unii Polska będzie w niej trwale państwem drugiej kategorii?

    Jeszcze jedno pytanie. Jeśli nasze stosunki ze Stanami Zjednoczonymi są tak ciepłe, to kiedy zostaną zniesione wizy dla Polaków odwiedzających to państwo? Dziękuję bardzo.


Poseł Stanisław Stec:

    Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Panie Ministrze! Chciałbym nawiązać do ekonomizacji polskiej polityki zagranicznej. Wspomniał pan w swoim wystąpieniu, że polska służba dyplomatyczna będzie wspierać działalność gospodarczą w kraju głównie w zakresie eksportu oraz inwestycji zagranicznych dokonywanych w naszym kraju. Czy mógłby pan już wskazać osiągnięcia któregoś z dyplomatów w tym zakresie? I czy nie rozważyłby pan propozycji, aby ufundować nagrodę ministra spraw zagranicznych dla ambasadora lub attaché handlowego za szczególny wkład w promocję polskiej gospodarki, który przejawiałby się poprawą naszego bilansu handlowego w danym kraju? Jest to szczególnie ważne, gdyż mamy ujemny bilans w handlu zagranicznym z większością krajów.

    I druga sprawa. Chciałbym panu podziękować za poruszenie w Waszyngtonie sprawy odsyłania obywateli polskich przez służby imigracyjne. Ktoś powie, że to tylko 300 osób, ale to o 300 osób rocznie za dużo. Uważam, że jeśli Polak otrzyma wizę, za którą płaci 400 zł, to już nie powinien być odsyłany. I pańska propozycja, żeby ta analiza była przeprowadzana w naszym kraju przez biuro emigracyjne, jest bardzo słuszna. Chciałbym się dowiedzieć, jak zostało to przyjęte przez dyplomatów w Waszyngtonie i kiedy możemy się spodziewać zaniku, zaprzestania tej dyskryminacji? Dziękuję.


Poseł Antoni Stanisław Stryjewski:

    Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Panie ministrze, czy otrzymał pan od Jana Pawła II i Stolicy Apostolskiej upoważnienie do podpierania swoich wątpliwych tez o konieczności integracji Polski z Unią Europejską słowami Ojca Świętego? Czy uzyskał pan od Jana Pawła II i Stolicy Apostolskiej aprobatę dla wynegocjowanych warunków akcesji Polski do Unii Europejskiej? Czy Jan Paweł II widział traktat akcesyjny z Kopenhagi i zaaprobował go? Jeśli rząd tak ochoczo włącza autorytet Jana Pawła II i Kościoła katolickiego w propagandę na rzecz akcesji Polski do Unii Europejskiej, to dlaczego nie występuje do tejże Unii o gwarancje poszanowania dekalogu i praw moralnych, ładu etycznego i normalności oraz suwerenności narodowej nie tylko dla Polski, ale i dla wszystkich państw narodowych tworzących tę Unię, co jest zgodne oczywiście ze słowami Jana Pawła II i Stolicy Apostolskiej? Dlaczego państwo trzymacie w zanadrzu wolę zniszczenia tego ładu moralnego, społecznego i politycznego, i tylko czekacie na lepszą okazję, np. na większość sejmową lub usprawiedliwienie traktatem akcesyjnym z Unią Europejską? Przykład ostatni - nagłaśniana sprawa aborcji.

    Jak rząd i Ministerstwo Spraw Zagranicznych przeciwstawiały się w minionym roku, za który jest sprawozdanie, pomówieniom i kłamstwom historycznym niektórych środowisk żydowskich, ukraińskich, niemieckich i innych deprecjonujących dobre imię Polski i Polaków w świecie? Kiedy będzie otwarty Cmentarz Orląt Lwowskich i jak będzie on wyglądał? Jak rząd i Ministerstwo Spraw Zagranicznych wspierały roszczenia Polaków, obywateli Ukrainy, Białorusi, Litwy, Łotwy, Estonii i Rosji, odnośnie do zagrabionych w czasie wojny i po wojnie przez władze sowieckie majątków, domów, zakładów wytwórczych, gospodarstw rolnych? Z tamtej strony dochodzą liczne głosy, że Polacy są traktowani po prostu w sposób dyskryminujący. Dlaczego rząd ani Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie podjęło jeszcze rozmów z Rosją - przynajmniej nie padło to w sprawozdaniu - w sprawie powrotu rejonu królewieckiego do Polski? Ta enklawa rosyjska w tym rejonie naszego dziedzictwa kulturowego jest pozostałością jałtańską, zimnowojenną, niewątpliwie nienaturalną, a potencjalnie jest zarzewiem konfliktu międzynarodowego, dlatego wymaga uregulowania w stosunkach polsko-rosyjskich. Myślę, że te rozmowy trzeba już zacząć, by w jakiejś przewidywalnej perspektywie czasu tę sprawę załatwić.


Poseł Antoni Stanisław Stryjewski:

    Czy mogę jeszcze chwilę?


Poseł Antoni Stanisław Stryjewski:

    Czy mogę zadać ostatnie pytanie?


Poseł Antoni Stanisław Stryjewski:

    Dlaczego rząd ani Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie doprowadziło dotychczas do uchwalenia Karty Polaka? Dziękuję pięknie. (Oklaski)


Poseł Ryszard Stanibuła:

    Dziękuję, panie marszałku.

    Wysoka Izbo! Pragnę skierować trzy pytania do pana ministra spraw zagranicznych.

    Przedstawiona w dniu dzisiejszym informacja rządu na temat polskiej polityki zagranicznej zmierza do pomyślnego sfinalizowania negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. Jednocześnie obserwuje się chłodne stosunki gospodarcze z Ukrainą. Czy dla równowagi stosunków wielostronnych rząd przewiduje ożywienie w dziedzinie gospodarczej i kulturalnej oraz wymianie handlowej tzw. przygranicznej z woj. lubelskim, szczególnie z wieloma powiatami: tomaszowskim, zamojskim, hrubieszowskim, chełmskim, krasnystawskim oraz takimi gminami przygranicznymi, jak: Dołhobyczów, Lubycza Królewska, Mircza? Pytanie to kieruję, panie ministrze, w imieniu wielu mieszkańców tego regionu, ale także i wielu samorządów, które są tymi sprawami szczególnie zainteresowane. Czy rząd posiada konkretny program, stanowiący wsparcie tych wielu konkretnych wzajemnych polsko-ukraińskich inicjatyw?

    Czy w świetle przedstawionej polityki zagranicznej rząd przewiduje konkretne przedsięwzięcia, jeśli chodzi o długofalowe kierunki rozwoju stosunków polsko-amerykańskich w dziedzinie intensyfikacji współpracy gospodarczej i politycznej oraz nowych inwestycji o nowoczesnych technologiach?

    Czy rząd przewiduje lepsze, i jakie, wykorzystanie potencjału Polonii i Kongresu Polonii Amerykańskiej w pomocy i ochronie interesów politycznych, w tym i gospodarczych Polski? Jeśli tak, to proszę o program w tej sprawie.

    Ostatnie pytanie. Czy rząd przewiduje program współpracy z Polonią i Polakami za granicą? Czy program ten uwzględnia współpracę, a jeśli tak, to w jakich obszarach, z Polonią na terytorium Republiki Federalnej Niemiec? Dziękuję.


Poseł Marek Suski:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Chciałbym zadać pytania w dwóch kwestiach.

    Jedna kwestia dotyczy naszego stosunku do jednego z naszych sąsiadów; chodzi mi tu konkretnie o Białoruś. W swoim wystąpieniu pan minister powiedział, że na Białorusi nie ma demokracji, że są łamane prawa człowieka, ale z racji tego, że jest to nasz bezpośredni sąsiad, jest zrozumienie naszej innej polityki niż polityka krajów Unii Europejskiej czy też Stanów Zjednoczonych. Mam pytanie: Na czym polega ta różnica i przez kogo jest rozumiane czy też akceptowane to, że my nawiązujemy kontakty handlowe i gospodarcze z Białorusią, mimo że tam nie ma demokracji i mimo że Stany Zjednoczone chociażby w tej sprawie przygotowują specjalną rezolucję, która będzie się domagała przywrócenia normalności na Białorusi?

    Następne pytanie też nieco wiąże się z tym tematem. Chodzi mi o politykę w stosunku do Polaków na Wschodzie i Polonii w ogóle. Otóż wypowiedział pan takie zdanie, jeśli chodzi o Polonię i Polaków na Wschodzie, mówiąc o tym, że Polska będzie wspierać naszych rodaków, którzy nie z własnej winy zostali opuszczeni przez nasz kraj - wynik historycznych wydarzeń, wiemy, postawił ich w trudnym położeniu, znaleĄli się za granicami swojej ojczyzny - że będą oni wspierani przez stypendia i przez dosprzętowienie organizacji polskich w tych krajach.

    Mam pytanie: Czy poza tym dosprzętowieniem Polska będzie prowadzić jakieś działania dyplomatyczne? Już nie mówię o tym, że warto by nadmienić, że na przykład biblioteki polskie bardzo są spragnione polskich książek, ale rozumiem, że krótki czas wystąpienia na to nie pozwoli.

    Kolejne pytanie: Czy polska dyplomacja będzie podejmować wysiłki, żeby Polacy będący w krajach byłego Związku Radzieckiego mieli równe prawa jak Polacy z mniejszości narodowych w Polsce. Występuje obecnie ewidentna nierówność, a tego elementu w pańskim wystąpieniu - domagania się, żądania, a wręcz w stosunkach międzynarodowych wywierania presji, żeby Polacy w innych krajach mieli takie prawa, jakie my przyznajemy obywatelom polskim innego pochodzenia - zabrakło. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Poseł Stanisław Dulias:

    Panie Marszałku! Panie Premierze! Panie Ministrze! Nie ulega kwestii, że ostatni okres był dla rządu trudny. Można różnie oceniać, lepiej czy gorzej. Ale jest i druga strona tego medalu, a mianowicie sprawa efektów. W związku z tym będę miał pytania.

    Jak pan ocenia efekty ostatnich kilkunastu lat, na tle biedy i nędzy społeczeństwa polskiego, które jest na granicy wytrzymałości? I jakie jest pana zdanie: czy należy tu mówić o sukcesie, czy o porażce?

    W tym okresie straciliśmy bezpieczeństwo żywnościowe i energetyczne, pozbawiliśmy Polaków najważniejszych rzeczy: zburzyliśmy, może niedoskonały, ale własny dom, pozbawiliśmy Polaków pracy i chleba, a o to wołają dzisiaj wszystkie grupy społeczne. Czy pan uważa ten stan za sukces czy za porażkę?

    Jaki będzie udział w rozwiązaniu tych problemów krajów unijnych i świata, aby Polsce pomóc?

    Z tego wynika następne pytanie. Jaka jest wizja Polski, oczywiście z wyjątkiem szczęścia dla wnuków? Już dzisiaj, zmniejszając od kilkunastu lat produkcję żywności, staliśmy się krajem nieeksportującym, lecz importującym produkcję rolniczą, żywność. Dzisiejszy stan już jest tragiczny, a w najbliższych latach, po zrealizowaniu przez Polskę zobowiązań przedakcesyjnych, ten stan zdecydowanie się pogłębi.

    Najtrudniejszy okres to będą lata, jak sądzę, 2003-2004, co potwierdzają informacje w zakresie możliwości i środków finansowych. Ale tragiczna sytuacja w rolnictwie może być odwrócona po uwolnieniu limitów kwot produkcyjnych przy uwolnieniu od nakazów unijnych, gdyby nie doszło do naszego wejścia do Unii. Mamy jeszcze ziemię, i to jest dobrze, to może szczęście. Będą tu kolosalne nakłady, ale jest taka szansa.

    Niestety, nie odtworzymy zdewastowanego przemysłu, który nie tylko, że nie produkuje lub przestanie produkować, ale pozostawia po sobie zdegenerowane obszary, które na długie lata będą ˝ozdobą˝ przebytej drogi transformacji ustrojowej w Polsce. A najgorsze jest to, że nie tylko pozostawia on pamiątki, ale przez wiele lat będziemy ponosić koszty likwidacji i zabezpieczeń. Utrudniać będą w tej chwili działania związane z dalszą likwidacją części przemysłu i rolnictwa...


Poseł Stanisław Dulias:

    Jeszcze tylko krótkie pytanie. Lata 2003-2004; żadne dokumenty nie mówią, jak rząd widzi przejście przez ten okres, zanim będziemy mieć środki unijne. Dziękuję bardzo.


Poseł Krzysztof Filipek:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie ministrze, mam pytanie do pana. Nawiązując do dzisiejszego wystąpienia przewodniczącego Andrzeja Leppera, który przedstawiał stan negocjacji, głównie chodzi mi o kwotę mleczną, o środki finansowe, jak również o plon referencyjny, które są niższe od wynegocjowanych przez niektóre kraje również ubiegające się o członkostwo w Unii, co było póĄniej negowane przez niektórych posłów, chciałem zapytać pana ministra, czy pan przewodniczący Andrzej Lepper mówił prawdę o tych kwotach, o tym, jakie mamy dostać środki finansowe i o plonie referencyjnym, czy też nie? Dziękuję bardzo.

Poseł Andrzej Grzesik:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Wróciliśmy niedawno z Chin, z Hongkongu wraz z grupą bilateralną polsko-chińską, która była podejmowana w sześciu specjalnych strefach ekonomicznych. Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem bomu gospodarczego Chin. 9-procentowy wzrost gospodarczy jest tego dowodem. Jesteśmy pod wrażeniem wielkich inwestycji, wyścigu w budowie drapaczy chmur, tysięcy kilometrów autostrad, mostów, tuneli. Podziwialiśmy centra cywilizacyjne, jakich nie ma w Europie. Mamy bardzo wysoki deficyt w handlu z Chinami, ale nie tylko, również z krajami Azji Południowo-Wschodniej.

    Panie ministrze, pytanie. W jakim kierunku pójdzie polska polityka zagraniczna w tej części świata? Czy uważa pan, że jest ona zadowalająca? Czy zwiększymy intensywność tej polityki w Chinach, w samych Chinach? Jeżeli tak, to w jakim kierunku pójdzie ta polityka? Co robi Ministerstwo Spraw Zagranicznych, aby zmienić negatywny wizerunek Chin w oczach polskiej opinii publicznej? Czy polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych planuje wizyty na najwyższym szczeblu w Chinach i dlaczego poświęcił pan w swoim wystąpieniu tak mało czasu polityce w Azji Południowo-Wschodniej? Dziękuję.

Poseł Tomasz Markowski:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Jak wiadomo, Polska korzysta w handlu ze Stanami Zjednoczonymi z klauzuli najwyższego uprzywilejowania. Wiemy, że pułap polskiego eksportu do USA nie może satysfakcjonować. Czy Polska po wejściu do Unii Europejskiej będzie mogła tę klauzulę utrzymać? Stając się bowiem krajem unijnym, będziemy przez USA traktowani inaczej. Jak wiadomo, kraje Unii z klauzuli najwyższego uprzywilejowania nie korzystają.

    W sprawozdaniu z realizacji zadań polskiej polityki zagranicznej w 2002 r. dosłownie pół strony poświęcono działalności promocyjnej i dyplomacji społecznej, i właściwie prawie tylko w zakresie organizacji Roku Polskiego w Austrii i Hiszpanii, a w 2003 r. w Szwecji. Ponadto opracowano strony internetowe: Panorama Polski i wydano kilka broszur, i to wszystko. Czy to nie jest stanowczo za mało? Tutaj mam konkretne pytanie. Jakie było zaangażowanie rządu, jeśli chodzi o pomoc dla Wrocławia w jego staraniach o organizację wystawy EXPO? Jak to się stało, że po bardzo dobrym starcie przygotowanym przez władze samorządowe Wrocławia cała akcja skończyła się blamażem?

    I ostatnie pytanie. Czy propozycja jednego z ministrów dotycząca podjęcia starań o organizację w Polsce letnich igrzysk olimpijskich jest planem całego rządu? Czy rząd ma w tej sprawie jakąś koncepcję, czy fundusze na to przeznaczone będą służyć tylko organizacji kilku lukratywnych wycieczek z pobytem w ekskluzywnych hotelach kilku urzędników? Dziękuję. (Oklaski)

Poseł Tadeusz Polański:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Im bardziej jesteśmy potrzebni innym narodom Europy i świata, tym łatwiej nam uprawiać własną politykę. Gorzej być sługą, z którym nikt się nie liczy. Wielkim problemem jest bardzo niski udział Polski w światowym eksporcie, pozostający na tym samym poziomie od 1935 r. Musimy zdecydowanie zmienić jakość promowania naszej gospodarki w świecie.

    Pierwsze pytanie. Jakie zmiany w polskich placówkach zagranicznych zamierza przeprowadzić Ministerstwo Spraw Zagranicznych, aby w większym stopniu odpowiadały one za wyniki ekonomiczne w eksporcie polskich produktów?

    Drugie pytanie. Jaki jest procentowy udział w zatrudnieniu w placówkach zagranicznych osób posiadających odpowiednie kwalifikacje zajmujących się zdobywaniem rynków zbytu i promowaniem polskich produktów?

    I trzecie, ostatnie pytanie. Jakimi środkami finansowymi dysponuje Ministerstwo Spraw Zagranicznych na promocję polskiej gospodarki i polskich produktów poza granicami kraju i jak się to ma do potrzeb? Dziękuję bardzo.


Poseł Adam Woś:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! W sprawie polityki zagranicznej staram się być zawsze bacznym obserwatorem, stąd moje do pana pytanie. Dlaczego pan jako człowiek, który zawsze podkreśla swój szacunek do demokracji, neguje demokratyczny wybór Kongresu Polonii Amerykańskiej, chodzi o prezesa Edwarda Moskala. Czy to przypadek, czy też zamierzone działanie, że nie znajduje pan czasu na spotkanie z prezesem Moskalem, choć jako szef polskiej dyplomacji ma pan taki obowiązek, prywatnie nie, ale jako minister tak. Musi budzić zdziwienie fakt, że zarówno pan, jak i pan prezydent Aleksander Kwaśniewski w czasie swoich wizyt w Stanach Zjednoczonych zawsze znajduje czas na spotkanie ze społecznością żydowską, a rzadko czy prawie nigdy z Polonią amerykańską. Czyżbyście panowie nie lubili Polonii?

    I drugie pytanie. Czy jest pan w stanie odpowiedzieć, jakiej natury zagrożenia istnieją ze strony władz irackich i narodu irackiego dla naszego państwa? Jakie to żywotne interesy ma nasz kraj w zabijaniu narodu irackiego? Bo wojna to zabijanie. Ja tak przynajmniej to rozumiem.

    Na podstawie tego, co słyszę od moich wyborców, od ludzi, z którymi się spotykam, z którymi rozmawiam, można jednoznacznie stwierdzić, że to nie my będziemy czerpać korzyści ze złóż ropy naftowej w Iraku. Z czyjego upoważnienia zadeklarował pan nasze zaangażowanie, nie tylko polityczne, w konflikt iracki? Czy na ten temat debatował rząd? Jeśli tak, to kiedy i w jakim składzie? Dziękuję. (Oklaski)


Poseł Bronisław Dutka:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Mam pytanie do pana ministra. Jakie kroki podejmuje MSZ, by zmienić na lepsze traktowanie Polaków przez konsulaty innych państw, zwłaszcza przez konsulat Stanów Zjednoczonych, i co za rodzaj wzajemności stosują Stany Zjednoczone traktując wszystkich Polaków jak przestępców przy wydawaniu wiz?

    Kolejne pytanie: Jaki jest stosunek Ministerstwa Spraw Zagranicznych i rządu Polski do państwa tajwańskiego? Oczywiście jest to wyspa chińska, ale odrębne państwo, i jakie są plany Ministerstwa Spraw Zagranicznych w tych stosunkach na przyszłość?

    Pytanie wielokrotnie się powtarzające, ale w innym kontekście, jakie realne korzyści - mam na myśli realne korzyści - odniesie Polska z deklarowanego udziału naszego wojska w interwencji irackiej? Wszystko, co się robi, powinno się robić w jakimś celu. Mam nadzieję, że takie korzyści Polska odniesie.

    I pytanie ostatnie. Wiele tutaj mówiono o kadrach dyplomatycznych. Zaznaczam, że dyplomatą nie zamierzam zostać, ale chciałbym, aby pan minister przekazał w pewnym sensie społeczeństwu i oczekującym często na pracę młodym ludziom informację, jakie wymagania stawia się kadrom dyplomatycznym, po to aby można było wyjechać na placówkę i tam reprezentować dobrze Polskę, bowiem jest taka sytuacja, że te kadry jakoś dziwnie układają się w jednej partii politycznej, i to wcale nie koalicyjnej. Dziękuję bardzo.


Poseł Zdzisław Jankowski:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Polska utraciła niemal połowę swego terytorium na wschodzie, natomiast przyznano jej na zachodzie tereny poprzednio należące do Niemiec. Propaganda władz komunistycznych nazwała je ziemiami odzyskanymi. Kto upoważnił negocjatorów polskich do zmiany nazwy ziemie odzyskane na ˝tereny należące do Niemiec˝? Czy polscy negocjatorzy kwestionują przynależność ziem zachodnich do polskich w obecnych granicach? Niejeden raz w historii troszczyliśmy się o inne nacje bardziej niż o siebie, a rzadko okazywano nam wdzięczność. Przez wieki drogo broniliśmy swej wolności, lecz raz daliśmy się jej pozbawić, a innym razem odebrano nam na siłę. Historia nie zakończyła się w ubiegłym wieku, ona nadal trwa, a lubi się powtarzać. Dlaczego polski rząd słucha zawsze kogoś, co mamy robić, zapominając o własnej ojczyĄnie i obowiązkach wobec własnego narodu, a dowodów jest wiele, np. wyprzedaż majątku narodowego, co jest ciężkim przestępstwem wobec narodu i państwa polskiego. Dziękuję bardzo.


Poseł Lech Kuropatwiński:

    Panie Marszałku! Panie Ministrze! Omawiamy dziś informację rządu o polityce zagranicznej państwa polskiego. Padało wiele słów o dobrej polityce rządu, o tym, że zrobiono wszystko przed podpisaniem akcesji do Unii Europejskiej, ale były też słowa krytyki.

    Panie Ministrze! To na panu ciąży odpowiedzialność za politykę zagraniczną państwa i winien pan powiedzieć Polakom prawdę, z jakiej strony mogą spodziewać się zysków, a z jakiej strony straty, nie tylko w polityce narodowej, ale także w gospodarczej i suwerennej polityce państwa.

    Panie ministrze, proszę odpowiedzieć Polakom, którzy mieszkają na zachodzie Polski, jaką mają pewność, że po wejściu do Unii Europejskiej nie zostaną pozbawieni swych gospodarstw na wsi i mieszkań w miastach pobudowanych przez Niemców?

    Panie ministrze, proszę odpowiedzieć konkretnie, czy nasi obecni bezrobotni otrzymają zasiłki socjalne na poziomie chociażby 50% w stosunku do obywateli Unii Europejskiej i kto im to zagwarantuje - czy rząd polski, czy Wspólnota? Bo w zapisie o sprawach socjalnych obywateli, przedłożonym w raporcie, zapisu takiego się nie doczytałem.

    Panie ministrze, doskonale pan wie, że aby zabezpieczyć Polakom zrównoważone życie i egzystencję, to wzrost gospodarczy musiałby wzrosnąć 4-krotnie po wejściu do Wspólnoty, a budżet narodowy musiałby osiągnąć kwotę chociażby 500 mld zł. Czy są takie możliwości? Czy nasi obywatele z takich możliwości mogą skorzystać? Może pan też podpisuje się pod tym, co mówił niejednokrotnie wiceminister Kołodko: Jeżeli nie będzie dobrze w 2013 r., to może będzie lepiej w 2026. Chyba do tego nie zmierzamy.

    Pytanie kolejne: Czy możliwa jest renegocjacja umowy negocjacyjnej z Unią Europejską w zakresie rolnictwo, budownictwo, opieka socjalna? Dziś padały słowa o dialogu społecznym i rozpoczęciu kampanii referendalnej. Może trzeba było odwrotnie - najprzód rozmowa, dialog, a potem podpisanie i równe warunki.

    Chciałbym się odnieść do wypowiedzi pana posła Chaładaja z SLD, który krytycznie wypowiedział się o przewodniczącym Andrzeju Lepperze, o jego krytycznej wypowiedzi w sprawie Unii Europejskiej. Panie pośle, to nie pan będzie oceniał Andrzeja Leppera, to ocenią wyborcy w przyszłych wyborach, które nas czekają. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Poseł Grzegorz Dolniak:

    Panie Marszałku! Panie Ministrze! Dlaczego nasza polityka zagraniczna zdominowana jest kontaktami obliczonymi na współpracę przede wszystkim z Europą i Stanami Zjednoczonymi? W przedstawionej informacji dotknął pan, panie ministrze, zaledwie jednym zdaniem kwestii współpracy z krajami Dalekiego Wschodu. Jest to o tyle dziwne, że zarówno kraje Unii Europejskiej, jak i Stany Zjednoczone mające mocne swoje rynki wewnętrzne, poszukują jedynie możliwości zbytu nadprodukcji swoich towarów i usług, co nie do końca zgodne jest z naszymi oczekiwaniami.

    Panie ministrze, nie dość, że unikamy w rozmowach ze stroną chińską delikatnych kwestii w materii poszanowania praw człowieka czy też statusu obecnych prowincji chińskich, tłumacząc ten fakt potrzebą wzmocnienia bilateralnych kontaktów, to w konsekwencji i tak jesteśmy zupełnie nieobecni na rynku chińskim. A przecież Chiny, z którymi w nieodległej przeszłości łączyły nas bardzo dobre stosunki gospodarczego, to obecnie olbrzymi rynek inwestycyjny. Aktualnie same tylko inwestycje zagraniczne w Chinach, według ostatnich szacunków, to kwota 50 mld dolarów na przestrzeni jednego roku. Obecnie Chiny są największym światowym placem budowy zarówno w zakresie budownictwa kubaturowego, jak i liniowego. Rocznie buduje się tutaj 2300 km autostrad, wyzwalając olbrzymie zapotrzebowanie na rynku usług i materiałów budowlanych. Chiny to nie tylko rynek chłonny inwestycji, ale to rynek równie chłonny materiałów konsumpcyjnych. Aktualnie łącznie import zamyka się kwotą 250 mld dolarów rocznie i nie jest w stanie nasycić rzeczywistego zapotrzebowania. Na rynku chińskim obecne są praktycznie rzecz biorąc wszystkie światowe firmy, natomiast polskich zupełnie nie widać. Dziękuję.


Poseł Maria Nowak:

    Dziękuję.

    Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoki Sejmie! Mam trzy pytania. Pierwsze pytanie dotyczy grupy wyszehradzkiej. Otóż jakie działania podjął rząd, a konkretnie pan minister, celem umocnienia pozycji grupy wyszehradzkiej na arenie polityki zarówno europejskiej, jak i światowej, bo tam Polska ma na pewno o wiele większą rolę do odegrania aniżeli w samej Unii Europejskiej. I czy zamierza się powiększyć Grupę Wyszehradzką o kolejne państwa, mam tu konkretnie na myśli Litwę? Jeżeli tak, to jakie kroki zostały już w tym temacie podjęte przez polską dyplomację?

    Pytanie drugie dotyczy Polaków mieszkających poza granicą Polski na Wschodzie, a konkretnie tego, jakie działania podejmuje polska dyplomacja na rzecz udzielania pomocy Polakom mieszkającym na Litwie, Białorusi, Ukrainie. Ponieważ na podstawie doświadczeń, jakie posiadam, oceniam działania ministerstwa w tym względzie negatywnie. Mam wrażenie, że rząd pomoc Polakom, naszym rodakom mieszkającym na Wschodzie, spycha na organizacje pozarządowe. Ale aby organizacje pozarządowe, które naprawdę mają tu wielką rolę do spełnienia, mogły właściwie pomagać tam mieszkającym Polakom, to musi być odpowiednio prowadzona praca na poziomie ministerstw. Stąd moje pytanie o konkretne zamierzenia w tej dziedzinie, ale na szczeblu ministerstw.

    I pytanie trzecie. Dlaczego w trakcie negocjacji z Unią Europejską nie poruszano zagadnień dotyczących takich tematów, jak ochrona życia od poczęcia czy innych wynikających z tradycji chrześcijańskiej? Już kończę, panie marszałku. Dokończę tylko to pytanie. Dlaczego w polskim traktacie akcesyjnym nie znajdują się dokumenty mówiące o tych sprawach, tak jak ma to np. miejsce w przypadku Irlandii czy ostatnio Malty? Czy rząd celowo pominął te tematy jako nieistotne, ponieważ pragnie zaraz po przeprowadzonym referendum zmienić polskie prawodawstwo w zakresie aborcji? Chcę poznać stanowisko rządu w tym względzie. Dziękuję.


Poseł Tadeusz Samborski:

    Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Jeśli można, w jednym zdaniu do tego się odniosę. To nie jest tak, że rząd tylko spycha to na pozarządowe organizacje, bo ja np. prezesuję organizacji rządowej, która udziela pomocy Polakom na Wschodzie i zakres tej pomocy jest bardzo szeroki. Tak że tutaj zarzut tego, że pomoc jest nieskuteczna na Wschodzie...

    (Poseł Maria Nowak: Nie mówiłam o wszystkich.)

    Rozumiem. Mówię na podstawie pewnego oglądu działalności bardzo aktywnej organizacji w tym zakresie. Natomiast pragnę zadać pytanie panu ministrowi w kontekście takiej oto sytuacji. Wprowadzimy wizy od 1 lipca i liczymy na to, że strona ukraińska nie wprowadzi wiz, ale przecież obowiązek wizowy jest pewną uciążliwością dla wszystkich obywateli z obszaru wschodniego. Mam świadomość, że przepisy unijne nie pozwalają dyferencjonować różnego rodzaju ułatwień pod względem kryterium narodowości. Jednakowoż słyszy się tu i ówdzie, że państwo w resorcie pragniecie znaleĄć pewne sposoby czy jakieś warianty rozwiązań, które Polakom, naszym rodakom na Wschodzie, ułatwią procedurę uzyskiwania wiz. Rozważa się ponoć także możliwość włączenia w ten proces organizacji polskich i innych podmiotów. Jeśli na tym etapie przygotowań pan minister mógłby coś powiedzieć na ten temat, to w tym przedmiocie zadaję pytanie, ale jeśli to jest faza jeszcze np. dyskrecjonalna, to je wycofuję. Jeśli jednak można, to bardzo proszę o odpowiedĄ. Dziękuję bardzo.


Poseł Edward Maniura:

    Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Panie Ministrze! Chciałbym zadać panu kilka pytań. Na stronie 11. informacji rządu na temat polskiej polityki zagranicznej w 2003 r. czytamy, że jesteśmy głęboko zainteresowani odbudową naszych powiązań gospodarczych z państwami Środkowego Wschodu oraz rozwojem i bilansowaniem handlu z państwami Dalekiego Wschodu, m.in. z Japonią. Co zdaniem pana ministra stoi na przeszkodzie w rozwoju tych stosunków?

    W związku z tym pytaniem chciałbym zadań drugie pytanie. Przegraliśmy rywalizację o wielkie inwestycje w obszarze motoryzacyjnym. Osobiście uważam, że te decyzje wiążą się również z pewną wiarygodnością Polski, która została w ostatnich latach zachwiana. Jak przywrócić wiarygodność Polski, a mam na myśli zachwianie tej wiarygodności w związku ze zmianami w naszym prawodawstwie, na podstawie których odebrano przyznane ulgi i zwolnienia firmom inwestującym, m.in. firmom japońskim inwestującym w specjalnych strefach ekonomicznych? Chodzi o zwolnienia z podatku od nieruchomości. Z tego, co udało się przeczytać w prasie, podczas wizyty grupy biznesmenów japońskich premier obiecał rozwiązanie tego problemu.

    Drugie pytanie dotyczy spraw wizowych. Czy jest szansa, aby w najbliższych latach nie tylko wizy do Stanów zostały zniesione, ale również do Kanady? Pan poseł Stec w swoim wystąpieniu poruszył bardzo ważki problem, chodzi o funkcjonowanie pionów gospodarczych w naszych placówkach dyplomatycznych. Jak pan minister ocenia funkcjonowanie tych placówek? Dziękuję bardzo.


Poseł Gabriel Janowski:

    Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Panie Ministrze! Promocja Polski za granicą winna być ważną dziedziną aktywności szeroko rozumianych służb zagranicznych. Doświadczenia w tym względzie, przywołane choćby dzisiaj tutaj przykłady mówią, że nie jest najlepiej w tej kwestii. Świadczy o tym choćby sprawa naszej wystawy w Pekinie, w Berlinie. Śledzę również rozmaite artykuły, niektóre z nich są sponsorowane, tak jak ogłoszenia. Ukazał się na przykład niedawno artykuł na temat Polski w ˝Wall Street Journal Europe˝. Czytałem ogłoszenie podobno płatne o Polsce ˝Polska - serce Europy˝ w ˝Timesie˝. Ale kiedy śledzę te ogłoszenia, te artykuły, to odnoszę wrażenie, że one są przypadkowe, że nie ma żadnej myśli przewodniej w tym względzie w promowaniu Polski.

    Mam pytanie. Czy jest w rządzie ośrodek, osoba, koordynujące w jakiś sposób tę politykę, bo o ile wiem, środki nie są zbyt duże i powinny być w związku z tym bardzo efektywnie wykorzystane? Proszę o zapoznanie nas z tą sprawą. I uwaga końcowa. O ile można, to proszę jednak o bardziej wnikliwe przyjrzenie się tej sprawie, o większy nadzór i, krótko mówiąc, bardziej efektywne działanie na tym polu i w tym obszarze. Dziękuję bardzo.


Poseł Marek Suski:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W trybie sprostowania. Pan minister widocznie mnie Ąle zrozumiał. Ja nie mówiłem o bagatelizowaniu Białorusi, tylko o właśnie bardzo poważnym traktowaniu tego, co się tam dzieje. A to, że jest to nasz sąsiad, nie zwalnia nas z obowiązku, żeby patrzeć na to, że jest tam łamanie praw obywateli.

    Jeszcze druga sprawa. W debacie pan minister dopuścił się bardzo nieeleganckiego zachowania wobec mnie, określając mnie pewną inwektywą, której nie będę powtarzał, ale mam nadzieję, że pan minister mnie przeprosi z tej trybuny, a jeżeli do tego nie dojdzie, to złożę odpowiedni wniosek w odpowiednie miejsce. Dziękuję bardzo.

    (Minister Spraw Zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz: Najlepiej do prokuratora.)

    (Poseł Marek Suski: Jeżeli pan sobie tego życzy...)


Poseł Zbyszek Zaborowski:

    Dziękuję, panie marszałku.

    Rzecz dotyczy rekonstrukcji sił zbrojnych. Pan minister Cimoszewicz niepotrzebnie bronił polityki rządowej w tym zakresie przed moimi poglądami, ponieważ ja poparłem politykę rządową, wręcz mówiąc o tym, że uzawodowienie armii do 2008 r. wynikające z programu 2003-2008 do poziomu 60% jest jedynie realne i słuszne. Natomiast krytykowałem poglądy, które powstały w kręgu Platformy Obywatelskiej i były wyrażane przez byłego ministra obrony narodowej pana Bronisława Komorowskiego, za dzisiejszą ˝Gazetą Wyborczą˝, wcześniej były one prezentowane kilkakrotnie na posiedzeniach Komisji Obrony Narodowej. Sądziłem, że są one znane również panu ministrowi, ale od tej pory będę cytował dokładnie, za kim omawiam te poglądy, poglądy - przypominam - dotyczące redukcji polskiej armii, potrzeby dalszej redukcji i pełnego uzawodowienia, redukcji do poziomu 80-100 tys. Te 150 tys., mówiłem o tym, które mamy zredukować do końca bieżącego roku, to wydaje się maksimum i nie ma sensu rozmawiać o dalszej redukcji, jeżeli nie zakończono jednej. Taki był mój pogląd, panie ministrze.


Poseł Stanisław Dulias:

    Panie Marszałku! Panie Premierze! Krótkie pytanie. Naprawdę ja nie chciałem przekazać tego złośliwie... ale pytanie, bo...


Poseł Stanisław Dulias:

    Ale ja tylko chcę... no muszę, tylko sprostuję...


Poseł Stanisław Dulias:

    Zapytałem się o ceny, chodzi o handel zagraniczny, i pan premier odpowiedział, że to nie dotyczy polityki zagranicznej. A przecież o to chodziło, żeby powiedzieć, że na sytuację w kraju miały wpływ m.in. handel i wymiana zagraniczna. To jest pierwsza rzecz. Na to nie otrzymałem odpowiedzi, a zwrócę się w tej sprawie.

    I druga sprawa, to jest sprawa plonów referencyjnych, z którymi również się nie zgadzam. Nie będę tego komentował. Dziękuję.


Poseł Antoni Stanisław Stryjewski:

    Panie Marszałku! Nim zacznę prostować, to chciałem tylko zwrócić uwagę, że pan minister Cimoszewicz po raz kolejny obraził, i to w polskim Sejmie, pana Edwarda Moskala, nazywając go tak naprawdę prymitywnym antysemitą. Jest to oburzające, panie ministrze, i po prostu proszę o przeproszenie pana Moskala i przeproszenie Wysokiej Izby za takie słowa.

    Również niedopuszczalne jest wykrzykiwanie w tej Wysokiej Izbie na posła, nawet jeśli on ma inną wyobraĄnię niż pan, bądĄ w ogóle ma wyobraĄnię, której pan nie ma, to jednak nie warto krzyczeć i nie można krzyczeć na posła.

    A teraz, proszę państwa, zadając pytanie o to, czy pan minister ma zgodę, czy rząd polski również ma zgodę Jana Pawła II na używanie jego imienia, pan minister raczył powiedzieć, że nie ma i z tego wynika, że swobodnie interpretuje słowa, wypowiedzi Jana Pawła II, a myślę, że w powszechnym przekonaniu jest tak, że wszyscy wiemy, że papież mówi i wie, co mówi i kiedy mówi, i jak mówi. To po pierwsze. W związku z tym niedopuszczalne jest, by pan swobodnie interpretował...


Poseł Antoni Stanisław Stryjewski:

    Panie Marszałku! Jest to niedopuszczalna forma funkcjonowania ministra spraw zagranicznych, który po prostu w Sejmie interpretuje słowa papieża w sposób dowolny i bez jego zgody.


Poseł Antoni Stanisław Stryjewski:

    Już, panie marszałku, przechodzę w tej chwili. Prosiłem pana ministra o to, by odpowiedział, czy poinformował papieża o warunkach akcesji i o treści traktatu akcesyjnego. Również prosiłem o to, by pan minister raczył przedstawić informację o stanie prac nad Kartą Polaka. Tych informacji nie uzyskałem.

    (Głos z sali: To nie jest sprostowanie.)


Poseł Krzysztof Filipek:

    Panie Marszałku! Panie Ministrze! Rozumiem, że trudno było panu przyznać rację przewodniczącemu Andrzejowi Lepperowi, dlatego udzielił pan mi odpowiedzi tak, powiedziałbym, pół na pół. Przewodniczący, stwierdził pan, że miał rację i nie miał racji, ale trudno jest chyba, panie ministrze, dyskutować o tym, że 5 ton to jest więcej niż 3 tony i w tym przypadku powinien pan przyznać rację przewodniczącemu. Natomiast co do...

    (Głos z sali: Sprostowanie!)

    (Głos z sali: To jest czytanie, a nie sprostowanie.)

    Ale, panie pośle, naprawdę...

    (Głos z sali: Albo jest regulamin, albo nie.)

    No, jest regulamin, oczywiście, że jest. I jest on po to, żeby jeden drugiemu nie przeszkadzał.

Poseł Krzysztof Filipek:

    Oczywiście, ja już kończę. I należało tylko, panie ministrze, przyznać rację, nie wstydząc się tego, że jednak mamy gorsze trochę warunki od tych krajów, które zostały wymienione. Dziękuję. (Gwar na sali)

    (Głosy z sali: Dalej nic nie rozumie.)

Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Sławomir Dąbrowa:

    Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Pan minister zlecił mi udzielenie odpowiedzi czy pogłębienie odpowiedzi na grupę pytań dotyczących podobnej sprawy oraz udzielenie odpowiedzi na jedno szczegółowe pytanie. Zaczynam od pierwszej sprawy, czyli problemów własnościowych na terenach Polski zachodniej i północnej, który to temat znalazł się w całym szeregu pytań i wypowiedzi.

    Obecny rząd polski tak jak i poprzednie rządy stoi niezmiennie na stanowisku całkowitej legalności działań podjętych przez władze polskie na terenach przyznanych Polsce na mocy postanowień układu poczdamskiego z 1945 r., w tym legalności wysiedlenia i wywłaszczenia bez odszkodowania ludności niemieckiej. Stanowisko nasze jest znane stronie niemieckiej, która prezentuje często odmienny pogląd w tej kwestii odnośnie do aspektów prawnych, a nie aspektów terytorialnych czy granicznych. Według rządu polskiego stosunki ludnościowe i własnościowe na tej części terytorium państwa polskiego, która przed II wojną światową należała do Rzeszy Niemieckiej, są ostatecznie uregulowane poprzez: po pierwsze, decyzje wielkich mocarstw z tego okresu, po drugie, powojenne ustawodawstwo polskie, po trzecie, umowy między Polską a Niemcami, w szczególności te podstawowe traktaty z grudnia 1970 r. i z czerwca 1991 r., i po czwarte, traktat moskiewski z 1990 r. o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec, tzw. traktat dwa plus cztery.

    W sferze stosunków własnościowych, które najczęściej dzisiaj były podnoszone, wysiedlane po II wojnie światowej osoby narodowości niemieckiej traciły własność bez odszkodowania. Podobnie na rzecz skarbu państwa polskiego bez odszkodowania przechodziła własność publiczna Rzeszy Niemieckiej oraz własność niemieckich osób prawnych. Sytuacja taka odpowiadała z jednej strony postanowieniom mocarstw sprzymierzonych w stosunku do Niemiec, mam tu na myśli szereg postanowień Sojuszniczej Rady Kontroli Niemiec, oraz porozumień między państwami z tego okresu, które jednoznacznie przewidywały przejmowanie mienia niemieckiego za granicą bez odszkodowania. Często zresztą było to traktowane w ramach realizacji roszczeń reparacyjnych. I, po drugie, były to nie tylko postanowienia, ale również praktyka mocarstw sprzymierzonych i innych państw po II wojnie światowej. Tak więc stanowisko Polski w tej mierze, stanowisko o braku podstaw do żądania od Polski lub obywateli polskich odszkodowania czy restytucji z tytułu przejętego wówczas mienia publicznego i prywatnego, sprowadza się do tego, że wszystkie roszczenia majątkowe zostały ostatecznie zamknięte najpóĄniej wraz ze wspomnianym przeze mnie traktatem dwa plus cztery. Powrót do tych roszczeń oznaczałby powrót do całego pakietu roszczeń finansowych w stosunku do Niemiec związanych z II wojną światową. Nie chciałbym mówić dzisiaj o aspektach takich, jak status Niemiec jako agresora, jak paradoks, którym byłaby sytuacja, w której Polska miałaby wypłacać odszkodowania obywatelom państwa agresora itd., itd. Koncentruję się na zagadnieniach prawnych tej sprawy. Również nie zamierzam dzisiaj mówić o wielkim dziele pojednania, jakie wspólnie realizują od 1989 r. Polska i Niemcy, bo nie to było przedmiotem pytań.

    Panie Marszałku! Przedstawiciele rządu w każdej wymagającej tego sytuacji reagują na wypowiedzi niemieckich polityków formułujących roszczenia pod adresem naszego kraju. W zakresie zadań realizowanych przez polską służbę dyplomatyczną i konsularną mieści się również informowanie międzynarodowej opinii publicznej o szerokim historycznym kontekście wysiedleń i wywłaszczeń oraz o zależności przyczynowo-skutkowej między nimi i tragicznymi wydarzeniami okresu II wojny światowej. Kwestia wysiedleń i wywłaszczeń ludności niemieckiej jest sprawą pozostającą poza materią negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. Ani instytucje Unii Europejskiej, ani przedstawiciele rządów państw członkowskich Unii Europejskiej nie podważają legalności wysiedleń i wywłaszczeń ludności niemieckiej przeprowadzonych przez władze polskie i nie wiążą z tymi sprawami członkowstwa w Unii Europejskiej. Słuszność takiego stanowiska potwierdziła ekspertyza dotycząca tzw. dekretów Benesza, przygotowana na zlecenie Parlamentu Europejskiego przez wybitnego prawnika, zresztą niemieckiego, profesora Froweina. Oczywiście nie wywoła naszego zdziwienia, jeżeli koła ziomkowskie w Niemczech będą przygotowywały czy już przygotowały odmienne opinie prawne w tej sprawie. My również dysponujemy szeregiem ekspertyz. Chciałbym w tej chwili powiedzieć tylko o jednej, ponieważ odnosi się bezpośrednio do poruszonego tu dzisiaj w dyskusji czy pytaniach aspektu wewnętrznego w tej sprawie. Mianowicie istniejący od kilku miesięcy doradczy komitet prawny przy ministrze spraw zagranicznych, po dokładnym zbadaniu tej sprawy wyraził opinię, aby możliwie szybko w naszym wewnętrznym ustawodawstwie zakończyć proces przekształcania użytkowania wieczystego na tych ziemiach w prawo własności.

    Teraz, panie marszałku, krótka odpowiedĄ na pytanie pana posła Piłki dotyczące sprawy własności czy odszkodowania za zniszczenie przez Niemców własności prywatnej podczas II wojny światowej nie w wyniku działań wojennych. Nieobecność pana posła Piłki nie pozbawia go wiedzy, którą zaprezentuję króciutko, ponieważ dosłownie w tych dniach pan poseł Piłka... To znaczy pan poseł Piłka wcześniej złożył w tej sprawie interpelację do ministra spraw zagranicznych i minister w tych dniach udzieli mu odpowiedzi na piśmie; być może ta odpowiedĄ leży w kancelarii jednej lub drugiej instytucji, czyli MSZ lub Sejmu. Krótko, odpowiedĄ jest taka: w prawie międzynarodowym w przeszłości różnie traktowano sprawę odszkodowań za prywatną własność zniszczoną nie w wyniku działań wojennych, niemniej od czasu traktatu wersalskiego w 1919 r., regulującego skutki I wojny światowej, odszkodowania za szkody cywilne, które powstały nie w wyniku działań wojennych, poprzednio wyodrębniane z innych rodzajów szkód i odszkodowań, zostały w prawie międzynarodowym włączone do kategorii reparacji wojennych. Dlatego po II wojnie światowej w protokole końcowym z konferencji w Jałcie w lutym 1945 r., w umowie poczdamskiej z sierpnia 1945 r. była mowa tylko o ogólnym zobowiązaniu Niemiec do naprawienia szkód wyrządzonych narodom zjednoczonym, bez oddzielnej artykulacji szkód cywilnych. Również w umowie paryskiej z 1946 r. zawartej przez państwa Europy Zachodniej, dotyczącej podziału niemieckich świadczeń reparacyjnych, nie ma podziału szkód na wojskowe i o charakterze cywilnym. Podobnie w traktatach pokojowych z sojusznikami III Rzeszy podpisanych w Paryżu w 1947 r. czy w traktacie pokojowym Stanów Zjednoczonych z Japonią w Tokio z 1951 r. Tak więc trzeba przyjąć, że nastąpiło zamknięcie aspektu roszczeń reparacyjnych związanych z II wojną światową, również w tym aspekcie, o który pytał pan poseł Piłka. A wspomniany przeze mnie w pierwszej odpowiedzi traktat dwa plus cztery ostatecznie to potwierdził. Dziękuję bardzo.



Strona główna | International version | Biuletyn Informacji Publicznej | Wersja tekstowa
© 2002-2010 Ministerstwo Spraw Zagranicznych
Al. J. Ch. Szucha 23, 00-580 Warszawa tel. (+4822) 523 9000
Zaloguj się    
Ostatnia modyfikacja: 02.09.2010. CMS system zarządzania treściąagencja interaktywna: projektowanie stron WWW, cms, intranet, multimedia, aplikacje mobilne